Relacja Live

01.01.2015

14:08

BLOG MIGALSKIEGO: Jak media społecznościowe zabiły mężów stanu

Przyczyn, które powodują, iż politycy za nic mają swoich wyborców, a sami nie są mężami stanu, jest wiele. Ale jedną z nich…są sami wyborcy. A konkretnie ich komentarze w mediach społecznościowych.

Gdy byłem europosłem zastanawiałem się często, jak wyglądała praca moich poprzedników, powiedzmy, przed trzema dekadami? Gdy jakiś Włoch czy Brytyjczyk był członkiem Parlamentu Europejskiego na początku lat 80-tych, to jak wyglądała jego praca? Przecież nie było Internetu, Facebooka, twittera. Jak wyglądała jego codzienna praca? Przylatywał do Brukseli samolotem, który wcześniej jego asystenta zarezerwowała telefonicznie. Po dotarciu do biura co robił? Jak informował swoich wyborców o tym, nad czym pracuje (lub nie pracuje)? Jak dostawał feedback? Jak oceniano jego pracę?

Zastanawiałem się jak przebiegał dzień takiego MEP-a. Nie musiał odpowiadać na emaile (wszak nie istniał Internet). Ilu było zdeterminowanych wyborców, by pisać do niego list papierowy? Dwóch, trzech dziennie? To spora różnica z obecnymi czasami (gdy byłem eurodeputowanym dostawałem około 300-400 emiali dziennie). Czy ktoś do niego telefonował? Raczej nie, bo koszty takiego połączenia były ogromne. Może ktoś niepokoił go faxem? Ale fax mógł się przecież…popsuć na trzy dni, prawda?

Przecież w dobie przedinternetowej jedyną szansą na to, że przeciętny Włoch czy Brytyjczyk dowie się czegoś o pracy swego wybrańca, był artykuł w prasie. A jak często eurodeputowany może znaleźć się w gazecie ogólnokrajowej? Raz na kwartał? Raz na pół roku? Przecież wówczas nie działały telewizje informacyjne, które żyją z tego, że wciąż zapraszają do siebie różnych polityków, by ich na siebie napuścić. To najtańszy rodzaj telewizji – prawie bezkosztowy. Ale trzydzieści lat temu znalezienie się w mediach krajowych musiało mieć jakiś powód – sukces, porażka, skandal. Inaczej nikt o swoim polityku nawet nie wiedział, że istnieje.

Ale też – co ważne w tym wywodzie – ów polityk nie za bardzo wiedział cokolwiek o swoim wyborcy. Bo miał do niego tak samo daleko, jak ów wyborca do niego. I dotyczyło to nie tylko specyficznej grupy europosłów, ale także deputowanych do parlamentu krajowego. Oni też kontakt z elektoratem mieli rzadki i przelotny. Zazwyczaj na jakimś zorganizowanym spotkaniu, partyjnym mitingu, kulturalnym evencie. W takich okolicznościach najczęściej spotyka się swoich zwolenników, ale jeśli już ktoś nas nie lubi, to rzadko czyni wówczas impertynencje i rzuca w nas bluzgiem przekleństw. Face to face bardzo trudno, o wiele trudniej niż w przestrzeni internetowej, pohejtować i zaatakować personalnie nawet polityka, którego się nie lubi, a nawet nie cierpi. Dlatego też posłowie, senatorowie i inni politycy sprzed kilkudziesięciu lat rzadko wiedzieli, co przeciętny wyborca o nich myśli, a jeszcze rzadziej byli obiektem osobistych ataków i wyzwisk.

Oczywiście, takie sytuacje się zdarzały i na pewno nie było przyjemne, ale ich liczba była nieproporcjonalna do tej, jaka jest udziałem współczesnych uczestników życia publicznego. Obecnie polityk codziennie spotyka się z dziesiątkami, a może nawet setkami werbalnych ataków na siebie. Jeśli tylko wejdzie na komentarze pod tekstem o nim, od razu będzie miał do czynienia z soczystym bluzgiem pod swoim adresem. Jeśli zamieści wpis na FB czy Twitterze (nawet jeśli będzie on dotyczył tego, jak pięknie świeci słońce), od razu pojawi się kilka, kilkanaście wpisów z chamskimi uwagami wobec niego i jego rodziny.

Jest kilka sposób na poradzenie sobie z tą sytuacją – nie czyta się komentarzy pod swoim blogiem, nie zagląda się do swego FB a jego prowadzenie pozostawia się asystentom, nie dyskutuje się z trollami na twitterze, albo się ich blokuje. Ale przynosi to tylko połowiczne efekty – wcześniej czy później polityk i tak natknie się na chamskie uwagi i brutalne ataki. Jeśli chciałby całkowicie się od tego odgrodzić, musiałby zupełnie wyjść z mediów społecznościowych, całkowicie odciąć się od mediów tradycyjnych, nie odbierać emiali itp. W obecnej chwili nie stać na to żadnego polityka poniżej funkcji prezydenta czy premiera (a i oni są przecież informowani przez swoich doradców o tym, jak oceniana jest ich ustawka w jakimś dwutygodniku czy też wywiad w jakiejś telewizji).

Jakie są więc efekty takiego stałego kontaktu z masowych i chamskim atakiem ze strony wyborców (myślę, że około 80-90% komentarzy, z którymi spotykają się politycy jest im nieprzychylna, bo taka jest natura Internetu)? Jednoznaczne – wzrost cynizmu polityków i ich zobojętnienie na krytykę. Jeśli bowiem cokolwiek zrobią (nawet przeprowadzą staruszkę przez jezdnię), to i tak usłyszą bluzg i pomstowanie wobec siebie. Jakiż jest więc sens robienia czegokolwiek, jeśli nagrodą zawsze jest powszechna krytyka? To jasne, że politycy rozumieją, że nie wszyscy wyborcy tak uważają i że aktywni są przede wszystkim ich krytycy, ale efekt psychologiczny jest wcześniej czy później ten sam – cynizm i lekceważenie wyborców. To zaś prowadzi do emancypacji polityka wobec swoich obowiązków wobec elektoratu. Po pewnym czasie każdy polityk mówi i myśli o swoich wyborcach mniej więcej to samo, co oni o nim. W ten sposób wyrównuje się rachunek strat, ale zwiększa się dystans dzielący elektorat od swych reprezentantów ( i odwrotnie).

Tym między innymi można tłumaczyć to, że coraz mniej jest we współczesnej polityce mężów stanu. Kiedyś politycy mogli sobie swoich wyborców wyobrażać, bo rzadko się z nimi spotykali. Dlatego chcieli poświęcać im całe życie. Dzięki temu przechodzili do historii jako wielcy reformatorzy czy mężowie stanu. Obecnie na co dzień mają ze swoim elektoratem kontakt i on raczej zniechęca do robienia dla niego czegokolwiek. Obraz przeciętnego wyborcy wyłaniający się Internetu, a z nim właśnie politycy mają najczęstszy kontakt, jest raczej odpychający, niźli skłaniający do wytężonej dla niego pracy. Po pewnym czasie politycy zaczynają przypominać sławnych i zblazowanych artystów, którzy choć ze sceny wciąż powtarzają, że  kochają swoich fanów, to tak naprawdę nienawidzą ich i pogardzają nimi.

Pamiętajmy o tym gdy następnym razem będziemy wyżywać się na FB czy twitterze na jakimś polityku. To, że ma on nas dość, że jest cynikiem i dba tylko o swoje dobro, jest w pewnej części także wynikiem tego, co codziennie musi czytać o sobie w mediach społecznościowych. Dlatego, wyborco, pisząc obraźliwy mail, wklejając wulgarny komentarz pod blogiem polityka czy plując w niego jadem na twitterze, miej na uwadze, że tym właśnie zabijasz w nim chęć bycia mężem stanu i zachęcasz do bycia tym, kim myślisz, że jest. Jeśli cieszy cię ta samospełniająca się przepowiednia, to że on po paru latach takiego hejtu w końcu naprawdę zacznie być o nic nie dbającym bydlakiem, to wiedz, że ów cyniczny polityk, mając cię gdzieś, cieszy się jeszcze bardziej.

fot.PE


17:38

ANALIZA:

Sejm się rozpędza. Nad czym głosował w 2014 roku?
W przedostatnim roku obecnej kadencji posłowie głosowali nad 218 ustawami. Ponad połowa z nich to projekty rządowe. Najbardziej obłożona pracą nad aktami prawnymi była sejmowa komisja finansów publicznych  Trzeci rok kadencji oznacza przyspieszenie prac nad ustawami. Posłowie kończą prace zaczęte w poprzednich latach. Na wszystkich posiedzeniach w 2014 roku Sejm uchwalił 196 ustaw. Rok wcześniej – 167, dwa lata temu – 134. Podczas każdego posiedzenia Sejmu posłowie głosują od kilku do kilkuset razy (nad ustawami, poprawkami czy kwestiami technicznymi, takimi jak przerwy). W kwestiach ostatecznego kształtu ustaw, uchwał, informacji rządowych czy składu komisji i urzędów, czyli spraw kluczowych, Sejm głosuje średnio kilkanaście razy w ciągu jednej sesji. Serwis MamPrawoWiedziec.pl przeanalizował kluczowe głosowania podczas 24 z 26 posiedzeń Sejmu w tym roku (bez dwóch ostatnich grudniowych sesji). W trakcie obrad odbyło się 357 kluczowych głosowań, a w tym nad 218 ustawami. MamPrawoWiedziec.pl i Kohovolit.eu przygotowały porównywarkę poglądów wyrażonych przez posłów w wybranych głosowaniach Sejmu w 2014 roku. Można dzięki niej sprawdzić, jak głosowali posłowie i znaleźć osobę o poglądach najbardziej zbliżonych do naszych. Aby otworzyć porównywarkę, należy kliknąć tutaj. Ustawodawcza władza wykonawcza Spośród 219 ustaw, nad którymi obradowali w tym roku posłowie, ponad połowa (117, czyli 53 proc.) została napisana w Rządowym Centrum Legislacji. Sejm pracował także nad 73 projektami poselskimi (33 proc.), 13 senackimi (6 proc.), 8 komisyjnymi (4 proc.) i 4 prezydenckimi (2 proc.). Posłowie odrzucili w tym roku trzy projekty obywatelskie. Proponowane zmiany dotyczyły: wprowadzenia zakazu pracy w niedziele, przywrócenia wieku szkolnego dla dzieci siedmioletnich oraz zaostrzenia przepisów Kodeksu karnego w zakresie molestowania seksualnego dzieci. Najbardziej skutecznymi legislatorami są rząd i komisje sejmowe. Żaden projekt rządowy nie został odrzucony. Komisje zgłosiły niewiele zmian w prawie, a wszystkie ich propozycje zostały zaakceptowane przez sejmową większość. Akceptację uzyskało 45 projektów poselskich. 36 z nich wnieśli posłowie obozu rządzącego samodzielnie lub we współpracy z innymi klubami. Z Senatu pochodzi 11 uchwalonych w tym roku ustaw, a z Kancelarii Prezydenta – dwie: zmiany w zasadach tworzenia i likwidacji sądów rejonowych oraz zniesienie zakazu jeżdżenia na rowerze na szczycie wałów przeciwpowodziowych. Sejm odrzucił 27 proc. poselskich projektów. Spośród 20 odrzuconych projektów tylko jeden był inicjatywą koalicjanta. Posłowie PSL zaproponowali zmiany, które umożliwiłyby rolnikom przeznaczenie niewielkich (poniżej 0,5 ha) obszarów rolniczych na inne cele niż rolnictwo lub zalesienie bez zgłaszania tego ministerstwu. Ustawę zawetował Prezydent i ostatecznie nie została uchwalona. Najwięcej ustaw w finansach Najbardziej obłożone pracą były komisja finansów publicznych oraz komisja sprawiedliwości i praw człowieka. Akty prawne, nad którymi pracowały w 2014 roku, były przedmiotem kluczowych głosowań odpowiednio 39 i 17 razy. Na brak pracy nie mogli narzekać także członkowie komisji polityki społecznej i rodziny oraz spraw wewnętrznych. Dużo mniejszą liczbę ustaw – po jednym akcie – uchwalono w obszarach nowoczesnych technologii, skarbu państwa, mniejszości narodowych czy kultury i środków przekazu. Porównywarka poglądów w kluczowych głosowaniach Sejmu w 2014 r. MamPrawoWiedziec.pl wraz z Kohovolit.eu przygotowały porównywarkę poglądów wyrażonych przez posłów w wybranych głosowaniach Sejmu w 2014 roku. Jeśli chcesz sprawdzić, który poseł głosował zgodnie z twoim stanowiskiem w danej kwestii, wejdź na MamPrawoWiedziec.pl i skorzystaj z naszego narzędzia. Jeśli chcesz śledzić, jak głosują posłowie w kluczowych sprawach, wejdź na MamPrawoWiedziec.pl, gdzie publikujemy wyniki głosowań nad ostatecznym kształtem ustaw.

18:24

15 politycznych pytań na 2015 rok
Czy Platforma dobiła targu z Episkopatem, czy jednak zdecyduje się konwencję antyprzemocową, in vitro i projekt Dunina? Czołowe dziennikarki - Monika Olejnik, Renata Grochal - zarzucają PO uległość wobec Kościoła. Ma się to przejawiać zablokowaniem procedowania ustawy o związkach, zamrażarką dla konwencji antyprzemocowej, czy blokowanym przez frakcję katolicką w KPRM (Cichocki) projekcie ustawy o in vitro. Cezary Michalski sugerował w ostatnim przed Nowym Rokiem 7 dniu tygodnia Radia Zet możliwy układ PO z hierarchami. Już wkrótce okaże się, czy miał on miejsce. Konwencja musi opuścić w styczniu sejmową zamrażarkę, nie wiadomo co z in vitro. Platforma, blokując w parlamencie debatę ws. związków partnerskich, zapowiedziała powrót do projektu przygotowanego przez posła Dunina. To ustawa-widmo, bo politycy partii rządzącej - po odrzuceniu jej pierwszy raz na początku 2013 roku - kilkukrotnie zapowiadali złożenie nowej, poprawionej wersji. Uchwalenie tak kontrowersyjnego projektu w czasie podwójnej kampanii będzie trudne politycznie, więc niewykluczone, że projekt zostanie złożony, ale utknie w sejmowej komisji. Czy Balcerowicz wystawi listę? To najważniejsze pytanie, które wisi dziś nad Platformą. Ojciec-założyciel polskiego sukcesu, przy okazji świętowania 25-lecia uchwalenia planu gospodarczego swojego imienia, wielokrotnie powtarzał, że Platformie ucieka czas na decyzję o powrocie do korzeni i odwrocie od etatystycznego konsensusu JKB-JVR utrwalonego przez rządy Tuska. Leszek Balcerowicz w ostatnich dniach coraz wyraźniej sugerował, że być może zdecyduje się na poparcie alternatywnej do PO, liberalno-wolnościowej listy, która przy wsparciu sympatyzujących z Balcerowczem celebrytów i przedsiębiorców mogłaby sprowadzić PO na dużo niższe poziomy notowań i zmienić układ sił w przyszłym parlamencie. Czy Schetyna okaże się zbawicielem PO? Seria wpadek odpowiedzialnej za wizerunek Kopacz Iwony Sulik, niezręczne tłumaczone nominacje, uznane za “desant koleżanek”, popisy niekompetencji związanej z PEK szefowej MSW, brak pomysłu na poważną komunikację Kopacz jako premiera, a nie jak dotąd to robiła Sulik - celebrytki. To, i powolne alienowanie się od dołów PO, składa się na to, że coraz większa grupa posłów z dalszych rzędów w Grzegorzu Schetynie upatruje “ostatnią szansę” PO. Do wyborów wewnętrznych w Platformie ma dojść dopiero po jesiennych wyborach parlamentarnych. Wówczas dopiero ma okazać się, jaki autorytet ma wśród członków partii “nominowana” na funkcję premiera przez Donalda Tuska Ewa Kopacz. Kompletując swój rząd, Kopacz starała się pogodzić ze sobą frakcyjne interesy. Po roku sprawowania rządów najważniejsi ludzie w partii mogą jednak uznać, że nie opłaca się lokować nadziei w Ewie Kopacz i przywództwo nad ugrupowaniem powierzyć komuś innemu - najpewniej Schetynie. Chyba, żeby dekonstrukcja układu Kopacz postępowała w takim tempie jak dotąd, to wtedy do przetasowań w PO mogłoby dojść szybciej. Czy Sikorski wypadnie z poważnej polityki? W pierwszych dniach stycznia prokuratura ma zdecydować, czy nadać dalszy bieg sprawie rozliczeń poselskich Radosława Sikorskiego. Ewentualna decyzja o wszczęciu postępowania nie oznacza, że marszałek Sejmu straci swoje stanowisko. W takich sytuacjach w Platformie obowiązywała zasada, że polityk podaje się do dymisji dopiero po postawieniu zarzutów - tak było chociażby w przypadku Sławomira Nowaka. W praktyce, oznaczałoby to, że Sikorski przestanie być marszałkiem, jeżeli zostaną mu postawione zarzuty. Ale w przypadku marszałka Sejmu nawet prowadzenie postępowania, jeszcze przed postawieniem zarzutów mogłoby być dość trudne do obrony. Los wiceprzewodniczącego Platformy jest w rękach prokuratury. W PO plotkuje się, że naturalnym rezerwowym PO na stanowisko marszałka mógłby być Rafał Grupiński. Tak czy inaczej, Sikorski ma za sobą najgorszy rok w polskiej polityce. Jeśli nie wymyśli się na nowo, to pozostanie dla PO obciążeniem, nie atutem. Bez pomysłu na wyraźne odbicie, nikt nie zakłada, że nawet po zwycięskich wyborach mógłby powrócić na czołowe stanowiska w państwie. Czy Komorowski wygra w I turze? Kluczowy dla przetrwania obecnego układu politycznego jest to, czy Bronisław Komorowski wygra już w I turze. Jeśli jego wynik będzie poniżej wysoko postawionych przez ośrodki demoskopijne oczekiwań, to natychmiast pojawi się polityczno-medialna teza, że zwiastuje to przegraną Platformy w jesiennych wyborach. Im trudniejsza kampania prezydenta, tym większy będzie niepokój wśród polityków PO. Pierwsze posunięcia sztabu Andrzeja Dudy pokazują, że PiS chce walczyć o coś innego, niż tylko honorowe drugie miejsce. Kampania prezydencka będzie traktowana przez wszystkie partie jako próba odbicia przed wyborami parlamentarnymi. Paradoksalnie PO, z wysoko ustawionymi oczekiwaniami może tu stracić najwięcej. Czy Arłukowicz przetrwa? Prasa spekuluje, że Beata Małecka-Libera jest szykowana na nowego ministra zdrowia, ale Bartosz Arłukowicz był już kilkukrotnie dymisjonowany przez media, a mimo to przetrwał trzy rekonstrukcje i wszystkie dotychczasowe kryzysy. Po zmianie premiera, jego odwołanie jest bardziej prawdopodobne, choć Arłukowicz coraz lepiej radzi sobie z tłumaczeniem przeprowadzanych zmian i stanu negocjacji z lekarzami POZ. Gdyby jednak w najbliższych dniach w służbie zdrowia doszło do politycznej katastrofy, premier łatwo mogłaby wykorzystać sytuację do odwołania ministra, za którym podobno nie przepada. Czy kandydat SLD osiągnie lepszy wynik niż SLD w 2014? Dla Sojuszu 2015 rok może być wyjątkowo trudny, a nawet krańcowy. Leszek Miller jest pod presją - w ciągu kolejnych kilkunastu miesięcy rozstrzygnie się, czy były premier jest w stanie nie tylko utrzymać swoje ugrupowanie “na powierzchni”, ale czy jest zdolny stworzyć dla ludzi lewicy perspektywę udziału we władzy. Jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się, że koalicja PO-SLD-PSL w przyszłości jest przesądzona. Dziś jednak sytuacja jest inna - Sojusz jest słaby jak nigdy wcześniej, a przywództwo Millera jest podważane przez czołowych polityków SLD. Decyzję w sprawie kandydata poznamy na przełomie stycznia i lutego, ale niewiele wskazuje na to, iż którykolwiek z kandydatów lewicy jest w stanie osiągnąć wynik wyższy niż rezultat z wyborów samorządowych, nie mówiąc już o powtórzeniu sukcesu Grzegorza Napieralskiego. Czy strach przed PiS-em zadziała po raz kolejny? Czy po 10 lat od podwójnych wyborów z 2005 roku, strach przed powrotem PiS do władzy nadal będzie skutecznym narzędziem moblizacyjnym PO? Od czasu przejęcia władzy przez PO w 2007 roku to był jeden z podstawowych tez polskiej polityki. W 2015 r. zostanie przetestowany po raz kolejny. Tym razem jednak w zupełnie innych warunkach - Tusk jako szef RE nie będzie bezpośrednio zaangażowany w kampanię. Mogą pojawić się wątpliwości, czy mimo utrzymującej się polaryzacji PO-PiS Platforma będzie jawić się cały czas jako kompetentna alternatywa dla rządów PiS. Im więcej sytuacji takich jak z sesją dla Vivy czy wypowiedzi o “bezgłowych samolotach”, tym łatwiej PiS-owi będzie argumentować, że to prawicowa opozycja może być wiarygodniejszą alternatywą. Czy Twój Ruch upadnie, czy powstanie? 2015 rok to ostatnia szansa dla Twojego Ruchu. 8 proc. poparcia w wyborach prezydenckich, na które liczy Janusz Palikot, dałoby partii nadzieję na powtórne wejście do parlamentu na jesieni. Na razie politycy TR muszą liczyć się z utratą klubu poselskiego. Kilka dni temu Justyna Dobrosz-Oracz informowała, że dwóch kolejnych posłów negocjuje swoje przejście do PSL. Nawet powrót Wandy Nowickiej - która ciągle jest posłem niezrzeszonym - niewiele by pomógł, bo klub TR ma tylko 15 posłów. Czy Hofman i spółka powrócą do wielkiej polityki? Jarosław Kaczyński w ostatniej rozmowie z braćmi Karnowskimi delikatnie łagodzi swoje stanowisko wobec Adama Hofmana, Mariusza Antoniego Kamińskiego i Adama Rogackiego, dając jednocześnie do zrozumienia, że ich powrót do PiS przed najbliższymi parlamentarnymi jest niemożliwy. Niedawno Konrad Piasecki pisał, że tzw. wielka madrycka trójka negocjuje podobno warunki startu do Sejmu z list KNP. To dla nich dylemat, bo formacja Janusza Korwin-Mikkego jest w sondażach pod progiem wyborczym, a zmiana partyjnych barw zamknęłaby powrot do PiS. Dla tak ambitnych polityków - to najbardziej spektakularny polityczny upadek roku - perspektywa utraty mandatów może być jednak bolesna. Czy PSL wystawi kandydata w wyborach prezydenckich? Kandydatem ludowców, gdyby partia zdecydowała się na jego wystawienie w wyborach prezydenckich, miałby być marszałek województwa świętokrzyskiego Adam Jarubas. Taką informację, powołując się na źródła w kierownictwie partii, podała PAP. Wcześniej Marek Sawicki w Tok FM przyznał, że w partii coraz bardziej przeważa pogląd na rzecz wystawienia własnego kandydata. Taką decyzję sugeruje też Janusz Piechociński, według którego byłoby dobrze, gdyby “po świetnym wyniku w wyborach samorządowych zmodernizowane PSL pokazało swój pogląd na wizję Polski w Europie”. W podobnym tonie - po raz pierwszy w Fakcie - wypowiedział się Władysław Kosiniak-Kamysz. Decyzja ma zapaść do końca stycznia. Czy wynik PSL w wyborach samorządowych przełoży się na poparcie w parlamentarnych? O ile SLD jest pod presją w związku z oczekiwaniami na poprawę wyborczych rezultatów, o tyle na ludowcach “ciążyć” będzie nadzieja działaczy na kilkunastoprocentowy wynik w wyborach parlamentarnych. Dla wielu punktem odniesienia będzie rezultat elekcji samorządowej - PSL postawiło sobie tym samym wysoką poprzeczkę. Wyniku z wyborów lokalnych ludowcy najpewniej nie powtórzą, ale oczekiwania i tak są bardzo wysokie. Czy Biedroń i reszta samorządowych gwiazd utrzymają tempo? Robert Biedroń był autorem jednego z niewielu sukcesów lewicy w 2014 roku. Teraz każde jego posunięcie, nawet tak banalne jak sposób organizacji Sylwestra, przyciąga uwagę. Pytanie nie dotyczy tego, czy zdoła utrzymać uwagę mediów (niemal na pewno mu się nie uda), ale czy nie popełni błędów, które zniszczą jego pieczołowicie budowany na kolejne lata polityczny kapitał. To dotyczy też innych prezydentów (Kosiński, Materek), którzy w ubiegłym roku odnieśli sukces. Czy zmiany w OFE okażą niekonstytucyjne i co wtedy? W tym roku Trybunał Konstytucyjny może orzec, czy zmiany w OFE - nazywane też reformą - są zgodne z ustawą zasadniczą. Rząd zdecydował się na tak radykalnie ograniczenie II filara emerytalnego, że ewentualne odkręcanie zmian kosztowałoby - w zależności od werdyktu TK - w wersji optymistycznej kilka, może kilkanaście miliardów złotych. Prawdziwą katastrofą byłaby niekonstytucyjność przeniesienia obligacji z OFE do ZUS. Donald Tusk kilka miesięcy temu mówił, że sam wzrost kosztów obsługi zadłużenia zagranicznego - gdyby nie było zmian w OFE - wyniósłby ok. 8 mld zł. Zakwestionowanie tych zmian przez Trybunał w wyborczym roku byłoby jednym z największym kryzysów rządu Ewy Kopacz. Czy Kongres Nowej Prawicy przekroczy próg i dostanie się do Sejmu? Janusz Korwin-Mikke politycznie odrodził się w wyborach do europarlamentu. Po tym, jak został deputowanym w PE, o nim samym oraz o jego ugrupowaniu zrobiło się ciszej. Korwin na językach znajdzie się ponownie w czasie kampanii prezydenckiej. Jego wynik najpewniej będzie rzutować na rezultat KNP przy elekcji parlamentarnej. Jeśli Nowa Prawica dostanie się do Sejmu, a PiS wygra wybory, to Korwin i jego ludzie będą mieli spore szanse znaleźć się nawet w rozdaniu rządowym - o ile KNP i partia Kaczyńskiego zdołają utworzyć sejmową większość. O możliwości stworzenia koalicji z Nową Prawicą mówił ostatnio w wywiadzie dla wPolityce sam Jarosław Kaczyński. Fot. 300polityka