Nie będzie innego
- Kaczyński o kandydacie PiS na premiera
Gorący temat
01.11.2013
18:05
Mija właśnie rok od czasu, gdy prezydent Barack Obama gładko wygrał kampanię reelekcyjną. Wydawać by się mogło, że wybory do Białego Domu w 2012 r. zostały dogłębnie przeanalizowane, dokładnie opisane i nie kryją już żadnych niespodzianek. Tymczasem za oceanem nie ma dnia, by jakieś poważne medium polityczne lub newsowe nie opublikowało materiału dotyczącego wydarzeń z ostatniego kampanijnego szlaku. I wciąż pojawiają się nowe informacje – Mark Halperin i John Heilemann, autorzy bestselleru „Game Change” podsumowującego przełomowe wybory z 2008 roku, promują kolejną swoją książkę, „Double Down” - zakulisową analizę kampanijnych wydarzeń z 2012. Paradoksalnie, wszelkie smaczne detale wyborcze ze sztabów Obamy i Mitta Romneya służą reporterom politycznym przede wszystkim do oceniania politycznych szans kolejnych kandydatów na najwyższy urząd w USA.
Barack Obama wciąż jest na półmetku swojej prezydentury, ale media już patrzą w przyszłość i chętnie zabierają się za gdybanie i prognozowanie kształtu wyścigu do Białego Domu w 2016 roku – na 12 miesięcy przed wyborami do amerykańskiego Kongresu - tzw. midterm elections, które mogą zmienić układ sił na scenie politycznej; i na trzy lata przed oficjalnym startem prawyborów partyjnych - pierwsze prawybory odbędą się w styczniu 2016, ale kandydaci muszą znacznie wcześniej podjąć decyzję o starcie, i przygotować drużynę oraz zapewnić sobie wsparcie finansowe.
Jednym z powodów olbrzymiego zainteresowania wyborami w 2016 roku jest chociażby to, że zarówno Partia Republikańska jak i Demokratyczna przeprowadzą partyjne prawybory. 2012 pod tym względem nie zaspokoił oczekiwań dziennikarzy politycznych – wielu z nich tęskni za porywającymi wyścigami wewnętrznymi z 2008 roku. I wszystko wskazuje na to, że kandydaci GOP zapewnią dramatyczne i pełne akcji widowisko. Trudno się dziwić, że reporterzy i publicyści tak chętnie skupiają się na analizie politycznych decyzji i pilnie odnotowują każde słowo, jakie pada z ust kilku wyrazistych republikańskich polityków. W gronie potencjalnych pretendentów do prezydenckiej nominacji Partii Republikańskiej można znaleźć postaci uosabiające jej każde możliwe polityczne skrzydło – jest tu uznawany za centrowego gubernator Chris Christie (choć przekonania ma zdecydowanie konserwatywne), jest nowa gwiazda Tea Party senator Ted Cruz, libertariańska nadzieja – senator Rand Paul (syn Rona), były kandydat na wiceprezydenta Paul Ryan. Wciąż liczy się stojący nieco w cieniu Cruza senator Marco Rubio, wielu też ma nadzieję, że były gubernator Florydy Jeb Bush (syn 41. i brat 43. prezydenta USA) zdecyduje się na start. Rick Perry, gubernator Teksasu, nie zniechęcił się nieudanym występem w 2012 i nadal rozważa swoją kandydaturę w kolejnych wyborach prezydenckich. Reporterzy donoszą, że wśród innych osób oceniających swoje szanse jest też Bobby Jindal, gubernator Luizjany. A to tylko najważniejsze nazwiska.
Kandydaci Partii Demokratycznej zdają się czekać na decyzję byłej sekretarz stanu Hillary Clinton, która, jeśli wystartuje, wydaje się być pewna prezydenckiej nominacji własnej partii – albo pogodzili się z tym, że swoją szansę będą mieli najwcześniej w 2020 roku (wśród potencjalnych przyszłych kandydatów wymienia się senator Elizabeth Warren i nowego senatora z New Jersey Cory'ego Bookera). W tym kontekście nie zaskakuje, że pojawiające się w prasie co ciekawsze kawałki z „Double Down” tylko umacniają tę narrację. Mark Halperin i John Heilemann odkryli, że Barack Obama pod koniec 2011 roku naprawdę rozważał zastąpienie wiceprezydenta Joe Bidena przez Hillary Clinton, ten ruch był poddany analizie, a sztab Obamy zlecił sondażowe badanie potencjalnych korzyści tej zmiany (nie okazały się one być wystarczająco widoczne). David Plouffe, insider z obozu Obamy, jednak zdążył już zaprzeczyć tej informacji. Wiadomo jednak, że prezydent dwukrotnie prosił Hillary, by została na stanowisku sekretarz stanu także i na jego drugą kadencję. Wiceprezydent Joe Biden, który niespecjalnie stara się ukryć, że marzy mu się przeprowadzka do Białego Domu, wydaje się być przedstawiony w „Double Down” w niezbyt pozytywnym świetle, jako „wujaszek Joe”, który mówi za dużo i wywołuje tylko same problemy. Co więcej, także i kampanijny styl Baracka Obamy został pokazany jako mało przyjazny sponsorom Partii Demokratycznej, którzy tęsknią za Białym Domem z czasów Billa Clintona i mogą mieć nadzieję, że Hillary potraktuje ich równie ciepło jak dawniej.
Doniesienia prasowe nie pozostawiają wątpliwości – demokraci i ich sponsorzy czekają na Hillary. Każdy demokratyczny polityk z rozpoznawalnym nazwiskiem zdążył już wyrazić poparcie dla jej potencjalnej kandydatury, a wszystkie senatorki Partii Demokratycznej podpisały się pod listem do Hillary Rodham Clinton, by jednak zdecydowała się stanąć do wyścigu.
Ale sama Hillary, choć pewnie poparcie politycznych kolegów i koleżanek sprawia jej przyjemność, unika rozgłosu i nie pojawia się w blasku politycznych fleszy. Jeśli się wypowiada, to starannie waży słowa i unika jednoznacznych deklaracji. Być może ostrożność Hillary Clinton wynika z tego, że wyciągnęła nauczkę z 2008 roku – w 2007, zanim ruszyły prawybory, uznawano ją za pewną demokratycznej prezydenckiej nominacji, ale w końcu po nieudanej kampanii wyraźnie przegrała starcie z Barackiem Obamą. Na razie jej postawa przynosi efekty – u demokratów, w przeciwieństwie do republikanów, mało kto (poza Bidenem) pozwala sobie na wyrażanie prezydenckich ambicji – a jeśli już, to zostawiając sobie furtkę na bycie numerem dwa, bo kandydat na wiceprezydenta u boku Hillary może liczyć na jasną polityczną przyszłość.
W 2016 roku można więc oczekiwać dwóch ważnych kampanii – nareszcie kobieta może zdobyć prezydencką nominację jednej z dwóch dużych partii, a republikanie stoją przed walką o zdefiniowanie własnej partii. I te dwie potencjalne narracje stanowią marzenie wielu politycznych reporterów – będą mieli o czym pisać, a prezydenckie starcie w 2016 roku może okazać się wyjątkowo ciekawe. A jeśli znów polityczny newcomer pokona Hillary Clinton w prawyborach Partii Demokratycznej... Cóż, to na pewno będzie niezła historia do obserwowania i opisania.
fot. Official White House Photo/ Pete Souza, prezydent Barack Obama w Gabinecie Owalnym.
11:56
Policja:
1 listopada nie prowokujmy osób starszych. Mogą odpowiedzieć agresją
11:57
15:27
Partia Konserwatywna w Wielkiej Brytanii stoi obecnie przed wieloma politycznymi wyzwaniami. Jednym z nich jest to, jak przekonać mieszkańców kraju, że kryzys się kończy, a gospodarka ma się coraz lepiej. Torysi stoją więc przed nieco podobnym wyzwaniem co Platforma. I w sieci - a także poza nią - próbują na wiele sposobów komunikować to, że sytuacja w kraju rzeczywiście się poprawia.
Osią całej kampanii jest hasło "Britain is turning a corner". Pojawia się na wiele sposobów w przekazie partii Np. w taki sposób doradcy Camerona za pomocą jego oficjalnego konta na TT zachęcają do aktywnego włączenia się w działalność torysów.
This week brought more signs that Britain is turning a corner. Help us finish the job - join as a Supporter today: http://t.co/tuwZANMEPO
— David Cameron (@David_Cameron) October 18, 2013
We're cutting National Insurance for small business so they can create jobs & build a recovery for hardworking people pic.twitter.com/poLULoy4YV
— David Cameron (@David_Cameron) October 14, 2013
Nie będzie innego
- Kaczyński o kandydacie PiS na premiera
Gorący temat
Gorący temat
Czy Meloni chce oddać Włochy, a Orban Węgry pod niemiecki but?
- Sikorski
Gorący temat
Wycofajcie się z tej drogi, bo historia wam tego nie zapomni
- Kosiniak-Kamysz do opozycji i prezydenta
Gorący temat
Niech pan zlikwiduje centralne biuro antybudżetowe
- Bogucki zwraca się do Tuska
Gorący temat
Cały ten SAFE to jeden wielki przekręt
- Kaczyński o ''decyzji w obronie niepodległości''
Gorący temat
Witaj na 300polityka AI!
Zadaj pytanie, które pomoże Ci lepiej zrozumieć świat polityki, kampanii wyborczych, mediów i strategii. AI odpowie na podstawie wiarygodnych źródeł i aktualnych danych.