Relacja Live

25.10.2013

11:25

Biernacki jeszcze nie jest Gowinem, ale prowadzi autonomiczną politykę w PO

Postrzegany jako następca Jarosława Gowina na funkcji prawoskrzydłowego Platformy, minister sprawiedliwości Marek Biernacki konsekwentnie powtarza swój przekaz "nie dla koalicji z postkomunistami". Poprzez wygłoszoną dziś w Polityce przy kawie TVP1, krytykę prowadzonego przez prokuraturę śledztwa w sprawie katastrofy, szuka raczej drogi do "smoleńskiego centrum" niż do przybrania barw wojennych w emocjonalnym sporze o katastrofę. Biernacki zapowiedział też, że poda się do dymisji, jeśli TK zakwestionuje jego projekt ustawy w sprawie leczenia groźnych przestępców. Wcześniej sugerował, że chce ograniczenia dostępu do pornografii na wzór brytyjski. Minister Sprawiedliwości nie idzie drogą politycznej emancypacji Jarosława Gowina, ale wyraźnie prowadzi w rządzie dość autonomiczną politykę i buduje szacunek obserwatorów polityki.

Były likwidator majątku po byłej PZPR, który wygrywał sprawy sądowe z SdRP. Były wydawca wspomnień Margaret Thatcher i autor książki "Polska bez mafii", jako szef MSW w rządzie Buzka twórca CBŚ i polityczny patron walki ze zorganizowaną przestępczością. W maju tego roku, Marek Biernacki zastąpił Jarosława Gowina w Ministerstwie Sprawiedliwości. Obserwatorzy spodziewali się, że nie stanie się kolejnym politycznym statystą w gabinecie Tuska jak ministrowie zdrowia, czy edukacji. I faktycznie, Biernacki prowadzi bardzo autonomiczną politykę w ramach rządu i PO, ale wciąż odbywa się to w ramach "pasma wahań", poza które wykraczał wielokrotnie jego poprzednik. Mimo krytyki ze strony liberalnych mediów, Biernacki powołuje w MS pełnomocnika do spraw rodziny, nie robi tego w szczególnie ostentacyjny sposób ale i tak wysyła sygnał do środowisk konserwatywnych.

Powtarzany wielokrotnie stanowczy sprzeciw do wchodzenia Platformy w sojusze z SLD pokazuje, że na dłuższą metę, w perspektywie 2015 Biernacki może być dla Tuska problemem. Ale niejedynym, bo w dzisiejszym klubie jest co najmniej 9-10 posłów, którzy uważnie obserwują to, co robi Jarosław Gowin. Mówi się nawet, że w najbliższym czasie, być może już podczas głosowania inicjatywy ludowej o referendum w sprawie sześciolatków, może dojść do pojedynczych odejść z klubu PO (być może tylko jednego), co postawiłoby poważniejszy znak zapytania nad funkcjonalnością rządowej większości.

Marek Biernacki podkreśla lojalność wobec premiera i nie daje pretekstów KPRM do tego, by otoczenie Tuska mogło uznać, że swoją polityką wykracza poza swoiste "pasmo wahań" politycznej niezależności od szefa rządu, ale z pewnością jest politykiem, który swój kurs prowadzi bardzo świadomie i z widokami nie tylko na to, by pozostać w budynku w tej części Alei Ujazdowskich.

fot. Fakt


09:51

Wypowiedzi poranka. Piskorski: Jeśli Schetyna przetrwa, będzie następcą Tuska. Biernacki: Śledztwo w sprawie Smoleńska powinno być bardziej sprawne
Andrzej Halicki w Salonie politycznym Trójki o wyborach w PO: Wszystko to są kwestie organizacyjne, ale także personalne. Każdy chce dla PO jak najlepiej. Mam nadzieję, że rywalizacja zakończy się dobrą współpracą i temperatura lekko się obniży. Przed nami maraton kampanii w krótkim czasie: wybory do Parlamentu Europejskiego, wybory samorządowe, wybory prezydenckie i wybory parlamentarne. Potrzebna jest oczywiście dyskusja jak Platformą zarządzać, w jaki sposób podejść do poważnych wyzwań w najbliższych latach. Paweł Piskorski w Jeden na Jeden tvn24: Schetyna przyjął jednak sprytną strategię, strategię przetrwania. Tuskowi nie udało się wyhodować swojego naturalnego następcy, jeśli więc tylko Schetyna tę sytuację przetrwa, jeśli jego strategia przeczekania Tuska okaże się skuteczna, to będzie nieuchronnym następcą. Bartosz Kownacki w Kontrwywiadzie RMF FM: Analiza sporządzona przez prokuraturę, odpowiednie służby jest na żenującym poziomie. Byłem pracownikiem Służby Kontrwywiadu Wojskowego i mam prawo twierdzić, że w tych instytucjach nie ma aż takich specjalistów, którzy zajmowaliby się badaniem katastrof lotniczych, analizowaniem zdjęć w tym zakresie, więc nie bardzo rozumiem, jak można przeciwstawiać zdaniem miernych specjalistów w stosunku do profesora Cieszewskiego. O teorii zamachu: Nie, nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć na tym etapie. Nie znam na nie odpowiedzi. Natomiast mogę powiedzieć z całą pewnością - nie chodzi tutaj o prace zespołu Macierewicza - że byłbym w stanie wskazać osoby w Polsce, które są odpowiedzialne za doprowadzenie do tego, że w ogóle do tej katastrofy doszło. Nie mówię tutaj o związku przyczynowym, tak jak jest rozumiany w świetle przepisów prawa karnego. Ludwik Dorn w Sygnałach Dnia PR1: Pan Lasek występuje w roli rządowego propagandysty, pan Macierewicz też występuje w roli propagandysty. Marek Biernacki w Polityce przy kawie TVP1: Śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej powinno być bardziej sprawne. Prokuratura przez zbyt wolne działania podgrzewa temperaturę. Witold Waszczykowski w Poranku WNET o sytuacji Ukrainy: Jest to gra geopolityczna między Rosją a Unią Europejską o duży kraj. UE ma więcej instrumentów, które mogłyby Ukrainę przekonać. Ukraińscy oligarchowie są bardziej skłonni do porozumienia z Europą, która da im suwerenność. Zbliżenie do Rosji ogranicza im suwerenność, to wtedy są podporządkowani jeszcze większym oligarchom rosyjskim. Rosjanie mają potężny instrument gazowy, ale on słabnie. Zmienia się przecież sytuacja energetyczna na świecie m.in przez gaz łupkowy i zdobywanie energii w inny sposób.

11:40

Kolejny spadek ocen premiera Tuska. Popierają go wyborcy PO i SLD

W październiku nieco pogorszył się społeczny odbiór premiera Tuska. Jego zwolennicy stanowią obecnie jedną czwartą ankietowanych (25%, od września spadek o 3 punkty), a przeważająca grupa (61%, wzrost o 2 punkty) ocenia go negatywnie. Zadowolenie z szefa rządu deklaruje cztery piąte elektoratu PO (81%) oraz ponad dwie piąte potencjalnych wyborców SLD (43%).

Od września też nieco ubyło zwolenników gabinetu Donalda Tuska (o 3 punkty, do 20%). Tak jak przed miesiącem największa grupa badanych (46%) wyraża niezadowolenie z ekipy rządzącej, a prawie jedna trzecia (30%) ma do niej stosunek obojętny. Poparciu gabinetu Donalda Tuska sprzyja starszy wiek, wyższe wykształcenie (27%), zamieszkiwanie w większej miejscowości i lepsza sytuacja materialna. Pozytywny stosunek do ekipy rządzącej częściej deklarują też osoby nieangażujące się religijnie (35%) oraz mające lewicowe poglądy polityczne (28%).

Co oczywiste, zwolennicy rządu dominują jedynie w elektoracie PO (78%). Ale już zwolennicy SLD wyraźnie częściej sympatyzują z rządem Tuska, niż wyborcy koalicyjnego PSL. Spośród sympatyków pozostałych popularnych formacji politycznych gabinet Donalda Tuska akceptuje jedna trzecia potencjalnych wyborców SLD (33%), co dziewiąty zwolennik PSL (11%) i tylko 6% badanych popierających PiS.

Komentarz analityków CBOS: W październiku tylko co piąty Polak twierdzi, że identyfikuje się z rządem i jego polityką, a co czwarty wyraża zadowolenie z tego, iż prezesem Rady Ministrów jest Donald Tusk. Wyniki te należą tym samym do najgorszych od czasu, kiedy stanął on na czele rządu. Nie można jednak powiedzieć, by obecne notowania gabinetu Donalda Tuska były zaskoczeniem – równie niskie oceny notujemy od kilku miesięcy. Zła passa rządu trwa i wydaje się, że może być trudno ją odwrócić. Nie wiadomo bowiem, jakie działania byłyby w stanie odbudować nadwyrężone przez ekipę rządzącą zaufanie społeczne.

Badanie „Aktualne problemy i wydarzenia” przeprowadzono metodą wywiadów bezpośrednich (face‑to‑face) wspomaganych komputerowo (CAPI) w dniach 3–9 października 2013 roku na liczącej 1066 osób reprezentatywnej próbie losowej dorosłych mieszkańców Polski.


12:53

Dlaczego czerwony Włocławek obala czerwonego prezydenta?

To właśnie tu chciano postawić Edwardowi Gierkowi pomnik. To właśnie tu SLD notowało rekordowe wyniki i to właśnie tu rządzi prezydent, który zawodowe szlify zdobywał w Milicji Obywatelskiej... Jego dni u władzy mogą być jednak policzone, bo część mieszkańców ma już go dość. Andrzej Pałucki nie ma na swoim podwórku zbyt wielu sukcesów, ale ma za to jeden poważny atut: skłóconą Platformę Obywatelską. Referendum już w najbliższą niedzielę, 27 października.

Idąc ulicami Włocławka, w miejscach, gdzie kiedyś były sklepy dziś można skorzystać z atrakcyjnej oferty oferty: "szybki kredyt", "kasa bez ukrytych opłat", "gotówka w nawet jeden dzień". Interes się kręci, bo nie brakuje tych, którym nie starcza do pierwszego. W marcu tego roku bezrobocie w mieście wyniosło rekordowe 21 procent, a samym powiecie sięgnęło 30. Z roku na rok jest coraz gorzej. Włocławek, to jedno z tych miast, które na reformie administracyjnej straciło najwięcej. Niegdyś było stolicą województwa. Dziś, wraz z Inowrocławiem i Grudziądzem, walczy o resztki ze stołu przy którym główne miejsca zajmuje Toruń z Bydgoszczą. Duże i skłócone ze sobą miasta walczą o każdy grosz i nie martwią się o mniejszych partnerów. Grudziądz miał chociaż swój moment w krajowej kampanii, gdy Platforma chwaliła się zbudowanym tam nowoczesnym szpitalem. Inowrocław to coraz bardziej znane sanatoria, a Włocławek... no właśnie.

Gdy pojawiła się informacja o tym, że ketchup z Włocławka przestanie istnieć wielu mieszkańców było zszokowanych. W mieście już wcześniej splajtowała większość zakładów, a sos pomidorowy był jedyną znaną w kraju rzeczą, która pozostała jeszcze miastu. Choć sytuacja jest trochę bardziej skomplikowana, to winą został obarczony prezydent. Jego bezczynność i dobre samopoczucie irytowało jak nigdy. Do tego Andrzej Pałucki zabrał się za zwolnienia w oświacie, które z dnia na dzień dotknęły ponad stu nauczycieli. Na fali referendów, które odbywają się w całym kraju za zbieranie głosów wzięli się mieszkańcy miasta. Okazało się to prostsze niż wszyscy myśleli.

- Mamy dość aroganckiego sposobu rządzenia - mówi 300polityce Łukasz Zbonikowski z PiS - Nauczycieli zwolniono o wiele więcej niż w dwa razy większym Toruniu, a informacje które docierają ze spółek miejskich są szokujące. Firma, która myślała o zainwestowaniu w ketchup przez rok chciała porozmawiać z kimś z miasta, ale nikt nie znalazł czasu.

W tej ostatniej sprawie  ratusz tłumaczył, że nie może ingerować w wolny rynek, ale to nie przekonało mieszkańców. Przyciśnięte do ściany miasto zaczęło w końcu interesować się sprawą.

Niezależnie od powodzenia referendum przyszłość Andrzeja Pałuckiego w znacznym stopniu zależy od tego, jak działać będzie opozycja. Bo walka toczy się oczywiście o to, kto będzie przyszłym prezydentem. Wspomniany Łukasz Zbonikowski z PiSu na krajowej scenie znany jest głównie z afery meleksowej, ale w samym Włocławku jest postrzegany jako aktywny polityk i ma liczne grono sympatyków. Jego problemem jest to, że Prawo i Sprawiedliwość w tradycyjnie lewicowym mieście nie ma zbyt dobrych notowań. Większe szanse miałby ktoś z Platformy Obywatelskiej, ale ta jest zajęta głównie walką sama ze sobą. Karty rozdaje posłanka Domicela Kopaczewska, która do Sejmu dostaje się głównie dzięki dobremu miejscu na liście. Z Warszawy słabo widać nieudolność w terenie i Kopaczewska cały czas ma się dobrze. Jej człowiek Andrzej Kazimierczak w ostatnich wyborach na prezydenta osiągnął, jak na kandydata rządzącej partii, kompromitujący wynik - 11%. To sprawia, że w najbliższej kampanii włocławska PO postawi na posła Marka Wojtkowskiego. Ale tylko dlatego, że wcześniej postawili na niego sami mieszkańcy windując go z niskiego miejsca na liście do Sejmu. Wojtkowski robi wrażenie kompetentnego, jest naukowcem, człowiekiem z doświadczeniem w zarządzaniu, który jest mocno zaangażowany w sprawy miejskie. Wszystkie te cechy sprawiają, że nie wzbudza on entuzjazmu w regionalnej PO, która zainteresowana jest tym, by przetrwać.  Nawet za cenę porozumień z Pałuckim. Ich posła to jednak nie interesuje.

- Włocławek musi być miastem obywatelskim- mówi 300polityce Wojtkowski - Należy uruchomić pomocnicze rady dzielnicowe, tak by zaktywizować mieszkańców, a budżet partycypacyjny przestał być fikcją. Zamierzam też postawić na gospodarkę i zbudować zespół, który zajmie się pozyskiwaniem przedsiębiorców.

Po raz pierwszy Włocławek ma na to szansę. Pomóc ma to, że już za chwilę będzie tu autostrada, a niskie koszty pracy zachęcą do inwestowania.  Niedzielne referendum może być początkiem tych zmian.

Czytaj też: Odwoływanie prezydentów. Ogólnopolski trend – nie tylko Warszawa i Elbląg 


15:14

W weekend odbędą się kolejne spotkania prezesa PiS w terenie

Prezes PiS Jarosław Kaczyński wraca do objazdu po kraju. W ten weekend odwiedzi cztery miejsca w województwach pomorskim, warmińsko-mazurskim i mazowieckim. Ma w planach dwa spotkania w sobotę i dwa w niedzielę. W sobotę odwiedzi Kwidzyn i Dobre Miasto, a w niedzielę Legionowo i Warszawę. Spotkania planują również parlamentarzyści PiS ( m.in. Beata Szydło, Mariusz Kamiński, Mariusz Błaszczak) w całym kraju.


16:00

Jak Platforma przekonuje do udziału w referendum w Słupsku

Sezon referendalny trwa. W mediach kampania w Słupsku - związana z niedzielnym referendum - pojawiła się już przy okazji dyskusji o referendum w Warszawie. A to za sprawą tamtejszej Platformy, która bardzo intensywnie próbuje przekonać mieszkańców miasta o tym, że warto iść na referendum i odwołać prezydenta Macieja Kobylińskiego. Cała kampania to nietypowe  starcie Platformy i SLD. Jakich argumentów używa partia Donalda Tuska w Słupsku?

Referendum nie odbywa się - tak jak w Warszawie - z inicjatywy mieszkańców, tylko zdecydowała o nim Rada Miasta. Prezydent nie otrzymał bowiem absolutorium budżetowego za 2012 rok. Kobyliński  - popierany przez SLD -  rządzi miastem nieprzerwanie od 2002 roku. Podczas ostatniej kampanii zapowiadał jednak, że obecna kadencja będzie jego ostatnią. Zarzuty radnych dotyczyły m.in. złego zarządzania finansami miasta, aroganckiej postawy prezydenta i braku współpracy z radnymi. Za nieudzieleniem absolutorium opowiedzieli się politycy z Platformy, PiS i lokalnego komitetu Nowy Słupsk. Przeciwko byli tylko radni SLD. " Wy jesteście tak zacięci, że gdyby prezydent zrobił Słupsk ze złota, to i tak głosowalibyście przeciw" - mówił w trakcie sesji radny Izydor Orlik z SLD.

Niedzielne referendum nie jest pierwszą próbą odwołania prezydenta. W referendum w listopadzie 2012 roku frekwencja wynosiła 16,5% - to było za mało, by Kobyliński stracił stanowisko. Wtedy głosowanie odbyło się z inicjatywy mieszkańców, a konkretniej Stowarzyszenia Nasz Słupsk. Jednym z argumentów przeciwko prezydentowi były nieprawidłowości w trakcie budowy aquaparku w mieście, kluczowej inwestycji prezydenta. To także pojawia się i w tej kampanii. Oto np. treść listu otwartego, pod którym podpisali się działacze PO, PiS, Twojego Ruchu, przedsiębiorcy, członkowie Stowarzyszenia Nasz Słupsk: "Prezydent Maciej Kobyliński źle zarządza finansami miasta, co potwierdziła swoją uchwałą nie tylko Rada Miejska, ale również nadzór finansowy z Gdańska oraz wojewoda pomorski. (...) Słupsk znajduje się w ścisłej czołówce najbardziej zadłużonych miast w Polsce. Sposób sprawowania władzy jest nieprzejrzysty, wiele informacji jest ukrywanych, podawanych szczątkowo, albo nieprawdziwych. Ewidentnym przykładem tego jest sposób prowadzenia budowy słupskiego Aquaparku, gdzie kłamstwo goni kłamstwo, a rozrzutność widoczna jest gołym okiem". Pod listem podpisali się także członkowie Solidarności a także działacze Civitas Christiana.

Platforma przekonuje, że ta koalicja anty-Kobyliński jest bezprecedensowa. "W historii Słupska jeszcze nigdy nie zdarzyło się, aby tak wiele różnych organizacji, stowarzyszeń i środowisk osiągnęło porozumienie w jednej sprawie". - stwierdził Zdzisław Sołowin z PO, przewodniczący Rady Miasta. Sołowin w wywiadzie tak mówił o instytucji referendum: "To forma głosowania najbliższa ideałowi demokracji bezpośredniej. Demokracji, o którą zabiegano w powojennej Polsce blisko 50 lat. Jak nigdy dotąd, głos każdej słupszczanki i każdego słupszczanina ma znaczenie. Bo w tym głosowaniu wypowiemy się w jednej konkretnej sprawie – w kwestii pomyślnej przyszłości naszej małej ojczyzny. Nasze „tak” lub „nie” zdecyduje, czy w Słupsku zacznie zmieniać się coś na lepsze".

Lokalna PO na swoim profilu na FB opublikowała nawet specjalny spot - za wypowiedziami prezydenta - przed referendum. Spot ma podkreślać negatywne cechy charakteru Kobylińskiego. Zatytułowany jest "Idź na referendum" a występują w nim także politycy PiS.

http://youtu.be/MEamQs-JwnM

Na potrzeby kampanii PO założyła nawet specjalny serwis Zmien.Slupsk.pl i profil na FB.



 

To z tego profilu pochodzi grafika, wykorzystana do internetowego hitu z czasów kampanii referendalnej w Warszawie.



 

Jak broni się prezydent Kobyliński? Jego rzecznik nazwał całą inicjatywę "polityczną rozróbą", co brzmi bardzo znajomo. Wojciech Gajewski, przewodniczący klubu SLD w Radzie Miasta stwierdził: "Uznajemy referendum za polityczne - podkreśla Gajewski. - Nie zachęcamy słupszczan i nie będziemy prowadzić żadnej akcji, która by sprzyjała frekwencji czy uczestnictwu w referendum. Wynika to z faktu, że do końca kadencji pozostał rok i należy tę kadencję dokończyć. Wyborcy będą mieli czas na weryfikację i ocenę naszych działań jako radnych SLD i pana prezydenta w nowych wyborach, które będą rozpisane za rok".

By niedzielne referendum było ważne, musi zagłosować 15 679 mieszkańców miasta. Rok temu zagłosowało 12 488. W niedzielę późnym wieczorem przekonamy się, czy taktyka Platformy i jej sojuszników okazała się skuteczna.

fot. FB Platformy w Słupsku


21:52

Pentagon:

Jeśli syntezator mowy IVONA zyska świadomość, zwróci się przeciwko ludziom