Relacja Live

31.10.2013

14:33

Trzecia droga Gowina

Jarosław Gowin w dzisiejszym wywiadzie dla "Polski The Times" w zaskakująco wyraźny sposób, przynajmniej jak na polskiego polityka, komunikuje swoją strategię na najbliższe miesiące. Jak mówi, on i jego doradcy przeanalizowali trzy modele startu nowych ugrupowań - PJN, Solidarnej Polski i Ruchu Palikota. Jak sugeruje Gowin to Palikot przyjął najskuteczniejszą, chociaż niepozbawioną wad strategię. Jednak Gowin postanowił wyciągnąć wnioski z jego działań. Jego trzeci droga jest czymś nowym.

O strategii Gowina pisaliśmy wielokrotnie na 300polityka, zarówno przy okazji jego regionalnej konwencji w Krakowie ("Plan Gowina: Najpierw ludzie, później partia"), jak i później, gdy zaczęły pojawiać się wątpliwości co do jego strategii ("5 słabych punktów strategii Gowina").

Strategia "stealth", którą przyjął poseł z Krakowa jest ryzykowna, ale wymuszona warunkami politycznymi. Gowin w wywiadzie dla "Polski" przyznaje, że Palikot odniósł dużo większy sukces niż PJN i SP, bo zniknął z mediów i zajął się ciężką pracą w terenie. Słabością całego projektu zadaniem Gowina była przede wszystkim "jakość" ludzi, których Palikot rekrutował. Największą słabością PJN/SP zdaniem byłego ministra sprawiedliwości było słabe zakorzenienie w terenie.

Gowin startuje jednak w nieco innej pozycji niż Palikot. Po pierwsze,  nie złożył mandatu, nie odciął się całkowicie od systemu, z którym chce walczyć. Gowin podkreśla, że czas na zmiany, wskazując na warszawskich polityków, którzy stracili kontakt z rzeczywistością, z tym co dzieje się poza stolicą. Gowin jako minister sprawiedliwości tkwił jednak w systemie dużo bardziej, niż Palikot, ale na szczęście dla siebie potrafi argumentować, że będąc u władzy chciał reform, które częściowo uniemożliwił mu premier Tusk. Gdyby nie systematyczne pozycjonowania się jako "reformatora" (także gdy był jeszcze w rządzie), Gowin byłby wystawiony na zarzuty, że chce zmienić system, którego przez lata był częścią. To oczywiście nie oznacza, że w dalszej przyszłości będzie całkowicie odporny na takie ataki.

Oczywiście ubocznym skutkiem przyjęcia strategii "stealth" jest to, że Gowin przez pewien czas nie uczestniczy bezpośrednio w debacie publicznej na bieżącym poziomie. Ale nie znika całkowicie,ale od czasu do czasu "wrzuca"  jednak nowe rzeczy - jak z interpretacją ewentualnej klęski PO w referendum w Warszawie, czy dzisiejszym wywiadem dla "Polski".

Modyfikacja oddolnej strategii Palikota polega także na zmianie sposobu rekrutacji. W dużym skrócie, Gowin stawia na dwie grupy. Pierwszą są ludzie, którzy wcześniej nie byli bezpośrednio powiązani z polityką, ale otarli się o nią, i/lub są biznesmenami, przedsiębiorcami, intelektualistami, działaczami NGO (Gowin rekrutuje ich zarówno poprzez internet, jak i lokalne spotkania, które odbywają się po każdej konwencji). Druga grupa to samorządowcy - mocne nazwiska, rozpoznawane lokalnie, ale takie, które nie mają absolutnie żadnego przebicia medialnego w Warszawie.  Tacy ludzie dają projektowi to, czego nie mają osoby z pierwszej grupy:  doświadczenie polityczne, doskonała znajomość terenu i jego  specyfiki.

Najbliższym taktycznym celem Gowina nie są jednak wybory samorządowe, a europejskie. Gowin nie ma takiego ciśnienia na ich kontestowanie, jak na przykład Solidarna Polska. Ale nie może sobie pozwolić na to, aby przez pół roku kampanii europejskiej nie być obecnym w mediach. To znacznie osłabiłoby pozycję jego ugrupowania, które musi mieć cel po zakończeniu regionalnych konwencji partii. Case kampanii w Platformie pokazuje, że w takich warunkach dużo łatwiej zainteresować media i budować własną pozycję. Nie bez znaczenia jest też fakt, że próg sukcesu w kampanii europejskiej jest nieco niższy, niż w wyborach samorządowych. Gowin przez rok nie zbuduje silnych struktur w całym kraju, nie może liczyć na sukces wszędzie, rozproszenie głosów w wyborach lokalnych nie gwarantuje mu sukcesu jesienią 2014. Case Schetyny także jest analizowany wśród doradców Gowina: Schetyna nie wystartował w wyborach w partii, oddał pole. Można spekulować, jak wyglądałaby jego pozycją przed wyborami regionalnymi, gdyby zdobył np. 25% w wyborach powszechnych w PO. Dlatego uczestnictwo w wyborach europejskich jawi się jako konieczność, by nie zniknąć z medialnych radarów na pół roku.

Palikot był w innej sytuacji także pod względem kalendarza politycznego. Miał przed sobą jeden cel: wybory parlamentarne, i budował struktury do tego przystosowane. Gowina czeka wyborczy maraton, a jedno potknięcie może poważnie zachwiać szansami całego projektu.

fot.  Jakub Szymczuk - MIKROBLOG FOTOREPORTERA/FB Gowina


10:09

Wypowiedzi poranka. Biernat: Trzeba zająć się Polską. Sienkiewicz: Mam nadzieję, że decyzja zarządu wyprowadzi PO z zakrętu
Rafał Grupiński w Kontrwywiadzie RMF FM: Powiedziałbym tak: doszliśmy do konsensusu wczoraj na porozumieniu. Większość z nas, w zasadzie wszyscy - uznaliśmy tę sytuację za bardzo poważną, kryzysową. Uznaliśmy, że przyjęte rozwiązania wczoraj - w tej chwili przynajmniej - są wystarczające. Zobaczymy, co będzie dalej. (...) Uważam, że jeszcze nie jesteśmy w sytuacji, w której możemy powiedzieć, że kryzys został pokonany, bo dopiero będziemy te sprawy, które widzieliśmy - wyjaśniali. O kryzysie PO: Partie przechodzą raz po raz tego rodzaju kryzysy czy osłabienia - trzeba umieć z nich wyjść. Trzeba je przeciąć po prostu: jak najostrzej, jak najszybciej, dlatego podjęliśmy wczoraj decyzję o skierowanie do sądu koleżeńskiego i zawieszeniu w członkostwie Platformy pięciu osób i będziemy tę sprawę na pewno badać w sądzie koleżeńskim. O przyspieszonych wyborach: Oczywiście trzeba pamiętać, że do przyspieszonych wyborów trzeba partnerów, bo w Sejmie potrzebna jest do tego wielkość 3/5 posłów, więc to też nie jest decyzja, która byłaby decyzją łatwą. Andrzej Halicki w Jeden na Jeden TVN24: Choć miałem bardzo radykalny w swojej treści głos, także podpisałem się finalnym rozwiązaniem, w imię dalszej współpracy, po to, aby Platforma nie zajmowała się sama sobą. (...)Bardzo gorąca atmosfera wokół wyborów na Dolnym Śląsku miała taki efekt, jaki miała. Młodzi ludzie, bo to dwóch młodych posłów brało udział w tym procederze, zaczęło się nadmiernie szantażować, wprowadzać w pułapki. To musi mieć swój finał partyjny. Jacek Protasiewicz w Radiu ZET o wyborach na Dolnym Śląsku: Chyba w ogóle nie byłem faworytem, dlatego taka gorycz po tej porażce. O korupcji politycznej: To jest przede wszystkim głupota polityczna. Poseł Wojnarowski zachował się karygodnie. (...) Niech to zbada prokuratura, proszę bardzo, a z drugiej strony nasz sąd koleżeński. (...) To była samowolka Wojnarowskiego, do tego kompletnie nonsensowna. Na pewno nie było mojego zlecenia ani prośby do posła Wojnarowskiego, żeby rekrutował zwolenników takimi metodami. Nie było mi to potrzebne. O tym czy taśmy były potrzebne Schetynie: Mam nadzieję, że nie, ponieważ jaki jest sens atakować formację, której jest się wiceprzewodniczącym.(...) Ja zakładam, że gdyby były powtórzone wybory, to moja przewaga byłaby jeszcze większa. Bowiem logika tego zjazdu, który przecież wielu ludzi mogło na żywo oglądać w relacji TVN24, była taka, że im więcej tajnego głosowania, tym lepszy był mój wynik. Grzegorz Schetyna przegrał w uczciwy sposób, co zresztą przyznał w rozmowie z panią redaktor. Marzena Okła-Drewnowicz w TOK FM: Na pewno nie będzie tolerancji dla takich zachowań [na Dolnym Śląsku]. Dlatego ci, którzy dopuszczali się takich procederów, jak i ludzie, którzy nagrywali, zostaną z pewnością ukarani. Nie może być takiej sytuacji, że jedni na drugich będą czegoś szukać. (...) Gdyby ta sytuacja została pokazana władzom partyjnym, a nie mediom, czy to przed zjazdem, czy to w trakcie, to naprawdę ich odpowiedzialność byłaby inna. Tu wszyscy zostaliśmy narażeni na szwank. Bartłomiej Sienkiewicz w TOK FM o rozwiązaniu sprawy Dolnego Śląska: Stabilność partii, która jest podstawą rządu jest sprawą niezwykle ważną. Znaleziono odpowiednie rozwiązanie, które ustabilizuje partię i pozwoli jej zmierzyć się z wyzwaniami w przyszłości. Mam nadzieję, że mamy to za sobą. (...) Nie jestem członkiem PO, ale jej stabilność i zdolność radzenia sobie z problemami wewnętrznymi typowymi dla dużych formacji, które długo sprawują władzę, bardzo leży mi na sercu. Mam nadzieję, że wczorajsza decyzja zarządu jest ostateczna i wyprowadzi Platformę z tego zakrętu. Andrzej Biernat w Polityce przy kawie TVP1: Nie widzę powodu, żeby Grzegorz Schetyna nagle wrócił do rządu tylko dlatego, że zrobiło się zamieszanie. (...) Zbyt dużo czasu poświęcamy sprawom wewnętrznym. Trzeba się zająć Polską. fot. tvn24

18:59

Dlaczego start Obamacare stał się koszmarem dla administracji prezydenta Obamy

Administracja prezydenta Obamy przechodzi być może największy kryzys w całej swojej historii. Po tym, jak Demokraci wymanewrowali Republikanów w trakcie kryzysu fiskalnego, wydawało się, że nic nie jest w stanie przeszkodzić im na drodze do osiągnięcia dobrego wyniku w wyborach do Kongresu w 2014 roku. Tymczasem nieudany start kluczowego elementu całej reformy zdrowotnej prezydenta Obamy może zagrozić nie tylko Demokratom i ich kontroli nad Senatem, ale także całemu dziedzictwu prezydenta. To także interesujący przykład na to, jak małe problemy i brak nadzoru może przerodzić się w duże polityczne kryzysy.

Obamacare to flagowe i najważniejsze osiągnięcie legislacyjne prezydenta. Reforma zdrowotna miała naprawić problemy w systemie ubezpieczeń zdrowotnych, obniżyć koszty, a przede wszystkim sprawić, że w Ameryce wszyscy będą mieć ubezpieczenie zdrowotne. Taka była teoria. Obama przeforsował ustawę po długiej politycznej batalii w 2010 roku. Od tego czasu stopniowo, jej poszczególne elementy zaczęły wchodzić w życie. Ze względu na stopień skomplikowania, implementacja ustawy została rozpisana na wiele lat. Jeden z jej najważniejszych elementów to tzw. exchanges, czyli rynki planów ubezpieczeniowych, które powstały w każdym stanie. Ten element Obamacare wszedł w życie 1 października tego roku.

I tu zaczyna się problem. Bo strona, która ma umożliwiać kupowanie tych planów ubezpieczeniowych - https://www.healthcare.gov/ - po prostu nie działa właściwie. Dziesiątki tysięcy ludzi informowały o problemach z dostępem, niedziałających elementach strony (i skomplikowanego procesu kupowania planów ubezpieczeniowych), czy nawet o sytuacjach, w których serwis generował błędne dane dotyczące kosztów. To wszystko stało się natychmiast politycznym problemem, koszmarem wręcz dla prezydenta Obamy. Jego przeciwnicy kpią, że oto prezydent, który dwukrotnie zwyciężył dzięki wykorzystaniu internetu, nie potrafił sprawić, że jego własna administracja zbuduje działającą stronę internetową. Obama powtarzał, że jest "wściekły" z powodu błędów, ale polityczne szkody zostały już wyrządzone. Co gorsza, strona nadal nie działa tak jak powinna, a termin rozwiązania problemów cały czas się oddala. W mediach amerykańskich pojawiło się dziesiątki historii w stylu "nie mogę się zalogować", a nowe informacje sugerują, że od miesięcy problem był znany w Białym Domu, ale nie potrafiono podjąć odpowiednich decyzji, które zapobiegłyby kryzysowi. To najlepiej świadczy o problemach wewnętrznych w administracji prezydenta.  Problem potencjalnie dotyczy - wedle różnych szacunków, od 15 do 25 milionów ludzi, którzy kupują swoje ubezpieczenie zdrowotne indywidualnie (pozostali mają albo gwarantowane przez rząd, albo przez pracodawców ).

Ale to nie koniec na tym. Prawdziwy problem dla administracji dopiero się zaczyna. Kluczowy element retoryki Demokratów dotyczących dotyczący Obamacare był taki: "jeśli lubisz swój plan ubezpieczeniowy, to będziesz mógł go zatrzymać". Tymczasem dziesiątki tysięcy Amerykanów otrzymały - z powodu nowych norm narzuconych Obamacare - informacje o skasowaniu ich dotychczasowych ubezpieczeń, i propozycję nowych, droższych planów. W niektórych przypadkach - skwapliwie wykorzystywanych przez Republikanów - były to kwoty od kilkudziesięciu, do nawet kilkuset dolarów więcej miesięcznie. To tzw. "sticker shock". To jeszcze poważniejszy ból głowy dla administracji niż niedziałająca strona internetowa. Media wytykają jej świadome wprowadzanie opinii publicznej w błąd. Obamacare działa. Normy narzucane przez system sprawiają, że firmy ubezpieczeniowe muszą oferować lepsze, bardziej rozbudowane plany - ale też droższe.

To wszystko powoduje, że start Obamacare podważa fundamenty całej administracji Obamy. Nic dziwnego, że Bloomberg Businessweek pisze na okładce najnowszego numeru: "Rok po wyborach, Obama potrzebuje restartu".