Relacja Live

11.04.2015

10:20

IBRIS dla "Super Expressu": Kolejny sondaż, w którym PO wygrywa z PiS

Według opublikowanego dziś sondażu IBRIS na "Super Expressu", Platforma może liczyć na 38,2 proc. poparcia, PiS na 33,2 proc., SLD - 6,3, PSL - 5,2. Tuż pod progiem natomiast znalazłaby się partia KORWiN (4,8 proc. poparcia). Twój Ruch - według IBRIS - otrzymałby dziś 1,7 proc. poparcia. Sondaż dla "SE" został przeprowadzony 7 kwietnia.

W ostatnim sondażu IBRIS dla "Rzeczpospolitej", przeprowadzonego pod koniec marca, PO otrzymała 36 proc., PiS-PR-SP - 30 proc. Na dalszych miejscach znalazły się: PSL – 7 proc. (bz), SLD – 7 proc. (-1), KORWiN – 5 proc. (+3), TR – 2 proc. (+1), RN – 1 proc. (bz), KNP – 0 proc. (bz).

Fot. Sejm


11:03

TNS dla "Wiadomości": Poparcie PO prawie tak wysokie, jak poparcie dla prezydenta Komorowskiego, PiS traci

PO - 38 proc. (+ 2 pp.), PiS - 30 proc (- 4 pp.). Tak prezentują się wyniki nowego sondażu TNS Polska dla "Wiadomości" TVP1. To kolejny sondaż - po opublikowanym także dziś IBRIS dla "SE" - w którym partia rządząca osiąga prawie 40 proc. i utrzymuje stabilną przewagę nad koalicją zjednoczonej prawicy. To najlepsze wyniki PO w badaniach TNS i IBRIS kolejno od listopada i grudnia 2011 r.

Według TNS Polska dla "Wiadomości", SLD może liczyć na 6 proc. (+1 pp.), PSL - na 5 (- 1 pp.). Do Sejmu nie weszłaby partia KORWiN z wynikiem 4 proc. (+1 pp.), a także Twój Ruch, którego chce poprzeć jedynie 1 proc. badanych (bez zmian). Odsetek wyborców niezdecydowanych, na kogo oddać głos, wynosi 13 proc.

Sondaż przeprowadzono w dn. 7-8 kwietnia.



W sondażu TNS Polska, przeprowadzonym w dn. 10-11 marca, Platforma otrzymała 36 proc., PiS 34 proc., PSL - 6 proc., SLD - 5 proc. Miesiąc temu na partię KORWiN chęć oddania głosu wyraziło 3 proc. badanych, na Twój Ruch - 1 proc. 14 proc. badanych nie wiedziało, na kogo oddać swój głos.

Fot. TVP Info, 300POLITYKA


11:55

BLOG MIGALSKIEGO: Im brutalniejsza kampania, tym wyższa frekwencja

Gdy zbliżały się ostatnie wybory samorządowe miałem okazję zobaczyć występ telewizyjny pewnej politolożki, która wobec zaostrzającej się kampanii wyrażała obawy o to, czy aby frekwencja nie spadnie poniżej 20%. Nie przeszkodziło jej to zaraz po ogłoszeniu wyników biadać nad tym, że owa frekwencja zbliżyła się jedynie do 50% i nie przekroczyła tego progu. Nie w niedouczeniu politolożki jednak rzecz, ale w tezie, która się w niej kołatała, i która zdaje się być powszechna wśród komentatorów życia publicznego – a mianowicie, że im brutalniejsza i ostrzejsza kampania wyborcza, tym udział elektoratu w akcie wyborczym niższy.

Nie mam pojęcia skąd się wziął ów idiotyczny pogląd, ale faktem jest, że – jak wszystkie idiotyczne poglądy – ma on coraz więcej wyznawców i zwolenników. Przekonani o jego prawdziwości argumentują, że ludzie - zniesmaczeni wzajemnymi atakami polityków i ich agresją – najczęściej w takich wypadach decydują się na absencję przy urnach wyborczych. Opinia ta wydaje się im tak oczywista, że aż nie domagająca się dodatkowych dowodów.

Ale dzieje ostatniego ćwierćwiecza w naszym kraju (oraz ostatnich stu lat na całym świecie) w żadnym stopniu nie potwierdzają jej zasadności – a nawet więcej: wydaje się, że jest dokładnie odwrotnie. To raczej konflikt, kłótnia, ostry spór, brudne chwyty, brutalne ataki i inne tego typu akcesoria polityczne zachęcają demos do zainteresowania się polityką i pofatygowania się do lokali wyborczych. Tylko taka negatywna, chamska i bezpardonowa kampania angażuje tych, którzy zazwyczaj zupełnie nie zajmują się sprawami publicznymi. Jedynie krwawy i emocjonalny konflikt absorbuje uwagę ogółu, zazwyczaj przeżuwającego niźli przeżywającego polityczne newsy.

Każdy dziennikarz wam powie, że gdy do studia zaprosicie dwóch świetnie przygotowanych i kulturalnych polityków, którzy będą prowadzić merytoryczną dysputę na fakty i argumenty, to automatycznie i błyskawicznie spadnie oglądalność takiego „show”. Jeśli jednak zdecydujecie się na posadzenie naprzeciwko siebie Niesiołowskiego i Brudzińskiego, i pozwolicie im swobodnie na siebie pluć, wówczas słupki szybko poszybują w górę i zapewnią dobrą oglądalność. Dlaczego w realnych wyborach miałoby być inaczej? Dlaczego spokojna i wyważona kampania miałaby bardziej skłaniać do wybrania się do lokalu wyborczego, niż kampania oparta na insynuacjach, atakach personalnych, obyczajowych wrzutkach, korupcyjnych hakach itp.? Cóż z tego, że elektorat, gdy się go o to spytać, tak właśnie twierdzi – że oczekuje spokojnej i wyważonej debaty publicznej? Ów elektorat zwyczajnie kłamie – ankietera i siebie. Nie chce szwedzkich dramatów psychologicznych i „Siódmej pieczęci”, ale krwawych thrillerów amerykańskich w rodzaju „Seven”.

Najwyższą frekwencję wyborczą w elekcji prezydenckiej zanotowaliśmy w Polsce w drugiej turze starcia Wałęsy i Kwaśniewskiego, a najniższą w pierwszej turze w 2005 roku. Ktoś jest w stanie uwodnić, że o wysokim udziale elektoratu w 1995 roku zdecydowała spokojna i merytoryczna kampania Wałęsy i Kwaśniewskiego? Serio? Podobnie jest z elekcją parlamentarną – pomijając wybory kontraktowe 1989 roku, to najwyższą frekwencję odnotowaliśmy w…2007 roku, czyli wówczas, gdy PO odbierała władzę PiS. Czy ktoś, kto pamięta tamtą kampanię będzie w stanie bronić tezy, że ówczesny wysoki udział elektoratu w akcie wyborczym był spowodowany merytoryczną i spokojną rywalizacją sztabów? A może – jak próbuję udowodnić – odwrotnie: to wysoki poziom emocji, niemerytoryczna i brutalna kampania, oparta na ostrych atakach i podłych, obustronnych, insynuacjach napędziła tak wysoką frekwencję?

Dlatego dajmy już sobie spokój z obroną idiotyzmów i nie powtarzajmy głupot w stylu „jeśli nadal ta kompania będzie taka emocjonalna, ostra i niemerytoryczna, to obawiam się, że ludzie w ogóle nie pójdą do wyborów”. Takie wypowiedzi mogą jedynie skompromitować ich autorów, a na obecności elektoratu w lokalach 10 maja i tak się nie odbiją. Frekwencja będzie między 50 a 60%. No, chyba, żeby weszła w fazę naprawdę niespotykanej w naszym kraju do tej pory fali insynuacji, podłych prowokacji, ohydnych ataków ad personam i wulgarnych chwytów. Bo wtedy może przekroczyć nawet próg owych 60%. Trzymajmy więc kciuki za naszych polityków.


15:24

Jarubas jako rzecznik młodych przedsiębiorców ustawia się w kontrze do rządu oraz uderza w Ogórek i Korwina

Adam Jarubas jako rzecznik młodych przedsiębiorców oraz małych i średnich firm - tak wygląda nowy przekaz kandydata PSL na miesiąc przed wyborami. Jarubas uderza w Magdalenę Ogórek - za pomysły napisania prawa od nowa - oraz Janusza Korwin-Mikkego za postulaty likwidacji podatków.

Na konwencji kandydat PSL ustawił się w kontrze do polityki obecnego rządu. Krytykował, że pewne podstawowe prawa przedsiębiorców - które winny być niepisaną normą - muszą być gwarantowane ustawami. W ten sposób nawiązał do zmian w prawie działalności gospodarczej, nad którym trwają prace. Mówił też: - Ponad 2 miliony ludzi wyjechało z Polski. Aby tutaj chcieli wrócić, przynajmniej część z nich, muszą być o wiele bardziej dogodne warunki do tego, aby w Polsce prowadzić firmę.

W wystąpieniu Jarubasa często przewijały się małe i średnie przedsięborstwa. - Dzisiaj wielkim wyzwaniem, patrząc na 25 lat polskich przemian, jest wykreowanie nowej fali polskiej przedsiębiorczości. Wchodzi na rynek pokolenie wyżu demograficznego. Naszym największym wyzwaniem jest zachęcanie młodych ludzi do zakładania firm.

Konkretną propozycją - jak mówił - jest pomysł, aby rozłożyć na 5 lat dojście do pełnej składki ZUS dla młodych przedsiębiorców i start-upów. Kolejny, który zgłosił, to powołanie pełnomocnika ds. młodych. Jarubas zamierza też złożyć projekt ustawy o firmach rodzinnych i rzemiośle. - W Sejmie muszą być przedsiębiorcy! - dało się usłyszeć okrzyki z sali.

Kandydat PSL uderzył też w Magdalenę Ogórek: - Prezydent nie jest premierem, nie jest też komisją ustawodawczą, jak chciałaby jedna z kandydatek. Ale prezydent może być aktywny w regulacji na rzecz przedsiębiorczości. Jarubas już kilka tygodni temu zachęcał kandydatkę Sojuszu, aby ta stanęła z nim do debaty.

Politycy PSL zresztą samą Ogórek traktują protekcjonalnie: prowadząca konwencję Ilona Antoniszyn-Klik przyznała: “Miejmy nadzieję, że nie będziemy musieli pisać prawa na nowo”, czym wywołała uśmiech na sali.

Jarubas odniósł się także do postulatów Korwina - powiedział, że nie ma co obiecywać, iż “znikną ZUS, podatki i kontrole”. Jednocześnie przyznał, że docelowo PIT i CIT powinny zostać obniżone, ale trzeba robić to stopniowo, aby budżet wytrzymał.

Fot. 300POLITYKA


16:35

To był najgorszy tydzień kampanii Komorowskiego
- No i co z tego, że prezydent jeździ i ma ładne ujęcia z ludźmi, skoro to się nigdzie nie przebija, bo zamiast mieć jasny komunikat na każdy dzień, PBK snuje te swoje opowieści - mówi nam polityk z zarządu PO. To zdanie oddaje stan nastrojów w kierownictwie PO wobec kampanii reelekcyjnej prezydenta. - Na ostatnim zarządzie, Ewa jasno powiedziała, że obecny kształt kampanii jest zagrożeniem dla całej Platformy, bo ona jako premier i partia notują rekordowe wyniki, a prezydentowi ciągle spada - relacjonuje nasz rozmówca. To był najgorszy tydzień kampanii Komorowskiego, głównie dlatego, że miał być w końcu przełomowy. PiS miał "szaleć i podpalać Polskę" przy okazji in vitro i stenogramów. PBK jeździł i mówił, ale nic z tego się nie przebijało. Wygłosił mocne wystąpienie w ukraińskim parlamencie, ale poza niszowym kanałem nikt go nie transmitował. PiS nie wpadł w pułapkę stenogramów, Kaczyńskiego nie udało się sprowokować, a tabloidy, na równi z zapisem z kokpitu, relacjonowały książkę niemieckiego dziennikarza. Temat SKOK-ów umarł sam, zresztą od początku był zbyt hermetyczny, by poza Czerską ludzie o nim rozmawiali przy świątecznych stołach. Do tego, przekaz Arłukowicza o in vitro trafił w próżnię. Debata do tego stopnia nie wybiła się na czołówki, że śledziło ją kilkudziesięciu znudzonych posłów. Wszystko dla sztabu PBK poszło nie tak. Jak się dowiadujemy, na zarządzie PO premier Kopacz miała chwalić spot Dudy o zdrowiu. Na zarządzie miano mówić, że spot PiS byłby dla Platformy zabójczy, gdyby trafił na bardziej sprzyjający politycznie czas, a nie moment, gdy wszyscy zajęci byli stenogramami z Tupolewa. Według naszych rozmówców, Ewa Kopacz miała dopytywać obecnego na posiedzeniu władz PO szefa kampanii PBK i jednocześnie podlaskiego barona PO Roberta Tyszkiewicza o następne spoty telewizyjne PBK. - Co 3 minuty widzę w telewizorze spot Dudy. Jaka jest nasza odpowiedź? Co się tam dzieje? - miała nerwowo dopytywać szefowa PO. - Przecież to, co oni dotąd wypuścili, to jakiś niemrawy pokaz slajdów - mówi nam inny, wysoki rangą polityk Platformy. - Ewa poczuła się dużo pewniej. Ma świadomość, że jej statek w końcu płynie. Ma dobrze przemyślany plan podróży zagranicznych, gdzie mają się pojawić ładne, patriotyczne obrazki. Jej otoczenie w końcu zgodnie pracuje na nią, a nie zajmuje się intrygami, nie wszyscy się kochają, ale umieją ze sobą pracować, każdy wie, co ma robić. Z miesiąca na miesiąc rośnie zaufanie do niej w sondażach, Platforma wyraźnie wyprzedza PiS w większości badań. A jak to jest, że w tym samym czasie Komorowskiemu systematycznie spada? - zastanawia się czołowy polityk z zarządu PO. Zdaniem polityków z zarządu PO, największym problemem Komorowskiego jest całkowity brak kontroli komunikatu. Prezydent mówi wartościowe rzeczy o rodzinie, przedstawia swoje projekty, tylko jest to całkowicie obok spraw, które rozgrzewają debatę. - Kolejny przykład: bardzo udana wizyta w Kijowie, owacyjne przyjęcie w parlamencie Ukrainy. I kto to pokazał? Transmisja była tylko w TVN24BiŚ i oglądało to pewnie ze 30 tysięcy osób - mówi nam jeden z rozmówców z czołówki PO. I wzdycha: - W tym pałacowym samozadowoleniu nikt o tym nawet nie pomyślał.  Kolejną rzeczą, która miała zirytować Kopacz, był całkowity brak strategii. Nie wiadomo, według jakiego klucza Komorowski jeździ po regionach, dlaczego w niedzielę jest Łódź, a nie Kielce, a następnego dnia zupełnie inny region. Kampanię PBK miała kończyć konwencja na Pomorzu, ale nikt nic nie wie, co i gdzie ma się wtedy wydarzyć. - Widać, że PiS czasem nieporadnie, ale realizuje jasny, spisany plan, którego się trzyma - mówi nam rozmówca z PO. Po reprymendzie Kopacz, nadchodzący tydzień ma być w końcu inny. Jak relacjonuje Renata Grochal w wyborcza.pl, PBK ma wziąć udział w spektakularnym Hangoucie Googla i gazeta.pl, czy w popularnym, youtubowym talkshow Łukasza Jakóbiaka, w niedzielę rano ma się pojawić oczekiwany przez szefową PO nowy spot, który zastąpi słynny "pokaz slajdów". Według naszych rozmówców, trwają pracę nad naprawdę bardzo mocnym i chwytającym za serce spotem negatywnym. Ale to wszystko znów może znaczyć dość niewiele, jeżeli prezydent i jego zaplecze nie porzucą praktyki skakania z tematu na temat i nie sięgną po jasne, zrozumiałe komunikaty o czym są te wybory. Fot. Kwidzyn - spotkanie Bronisława Komorowskiego z mieszkańcami, 7.04.2015, fot. Ewelina Lach popieramkomorowskiego.pl

18:25

Podsumowanie kadencji w środę to jeden z elementów nowej fazy kampanii PBK

Jak dowiaduje się 300POLITYKA, w środę prezydent ma zaprezentować podsumowanie swojej kadencji i omówić plany na przyszłość. To tylko jeden z elementów nowej fazy jego kampanii. Jutro o 8:30 na Żurawiej zaprezentowany zostanie spot prezydenta. W czwartek Bronisław Komorowski ponowie rusza w trasę Bronkobusem - tym razem ma jeździć aż do niedzieli. To główne wydarzenia jego kampanii w przyszłym tygodniu, która ma - tak, jak pisaliśmy - jeszcze bardziej akcentować kwestie bezpieczeństwa. W niedzielę, tuż po prezentacji spotu, Bronkobus wyruszy do województwa łódzkiego. Na mniej niż 30 dni przed I turą sztaby finalizują przygotowania do najważniejszych czterech tygodni walki o Pałac Prezydencki.

W środę prezydent ma na specjalnym wydarzeniu podsumować w Pałacu Prezydenckim 5 lat swojej prezydentury i pokazać wyzwania stojące przed Polską. Można spodziewać się, że bezpieczeństwo - w tym to najbardziej bezpośrednim, w jego ludzkim wymiarze - będzie jednym z elementów tej wizji. Prezydent tego samego dnia weźmie udział w hangoucie, internetowym wywiadzie przygotowywanym przez Gazeta.pl we współpracy z Google Polska. Kolejnym zaproszonym kandydatem jest Andrzej Duda, który odpowie na pytania w tym formacie w następnym tygodniu po Komorowskim. Prezydent ma też w przyszłym tygodniu cały czas pojawiać się w mediach tradycyjnych.

Spot Komorowskiego będzie emitowany z dużym natężeniem w kluczowych stacjach telewizyjnych. Klip oparty jest na scenach prezentujących codzienne życie zwykłych ludzi, które są przeplatane dokumentalnymi zdjęciami z wybranych wydarzeń 5-letniej kadencji prezydenta Komorowskiego. Będzie też promowany w internecie. Wszystko po to, by podkreślić dbałość prezydenta o bezpieczeństwo ludzi w ostatnich latach - podkreślają jego sztabowcy. Bezpieczeństwo ma być osią nowego etapu kampanii, w który prezydent wchodzi z poparciem w okolicach 40-41 proc. Kolejne sondaże już wkrótce pokażą, czy na starcie ostatniego sprintu do 10 maja notowania prezydenta nie spadną poniżej granicy 40 proc.

Swoje plany kreśli też główny konkurent prezydenta. Duda już w sobotę rano zapowiedział, że w następnym tygodniu wystartuje akcja, która ma przypomnieć o obietnicach Komorowskiego. Jak powiedział u Krzysztofa Ziemca w RMF FM: - Przystąpimy w przyszłym tygodniu do akcji, która będzie pokazywała ostatnie 5 lat prezydentury pana Bronisława Komorowskiego. Będzie pokazywała jego obietnice i będzie pokazywała to, co z tymi obietnicami w ciągu 5 lat się stało.

Fot. Ewelina Lach popieramkomorowskiego.pl


19:57

Mazowiecki do Tuska: poczułem się, mówiąc tak bardzo po ludzku, nieco oszukany [fragment książki Brzezieckiego]

W środę, 15 kwietnia odbędzie się spotkanie z Andrzejem Brzezieckim, autorem pierwszej biografii Tadeusza Mazowieckiego. Spotkanie poprowadzi Jacek Żakowski, a gośćmi będą Henryk Woźniakowski i Adam Michnik.

Spotkanie odbędzie się o 18:00 w siedzibie Agory, ul. Czerska 8/10. Wstęp wolny. Z tej okazji na 300POLITYCE publikujemy fragment książki Brzezickiego.

*****

W październiku 1998 roku Hanna Świda-Ziemba, socjolożka i działaczka dawnej opozycji, udzieliła wywiadu "Gazecie Wyborczej”. Już tytuł Po co nam taka Unia nie zostawiał wątpliwości. Mówiła:

Czym Unia zaczęła się odróżniać? Jedynie programem gospodarczym. Znakiem rozpoznawczym Unii Wolności przestał być etos. A stał się nim Leszek Balcerowicz ze swoimi pomysłami gospodarczymi. Słuchając Balcerowicza, miałam poczucie, że minister finansów nie ma orientacji w naszych - inteligenckich - problemach i nie dba o nasze interesy. Natomiast wygłasza apodyktyczne sądy. Unia Wolności, rezygnując z akcentowania elementów ważnych dla inteligencji, traci tych wyborców. Oni nie idą głosować. Albo głosują na AWS czy SLD. (…) Kiedyś jako podstawową zaletę Unii wymieniano to, że jest tam "tylu mądrych ludzi”. Teraz przeszedł do Unii Bujak i nie widać Bujaka. Frasyniuka nie słychać, Kuronia też nie. Nawet Mazowiecki jest słabo widoczny. Balcerowicz sprawił, że Unia nie jest już postrzegana jako zarozumiały "salon”. To on zastąpił salon samym sobą. Niczego nie ma, tylko on ze swoim budżetem!

Rzeczywiście, od partii zaczął odwracać się jej tradycyjny elektorat - inteligencja. Unia Wolności spalała się w koalicji z AWS, powstrzymując szaleńcze pomysły budżetowe koalicjanta - i traciła poparcie. Po tym wywiadzie przez łamy prasy - głównie w "Gazecie Wyborczej”, której naczelny Adam Michnik sympatyzował z Unią Wolności - przetoczyła się dyskusja na temat kondycji Unii Wolności. Publicyści i - co jeszcze gorsze - członkowie samej partii poddawali ją krytyce lub samokrytyce. Także Mazowiecki wziął udział w dyskusji. W listopadzie 1998 roku w jednym z wywiadów mówił:

Choć ostatnio byłem na marginesie toczących się spraw, to takiej [za Unię - przyp. autora] odpowiedzialności nie straciłem. Ktoś z kolegów z Unii powiedział w trakcie ostatniego kryzysu: wreszcie przestaliśmy mówić o budżecie, a zaczęliśmy o państwie. A ja bym chciał jeszcze, żebyśmy mówiąc o państwie, nie bali się pokazywać, że państwo to problem człowieka. (…) Od dawna przestrzegałem Unię przed losem partii liberalnej w Niemczech, czyli takiej, która jest języczkiem u wagi między dwoma wielkimi blokami. Przyszłość partii centrowej, a taką partią powinna być Unia, zależy od tego, czy zdoła się ona odwołać do szerokiego elektoratu: nie tylko do ludzi zadowolonych, ludzi sukcesu, ale i do ludzi, którzy borykają się z trudnościami życia.

Argumenty krytyków próbował zbijać na łamach "Gazety Wyborczej” Tadeusz Syryjczyk, wiceprzewodniczący UW:

Teraz ludzi zawodów inteligenckich jest góra dwa miliony. Tymczasem ludzi wolnych zawodów, drobnych przedsiębiorców - jest już tyle samo. Z nimi nam też po drodze i ich musimy sobie zjednywać. Podoba mi się sentyment Świdy-Ziemby do starego modelu inteligencji, ale on już przestał być decydujący i w społeczeństwie, i w Unii. Nie możemy ześlizgnąć się na pozycję partii klasowej - marksizm się nie sprawdził. To nie jest najistotniejszy podział społeczeństwa. Klasyczne partie w państwach zachodnich działają w różnych grupach społecznych. Nawet włoskich komunistów popiera część ludzi bogatych.

Ale rozczarowanych przybywało. Aleksander Smolar, który kiedyś optował za Balcerowiczem na szefa partii, mówi:

- Balcerowicz był też moją porażką. Nie od razu, bo przecież notowania wzrosły i Unia weszła do rządu. Ale jak Balcerowicz został wicepremierem, nie myślał już o partii. Zrobił z niej ugrupowanie wodzowskie - kongresy Unii to miały być fanfary i baloniki, żadnej dyskusji. Zacząłem występować przeciw niemu.

Krytyce towarzyszyły wewnętrzne przeobrażenia Unii Wolności. Partia zaczęła się dzielić. Jej lewica - wywodząca się jeszcze z czasów KOR, lansująca kilka lat wcześniej Balcerowicza na szefa - teraz zaczęła go krytykować za autokratyzm i bezduszność. Tu spotykała się ona z Mazowieckim. Do Leszka Balcerowicza natomiast zbliżyli się dawni działacze Kongresu Liberalno-Demokratycznego - co było naturalne, choćby ze względu na wspólnotę poglądów gospodarczych. W działaczach "starej”, "inteligenckiej” i "etosowej” Unii widzieli oni przeszkodę w budowaniu nowoczesnej, liberalnej partii. Partia podzieliła się na "etosowców” i "liberałów” - co z grubsza odpowiadało dawnemu członkostwu w UD i KLD. Ci pierwsi skupili się wokół Tadeusza Mazowieckiego i Bronisława Geremka, tym drugim przewodził Donald Tusk. Ale na forum partyjnym podział sprowadzał się do sporu między Mazowieckim a Balcerowiczem.

Różnice w patrzeniu na politykę czy w języku, w którym mówi się o polityce, ale także różnice psychologiczne obu obozów dobrze oddały wystąpienia przywódców stronnictw - Balcerowicza, z jednej, i Mazowieckiego, z drugiej strony - podczas konferencji programowej Unii Wolności w kwietniu 2000 roku. Balcerowicz, jakby czytał podręcznik do ekonomii, mówił, że o gospodarkę mającą społeczny sens trzeba w Polsce walczyć z siłami demagogii, złej wiedzy i złej wiary. Elementarnym warunkiem tego jest dalsze równoważenie finansów państwa, które umożliwi obniżkę stóp procentowych. Tylko w ten sposób możemy zmniejszać ryzyko załamania wzrostu gospodarczego, a więc i skoku bezrobocia. Przeciwstawienie budżetu interesom społecznym jest zawsze przejawem demagogii. W obecnych warunkach Polski jest to demagogia wyjątkowo nieodpowiedzialna.

Mazowiecki odwoływał się do etosu Solidarności:

Unia Wolności wywodzi się z Sierpnia i z Solidarności, która niosła Polsce nadzieję. Przypominam sobie momenty ze Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 roku, kiedy to strajkujący robotnicy mówili, że nie chodzi im o podwyżki płac, a o wolność, o wolny związek zawodowy. Mogę stanąć twarzą w twarz z tymi ludźmi, wyjaśniając im, że trzeba było zlikwidować ustrój marnotrawstwa, że musiały padać zakłady, ale że w Polsce jest rozwój gospodarczy, że dzięki temu nie jesteśmy w sytuacji gospodarczej Ukrainy. Jednak nie mógłbym im wytłumaczyć, że ja i moja partia godzimy się na utrwalanie podziału na Polskę A i B. I to jest nasze wielkie zobowiązanie wobec Sierpnia. Tylko ono daje nam prawo mówienia o naszych korzeniach Solidarności. Inaczej Solidarność byłaby dla nas polityczną archeologią.

Było coraz bardziej jasne, że najbliższy kongres Unii Wolności stanie się polem bitwy między zwolennikami "społecznej gospodarki rynkowej” (bardziej nastawionej na socjalne potrzeby obywateli), o jaką apelował Mazowiecki, a zwolennikami po prostu wolnego rynku i systemu, w którym państwo nie bierze na siebie zbyt dużych obciążeń. "Etosowcy”, próbując pozbyć się z partii Balcerowicza, zaangażowali się w popieranie jego kandydatury na prezesa Narodowego Banku Polskiego - sam Mazowiecki zaangażował się w montowanie w parlamencie obozu gotowego zagłosować za nominacją dla Balcerowicza. Oczywiście, Balcerowicz jako wybitny ekonomista nadawał się na szefa NBP jak mało kto. Jego spodziewane odejście z Unii Wolności czyniło sprawę przewodniczenia partii na nowo otwartą. Kandydatem "etosowców” został Bronisław Geremek, liberałów Donald Tusk - walka miała rozegrać się na kongresie w grudniu 2000 roku.

Targana tymi sporami Unia Wolności brała wtedy dwa ostre zakręty. W maju, po sporze o warszawski samorząd, opuściła koalicję rządową z AWS - co nie poprawiło jej notowań, bo w oczach Polaków i tak była odpowiedzialna za koszty kilku wielkich reform rządu Jerzego Buzka. Ponadto na 2000 rok przypadły wybory prezydenckie - a w partii stała się rzecz niezrozumiała. Unia Wolności chlubiąca się tym, że dysponuje wianuszkiem najbardziej kompetentnych polityków w Polsce, nie zdołała wyłonić kandydata na prezydenta - i najzwyczajniej w świecie zrezygnowała z udziału w wyborach. Nikogo też nie poparła. Było to polityczne kuriozum.

Centrowy elektorat postanowił zagospodarować Andrzej Olechowski - postawny i popularny polityk centrum. Wielu działaczom Unii Wolności przeszkadzała przeszłość Olechowskiego - współpraca z wywiadem PRL i fakt, że zasiadał przy Okrągłym Stole po stronie rządowej. "Liberałowie” byli jednak gotowi go poprzeć i na tym tle doszło do kolejnych wewnątrzpartyjnych sporów. W wyborach Olechowski uzyskał świetny wynik - ponad 17 procent głosów. Nie był w stanie zagrozić Aleksandrowi Kwaśniewskiemu, który został prezydentem już po pierwszej turze, ale pokazał, że w centrum sceny politycznej jest więcej miejsca, niż do tej pory zagospodarowywała Unia Wolności. Donald Tusk, kandydat "liberałów” na szefa ugrupowania, opowiadał się za ścisłą współpracą z Olechowskim.

Ale podczas kongresu Unii Wolności, który odbył się w grudniu 2000 roku, Bronisław Geremek, cieszący się wsparciem Mazowieckiego, pokonał Donalda Tuska. Co więcej: ponieważ oba stronnictwa głosowały tylko na swoich kandydatów, do Rady Krajowej partii weszli właściwie jedynie zwolennicy Geremka. Utworzono także Radę Polityczną Unii Wolności, której szefować miał Mazowiecki.

- Mazowiecki uznał wtedy, że trzeba postawić się liberałom - mówi Władysław Frasyniuk. - I jego stronnictwo wygrało. Okazało się nagle, że ci sprawni ludzie z dawnego KLD przegrali z tą dupowatą Unią, z tymi weteranami styropianu. Mazowiecki był zadowolony, musiał sobie pomyśleć: "O, nieźli jesteśmy”, ale przeczuwał, że to, co się stało, zabije Unię. I się nie mylił.

Rzeczywiście, zwycięstwo "etosowców” okazało się dla liberałów powodem do rozłamu w partii. Porozumieli się z Andrzejem Olechowskim oraz z popularnym marszałkiem sejmu Maciejem Płażyńskim (któremu coraz ciaśniej było w dezintegrującej się jeszcze szybciej Akcji Wyborczej Solidarność) i postanowili utworzyć nowe ugrupowanie.

Dla liderów Unii Wolności był to szok. Bronisławowi Geremkowi wyrwało się nawet lekceważące powiedzenie, że nowe ugrupowanie tworzy "dwóch zbiegów i jeden niezbieg”, ale wkrótce okazało się, że zagrożenia lekceważyć nie można. Unią Wolności targał poważny kryzys.

12 stycznia 2001 roku u Moniki Olejnik w Kropce nad i spotkali się Tadeusz Mazowiecki i Donald Tusk, który ogłosił swe wyjście z Unii. "Bardzo przykro mi było [, kiedy dowiedziałem się o tej decyzji - przyp. autora]. Ponadto szukałem Donalda Tuska przez cały dzień telefonicznie. Telefon milczał. Nawet o 12 w nocy dzwoniłem, sądząc, że zobaczymy się, że obudzę go” - mówił były premier. "Wiadomo było, że za kilka dni odbywa się Rada Krajowa Unii. Do ostatnich dni pan Andrzej Olechowski prowadził z nami rozmowy. W tych rozmowach byliśmy wspólnie. I ani Ty, ani pan Andrzej Olechowski nie zapowiadaliście, że macie zamiar dokonać czegoś takiego - przeciwnie. Tymczasem potem to nastąpiło. Muszę powiedzieć, że poczułem się, mówiąc tak bardzo po ludzku, nieco oszukany” - mówił Mazowiecki, zwracając się to do Olejnik, to bezpośrednio do Tuska. "Po kongresie, a nawet w trakcie kongresu składałem Ci pewną propozycję objęcia stanowiska wiceprzewodniczącego i kooptacji pewnej ilości ludzi, którzy nie weszli do Rady Unii. Ta propozycja została odrzucona. Umówiliśmy się, że w okresie międzyświątecznym będziemy rozmawiać. Nie było żadnej inicjatywy z Twojej strony ani nikogo z Twoich kolegów. Więc ja nie mogę powiedzieć, żeby to postępowanie było tylko problemem koleżeńskim. To problem jakiejś takiej wiarygodności w polityce. Wybacz, ale powiem - tak się nie robi”.

Wkrótce liberałowie z Olechowskim i Płażyńskim powołali do życia Platformę Obywatelską. A Unia Wolności zaczęła tonąć.

Zwiastunem porażki stały się prawybory w Nysie w kwietniu 2001 roku, podczas których partia Geremka i Mazowieckiego nie zebrała nawet 3 procent głosów! Unici walczyli dzielnie - sam Mazowiecki wraz z młodymi przyjaciółmi spędził w Nysie wiele godzin. Dzień prawyborów był zimny i deszczowy, nie napawał optymizmem - a Mazowiecki mimo to dyskutował z mieszkańcami miasteczka i próbował ich przekonać do poparcia Unii Wolności.

- Chodziliśmy z panem premierem "od drzwi do drzwi”, a gdy po paru godzinach mieliśmy już dość, zaprosił nas na obiad. Nie było to nic wielkiego, zwykła pizza, ale czuliśmy się ogromnie wyróżnieni - opowiada Katarzyna Łęgiewicz.

Mazowiecki zawsze miał dobry kontakt z młodymi ludźmi i chętnie z nimi rozmawiał. Kiedy siadał z nimi do rozmowy i zadawał pytania - to rzeczywiście był ciekaw, co mają mu do powiedzenia. Tamtego wieczoru w Nysie, jedząc pizzę, Mazowiecki słuchał młodych ludzi i rozmawiał z nimi o możliwości porażki. Próbował ich do niej przygotować.

Porażka w prawyborach nie zniechęciła byłego lidera Unii Wolności - wkrótce zaangażował się w kampanię partii w Małopolsce, gdzie był liderem listy. I znów, otoczony gromadką młodych działaczy - jak Dominika Blachnicka, Bartłomiej Broda, Andrzej Domański - mimo zmęczenia i swych 73 lat Mazowiecki jeździł z jednego spotkania wyborczego na drugie albo pukał do mieszkań krakowian i prosił ich o chwilę rozmowy. Wiały już jednak inne wiatry: Sojusz Lewicy Demokratycznej szedł po pewne zwycięstwo, powstawały nowe, nieraz radykalne, ugrupowania i Unia Wolności ze swym "etosowym” przesłaniem odbierana była jak anachronizm. W oczach wielu wyborców była odpowiedzialna za wszelkie trudy reform państwa i zaciskanie pasa, inni oskarżali jej liderów o przemądrzałość, jeszcze innym nie podobało się to, że Unia nigdy nie była radykalnie antykomunistyczna i nie wzywała do rozliczeń "z czerwonym”.

Wybory parlamentarne 23 września 2001 roku dopełniły czarną zapowiedź z Nysy: Unia Wolności zdobyła niewiele ponad 3 procent głosów i nie weszła do sejmu.

Według Aleksandra Smolara Unia Demokratyczna, a potem Unia Wolności miały w sobie gen śmierci.

- Najwybitniejszy ludzie tych partii nie umieli znaleźć kompromisu pomiędzy zasadami a koniecznością zapewnienia sobie zaplecza politycznego - mówi. - Ten mechanizm samobójstwa działał i za Mazowieckiego, i za Balcerowicza. Obaj zrezygnowali z poszukiwania zaplecza dla swoich celów w społeczeństwie, bo uznali, że najważniejsze są reformy i budowa państwa. Nie myśleli o kosztach, jakie elektorat ich partii płacił za reformy, w efekcie czego obracał się on przeciw niej samej.

- Czemu Unia musiała przegrać, choć skupiała uczciwych i wartościowych ludzi, którym chodziło o Polskę? - zastanawia się z kolei Adam Michnik. - We wszystkich krajach dawnego bloku wschodniego formacje, które wyrastały z opozycji demokratycznej, zostały zmiecione. Czas dzisiejszej demokracji wymaga innych ludzi i obyczajów, innej skuteczności. Choć dzisiaj takiej formacji jak Unia brakuje.

Fot. Znak


20:16

OBRAZ DNIA: Jutro nowe spoty Dudy i PBK, Duda o tekście GW: Prezent, wpadka czy mądrość etapu?

-- JUTRO O 8:30 PREZENTACJA SPOTU WYBORCZEGO I OŚWIADCZENIE BRONISŁAWA KOMOROWSKIEGO.

-- JUTRO TAKŻE O 9:30 PREZENTACJA NOWEGO SPOTU PIS NA NOWOGRODZKIEJ.

-- 300POLITYKA: W ŚRODĘ PREZYDENT PODSUMUJE SWOJĄ KADENCJĘ: “W środę prezydent ma na specjalnym wydarzeniu podsumować w Pałacu Prezydenckim 5 lat swojej prezydentury i pokazać wyzwania stojące przed Polską”. https://300polityka.pl/news/2015/04/11/podsumowanie-kadencji-w-srode-to-jeden-z-elementow-nowej-fazy-kampanii-pbk/

-- JUTRO ANDRZEJ DUDA W WOJ. MAŁOPOLSKIM. O 10:00 weźmie udział w Mszy w Łagiewnikach, 14:15 - spotkanie w Krakowie, później m.in. Nowy Sącz i Limanowa.

-- TO BYŁ NAJGORSZY TYDZIEŃ KAMPANII KOMOROWSKIEGO - piszemy na 300POLITYCE: “PiS nie wpadł w pułapkę stenogramów, Kaczyńskiego nie udało się sprowokować, a tabloidy, na równi z zapisem z kokpitu, relacjonowały książkę niemieckiego dziennikarza. Temat SKOK-ów umarł sam, zresztą od początku był zbyt hermetyczny, by poza Czerską ludzie o nim rozmawiali przy świątecznych stołach. Do tego, przekaz Arłukowicza o in vitro trafił w próżnię. Debata do tego stopnia nie wybiła się na czołówki, że śledziło ją kilkudziesięciu znudzonych posłów. Wszystko dla sztabu PBK poszło nie tak”. https://300polityka.pl/news/2015/04/11/to-byl-najgorszy-tydzien-kampanii-komorowskiego/

-- W ŚRODĘ PIERWSZY HANGOUT POLITYCZNY Z UDZIAŁEM KOMOROWSKIEGO - pisze na Wyborcza.pl Renata Grochal: “Podczas tego wywiadu internetowego dla serwisu Gazeta.pl i Google Komorowski odpowie na pytania m.in. blogerów i zwykłych internautów. W ten sposób sztabowcy chcą pokazać, że prezydent chce docierać także do młodych osób (...) Komorowski ma też wystąpić w popularnym kanale w serwisie YouTube ‘20 metrów kwadratowych’, który zostanie wyemitowany w najbliższych dniach”. http://wyborcza.pl/1,75248,17737168,Komorowski_przechodzi_do_wyborczej_ofensywy__Beda.html

-- ADAM JARUBAS JAKO RZECZNIK MŁODYCH PRZEDSIĘBIORCÓW USTAWIA SIĘ W KONTRZE DO RZĄDU ORAZ UDERZA W OGÓREK I KORWINA - relacja 300POLITYKI: “Adam Jarubas jako rzecznik młodych przedsiębiorców oraz małych i średnich firm - tak wygląda nowy przekaz kandydata PSL na miesiąc przed wyborami. Jarubas uderza w Magdalenę Ogórek - za pomysły napisania prawa od nowa - oraz Janusza Korwin-Mikkego za postulaty likwidacji podatków”. https://300polityka.pl/news/2015/04/11/jarubas-jako-rzecznik-mlodych-przedsiebiorcow-wita-w-rzymie-na-konwencji-i-ustawia-sie-w-kontrze-do-rzadu/

-- DUDA NA TWITTERZE O TEKŚCIE GW: “Prezent, wpadka, czy tzw. mądrość etapu? W każdym razie dziękuję!;-)”.

-- JESZCZE DUDA NA TT: “Lubię nauczycieli i lubię rozmawiać, zwłaszcza z pewną nauczycielką z Krakowa, która ma na imię Agata i wytrzymuje te rozmowy od 25 lat;-)”.

-- TADEUSZ MAZOWIECKI DO DONALDA TUSKA: POCZUŁEM SIĘ, MÓWIĄC TAK BARDZO PO LUDZKU, NIECO OSZUKANY - na 300 fragment książki Andrzeja Brzezieckiego: “W środę, 15 kwietnia odbędzie się spotkanie z Andrzejem Brzezieckim, autorem pierwszej biografii Tadeusza Mazowieckiego. Spotkanie poprowadzi Jacek Żakowski, a gośćmi będą Henryk Woźniakowski i Adam Michnik. Spotkanie odbędzie się o 18:00 w siedzibie Agory, ul. Czerska 8/10. Wstęp wolny. Z tej okazji na 300POLITYCE publikujemy fragment książki Brzezickiego”. https://300polityka.pl/news/2015/04/11/mazowiecki-do-tuska-poczulem-sie-mowiac-tak-bardzo-po-ludzku-nieco-oszukany-fragment-ksiazki-brzezieckiego/

-- JUTRO W 7. DNIU TYGODNIA MONIKI OLEJNIK O 9:05: Iwona Śledzińska-Katarasińska, Stanisław Żelichowski, Ryszard Czarnecki, Krzysztof Gawkowski, Jarosław Gowin, Tomasz Nałęcz.

-- JUTRO W KAWIE NA ŁAWĘ TVN24 O 10:45: Adam Szejnfeld, Włodzimierz Czarzasty, Marcin Mastalerek, Barbara Nowacka, Jarosław Gowin, Marek Sawicki.

*****

FAKTY TVN

-- NA JEDYNCE: Marsz pamięci i przedwyborcza integracja prawicy wokół katastrofy smoleńskiej.

-- ARLETA ZALEWSKA: Ten moment marszu, który uchwyciła nasza kamera - Jarosław Kaczyński prosi Andrzeja Dudę o przejście do przodu - symbolicznie oddaje panującą na Krakowskim Przedmieściu atmosferę.

-- JAROSŁAW KACZYŃSKI: Przed 5 laty, tu, dokładnie w tym miejscu, zrodził się wielki ruch, który nie pozwolił zapomnieć, a byli tacy, którzy chcieli, żeby zapomniano.

-- ZALEWSKA: Prezes dziękował długo i wszystkim, działającym na rzecz wyjaśnienia katastrofy. Dziękował Gazecie Polskiej i zespołowi Antoniego Macierewicza, ale szczególnie mocno podziękował Kościołowi.

-- KACZYŃSKI: Bez ojca Rydzyka ta sprawa, o którą zabiegamy, byłaby nie do wygrania.

-- ZALEWSKA: Mimo, że ze sceny nazwisko Andrzej Duda nie padło, tłum na pojawienie się kandydata reagował natychmiast.

-- ZALEWSKA DALEJ: Atmosfera nie pozostawia złudzeń - to też marsz, który ma być wyrazem sprzeciwu wobec obecnie rządzących.

-- ANDRZEJ DUDA: Chcemy prawdy.

-- ZALEWSKA: To było hasło marszu.

-- MARIUSZ BŁASZCZAK: Zawsze trzeba budować jedność na podstawie prawdy, a nie kłamstwa.

-- ZALEWSKA: Na miesiąc przed wyborami, trudno wyobrazić sobie, że temat katastrofy zniknie. PiS będzie chciało temat wokół katastrofy wykorzystać, by zjednoczyć rozproszone prawicowe środowiska. PO w odpowiedzi będzie mogła przypomnieć podział na Polskę racjonalną i radykalną.

-- NA DWÓJCE: Czy z katastrofy smoleńskiej wyciągnięto wnioski?

-- MACIEJ LASEK: LOT zajmuje się przewozem najważniejszych osób w państwie. Decyzja będzie należała do rządu i MON, czy kiedykolwiek powstanie specjalna jednostka, która będzie woziła najważniejsze osoby w państwie.

-- DARIUSZ PROSIECKI: Po 5. latach padają kolejne deklaracje, że w tym roku chce rozstrzygnąć przetarg na kilkunastoosobowe samoloty. Ale to wciąż tylko zapowiedzi. Dlatego nawet głowa państwa, udając się z wizytą do Białego Domu, musi korzystać z samolotów rejsowych.

*****

WIADOMOŚCI TVP

-- NERWOWA DYSKUSJA JANUSZA PALIKOTA Z UCZESTNICZKĄ SPOTKANIA NA TARGOWISKU W BYDGOSZCZY.

-- JUSTYNA DOBROSZ-ORACZ: Ta awantura to dowód na to, że nic tak nie wywołuje emocji, jak Smoleńsk. Punktem zapalnym były słowa Janusza Palikota na jednym z bydgoskich targowisk.

-- JANUSZ PALIKOT: Antoni Macierewicz jest warchołem, Jarosław Kaczyński jest warchołem. To, co wyprawiają ci ludzie… Dla tego nie ma słów.

-- DOBROSZ-ORACZ: Nic tak nie sprzyja polaryzacji, jak hasła, które padały w czasie 5. rocznicy katastrofy. Tych, organizowanych przez PiS.

-- JAROSŁAW KACZYŃSKI: Zwyciężymy i Polska będzie Polską!

-- DOBROSZ-ORACZ: Paradoksalnie ostry przekaz to czarny sen dla mniejszych partii. Z najnowszego sondażu dla TVP wynika, że w grze o władzę liczą się tylko PO i PiS.

-- RAFAŁ GRUPIŃSKI: Jarosławowi Kaczyńskiemu pomieszało się w głowie. Sądzę, że opinia publiczna powinna odwrócić się od tego rodzaju maniakalnej polityki.

-- KACZYŃSKI: Bylibyśmy dzisiaj bardzo daleko od prawdy, gdyby nie Antoni Macierewicz!

-- DOBROSZ-ORACZ: Litania podziękowań, w tym od ojca Rydzyka i niektórych biskupów, to nie jest przypadek. Można podejrzewać, że PiS próbuje zminimalizować skutki nowych odczytów z kokpitu i stanowiska prokuratury. Śledczy kategorycznie wykluczyli zamach.

-- DOBROSZ-ORACZ DALEJ: Przewaga Platformy rośnie. Badanie przeprowadzono już po konferencji prokuratury.

-- RADOSŁAW SIKORSKI: Upolitycznianie katastrofy smoleńskiej zaczyna mieć odzwierciedlenie w sondażach.

-- DOBROSZ-ORACZ: Gdyby wybory odbyły się dziś, Platforma mogłaby rządzić samodzielnie.

-- MARIUSZ BŁASZCZAK: Wszystko zmieni się za miesiąc, 10 maja. Dlatego że wynik wyborów prezydenckich wpłynie na wynik wyborów parlamentarnych - a jestem spokojny o wynik Andrzeja Dudy.

-- DOBROSZ-ORACZ: W PSL narasta zaniepokojenie.

-- ADAM JARUBAS: Prezydent nie jest premierem. Nie jest też komisją ustawodawczą, jak chciałaby jedna z kandydatek. Ale prezydent może być aktywny w obszarze działalności na rzecz przedsiębiorczości.

-- DOBROSZ-ORACZ: Adam Jarubas staje w kontrze do Magdaleny Ogórek. Na konwencji w Warszawie przedstawiał się jako rzecznik młodych przedsiębiorców.

-- DOBROSZ-ORACZ DALEJ: Najnowszy sondaż pokazuje, że nie ma jak nadkruszyć zabetonowanej dotąd sceny. A polaryzacja pomaga Platformie - nie mniej, niż PiS-owi.

*****

WYDARZENIA POLSATU

-- POTRZEBA NAM TERAZ JEDNOŚCI - wypowiedź kard. Dziwisza na czołówce.

-- CHCĘ TUTAJ PODZIĘKOWAĆ WIELKIEMU KAPŁANOWI - wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego na czołówce.

-- KANONIZACJA JAROSŁAWA KACZYŃSKIEGO TO JEDYNIE KWESTIA CZASU - wypowiedź Jerzego Wenderlicha na czołówce.

-- NA JEDYNCE: Kampania smoleńska.

-- MACIEJ STROIŃSKI: Marsz stał się dla Jarosława Kaczyńskiego doskonałą okazją, by na miesiąc przed wyborami wyraźnie zarysować oś sporu z PO.

-- BEATA LUBECKA: Podziękowań dla Kościoła i hierarchów kościelnych było znacznie więcej, ale zaczęło się od metropolity krakowskiego.

-- MARIUSZ BŁASZCZAK: Jarosław Kaczyński dziękował wszystkim tym, którzy są niezłomni, nieulegli i domagają się wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej.

-- LUBECKA: Były też podziękowania dla ojca Rydzyka.

-- JERZY WENDERLICH: PiS w tej kampanii - i następnej - będzie szedł pod rękę z Kościołem.

-- LUBECKA: Były też podziękowania dla Antoniego Macierewicza.

-- JAROSŁAW GOWIN: Z punktu widzenia Kaczyńskiego mało jest ludzi, którzy mieliby takie zasługi w wyjaśnieniu katastrofy smoleńskiej, jak Macierewicz.

-- RAFAŁ GRUPIŃSKI: To była próba - dosyć cyniczna - budowania równowagi do kłamstw Macierewicza, które kilka godzin wcześniej były wypowiadane w Sejmie.

-- LUBECKA: Macierewicz specjalnie nie udziela się w kampanii. Nie towarzyszy Andrzejowi Dudzie.

-- JANUSZ KORWIN-MIKKE: To, że akurat poruszono tę sprawę, to jest jasne, żeby dokopać panu Macierewiczowi.

-- GOWIN: Myślę, że prowokacja się nie powiodła i temat smoleński już, na szczęście, w kampanii prezydenckiej nie wróci.

-- LUBECKA: Niekoniecznie, ostatnio Rada Warszawy zdecydowała o lokalizacji pomnika smoleńskiego. Nie na Krakowskim Przedmieściu.

-- BŁASZCZAK: Pani Gronkiewicz-Waltz nagle zmieniła zdanie i chce budować pomnik. Wykorzystuje sprawę katastrofy smoleńskiej w kampanii wyborczej.