Relacja Live

26.12.2013

15:40

Wprost na nowo stawia pytanie o Infoaferę. Trzy tematy, które mogą nadać ton polityce do Nowego Roku

Nie będzie zapewne powtórki z tego, co się wydarzyło tuż po świętach, 27 grudnia 2002, kiedy Gazeta Wyborcza opublikowała tekst Pawła Smoleńskiego "Przychodzi Rywin do Michnika", ale publikacja poświątecznego Wprost o kulisach infoafery może dać opozycji nowy mandat, by postawić postulat komisji śledczej w sprawie infoafery i postawić pytania o czym wiedział, a czego nie wiedział ówczesny szef MSWiA Grzegorz Schetyna.

Jak piszą w najnowszym numerze Wprost Michał Majewski i Cezary Bielakowski - jak czytamy w tajnym raporcie przygotowanym na zlecenie amerykańskiego potentata informatycznego - "według nieoficjalnych informacji MAiC pod wodzą Boniego powstało po to, by spacyfikować wpływy „schetynowców” z MSWiA".

Jak piszą dalej Majewski i Bielakowski we Wprost, z tajnego raportu dla amerykańskiego koncernu wynika, że ówczesny szef Centrum Projektów Informatycznych- Andrzej M. Miał być blisko związany z Grzegorzem Schetyną.

Jak pisze Wprost: "Co na to Grzegorz Schetyna? - Mówienie o tym, że miałem z Andrzejem M. Dobry kontakt, to mówienie nieprawdy. Rozmawiałem z nim raz w życiu, gdy przychodził do pracy w CPI. Czy przyjeżdżał do siedziby resortu na Batorego? Nie mam pojęcia. Do mnie nie przyjeżdżał – powiedział nam były wicepremier."

Kluczowe znaczenie ma ostatnie zdanie z tekstu Wprost: "W kontekście informacji zawartych w raporcie trzeba sobie zadać pytanie, czy na pewno CBA postawiło zarzuty wszystkim właściwym ludziom, i czy sprawa Andrzeja M. w dzisiejszej postaci nie jest listkiem figowym, pod którym kryją się prawdziwe źródła informacji."

Pozostałe dwa tematy, które mogą mocniej wybrzmieć w politycznej ciszy do Nowego Roku to zapewne OFE i sytuacja w ochronie zdrowia.

Prezydent ma czas do 2 stycznia na decyzję w sprawie rządowej ustawy o OFE. W programie Tomasza Lisa i wywiadzie dla Rzeczpospolitej sprawę swojej odpowiedzialności za jakość prawa stawiał dość wyraźnie. Gdy wszyscy spodziewają się podpisania ustawy i zastosowania kontroli następczej, czyli wysłania do Trybunału Konstytucyjnego bez wstrzymywania jej wejścia w życie, inna decyzja, czyli np. kontrola prewencyjna byłaby już zdecydowanym rozwodem prezydenta z premierem i PO. W każdym razie, udało się prezydentowi mocniej niż dotąd zaznaczyć polityczną odrębność i skrytykować rząd.

Sprawa chaosu w ochronie zdrowia może natomiast wrócić za sprawą publikacji Agnieszki Burzyńskiej we Wprost, w którym opisuje ona kulisy odwołania szefowej NFZ i sugeruje, że misja skrócenia kolejek, jaką Bartosz Arłukowicz otrzymał od premiera może okazać się mission impossible, ponieważ ani decentralizacja NFZ z silniejszym podporządkowaniem Funduszu Miodowej, ani zalegalizowanie współpłacenia nie będą w krótkim czasie możliwe. "Wszystko wskazuje na to, że Arłukowicz polegnie"- pisze Burzyńska.

Niezłe informacje dla Platformy, bardzo dobre dla Leszka Millera i dobre dla - raczej więdniejącego po konwencji - projektu Jarosława Gowina ma natomiast przynieść sondaż do Parlamentu Europejskiego, o którym plotkuje się w Warszawie.

Poza tym, sądząc po wisie Leszka Millera na Twitterze, można spodziewać się, że lewica weźmie Arłukowicza na celownik swojego przekazu.




Najbliższe dni, kiedy obieg informacji pozostanie na tradycyjnie niskim poziomie będą testem dla komunikacyjnych maszyn najważniejszych graczy. Pierwszy wystrzał po świątecznej ciszy należeć będzie do Leszka Millera, który będzie pierwszym politycznym gościem w programach publicystycznych, z samego rana w Sygnałach dnia radiowej Jedynki.

Fot. Wprost


16:17

Nowy sondaż do PE: mniejsza przewaga PiS nad PO, wysoko SLD, Gowin nad progiem
W grudniu na czele stawki pozostawał PiS (24 proc.) i był tuż przed PO (23 proc.). Obie partie nieznacznie zyskały. Platforma kosztem SLD (18 proc.), który nie może przebić rekordowego poziomu 20 proc. w listopadzie, będącego na razie "szklanym sufitem" dla partii Leszka Millera - pisze w najnowszym numerze tygodnika "Do Rzeczy" Marcin Palade, cytując grudniowy sondaż Homo Homini. W sondażu dotyczącym Parlamentu Europejskiego, a nie co - warto podkreślić - Sejmu - niezły, 6-procentowy wynik osiąga Polska Razem Jarosława Gowina. Jednocześnie przekłada się to na spadki innych, mniejszych partii. Na PSL i Solidarną Polskę chce głosować odpowiednio 4 i 2 proc. pytanych. Przy takim układzie sił PiS wprowadziłby do PE 14 posłów, PO - 13, SLD - 11, a Jarosław Gowin 3. Europarlamentarne wybory odbędą się 25 maja. PAP kilka dni temu donosił, że tuż po Nowym Roku PO planuje intensywne przygotowania do tych wyborów. W styczniu planowane jest posiedzenie Zarządu Krajowego w tej sprawie. - 16 proc. badanych wciąż nie podjęło decyzji, komu udzieli poparcia w wyborach do PE. To oni rozstrzygną, czy pierwszy raz od 2005 r. zwycięży Prawo i Sprawiedliwość, czy też na podium nadal królować będzie Platforma Obywatelska. Zdecydują oni również o ewentualnym powrocie partii Leszka Millera do politycznej ekstraklasy - analizuje Palade. Fot. Do Rzeczy

19:11

Polityka wieszczy polaryzację: Zbawca mieszczan kontra Pancerny Leszek, Suchocka nie chce kandydować, niewykonalne zadanie Arłukowicza, nowy raport o kulisach infoafery

-- Preferencje wyborcze do PE, w wariancie bez niezdecydowanych- sondaż Homo Homini dla Do Rzeczy- przeliczony przez Marcina Palade: PiS 28,5  PO 27,5  SLD 21,0  Gowin: 7,0  PSL: 5,0  Europa Plus: 4,5  Nowa Prawica: 3,5  Solidarna Polska: 3,0.

-- PODZIAŁ MANDATÓW DO PE w wariancie wyważenia głosów niezdecydowanych: PiS 17, PO  16, SLD 12, Polska Razem Gowina 4, PSL 2

-- ZDANIEM PALADEGO najbezpieczniejsze okręgi PO: Pomorskie, Warszawa, Śląsk i Dolny Śląsk.

-- OKRĘGI PiSu: Podkarpacie, Małopolska, Lubelszczyzna, Mazowsze

-- OKRĘGI PR Gowina: Warszawa, Małopolska, Śląsk

-- WEDŁUG PROGNOZY FREKWENCJI W OKRĘGACH na podstawie której ordynacja do PE dzieli mandaty: Lubelskie traci 2 mandaty, po jednym tracą: zachpom+lubuskie, kuj-pom, wielkopolskie, mazowieckie i podkarpackie. Zyskują: dolnośląskie 2, śląskie 2, i po 1: małopolskie, warmińsko-mazurskie z podlaskim oraz Warszawa.

-- WIĘCEJ danych z sondażu i prognozy: http://palade.pl

TYGODNIK POLITYKA

-- Na okładce- bohater lewicy- Leszek Miller, prawicy- Jarosław Gowin.

-- LESZEK PANCERNY- JACEK ŻAKOWSKI O LESZKU MILLERZE: "10 lat jeszcze nie minęło i poważni ludzie, nie tylko ¬koledzy z Sojuszu, mówią o premierze Millerze, nie tylko w czasie przeszłym, ale także w przyszłym. Nie o ministrze Millerze. Nie o wicepremierze Millerze. Ale o Leszku Millerze – prezesie Rady Ministrów AD 2015. Nikt rozsądny nie twierdzi, że tak koniecznie będzie. Ale już fakt, że może tak być, a nawet, że to się mieści w granicach wyobraźni – zadziwia. Bo w polityce, jakkolwiekby to było brutalne, z zasady ma się jedno życie."

-- ŻAKOWSKI O SONDAŻOWEJ POZYCJI SLD: "Nie jest to porażający wynik, ale jeśli powiedzie się plan, wedle którego SLD ma być trzecim korzystającym, kiedy dwóch się kłóci, to Miller ma szansę być po raz drugi premierem, a przynajmniej – wicepremierem. Bo PiS i PO skazane są teraz na dwuletnią śmiertelną walkę, której wynik nie jest przesądzony, ale w której obie partie się nieuchronnie wykrwawią."

-- O PATENCIE MILLERA NA SUKCES- OBLICZALNOŚĆ: "Patent Millera na sukces jest prosty: on sam, umiarkowana pod każdym względem lewicowość, aparat, szacunek dla PRL, powaga. Wiadomo, że w Polsce nikt nie ufa politykom. I słusznie. Ale niewiarygodność Millera jest przewidywalna. Wszyscy poza Gowinem oferują dziś zwrot na lewo, ale poza Tuskiem, który może się jeszcze przed ¬wyborami wykazać – wszyscy są w swojej ¬lewicowości mało wiarygodni. A lewicowość Millera nikogo nie przeraża, bo jest umiarkowana. Im więcej socjalnych cudów PiS będzie obiecywał, tym bardziej ¬wiarygodne będą obietnice Millera. Zwłaszcza że stoją za nimi ¬obliczalni fachowcy. SLD wciąż jest silną kadrowo ¬partią. Nie tylko pod względem liczby członków. Nikt nie ma lepszego kandydata na ministra zdrowia niż Marek Balicki. Janusz Zemke wciąż jest politykiem najlepiej znającym się na wojsku. Gdyby SLD współtworzyło rząd, Ryszard Kalisz z pewnością zgodziłby się zostać ministrem sprawiedliwości. Wojciech ¬Olejniczak jest może najlepszym kandydatem na ministra rolnictwa. Grzegorz Kołodko wychował paru ekonomistów zdolnych udźwignąć Ministerstwo ¬Finansów. Innych ministrów Miller też nie musiałby brać z łapanki. Ani urzędników w terenie. SLD wciąż ma ogólnopolskie struktury, a gdyby Sojusz doszedł do władzy, mógłby liczyć na wsparcie wielu lewicowych grup."

-- ZBAWCA MIESZCZAN- CEZARY MICHALSKI O GOWINIE: "Jaka prawica jest bezpieczniejsza w prawicowej Polsce? Prawica Razem Jarosława Gowina jest bardziej cywilizowana od prawicy smoleńskiej, narodowej czy fundamentalistycznej prawicy o. Rydzyka. Wystarczy porównać gładkiego Gowina z oszalałymi Jaworskim czy Piętą. Albo Kowala, który nauczył się już oportunizmu, a na Ukrainie zachowuje się z pewnym poczuciem politycznej odpowiedzialności, z Krystyną Pawłowicz dostającą furii na widok „tej unijnej szmaty”.

-- MŁODZI MIESZCZANIE PATRZA NA GOWINA JAK NA ZBAWCĘ: "Jednocześnie jednak to elegancki Gowin skutecznie walczy o duszę nowego polskiego mieszczaństwa, społecznej elity, od której postaw zależy podstawowy wybór cywilizacyjny, jaki dokona się w Polsce. Do dystynkcji pieniądza obiecuje im dodać dystynkcję bardzo konserwatywnie i zupełnie nie w duchu papieża Franciszka rozumianej religijnej wiary. Wywyższającej ich dodatkowo wobec niewierzących, którzy – jak powiedział ostatnio pewien działacz Opus Dei zamierzający na Gowina głosować: – Są tylko pozbawionymi duszy workami skórno-mięśniowymi. Wielu młodych mieszczan, którzy PiS się boją, a „pisowskim ludem” gardzą z wyżyn swej ciężko ¬wywalczonej społecznej pozycji, na Gowina patrzy jak na zbawcę."

-- JANINA PARADOWSKA O GOWINIE: "przecież czymś ta Polska Razem musi się żywić, a już widać, że żywi się głównie Tuskiem. To na razie główny filar programowy nowego ugrupowania. Kiedy Jarosław Gowin, wzorem Janusza Palikota, napisze wreszcie książkę i odsłoni wszystkie kulisy PO i Tuska, będzie być może wreszcie mógł nieco więcej czasu poświęcić własnemu ugrupowaniu. Bo przecież cele ma wielkie i wizje też, a Tusk jak wiadomo żadnej wizji nie ma."

-- NIE UDAŁO SIĘ NAMÓWIĆ HANNY SUCHOCKIEJ DO KANDYDOWANIA- piszą Anna Dąbrowska i Jędrzej Winiecki: "Miejsce na liście PO szykowane jest też dla zwolnionych w listopadzie ministrów: Joanny Muchy w Lublinie i Barbary Kudryckiej w Olsztynie. Brukselska ewakuacja ministrów będzie pewnie źródłem kolejnych partyjnych konfliktów. Chociażby start Kudryckiej zagraża reelekcji Krzysztofa Liska z tego samego okręgu, który do Brukseli ściągnął swoją rodzinę i nie ma ochoty znów fundować jej życiowych rewolucji. Być może, ze względu na dobre relacje z Tuskiem, dostanie pewne miejsce w innym okręgu. Liderem listy w Wielkopolsce, wbrew wcześniejszym plotkom, nie będzie Hanna Suchocka. – Po powrocie z placówki w Watykanie chce trochę pomieszkać w Polsce. Nie udało się nam jej namówić do kandydowania – mówi polityk PO."

-- EUROWYBORY MAJĄ ROZSTRZYGNĄĆ POJEDYNEK NA LEWICY- czytamy dalej: "Eurowybory mogą ostatecznie rozstrzygnąć walkę o przywództwo na lewicy między Januszem Palikotem i Leszkiem Millerem. Sondaże dają zdecydowaną przewagę Sojuszowi Lewicy Demokratycznej – 17 proc. Leszek Miller ma w swoim arsenale znane nazwiska i już zapowiedział, że zdecydowana większość z tych, którzy zdobyli mandaty (7) dla Sojuszu w poprzednim rozdaniu (Joanna Senyszyn, Lidia Geringer de Oedenberg, Adam Gierek, Janusz Zemke, Bogusław Liberadzki i Wojciech Olejniczak), ma zapewnione jedynki w tych najbliższych. Nie dotyczy to Marka Siwca, który odszedł do Twojego Ruchu. Kłopot może mieć Grzegorz Napieralski, który sejmowe korytarze chętnie zamieniłby na europejskie, ale z jego okręgu, zgodnie z obietnicą Millera, pierwsze miejsce należy się Bogusławowi Liberadzkiemu. Józef Oleksy chce walczyć o mandat w Małopolsce."

-- KALENDARIUM EUROWYBORÓW: "Przedstawicieli do Parlamentu Europejskiego na kadencję 2014–19 obywatele Unii Europejskiej będą wybierać między 22 a 25 maja. W Polsce – 25 maja. Kalendarium najważniejszych etapów: do 24 lutego – zarządzenie wyborów; do 5 kwietnia – rejestracja komitetów i start kampanii; do 15 kwietnia – rejestracja list;do 10–23 maja – bezpłatna kampania w mediach."

-- PIOTR PYTLAKOWSKI O WYBORACH SAMORZĄDOWYCH: "Wybory samorządowe 2014 r. mogą przywrócić blask PO albo odciąć jej prąd."

-- DALEJ PYTLAKOWSKI: "Bez wątpienia tegoroczne wybory samorządowe w Warszawie to będzie poligon ćwiczebny przed walką, która nastąpi w 2015 r. o rząd dusz w Polsce. Wygrana Hanny Gronkiewicz-Waltz prolonguje szanse PO na przetrwanie u władzy, a ewentualny sukces Ryszarda Kalisza nie zamyka Platformie drogi do zwycięstwa w wyborach parlamentarnych. Jeżeli jednak zwycięży kandydat PiS, zapewne pożegnamy się też z rządem PO-PSL, bo wydaje się, że wtedy nikt i nic nie powstrzyma już Jarosława Kaczyńskiego w jego politycznym marszu."

-- ARŁUKOWICZ MA MAŁO CZASU- pisze Joanna Solska: "Bartosz Arłukowicz ma mało czasu i niewielkie szanse na spełnienie oczekiwań premiera dotyczących skrócenia kolejek do lekarzy. Jeśli – co zaleca rada NFZ – następca Agnieszki Pachciarz będzie kontynuować jej politykę i w dalszym ciągu naruszać interesy środowisk medycznych, narazi się na ich protesty. Ściągnie kłopoty na ministra zdrowia, a te mogą się skończyć jego dymisją. Jeśli natomiast NFZ oraz ministerstwo będą ignorować interesy pacjentów, polityczny koniec ministra będzie identyczny."

-- STANISŁAW TYM O ARŁUKOWICZU: "Patrzyłem na ministra Arłukowicza obiecującego – po dwóch latach urzędowania – że już za trzy miesiące na życzenie premiera skróci kolejki do lekarzy. I przypomniałem sobie sytuację sprzed kilkunastu dni. Lekarze ratowali życie młodej kobiety, przeszczepiając jej twarz. Dosłownie w ostatniej chwili. Ta ostatnia chwila miała podwójne znaczenie. Skomplikowana, nowatorska operacja musiała być wykonana przed 10 grudnia, bo potem refundacja 220 tys. zł byłaby niemożliwa. Takie są przepisy. A co by się stało, gdyby tragiczna dawczyni zmarła dwa tygodnie później?"

-- PROJEKT TRZASKOWSKI - Malwina Dziedzic pisze o Rafale Trzaskowskim: "Kariera Rafała Trzaskowskiego, nowego ministra administracji i cyfryzacji, przypomina dobrze rozpisany plan biznesowy. Na przykładzie tego polityka widać, że do kręgu władzy wkracza nowa generacja. (...) Rocznik 1972 – reprezentant pokolenia X, który zamiast w biznesie – jak większość tej generacji – próbuje odnaleźć się w polityce. Z podejściem podobnym do tych, którzy pną się po szczeblach korpokariery. Zaprojektowany na sukces. Zbiera kolejne skille, doświadczenia w życiorysie, awanse i znajomości. Pożegnał się z Parlamentem Europejskim, w którym zasiadał od 2009 r., i w ramach jesiennej rekonstrukcji wszedł do rządu Donalda Tuska, zastępując Michała Boniego. Traktuje to jako przystanek do dalszej kariery politycznej."

-- TRZASKOWSKI TO PICER? Jak dalej pisze Malwina Dziedzic: "Łyżkę dziegciu do tego niemalże pozbawionego kantów i zagnieceń obrazu nowego ministra dodaje inny polityk PO: – On tylko sprawia dobre wrażenie, ale to picer. Tacy ludzie są teraz potrzebni premierowi, bo trzeba poprawić wizerunek rządu. Niewykluczone, że Tusk postawi na niego w wyborach samorządowych, wystawi jako kandydata na prezydenta Warszawy, bo Hanka raczej nie ma szans."

-- ADAM SZOSTKIEWICZ O NASTĘPNYM SEKRETARZU GENERALNYM KONFERENCJI EPISKOPATU: "Do planowanego na wiosnę głosowania jeszcze dość daleko, ale na kościelnej giełdzie już krążą nazwiska. Przede wszystkim kard. Kazimierza Nycza i abp. Henryka Hosera. Ale skoro już krążą, to ostatecznie wybrany może zostać ktoś inny, ktoś nieznany z mediów świeckich, za to znany z mediów kościelnych, np. radiomaryjnych. Nycz jest mocnym kandydatem, bo jest biskupem Warszawy i ma kontakty w Watykanie."

-- JEŚLI NIE NYCZ TO KTO- jak dalej pisze Szostkiewicz: "Jeśli mimo to nie zostanie poparty przez znaczącą liczbę biskupów elektorów, to nie znaczy to automatycznie, że następcą abp. Michalika zostanie abp Hoser czy któryś z biskupów zwalczających rzekomą ofensywę sił antyklerykalno-liberalnych. Wtedy szanse mogą mieć abp Stanisław Gądecki (Poznań), abp Wiktor Skworc (Katowice), abp Stanisław Budzik (Lublin)."

WPROST

-- TAJNY RAPORT O KULISACH INFOAFERY. Jak piszą Michał Majewski i Cezary Bielakowski: „W 2012 r. jeden z największych koncernów informatycznych świata zamówił raport na temat korupcyjnego procederu w resorcie spraw wewnętrznych. Dostarczycielami informacji do dokumentu jest kilku pracowników MSW, resortu cyfryzacji oraz Centrum Projektów Informatycznych. Raport to kilkadziesiąt stron. „Wprost” ma jego obszerne fragmenty. Dokument świadczy o tym, że amerykański potentat na rynku IT może swobodnie penetrować kluczowe polskie ministerstwo, czyli resort spraw wewnętrznych”.

-- JAK PISZĄ DALEJ: „Zleceniodawcy raportu chcą też wiedzieć, czego należy się spodziewać po „nowym otwarciu”, czyli powołaniu Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji (MAiC) pod kierownictwem Michała Boniego? Czy resort ten jest „odpowiedzią na infoaferę”? Czy w nowej sytuacji będzie można wejść do gry o kontrakty IT w polskiej administracji?W odpowiedzi Amerykanie czytają, że według nieoficjalnych informacji MAiC pod wodzą Boniego powstało po to, by spacyfikować wpływy „schetynowców” z MSWiA”.

-- O SCHETYNIE I ANDRZEJU M.: „Czego dowiadujemy się z raportu? Po pierwsze, że bohater afery Andrzej M., dyrektor Centrum Projektów Informatycznych, miał lepsze relacje z Grzegorzem Schetyną i jego otoczeniem niż z wiceszefem MSWiA Witoldem D., który w listopadzie usłyszał zarzuty związane z infoaferą. (…)Amerykanie stawiają pytanie, czy Andrzej M. był człowiekiem Grzegorza Schetyny. W raporcie pada odpowiedź: „To prawdopodobne”. Skąd M. wziął się w kręgu Schetyny? Dwa źródła w raporcie wskazują na ten sam trop i związki Andrzeja M. z wrocławską firmą Netline, „z którą AM robił deale jeszcze w policji”. Inne źródła cytowane w raporcie wskazują, że Andrzej M. miał umocowania w gabinecie politycznym szefa MSWiA”.

-- ODPOWIEDŹ SCHETYNY: „Co na to Grzegorz Schetyna? – Mówienie o tym, że miałem z Andrzejem M. dobry kontakt, to mówienie nieprawdy. Rozmawiałem z nim raz w życiu, gdy przychodził do pracy w CPI. Czy przyjeżdżał do siedziby resortu na Batorego? Nie mam pojęcia. Do mnie nie przyjeżdżał – powiedział nam były wicepremier”.

-- ANDRZEJ M. I NOWAK: „Amerykanie chcą też wiedzieć, czy główny bohater infoafery Andrzej M. miał wsparcie w kancelarii premiera. – Źródła z MAiC sugerują bardzo dobre kontakty Andrzeja M. z politykami w kancelarii premiera. Padają m.in. nazwiska ministrów Nowaka i Arabskiego – czytamy w dokumencie. W innym miejscu pada informacja, że Andrzej M. mawiał mimochodem: „Piłem wczoraj whisky ze Sławkiem Nowakiem”.

-- KONKLUZJA TEKSTU: „Na koniec pada wyjątkowo zaskakująca opinia. Koncern pyta, czy MAiC planowało zlikwidować CPI i dlaczego tego nie zrobiono? Odpowiedź jest porażająca. Okazało się, że źródła infoafery nie da się zlikwidować szybko i od razu. Dlaczego? Ze względu na zaangażowanie CPI w prezydencję Polski w UE. W kontekście informacji zawartych w raporcie trzeba sobie zadać pytanie, czy na pewno CBA postawiło zarzuty wszystkim właściwym ludziom, i czy sprawa Andrzeja M. w dzisiejszej postaci nie jest listkiem figowym, pod którym kryją się prawdziwe źródła infoafery”.

-- BURZYŃSKA O ARŁUKOWICZU I SZEFOWEJ NFZ: „Wśród polityków PO słychać, że błąd Agnieszki Pachciarz polegał na tym, że wyskoczyła z sądem. A przecież za „dupokrytkę” wystarczyłoby jej pismo wzywające ministra zdrowia do wypłacenia pieniędzy. – Zresztą nie o sprawę pieniędzy Bartkowi chodzi. To był tylko pretekst, aby w końcu dopiąć swego i się jej pozbyć – słyszymy od jednego z ważnych działaczy PO. Rzeczywiście, między ministrem zdrowia a szefową NFZ iskrzyło od dawna.”

-- O PLANIE ARŁUKOWICZA WOBEC NFZ: „Według ustaleń tygodnika „Wprost” plan Arłukowicza jest prosty: jak najdłużej odwlekać powołanie następcy Pachciarz. Nad „pełniącym obowiązki” prezesa znacznie łatwiej sprawować kontrolę, na zasadzie: albo jesteś posłuszny, albo nigdy nie zostaniesz prawdziwym prezesem. Marzeniem Ministerstwa Zdrowia jest też przeforsowanie ustawy o decentralizacji Funduszu. Według tego projektu, do którego założeń dotarł „Wprost”, prezesa Funduszu powoływałby szef resortu zdrowia, a nie premier. – Na razie nie ma politycznej zgody co do drugiego pomysłu, trzeba się więc będzie oprzeć na rozwiązaniu doraźnym – przekonuje współpracownik Arłukowicza”.

-- ŻART KRAŻĄCY W MINISTERSTWIE: „W Ministerstwie Zdrowia krąży dowcip: do przychodni dzwoni facet i chce się zapisać do okulisty. Rejestratorka podaje mu datę 20 lipca 2018 r. Facet ze spokojem w głosie pyta, o której godzinie. – Po co panu godzina, skoro to za ponad cztery lata? – rzuca podirytowana rejestratorka. – Muszę wiedzieć, bo tego dnia o 12 mam już gastrologa”.

-- O POMYSŁACH DOTYCZĄCYCH KOLEJEK: „Przed Arłukowiczem zadanie niemal niewykonalne. Teoretycznie najprościej byłoby wprowadzić dopłaty pacjentów do wizyt u lekarzy lub dodatkowe ubezpieczenia. Pierwszy pomysł jest nierealny, bo idą wybory i nikt się nie odważy na takie niepopularne posunięcie. Drugi będzie miał sens wtedy, gdy zakończy się informatyzacja w służbie zdrowia. Czyli teoretycznie dopiero za rok. Tym bardziej że już dziś urzędnicy ministerstwa przyznają, że ten termin jest nierealny. Jak ustalił „Wprost”, Arłukowicz wymyślił więc, żeby zabrać lekarzom z podstawowej opieki zdrowotnej tzw. stawkę kapitacyjną. (…)Po drugie, aby rozładować kolejki do specjalistów, ministerstwo zamierza zróżnicować dla nich stawki. I tak za wizytę nowego pacjenta byłyby one wyższe, a za tego, który już nie wymaga specjalistycznego leczenia, ale jedynie konsekwentnego podawania leków – niższe”.

-- JAK PISZE DALEJ BURZYŃSKA: „Tyle że bez politycznej zgody szefa rządu minister jest skazany na porażkę. Może co najwyżej wykonać kilka PR-owych ruchów, ale po tak twardych zapowiedziach szefa rządu kosmetyczne zmiany zostaną wyśmiane. A wtedy kariera ministra może się skończyć”.

-- POLITYK PO O SYTUACJI ARŁUKOWICZA: „Do tej pory Bartek mógł się zajmować duperelami, bo po czasach Kopacz premier odpuścił sobie służbę zdrowia. Przez dwa lata minister miał więc wakacje. Tyle że wakacje się skończyły. Kierownik zażądał konkretnych zmian, a Bartek nie ma pojęcia, czy dostanie polityczne wsparcie od szefa rządu, czy nie. I wie, że jak nie dostanie, ma pozamiatane

DO RZECZY

-- GURSZTYN I GOCIEK O POMYŚLE SLD DOTYCZĄCYM 49 WOJEWÓDZTW: „Leszek Miller obiecał powrót do prehistorycznego podziału kraju na 49 województw. Jeśli ktoś myśli, że to z sentymentu do Edwarda Gierka, to jest w błędzie. Czerwoni zrobili badania w byłych miastach wojewódzkich i odkryli rzecz przerażającą. Okazało się, że mieszkający tam ich żelazny elektorat zapomniał o tym, iż istnieje taka partia jak SLD. (…)Towarzysze z PiS plują sobie w brodę, bo oni kiedyś też obiecywali 49 województw, ale potem o tym zapomnieli. Teraz przestraszyli się wystąpienia Millera, bo ów elektorat, który zdradził czerwonych, ostatnio odkrył w sobie prawicową tożsamość i zaczął głosować na PiS. Jest więc obawa, że elektorat znów zakocha się w ideałach lewicy”.

-- LISTA DZIESIĘCIU WAŻNYCH POSTACI 2014 WG ZIEMKIEWICZA : Kaczyński, Tusk, Komorowski, Miller, Macierewicz, Bielecki, Gowin, Roman Kuźniar, Jastrzębowski, Lis.

-- ZIEMKIEWICZ O KACZYŃSKIM: „Tymczasem politycznym pytaniem roku 2014 nie jest już to, czy PiS może jeszcze kiedykolwiek wygrać wybory, tylko czy wygra je tak wysoko, aby samodzielnie rządzić”.

-- ZIEMKIEWICZ O TUSKU: „Premier słabnie i w nadchodzącym roku będzie słabł wciąż, ale nie daje za wygraną. Dotychczasowe źródła jego siły – względne zadowolenie z konsumowania kredytów oraz unijnej pomocy i lęk przed mogącym zakłócić fiestę Kaczyńskim – wysychają”.

-- NOWY SONDAŻ DO PE: Mniejsza przewaga PiS nad PO, wysoko SLD, Gowin nad progiem https://300polityka.pl/news/2013/12/26/nowy-sondaz-do-pe-mniejsza-przewaga-pis-nad-po-wysoko-sld-gowin-nad-progiem/

-- SEMKA O TUSKU W 2014: „Jednak oprócz grania roli jedynej partii, która może coś załatwić w Brukseli,w swoim politycznym arsenale Tusk ma już niewiele atutów na przyszły rok. Rekonstrukcja rządu już była, na przyspieszone wybory Tusk raczej się nie zdecyduje ze względów prestiżowych, a przechwalanie się zdobyciem 300 mld zł unijnej pomocy też już było. Pozostaje tylko mnożenie obietnic”.

-- SEMKA O SCHETYNIE i TUSKU: „Lider PO dobrze wie, że Schetyna ma niewielkie pole politycznego manewru. Ten wieloletni brutalny egzekutor partyjnej dyscypliny jest dziś śmieszny w roli rzecznika pluralizmu w partii. Mało też prawdopodobne, aby trafił do Belwederu. Prezydent Bronisław Komorowski do kampanii wyborczej w 2015 r. potrzebuje pieniędzy i wsparcia PO. To wymaga dobrych relacji z Tuskiem, który nie ukrywa, że ten, kto trzyma ze Schetyną, może być uznany za wroga premiera”.

-- HOFMAN: SPRAWA CBA TO TYLKO ELEMENT SZERSZEJ CAŁOŚCI: „Sprawa z CBA jest tylko elementem szerszej całości. W obecnym czasie Donald Tusk za pośrednictwem swojego ministra koordynatora służb specjalnych, Bartłomieja Sienkiewicza, postępuje według schematu, który zarysował w tygodniku „Polityka” Cezary Michalski. Według tego schematu Tuskowi nie pozostało nic innego, jak tylko nazwać otaczający nas bałagan ładem. Musi bronić tego „ładu społecznego” za wszelką cenę w imię – i tu znowu jest oszustwo – pseudomodernizacji, której uosobieniem ma być Elżbieta Bieńkowska. Niewiele zostało już metod do obrony tego tzw. ładu. To już nie są metody marketingowe, ale te, którymi dysponuje Sienkiewicz jako koordynator ds. służb specjalnych” – mówi w wywiadzie.

-- HOFMAN: TERAZ ZAJMĄ SIĘ MOJĄ RODZINA. Jak mówi: „Tak, teraz pewnie zajmą się moją rodziną. Dziećmi, żoną, braćmi. Może okaże się, że moi bracia coś zrobili. Jest problem z kontrolą nad służbami specjalnymi. Pytanie, czy niektóre służby nie służą teraz do utrzymania władzy. We wszystkich kierunkach, łącznie z trzymaniem koalicjanta. Można sobie wyobrazić, że panowie Piechociński i Bury zostaną przez służby zaskoczeni informacją o tym, że funkcjonariusze tychże służb mają wiedzę na temat rzeczy interesujących PSL, np. energetyki”.

-- HOFMAN O SKRĘCIE KU CENTRUM: „Teraz, dzięki doświadczeniu z poprzednich kampanii, wiem, że zakończy się to tym, iż nikt w tym centrum na nas nie czeka. Mityczne centrum rozumiane i obrabiane przez liberalne media nie powinno być naszym celem, bo doprowadzi nas to do zguby. My definiujemy centrum jako coś, co legło u podstaw II RP… Czyli wciągnięcie jak największej liczby obywateli poprzez nadanie im unikalnych wówczas praw i odpowiedzialności. Nie chodzi tylko o prawa wyborcze dla kobiet, ale też o ośmiogodzinny dzień pracy, ubezpieczenia społeczne, kasy chorych, edukację, inspekcję pracy itp. Dziś to oczywistości, bez których wielu Polaków nie wyobraża sobie teraz życia, ale nie wtedy. Teraz takimi oczywistościami powinny być opieka nad seniorami, nowa polityka mieszkaniowa, praca dla młodych ludzi, tak aby zostali w Polsce, polityka prorodzinna oraz obrona publicznej, nieodpłatnej służby zdrowia. To działania, które wciągną w nowe centrum jak największą grupę obywateli.

-- HOFMAN O WYBORACH PREZYDENCKICH: „Wszystkie wybory są ważne, ale priorytetem są wybory parlamentarne i prezydenckie. Te drugie są dla nas wyzwaniem. Mamy wybór: startuje Jarosław Kaczyński lub nie. Gdy ktoś inny będzie naszym kandydatem, to może nie być drugiej tury. Gdy wystartuje, to będzie druga tura, ale jest ryzyko”.

-- GURSZTYN O SCHETYNIE: „Podczas Rady Krajowej PO schetynowcy próbowali się bronić. Ustalili między sobą, że będą skreślać kandydatów do zarządu zgłoszonych przez Tuska. To z jednej strony manifestacja, z drugiej zaś próba zwiększenia szans Schetyny – dziś wiemy, że nieudana. Co więcej, stronnicy Schetyny mogli się policzyć. Charakterystyczne, że spośród kandydatów zgłoszonych do funkcji wiceprzewodniczącego najmniej głosów dostała Ewa Kopacz, która zajęła miejsce dotychczasowego pierwszego wiceprzewodniczącego, czyli Grzegorza Schetyny”.

-- DALEJ GURSZTYN: „Uwzględniając indywidualne motywy głosowania, uczestnicy rady oceniają, że około 70 delegatów to twardzi zwolennicy Schetyny. I teraz najciekawsza będzie odpowiedź na pytanie: Kim są ci ludzie? Zwolennicy byłego marszałka twierdzą, że w tej grupie jest dużo posłów i senatorów, bo Schetyna kontaktując się z nimi, potrafił ich przekonać do swojej kandydatury. Jeśli tak jest, to Schetyna może straszyć Tuska sabotażem głosowań. Także wyprowadzeniem swoich stronników z klubu – zwłaszcza że takie propozycje padały już wcześniej w jego środowisku. Przeszkodą jest to, że Schetyna nie ma dokąd pójść’.

-- KONKLUZJA GURSZTYNA: „Jest jeszcze jedna okoliczność dotycząca dalszych losów Grzegorza Schetyny. To infoafera związana z kierowanym przez niego w latach 2007–2009 Ministerstwem Spraw Wewnętrznych. Niektórzy podejrzewają, że Schetyna boi się efektów śledztwa i z tego powodu nie wystąpi przeciw Tuskowi. Jednak to – jeśli jest prawdą – nie jest historią o normalnej polityce, lecz opowieścią o hakach i szantażu”.

 


21:06

Zdrowie tematem nr 1 w prasie po Świętach

O kulisach rozgrywki pomiędzy MZ i NFZ pisze w poświątecznej prasie nie tylko Agnieszka Burzyńska we Wprost, ale też Joanna Solska w tygodniku Polityka. Polityczne tarapaty Ministra Zdrowia znajdują się też w jedynkowej zapowiedzi tekstu Andrzeja Stankiewicza w Rzeczpospolitej.

Stankiewicz pisze: "Jakie będą losy Arłukowicza? Wszystko zależy od projektów, które za kilka dni wyjdą z jego resortu. Jak twierdzą w rozmowie z Rz współpracownicy ministra, będzie tam m.in. Ustawa wprowadzająca ubezpieczenia dodatkowe. Zmiany mają także dotyczyć lekarzy rodzinnych- to dziś wąskie gardło lecznictwa i jedna z przyczyn kolejek. Ale czy można w to wierzyć po tych dwóch latach Arłukowiczowej nicości? Dziś nad ministrem nikt już nie chce się rozczulać. Nieliczni wierzą jednak, że jeszcze obudzi się w nim twardziel. Przecież wygrał tego "Agenta".

Agnieszka Burzyńska pisze we Wprost w podpbnym tonie, ale precyzyjniej: "Przed Arłukowiczem zadanie niemal niewykonalne. Teoretycznie najprościej byłoby wprowadzić dopłaty pacjentów do wizyt u lekarzy lub dodatkowe ubezpieczenia. Pierwszy pomysł jest nierealny, bo idą wybory i nikt się nie odważy na takie niepopularne posunięcie. Drugi będzie miał sens wtedy, gdy zakończy się informatyzacja w służbie zdrowia. Czyli teoretycznie dopiero za rok. Tym bardziej że już dziś urzędnicy ministerstwa przyznają, że ten termin jest nierealny. Jak ustalił „Wprost”, Arłukowicz wymyślił więc, żeby zabrać lekarzom z podstawowej opieki zdrowotnej tzw. stawkę kapitacyjną. (…) Po drugie, aby rozładować kolejki do specjalistów, ministerstwo zamierza zróżnicować dla nich stawki. I tak za wizytę nowego pacjenta byłyby one wyższe, a za tego, który już nie wymaga specjalistycznego leczenia, ale jedynie konsekwentnego podawania leków – niższe”.

Konkluzja Burzyńskiej we Wprost: „bez politycznej zgody szefa rządu minister jest skazany na porażkę. Może co najwyżej wykonać kilka PR-owych ruchów, ale po tak twardych zapowiedziach szefa rządu kosmetyczne zmiany zostaną wyśmiane. A wtedy kariera ministra może się skończyć”.

I jeszcze Joanna Solska w tygodniku Polityka: "Bartosz Arłukowicz ma mało czasu i niewielkie szanse na spełnienie oczekiwań premiera dotyczących skrócenia kolejek do lekarzy. Jeśli – co zaleca rada NFZ – następca Agnieszki Pachciarz będzie kontynuować jej politykę i w dalszym ciągu naruszać interesy środowisk medycznych, narazi się na ich protesty. Ściągnie kłopoty na ministra zdrowia, a te mogą się skończyć jego dymisją. Jeśli natomiast NFZ oraz ministerstwo będą ignorować interesy pacjentów, polityczny koniec ministra będzie identyczny."

Jak jeszcze pisze Stankiewicz w Rz: "za ten arłukowiczowy chaos sporo odpowiedzialności ponosi premier, który na szefa tak trudnego resortu powołał celebrytę bez doświadczenia w zarządzaniu i bez pomysłu na poprawę w lecznictwie. W politycznym światku żywa jest hipoteza, że Tusk chciał tą nominacją przetrącić karierę politycznego gwiazdora, który mógł być dla niego groźny".

Tytuły tekstów: Burzyńska: "Mistrz szybkich romansów", Stankiewicz: "Był sobie twardziel", Solska: "Krótki oddech".

A jedynka poświątecznej Gazety Wyborczej zapowiada dyskusję o outsourcingu prowadzenia szkół przez samorządy oraz o rekordowych, bo sięgających 8 miliardów zł wydatkach na zbrojenia, co może -m.in w związku z dyskusją o nidostatkach w ochronie zdrowia- postawić pytanie o ich celowość, na co zwracała uwagę w poranku TOK FM Dominika Wielowieyska, czy europoseł Migalski przed paroma miesiącami w tekście na opiniach Rzeczpospolitej.