Relacja Live

16.10.2013

11:15

Dlaczego budżet obywatelski może być istotnym narzędziem w kampanii samorządowej 2014

UM w Łodzi podsumował wyniki głosowania na budżet obywatelski. Jak się okazało, w projekcie wzięło udział prawie 130 tysięcy osób (na 742 tysiące mieszkańców). Ta wysoka frekwencja świadczy najlepiej o skali całego projektu. Ale to tylko jeden aspekt całej sprawy. Budżet obywatelski może stać się dla samorządowców istotnym argumentem w zbliżającej się kampanii.

Ten zgrabny filmik o głosowaniu w Łodzi pojawił się w sieci kilka tygodni temu. Prezydent Zdanowska w ten właśnie sposób postanowiła reklamować projekt, w którym do rozdysponowania było ponad 20 mln złotych - co jest rekordem w skali całego kraju.



Po kilku modyfikacjach to mógłby być spot w kampanii samorządowej. Prezydent Zdanowska nie będzie miała żadnych problemów, by pokazać obywatelskie, oddolne zaangażowanie mieszkańców - możliwe dzięki budżetowi - jako argumentu w kampanii wyborczej. Platforma w szczególności - po bolesnej, i bardzo niewygodnej kampanii w Warszawie - bardzo potrzebuje argumentów, które miałby udowodnić, że nie jest "Obywatelska" tylko z nazwy.

Widać to w Łodzi. Prezydent Zdanowska nie tylko uniknęła referendum, ale i skutecznie przeprowadziła projekt, który będzie stawiany jako wzór w całej Polsce. W ten sposób daje mieszkańcom realny wpływ na to, jak wygląda ich miasto. To nie jest PRowski trik. Dzielenie tak dużej kwoty w ten sposób to ewenement. A budżet to nie tylko głosowanie - to także proces, który zakończy się realizacją konkretnych inwestycji. Wszystko to tworzy sytuację, w której - bardziej lub mniej wyraźnie - można w kampanii wyborczej eksponować partycypacyjny i obywatelski charakter rządów. Kontrkandydatom Zdanowskiej będzie dużo trudniej zarzucać arogancję, ignorowanie potrzeb obywateli i ich zdania. A to np. będzie jednym z elementów każdej kampanii przeciwko Hannie Gronkiewicz-Waltz, niezależnie od aktywności prezydent w okresie przed referendum i planów na wprowadzenie budżetu obywatelskiego (w innej formie, na poziomie dzielnic) w Warszawie.

Spot, który przygotowała Zdanowska na potrzeby kampanii w PO jest dobrą zapowiedzią tego, w jaki sposób może wyglądać jej kampanii re-elekcyjna.

http://youtu.be/qdgenkwA8g0

Budżet obywatelski może być doskonałym narzędziem w kampanii dla wszystkich urzędujących  prezydentów miast - jako symbol dialogu i zaangażowania obywateli w bieżące sprawy miasta. I jest stosowany na coraz większa skalę, niezależnie od opcji politycznej. W Poznaniu, w tegorocznej edycji budżetu oddano aż 88 597 głosów, co najlepiej pokazuje skalę zaangażowania mieszkańców. Do wydania było 10 mln złotych. Także w  Radomiu (rządzonym przez PiS) mieszkańcy wybierali w tym roku projekty miejskie do zrealizowania - głosowało 8,3 tysiąca osób. Pierwszym miastem, który wprowadził tego typu rozwiązanie był Sopot w 2011 roku. W trzeciej edycji budżetu zgłoszono ponad 100 projektów miejskich, w głosowaniu wzięło udział 2151 osób. Tymczasem w pierwszej edycji budżetu obywatelskiego we Wrocławiu zagłosowało 52 tysiące osób, w tym - co także jest istotne -  50 tysięcy przez internet. Do rozdysponowania było "tylko" 3 mln złotych, ale prezydent Rafał Dutkiewicz zapowiedział już, że w przyszłym roku będzie to aż 20 mln.  Budżet wprowadzany jest także w mniejszych miastach. Np. w tym roku w Jaworznie głosowało 18% uprawnionych do głosowania (14.604 osób).

W każdym z tych miast budżet obywatelski może okazać się dla polityków - niezależnie od reprezentowanej przez nich opcji politycznej - dobrym argumentem do wykorzystania w zbliżającej się kampanii.


09:56

Wypowiedzi poranka. Brudziński: Przegraliśmy o włos. Palikot: W referendum nie było zagrożenia PiS
Janusz Palikot w TOK FM o referendum: Z punktu widzenia mieszkańców Warszawy mamy milion inwestycji i 500 milionów zgromadzonych obietnic inwestycji. To się Warszawie tak opłacało, że gdyby nawet w okolicach radia znaleziono ropę, nie wiem, czy byłoby takie przebicie jak nakłady na to referendum. Warszawa jest lepiej zarządzana, zgromadziła inwestycje, które były prawdopodobnie niewykonalne w ciągu najbliższych lat, jak południowa obwodnica, doszło do obniżki cen śmieci i szeregu innych korzystnych decyzji. Z tego punktu widzenia zmiana się odbyła. I ona jest korzystna. O PiS w referendum: W referendum nie było zagrożenia PiS. Mimo że PO i część mediów wmawiała opinii publicznej to zagrożenie. O SLD: Jeszcze większy problem miał Miller. On wzywał, co znacznie łatwiejsze, do niepójścia na referendum. Połowa wyborców SLD poszła zagłosować, mimo wezwania Millera. Władysław Kosiniak-Kamysz w Sygnałach Dnia PR1 o Karcie Rodzin Wielodzietnych: To jest z jednej strony danie szansy na ulgę finansową dla dużych rodzin, a z drugiej strony przywracanie tym rodzinom szacunku. Ma charakter finansowy i prestiżowy. Andrzej Biernat w Salonie politycznym Trójki o oskarżeniach posłanki Sławiak: Jestem zwolennikiem prania brudów we własnym gronie i we własnej pralni, a nie wywlekania ich na forum publicznie. W takich sytuacjach warto rozmawiać między sobą, a jeżeli sami nie potrafimy się porozumieć, to warto poszukać rozjemcy, ale wewnątrz, a nie na zewnątrz. Joachim Brudziński w RMF FM: Gdyby w kampanię równie mocno zaangażowali się ci, którzy również głosili chęć odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz, to to referendum w Warszawie byłoby skuteczne. Zabrakło niespełna 40 tysięcy głosów na milion 300 tysięcy uprawnionych do głosowania. Przegraliśmy o włos, przegraliśmy tylko i wyłącznie dlatego, że Miller podał tlen Tuskowi i dlatego że Ruch Palikota nie zaangażował się na miarę swoich możliwości i zasobów finansowych. O planach: Dzisiaj mówimy tak: chłopaki nie płaczą, robimy swoje, przed nami 12 miesięcy, aby przygotować się do wyborów nie tylko w Warszawie, ale w ogóle do wyborów samorządowych, wcześniej wybory do europarlamentu. O premierze i prezydencie: Premier i prezydent na pewno złamali tutaj kartę praw Rady Europy. W tej sprawie będzie nasza interwencja dlatego, że referendum jest świętym prawem demokracji wszystkich Polaków i najważniejsze osoby w państwie, na ramionach których - tak jak w wypadku prezydenta Komorowskiego - spoczywa odpowiedzialność za polską konstytucję nie mogą wzywać do bojkotu. Jacek Kurski w Radiu ZET o referendum: Wejście z tym bejzbolem - godziną W, mytem za mosty, zakazem lotów - sprawiło, że ludzie nie chcieli grać w orkiestrze PiS. Andrzej Halicki w Jeden na Jeden TVN24 o oskarżeniach o korupcję w PO: Jeśli ktokolwiek, a zwłaszcza w naszych szeregach, takie sytuacje zauważa, a nazywa to korupcją polityczną, to zasadne byłoby zgłoszenie do prokuratury fot. RMF24.pl

16:33

W poniedziałek w Agorze Applebaum, Modzelewski, Michnik i Kurski

W poniedziałek o 17.00 w Agorze na Czerskiej odbędzie się spotkanie z okazji polskiej premiery książki "Za żelazną kurtyną. Ujarzmienie Europy Wschodniej 1944-1956" Ann Applebaum. Z małżonką szefa polskiej dyplomacji rozmawiać będą prof. Karol Modzelewski oraz Adam Michnik, a spotkanie poprowadzi Jarosław Kurski.

Książkę w lutym recenzował na łamach "Polityki" Daniel Passent: Stanowi wielowymiarowy portret stalinizmu – od partii, gospodarki i bezpieki aż po kulturę, młodzież i humor. Pokazuje, jak komunizm przenikał do wszystkich komórek społeczeństwa, jak je opanowywał i w jaki sposób organizm ulegał bądź się bronił, wytwarzał przeciwciała. Zdaniem Applebaum, pod koniec wojny komuniści łudzili się, że obejmą władzę na drodze wolnych wyborów. "Zarówno Związek Radziecki (Soviet Union), jak i jego sojusznicy w Europie Wschodniej sądzili, że demokracja zadziała na ich korzyść. To ważna obserwacja, często przeoczana i warta powtórzenia: chociaż szczerość tych oczekiwań różniła się w zależności od kraju, większość partii w regionie wkrótce po zakończeniu wojny przeprowadziła wybory, ponieważ sądziła, że wygra, i miała po temu pewne prawdziwe racje".


19:25

Temat "Schetyna wraca do rządu" jest zjawiskiem cyklicznym, i pojawia się co kilka miesięcy

1,600,000 - tyle Google znajduje wyników po wyszukaniu hasła "Schetyna wraca do rządu". Fraza jest bardziej popularna nawet niż samo hasło "Grzegorz Schetyna" (501,000 stron). Nic dziwnego - temat powrotu do rządu byłego wicepremiera jest zjawiskiem cyklicznym, skorelowanym zwykle z większymi lub mniejszymi trudnościami Platformy. Jego renesans w ostatnich dniach jest o tyle nietypowy, że występuje po tym, jak Platforma "obroniła" Warszawę w niedzielnym referendum.

Wczoraj ten temat pojawił się w "Faktach TVN", Schetyna był także gościem "Faktów po Faktach". Dziś Cezary Grabarczyk w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej"  stwierdził: "Schetyna to twardy zawodnik. Lepiej wspominam czasy, kiedy tacy twardzi zawodnicy współpracowali. Ta współpraca budowała siłę PO, ale także była odpowiedzią na zapotrzebowanie członków Platformy(...) Widzę dla niego miejsce w rządzie, ale decyzję może podjąć tylko premier." Dziś SE pisze: "Już w listopadzie premier ma przeprowadzić zmiany w rządzie. Wśród posłów Platformy coraz głośniej słychać, że jeśli Tusk chce uratować tonącą partię, musi zapomnieć o wojnie z Grzegorzem Schetyną(50 l.) i wciągnąć go do rządu. Najlepiej, gdyby dał Schetynie tekę wicepremiera. Taką decyzję sugeruje Tuskowi m.in. Janusz Dzięcioł".

Ostatnie tak wyraźne pojawienie się tego tematu miało miejsce wiosną tego roku, po apogeum kłopotów Platformy wywołanych m.in. sprawą zegarków ministra Nowaka. Oto fragment tekstu Andrzeja Stankiewicza z "Rz" z 21 maja o tym, że otoczenie premiera widzi w Schetynie źródło kłopotów rządu: "W Platformie spekuluje się, że Schetyna gra na powrót do rządu. Pojawiają się plotki, że chodzi o ważne resorty. Rozmówcy „Rz" wspominają m.in. o Ministerstwie Administracji i Cyfryzacji, którego włodarz Michał Boni już ogłosił, że chce wyjechać do europarlamentu. A ten resort to spora część dawnego imperium Schetyny, gdy był szefem MSWiA w poprzedniej kadencji. Schetynie miałoby też zależeć na wprowadzeniu do rządu swoich ludzi, np. awansowaniu Stanisława Gawłowskiego na ministra środowiska, a także wprowadzeniu do rządu tak wyrazistych „schetynowców", jak Andrzej Halicki czy Rafał Grupiński".

O tym, że Schetyna mógłby poprawić wizerunek rządu, mówił 22 maja w "Kropce nad i" Jarosław Gowin. "Jeżeli szukamy osób, które mają wizerunkowo znacząco poprawić obraz rządu, to jedną z takich osób jest Grzegorz Schetyna".

W rozmowie z Moniką Olejnik w Radiu ZET 22 maja Schetyna mówił: "Nie ma tematu mojego powrotu do rządu i musiałoby się sporo zmienić, żeby taki temat się pojawił". Ten zwrot pojawił się także wczoraj w "Faktach po Faktach".

Co ciekawe, Schetyna często używa słowa "projekt" w odniesieniu do Platformy. Mówił tak wczoraj w "Faktach po Faktach", mówił tak np. w rozmowie z Anną Gielewską po porażce PO w Rybniku, mówiąc, że "walczy o Platformę": "O jej siłę, integralność, o to, żeby była gotowa do wyborów do europarlamentu i najważniejszych – samorządowych. No i żeby w dobrym stylu przeszła wybory wewnętrzne. To jest wielki projekt, z którym jestem związany od początku". Gielewska w tekście dla tygodnika "Wprost" z 19 maja tego roku napisała: "Premier od kilkunastu dni sonduje w gronie współpracowników, czy wziąć Schetynę do rządu przy okazji rekonstrukcji. Gdzie? - Grzesiek pewnie wziąłby resort sportu. Ale obawia się, że Tusk go będzie chciał ubrać w ministerstwo transportu po Nowaku. A na taki układ, jeszcze z Rostowskim w randze wicepremiera, to nie pójdzie – twierdzi jeden ze współpracowników Schetyny".

Wcześniej, temat "Schetyna w rządzie" pojawił się także wiosną 2012 roku. Wtedy temat najbardziej otwarcie "wrzucił" Mirosław Drzewiecki, który powiedział w "Kontrwywiadzie RMF" 29 maja 2012 : "Tusk i Schetyna wypalili fajkę pokoju, teraz razem pochylają się nad spadkami sondaży PO". Wcześniej, Anna Gielewska w tekście "Nowa płyta oldbojów" pisała o rozejmie między Tuskiem i Schetyną, i o ich wspólnej grze w piłce, pierwszej po miesiącach przerwy. "Pytanie, jakie miejsce w tym nowym rozdaniu ma przypaść Schetynie. W zasadzie od tej decyzji Tuska może zależeć to, co się będzie działo w jego partii. – Tu się zderzają sentyment i zimna kalkulacja. Z jednej strony jest nadzieja, ale już bardzo mocno doświadczona, z drugiej – cynizm. Ale Tuskowi coraz bardziej przestaje się opłacać trzymanie Schetyny na odległość – podsumowuje jeden z naszych rozmówców".

Słowa Drzewieckiego Schetyna komentował na antenie TVN24 w następujący sposób: "Słyszałem wypowiedź Mirosława Drzewieckiego. Nie wiem, o czym mówił. Może ma jakąś tajemną wiedzę". Jak stwierdził, pytany o wejście do rządu: "Niczego nie wykluczam. Ale uważam, że dziś najważniejsze zadania, które mamy przed sobą, to przeprowadzenie w dobrym stylu Euro 2012, bo to jest nasza wielka, narodowa impreza".

Temat "wejście Schetyny do rządu" pojawił się także - chociaż w dużo słabszej formie - już po 100 dniach drugiej kadencji premiera Tuska. Np. "Fakt" pisał wtedy  o powrocie Schetyny w okładkowym tekście "Schetyna ocali Tuska"? Fakt pisał o "tajnym" spotkaniu Schetyny z Drzewieckim, a także o kolacji Tuska ze Schetyną, do której ostatecznie nie doszło. O tym, że w rządzie pojawi się Grzegorz Schetyna (miał zastąpić minister Muchę) mówił Janusz Palikot, który zresztą powtórzył przewidywania o takim scenariuszu w czerwcu 2012 roku.

Temat "powrót Schetny do rządu" trwa zwykle od kilku dni do kilku tygodni. Dlatego też znajdujemy się dopiero w jego początkowej fazie.

Fot. schetyna.pl


19:43

Panika w redakcjach. Boniek chce, żeby reprezentację poprowadził dziennikarz sportowy