Relacja Live

27.12.2014

14:16

Jak Biały Dom podsumowuje rok Joe Bidena? Od selfie z Obamą po zdjęcie z Kijowa

Joe Biden jest postacią wyjątkową w Białym Domu. Jego osobowość, charakterystyczny styl oraz skłonność do nieprzemyślanych wypowiedzi sprawiają, że jest ulubionym tematem memów i komentarzy w internecie. O popularności Bidena najlepiej świadczy mem "smutny Joe Biden", który w ostatnich miesiącach stał się hitem w USA, przywoływanym przy licznych okazjach niemal tak samo jak "wina Tuska" przez dziennikarzy i komentatorów w Polsce.




Sztab wiceprezydenta próbuje wykorzystać popularność wiceprezydenta poprzez liczne internetowe inicjatywy, które cały czas mają jednak promować tematy polityczne, którymi zajmował się Biden. To wszystko bez zadęcia, ale cały czas ze świadomością powagi niektórych spraw, którymi w 2014 zajmował się wiceprezydent - takich jak Ukraina, gdzie był i jest głównym graczem w administracji.

Biały Dom - niczym zwykły informacyjny serwis internetowy - przygotował własne 10 najważniejszych "digital moments" w tym roku z udziałem wiceprezydenta. W ciągu ostatnich lat administracja mocno rozbudowała swoją obecność w sieci, o czym wielokrotnie pisaliśmy na 300polityka. Cel jest prosty: w jak najmniejszym stopniu Biały Dom a polegać na mediach tradycyjnych w docieraniu z politycznym przekazem do wyborców. To oczywiście udaje się z lepszym lub gorszym skutkiem. Ale publikacja typowo portalowego podsumowania pokazuje, że doradcy Obamy i Bidena są przynajmniej konsekwentni w tym co robią.

10 najlepszych wpisów z różnych kanałów - od wpisów z TT po podcasty z cyklu "Being Biden" - to miks poważnych tematów jak Ukraina z wspólnym selfie wiceprezydenta i Obamy. W podsumowaniu nie mogło oczywiście zabraknąć też wpisu dotyczącego mistrzostw świata w piłce nożnej.

Jest też film z cyklu "White House White Board". Biden opowiada tu o wydatkach na infrastrukturę (Polska na tablicy pokazana jest jako kraj, który inwestuje najwięcej, USA na 28. miejscu). Ten klip był cytowany w polskich mediach.

http://youtu.be/5iap8kpHRsA

Są też podcasty - seria "Being Biden" to wpisy Bidena o jednym zdjęciu, które miało szczególnie istotne znaczenie w mijających dniach. W Polsce zarówno KPRM jak i KPRP ograniczają się tylko do publikacji galerii, Biały Dom wpadł na pomysł, że niektóre ze zdjęć mają własną historię, którą warto opowiedzieć. Na liście top 10 jest podcast dotyczący zdjęcia Bidena z Kijowa. Są też oczywiście tematy wewnętrzne, jak równość płac. 





Biały Dom wybrał też jeden z GIFów do podsumowania - była to grafika zamieszczona przez serwis BuzzFeed będąca elementem większego wpisu o reformie zdrowotnej Obamy, "7 Reasons Why Vice President Biden Thinks You Should Get Covered By March 31"



Biały Dom publikuje na swoich kontach także swego rodzaju listy wykonanych już zadań. Bieden też w tym roku opublikował wiele takich list - oto przykład.



Top 10 to nie tylko podsumowanie najbardziej wiralnych i najlepszych wpisów z tego roku. To także dobre podsumowanie bardzo rozbudowanej obecności Białego Domu w mediach społecznościowych.



19:21

ANALIZA MIGALSKIEGO: Dlaczego Ewa Kopacz potyka się o własne nogi

Ostatnie dni przyniosły dwie wpadki Ewy Kopacz, z których jedną swobodnie można określić jako katastrofę wizerunkową. Wpadką o mniejszym kalibrze był wywiad dla TVP1, podczas którego pani premier była pytana o to, czy nie bolą ją nogi od ciągłego chodzenia w szpilkach oraz wyznawała, że często „rzuca się na wykładzinę”. Katastrofą wizerunkową była natomiast ustawka z „Vivą”, gdzie E. Kopacz, wyfotoszopowana, prezentowała na sobie ubrania różnych marek, a jej twarz była dziwnie nierealna.

Co łączy obie te małe katastrofy? Złamanie zasady marketingowej, że nie wolno przefajnować, czyli że nie przesadza się z tym, co może i w małych dawkach jest strawne, ale w większych powoduje reakcję odwrotną od zamierzonej. Oraz – co jeszcze ważniejsze – że publicznie podkręca się nie te zalety polityka, które ma, ale te…których nie ma!

Wpadka pierwsza, stopowo-wykładzinowa, nie byłaby wpadką, gdyby dotyczyła kogoś poważnego i posągowego. Takiego kogoś trzeba ocieplać i oswajać – misiem, dzieckiem, softstory. Kaczyński na kanapie, w otoczeniu kotów i bratanicy, opowiadający o tym, jakim to strasznym był urwisem w dzieciństwie – coś takiego jest jak najbardziej wskazane. Albo Schetyna, z córką na spacerze, w towarzystwie spaniela. Ale – na Boga – nie Ewa Kopacz. Jak ktoś ma problem z tym, że jest postrzegany jak ciotka-klotka, niezbyt rozgarnięta apelowa z eventu na Politechnice, osoba która na chybcika sformułowała wojenną doktrynę Polski w słowach „dom-drzwi-dzieci-kobieta”, to się jej nie ociepla i nie umila, ale się ją utwardza i upoważnia! Dociąża się ją, a nie pompuje helem. PR-owcy PEK winni przez cały czas pokazywać ją taką, jaka nie jest, a jakiej oczekują od niej Polacy. Im bardziej będą wydobywać jej ciepło i serdeczność, tym częściej będą narażać swoją szefową na śmieszność. Gdyby K. Marcinkiewicz chciał powrócić do polityki, to nie zaczynałby od recytowania wierszy Isabelle, a gdybym ja chciał ponownie zostać europosłem, to nie robiłbym sobie ustawki w sklepie z bielizną.

W przypadku katastrofy w „Vivie” zadziałał podobny mechanizm. Tu jednak nie chodziło nawet o skandal z reklamowaniem przez premier polskiego rządu zagranicznych marek, ale o to, jak PEK wyglądała. Znów przefajnowano i zwrócono uwagę na to, na co powinno się było ukryć. Na wygląd pani premier. Jest tajemnicą poliszynela, że Ewa Kopacz, podobnie jak Krzysztof Ibisz, z każdym rokiem wygląda młodziej. I nie jest też tajemnicą, że to nie efekt diety kapuścianej czy też zaharowywania się po nocach w sejmie. Wszyscy domyślają się, lub po prostu wiedzą, że inni szatani byli tam czynni. Więc wyfotoszopowanie jej w sposób już naprawdę ekstremalny, przyniosło efekt dokładnie odwrotny od zamierzonego. Wszyscy dworowali sobie, porównując twarz polskiej premier do Jokera i innych kreskówkowych postaci. Czy tego chciało otoczenie Ewy Kopacz? Na tym mu zależało? Chyba jednak nie.

W obu przypadkach przefajnowano i poprzez błędną strategię marketingową podkręcono to, co i tak już jest irytujące w PEK. Oświetlono dokładnie te miejsca, które są dla niej wstydliwe. Tak zagrano, żeby nie miała żadnych szans na wyjście z tej konfrontacji zwycięsko. I działo się to przy pełnej kontroli przekazu – wszak red. Młynarska nie słynie z brutalnych ataków na swoich rozmówców i formuła wywiadu od początku musiała być znana i akceptowana przez speców od PR z rządu. Jeszcze łatwiej można było kontrolować przekaz w „Vivie” – a jednak ktoś postanowił zrobić nim krzywdę swojej pryncypałce. Od samej PEK nie można oczekiwać, że - zobaczywszy swoje zdjęcia odmładzające ją o dwie dekady - powie gromkie „nie”, ale już od jej zaplecza marketingowego można by było tego oczekiwać. A przynajmniej ona sama mogłaby tego od niego oczekiwać. Chyba, ze chce, by było ono lustereczkiem, które będzie jej mówić, że jest najpiękniejsza na świecie.

I to właśnie owo zaplecze musi znać prostą zasadę – jak ktoś jest gruby, to się go nie ubiera w sweter w poprzeczne paski, a jak ktoś jest przeraźliwie chudy, to się go nie pakuje w garnitur w podłużne prążki. W marketingu politycznym można podkreślać tylko te zalety, których polityk ma mało. A najlepiej te…których nie ma ich wcale. Ewa Kopacz powinna więc być nie ocieplana, ale upoważniana; nie pokazywana jako sympatyczna, ale jako mąż stanu; nie prezentowana jako równa babka, ale jako zafrapowana nad losami wszechświata mędrczyni. Że to niełatwe i może przynieść opłakane skutki? No jasne, ale na pewno nie będzie gorzej, niż jest obecnie. Bo to, co teraz wyprawia z nią jej otoczenie medialne, wygląda na sabotaż.

Im bardziej pani premier będzie chciała być sobą, tym gorzej na tym będzie wychodziła. Polityka to teatr, a polityk to aktor. Im mniej mówi swoim tekstem, tym lepiej dla niego, dla przedstawienia i dla widzów. Chyba, że się jest Szekspirem, ale chyba tu nie mamy do czynienia z tym przypadkiem.