Gorący temat
Relacja Live
26.05.2016
08:36
"Jedynie Platforma nie zaproponowała żadnego kompromisowego rozwiązania (...) Rozwiązanie kryzysu ustawą nie jest dobrym rozwiązaniem. Jeśli tego problemu nie rozwiążemy konstytucyjnie, to jest zagrożenie, iż kolejna władza przyjdzie i znów zacznie mieszać w TK. Należy zwrócić się w kierunku rozwiązań, które kompleksowo rozwiążą tę sprawę. TK trzeba całkowicie oddzielić od nacisków politycznych. Musimy na nowo ukonstytuować działanie Trybunału"Posłanka PO stwierdziła zaś:
"Żadna Konstytucja nie uchroni nas od złej woli rządzących. Nie możemy mówić o zmianie Konstytucji wtedy, gdy obecna jest łamana. Nieprzestrzeganie Konstytucji nie może być pretekstem do jej zmiany. Nowa Konstytucja sankcjonowałaby obecne działania rządzących. Dziś ani ustawą - tu się z panią poseł zgadzam - ani nową Konstytucją, nie naprawimy tego kryzysu"Pomaska była też pytana o sytuację w Sejmie sprzed tygodnia, gdy posłanka PO na mównicy sejmowej podarła projekt uchwały o suwerenności Polski przygotowanej przez PiS. Jak stwierdziła:
"Miałam świadomość, że ten projekt [uchwały], nie był projektem przyjętym przez Sejm. On był pełen błędów, które trzeba było autopoprawką poprawiać (...) Napawa mnie optymizmem liczba słów wsparcia, nie tylko ze strony polityków, ale przede wszystkim - obywateli. Oni twierdzą, że to, co robi PiS, jest niedopuszczalne"
08:55
09:07
09:36
"Selfie” - to tytuł nowej książki Marka Belki, która na początku czerwca ukaże się w księgarniach. Jak zapowiada wydawnictwo Studio EMKA, motywem przewodnim jest biografia ustępującego prezesa NBP; bogata, niekonwencjonalna, a równocześnie konsekwentna, osnuta wokół dwóch pasji profesora - nauki i polityki.
Autor nie portretuje tylko siebie, ale też wiele osób, które spotkał na swojej rodzinnej, naukowej i politycznej drodze. Jak sam wyznaje, jego pasją jest “kolekcjonowanie ludzi” - znanych i nieznanych, zawsze jednak nietuzinkowych. Jednym i drugim poświęca wiele uwagi oraz ciepłego zainteresowania.
*****
Technologia doradzania Aleksandrowi Kwaśniewskiemu w codziennej praktyce nie była skomplikowana. W moim przypadku polegała na tym, że na biurku w gabinecie z widokiem na kościół Wizytek lądowały pisma dotyczące spraw gospodarczych i adresowane do Prezydenta RP, które prezydent czytał, a następnie kierował do mnie z adnotacją: “Proszę o opinię” lub “Proszę o kontakt” - jeśli rzecz wymagała przedyskutowania. W tej drugiej sytuacji dzwoniłem lub uprawiałem sprint na dystansie 60 metrów, dzielących mój pokój od gabinetu Aleksandra Kwaśniewskiego. Najczęściej jednak wydawane przeze mnie opinie przybierały postać tekstową.
Od pierwszego dnia przyjąłem trzy konsekwentnie przestrzegane zasady serwisowania tych pism, co w dużej mierze wynikało z lenistwa. Po pierwsze, odpisywałem na fiszkach formatu A-5 z emblematem pałacowym, zawsze ręcznie, zawsze wiecznym piórem. Po drugie, odpisywałem krótko, maksimum półtorej strony, i konkretnie; w punktach - jak to mawiają Amerykanie: to the point. Nie były to utwory literackie. Po trzecie, odpisywałem zgodnie ze swoją najlepszą wiedzą lub też informacjami pozyskanymi od ludzi mądrzejszych. Ta forma idealnie spełniała oczekiwania Aleksandra Kwaśniewskiego, tak że generalnie było miło. Z wyjątkiem momentów, kiedy robiło się niemiło.
Pierwszy bój przeżyłem zaraz na początku kariery doradcy. Ślęczałem właśnie w swoim gabinecie nad założeniami budżetowymi na rok 1997, bo założenia z reguły przygotowuje się ze znacznym wyprzedzeniem czasowym. Kiedy tak pracowałem, w głowie głowy państwa powstała myśl, z którą prezydent przyszedł najpierw do mnie, co było przyjemnym dowodem zaufania.
- Panie profesorze - zapytał - a co by było, gdybyśmy tak obniżyli podatki? Czy budżet, nad którym pan pracuje, by się zawalił?
- Absolutnie nie - odparłem zgodnie z prawdą. - Mamy akurat bardzo wysoką koniunkturę, nie wiem wprawdzie, czy to odpowiedni moment na zmniejszanie wpływów z podatków, ale budżet z pewnością to wytrzyma.
Prezydent nie powiedział ani słowa i wyszedł.
Następnego dnia wezwał premiera Cimoszewicza, ministra finansów Grzegorza Kołodkę oraz SLD-owskich hierarchów: Józefa Oleksego i Jerzego Szmajdzińskiego. O ile dobrze pamiętam, był też Marek Ungier.
- Pan profesor - Aleksander Kwaśniewski wskazał mnie dyskretnym ruchem głowy - mój doradca do spraw ekonomicznych jest zdania, że obniżenie podatków nie wyrządzi budżetowi znaczącej krzywdy. Zapadła grobowa cisza, ale prezydent nie pozwolił jej trwać zbyt długo.
- Chcecie wygrać wybory w przyszłym roku? - spytał i tradycyjnie, nie czekając na odpowiedź, dodał tonem nieznoszącym sprzeciwu - Chcecie. To obniżcie podatki.
Nie zapomnę wyrazu twarzy szefów rządu, które stężały z wyjątkiem oczu, ale i w nich z pewnością nie błyskały refleksy sympatii do mnie. Raczej czegoś absolutnie odwrotnego. Dzień wcześniej panowie Cimoszewicz i Kołodko walczyli jak lwy w Sejmie, zaklinając Wysoką Izbę, że obniżenie podatku oznaczać będzie apokalipsę finansów publicznych, upadek budżetu i pełną katastrofę.
Ale taka jest polityka. Stawki podatku dochodowego od osób fizycznych - z angielskiego Personal Income Tax, czyli w skrócie PIT - zostały ustalone na początku lat dziewięćdziesiątych, jeszcze przez Marka Dąbrowskiego, zastępcę Leszka Balcerowicza: na poziomie progów 20, 30 i 40 procent. Potem rząd podniósł je o parę punktów z powodu kryzysu, a teraz miałby je obniżyć do poprzednich pułapów, aby zyskać dla SLD przychylność elektoratu. Z prezydentem nie było dyskusji. Sporządzono autopoprawkę budżetową, ale - jak już obniżać, to obniżać spektakularnie - uradzono, że najniższy próg zjedzie z 21 procent do 19. Parę dni później, a może nawet następnego dnia, rząd pomaszerował z autopoprawką do Sejmu. Nie wiem i chyba nie bardzo chciałbym wiedzieć, jakie myśli dedykowali mi wtedy Włodek Cimoszewicz i Grzesiek Kołodko. Ważne, że później współpracowało nam się bardzo dobrze i do dziś mamy relacje nieopodatkowane tamtym wydarzeniem.
Marek Belka SELFIE
Copyright © Maria i Piotr Belka
© Copyright for the Polish edition by Wydawnictwo Studio EMKA, Warszawa 2016
12:24
Morawiecki:
Timmermans docenia to, że rozmowy się toczą. Zdaje sobie sprawę, że poważne propozycje są formułowane
"Rozmawialiśmy też o kontynuacji rozmów i dialogu w zakresie TK, tak by one znalazły jakiś kompromisowy finał. Przesłanie pana wiceprzewodniczącego było pozytywne. Pan wiceprzewodniczący zgadza się, że ten dialog jest prowadzony bardzo konstruktywnie. Timmermans docenia to, że rozmowy się toczą, że propozycje są formułowane pomiędzy obiema stronami. Wywnioskowałem, że Timmermans zdaje sobie z tego, że pewne poważne propozycje są formułowane, natomiast szczegóły będą prezentowane przez zespoły robocze"Jak dodał:
"Nasz rząd zaproponował ustawę bazującą na rozwiązaniach z 1996 roku czyli była akceptowana przez prawie 20 lat. Myślę, że dla spornych tematów znajdą się rozwiązania. Warto podkreślić, Timmermans też to podkreślał, że jesteśmy w trakcie konstruktywnego dialogu. Myślę, że intencją wszystkich stron jest to zakończyć, czy może prawie wszystkich, bo najbardziej karmi się tym opozycja. Ale wszystkich pozostałych włącznie z TK - wszyscy [szukają] jakiegoś kompromisowego rozwiązania, jesteśmy na dobrej drodze"
14:07
Miroslav Lajčák - szef słowackiej dyplomacji - ogłosił w środę, że będzie startować w wyścigu o fotel sekretarza generalnego ONZ. To kolejny kandydat z kraju Europy Środkowo-Wschodniej, który przyłącza się do rywalizacji. Jak wynika z rozmów, które przeprowadziła 300POLITYKA, Słowacy bardzo intensywnie zabiegają o poparcie Polski dla tej właśnie kandydatury. Jednak - co przyznają nasi rozmówcy w MSZ - poprzedni polski rząd zadeklarował już wsparcie dla kandydatki Bułgarii, którą obecnie jest Irina Bokowa. Wybór strategii może przesądzić o tym, czy Polska będzie liczyć się w innej rozgrywce - o miejsce w Radzie Bezpieczeństwa.
To krajowi Europy Środkowo-Wschodniej ma teraz przypaść stanowisko sekretarza generalnego, chociaż w ostatnich tygodniach w Nowym Jorku i kluczowych stolicach krajów, które mają największy wpływ na decyzję - czyli członków stałych RB ONZ - pojawiły się wątpliwości, czy tak właśnie powinno się stać. Błędna strategia może skończyć się dla regionu prestiżową porażką, co przyznają nasi rozmówcy znający całą sytuację.
To wynik rozczarowujących dla oenzetowskich dyplomatów ocen kandydatur z regionu. Gdyby jednak do gry w miejsce Bokowej weszła Kristalina Georgiewa z Bułgarii, wiceprzewodnicząca KE, to wtedy sytuacja mogłaby się całkowicie zmienić. A jak słyszymy, oficjalne ogłoszenie tej decyzji jest już tylko kwestią czasu, co od pewnego czasu sygnalizują w rozmowach sami Bułgarzy. Polskie pozycjonowanie się wobec kandydatów to element szerszej rozgrywki, w której stawką jest nie tylko stanowisko sekretarza generalnego, ale też pozycja Polski w ONZ i rezultaty zabiegów o to, by nasz kraj stał się od 2018 roku niestałym członkiem RB ONZ. To jest jednym ze strategicznych celów naszej dyplomacji.
https://twitter.com/RehakLubomir/status/735401218164568064
Jak przyznaje w rozmowie z 300POLITYKĄ jeden z ważniejszych europejskich polityków znających sprawę: Mówi się, że to kobieta powinna zostać wybrana na to stanowisko. Cała sprawa jest jeszcze całkowicie otwarta.
Lajacek dołącza do Susan Malcorry, szefowej argentyńskiej dyplomacji - która oficjalnie zgłosiła swój start w ubiegłym tygodniu. Inne kandydatki to Helen Clark, była premier Nowej Zelandii, Irina Bokowa, szefowa UNESCO oraz Natalia Gherman, minister spraw zagranicznych Mołdawii, Vesna Pusic, była szefowa MSZ Chorwacji. Kandydują też: Danilo Turk, były prezydent Słowenii, Igor Luksic, szef dyplomacji Czarnogóry, Srgjan Kerim, były szef MSZ Macedonii, Vuk Jeremic były szef MSZ Serbii i António Guterres z Portugalii, w latach 2005 to 2015 Wysoki Komisarz ds. uchodźców. Każdy kraj ONZ może nominować jedną osobę. W 70-letniej historii kobieta nigdy nie pełniła tej funkcji, nigdy też żadna kobieta nie uczestniczyła w tym wyścigu.
Zgodnie z niepisanymi regułami teraz stanowisko sekretarza generalnego ONZ powinno przypaść politykowi z kraju Europy Środkowo-Wschodniej. Ale kandydaci i kandydatki - jak pisało m.in. POLITICO i "Los Angeles Times" - nie wzbudzają do tej pory entuzjazmu w ONZ. Jak wynika z relacji, podstawowe zastrzeżenie to fakt, że nie są to politycy "wagi ciężkiej". I dlatego są szanse, że Clark, Malcorry czy nawet Guterres zdobędą to stanowisko.
Jak mówią cytowani przez POLITICO dyplomaci znający szczegóły całego procesu, "Gdyby Europa Wschodnia lepiej koordynowała swoje działania, to poświęciłaby słabszych kandydatów na rzecz silniejszych. Tak się jednak nie stało". Teraz grupa kandydatów z regionu jest zbyt rozproszona i nie ma w niej liczących się postaci odpowiedniego formatu. Jak pisze POLITICO, w ubiegłym miesiącu to Clark i Guterres wypadli najlepiej w pierwszej serii przesłuchań w Nowym Jorku. "Foreign Policy" pisze wręcz, że to Helen Clark jest obecnie frontrunnerem w zakulisowych rozgrywkach. Kolejne przesłuchania planowane są na 7 czerwca. POLITICO odnotowuje, że przedstawiciele niektórych krajów regionu zwrócili się w tej sytuacji do Bułgarii, by kandydatura Bokowej została wycofana.
Jeśli tylko Bułgaria wycofa kandydaturę Bokowej i postawi na Georgiewą – która ma dobre notowania u Amerykanów – to Polska może włączyć do rozgrywki kolejny element. Jeden ze znających szczegóły sprawy polityków obozu rządzącego łączy poparcie dla Georgiewy z rozgrywką o niestałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. „Gdybyśmy utrzymali poparcie dla Bułgarii i nie ulegli namowom Słowaków, to wtedy można by zabiegać o to, by Bułgaria wycofała się z rywalizacji o miejsce w RB” - mówi nam.
Już kilkanaście miesięcy temu, gdy Polska deklarowała rozpoczęcie starań o to miejsce, to Bułgaria była uznawana za najpoważniejszą konkurencję w wewnętrznej rozgrywce w ONZ. Teraz pojawia się szansa na powiązanie tej sprawy z poparciem dla Georgiewy i zablokowane szans Bułgarii.
Jej start może okazać się kluczowy dla szans całego region. Jeśli Georgiewa, ani żaden inny liczący się polityk z regionu nie wystartuje, to być może stanowisko przypadnie komuś z Ameryki Łacińskiej. Bo wtedy faworytem USA będzie prawdopodobnie Susana Malcorra z Argentyny. Jak pisało POLITICO, również Wielka Brytania byłaby skłonna poprzeć Georgiewą. W tej chwili na horyzoncie nie ma jednak innej kandydatki z regionu, która miałaby takie doświadczenia jak obecna wiceprzewodnicząca Komisji.
Następca lub następczyni Ban Ki-moona musi mieć poparcie wszystkich członków Rady Bezpieczeństwa, która rekomenduje Zgromadzeniu Ogólnemu NZ kandydaturę. W lipcu ma odbyć się pierwszy nieformalny "straw poll" wśród członków RB. Wyścig o to stanowisko to w praktyce zabieganie o poparcie członków stałych RB. Oficjalnie, 193-członków Zgromadzenie Ogólne zatwierdza kandydata lub kandydatkę nominowaną przez RB ONZ, zwykle przez aklamację. Ostatecznie, nazwisko nowego sekretarza generalnego poznamy we wrześniu tego roku, a jego lub jej zatwierdzenie nastąpi w październiku.
fot. Basil D Soufi CC BY-SA 3.0
14:53
16:58
22:41
polecane
Działamy w warunkach wyższej racji stanu. Musimy mieć silną armię w ciągu 3 lat
- Glapiński
Gorący temat
Gorący temat
Wszyscy, którzy będą podejmowali uchwałę i zaciągną pożyczkę, staną przed sądem
- Czarnek o planie B po ew. wecie do SAFE
Gorący temat
Wystraszyli się, ale mam nadzieję, że z czasem się uspokoją
- Kaczyński pytany o słowa Mentzena
Gorący temat
Koledzy z PSL, przestańcie być popychadłami Czarzastego i Tuska
- Czarnek w Sejmie
Gorący temat