Relacja Live

26.12.2014

12:22

Banalny przekaz Kopacz w świątecznym wywiadzie dla TVP

Tak, jak rok temu, Agata Młynarska rozmawiała w Boże Narodzenie z szefem rządu. Ale o ile w 2013 stwierdzenie Donalda Tuska, że chce zostać zapamiętany w książkach historycznych jako polityk, który "zmienił Polskę na lepsze", mocno przebiło się w mediach, to ta rozmowa - w niemal analogicznym formacie - była pozbawiona wyrazistych fragmentów politycznych. Przekaz szefowej rządu był tak banalny, że fragmentem całego wywiadu, który będzie najbardziej cytowany było pytanie prowadzącej o to, czy premier bolą nogi po wielu dniach na obcasach. W rozmowie uczestniczyła córka Kopacz, Kasia, a także zięć szefowej rządu. Pojawił się też wnuczek.

Młynarska zadała kilka pytań o politykę, ale żadna z wypowiedzi nie będzie nagłówkiem tekstu w dużym portalu czy depeszy, tak, jak rok temu było to z premierem Tuskiem i jego definicją politycznego dziedzictwa. Premier wspomniała tylko, że wyzwaniem dla niej będzie całkowita restrukturyzacja górnictwa. Poza tym krótko mówiła o tym, że premier przyszedł do niej z nominacją i powiedział: “Ktoś musi to wziąć”. Kopacz relacjonowała, że jej odpowiedź była następująca: “Jestem marszałkiem, robię to, co do nas należy, dobrze się w tym czuję, realizuje się”. Tusk miał wtedy odpowiedzieć: “Tak, jesteś marszałkiem, ale Polska potrzebuje tego, co robisz z taką odpowiedzialnością w Sejmie, żebyś to robiła w Alejach Ujazdowskich”.

Premier wspomniała także o swoim “merytorycznym” otoczeniu, na którym może polegać 24 godziny na dobę. “Mam takich ludzi, mimo, że to nie są ci, którzy brylują w telewizji. To ludzie, z którymi ja mogę o każdej porze dnia i nocy wykonać telefon, spotkać się, powiedzieć: jest problem, chcę go przegadać”.

Z całej rozmowy cytowane będą w zasadzie tylko dwa fragmenty - i to spoza polityki. Jeden o tym, że premier nie bolą nogi, mimo wielu dni na obcasach. Drugi to fragment to wypowiedź o ćwiczeniach - Kopacz przyznała, że w pokoju hotelowym ma twister, robi też brzuszki. “Rzucam się na wykładzinę, ćwiczę i myślę” - mówiła.

Reszta wywiadu to opowieści o życiu rodzinnym. Córka premier Kopacz opowiadała o swoim mężu, o wsparciu dla szefowej rządu i o wyjazdach do Kanady. Premier opowiadała także o tym, jak poznała swojego męża i o relacjach z córka. Wywiad ilustrowany był zdjęciami Kopacz z córką i wnuczkiem.

Fot. TVP


13:50

BLOG MIGALSKIEGO: Polaków dwie baśnie o polityce. Między Shire a Mordorem

Na ekrany kin wchodzi właśnie któraś już część opowieści o dzielnym hobbicie. Ale polskim widzom jest ona niepotrzebna, bo od prawie dekady mają swoją baśń. Konkretnie dwie baśnie.

Pierwsza opowiada o Polsce jako najlepiej rozwijającym się kraju w Europie, zielonej wyspie, rządzonej przez sprawiedliwego królewicza. Kraj ów we wszystkich rankingach pnie się w górę, opleciony jest gęstą siatką autostrad, po torach jeżdżą superszybkie Pendolino, a sejm powołuje do życia agencję kosmiczną. Panuje pełna swoboda słowa, a dziennikarze, którzy są zatrzymywani w czasie pełnienia swoich obowiązków sami są sobie winni, bo byli nie tam, gdzie trzeba. Europa wybrała na swojego prezydenta naszego królewicza, bo wielokrotnie pokazał, że jest prawdziwym mężem stanu i potrafi radzić sobie w trudnych sytuacjach. Przykre momenty, takie, jak tragedia smoleńska, są zazwyczaj wynikiem szkodliwych decyzji ludzi, którzy spiskują przeciwko królewiczowi. Nasze przedsiębiorstwa świetnie sobie radzą, a kraj szybko się rozwija. Ludziom żyje się dostatnio, wzrasta poziom konsumpcji, a Euro 2012 było prawdziwym sukcesem. Wybory są zawsze uczciwe i tylko wariaci mogą sugerować, że w jakichś lokalach wyborczych dochodziło do fałszerstw.

Druga baśń opowiada zaś o kraju rozkradanym przez obcych, grabionym przez zaborców. Nasze autostrady są najdroższe na świecie, ale tak naprawdę ich nie ma. Pendolino ma nieczynną ubikację i jest w nim ciasno. We wszystkich rankingach Polska spada na łeb, na szyję. Zadłużenie na jednego mieszkańca jest największe w Europie. Królewicz został szefem nic nie znaczącego ciała dlatego, że przez lata wysługiwał się Niemcom i ci chcą go mieć w Brukseli, żeby pilnował tam ich interesów. W Smoleńsku Rosjanie zabili elitę narodu – jest to pewne. Tak, jak to, że pomagał im w tym królewicz. Wybory zawsze są fałszowane i tylko wariaci mogą myśleć, że obecna ekipa odda władzę bez rozlewu krwi. Dziennikarze są zamykani w więzieniach i gniją w nich długimi latami.

Według pierwszej baśni największym dla nas zagrożeniem jest Jarosław Kaczyński, czarny charakter i senna zmora. Wszyscy musimy się skupić, by nie dopuścić do tego, by  podpalił Polskę. On tylko na to czeka – tak naprawdę jest szalony, a jego poglądy są faszystowskie. Za jego rządów 2 miliony młodych ludzi uciekło z kraju, bo była tu duszna atmosfera i masowe prześladowania innowierców. Dlatego choć mamy pewne małe wątpliwości co do nowej królewny, która została następcą królewicza, to nie spoczniemy, póki nie pokonamy tego złego człowieka, który owładnięty osobistą nienawiścią chce na nasz wspaniale rozwijający się kraj ściągnąć nieszczęście.

Według zaś drugiej baśni jest tylko jeden dzielny rycerz, mogący wyzwolić nas z niewoli i biedy, w którą wpędził nas zły królewicz. Tym szlachetnym i nieskalanym mężem jest właśnie Jarosław Kaczyński. To on jedyny mocen jest wyprowadzić nas z Mordoru, tylko on potrafi przywrócić Polsce należne jej miejsce w Europie. Jedynie on może nas zbawić. Dlatego naszym zadaniem jest stać przy nim wiernie i wykonywać jego rozkazy. Oraz nienawidzić jego przeciwników. Jego partia to współczesna „Solidarność”, a jej przeciwnicy to krwawi komuniści.

Obie baśnie są spójne i piękne. Pierwsza jest bardziej kolorowa, ale druga – choć czarnobiała – zapewnia większe emocje i całkowite utożsamienie się z bohaterem. Obie są obsługiwane i nadawane przez zafascynowane nimi telewizje, radiostacje, gazety i portale internetowe. Dostarczają one niezliczonych dowodów na to, że baśnie są prawdziwe, że królewicz i rycerz naprawdę istnieją, a zielona wyspa jest zieloną wyspą, tak jak Mordor jest Mordorem. Miliony Polaków od prawie dziesięciu lat śnią te baśnie, utożsamiają się z ich bohaterami, emocjonują się ich losami.

Problem jednak polega na tym, że obie baśnie są nieprawdziwe. Fascynujące i emocjonujące, ale nieprawdziwe. Bo kraj w którym przyszło nam żyć nie jest ani miodem i mlekiem płynącą krainą z pierwszej opowieści, ani jałową ziemią z drugiej. Tu autostrady są budowane, ale wolno. Pendolino jeździ, ale nie tak, jakby mogło i nie na wszystkich trasach. Młodzi ludzie emigrują, ale nie dlatego, że się tu duszą z powodu Securitate, ale dlatego, że przeciętny właściciel restauracji w Londynie jest im w stanie zapewnić bardziej godne życie, jako kelnerom, niż polskie państwo. Dziennikarze są bezprawnie zatrzymywani, ale sądy ich wypuszczają, a minister spraw wewnętrznych ich przeprasza. Wybory są na ogół uczciwe, ale powszechną praktyką jest ich fałszowanie przez lokalnych partyjniaków, którzy chcą zrobić dobrze swojemu wójtowi, a państwo nie potrafi sobie z tym poradzić. Kraj się nieźle rozwija, ale jednak zadłuża się na potęgę, choć nie jest rekordzistą w tej materii w Unii Europejskiej. W Smoleńsku mogło, choć nie musiało, dojść do zamachu, ale pewności nie mamy, choć z każdym miesiącem widać, że narracja o dzwoniących do siebie braciach, niewyszkolonych pilotach czy pijanym dowódcy, przegrywa z niepokojącymi informacjami o przebiegu śledztwa i samego zdarzenia. Tusk został szefem Rady Europejskiej ani nie dlatego, że tak genialnie przeprowadził nasz kraj przez kryzys gospodarczy o teraz liderzy UE złożyli w jego ręce los całej Europy, ani nie dlatego, że sprzedał Polskę Niemcom i teraz odbiera od nich srebrniki.

Prawdziwa opowieść o Polsce współczesnej jest o wiele bardziej skomplikowana, zniuansowana i złożona, niż dwie baśnie, od których zaczęliśmy. I przez to jest o wiele mnie fascynująca i porywająca. Bardziej szara, niejednoznaczna, wielowymiarowa. Wymaga namysłu i przynosi rozczarowania, bo bohaterowi są nie tak czyści i oczywiści, jak w przypadku obu baśni. Ale taka jest cena za wybudzanie się ze snu. W śnie latamy, pokonujemy smoki, przeskakujemy kontynenty. Po przebudzeniu trzeba się umyć, pójść do pracy i spełnić kilka obowiązków. W snach bywamy superbohaterami. W realnym życiu udaje się nam, co najwyżej, być przyzwoitymi ludźmi.

Ale każdy dorosły człowiek ponad marzenia senne zawsze wybierze rzeczywistość. Nawet jeśli jest ona skrzecząca, niedoskonała, szaro-bura. Tylko dzieci i osoby niepełnosprawne umysłowo wolą somnambuliczną realność, ponad prawdziwe życie. Czas więc, żeby wielu z nas się przebudziło. A jeśli zechce pobyć w świecie fikcji, to niech nie czyni tego opisując polską politykę jako starcie pięknego królewicza z faszystą, zdrajcy z nieskalanym rycerzem, Shire z Mordorem, ale pójdzie sobie na trzy godziny do kina na kolejną część przygód dzielnego hobbita. A potem wróci do realnego, dorosłego, prawdziwego życia.

fot. lizardcave http://rebloggy.com/blog/lizardcave


16:09

Wyborcza łapanka SLD

Blady strach padł na struktury Sojuszu. Działacze nie śpią po nocach. To może być każdy z nas - mówią podczas konspiracyjnych spotkań i są gotowi zrobić wszystko, by ugrupowanie o nich zapomniało. Jednak trwa i nikt w SLD nie będzie miał tu litości. Partia stara się wytropić każdego, kto mógł z nią mieć kiedykolwiek jakikolwiek związek. Sprawa jest poważna. Chodzi przecież o znalezienie kandydata na prezydenta.

Warunki stawia Konstytucja, a nie SLD. Kandydat musi mieć więc ponad 35 lat i posiadać pełnię praw wyborczych. Lider SLD wie co się święci dlatego nie myśli o startowaniu. Czołowi politycy SLD odmówili od razu. Ci z drugiego szeregu musieli się chwilę zastanowić. Wszystko wskazuje jednak, że nawet mniej znanym działaczom partii nie chcę się słuchać drwin ze strony znajomych. Być wielkim przegranym, to przecież nic fajnego. Tak zaczęła się łapanka. W strachu przed nią muszą już żyć nie tylko członkowie ugrupowania.

Jeśli ktoś myśli, że trudne rozstanie z partią czy nawet założenie konkurencyjnego ugrupowania uchroni przed propozycją startu, to jest w błędzie. Przekonał się o tym ostatnio Ryszard Kalisz. W zasadzie nikt nie może czuć się bezpieczny, bo SLD spogląda nawet w stronę bezpośredniej konkurencji. Barbara Nowacka pojawiła się przecież na orbicie zainteresowań Sojuszu. W tym przypadku nikomu nie przeszkadza, że jest w Twoim Ruchu. Coraz bardziej złowieszczo brzmią hasła, że Sojusz wyjdzie do ludzi. Niby to tylko powracające hasło, ale nie można przecież wykluczyć, że partia będzie szukać kandydata właśnie na ulicach.

Start wyborach przy wsparciu SLD, to gwarancja wtopy i pewna porażka. Nie będzie to jednak zwykła przegrana tylko ostateczne pogrzebanie wszelkich nadziei tej partii. Kandydat na prezydenta może się okazać ostatecznym grabarzem ugrupowania. Stąd też pomysł kim powinien być....musi to być ktoś, kto naprawdę nienawidzi partii i ktoś kto będzie chciał ją ostatecznie zniszczyć. Problem w tym, że patrząc na perypetie SLD trudno się złościć. Partia od dawna już nikogo nie denerwuje. Całkiem nieźle za to bawi.

A tak poza śmiechem, to wyniku SLD z samorządowych wyborów poprawić się już nie da. Nawet dyskusją o wypaczeniach przy głosowaniu. Prezydenckie wybory są już przegrane na wstępie. I to tylko dlatego, że partia w poszukiwania kandydata postanowiła włączyć media. Prawybory mogłyby nawet przynieść ugrupowaniu kilka punktów, ale coraz więcej wskazuje na to, że chaos przy wyłanianiu kandydata jest po prostu odbiciem tego, który panuje w partii.

fot. SLD