Relacja Live

04.11.2013

10:09

Donald Tusk jako szef KE - potencjalne przeszkody

Krążąca po Warszawie hipoteza, wedle której Donald Tusk miałby objąć jednak szefostwo Komisji Europejskiej po majowych wyborach, potwierdzając się, nadałaby polskiej polityce zupełnie nowy wymiar. Szef KE - zgodnie z deklaracją kanclerz Merkel - nie będzie wybierany w wyborach bezpośrednich, co mogłoby dać premierowi trochę więcej czasu na podjęcie decyzji. Jednak ten scenariusz ma przynajmniej kilka słabych punktów.

- Następca Barrosa najpewniej zostanie wyłoniony z poufnych i niejasnych negocjacji na jednym z przyszłych szczytów w UE w 2014 roku. Potem europosłowie będą maglowani przez swe rodzime rządy, by go zatwierdzić w głosowaniu. Ich partyjni faworyci z eurowyborów pozostaną zaledwie kandydatami na kandydata - pisał w Gazecie Tomasz Bielecki, dodając, że w najnowszych brukselskich spekulacjach numerem jeden jest litewska prezydent Dalia Grybauskaite.

Osłabiałoby to - przynajmniej teoretycznie - argument, że eurostrefa nie odda tego stanowiska. Litwa nie należy jeszcze do strefy euro. Ale to wyłącznie plotka. Tych "ale" jest zresztą więcej. Wszystko wskazuje na to, że u naszego zachodniego sąsiada powstanie koalicja chadeków z socjalistami. Nie wiadomo natomiast, czy wewnętrzne ustalenia Angeli Merkel i Sigmara Gabriela nie obejmą stanowiska szefa KE. Niemcy mają przecież największy wpływ na politykę Unii Europejskiej.

Tym bardziej, że kandydatem europejskich socjalistów będzie Martin Schulz, eurodeputowany SPD, pełniący obecnie funkcję przewodniczącego Parlamentu Europejskiego. Leszek Miller w maju po spotkaniu liderów europejskiej lewicy przyznał, że w tej sprawie panuje konsensus. Poza tym nie jest znany układ sił w przyszłym europarlamencie, choć można przypuszczać, że kandydata ponownie wskaże EPP, do której należy PO-PSL.

Poza tym Donald Tusk, inaczej niż Jose Manuel Barroso, nie posługuje się biegle językiem angielskim czy francuskim. To raczej szef polskiego MSZ, jak podawał niedawno popularny serwis EUObserver, zaczął uczyć się francuskiego. Informację potwierdziło nawet biuro Radosława Sikorskiego. Ale wreszcie, być może najistotniejsza byłaby dla Tuska krajowa scena polityczna.

Zarówno notowania rządu, Platformy, jak i sytuacja w samej partii, nie są na tyle dobre, by można było myśleć o swobodnej karierze w strukturach europejskich. Łatwo przewidzieć narrację opozycji: walą się finanse, korupcja w Platformie, Tuskowi sypie się grunt pod nogami, więc ucieka do Brukseli. Trzeba też wspomnieć o reformie OFE, która, jeżeli zostanie uchwalona, da ministrowi finansów, czyli de facto rządowi, głęboki oddech finansowy. Szkoda byłoby oddać taką sytuację komuś innemu. Poza tym Tusk jeszcze w listopadzie ma ogłosić nowy plan polityczny.

Nawet spekulacje o unijnej karierze mogą tworzyć wrażenie chaosu. - Może pan premier przestał wierzyć w to, że po raz trzeci zostanie szefem rządu. Może myśli o tym, żeby zostać szefem Komisji Europejskiej, i oddala się od tego, co się dzieje w Polsce i w jego partii? Ale o jednym wie na pewno - Grzegorz Schetyna nie może rządzić PO, i jak widać, to jest najważniejsze przesłanie Donalda Tuska - pisała w weekendowej Wyborczej Monika Olejnik.

Poza tym premier kategorycznie zadeklarował, że przynajmniej do 2015 roku chce angażować się wyłącznie w sprawy krajowe. Być może elastyczni politycy są w cenie - Piotr Skwieciński postawił tezę, że w polityce jest znacznie mniej długofalowej strategii, niż się przypuszcza. Można więc wyobrazić sobie, że Donald Tusk zostaje szefem KE. Nie mniej ten scenariusz brzmi nieco surrealistycznie.

ZOBACZ TEŻ: Hipoteza Kolendy-Zaleskiej - wraca temat szefostwa Komisji Europejskiej dla Donalda Tuska

Fot. Maciej Śmiarowski/KPRM


09:41

Wypowiedzi poranka. Hofman: PO w agonii ma drgawki. Wipler: Niezwłocznie zrzeknę się immunitetu
Adam Hofman w Kontrwywiadzie RMF: Porównanie Gowina, który w liście do platformian napisał, że Tusk jest jak Miller, jest o tyle chybione, że Tusk zachowuje się, jak Miller, ale ma jeszcze jedną rzecz, która go uratuje - to są przychylne mu media. Na naszych oczach Platforma w agonii ma drgawki, ale tego pacjenta media jeszcze zastrzykiem na te kilka miesięcy wskrzeszą. O przyspieszonych wyborach: Poza tym wydaję mi się, że dzisiaj do przyspieszonych wyborów wcale nie jest tak blisko. Donald Tusk władzy nie odda i moim zdaniem nie odda jej do samego końca. Będzie trwał. O pracy żony w KGHM: Ja popełniłem jako niedoświadczony polityk błąd. To prawda, ale to wszystko w moim przypadku odbyło się zgodnie z prawem. (...) Więcej bym tego nie zrobił. Przemysław Wipler w Jeden na Jeden TVN24: Popełniłem poważny błąd, ale nie złamałem prawa. Jedyną rzeczą, którą policja może mi zarzucić, to to, że piłem alkohol, co nie jest przestępstwem. Niezwłocznie, jak tylko będę miał taką okazję, zrzeknę się immunitetu. Jestem za tym, żeby w ogóle zlikwidować immunitet i poselski, prokuratorski i sędziowski. Musi się skończyć sytuacja, w której ludzie mają poczucie, że są nierówno traktowani. Tam pobito obywatel, nie posła. Krystyna Szumilas w Sygnałach Dnia PR1: Jestem przekonana, że 1 września 2014 roku pierwsza grupa sześciolatków pójdzie obowiązkowo do szkoły. Tomasz Nałęcz w Radiu ZET o liście Gowina: Nie jestem entuzjastą takiej postawy, to taka metoda kłusowania. Powinien się zająć budową własnej formacji. O sytuacji w PO: Nie sądzę,żeby teraz była rozprawa z ludźmi Schetyny. Tusk nie zdecyduje się na uszczuplanie armii przed czterema bitwami wyborczymi. Jarosław Gowin w TVP Info: Napisałem list w proteście przeciwko praktykom, o których opinia publiczna dowiedziała się ostatnio dzięki działaniom samych ludzi Platformy. Za sprawą nagrań, za sprawą listu jednej z posłanek PO, która napisała do Donalda Tuska opisując praktykę kupowania głosów za korzystne warunki nabycia działek w Agencji Nieruchomości Rolnych. Napisałem ten mój list w nadziei, że uczciwa część członków Platformy, po prostu zacznie głośno protestować przeciwko takim praktykom, skoro Donald Tusk i kierownictwo partii próbują je zamieść pod dywan. O Wiplerze: Zrzeczenie się immunitetu jest dowodem na to, że Przemysław Wipler słowa o nowej jakości w polityce traktuje poważnie. To nie jest sytuacja wesoła. Pan poseł Wipler popełnił bardzo poważny błąd, już płaci za to wysoką cenę polityczną. Z oceną tego postępku chciałbym się wstrzymać do czasu opublikowania nagrań z monitoringu. Policja je ma i o dziwo utajnia. Mieliśmy do czynienia z sytuacją bulwersującą, tylko nie wiemy jaką. Czy to poseł rzucił się na policjantów, czy policjanci pobili posła. fot. rmf24.pl

13:01

Nowy sondaż: Fatalne oceny pracy Sejmu VII kadencji i kompetencji parlamentarzystów

CBOS zbadał oceny pracy Sejmu - w różnych jego aspektach - w połowie kadencji. Rezultaty są miażdżące dla parlamentarzystów. Zarówno pod względem ogólnej oceny, autorytetu, reprezentatywności czy kompetencji posłów - wszystkie wskaźniki wypadają bardzo negatywnie. Oto kluczowe wyniki z tego badania.

Tylko 13% ankietowanych jest zadowolonych z pracy Sejmu. Przeciwnego zdania jest 71%. Jak zauważa CBOS: "Sejm VII kadencji rozpoczynał swoją działalność nie tylko bez kredytu zaufania, jaki zazwyczaj otrzymywali na starcie jego poprzednicy, lecz nawet z niższym poparciem społecznym niż Sejm VI kadencji pod koniec swojego funkcjonowania. W ciągu dwóch lat urzędowania notowania Sejmu VII kadencji jeszcze trochę się pogorszyły, niemniej jednak są one zbliżone do wyników, jakie osiągał jego poprzednik na półmetku swojej działalności. Zaznaczyć należy, że Sejm VI kadencji rozpoczynał swoją działalność z dużym kredytem zaufania i był on w pierwszych miesiącach swojego funkcjonowania niemal równie często oceniany pozytywnie jak negatywnie, co było pewnym ewenementem w notowaniach izby niższej parlamentu, w których od końca 1998 roku dominowały oceny negatywne".

W poszczególnych aspektach działalności, notowania Sejmu są bardzo niekorzystne. Ma on niewielki społeczny autorytet (85%), a jedynie nieliczni są przeciwnego zdania (5%). Dominuje też przekonanie, że działa on głównie dla dobra partii i polityków (82%), a nie dla dobra Polski (8%). Bardzo negatywnie oceniana jest jakość pracy izby niższej parlamentu oraz jej tempo. Badani na ogół są przekonani, że Sejm działa opieszale (80%), zajmuje się przeważnie sprawami mało istotnymi (72%) i podejmuje nietrafne decyzje (65%). Bardzo niewielu badanych (3%) jest zdania, że izbie niższej parlamentu udało się rozwiązać liczne ważne dla kraju sprawy. Dwie piąte ankietowanych przyznaje, że obecny Sejm zrobił wiele, ale też dużo zaniedbał. Pozostali badani – poza grupą tych, którzy nie mają wyrobionego zdania w tej sprawie (7%) –  wypowiadają się bardzo krytycznie o dotychczasowych rezultatach działalności Sejmu. Ponad dwie piąte (43%) uważa, że nie zrobił on praktycznie nic, a najważniejsze dla kraju sprawy są nadal nierozwiązane, natomiast co czternasty (7%), że jego działalność była dla kraju wręcz szkodliwa.

Źle oceniani są także posłowie i ich kompetencje. Większość badanych (54%) uważa, że jedynie nieliczni posłowie obecnego Sejmu mają odpowiednie kompetencje, by być posłami, prawie co trzeci (31%) zaś jest zdania, że mniej więcej połowa z nich posiada takie umiejętności. Bardzo nieliczna grupa ankietowanych (5%) jest przekonana, że zdecydowana większość posłów obecnego Sejmu ma odpowiednie przygotowanie merytoryczne do sprawowania swojego urzędu.

Jak zauważa CBOS: Opinie w tej sprawie tylko w niewielkim stopniu różnicują zmienne społeczno­ - demograficzne. Można jednak zaobserwować, że badani lepiej postrzegający swoją sytuację materialną nieco przychylniej oceniają kompetencje posłów – im lepsza ocena własnej sytuacji materialnej, tym częściej wyrażane jest przekonanie, że co najmniej połowa posłów ma odpowiednie kompetencje. Zaznaczyć jednak należy, że nawet wśród ankietowanych zadowolonych ze swojego statusu materialnego dominuje pogląd, iż tylko nieliczni posłowie posiadają takie kwalifikacje. (...) W potencjalnych elektoratach partyjnych stosunkowo najlepiej merytoryczne przygotowanie posłów oceniają zwolennicy partii tworzących większość parlamentarną – czyli PO i PSL, najgorzej zaś sympatycy SLD.

Sejm nie jest także reprezentatywny.  Przeważa przekonanie, że tylko niektórzy posłowie myślą o sprawach polskich podobnie jak oni (63%), a jedynie bardzo nieliczni ankietowani mają poczucie wspólnoty poglądów z większością deputowanych izby niższej - tylko 5% o piąty ankietowany (21%) nie czuje się reprezentowany przez parlamentarzystów w żadnym stopniu, twierdząc, że w Sejmie nie ma posłów, którzy myśleliby podobnie jak on o polskich sprawach.

Jak zauważa CBOS: Deklaracje braku reprezentacji w izbie niższej parlamentu częściej wyrażają badani znajdujący się w trudniejszej sytuacji materialnej – o niższych dochodach per capita, mniej zadowoleni ze swojej sytuacji materialnej, a także respondenci gorzej wykształceni – zwłaszcza ci z wykształceniem podstawowym i zasadniczym zawodowym. W grupach społeczno­  zawodowych stosunkowo najczęściej brak należytej reprezentacji w Sejmie pod względem poglądów wyrażają robotnicy niewykwalifikowani i rolnicy.

Badanie przeprowadzono w dniach 3-9 października 2013 roku na liczącej 1066 osób reprezentatywnej próbie losowej dorosłych mieszkańców Polski.

 

fot. CBOS


17:29

W listopadzie decyzja premiera w sprawie prokuratora generalnego?

Komentatorom politycznym umknął fakt, że premier ciągle nie podjął decyzji w sprawie przyszłości Andrzeja Seremeta. W 2012 roku szef rządu sprawozdanie prokuratora generalnego przyjął dopiero późną jesienią - 28 listopada. Media o przyjęciu sprawozdania dowiedziały się zresztą z komunikatu kancelarii premiera. W tym roku może być podobnie.

- Pomimo zidentyfikowanych uchybień, premier Donald Tusk ma nadzieję, że nastąpi znacząca poprawa funkcjonowania prokuratury - informowało KPRM, co dość powszechnie było interpretowane jako ostrzeżenie dla Seremeta. Jednak, jak pisaliśmy na 300polityce w lipcu, skoro los prokuratora generalnego zależy od PiS, jego odwołanie jest mało prawdopodobne.

Do odwołania potrzeba w Sejmie większości konstytucyjnej większości 2/3 - niezbędnej także do rozpisania wcześniejszych wyborów. Przez rok nic się nie zmieniło - trudno byłoby zebrać 307 posłów. Wiadomo, że formacja Jarosława Kaczyńskiego nie poprze wniosku o odwołanie Seremeta. Jego nominację podpisał śp. Lech Kaczyński, ale nie to jest najważniejsze. Politycy PiS muszą zdawać sobie sprawę, że nowym prokuratorem generalnym zostałaby najpewniej osoba bliższa obozowi władzy.

Inna sprawa, że premier nie ma ustawowego terminu na podjęcie decyzji, co istotnie może tworzyć patologie. Ziobryści niespełna rok temu złożyli w Sejmie projekt, wyznaczający premierowi miesięczny termin na przyjęcie lub odrzucenie sprawozdania. W maju rząd ocenił, że wprowadzenie ograniczenia czasowego jest, co do zasady, uzasadnione, ale znalazło to wyraz w przygotowanej przez ministerstwo sprawiedliwości nowelizacji ustawy o prokuraturze.

Kiedy jednak nowa ustawa zostanie uchwalona? Tego nie wiadomo. Projekt nie wyszedł nawet z rządu. Premier może co najwyżej odrzucić sprawozdanie prokuratora generalnego, nie występując z wnioskiem o jego odwołanie.

Fot. Krzysztof Białoskórski/Sejm


18:41

PILNE:

Przemysław Wipler poza parlamentem. Wróci dopiero na posiedzenie