Relacja Live

16.12.2013

10:41

Trzy największe problemy SLD

SLD jest na politycznej fali. Leszka Millera docenia nawet Jan Rokita (w najnowszym "Newsweeku"). Miller na politycznym podium w sobotę ustawił Donald Tusk, uwzględniając pozycję lidera Sojuszu na scenie politycznej jako trzeciego kluczowego gracza. Konwencja SLD była udanym pokazem politycznej sprawności, także pod względem wykorzystania nowych środków komunikacji. Ale to nie zmienia faktu, że SLD ma liczne - strategiczne i taktyczne - problemy.

1. Miller i krótka ławka SLD. Sukces konwencji SLD - zorganizowanej bardzo szybko - pokazuje sprawność zaplecza SLD. Ale piętą achillesową Leszka Millera jest nie kto inny, jak...sam Leszek Miller. Jest głównym, najważniejszym i często jedynym reprezentantem partii we wszystkich sprawach. Występuje w mediach tak często, że może o sobie powiedzieć (dużo bardziej niż Tusk, który w mediach pojawia się bardzo rzadko), że pod tym względem "partia to ja". SLD ma wielu kompetentnych polityków, którzy jako eksperci mogą pojawiać się w mediach. Ale nie ma wielu ludzi, którzy mogliby narzucić polityczny przekaz na zbliżonym poziomie co Miller. W przeszłości SLD  mogło liczyć na takich polityków jak jak Włodzimierz Cimoszewicz czy Izabella Sierakowska. Teraz problem "krótkiej ławki" Sojuszu jest bardzo wyraźny.

2. Zmiana. Wybór "zmiany" jako jednego z głównych motywów konwencji w Sosnowcu była bardzo interesującym pomysłem. Z jednej strony można argumentować, że po prawie 7 latach sprawowania władzy przez Donalda Tuska, hasło "zmiana" wymierzone w Platformę (konwencja była nieoficjalnym startem kampanii przez SLD, która zakończy się wyborami parlamentarnymi w 2015 roku) jest najłatwiejsze z możliwych. Oczywiście Miller rywalizuje tu z Kaczyńskim i PiS, który definiuje zmianę władzy na swój sposób. Pytanie jednak czy Miller jako były premier może być wiarygodny, komunikując, że jego dojście do władzy może być określone jako zmiana. Co więcej, powszechne przekonanie, że SLD ma być koalicjantem Platformy w nowym rozdaniu po 2015 roku jeszcze bardziej utrudnia propagowanie tego hasła. Atak z tych pozycji na SLD wydaje się naturalny dla PiS oraz dla Twojego Ruchu. Pozycjonowanie się SLD jako "partii zmiany" jest także utrudnione ze względu na stopniowe przesuwanie się Platformy (którego dokonuje Tusk) na pozycje socjaldemokratyczne.

3. Sondaże. Aż do momentu, w którym SLD przeskoczy trwale Platformę w sondażach (jeśli taki moment nastąpi) jednym z podstawowych problemów Sojuszu będzie różnica między wynikami badań poparcia (10-14%) a pozycją polityczną Leszka Millera, "pompowanego" przez media i polityków. Argument o politycznej sile Sojuszu jest niewiele wart, gdy różnica między PO a SLD jest cały czas tak wyraźna.

fot. SLD na FB


10:07

Wypowiedzi poranka. Nałęcz: Okrągły stół jest zabytkiem muzealnym. Kidawa-Błońska: Nic nie jest dane w polityce na zawsze
Adam Bielan w Salonie politycznym Trójki: Nie ukrywam, że jestem od wielu miesięcy w kontakcie z posłem Jarosławem Gowinem. Po utworzeniu nowego ugrupowania nie mieliśmy jednak okazji się widzieć. Na pewno nie ma żadnej niechęci do spotkania. (...) Jestem przed rozmową z przewodniczącym Gowinem i dzisiaj nie chcę w tej sprawie uprzedzać faktów. Myślę, że do rozmowy dojdzie jeszcze przed świętami. Póki co mamy "gorący" okres, nie tylko w polityce. Tomasz Nałęcz w TVN24 o inicjatywie "okrągłego stołu": Proszę mi nie pozwalać bukietu ostów wręczać premierowi jeśli chodzi o to niefortunne słowo. Idea i propozycja jest ze wszech miar zasadna i w Polsce potrzebna. Natomiast to jedno słowo było z punktu widzenia terminologii politologicznej niepotrzebne. (...) W wolnej, demokratycznej III Rzeczpospolitej okrągły stół jest zabytkiem muzealnym i tak ma pozostać do końca świata i jeden dzień dłużej. [Inicjatywa] odpowiada prezydentowi, bo prezydent jest zawsze za dialogiem. Rafał Grupiński w RMF FM: Natomiast myślę, że po prostu pan przewodniczący, premier, chciał jakby wyraźnie dać sygnał, że w tej chwili, cała odpowiedzialność za prowadzenie partii musi spocząć na jego barkach i sala to w sobotę potwierdziła głosowaniem. O przemówieniu Tuska: Pan premier przedstawił w sobotę kilka ważnych celów na najbliższy czas. Myślę, że było to przemówienie precyzyjniejsze, jeśli chodzi o cele jakie sobie stawiamy od wystąpienia na Konwencji Krajowej. To jest istotne bardzo, bo te cele są bardzo krótkie czasowo, jeśli chodzi o terminy i są oczywiście bardzie długofalowe. Janusz Palikot w Radiu ZET: Rysuje się bardzo poważna sprawa. Czy Antoni Macierewicz jest rosyjskim agentem, czy doszło do zdrady stanu. (...) Konieczne będzie zwołanie komisji śledczej do wyjaśnienia tej sprawy. Krzysztof Kwiatkowski w Sygnałach Dnia PR1: W Polsce mamy do czynienia z zapaścią demograficzną, to największe wyzwanie cywilizacyjne przed jakim stoimy. Dlatego, na mój wniosek, w działaniach na 2014 rok dopisaliśmy kontrolę dotyczącą koordynacji polityki prorodzinnej. Małgorzata Kidawa-Błońska w TVP Info: Polityka ma to do siebie, że nie zawsze jest nam przyjemnie. Czasami musimy z pewnych rzeczy rezygnować, nie mieścimy się w jakimś zespole. Grzegorz Schetyna ma bardzo duże doświadczenie w prowadzeniu kampanii wyborczej i zadań czy prac, które może wykonać jest dużo. Na tym [zarządzie] świat się nie kończy. (...) Bardzo lubię Grzegorza Schetynę i rozumiem, że czuje się niekomfortowo, ale taka jest polityka. Nic nie jest dane w polityce i życiu na zawsze fot.tvn24

12:30

PILNE:

Ktoś jeb...ł posła Kaczmarka krzesłem

18:21

Pracodawcy chcą zawieszenia obowiązku wypłacania pensji. "Polska ma za wysokie koszty pracy"

21:05

Polityk wagi ciężkiej

To koniec jednej z najpiękniejszych bokserskich karier i początek kampanii prezydenckiej. Witalij Kliczko właśnie stracił tytuł mistrza świata. Może jeszcze o niego walczyć, ale nic wskazuje, by chciał to zrobić. Starszy z braci Kliczko w życiu sportowym zawsze narzekał na brak klasowych rywali. Większość z nich nokautował w błyskawicznym tempie. W życiu politycznym ma już teraz nadmiar przeciwników. Choć na ukraińskiej scenie jest aktywny od dawna, to dopiero teraz przyszedł czas na prawdziwy sprawdzian.

W ringach amatorskich osiągnął wszystko. W zawodowstwie przegrał dwa razy. Za każdym razem, jak twierdzi z własnym ciałem, a nie przeciwnikiem. W jednym przypadku wyeliminowała go kontuzja barku, a w drugim rozcięcia twarzy. W chwili przerwania obydwie walki wygrywał na punkty. Ta druga walka z Lennoxem Lewisem z 2003 roku jest uznawana za ostatnią „wielką” wojnę w wadze ciężkiej. Potem były już tylko nudy, głównie dlatego, że bracia Kliczko całkowicie wyczyścili tę kategorię. Największe amerykańskie telewizje wycofały się z transmisji ich pojedynków, bo były zbyt przewidywalne. Do tego sposób walki młodszego z braci jest za mało widowiskowy. Choć już styl Witalija należał do jednych z bardziej oryginalnych w historii wagi ciężkiej. W odróżnieniu od Władymira, który walczył bardzo asekuracyjnie jego starszy brat jest wręcz nonszalancki. Nie trzymał nawet gardy. Mimo niesamowitych warunków swój styl (znów w odróżnieniu od brata) zbudował nie na dominacji fizycznej tylko na refleksie i szybkości. Władymir często nokautuje przeciwnika pojedynczym uderzeniem. W przypadku Witalija, to kumulacja, zadawanych na różnych płaszczyznach ciosów przełamuje rywala. Choć bracia walczą zupełnie inaczej, to poza ringiem zachowują się dość podobnie. Zawsze z szacunkiem wypowiadają się o swoich przeciwnikach. Są do bólu poprawni. To świecie boksu najczęściej budzi irytację. Nie należą do tych, którzy jak Mike Tyson czy Evander Holyfield przepuścili miliony. Mają własną grupę promotorską, tytuły naukowe, znają po kilka języków i z powodzeniem prowadzą interesy na całym świecie. Gdy w walce z Dannym Williamsem Witalij miał pomarańczową szarfę przy spodenkach odebrano, to jako ukłon dla rewolucji, która odbywała się na Majdanie. To był początek prawdziwego zaangażowania w sprawy Ukrainy.


Od tego momentu boks na dobre zaczął przeplatać się z polityką. Witalij Kliczko potrafił przerwać przygotowania do walki z Tomaszem Adamkiem i polecieć do Kijowa, by wesprzeć aresztowaną Julię Tymoszenko. Brak profesjonalizmu? Starszy Kliczko wrócił w życiowej formie i w popisowy sposób pozamiatał naszym rodakiem ring. Witalij nie pierwszy raz rzuca boks. W 2005 roku miał dość walki z kontuzjami. Na stole leżały rekordowe pieniądze za pojedynek z Hasimem Rahmanem, ale Kliczko stwierdził, że nie jest w pełni sprawny i nie może oszukiwać kibiców. Wtedy naprawdę zaczął działać w polityce. Tak powstała jego pierwsza partia Ukraiński Demokratyczny Alians na rzecz Reform. Wtedy na emeryturze wytrzymał cztery lata. Gdy wrócił do ringu błyskawicznie odzyskał najbardziej prestiżowy tytuł WBC. Dziś w boksie nie ma sobie już nic do udowodnienia. W polityce wciąż sporo.



W całej swojej zawodowej Witalij karierze nigdy nie zaliczył nokdaunu. To ewenement. Polityka szybko nauczyła go jednak podnosić się z desek. Pierwszą poważną kampanią było starcie o fotel mera Kijowa. Tę walkę Kliczko przegrał z kretesem. Nie miał szans z Leonidem Czernowiejskim. Program wyborczy był dość odważny. Kliczko zapowiedział przekształcenie Kijowa w nowoczesne europejskie miasto takie, jak Londyn czy Paryż. Potem też bywało różnie. Partie Kliczki zmieniały nazwy i sojusze. Stały pozostał proeuropejski kurs i olbrzymi nacisk położony na walkę z korupcją. Ukraina jest jeśli chodzi o tego typu nadużycia liderem wielu europejskich rankingów. Właśnie dlatego ówczesny mistrz świata wagi ciężkiej zatrudnił Rudy'ego Giulianiego. Dawny burmistrz Nowego Jorku mógł się pochwalić niezłymi dokonaniami jeśli chodzi o zwalczanie korupcji. To właśnie Giuliani zaczął promować Kliczkę na wzór Michaela Bloomberga i Arnolda Schwarzeneggera. Od 2010 roku Witalij jest liderem partii UDAR, która stopniowo zaczyna odgrywać coraz większą rolę w ukraińskiej polityce. Wraz z protestami na Majdanie Witalij Kliczko wszedł do politycznej pierwszej ligi na Ukrainie. Już teraz zapowiedział start w wyborach prezydenckich. Wielu rodaków przestało w nim widzieć tylko pełnego ambicji sportowca.

Boks to brutalny sport. W wadze ciężkiej jeden cios potrafi zakończyć nie tylko walkę, ale i karierę. Wszystko odbywa się jednak wedle ściśle określonych reguł. Tego samego nie można już powiedzieć o ukraińskiej polityce. Historie liderów pomarańczowej rewolucji dowodzą, jak wiele niebezpieczeństw czyha na kogoś, kto nie będzie bał się walczyć. A Witalij Kliczko nie tylko nie boi się walczyć, ale i nawet lubi to robić.

zdjęcia: klitschko.com