Cały ten SAFE to jeden wielki przekręt
- Kaczyński o ''decyzji w obronie niepodległości''
Gorący temat
25.08.2014
10:29
Już za parę dni dojdzie do konfrontacji w trzech okręgach senackich. Zewsząd słychać głosy, że jest to ostatni sprawdzian przed wyborami samorządowymi i że po najbliższej niedzieli nieco więcej wiedzieć będziemy o tym, jakie są obecne nastroje społeczne. Byłoby bardzo dobrze, gdyby ci, co tak mówią, mieli rację. Ale nie mają – bo dzięki wyborom uzupełniającym niczego się nie dowiemy, nie są one żadnym sprawdzianem i nic nie będzie po nich wiadomo na temat tego, co Polacy zrobią 16 listopada.
Dlaczego? Bo to trzy specyficzne okręgi, ze swymi specyficznymi uwarunkowaniami i specyficzną konfiguracją polityczną. Każdy można by opisywać osobno i bardzo ciekawie, ale nic ich nie łączy. Nie będzie więc można wyciągnąć jakichkolwiek sensownych wniosków dla celów naukowych czy nawet polityczno – analitycznych. Jeśli dodamy do tego fakt, że frekwencja nie przekroczy w nich zapewne 10%, to mamy pełny obraz mizerii badawczej i poznawczej.
Nie oznacza to, że zwycięskie partie nie zaczną już w powyborczy poniedziałek krzyczeć o tym, że oto jest dowód na to, że właśnie w realnym starciu ich kandydat wygrał z innymi i że jest to zapowiedź ich niechybnej wiktorii w elekcji samorządowej, prezydenckiej i parlamentarnej. Ale nie będzie to miało żadnego znaczenia – poza propagandowym, oczywiście. Takie to już prawo polityków, by nie mówić prawdy, a jedynie walczyć o zwycięstwo i przekonywać elektorat, że właśnie zmierzają do władzy. Ale każdy z publicystów lub komentatorów, kto na podstawie niedzielnej elekcji będzie wyciągał jakiekolwiek politologiczne wnioski dotyczące całej Polski, ośmieszy się jedynie i narazi na zarzut, iż plecie, co mu ślina na język przyniosła.
No bo co niby będzie wynikać, jeśli w najbliższym mi okręgu (rybnickim) Izabela Kloc z PiS pokona Marka Krząkałę z PO (lub na odwrót)? Czy powie nam to coś o nastrojach w całym kraju? Czy będzie można ten wynik ekstrapolować na Polskę? Przecież na jego podstawie nie za bardzo nawet będzie można powiedzieć coś sensownego o poglądach mieszkańców całego Śląska, a co dopiero kraju. A wniosek, ze najsilniejszymi graczami na naszej scenie politycznej są PiS i PO jakoś nie musiał być specjalnie weryfikowany empirycznie, bo – zdaje się – wszyscy o tym wiemy.
Zatem wszystkie głosy, które będą starały się coś powiedzieć o nastrojach wszystkich Polaków na podstawie tych trzech wyborów uzupełniających do Senatu, trzeba będzie uznać za pochodzące z pustych głów. I choć donośne – jak to już jest charakterystyczne dla pustek, gdzie dźwięk rozchodzi się najlepiej – to jednak wprowadzające w błąd. Świadomie lub nieświadomie – bo wiele pustych głów nie jest świadoma swej pustoty. Na prawdziwy sprawdzian trzeba będzie poczekać do 16 listopada – a i to nie za bardzo, o czym już przed nimi poinformuję w osobnym tekście.
fot. Izabela Kloc na FB
13:53
Dystans między Platformą a PiS zmniejszył się z 12 pp w lipcu do 5 pp w sierpniu - to rezultat najnowszego badania TNS. Partia Jarosława Kaczyńskiego ma w nim 31%, a PO - 26%. W porównaniu z lipcem, poparcie dla PiS spadło o 4 pp, a dla Platformy - wzrosło o 3 pp. Jest to sondaż uwzględniający zjednoczenie prawicy, ankietowani mogli wybrać wspólną listę PiS, SPZZ i PRJG.
Zyskuje także SLD (o 4 pp, do 12%) oraz PSL (o 3 pp, do 7%). Pod progiem są Twój Ruch (2%, bez zmian) i KNP - 3% (spadek o 2 pp). Narodowcy mają 1% poparcia, 18% jest niezdecydowanych.
Jak informuje TNS: "W badaniu preferencji partyjnych udział wzięli respondenci deklarujący, że "zdecydowanie" lub "raczej" wezmą udział w wyborach.Zamiar oddania głosu zadeklarowało w sierpniu w sposób zdecydowany 17 proc. badanych; 33 proc. twierdzi, że raczej poszłoby do urn. 22 proc. badanych zdecydowanie nie zamierza brać udziału w wyborach, a 16 proc. - raczej nie. 12 proc. respondentów nie ma zdania na ten temat.
Sondaż przeprowadzono w dniach 8-14 sierpnia techniką wywiadów bezpośrednich wspomaganych komputerowo na ogólnopolskiej reprezentatywnej próbie 962 mieszkańców Polski.
fot. sejm.gov.pl
19:04
To kolejne sejmowe exposé Donalda Tuska, a nie szczyt europejski ma zapewne -w zamyśle KPRM- stać się wydarzeniem rozpoczynającym sezon polityczny. Czy gdyby Tusk spodziewał się brukselskiego sukcesu, to marnowałby formułę exposé na to, żeby dać w środę polityce paliwo tylko na 3 dni? Czy spodziewając się sukcesu nie lepiej wystąpić w Sejmie po szczycie, na lepszych prawach, bo w laurze zwycięzcy europejskiej rozgrywki? Jakie rachuby towarzyszą Tuskowi u progu sezonu prowadzącego do wyborów samorządowych?
Po pierwsze - wprowadzenie tematu większego niż Europa? Czy Tusk ogłosi swoją kandydaturę na szefa Rady? Musiałby mieć świadomość bardzo silnych kart, czyli porozumienia z Hollandem, Merkel i pewnie Cameronem. Tusk prowadzi negocjacje z przywódcami praktycznie sam, nawet zarząd Platformy otrzymuje relacje mocno zdawkowe, a być nawet może, że mylące trop medialnych dociekań. To scenariusz czysto teoretyczny, bo nikt o zdrowych zmysłach nie uprzedzałby wydarzeń o tak niepewnej dynamice jak unijne szczyty. Może natomiast przed Sejmem ogłosić, że przecina spekulacje i zapewnia o kontynuowaniu misji, ale to wciąż za mało jak na format sejmowego wystąpienia otwierającego sezon.
Trudno również przypuszczać, by Tusk decydował się na otwarcie sezonu czymś o znaczeniu mniejszym niż unijny szczyt, którego wyników wyczekuje cała polityka. Szkoda marnować taką okazję, spodziewając się jakiegoś europejskiego sukcesu Polski parę dni później.
Tusk, jak to było w przypadku unijnych negocjacji budżetowych, lubi wchodzić na sejmową mównicę w glorii zwycięzcy. Zatem Tusk, europejskiego sukcesu się nie spodziewa, co potwierdzałoby wnioski z naszych rozmów z czołowymi politykami PO, że pozycja szefa unijnej dyplomacji jest raczej poza polskim zasięgiem. Może się co prawda skończyć na porfolio energetycznym, albo rynku wewnętrznego, ale raczej już dla JKB, a nie Sikorskiego. I to chyba byłby najbardziej efektowny, ale wciąż -przed szczytem- pozbawiony większej pewności scenariusz.
Nasze wnioskowanie zmierza zatem ku temu, by zakładać, że nowe otwarcie w Sejmie ma służyć wprowadzeniu do debaty tematu innego niż unijny.
Po drugie- zwykłe zamulenie? Tusk, pewnie bardziej niż ktokolwiek w jego otoczeniu zdaje sobie sprawę z tego, jak zostało przyjęte jego wystąpienie na Konwencji PO w listopadzie ubiegłego roku, gdzie przez pół godziny mówił o tajemniczym "Planie dla Polski", który okazał się być planem wykorzystania funduszy unijnych, a wystąpienia nowych ministrów wypadły tak samo sympatycznie, jak jednak blado. Nowy minister finansów zapowiedział wtedy likwidację ordynacji podatkowej oraz wprowadzenie w jej miejsce Kodeksu Podatkowego, jednak na nikim z obserwatorów nie zrobiło to najmniejszego wrażenia.
Jeżeli już gdzieś szukać pomysłu na nastrój exposé , to w wystąpieniu Tuska na Radzie Krajowej PO w hotelu Forum, w grudniu 2013, po ursynowskiej Konwencji. Ale ile razy można dawać i na co ultimatum ministrowi zdrowia, co było w centrum wystąpienia, okraszającego wtedy egzekucję Grzegorza Schetyny i otwierającego front z lewicą.
Być może Tusk, na co wskazuje sam tytuł sejmowej informacji PRM "na temat działań Rządu w ciągu najbliższych miesięcy" zdecyduje się na omówienie planów ministerstw, ale naiwnością, którą przecież nie grzeszy byłoby oczekiwać, by nawet zapowiedź powrotu VAT na poziom 22% zmieniła społeczne nastroje.
Zakończenie exposé kolejnym wnioskiem o wotum zaufania, które w 2012 bardziej napędziło polityczną energię tzw. "drugiego exposé " byłoby, na miesiąc po ostatnim- banalne, a samo zrelacjonowanie znanych już przecież w zarysie planów rządu nie miałoby większego sensu, bo nie zmieniałoby zasadniczo pozycji Platformy.
Po trzecie- rekonstrukcja? Raczej nie. Tusk zdaje się pojmować swój mandat, jako władzę nad Sejmem, nie Sejmu nad sobą, więc to nie parlament jest miejscem ogłaszania zmian w składzie rządu. Chyba, że ta miałaby się odbyć przed exposé , a Tusk miałby o niej Sejmowi opowiedzieć.
Ale czy trendy w opinii publicznej byłaby w stanie odwrócić jakakolwiek zmiana w rządzie, która na przykład- czysto hipotetycznie- nie polegałaby na wprowadzeniu do gabinetu kogoś w rodzaju Włodzimierza Cimoszewicza (pewnie do MSZ). Ale trudno oczekiwać, by Tusk nie zdawał sobie sprawy, że wywindowanie byłego premiera do rangi super-gracza mogłoby być tym, czym dla formacji Jerzego Buzka i całej sceny było zaproszenie do rządu Lecha Kaczyńskiego. Zresztą trudno oczekiwać, by Tusk zdecydował się na takie osłabienie Sikorskiego tuż przed szczytem, na którym ten uchodzi -przynajmniej publicznie- za polską kartę. A wątpliwe czy sam Cimoszewicz nie tylko ze względu na wzrastającą temperaturę jego krytyki ekipy Tuska, ale i własną sytuację zdrowotną po operacji by-passów byłby takim manewrem zainteresowany.
Po czwarte- rewolucja? Jak na przykład zapowiedź reformy konstytucyjnej? To wydaje się być jedyną opcją, która skłaniałaby o rozpoczęciu nowego sezonu przez exposé premiera myśleć w poważniejszych kategoriach politycznych.
Na przykład zaproponowanie reformy Senatu (o czym niedawno pisaliśmy), czy powrót do dawnego postulatu PO- zmniejszenia Sejmu o połowę, być może z elementem wprowadzenia części mandatów jako pochodzących z wyborów większościowych. To faktycznie byłby temat, który jednocześnie przyćmiłby sprawy europejskie i byłby na tyle zsynchronizowany z popularnymi nastrojami, że dawałby widoki na głębszą przebudowę debaty publicznej i zmianę stawki. Zwłaszcza, gdyby z przyszłych samorządowców miał uczynić na przykład część Senatu w perspektywie 2015.
Inne rewolucje? Wprowadzenie do konstytucji kwot dla kobiet? Prędzej pewnie niż związki partnerskie. Ale i to jakoś należy brać pod uwagę. Obamie pomogły, głównie otwierając drogę do nowych funduszy wyborczych i powrotu liberalnych wyborców zmiany z historycznego 2008, ale w Polsce takich i tylu wyborców pewnie nie ma.
Jedno wydaje się pewne- Tusk nie wymyślił sejmowego exposé na symboliczne otwarcie sezonu w Sejmie a nie na unijnym szczycie, by wypowiedzieć garść banałów z Planu Prac Rady Ministrów. Chyba, że wciąż przeceniamy strategów PO.
fot. KPRM
20:00
Informacja o tym, że premier Tusk wygłosi w Sejmie przemówienie o planach rządu na najbliższy rok pojawiła się w poniedziałek tuż po godzinie 12.00. Ale nie wywołała prawie żadnej reakcji ze strony opozycji, która zajmowała się dziś przede wszystkim aferą taśmową. Także wśród komentatorów politycznych kolejne expose premiera nie wywołało szczególnych emocji. Dużo więcej komentarzy wywołał pomysł, by w Warszawie powstał łuk triumfalny z okazji 100-lecia Bitwy Warszawskiej. Tematem było także poparcie przez PSL Hanny Gronkiewicz-Waltz.
Jeszcze kilkanaście miesięcy temu tego typu zapowiedź - sejmowego wystąpienia premiera- zorganizowałaby polityczny dzień na nowo. Teraz wywołała co rutynową reakcję ze strony partii politycznych - przynajmniej w pierwszych godzinach po pojawieniu się całej sprawy. Oczekiwania wobec expose są bardzo niskie, co w pewnym sensie ułatwia premierowi Tuskowi zadanie w środę.
Zarówno PiS jak i SLD poświęciły dziś czas przede wszystkim aferze taśmowej. Informacje tygodnika "Do rzeczy" posłużyły do wzmocnienia politycznego ataku na szefa MSW. Jerzy Wenderlich mówił na konferencji prasowej SLD o informacjach Marka Falenty: "Gdyby te informacje się potwierdziły, to pojawiają się kolejne pytania. Dlaczego te służby nic nie zrobiły, czy były jakieś naciski polityczne na służby, by mimo informacji służby nie podejmowały w tej sprawie jakichkolwiek kroków?". Zdaniem polityków Sojuszu, informacjami Marka Falenty powinna zająć się sejmowa komisja ds. służb.
Expose pojawiło się na konferencji tylko jako pytanie jednej z dziennikarek. Jak odpowiedział Wenderlich: "Ja spodziewam się wreszcie po 7-letnich rządach PO i PSL, że premier nie będzie używał czasu przyszłego i mówił o planach, tylko przeszłego i powie co zostało zrobione. Nieustanne planowanie bez rozliczania się z tego co zostało zrobione będzie bez sensu". To zapowiedź dalszego przekazu SLD w tej sprawie. Niewątpliwie kolejne expose daje szansę opozycji, by na starcie kampanii samorządowej przypomnieć o wszystkich niespełnionych obietnicach koalicji PO-PSL.
Główny przekaz PiS w poniedziałek dotyczył afery taśmowej i publikacji "Do Rzeczy". Jak mówił Mariusz Błaszczak, minister Sienkiewicz jest "skompromitowany". Zdaniem Błaszczaka PSL musi podjąć decyzję, czy "chce dalej tkwić w tej sitwie, czy chce zmiany władzy". Piotr Gliński w "Faktach po faktach" stwierdził tylko, że to wystąpienia to tylko kolejna próba nowego otwarcia, po podobnych pomysłach na "oczyszczenie" po aferze hazardowej, sprawie Nowaka i innych kryzysach rządu Tuska. Całą rozmowę zdominowała jednak afera taśmowa i nowe informacje Marka Falenty.
Także wśród komentatorów na Twitterze temat expose nie wywołał zbyt wielu reakcji.
[View the story "Kolejne expose Tuska - pierwsze reakcje " on Storify]
W najbliższych dniach okaże się, na ile systematyczna będzie opozycja w utrzymywaniu tematu afery taśmowej w centrum swoich politycznych komunikatów.
fot. sejm.gov.pl
Cały ten SAFE to jeden wielki przekręt
- Kaczyński o ''decyzji w obronie niepodległości''
Gorący temat
De facto obejście prawa
- Bogucki sugeruje możliwe zaskarżenie uchwały rządu do TK
Gorący temat
Jeśli Tusk nielegalnie weźmie pożyczki, będzie to podstawą do postawienia go pod Trybunał Stanu po zmianie władzy
- Błaszczak
Gorący temat
Wszystkie działania, które zostaną podjęte, pójdą w tym kierunku
- Czarzasty o ''uratowaniu pieniędzy z SAFE''
Gorący temat
Nasza odpowiedź ma charakter konstruktywny
- Tusk o programie ''Polska Zbrojna''
Gorący temat
Za 2 lata będziecie potrzebowali moich głosów, więc uważajcie co piszecie
- Mentzen z przekazem do posłów PiS
Gorący temat
Witaj na 300polityka AI!
Zadaj pytanie, które pomoże Ci lepiej zrozumieć świat polityki, kampanii wyborczych, mediów i strategii. AI odpowie na podstawie wiarygodnych źródeł i aktualnych danych.