Relacja Live

18.11.2013

13:53

PiS chce referendum w sprawie energii atomowej w Polsce. Czy w nowym otwarciu Tuska, energetyka może się stać nową osią konfrontacji PO-PiS?

PiS składa parlamentarny wniosek o zarządzenie referendum z pytaniem o elektrownie atomowe w Polsce. Kalisz i Nowicka debatują w Sejmie o odstręczającym od atomu scenariuszu japońskim. Tymczasem, sam rząd zwleka z przyjęciem Polskiego Programu Energetyki Jądrowej. Obecny termin to podobno grudzień, choć wiadomo, że brakuje politycznej decyzji w sprawie przyszłości elektrowni atomowych w Polsce. Donald Tusk, może sprawę wniosku PiS rozegrać jako okazję do odnowienia polaryzacji z PiS i nadania tematyce energetyki ważniejszego politycznego znaczenia.

Na politycznym zapleczu wiadomo, że przyszłość programu jądrowego jest jedną z osi sporu pomiędzy prezesem PGE Krzysztofem Kilianem, a rozgrywającym swoje wejście do gry o stanowisko szefa PGE- obecnym prezesem spółki PGE- EJ1 Aleksandrem Gradem. Chodzi między innymi o finansowy realizm, zakładający, że połączenie i tak wątpliwej pod względem inwestycyjnym inwestycji w Opolu, na którą naciska Tusk, z gigantyczną, wieloletnią inwestycją, jaką jest energetyka jądrowa i jeszcze z oczekiwanym wsparciem dla eksploatacji gazu łupkowego się po prostu nie składa i że, w zasadzie, na coś trzeba się zdecydować. Grad natomiast, jako szef EJ1, który musi uzasadnić swoją działalność, prze do uruchamiania kolejnych, miliardowych zamówień związanych z przygotowaniem planów inwestycji jądrowej. I to w sytuacji, w której nieznane jest faktyczne stanowisko rządu, bo przyjęcie Programu Energetyki Jądrowej jest odsuwane w czasie, a w Europie rośnie presja na ograniczanie energetyki jądrowej, czego przykładem są Niemcy i tamtejsze wygaszanie siłowni nuklearnych. Temat zdobywa swój rozgłos w Polsce, na przykład dzięki ubiegłotygodniowej rozmowie Jacka Żakowskiego z Klausem Töpferem, byłym ministrem środowiska w administracji Helmuta Kohla.

W kuluarach mówi się, że Donald Tusk na sobotniej konwencji PO musi ogłosić coś "bardziej strategicznego", niż tylko polityczną konsumpcję rekonstrukcji rządu. Co prawda to mało prawdopodobne, by to była sprawa elektrowni atomowej, ale Tusk już na katowickiej konwencji PO przedstawił się jako energetyczny realista i "przyjaciel węgla". Ważnym, szczególnie na Śląsku tego sygnałem była presja Tuska na PGE w sprawie nowego bloku elektrowni w Opolu. A Śląsk do Sejmu wysyła aż w sumie 55 posłów i 13 senatorów, więc pozostaje jednym z najważniejszym dla PO ośrodków na politycznej mapie Polski.

Dodatkowo, to rozważane, ale  raczej mało prawdopodobne, by premier zdecydował się na powołanie ministerstwa energetyki, choćby i z tego powodu, że brakuje dobrego kandydata na to stanowisko, a jeden z lepszych- Bartłomiej Sienkiewicz, ugrzązł w MSW. Inny, świetny kandydat, były doradca Tuska ds. bezpieczeństwa energetycznego- Wojciech Zajączkowski pozostaje polskim ambasadorem w Moskwie.

Energetyka wydaje się być dla Tuska dość dobrze rokującym polem bitwy z PiS. Tusk lubi przypominać kulisy negocjacji pakietu energetycznego, które zdaniem PO obciążają PiS, jeśli chodzi o przyjęcie nierealistycznych ciężarów w postaci ograniczania emisji dwutlentku węgla, co szkodzi energetyce konwencjonalnej. Nie wiadomo też czemu, w zasadzie, miałoby służyć zaproponowane przez PiS referendum. Z jednej strony, w uzasadnieniu czytamy deklaracje o programowym wsparciu PiS dla energetyki nuklearnej, a z drugiej strony takie przedsięwzięcie służyłoby wzmocnieniu grających na obawach o bezpieczeństwo technologii ekologów, których kręgi polityczne w Warszawie podejrzewają o faktyczne wspieranie interesów rosyjskich.

W tle też toczy się zacięta dyplomatyczna gra o wielomiliardowe kontrakty związane z polskim programem atomowym, które w zasadzie sprowadzają się do rywalizacji pomiędzy graczami europejskimi- głównie Francją, a USA. Podczas wizyty prezydenta Hollande'a w Warszawie i rewizyty prezydenta Komorowskiego w Paryżu, mówiło się, że wybór partnera do budowy elektrowni atomowej miał być jednym z wiodących tematów rozmów, obok zresztą równie imponujących wielkością przetargów w MON. Polska, w związku z grą o ustawodawstwo europejskie m.in. w sprawie gazu łupkowego może skłaniać się raczej do silniejszego postawienia na partnerów europejskich, którzy w ten sposób związani z Polską interesem, mogliby wspierać nasze postulaty na forum Unii. Amerykanie zaś takiego wsparcia zaoferować nie mogą.

Ze względu na trudny do przewidzenia sentyment społeczny w sprawie energetyki nuklearnej, trudno sobie wyobrazić, żeby PO i PSL zgodziły się na referendalną inicjatywę PiS, ale ta, z pewnością spowoduje, że debata polityczna na tematy energetyki zyska w najbliższym czasie na znaczeniu.

fot. KPRM


09:59

Wypowiedzi poranka. Grupiński: Zmiany nie były konsultowane. Boni: Liczę, że przemówienie Tuska będzie miało programowy charakter
Aleksander Smolar w Radiu ZET: Smolar: Cenię intelektualne umiejętności ministra Sienkiewicza, ale 11 listopada bardzo obciąża jego hipotekę. O Platformie: Ta partia prowadzi Polskę prosto w objęcia PiS. W historii zostanie nie to, że zostali wybrani dwa razy, tylko sposób, w jaki zwycięży w następnych wyborach PiS. Michał Boni w RMF FM: Wszystkie zadania, o których premier mówił jesienią ubiegłego roku w drugim expose, zostały wykonane albo są w trakcie realizacji, natomiast przy tym skrócie - jaki media stwarzają - w naszym wyobrażeniu sobie czasu, nam się wydaje, że to było jakby 10 lat temu. Więc to oznacza, iż we współczesnej polityce być może impulsy, iż są nowe zadania, coś nowego, trzeba wyznaczać o wiele częściej. Liczę, że to przemówienie premiera związane z rekonstrukcją będzie miało ważny, programowy charakter. O terminie rekonstrukcji: Mnie wydaje się, ze może być i w tym i w tym. Aczkolwiek stawiałbym na przyszły tydzień. Jeśli przegram, to trudno. Jacek Saryusz-Wolski w Sygnałach Dnia PR1: To jest smutna rzeczywistość. Prezydent Janukowycz zbyt długo mamił i negocjował w złej wierze z Unią Europejską. Jest mało podstaw do optymizmu. (...) Wydaje się, że decyzja została już podjęta. Oferta rosyjska i rozmowy z prezydentem Władimirem Putinem są tym, co wybiera Wiktor Janukowycz. Przedkłada swoją reelekcję w 2015 roku nad wytyczeniem dla Ukrainy nowych horyzontów. (...) Oferta nadal pozostanie na stole. Wierzę, że Ukraina wybierze UE tylko nie w pierwszym podejściu.  Zrobi to po wyborach w 2015 roku. Być może nowy prezydent podejmie inną decyzję.  Nie traćmy nadziei. Rafał Grupiński w TVN24: Jeśli chodzi o wcześniejsze zmiany ministrów, to zdarzało się, że jako kolegium klubu dyskutowaliśmy z panem premierem, kto ewentualnie z naszych kolegów posłów mógłby wejść na miejsce ministra, który odchodzi. Ale akurat w tej fazie, jeśli chodzi o kierownictwo klubu, konsultacji pan premier nie odbywał. Pan premier w tej sprawie i tak musi osobiście podejmować decyzje, ponieważ to jest jego odpowiedzialność. O Zdrojewskim jako szefie klubu: Słyszę o tym od marca zeszłego roku. Prace kierownictwa klubu ocenia się po tym jak klub pracuje. Przypomnę ostatnie głosowania nad sprawą referendum. Klub pracuje dobrze, jest skonsolidowany. Nasza przewaga jest dwugłosowa, a wygraliśmy dziesięcioma głosami. To świadczy o tym, że klub dobrze pracuje i nie ma powodu, żeby rozważać tego rodzaju scenariusz. Andrzej Halicki o Dolnym Śląsku: Tam parę osób nie tylko straciło kontakt z rzeczywistością, ale to co zaprezentowali jest niegodne. Mam nadzieję, że prokuratura będzie nie tylko bardzo rzetelna, ale także skuteczna w egzekwowaniu tego, co było być może przekroczeniem prawa. W tym wypadku to jest możliwe nawet wyrzucenie z Platformy. fot. tvn24.pl

16:23

Tusk ustawia oczekiwania przed rekonstrukcją

KPRM rozpoczął tydzień od wizyty w Pułtusku. Premier odwiedził m.in. jedną ze szkół w mieście. Dużo ważniejsze było jednak to, co mówił szef rządu na konferencji prasowej. Słowa o "głębszym wymiarze" zmian padły wraz z deklaracją, że rekonstrukcja nie będzie wynikać ze krytycznej oceny ministrów, a z potrzeby nadania rządowi nowej energii i przebudowania priorytetów.

Głębszy wymiar rekonstrukcji powiązany jest zapewne z "nowym otwarciem" programowym, które na listopad zapowiedział także premier Tusk. Premier już na początku października zapowiedział "jednolity i jednorazowy przekaz" o zmianach w rządzie. Było to 9 października, czyli jeszcze przed warszawskim referendum. Premier zapowiedział wtedy, że poinformuje także o "kierunku Polski po kryzysie". Dziś Tusk ogłosił także, że poinformuje o zmianach po jednym z posiedzeń Rady Ministrów. Jutrzejsze nie wchodzi w grę. We czwartek może odbyć się jednak dodatkowe posiedzenie poświęcone tylko OFE.

Jak stwierdził dziś premier: Nie chodzi o personalia, bo niezależnie od tego, jak państwo oceniacie ministrów, czasami krytycznie, ja jestem pełen uznania dla ich wysiłków. Rekonstrukcja potrzebna jest po to, by przebudować pewne priorytety, by dać nowej energii, a nie wynika z mojej krytycznej oceny pracy poszczególnych ministrów.

Możliwe są dwa scenariusze. Albo informacje o rekonstrukcji we czwartek i sobotnia konwencja m.in. o programie i planie "po kryzysie" wzmocniona nowym rządowym zespołem (o tym scenariuszu pisaliśmy w piątek). Albo konwencja tylko z nowym programem, a informacja o nowych ministrach we wtorek 26 listopada. Wczoraj Jacek Protasiewicz sugerował pierwszy wariant i rekonstrukcję w ciągu kilku dni, jeszcze przed konwencją.

Konwencja z nowymi ministrami byłaby dla Platformy znacznie korzystniejsza pod względem skuteczności formułowania nowego przekazu. Kluczowe jest to, że zapowiadając "głębszy wymiar" rekonstrukcji Tusk ustalił jednocześnie oczekiwania wobec zmian. Nie tylko personalia będą się liczyć, ale także nowy program, nowe zadania dla rządu. I z tego media będą rozliczać rząd oraz Platformę w najbliższych tygodniach i miesiącach. Tusk buduje oczekiwania nie tyle wobec personaliów, co wobec tego, co te personalia będą za sobą nieść w warstwie merytorycznej.

Jest jeszcze jeden czynnik, który może działać na korzyść PO. W tym tygodniu Parlament Europejski ma ostatecznie przegłosować budżet na lata 2014-2020. To ułatwi Tuskowi w sobotę zbudowanie priorytetów na następne 2 lata. One w naturalny sposób są powiązane z sukcesem negocjacyjnym w Brukseli w lutym tego roku.

fot. KPRM


19:25

Dlaczego Ukraina może ożywić rolę Komorowskiego i przynieść polityczny powrót Kwaśniewskiego

Aleksander Kwaśniewski zniknął z ekranów medialnych radarów jako polityk, który może zagrozić premierowi Tuskowi na krajowej scenie. Po kilku miesiącach spekulacji, i po nieudanym starcie Europy Plus, Kwaśniewski jednak nie wrócił jesienią jako gracz w wewnętrznej polityce. Ale im trudniejsza sytuacja na Ukrainie, tym większa szansa dla Kwaśniewskiego, że jego zaangażowanie - przy ewentualnym sukcesie i przyjęciu umowy stowarzyszeniowej z UE - stworzy warunki dla politycznego powrotu. Prawdopodobnie jednak w innej roli.

W Sygnałach Dnia PR1 Jacek Saryusz-Wolski przyznał wprost, że "na dziś" Ukraina wybiera rosyjską ofertę. Ale do szczytu Partnerstwa Wschodniego zostało jeszcze kilkanaście dni. Jest nadzieja - co przyznają nieoficjalnie polscy i zachodni negocjatorzy - że Ukraina jednak wybierze Unię.

Takie rozwiązanie byłoby politycznym sukcesem Kwaśniewskiego. Od miesięcy jego nazwisko nie liczy się w medialnych analizach dotyczących nie tylko sytuacji na lewicy, ale i całej polskiej sceny politycznej jako takiej.  Falstart Europy Plus okazał się dla tej formacji śmiertelny, i nie było - zapowiadanego przez polityków wokół Kwaśniewskiego - jesiennego restartu. Europa Plus rozmyła się w nowej formacji Janusza Palikota. A Janusz Palikot rozmył się w nowej nazwie i jego Ruch znów spadł pod próg, lub -w najlepszym przypadku- na nim balansuje.

Im trudniejsza sytuacja przed szczytem Partnerstwa Wschodniego, tym większe wrażenie w kraju wywołałby ostateczny sukces. Dla byłego prezydent to moment, by wykorzystać swoje kluczowe kompetencje i wizerunek, który nadal jest nienaruszony  - męża stanu, znającego niuanse dyplomacji w kluczowej dla Polski chwili.




Innym, dużo ważniejszym graczem, który zyskałby najbardziej na ewentualnym pro-europejskim wyborze Ukrainy byłby Bronisław Komorowski. Kancelaria Prezydenta i osobiście prezydent zainwestowały bardzo dużo czasu w budowanie relacji na Ukrainie. Ukraina była zawsze jednym z kluczowych pól dla prezydenta w ostatnich latach. Nawet takie sytuacje jak wizyta w Łucku i jej zignorowanie przez najwyższe władze Ukrainy nie były zniechęcające dla prezydenta.

Jeśli Ukraina wybierze Rosję, opozycja w Polsce natychmiast obwini za to rząd Tuska, chociaż będzie to oczywiście decyzja władz Ukrainy. Hipotetyczny sukces będzie zaś sukcesem nie tylko rządu, ale przede wszystkim prezydenta Komorowskiego. A Kwaśniewski być może wykorzysta ten moment na powrót do krajowej rozgrywki, zwłaszcza jeśli umiejętnie rozegra swoje międzynarodowe kompetencje i "sprzeda" je mediom w Polsce jako kluczowe dla powodzenia negocjacji.

fot. Kwaśniewski na FB


20:30

PILNE:

Chirurdzy przeciwni zakazowi zasłaniania twarzy