Relacja Live

31.07.2014

11:12

BLOG MIGALSKIEGO: Kto w tym roku wykorzysta sezon ogórkowy do politycznego odbicia?

Rok temu portal 300polityka ogłosił mnie królem sezonu ogórkowego. W lekko złośliwej formie autorzy podsumowali w ten sposób to, że przez swoją działalność publiczną w sierpniu zdominowałem łamy gazet i serwisy internetowe. Byłem wówczas wiceszefem PJN i rzeczywiście dosyć aktywnie postanowiłem spędzić wakacje. Proponowałem wciąż nowe tematy dyskusji – pozbywanie się punktów karnych za oddanie krwi przez kierowców, zmiany w przepisach drogowych itp. Zapowiadałem też proces sądowy z Radosławem Sikorskim w związku z ostrą wymianą zdań na twitterze itp. Słowem – robiłem wszystko, by o mnie i mojej partii było wówczas głośno.

Złośliwy laur przyznany mi wówczas przez 300politykę był jednak tylko w połowie kpiną. W drugiej połowie był uznaniem, bowiem doceniono w ten sposób, że w martwym – teoretycznie – okresie potrafiłem znaleźć sposoby i środki, by promować siebie i swoją formację polityczną. Rzecz bezcenna – zwłaszcza dla polityków i ugrupowań drugoplanowych. Odbiło się to zresztą w sondażach, bowiem we wrześniu 2013 roku PJN miał w jednym z badań 3% poparcia (po raz pierwszy od dłuższego czasu i po raz ostatni). Opłaciło się więc.

Ciekaw jestem kto w tym sezonie odbierze ode mnie dialektyczny laur „króla sezonu ogórkowego”. Bo że ktoś się znajdzie, to jasne. Pytanie tylko, czy będzie w stanie nie tylko przykuć do siebie uwagę opinii publicznej, ale także pokazać się w dobrym świetle. A może stanie się to udziałem nie poszczególnego polityka, ale całej formacji? Wszak wakacje to idealny okres dla mniejszych partii, by zaistnieć w wieczornych serwisach informacyjnych i by wyjść ze swoją ofertą do ludzi (czasami uznających kontakt w politykiem za jedyną rozrywkę w jakimś uzdrowisku czy kurorcie). Czy w jakiś sztabach i centralach partyjnych ktoś siedzi nad planami zagospodarowania prawie darmowego czasu w okresie kanikuły?

Bo że warto pokazał w 2005 roku i szarża Donalda Tuska, który jeszcze przed wakacjami był daleko w tyle  stawki w wyścigu prezydenckim, ale wykorzystał skrupulatnie to, że jego konkurenci pojechali na wakacje i zalał całą Polskę swoimi billboardami. Dało to spodziewany efekt – na początku września zaczęli się liczyć tylko on i Lech Kaczyński. Do doskonały dowód na to, że można okres urlopowy skutecznie wykorzystać do promocji politycznej. Trzeba tylko tego chcieć oraz znaleźć adekwatne sposoby na osiągnięcie tego celu. Jeśli opłaca się to poszczególnym politykom, to może także opłacić się całym formacjom.

Bo tego właśnie bym się spodziewał w rozpoczynającym się sierpniu – że to nie jakiś Mastelarek czy Karpiński będzie chciał użyć relatywnej ciszy w polityce, by zwiększyć swoją rozpoznawalność, ale że to któraś z formacji politycznych wykorzysta ten czas. Może to być któreś z mniejszych ugrupowań. W przypadku KNP byłoby to zrozumiałe – JKM zawsze peregrynował po Pomorzu i spotykał się z wakacjuszami (choć może w tym roku już mniej mu się będzie chciało). Dla SPZZ czy PRJG byłaby to świetna okazja do podwyższenia swej ceny za wejście do obozu PiS – choć demobilizacja struktur i kierownictw obu partii czyni ten scenariusz mało realnym. Podobnie zresztą byłaby to szansa dla  TR w jego romansie z SLD – ale Palikot także wydaje się już zupełnie wypalony.

Jednak może się też zdarzyć, że wakacje zostaną wykorzystane przez którąś z większych partii – przez PiS lub przez PO (na pewno nie przez PSL, bo jego przypadku zarówno politycy, jak i wyborcy zajęci są pracami rolnymi). Dla Tuska czy Kaczyńskiego sierpień może być idealnym czasem na odjechanie od przeciwnika (to w odniesieniu do PiS) lub jego dogonienie ( to w odniesieniu do PO). Przecież przez te kilka tygodni, jeśli dobrze je wykorzystać, można ustawić agendę całej jesieni – na narrację pod tytułem: „PiS ma 10 procent przewagi nad PO”, lub „PiS i PO idą łeb w łeb”. Pamiętajmy, że już w listopadzie są wybory samorządowe – niezwykle istotne dla struktur terenowych wszystkich partii. Kto pierwszy wyjdzie z wakacyjnego zakrętu, będzie miał największą szansę na ostatniej prostej. Może więc tego lata nie będzie indywidualnego króla sezonu ogórkowego. Może zastąpi go król zbiorowy? Jakaś partia.

fot. Dorota CC BY-SA 2.0


12:14

Polityczny kalendarz na sierpień: ogłoszenie wyborów samorządowych, szczyt UE, Sejm

Wakacje w pełni, życie polityczne praktycznie zamarło. Wygląda na to, że ten stan rzeczy utrzyma się przynajmniej do połowy sierpnia, a prawdziwa polityka powróci dopiero w drugiej połowie sierpnia. W politycznym kalendarzu na sierpień trzy ważne wydarzenia - ogłoszenie terminu wyborów samorządowych, pierwsze powakacyjne posiedzenie Sejmu i szczyt UE.

Premier w sierpniu ogłosi termin wyborów samorządowych. Zgodnie z prawem, ma na to czas do 21 sierpnia, choć naturalnie może zrobić to wcześniej. Niespodzianki - tak jak trzy lata temu, przy wyborach parlamentarnych - nie będzie. Jedyny możliwy termin to 16 listopada. Ogłoszenie wyborów oficjalnie rozpocznie kampanią wyborczą, choć ta rozkręci się zapewne dopiero we wrześniu, albo nawet w październiku.

Sejm, po wakacyjnej przerwie, zbierze się w ostatnim tygodniu miesiąca - 27-29 sierpnia. Posłowie przyjmą w końcu ustawę transgraniczną, pozwalającą na leczenie się w krajach UE na koszt NFZ. Implementacji unijnej dyrektywy wymaga od nas UE - powinniśmy ją wdrożyć do 25 października 2013 roku.

Powróci także pomysł powołania komisji śledczej ds. WSI. Głosowanie w tej sprawie powinno było odbyć się przed sejmowymi wakacjami, ale marszałek Kopacz, umieszczając pierwsze czytanie projektu już po bloku głosowań, dała Platformie kilka tygodni na podjęcie decyzji. Co istotne, nie będzie to głosowanie nad powołaniem komisji śledczej, ale tylko nad skierowaniem projektu do komisji ustawodawczej.

I w końcu - 30 sierpnia odbędzie się kolejny szczyt UE, poświęcony obsadzie najwyższych unijnych stanowisk. Przywódcy państw mają wyłonić przede wszystkim nowego przewodniczącego Rady Europejskiej - na giełdzie nazwisk pojawia się m.in. Donald Tusk. Mają też zdecydować o zdecydować o tym, kto zostanie szefem unijnej dyplomacji. Oficjalnym polskim kandydatem na tzw. High-Repa jest Radosław Sikorski.

Nie wiadomo, czy na sierpniowym szczycie zapadną roztrzygnięcia personalne. Natomiast wybranie następcy Hermana van Rompuy’a już teraz wpłynie na polską scenę polityczną - zakończy dyskusję na temat możliwej europejskiej kariery Donalda Tuska.

Fot. Sejm


22:59

7 cytatów z piątkowej rozmowy "Rz" z Piechocińskim
O zmianach w rządzie po wakacjach: Wrześniowej rekonstrukcji nie będzie. Do zmian dojdzie później, dlatego, że do końca sierpnia możemy się nie dowiedzieć, kto zostanie wybrany na przewodniczącego Rady Europejskiej (…) Donald Tusk ma bardzo duże i rosnące szanse. Dopiero po wyborach samorządowych w listopadzie może dojść do rekonstrukcji rządu, która będzie obejmować premiera, bo zostanie przewodniczącym RE. O Bieńkowskiej jako kandydatce na komisarza: Przy wybieraniu komisarzy może się również okazać, że Polska może dostać bardzo ważnego komisarza z oczekiwanej przez nas półki, którym ma być kobieta (…) Elżbieta Bieńkowska może zostać komisarzem europejskim. O renegocjacji umowy koalicyjnej: Jeśli Tusk przestałby być premierem, to PSL musiałby renegocjować umowę koalicyjną z PO pod względem programowym i personalnym. O szansach Sikorskiego na objęcie funkcji szefa unijnej dyplomacji: Szczerze? (długie milczenie) Niech to będzie moja odpowiedź. O powołaniu komisji ds. WSI: PSL nie zagłosuje za. Antoniego Macierewicza trzeba było rozliczyć wcześniej. Nie wierzę w czystość intencji pomysłodawców wnioskujących na rok przed wyborami o powołanie komisji. Macierewicz ze zwierzyny łownej stałby się myśliwym. O sondażach: Przed wyborami europejskimi również byliśmy pod kreską. Wierzę, że PSL w wyborach samorządowych będzie w 14-15 województwach tworzyć koalicje samorządowe. O Waldemarze Pawlaku: Wszystko zależy od decyzji konwencji mazowieckiej. Pawlak jest szefem Ochotniczej Straży Pożarnej, zajmuje się zarobkowo konsultingiem, więc posłem zawodowym być nie musi. Ale z drugiego miejsca też może startować. Nie moja decyzja.