Relacja Live

06.04.2015

14:42

W czwartek zarząd PO. Temat: kampania prezydencka

Jak się dowiaduje 300POLITYKA, na czwartek 9 kwietnia planowane jest zwołanie posiedzenia Zarządu PO. Jego tematem ma być przede wszystkim kampania prezydencka, która wchodzi w decydującą fazę.

Jak pisał Andrzej Stankiewicz w "Rzeczpospolitej", nastroje w PO wokół kampanii prezydenta nie są najlepsze. Zarząd będzie okazją dla szefa sztabu by wyjaśnić wątpliwości i rozwiać coraz większe obawy, które mają kluczowi politycy partii rządzącej wobec wyniku prezydenta i przebiegu trwającego starcia o Pałac Prezydencki.

To będzie bardzo ciekawy tydzień nie tylko ze względu na kampanię. Na rozpoczynającym się we środę posiedzeniu Sejmu rozpoczną się prace nad ustawą dotyczącą regulacji in vitro. Można się spodziewać, że w ramach "spraw bieżących" także in vitro będzie tematem czwartkowej rozmowy liderów PO.

fot. Piotr Litwic


16:57

Blog Migalskiego: Polityką rządzą emocje [recenzja "Mózgu politycznego" Drew Westena]

Właśnie skończyłem czytać "Mózg polityczny” Drew Westena - lekturę obowiązkową dla wszystkich spinów, polityków, speców od PR i marketingu oraz komentatorów. Główna teza tego dzieła nie brzmi może nazbyt oryginalnie - że w zachowaniach wyborczych nie liczą się fakty, lecz emocje. Ale już sposób w jaki autor udowadnia tę myśl poraża i fascynuje. Westem jest neurologiem i przytaczane przez niego eksperymenty szokują swoim przesłaniem - elektorat za nic ma prawdę i rzeczywistość, liczą się dla niego emocje wywoływane przez partie i poszczególnych kandydatów. Jeśli ma wybierać między tym, co widzi, a tym, co chce zobaczyć, zawsze wybierze to drugie. Zwycięzcami w polityce amerykańskiej, która najbardziej przyswoiła sobie tajniki tej wiedzy, nigdy nie są ci, za którymi stoją argumenty, fakty, liczby i oczywiste dane, ale ci, którzy wzbudzają pozytywne emocje, skojarzenia i asocjacje. Nie ma szans na przekonanie większości wyborców racjonalną debatą - można ich pozyskać tylko oddziałując na ich emocje i te części mózgu, który są odpowiedzialne za ich przetwarzanie.

Dowodów na prawdziwość tej tezy każdy czytelnik może znaleźć w książce aż nadto, więc nie ma sensu ich tu przytaczać. Najbardziej jednak szokujące są te eksperymenty, które pokazują, że wyborcy Republikanów i Demokratów potrafią przyjąć każde głupstwo i każdą nielogiczność, jeśli tylko serwowana są im przez ich ulubionych liderów partyjnych. Jeśli coś kłóci się z ich wcześniejszą pozytywną oceną swojej partii lub poszczególnego polityka, to - po prostu - nie przyjmują tego do wiadomości. Dzieje się tak w 85%! Westen i jego koledzy potrafili z taką właśnie dokładnością przewidzieć, że dany fakt oburzy i zniesmaczy jakiegoś Demokratę, jeśli zostanie przedstawiony jako czyn Republikanina i - z drugiej strony - w dokładnie takim samym procencie nie wywrze żadnego wpływu na ocenę polityka i partii, jeśli został popełniony przez Demokratę. Oczywiście, w przypadku wyborcy republikańskiego dzieje się dokładnie to samo - nie zauważa on lub lekceważy u swoich ulubieńców to, co jeśli byłoby udziałem polityka demokratycznego, zostałoby odnotowane i potępione.

Nawet najbardziej kuriozalne tłumaczenie są przyjmowane za prawdziwe, jeśli tylko serwowane są przez ulubioną partię i ukochanego lidera. Nawet najbardziej prawdziwe i oczywiste fakty nie są przyjmowane i akceptowane, jeśli pochodzą ze strony politycznego przeciwnika i naruszają dotychczasowe mniemania. Skutkuje to uodpornieniem ogromnej większości elektoratu na jakiekolwiek racjonalne i rzeczowe argumenty i okopanie się na partyjnych pozycjach. Implikacją polityczną jest to, że zdecydowana większość wyborców głosuje na Demokratów lub Republikanów bez względu na to co powiedzą i co zrobią, bowiem zawsze to, co ich przywódcy im podadzą uznają za prawdę (nawet jeśli byłaby to oczywista nieprawda i całkowity absurd) i zawsze za kłamstwo uznają to, co przedstawią im polityczni oponenci.

Powtórzmy - według badań Westena i jego zespołu tylko około 15% Amerykanów jest w stanie weryfikować pochodzące od świata zewnętrznego dane i oceniać je racjonalnie, bez partyjnych uprzedzeń. Tylko więc co siódmy z amerykańskich wyborców może racjonalnie i bez politycznych uprzedzeń myśleć oraz analizować dostarczane mu argumenty. Całą resztę można obsłużyć dostarczając im jedynie marketingowych wzmocnień sfery emocjonalnej.

W czasie lektury nie mogłem przestać myśleć o polskim przypadku i naszych kłopotach z racjonalną dyskusją. Właściwie wszystkie eksperymenty Westena i jego kolegów potwierdzały to, z czym mamy do czynienia w Polsce od 2005 roku - całkowitego uwiądu racjonalnej debaty, mającej cokolwiek wspólnego z rzeczywistością, i przejścia do wymiany emocjonalnych ciosów wzmacniających lojalności wyborcze wobec PO i PiS. Partie te w najdoskonalszy u nas sposób potrafią zagospodarowywać emocje elektoratu i całkowicie go od siebie uzależnić. Dla ich wyborców już praktycznie zupełnie się nie liczy, co te formacje naprawdę robią, bądź głoszą - elektoratowi całkowicie wystarcza to, jakie stany duchowe u niego wywołują. Pozwala to obecnie na obsłużenie około ¾ całego spectrum wyborczego. PO i PiS zaczynały od zagospodarowania niewiele ponad 20% w 2001 roku, by w przełomowym roku wyborczym, czyli w 2005, przejąć w elekcji parlamentarnej ponad 50%, aż dojść do stanu, który utrzymuje się od 2007 do chwili obecnej, czyli wypełnienia około 75% wszystkich wyborców.

Zdecydowanej większości elektoratu obu ugrupowań absolutnie wystarczają emocje (pozytywne i negatywne) wytwarzane przez PO i PiS - niczego więcej już od nich nie wymagają. Deprawują je w ten sposób i psują, ale w żaden sposób nie obniżają ich notowań. W chwili obecnej mamy miliony obywateli, którzy bez względu na to, co usłyszą o swojej ulubionej partii, i tak na nią zagłosują. Dzieje się tak dlatego, że nie tylko ignorują niekorzystne dla swego świata oglądu fakty, ale dlatego, że - jak wskazuje Westen - owych faktów…nie widzą! Oni po prostu nie recypują tego wszystkiego, co kłóci się z ich emocjami. Owe emocje wypierają fakty. Niszczą je. Czynią nieistniejącymi. Dlatego większości elektoratu formacji Ewy Kopacz nie odstraszy od głosowania na nią żadna afera, a większość wyborców partii Jarosława Kaczyńskiego całkowicie impregnowana jest na jakikolwiek skandal. Pozytywne emocje wobec swojego ulubionego ugrupowania i niechęć do konkurencyjnego całkowicie i skutecznie anihilują wszystko to, co kłóci się z wcześniej przyjętymi założeniami.

To co różni sytuację w USA od naszej, to fakt, że u nas także elity komentatorskie zapadły na tę przypadłość - czyli że emocje względem partii i ich liderów w zupełności uniemożliwiają im kontakt z rzeczywistością i realną ocenę faktów. Dopiero po tej lekturze zrozumiałem w pełni, dlaczego moi propisowscy followersi na twittrze wciąż oskarżają mnie o uporczywe atakowanie ich ulubionej formacji, a proplatormerscy komentatorzy zarzucają mi zwierzęcą niechęć do PO - oni po prostu nie widzą twittów i komentarzy, które by zaprzeczały ich wcześniej podjętej tezie i zakorzenionych w nich emocjach. Powtórzę - oni nie tyle nie akceptują czy pomijają te moje wpisy i uwagi, które stoją w sprzeczności z ich emocjami: oni tych wpisów i uwag nie widzą!

Nie mam zamiaru biadolić nad tym stanem rzeczy - Westen pokazał, jaka jest rzeczywistość. Nieprzyjęcie tego faktu byłoby…potwierdzeniem jego tez - tyle tylko, że już nawet nie w polityce, ale nawet w nauce i komentatorstwie. Książkę tę polecam wszystkim tym, którzy zajmują się kształtowaniem wizerunku, marketingiem politycznym, PR itp. Ale także wszystkim nam - byśmy przyjrzeli się sobie i sami siebie zapytali, na ile nasz mózg rządzony jest przez emocje i na ile odseparowuje się on od rzeczywistości i racjonalnej debaty. Być może przeciętny wyborca w Stanach Zjednoczonych skazany jest już na życie emocjami i eliminację w swoim mózgu obszarów odpowiedzialnych za racjonalne myślenie, ale - być może - część liderów opinii w Polsce zdobędzie się na to, by jednak powściągnąć w sobie swą miłość do PO i PiS, i odnaleźć w sobie radość z samodzielnego, nieuwikłanego w emocje, niepartyjnego i swobodnego myślenia.


17:47

W maju premiera książki Kowala:

Jaruzelski był zafascynowany Janem Pawłem II

- To, co będzie budzić kontrowersje, to jego przedwojenne, głębokie uwikłanie w myślenie endeckie, które pokazaliśmy, i to, że wywodził się z tradycji, która była przepojona endeckim myśleniem. To w latach 80. szczególnie wyraźnie się u niego odzywało - mówi w rozmowie z 300POLITYKĄ Paweł Kowal, współautor biografii Wojciecha Jaruzelskiego, która jeszcze w kwietniu pojawi się w sprzedaży.

Kowala do napisania biografii namówił Mariusz Cieślik. Pomysł pojawił się przed śmiercią generała, ale dopiero latem ubiegłego roku przystąpiono do pisania. - Mieliśmy świadomość, że Jaruzelski jest postacią, która nie ma pełnej biografii. Z drugiej strony, był to czas mojego słabszego zaangażowania w politykę. Pamiętam, że kiedy czytałem biografię Churchilla, to Churchill w czasach - mówiąc pół żartem, pół serio - kiedy był na boku polityki, pisał biografie innych polityków - tłumaczy były europoseł.

Kowal tłumaczy, że ich ambicją było, by książka nie była skierowana wyłącznie do historyków. Biografia nie ma mówić, czy Jaruzelski był dobry, czy zły, choć - jak mówi Kowal - ich poglądy bez trudu można odnaleźć w książce. Autorzy chcą, by czytelnik miał przestrzeń do przemyślenia Jaruzelskiego jeszcze raz.

Jak mówi dalej Kowal: - Chcieliśmy pokazać takie elementy, które wydawały nam się ciekawe w tej postaci. Np. był to jedyny komunistyczny przywódca, który przetrwał transformację na stanowisku prezydenta i właściwie do końca życia zachował honory byłego prezydenta. To był jedyny polski polityk powojenny, który przetrwał wszystkie zawieruchy na szczytach władzy komunistycznej. Są powody, żeby poważnie zastanowić się nad mechanizmami władzy, jakie prowadziły go przez życie.

Kowal zwraca też uwagę na mało znany, a interesujący wątek biografii Jaruzelskiego. - Pokazaliśmy go jako człowieka - pamiętam to ze swoich rozmów z nim - bliskiego religii. Nie zawsze była to bliskość, która służyła Kościołowi, ponieważ były czasy, kiedy on gorliwie walczył z Kościołem, ale był to człowiek, dla którego sprawa religii ani przez moment nie była obojętna. Był zafascynowany papieżem Janem Pawłem II i jego ambicją było, żeby być tym drugim, wielkim Polakiem.

Premiera "Życia paradoksalnego" 13 maja, nakładem wydawnictwa Znak. Poniżej publikujemy fragment.

*****

Na Wielkanoc 1982 - w pierwszej połowie kwietnia - Jaruzelscy wyjeżdżają do Łańska. W domkach na terenie ośrodka mieszkają także rodziny Kiszczaków, Siwickich, Messnerów, Ciosków i Urbanów. Przeważnie są to osoby, wśród których rodzina dyktatora czuje się dobrze. Jaruzelscy mało czasu spędzają z innymi, nie przychodzą nawet do stołówki, kelner zanosi im posiłki. Polityka dominuje podczas spacerów i kąpieli w podgrzewanym basenie, gdzie spotykają się mężczyźni. W tym czasie sporo zmienia się w życiu prywatnym Jaruzelskich. Monika chodzi do liceum im. Antoniego Dobiszewskiego. Do grudnia 1981 roku było "normalnie”: dom Jaruzelskich stał otworem dla koleżanek i kolegów córki generała. Oczywiście, trochę przeszkadzali zapracowanemu generałowi w oglądaniu Dziennika Telewizyjnego. Jan Wróbel, kolega Moniki Jaruzelskiej z klasy humanistycznej, wspomina, że kiedyś nieopatrznie stanął pomiędzy generałem a telewizorem i dopiero po chwili zorientował się, że zasłonił mu ekran.

Znajomi córki mieli wiele okazji, by podejrzeć, jak wygląda gabinet najważniejszej osoby w państwie na pięterku, obok pokoju Moniki: skromne biurko, leżanka, krzesło... Po grudniu wiele się zmieniło: wizyt było mniej, rzecz nawet nie w tym, żeby Monika była towarzysko bojkotowana, ale jakoś głupio było odwiedzać Jaruzelskich po tym wszystkim, co zaszło. "Zarówno w szkole, jak i na studiach była przedmiotem naszej przewrotnej dumy", opowiada Rafał Ziemkiewicz, kolega córki generała z młodości, dziś znany publicysta. I na potwierdzenie przytacza anegdotę: "Po stanie wojennym pod szkołą zomowcy często czatowali na wychodzące ze szkoły dziewczyny, dowodzik proszę, a ty to tak sama tu chodzisz do tej szkoły? Takie zapomniane dziś molestowanie à la PRL. Podobno pewnego razu trafili na Monikę. Ich reakcję po przeczytaniu jej dowodu osobistego łatwo sobie wyobrazić. Fakt faktem, że - jak mówiono - właśnie po tym zdarzeniu zomowcy się w końcu zwinęli i koleżanki odetchnęły z ulgą”.

Dokładnie pół roku po strzałach w "Wujku” Jan Wróbel położył portret Wałęsy na kwietnym krzyżu wciąż układanym przez warszawiaków na ówczesnym placu Zwycięstwa (na pamiątkę wizyty Jana Pawła II w 1979 roku). Aresztowała go wtedy milicja, został pobity. Po pewnym czasie przed jego dom zajechała rządowa limuzyna, a w niej siedziała Monika Jaruzelska z chłopakiem; przyjechała odwiedzić kolegę z liceum. Córce generała było coraz trudniej, większość rówieśników była po przeciwnej stronie barykady niż jej ojciec. W końcu zrezygnowała ze zdawania na studia w 1982 roku. Na problemy polityczne generała nałożyły się rodzinne.

W lutym 1983 roku pod wpływem depresji córka generała próbowała popełnić samobójstwo. Z trudem znosiła sytuację, że wśród jej przyjaciół i rówieśników ojciec jest traktowany jak wcielenie zła, przeżywała ofiary stanu wojennego, nie mogła się pogodzić z tym, jak traktowano jej rodzinę. "Co było dobre, minęło” - napisze po latach o tamtym czasie. Jaruzelski w okresie po stanie wojennym stracił kontakt z najbliższymi, był spięty, przytłoczony wydarzeniami. Barbara Jaruzelska często - jak wspomina jej córka - wyjeżdżała do swojej matki w Magdalence, starała się znaleźć ukojenie w karcianych wróżbach. W tych warunkach nikt nie zwrócił uwagi na to, że Monika gromadzi zapas lekarstw.

Gdyby udało jej się skutecznie targnąć na życie, byłby to dla generała straszliwy cios i pod względem osobistym (jedyne dziecko!), i pod względem politycznym (o tym, że nienawidzi go nawet własna córka, i tak mówiła wtedy warszawska ulica). Monika Jaruzelska opisuje, jak po nieudanej próbie odebrania sobie życia włączyła telewizor i zobaczyła w nim ojca wręczającego kwiaty włókniarkom w Dzień Kobiet. "Ja nie widziałam go od dawna. Ani on, ani mama nie wchodzili do mojego pokoju. Nikt nie zapytał: »Dlaczego?«.

Największym rozczarowaniem Jaruzelskiego był w tamtym czasie zapewne fakt, że choć wprowadził stan wojenny i poradził sobie z "kontrrewolucją”, nacisk "radzieckich” nie ustawał. Generał czuł presję z Moskwy, by wzmocnić represje wobec "Solidarności”. Podobnie uważała znaczna część aparatu partyjnego - także oni chcieli rozprawienia się ze związkiem raz na zawsze. Najlepszym rozwiązaniem byłoby wtedy dla Jaruzelskiego rozwiązanie PZPR i powołanie nowej partii w jej miejsce, ale nie popierał takiego ruchu Susłow, a na Kremlu ciągle rządzili wpływowi starcy. Ambasador Aristow pisał do Moskwy skargi na Jaruzelskiego, że ten utrzymuje w partyjnych władzach "liberałów”, jak Rakowski czy Barcikowski, co wywoływało złość Andropowa na generała. Pawłow z KGB żądał z kolei zwiększenia liczby procesów politycznych, Kiszczak musiał mu tłumaczyć, że represje powinny się jednak mieścić w "rozsądnych” ramach.

Tymczasem Jaruzelski chciał utrzymać linię postępowania polegającą na niezwiększaniu nacisku ponad to, co mu się wydawało konieczne. To podejście było dla niego charakterystyczne w latach osiemdziesiątych. W Polsce aktorzy ogłosili bojkot telewizji, a wielu artystów przeniosło się do kościołów, była to bodaj najbardziej zaskakująca forma protestu przeciw Jaruzelskiemu, ale bardzo dotkliwa wizerunkowo. Podziemna prasa lubowała się w karykaturach generała. Miał poczucie całkowitego odrzucenia. I w kraju, i za granicą, Nigdzie go nie zapraszano: w krajach socjalistycznych nie cieszył się szacunkiem jako zbyt miękki w walce z kontrrewolucją, a Zachód prowadził bojkot warszawskiego reżimu.

W tych warunkach Jaruzelski zaczął okazywać "radzieckim” irytację, że ciągle wywierają na niego presję. Decyzja z grudnia 1982 roku o zawieszeniu stanu wojennego została w Moskwie przyjęta z rezerwą. Notatki bliskiego Janowi Pawłowi II arcybiskupa Bronisława Dąbrowskiego oddają, jak się wydaje wiernie, stanowisko papieża wobec wydarzeń w Polsce. Po pierwsze, Ojciec Święty nieustannie narzekał na brak szczegółowych informacji z kraju, wyczuwalna jest niepewność papieża co do tego, czy biskupi dobrze sobie radzą z prowadzeniem polityki na styku władza - opozycja. Z rozmowy papieża z Dąbrowskim wynikało, że przyjął do wiadomości, że sytuacja Jaruzelskiego nie jest łatwa, ale podczas kolejnych spotkań koncentrował się już na sytuacji opozycji.

Na ogół z tych odtajnionych po wielu latach poufnych notatek wynika, że władzy opłaciła się łagodna linia wobec Kościoła, nawet zwykle nieprzejednany Dąbrowski w rozmowie z papieżem zbyt mocno nie krytykował Jaruzelskiego. Papież dawał jasne wskazówki, żeby popierać linię dialogu, utrzymywać pozycję pośrednika pomiędzy władzą a "Solidarnością”, unikać popierania jakichkolwiek form przemocy i nie izolować Polski od Zachodu. Jan Paweł II zakładał, że niebawem przyjedzie do kraju. Już na wiosnę prowadzono rozmowy w kwestii zaproszenia go do Polski. Był gotów wyruszyć w pielgrzymkę jeszcze latem 1982 roku. Na posiedzeniu Biura Politycznego 11 czerwca 1982 roku Kiszczak i Barcikowski szczegółowo omawiali tę sprawę i nie podjęli decyzji odmownej.

Jaruzelski chciał jednak, żeby do papieskiej wizyty doszło dopiero po uporządkowaniu spraw związanych ze stanem wojennym. Ustalono więc, że pielgrzymka odbędzie się w 1983 roku. W sprawie przyjazdu papieża władza była podzielona, Jan Paweł II nie dawał pretekstów do tego, by blokować jego przyjazd, ale było jasne, że Jaruzelski nie może na tym zyskać. Taka sytuacja była wynikiem zręczności papieża, który unikał atakowania władzy, a po cichu popierał "Solidarność”. Tymczasem generał liczył na wsparcie Kościoła, które uważał za niezbędne, by rozładować napięcie w Polsce. Nie miał więc wyjścia - musiał zaprosić Jana Pawła II, choć wiedział, że to kolejna decyzja, która zdenerwuje jego przeciwników i ich patronów w Moskwie. Ba, zirytuje nawet tak oddane mu osoby jak Jerzy Urban.

Z dokumentów Mitrochina wynika, że SB liczyła na szybką śmierć papieża. Jakby zaklinając rzeczywistość, rozpowszechniała plotki, że Jan Paweł II choruje na białaczkę. Kiszczak miał nawet powiedzieć: "możemy obecnie tylko marzyć, żeby Bóg powołał go jak najszybciej na swoje łono”. Jak widać, niebiosa nie przychyliły się do próśb esbeków, mimo zamachu papież był w dobrej formie. Przygotowania przebiegały w kwaśnej atmosferze, od czasu wprowadzeniu stanu wojennego to właśnie pielgrzymka była dla Jaruzelskiego największym wyzwaniem.

Fot. Znak


18:49

Kaczyński o reakcji ludzi na Dudę: "Fajny, ale, kurcze, z PiS-u" [11 cytatów z Gazety Polskiej]

W nowej "Gazecie Polskiej" ukaże się obszerny wywiad Joanny Lichockiej z Jarosławem Kaczyńskim. Głównym tematem rozmowy jest katastrofa smoleńska, ale nie brakuje także pytań o kampanię prezydencką i szanse Andrzeja Dudy. Oto kluczowe fragmenty wywiadu.

-- O ANDRZEJU DUDZIE: “FAJNY, ALE Z PISU”: “Duda się po prostu podoba. Dla części wyborców ma tylko jedną wadę - jest z PiS-u (śmiech). Ale ktoś ostatnio zaatakował Dudę, że jest dzieckiem krakowskiego establishmentu. Rzeczywiście w jakiejś mierze jest – oboje rodzice profesorowie, rodzice żony są także, obydwoje, profesorami, do tego teść Dudy to znany poeta, a szwagier po doktoracie jest działaczem Zielonych. Dawny elektorat Unii Wolności musi mieć więc spory dysonans poznawczy. Bo z drugiej strony jest Komorowski - przaśny, przynoszący wstyd, za którego trzeba się tłumaczyć. Mają więc niebagatelny dylemat: Duda jest fajny, tylko, kurczę, z tego PiS-u (śmiech)”.

-- NA PYTANIE, “CZY TO ZNOWU WYBORY O WSZYSTKO”: "Ciągle, za każdym razem, mamy wybory o wszystko, bo później ma nastąpić koniec świata (uśmiech). Ale niewątpliwie są to wybory bardzo ważne, bo zdecydują o tym, jakie będą działania w kluczowych w najbliższym czasie sprawach. Choćby takich, jak wejście Polski do strefy euro”.

-- O II TURZE: “Przede wszystkim dobra jest tendencja, skracanie dystansu Dudy w sondażach do Komorowskiego. Ewidentnie widać, że będzie druga tura, to teraz najważniejszy cel. W sondażach, w drugiej turze Andrzej Duda przekroczył już 40 proc., a zaczynał od poniżej 20 proc. - to ogromny postęp. Jeśli będzie tak dalej, to faktycznie, ma te wybory wygrane”.

-- O TYM, WOBEC JAKIEJ GRUPY PO JEST NAJBARDZIEJ SKUTECZNA: “Są skuteczni wobec części społeczeństwa, która nie ma żadnej chęci zdobywania informacji - czy to w internecie, czy w niezależnych mediach. Ta grupa szczególnie łatwo podlega sterowaniu. Ludzie, którzy się polityką nie interesują, a w innych dziedzinach jest im dobrze, więc nie widzą powodu, by popierać opozycję. Albo też Pan Bóg nie dał im za dużo rozumu i z tego powodu łatwo nimi manipulować”.

-- O ODPOWIEDZIALNOŚCI PBK ZA SMOLEŃSK: “Tej katastrofy by nie było, gdyby nie permanentny atak na prezydenta [Kaczyńskiego]. Gdyby nie przemysł pogardy, w którym brali udział najwyżsi dostojnicy państwowi. To był pierwszy etap zdejmowania ochrony z prezydenta. Pokazywano, że Lecha Kaczyńskiego można traktować brutalniej niż innych. Że agresja wobec prezydenta nie będzie hamowana (...) No i wreszcie katastrofy nie byłoby, gdyby na życzenie Władimira Putina nie rozdzielono wizyt. Nie można mieć żadnej wątpliwości, że pełna moralna odpowiedzialność za tę katastrofę spada na tych, którzy rządzili. Na Donalda Tuska i w ogromnej mierze, może nawet większej, na Bronisława Komorowskiego”.

-- NA PYTANIE, CZY KOMOROWSKI JEST BARDZIEJ ODPOWIEDZIALNY NIŻ TUSK: “Donald Tusk publicznie niczego takiego jak Komorowski nie mówił: “jaka wizyta, taki zamach. No bo nie trafić z 30 metrów w samochód, to trzeba ślepego snajpera”. Albo: “Przyjdą wybory albo prezydent będzie gdzieś leciał i to się wszystko zmieni”.

-- NA PYTANIE, CZY KOMOROWSKI POWINIEN ROZLICZYĆ SIĘ ZE SMOLEŃSKA: “Oczywiście, że powinien, zresztą oni wszyscy powinni się rozliczyć. Winnych jest znacznie więcej, byli ci, którzy bezpośrednio uczestniczyli w przygotowaniach, jak Tomasz Arabski. To wszystko, co działo się przed katastrofą, te rozmowy w Moskwie, spotkania w restauracjach, z których nawet tłumaczkę wypraszano, wymaga wyjaśnienia, jest w najwyższym stopniu tajemnicze”.

-- “CO BY SIĘ DZIAŁO, GDYBY ZGINĄŁ TUSK?”: “Wyobraźmy sobie sytuację odwrotną - prezydentem jest Donald Tusk, my jesteśmy przy władzy, robimy wszystko to, co oni robili, i to Tusk ginie w katastrofie. A media są takie, jakie są - wyobraża sobie pani, co by się zaczęło dziać? Co dnia żądano by od nas dymisji, stawiania nas przed sądem itd. I to byłoby naturalne, bo gdybyśmy tak postępowali jak oni, to byłoby to całkowicie uzasadnione”.

-- “O KOMOROWSKIM MYŚLĘ SKRAJNIE ŹLE”: “Po ludzku, myślę źle o Komorowskim jako o człowieku, skrajnie źle. Ale zastanawiam się, jakie mogły być inne niż charakterologiczne, osobowościowe przyczyny tego pośpiechu, jego metodycznego działania, nim jeszcze stwierdzono śmierć prezydenta. Mam nadzieję, że któregoś dnia Bronisław Komorowski będzie musiał się wytłumaczyć przed instytucjami państwa, że będzie się w tej sprawie działać w trybie, w jakim powinno pięć lat temu, w 2010 r.”

-- O USUNIĘCIU KRZYŻA: “To była najnormalniejsza prowokacja i uczestniczył w niej Bronisław Komorowski - to też wymaga rozliczenia, i to nie tylko moralnego”.

-- O SKOK-ACH: “Grzegorz Bierecki przychodził także w sprawie ustawy o SKOK do ministrów prezydenta Komorowskiego. Jest taka praktyka, że konsultuje się problem z różnymi stronami. Na dodatek mój brat przedstawił parlamentowi wcześniej niż PO projekt ustawy obejmującej SKOK-i nadzorem KNF, ale w Sejmie, w pierwszym czytaniu, Platforma to odrzuciła. Proponowana ustawa nie była przeciw SKOK-om, miała umocnić ich pozycje i zabezpieczyć ich klientów. Potem PO przegłosowała własny projekt, który, owszem, też wprowadzał nadzór KNF, ale którego celem było osłabienie lub zniszczenie SKOK-ów. Jeśli ktoś mówi o ustawie lobbystycznej, to właśnie taką uchwaliła koalicja PO-PSL - stworzyli prawo w interesie banków, a nie dobra społecznego. I tę ustawę Leszek zaskarżył do Trybunału”.


20:10

Duda nawiązuje do wizji prof. Religi w nowym spocie o zdrowiu. "Pacjent jest najważniejszy"

Zdrowie to nowy temat kampanii Dudy. Jutro - i tylko jutro - będzie emitowany telewizyjny spot, w którym Andrzej Duda nawiązuje do dziedzictwa prof. Religi. PiS wraca do zderzania ze sobą wizji, w której "najważniejszy jest pacjent" ze "szpitalami, które zmieniono w przedsiębiorstwa". Emisji spotu ma towarzyszyć konferencja prasowa Dudy o zdrowiu. Odbędzie się w Szpitalu Powiatowym w Grójcu o 12:30. 300POLITYKA jako pierwsza publikuje klip, który ma być też mocno promowany w internecie. Spot i konferencja to pierwsze z całego cyklu inicjatyw dotyczących sytuacji w służbie zdrowia.

https://youtu.be/3t3ldj7jiLk

Duda nawiązuje do swojej współpracy z prof. Religą, w spocie bardzo wyraźnie zaakcentowano przekaz dotyczący komercjalizacji szpitali i fatalnego stanu całej służby zdrowia. "Pacjenci są jak pozycje w bilansie" - mówi narrator w spocie. Duda dodaje: "To trzeba zmienić. Wrócimy do służby zdrowia, która rozumie cierpienia pacjenta". PiS wykorzystuje fakt, że wtorek to Światowy Dzień Zdrowia. W klipie nawiązano do współpracy Dudy z prof. Religą w czasie, gdy kandydat PiS na prezydenta pracował w kancelarii Lecha Kaczyńskiego.

Powrót do tematu zdrowia jest jednym z pomysłów PiS na nowy etap kampanii, która jednak w najbliższym tygodniu będzie częściowo zdominowana przez Smoleńsk. Jednak sztabowcy PiS liczą, że w dłuższej perspektywie uda się przynajmniej częściowo narzucić temat tak, jak to było w przypadku euro - nawet jeśli początkowo media będą skoncentrowane na innych sprawach.


21:41

TYGODNIKI:

Kamiński: Gdyby nie było Smoleńska? Rozpad PiS, WPROST: Dudzie zostało 4 mln, Macierewicz: Smoleńsk priorytetem
#NEWSWEEK: -- MICHAŁ KAMIŃSKI W ROZMOWIE Z TOMASZEM LISEM NA PYTANIE, CZY ŚNI MU SIĘ SMOLEŃSK: "Tylko raz miałem sen związany ze Smoleńskiem. Niezwykły. Śniło mi się, że lecę tutką i wiem, że to jest ta, która się rozbije. I podchodzi do mnie władyka Miron, który zginął w Smoleńsku. Mówi: "Musisz wysiąść, mamy międzylądowanie w Mińsku i musisz wysiąść". Ja mówię: "Władyka, ale jak to? Przecież prezydent się na mnie obrazi". I wysiadam w tym fikcyjnym Mińsku. A władyka Miron jeszcze mówi w tym śnie, że muszę się pożegnać. I ja do niego podchodzę, obejmuję go, całuję, a on mówi: "Idź już, uciekaj!". Taki miałem sen" (...). Do tej pory, gdy wspominam władykę Mirona, to płaczę, nawet teraz". -- TOMASZ LIS: Kiedy do pana dotarło, że wyjdzie przy tym straszna polska nienawiść? Już w środę 14 kwietnia był tekst Krasnodębskiego w "Rzeczypospolitej" - "Gardzę wami". -- KAMIŃSKI: "Nie, nie miałem tego. Do końca kampanii wierzyłem w zgodę". -- O "INNYM PIS": "Po kampanii [prezydenckiej w 2010 r.] wróciłem do Polski we wrześniu. I to już było inne PiS. Ziobro twierdzi, że kampania, którą prowadziłem, była do dupy. Był ten słynny wywiad, w którym prezes mówił "Newsweekowi", że brał proszki i nie pamięta, dlaczego taką kampanię miał". -- GDYBY NIE BYŁO SMOLEŃSKA...: "Gdyby nie było Smoleńska, to bardzo możliwe, że jesienią 2010 r. Lech i Jarosław Kaczyńscy stanęliby w obliczu rokoszu we własnej partii". -- NA PYTANIE, JAK WYGLĄDAŁABY POLSKA BEZ SMOLEŃSKA: "Pewnie doszłoby do rozpadu PiS. Ale Smoleńsk usakralizował przywództwo Kaczyńskiego. Poza tym go wzmocnił. Gdyby nie było Smoleńska w 2010 r., Jarosław stanąłby przeciwko partii, rozedrgany porażką brata, własną porażką. Byliby kompletnie nieracjonalni". -- O WAWELU: "[W pierwszy poniedziałek po tragedii] Od razu biegnę do pałacu prezydenckiego. Tam są Paweł Kowal, Adam Bielan, Maciej Łopiński. I wtedy pojawia się ta idea, która wyszła nie ode mnie, pochowania prezydenta na Wawelu (...). [To był pomysł] chyba Pawła Kowala. Moim zdaniem Lech Kaczyński zasłużył, żeby być pochowany na Wawelu". -- O DONALDZIE TUSKU: "Jestem pewien, że było to dla niego osobiście bardzo ciężkie i traumatyczne przeżycie. I za rzecz zupełnie haniebną uważam obarczanie go winą za tragedię smoleńską". -- KAMIŃSKI DALEJ: "Żeby być uczciwym, sam sobie zadałem pytanie: co by było, gdyby Lech Kaczyński do mnie zadzwonił... [Z pokładu samolotu]. I powiedziałby: "Michał, oni mi tu mówią, że nie możemy lądować, bo jest mgła". Uczciwie odpowiem, że powiedziałbym mu: "Leszek, oni ewidentnie coś knują". #WPROST -- ANNA GIELEWSKA O BRONKOBUSIE: „Komorowskiemu w trasie zawsze towarzyszy ktoś z prezydenckiego gabinetu, ale tylko po to, żeby głowa państwa mogła podpisywać pilne dokumenty. W czasie podróży kampanijnym autobusem Komorowski jest przede wszystkim kandydatem. Najbardziej cieszą się z tego jego sztabowcy, którzy mają go wtedy „na wyłączność”. – Tym bardziej że on nie jest nawykły do trybu kampanijnego – przyznają po cichu”. -- O EMOCJACH W KAMPANII: „Smoleńsk to jeden z tematów, które mogą na moment wprowadzić do kampanii emocje. Na razie – ku zmartwieniu obu sztabów – jest ich w niej jak na lekarstwo. W badaniach okazuje się, że tematy, które starali się eksponować współpracownicy obu kandydatów, niespecjalnie trafiają do wyborców. Pokazuje to choćby niedawny sondaż IBRiS dla „Rzeczpospolitej”, z którego wynika, że ani skomplikowana sprawa SKOK-ów, ani straszenie wprowadzeniem euro ludzi nie interesują”. -- GIELEWSKA: SZTABY ZBIERAJĄ AMUNICJĘ NA FINISZ: „Najważniejsza walka dopiero się zaczyna. To właśnie najbliższe tygodnie rozstrzygną, czy Bronisław Komorowski zdobędzie więcej niż 50 proc. głosów (…). Zdecyduje szybkość reagowania obu sztabów na kryzysy i wpadki (…). Na miesiąc przed wyborami kampanii Komorowskiego brakuje pomysłów. Ale i kampania Dudy straciła początkowy impet. Oba sztaby zbierają więc polityczną amunicję na finisz”. -- GIELEWSKA DALEJ: „– Będą wszystkimi sposobami uderzać w klatkę, żeby nas rozjuszyć – kwituje jeden ze współpracowników Dudy. Sztabowcy Komorowskiego liczą, że w ten sposób uda im się wypełnić treścią pusty jak dotąd podział na Polskę radykalną i racjonalną. O ile tylko ważni politycy Platformy dostatecznie zaangażują się w kampanię. – Na razie ten brak emocji udzielił się też w partii – narzeka jeden ze współpracowników Komorowskiego”. -- O BUDŻECIE DUDY: ZOSTAŁO 4 MLN: „Na finiszu kampanii oba sztaby wypuszczą telewizyjne spoty. Dudy ma być biograficzny, Komorowskiego – podsumowujący pięć lat prezydentury. Na ostatnim odcinku kampanii sztab Komorowskiego jest także w lepszej sytuacji pod względem kalendarzowym i finansowym. Urzędujący prezydent będzie skupiał na sobie uwagę mediów w ostatnich dniach przed wyborami – podczas świąt państwowych na początku maja. Jak odpowiedzą sztabowcy Dudy? Na razie kurczy im się budżet (…). Zostało mniej niż 4 mln zł – mówi polityk PiS”. -- CEZARY BIELAKOWSKI: CZEGO NIE NAUCZYŁ NAS SMOLEŃSK: "Katastrofa rządowego samolotu obnażyła skrajną słabość państwa, które nie było w stanie zagwarantować bezpieczeństwa nawet prezydentowi oraz dowódcom wszystkich rodzajów polskiego wojska. Jak to wygląda pięć lat po 10 kwietnia 2010 r.? Bezpieczeństwo najważniejszych osób w państwie nadal jest wątpliwe, tak jakby nic się wcześniej nie zdarzyło. Zastosowane po katastrofie atrapy nadal funkcjonują zgodnie z niestarzejącą się w Polsce zasadą, że prowizorka trzyma się najdłużej". -- BIELAKOWSKI O "BRAZYLIJSKICH EBRAERACH": "Rząd wyczarterował dwa średniodystansowe brazylijskie embraery i przemalował je w narodowe barwy. Samoloty te szybko stały się ulubionym środkiem transportu premiera Donalda Tuska na trasie Warszawa – Gdańsk – Warszawa". -- JAK CZYTAMY DALEJ: "Pięć lat po katastrofie rządowego samolotu nie jesteśmy nawet o krok bliżej do decyzji o zakupie nowych samolotów (...). O nowoczesne samoloty upominał się nowy prezydent Bronisław Komorowski. Ale rząd uległ populistycznemu myśleniu i nie odważył się rozpisać przetargu na drogie boeingi 737 czy airbusy. Ówczesny premier Donald Tusk i Ministerstwo Obrony Narodowej poszli na łatwiznę". -- GIELEWSKA W FELIETONIE O 5 ROCZNICY W KAMPANII: "Dziś jego [Andrzeja Dudy] sztabowcy woleliby, żeby piąta rocznica nie wypadała w środku kampanii prezydenckiej. To wszak czas chowania – Duda nie może wciąż przebić pułapu 30 proc. poparcia, do tego potrzeba mu elektoratu centrowego. Z drugiej strony, nie może się także wyraźnie odcinać od smoleńskiej spuścizny – to po to, by podtrzymywać twardy elektorat. Na to właśnie liczy Platforma Obywatelska. Przez pięć lat jej politycy zacierali ręce, widząc na horyzoncie Antoniego Macierewicza i słysząc słowo „zamach”.  #DO RZECZY: -- GOCIEK I GURSZTYN O 'JEDYNCE' DLA BIELANA: "Radosna wiadomość z życia Polskiej Zjednoczonej Prawicy Ziobrowsko-Gowinowskiej. Adam Bielan będzie „jedynką” w wyborach do Sejmu z Ostrołęki. Właściwie nie wiemy, czy Adaś w ogóle był w tym pięknym grodzie nad Narwią (my nie byliśmy i się nie wybieramy). Ale wiemy, że głupią minę zrobił szef tamtejszych struktur PiS Arkadiusz Czartoryski, który o tej jakże słusznej decyzji władz własnej partii kaczystowskiej dowiedział się z mediów. I który tym samym nie będzie „jedynką”, choć wcześniej nią był i dalej mu to obiecywano". -- KOLEJNY POLITYK 'UKRYWAŁ' ZEGAREK - jak pisze Wojciech Wybranowski: "Senator Robert Dowhan przez kilka lat z rzędu nie wpisał do oświadczenia majątkowego zegarka marki Graham wartego 40 tys. zł. Zrobił to dopiero po wybuchu tzw. afery zegarkowej związanej ze Sławomirem Nowakiem". -- DOWHAN: 'DOSTAŁEM OD TATUSIA': "30 kwietnia 2014 r. w oświadczeniu majątkowym pierwszy raz wpisał też zegarek Graham o wartości 40 tys. zł. „Do Rzeczy” dotarło jednak do zdjęć Dowhana między innymi z lat 2012–2013, na których senator nosi taki zegarek. Dlaczego polityk nie wpisał go już wówczas do oświadczenia? – Dostałem go od tatusia do ponoszenia. Tatuś nosi moje rzeczy, a ja tatusia – przekonuje". #GAZETA POLSKA -- ANTONI MACIEREWICZ O SOBIE W KONTEKŚCIE SMOLEŃSKA: "Dla mnie sprawa smoleńska była, jest i będzie priorytetem, niezależnie od tego, czy będę posłem i jakie stanowisko będę w przyszłości zajmował. Nie zrezygnuję z wyjaśniania przyczyn tej tragedii aż do momentu, gdy odpowiedzialni za śmierć Prezydenta RP i 95 pozostałych pasażerów Tu-154 staną przed sądem". -- PROKURATURA ODRZUCIŁA OSTATECZNIE KONCEPCJĘ ZAMACHU: Jak mówi Antoni Macierewicz w wywiadzie z Grzegorzem Wierzchołowskim: "Do ostatniej konferencji prokuratury śledczy brali pod uwagę, przynajmniej formalnie, hipotezę zamachu terrorystycznego (...). Na ostatniej konferencji śledczy stwierdzili zaś jednoznacznie, że hipoteza zamachu nie będzie dłużej badana, gdyż przyczyny tragedii z 10 kwietnia 2010 r. zostały już stwierdzone. Przyczyną – jak się dowiedzieliśmy – były rzekomo błędy pilotów". -- MACIEREWICZ O DZIAŁANIU PROKURATURY WS. ŚLEDZTWA SMOLEŃSKIEGO: "Istnieją więc dwa cele polityczne tej propagandowej operacji: wewnętrzny – wsparcie Bronisława Komorowskiego i obozu Platformy Obywatelskiej przed wyborami prezydenckimi – oraz zewnętrzny: zablokowanie międzynarodowego śledztwa, a tym samym obrona Władimira Putina przed potępieniem przez światową opinią publiczną". -- O PBK: "Bez wątpienia prezydent Komorowski zachowuje się tak, jakby coś ukrywał. Do dzisiaj nie mogę zrozumieć jego słów po zamachu gruzińskim – wtedy, gdy na wiadomość o tym, że Lech Kaczyński przeżył ostrzał rosyjskich żołnierzy, cynicznie powiedział, że z 30 metrów nawet ślepy snajper by trafił. Tymi słowami Komorowski rozpoczął wielką akcję propagandową przeciwko prezydentowi Kaczyńskiemu, podjętą także przez służby specjalne". -- O ZESPOLE PARLAMENTARNYM DS. SMOLEŃSKA: "Głównym obszarem naszych badań w przyszłości będą sprawy związane z działaniem służb specjalnych. Jeżeli pojawią się materiały w tym zakresie, to ich analiza będzie nakierowana na ujawnianie sprawców i struktur organizacyjnych, które przyczyniły się do katastrofy. A czy zespół parlamentarny będzie działał w przyszłej kadencji? Uważam, że jest taka konieczność tak długo, póki nie zajmie się tą sprawą na powrót Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego. A to będzie możliwe tylko w przypadku zwycięstwa PiS".