Relacja Live

21.11.2013

10:23

Tusk zagrał 5 osobistymi historiami i zasugerował, że dyktaturę zastępuje nowym przywództwem drużyny

Donald Tusk, po pierwsze trochę się cofnął, sugerując, że dyktaturę zastępuje przywództwem drużyny. A po drugie - zdaje się- dość sprytnie wykorzystał trend współczesnych mediów- human story. Trendy w zasadzie są dwa- można coś przedstawić albo za pomocą ciekawej infografiki, albo za pomocą osobistej historii.

Tusk przedstawił 5 ciekawych historii:

Szczurka - młodego ekonomisty z piątką dzieci i trójką braci na rowerach.

Kolarskiej-Bobińskiej- szanowanej socjolożki, jednej z liderek Kongresu kobiet, która miała zawsze relacje z większością środowisk, czego prozaicznym dowodem może być jej fotogaleria, w której można znaleźć zdjęcia Kolarskiej z osobami od ŚP. Marii Kaczyńskiej po Jolantę Kwaśniewską.

Trzaskowskiego- trochę aroganckiego w powierzchowności, warszawkowatego yuppie z ręką w kieszeni, który może przemówić do aspirujących lemingów.

Kluzik-Rostkowskiej, pogubionej liderki rozłamowców z PiS, ale i opozycjonistki i udanego ministra z rządu Jarosława Kaczyńskiego.

I w końcu sprawdzonej w bojach Bieńkowskiej- bezpretensjonalnej Ślązaczki z dwoma tatuażami, urastającej w medialnych relacjach do rangi urzędniczej Cat woman.

Czy to postpolityka? Być może, ale też na jakiś czas może zagrać. Nie eliminuje niedomagań PO, ale je na chwile tuszuje.

Oczywiście, nie ma aż takich wielkich symptomów, by twierdzić, że Platforma Obywatelska rozwiązała strukturalny problem erozji zaufania, ale być może udało się jej przełamać społeczne poczucie wszechogarniającego nią zmęczenia. I to, na tle niezliczonych kryzysów rozlewających się po Platformie i zagubionej busoli rządu w dotychczasowym kształcie, jest już czymś.

Zakładając, że Tusk nie popełni podczas Konwencji jakiegoś błędu, ani nie przegada swojego wystąpienia, jak pół roku temu w Katowicach, to dzięki samej dynamice medialnej, ale i ludzkiej ciekawości nowymi osobowościami -z czego żyją kolorowe tytuły- prawdopodobnie nie tylko wyhamuje spadek notowań PO i osobistych PDT, ale pewnie może rokować na jakieś odbicie. I paradoksalnie, mimo fatalnych nastrojów, może ono być porównywalne do tego rok temu, gdy PiS zdetonował trotylem ówczesną, rzeczową ofensywę programową, i gdy Tusk wygłaszał tzw. drugie (de facto trzecie) expose.

Ubiegłoroczne expose dało Tuskowi odbicie przez samo przejęcie inicjatywy i pokazanie nowej odsłony własnego przywództwa.

Dziś Tusk, jakby zdając sobie sprawę, że to jego leadership jest sporą częścią problemu, trochę usuwa się na bok i pokazuje drużynę. To oczywiste, że każdy z nowych i awansowanych członków rządu ma mnóstwo historii rodzinnych, hobbies, etc. Może ministrowie Biernat i Grabowski nie zapowiadają się tu szczególnie porywająco, ale pozostali rokują: Szczurek 5 dzieci, 3 braci, podróże rowerowe i ciekawa żona, Trzaskowski dwójkę dzieci i celebryckich przyjaciół, Kluzik ma byłego sześciolatka w szkole, Kolarska- szacunek prawie wszystkich i ciekawe doświadczenie. I to są historie, które mogą zapełnić popularne media być może nawet do Świąt. I to może chwilowo wystarczyć, by choć trochę przełamać beznadzieję Tuska i PO.

Na ile zastąpienie dyktatury drużyną będzie wyglądało autentycznie i na jak długo wystarczy- nie wiemy. Do wyborów europejskich około 180 dni- czyli dokładnie pół roku. Jeśli skok rekonstrukcyjny, przy jałowości oferty opozycji będzie spory, czego jeszcze nie można wykluczyć, to może wystarczyć na wyrównanie walki z PiS w wyborach europejskich. Ale to jednak byłoby dla wszystkich, włącznie z Platformą bardzo dużym zaskoczeniem.

fot. cytaty fotograficzne PAP, Flickr Leny Kolarskiej-Bobińskiej, strona Rafała Trzaskowskiego, szczurek.pl.


09:51

Wypowiedzi poranka. Schetyna: Klucz w rękach Bieńkowskiej. Wojtunik: Będą kolejne zatrzymania
Paweł Wojtunik w Radiu ZET: Oczywiście, że będą kolejne zatrzymania. (...) Tę sprawę prowadzimy od 2010 roku, ona jest rozpędzona i wielowątkowa. (...) Prowadzimy tę sprawę od 2010 roku. Zachęcam wszystkich, którzy mają wiedzę na ten temat do kontaktu z CBA. Ktoś kto zgłosi korupcję, zanim my przyjdziemy o 6 rano, korzysta z dobrodziejstwa niekaralności. O MSWiA: Zaczęliśmy od MSWiA, bo akurat tam utworzono Centrum Projektów Informatycznych, którym dowodził były policjant, którego zresztą dobrze znałem. W tym Centrum wszystkie te problemy nabrzmiały tak, że je ujawniliśmy. Grzegorz Schetyna w RMF FM o zmianach w rządzie: One są ciekawe, interesujące. Tak jak powiedziałem: klucz w rękach Elżbiety Bieńkowskiej. A co do reszty tych zmian, to trzeba dać czas i poczekać. (...) Ona poradzi sobie z tym, jeżeli będzie miała możliwość zorganizowania i wpływu na ministerstwo infrastruktury i relacje między jednym a drugim ministerstwem. O możliwościach dalszych zmian: Ja mówię jako polityk Platformy, że to jest szansa, bo tak naprawdę trudno sobie wyobrazić kolejne zmiany, jeszcze przez te kolejne dwa lata. Wchodzimy w dwa intensywnie lata wyborcze, ten rząd musi sobie poradzić, musi mieć dobre pomysły, stąd rozumiem postawienie na środki europejskie, na rozwój regionalny. O władzach PO: Jest zarząd krajowy. Składa się z wiceprzewodniczących wskazywanych przez przewodniczącego, ale także z członków zarządu, którzy są wybierani przez radę krajową. Tam też można aplikować o to miejsce. Platforma jest partią dobrze zorganizowaną, ale wewnątrz demokratyczną. Elżbieta Bieńkowska w TOK FM: Wyjdę może na blondynkę, ale wciąż nie uważam się za polityka. Wiem, gdzie jestem, gdzie awansowałam, doceniam to, jak mówił mi ojciec: w Mysłowicach to tylko Hlond i ja. Ale to normalna praca. Jestem w tym środowisku od sześciu lat, otaczają mnie normalni ludzie, głupi i mądrzy, źli i dobrzy. Z uporem nie będę się nazywać politykiem, choć to stanowisko wybitnie polityczne i wszyscy mnie za polityka uważają. O celach: Chodzi o to, żebyśmy byli miejscem, w którym kupuje się myśl, nie tanią siłę roboczą. Oczywiście do 2020 roku najwięcej pieniędzy będzie szło na infrastrukturę, bo ona jest cały czas potwornie droga. Jednak procentowo wzrośnie udział tego, co nazywamy połączeniem nauki z rynkiem. O nowych wyzwaniach: Wczoraj mi radzono, żebym nie mówiła, że się boję, że się denerwuję. Ale musiałabym być nienormalna, gdybym się nie obawiała tego, o czym pani mówi. Oczywiście, że się obawiam. Zawieje, zamiecie, zamarznięty, przepraszam, kibel w pociągu. To będą teraz nasze sprawy. O premierze: Niemożliwe, żeby się premier za mną skrył. Postaram się jednak być trochę bardziej widoczna, choć to wbrew mojemu charakterowi. Życie polega jednak na działaniu, a nie na gadaniu. Od wczoraj nie oglądam telewizji, nie czytam gazet. To nie kokieteria, mam tego dość. Janusz Piechociński w Polityce przy kawie TVP1: Między Rostowskim a mną iskrzyło na posiedzeniach rządu. Minister finansów nie powinien uczestniczyć w grze partyjnej. Janusz Palikot w Salonie politycznym Trójki: Ta ekipa nie chce dokonywać żadnych zmian. Dokonała tylko i wyłącznie dobrej zmiany wizerunkowej, wygląda to pod względem PR-owym nieźle: kobiety, młodzi ludzie. fot. rmf24.pl

10:55

Konserwatyści niezadowoleni z rekonstrukcji. Poseł PO grozi odejściem
"Rząd już zrekonstruowany. Wśród nowych ministrów nie widzę ani wyrazistych, ani nawet umiarkowanych (jak chociażby Jacek Rostowski) konserwatystów, co znaczy, że dla premiera to kryterium nie miało żadnego znaczenia. (...) Gdyby [PO] miała ideowo i programowo skręcić w lewo, musiałbym się z nią rozstać."- napisał na swoim Facebooku poseł PO Jerzy Budnik. Budnik z PO jest związany od początku, wcześniej w SKL, początku, był przez dwie kadencje prezydentem Wejherowa i posłem AWS. Posła Jerzego Budnika uważa się w regionie za jednego z najbliższych lokalnie współpracowników i sojuszników obecnego, konserwatywnego ministra sprawiedliwości Marka Biernackiego. Warte podkreślenia jest to, że obaj nie przyszli na niedawny zjazd pomorskiej PO. Być może to, co na FB napisał Budnik, może być pochodną tego, co o rekonstrukcji i kierunku politycznym PO sądzi prywatnie minister Marek Biernacki. W krążących po PO plotkach pojawia się też wątek sojuszu ministra sprawiedliwości z prokuratorem generalnym, Andrzejem Seremetem, dla którego Biernacki może stanowić swoisty polityczny parasol ochronny w rządzie. Wpis posła Jerzego Budnika: (function(d, s, id) { var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0]; if (d.getElementById(id)) return; js = d.createElement(s); js.id = id; js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1"; fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs); }(document, 'script', 'facebook-jssdk')); Post by Jerzy Budnik. fot. strona posła Jerzego Budnika

11:33

Czy PiS musi zaskoczyć w sobotę?

To PiS jest dziś liderem. I zasadniczo, rekonstrukcja Tuska nie musi bardzo zmienić warunków gry w dłuższym horyzoncie, ale ton medialnych komentarzy PiS wskazywał na to, że partia Jarosława Kaczyńskiego nie ma ciekawej odpowiedzi na rekonstrukcję Tuska. PiS nie zrobił wiele, by bronić swojej pozycji. Ale być może trend erozji poparcia dla PO zaszedł już tak daleko, że jest nieodwracalny i PiS faktycznie nie musi się szczególnie wysilać.

Nawet baczni obserwatorzy mieliby problem nie tylko z tym, by wskazać nową myśl w przekazie PiS, ale nawet by powtórzyć to, do czego przekaz PiSu się sprowadzał. Z kolei, sama liczba medialnych komentarzy PiS wskazuje na klapę nowej strategii medialnej, bo komentatorzy z partii Kaczyńskiego byli w kluczowych programach po prostu nieobecni, a zdaje się, że lepszy nawet Ryszard Czarnecki, który - w sumie - partii wstydu nie przynosi, niż krzesło w studiu zajęte przez kogoś innego.

PiS po rekonstrukcji spokojnie mógł zagrać va banque i na przykład skierować Jarosława Kaczyńskiego do flagowego programu typu Kropka nad I. Monika Olejnik, mając do wyboru Kaczyńskiego z jednej i Kluzik-Rostkowską z drugiej, raczej skusiłaby się na opcję pierwszą. Ale PiS z poważnej polemiki z rekonstrukcją Tuska zrezygnował, a pierwszy komentarz po konferencji KPRM wygłosił, w takich sytuacjach niezastąpiony Mariusz Błaszczak...

PiS zdecydował się, zgodnie z dość słuszną zresztą logiką, że jeżeli jakiegoś tematu, który nie szkodzi PiS (jak np. wrzutki Pawłowicz, Kownackiego, itd.) nie poruszy sam Kaczyński, to temat dla mediów nie istnieje. Taktyka tym razem raczej nie zagrała, bo media miały do przerobienia historie nowych ministrów i dla treści poruszanych przez Kaczyńskiego nie było miejsca. Były premier zresztą dość trafnie sam nazwał tę sytuację, stwierdzając: "Mówi się dziś tylko o rekonstrukcji w rządzie, która nie ma żadnego znaczenia, a nie mówi się o wielkiej aferze korupcyjnej nazwanej przez rzecznika CBA największą po 1989 roku." Afera zdecydowanie napędzała media, ale w ich cyklu - 24 godziny wcześniej. Niewykluczone zresztą, że aktywność CBA wróci do opinii publicznej bardzo szybko, ale dzień rekonstrukcji nie był najlepszym do eksploatowania tego tematu.

Faktyczny eskapizm rekonstrukcyjny PiS miał też inny wymiar, obok skazanej z góry na porażkę w dniu rekonstrukcji, próby ożywienia tematu afery korupcyjnej - chwilowo - ale jednak tego dnia nieatrakcyjnego. Pokazał niewydolność nowej strategii medialnej. Media, pozbawiane -w duchu nowej dyrektywy- przez prasowców PiS zapraszanych gości, nie decydują się jednak na przyjmowanie gości wskazanych "z urzędu" przez biuro prasowe. Dlatego PiSowcy z ramówek kluczowych programów po prostu wyparowują. Przedstawiciel PiS, w dniu rekonstrukcji wystąpił bodaj tylko w jednym bardziej flagowym programie- TVP Info (Andrzej Duda). W ramówce gości porekonstrukcyjnego, czwartkowego poranka, kiedy opozycja powinna "grzać" swój spin, znalazł się tylko... Mariusz Błaszczak.

W sobotę, kolejny - po czerwcowym Śląsku - konwencyjny pojedynek PO i PiS. W przypadku PO ciekawe będzie nie tylko wystąpienie samego premiera, po którym komentatorzy ostatecznie utwierdzą na najbliższe dni swoje tezy o kondycji Tuska, ale też wybór władz (sprawa Schetyny, wiceprzewodniczących, genseka, statutu) i być może wystąpienia nowych ministrów.

Czy PiS może podjąć z PO wyrównaną rywalizację o finał -być może- jednego z ostatnich przed Świętami tak medialnych politycznych tygodni?

Może, ale samo wystąpienie premiera Kaczyńskiego i rozbrajany medialnie od kilku dni wybór Antoniego Macierewicza na wiceprezesa partii nie będzie nawet próbą obrony dość wciąż imponującej przewagi, jaką główna partia opozycyjna ma obecnie nie tylko w badaniach, ale i zbiorowym odczuciu komentatorskich elit.

Nawet przyjmując do wiadomości poważny kryzys wiarygodności Platformy, to wybór Macierewicza na wiceszefa partii, nawet jeśli musi nastąpić, nie jest nawet częścią odpowiedzi na historie medialne, które uruchomiła rekonstrukcja Tuska. PiSowi, na tle nowej oferty personalnej Tuska skończyły się proste rezerwy. Kluczowe pytanie jest takie: czy PiS jeszcze musi się starać, czy zmiany w strukturze poparcia dla PO poszły już tak daleko, że dla PiS wystarczy tylko powtarzać stary przekaz.

fot. FB PiS


12:11

Co by było, gdyby Gowin wciąż był w PO?

Pomruki niezadowolenia platformowych konserwatystów z kształtu rekonstrukcji Tuska, na razie jeszcze przejawiają się tylko jednostkową wypowiedzią posła z ostatnich rzędów i nie stanowią jeszcze większego zagrożenia dla PO i sejmowej większości. Ale pokazują wartość scenariusza alternatywnego, który się nie wydarzył. Gdyby Jarosław Gowin, po zaskakująco dobrym wyniku w wyborach wewnętrznych w PO pozostał jednak w partii, mitygując trochę swoją aktywność komentatorską, to dziś, po rekonstrukcji i przyjęciu projektu zmian w OFE byłby jednym z głównych rozgrywających w sejmowej polityce. Miałby swój moment. Dwóch miesięcy od odejścia z PO wbrew pozorom jednak nie zmarnował, choć wciąż potrzebuje czegoś więcej, niż to, co mozolnie buduje.

Jarosław Gowin pojawia się jako jeden z komentujących zmiany w rządzie, ale nie jest w centrum uwagi. Podobnie rzecz ma się ze sprawą OFE, która, gdyby pozostawał w PO, byłaby pewnie ciekawsza dla politycznych mediów niż jest dziś. Gdyby Gowin pozostawał członkiem PO, to w publicznym odbiorze mocniej uosabiałby postulat wewnętrznego oczyszczenia Platformy po kontrowersyjnym przebiegu zjazdów regionalnych. Przyjęcie zaś przez rząd zmian w OFE i "lewicująca" rekonstrukcja Tuska dawałyby mu dobrą trampolinę do odejścia.

Co jednak zyskał odchodząc z PO już we wrześniu? Jednak więcej, niż wynikałoby to z prostej rachuby, że sama obecność w mediach i spektakularny moment są kluczowe. Tylko pozornie Gowin stracił dwa miesiące. Wykorzystał ten czas na mozolne budowanie lokalnego zaplecza, czyli machiny, której nie zastąpi brylowanie w mediach i która w kampanii jest kluczowa.

Zasadnicze pytanie dla oceny szans Gowina sprowadza się do tego, czy w grudniu- jak zapowiadał- ogłaszając nazwę i kształt organizacyjny swojej inicjatywy będzie potrafił wskrzesić swój moment. Samo zwodowanie nazwy i wsparcie nawet tak silnych samorządowych nazwisk jak Frankiewicz, Grobelny, Lubawski, czy nawet balansujący między Gowinem a PO Dutkiewicz- nie wystarczy.

Teoretycznie, Tusk przesuwając rekonstrukcją Platformę w lewo, daje Gowinowi więcej przestrzeni, ale już biorąc do rządu Szczurka i Trzaskowskiego wysyła jakiś sygnał do młodych i bardziej wolnościowych wyborców, na których liczy Gowin. W praktyce, ofensywa Tuska nie musi jednak odegrać większej roli i może dać PO paliwo na bardzo krótszy niż spodziewany czas. Ale w grudniu, Gowin musi naprawdę się postarać i pokazać coś spektakularnego, na przykład liderów list europejskich, którzy będą wyrastać poza dotychczas znane środowiska.

Mimo zniknięcia Gowina z centralnych radarów, były minister sprawiedliwości wykonał dość solidną pracę na szczeblach lokalnych. Może nie gromadzi szczególnie wielkich tłumów, ale udaje mu się nawiązać łączność z lokalnymi elitami. Ale jeszcze w tym roku musi pokazać coś więcej, żeby można go było poważniej rozpatrywać jako rokującą alternatywę dla PO.

fot. Jakub Szymczuk- https://www.facebook.com/sila.obrazu


19:12

Jeżeli od rekonstrukcji do stycznia, PO nie urośnie o 4-6 punktów, to Tusk będzie miał poważny problem

Przez ostatnie 23 miesiące- od grudnia 2011 do jesieni 2013, PO w sumie straciła: w CBOS 18pp, 16 w TNS i 15 w Millward Brown SMG/KRC. Deklarowane poparcie oczywiście falowało- największe spadki- po reformie 67 sięgały 15pp, a wzrosty zapewniały wahnia do plus 10 punktów. Ale dobre dla PO chwile trwały dość krótko. Gigantyczne Euro 2012 dało sondażowy efekt tylko na 2 m-ce, ubiegłoroczne 2 expose połączone z dniem trotylu tylko na miesiąc. Jeśli dzięki rekonstrukcji i sobotniej konwencji PO się odbije, to sądząc po dotychczasowych doświadczeniach, raczej powinno stać się to na dość krótko- maksymalnie 2 miesiące. Co PO da być może odbicie o około 4-6 punktów. A jeżeli to nie da, to do wyborów europejskich pewnie już nic nie da.

Analiza ostatnich, bardziej spektakularnych zmian w notowaniach PO pokazuje - po pierwsze- że w kluczowych trzech pracowniach trendy notowań PO były prawie bezwyjątkowo takie same (oczywiście przy innych wynikach). Po drugie, że największe wahania spadkowe -choć rozłożone w czasie- sięgały straty nawet 15 punktów procentowych a wahania wzrostowe - maksymalnie 9-10 punktów, przy jednak nieporównywalnie lepszych warunkach zewnętrznych.

Upadki

Patrząc na wykres poparcia dla PO od grudnia 2011, czyli miesiąca od objęcia przez Tuska rządów w drugiej kadencji, kiedy do Polaków dotarła zapowiedź wydłużenia wieku emerytalnego do 67 roku życia, poparcie dla PO w ciągu (w zależności od badania) 3 lub 4 miesięcy spadło w CBOS o 13 pp, ankietowym TNS o 10pp a w Millward Brown SMG/KRC aż o 15 pp!

Równie negatywne dla PO konsekwencje miała afera AMBER GOLD i sprawa Michała Tuska, ciągnące się od sierpnia 2012, w zasadzie do października 2012, które spowodowały uszczerbek PO sięgający: w CBOS -8, SMG/KRC też -8, a TNS -3pp.

Wzloty

Wydarzenie o skali i nakładach Euro 2012, które sam Tusk w porywie fantazji nazwał "jednymi z najważniejszych tygodni w historii Polski" spowodowało wzrost poparcia dla partii rządzącej w ciągu 2-3 miesięcy: w CBOS o 6 pp, w TNS o 7pp a w MB/SMG/KRC o 10.

Kombinacja tzw. drugiego expose, prawdopodobnie dlatego, że odbywającego się w sąsiedztwie "dnia trotylu" (i pomimo bulwersującego przebiegu eksumacji ofiar) dla PO oznaczała zysk: 6pp w CBOS, 7 w CBOS i 10 w MB/SMG/KRC.

Wnioski

Nie ma podstaw do tego, żeby sądzić, że rekonstrukcja będzie miała efekt dużo głębszy niż ubiegłoroczne 2 expose, które w połączeniu z wyraźnym osłabieniem PiS dało efekt dość silny, ale też krótkotrwały.

Rekonstrukcja jest z pewnością dla wyborców sygnałem ciekawszym i łatwiejszym do zrozumienia niż ubiegłoroczne 2 expose, które oprócz symbolicznego uzyskania wotum zaufania, miało jednak charakter dość specjalistyczny (inwestycje, polityka fiskalna, etc). I dlatego, wzrost teraz -teoretycznie- powinien być silniejszy. Ludzie lubią personalia, zwłaszcza nowe twarze.

Ale, z drugiej strony, PO przeżywa najsilniejszy od lat kryzys zaufania. Wyniki dzisiejszych badań ocierają się o tak odległe rewiry jak 2005 r! - odpowiednio lipiec 2005 dla TNS i sierpień 2005 dla CBOS. I trudno oczekiwać, by mimo atrakcyjniejszego niż rok temu przekazu (inwestycje, koniec kryzysu) i nowych twarzy, a zwłaszcza pozbycia się Rostowskiego, odbicie mogło być bardziej znaczące. Erozja zaufania w dużej mierze, a może przede wszystkim dotyczy i samego Tuska, który nie będąc już takim politycznym silnikiem jak rok temu, robi krok w bok i pokazuje drużynę.

Ciekawy przekaz personalny, do którego być może w sobotę dojdzie  programowy, ale w warunkach sporego zużycia i poważnego kryzysu wiarygodności. Bez wprowadzenia szczególnego trybu działania rządu i PO trudno się spodziewać, by ewentualne odbicie trwało dłużej (na samej rekonstrukcji) niż do stycznia, i w sumie dało PO 4-6 punktów zysku. W zasadzie pozwoliłoby to we dwóch z trzech analizowanych sondażowni, choć na chwilę pokonać PiS. Różnica w ankietowym TNS wynosiła w listopadowym raporcie aż 11 punktów, co wydaje się trudne do nadrobienia, przy załóżeniu, że PiS znacząco nie spada.

Jeżeli rekonstrukcja nie przyniesie wyraźnego odbicia to politycy PO zaczną się zastanawiać czy jest jeszcze coś co może je dać.