Nie będzie innego
- Kaczyński o kandydacie PiS na premiera
Gorący temat
14.10.2013
00:29
Chociaż PKW nie podało jeszcze oficjalnych wyników referendum, to od kilku godzin trwa intensywne spinowanie wyników, na podstawie pierwszego badania exit poll TNS, które pokazało, że referendum nie będzie ważne. Oto jak najważniejsi gracze w referendalnej wojnie interpretują wyniki.
Spin PiS. Prawo i Sprawiedliwość miało dziś przekaz oparty na dwóch głównych elementach. Pierwszy - skierowany do bazy partii - to stwierdzenie o "standardach białoruskich". Główne ostrze ataku skierowane jest przeciwko antymoblizacyjnej strategii Platformy. Jak stwierdził Mariusz Kamiński: "Premier i prezydent, angażując się w kampanię przedreferendalną, podeptali zasady konstytucyjne i standardy europejskie. To standardy, które w Polsce nie mogą obowiązywać, to są standardy białoruskie. Zobaczyliśmy inną twarz Platformy Obywatelskiej, partii, która w nazwie ma obywatelskość, która przeprowadziła kampanię sprzeczną z podstawowymi zasadami konstytucyjnymi".
Drugi przekaz PiS skierowany dotyczył lewicy. "Nie wygraliśmy, bo nie wszyscy zrobili swoje" - powiedział w TVN24 Adam Hofman. Jak stwierdził, referendum byłoby ważne, gdyby nie niskie zaangażowanie lewicy - oraz oczywiście niezgodne z wytycznymi Rady Europy zaangażowanie premiera i prezydenta i "straszenie" pracowników administracji. Hofman mówił: "Dlatego nie zwyciężyliśmy, ale pokazaliśmy, że mamy tak mocną drużynę, że nawet w tak trudnej sytuacji, jesteśmy w stanie się mobilizować".
Co ciekawe, również Ryszard Kalisz obwiniał dawnych kolegów z SLD o przyczynienie się do klęski referendum "Zbyt niska frekwencja to skutek m.in. neutralnej postawy SLD". - mówił.
Spin WWS. Piotr Guział od wielu tygodni powtarzał, że i tak jego ugrupowanie odniosło sukces, poprzez zmuszenie ratusza do aktywności. Nie inaczej było dzisiaj. Jak stwierdził: "Zagoniliśmy ich do roboty na rzecz naszego miasta. Bez względu na wynik tego referendum , teraz jest czas byśmy dopilnowali tych obietnic, żeby nie było tak jak z obietnicami Hanny Gronkiewicz-Waltz, tymi niezrealizowanymi z 2006 i 2010 roku. Będziemy tuż za panią. Będzie pani czuła nasz oddech na plecach aż do samych wyborów ". Ostro skomentował także strategię Platformy: "Uruchomili przemysł pogardy dla praw obywatelskich, a warszawiacy pokazali, że są niepokorni. Partie z warszawiakami nie wygrają".
Spin Platformy. Platforma pozostała wstrzemięźliwa jeśli chodzi o komentowanie wyników referendum. "Dostaliśmy źółtą kartkę, i wyciągamy konsekwencje" - powiedział w TVN24 Andrzej Halicki. Wspomniał też o "zawłaszczeniu" referendum przez PiS. Adam Szejnfeld stwierdził natomiast, że do referendum poszedł przede wszystkim elektora PiS, co przełożyło się na takie a nie inne wyniki. Szejnfeld mówił także: "Wczoraj był zamach smoleński, jutro będzie warszawski. Zamach na demokrację!".
Premier Tusk na Twitterze zacytował tylko Niemena.
Zobaczysz, jak przywita pięknie nas warszawski dzień:)
— Donald Tusk (@premiertusk) October 13, 2013
09:44
11:33
Sondaż:
Konflikt PO-PiS nie jest uznawany za najważniejszy na polskiej scenie politycznej
Z sondażu CBOS pokazującego poglądy ankietowanych dotyczące konfliktów w Polsce, że starcie polityczne PO-PiS nie jest uznawane za najistotniejsze na polskiej scenie politycznej, podobnie jak spór "smoleński". Jak się okazuje, najwięcej wskazań - wśród respondentów, którzy wskazywali istnienie konfliktów w kraju - ma ogólny "konflikt między partiami". Oto najważniejsze wnioski z tego sondażu.
Jak piszą analitycy CBOS: "Najczęściej mówiono o konflikcie między partiami politycznymi, nie precyzując jakich partii on dotyczy (24% badanych dostrzegających konflikty społeczne, co stanowi 18% ogółu badanych). Kolejnym pod względem częstości wymieniania jest konflikt pomiędzy Platformą Obywatelską a Prawem i Sprawiedliwością, a więc na linii dominująca partia rządząca i główna partia opozycyjna (16% badanych dostrzegających konflikty społeczne, co stanowi 12% ogółu badanych). Co ciekawe, konflikt pomiędzy PO i PiS znacznie częściej wymieniali potencjalni wyborcy PO niż PiS. Jako personalnie skonfliktowani postrzegani są też liderzy tych partii, czyli Donald Tusk i Jarosław Kaczyński (3% badanych dostrzegających konflikty społeczne, co stanowi 2% ogółu badanych). Obie te partie oraz ich liderzy sporadycznie wymieniani byli także jako strony innych sporów. Analizy wykazały, iż ogólnie rzecz biorąc, jeśli chodzi o częstość wymieniania ich jako strony konfliktów społecznych w naszym kraju, można mówić o remisie pomiędzy PO i PiS oraz Jarosławem Kaczyńskim i Donaldem Tuskiem".
Konflikt PO-PiS był drugi pod względem "popularności" w tym zestawieniu. Tylko 3,3% wskazywało konflikt osobisty premiera Tuska z Jarosławem Kaczyńskim. Co więcej, zajmujący uwagę mediów "konflikt smoleński" wskazuje tylko 0,2% ankietowanych. 14% wskazuje, że w Polsce toczy się konflikt "władzy ze społeczeństwem", w tym tylko 3,1% wskazuje jako istotny konflikt starcie związkowców z rządem.
Wśród konfliktów niepolitycznych dominuje "starcie biednych z bogatymi" (7%) a także "pracownicy-pracodawcy" - 6%
Badanie „Aktualne problemy i wydarzenia” (280) przeprowadzono metodą wywiadów bezpośrednich (face‑to‑face) wspomaganych komputerowo (CAPI) w dniach 5–12 września 2013 roku na liczącej 911 osób reprezentatywnej próbie losowej dorosłych mieszkańców Polski.
13:23
PKW podała dziś oficjalną frekwencje w referendum, która wynosiła 25,66%. Na konferencji prasowej prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego lider tego ugrupowania podziękował za udział w referendum, które odbyło się - jak to określił - "w niekonstytucyjnych warunkach". Prezes PiS stwierdził, że frekwencja i tak była wyższa niż w Elblągu, wyższa od wielu referendów, które były skuteczne. Jak jednak stwierdził prezes, działania Platformy były sprzeczne z art 96 Konstytucji. "Doszło do nadużycia" - mówił prezes Kaczyński.
To kontynuacja "twardego" przekazu, który pojawił się już wczoraj, w pierwszych komentarzach PiS po kampanii. Jak zapowiedział na konferencji Mariusz Kamiński, PiS przygotuje specjalne raporty, która mają pokazać skalę nieprawidłowości i nadużycia władzy m.in. zniechęcanie mieszkańców, brak obwieszczeń o referendum.
"Pewne założenia się sprawdziły, pewne się nie sprawdziły. Po części się nie udało, po części się udało" - mówił lider PiS o skuteczności kampanii referendalnej partii. Jak stwierdził, litera "W" oddziaływała pozytywnie na elektorat najbardziej wykształcony, a Adam Hofman "przyłożył się" do kampanii.
Prezes PiS określił jako "dziwne" opóźnienie w podawaniu wyników przez PKW.
Czytaj też: Spin najważniejszych graczy w referendum. PiS o naciskach, Guział o zwycięstwie, PO o żółtej kartce
fot. PiS na FB
16:37
W pierwszym komentarzu (nie licząc wczorajszego wpisu na TT) po referendum premier Tusk stwierdził, że jego wynik to "znak wsparcia" od dużej grupy mieszkańców miasta. Jak stwierdził premier, nie czuł się najlepiej z taktyką, którą zaproponował przed referendum, ale była ona "pragmatyczna".
Tusk na konferencji prasowej po powrocie z Budapesztu stwierdził też, że zarzuty PiS dotyczące niekonstytucyjności jego działań są "absurdalne", a w całym referendum nie chodziło o Warszawę, tylko bardziej o polityczną wojnę. Jak powiedział premier, zarzuty o niekonstytucyjność działań to także reakcja na wyniki referendum, bo tydzień czy dwa tygodnie wcześniej nikt takich zarzutów nie podnosił. "Rozumiem rozgoryczenie niektórych polityków" - powiedział premier. "Nie dam sobie wmówić, że poniosłem klęskę w niedzielę" - stwierdził Taktykę przed referendum nazwał "pragmatyczną" a "niepójście także było formą aktywności". Jak stwierdził, wolałby takiej taktyk nie proponować. Tusk podziękował także mieszkańcom Warszawy, i stwierdził, że rządzenie tym miastem nie jest łatwiejsze niż kierowanie rządem.
Premier odniósł się również do tego, czy uzasadniona jest cisza wyborcza. Jak powiedział, w sobotę cisza jest bez sensu, ale w niedzielę może mieć negatywne konsekwencje, jeśli chodzi o agitację przed lokalami wyborczymi.
Jutro premier Tusk wraz z m.in. posłem Killionem Munyamą rozpocznie wizytę w Zambii i RPA. Jak stwierdził premier, spodziewa się nowej fali złośliwości i memów, które zawsze towarzyszą wizytom w miejscach innych niż Bruksela.
fot. TVP Parlament
18:17
Analiza:
Stracona szansa Ryszarda Kalisza
Odwołanie Hanny Gronkiewicz-Waltz, przy jednoczesnej możliwości zwycięstwa w przedterminowych wyborach na prezydenta stolicy, najlepiej pokazuje paradoks politycznej sytuacji w Warszawie. Mimo wielu błędów HGW, opozycja nie jest w stanie wypromować jednej twarzy, mogącej zagrozić pozycji wpływowej polityk Platformy.
Być może jedynym realnym konkurentem, którego mogłaby obawiać się Gronkiewicz-Waltz, byłby Ryszard Kalisz. Ale niegdyś prominentny polityk Sojuszu, nie wychodząc z telewizyjnych studiów, kojarzy się bardziej z politycznym celebryctwem, niż z pracowitością. Mógł być głównym, albo przynajmniej jednym z głównych beneficjentów odwołania Gronkiewicz-Waltz, ale nie potrafił zaangażować się wystarczająco skutecznie.
Warszawska kampania dobitnie obnażyła jego sprawność organizacyjną. W jego politycznym interesie leżało przecież powodzenie referendum. Nawet najlepszemu reporterowi politycznemu trudno byłoby opisać leitmotiv Ryszarda Kalisza - zasłynął jedynie pojedynczą wypowiedzią, że jeżeli Donald Tusk w razie odwołania prezydent stolicy nie zarządzi przedterminowych wyborów, grozi mu Trybunał Stanu. Tylko, że HGW w RMF FM jednoznacznie mówiła, że jej odwołanie skutkowałoby wyborami.
Trudno zresztą mówić o szansie na zwycięstwo podzielonej lewicy - swoich prezydenckich ambicji nie kryje przecież Andrzej Rozenek. Nawet jeżeli zrezygnowałby z kandydowania - o czym pisaliśmy na 300polityce, a sam Rozenek wspominał w Tok FM, bo Kalisz jest jednak nieporównywalnie bardziej rozpoznawalny - to i tak musiałby zmierzyć się z SLD, który najpewniej wystawiłby własnego kandydata. Złośliwości na linii Kalisz-Miller, w tym ta o obronie HGW, nie ułatwiają porozumienia.
Dostatecznie wiarygodnym kandydatem nie może być także Piotr Gliński. Możliwe, że - jak zauważył Konrad Piasecki - przypomina Lecha Kaczyńskiego. Jednak człowiek bez żadnego politycznego zaplecza, stworzony w polityce przez Jarosława Kaczyńskiego, stając się kandydatem na wszystkie ważne stanowiska państwowe, wzbudza raczej kpiny. Marnym pocieszeniem jest, że PiS nie ma lepszego kandydata.
Potwierdzają to zresztą niedawne badania TNS Polska dla TVP, zgodnie z którym w drugiej turze wyborów na prezydenta Warszawy zmierzyliby się Hanna Gronkiewicz-Waltz i… Ryszard Kalisz. Byłaby to dla PiS-u prestiżowa porażka - liberalny elektorat stolicy nie mógł zagwarantować kandydatowi tej partii zwycięstwa, ale jednak w 2010 roku na drugim miejscu znalazł się Czesław Bielecki. Możliwe, że prof. Gliński nie jest jeszcze wystarczający znany. Ale - jak na razie - perspektywy nie są zbyt optymistyczne.
Warszawa co prawda się rozbudowuje, ale w dużej mierze jest to zasługa europejskich środków, których - w takiej ilości - nie miały poprzednie ekipy rządzące. Poza tym ratusz nie znalazł dobrego uzasadnienia dla opóźnionych inwestycji. Gronkiewicz-Waltz mówiła niedawno, że budowa metra opóźnia się w wielu europejskich stolicach. To argument równie trafiony jak ten Jacka Rostowskiego, że 13 krajów nowelizowało w tym roku budżet.
Fot. Ryszard Kalisz/Facebook
21:22
Nie będzie innego
- Kaczyński o kandydacie PiS na premiera
Gorący temat
Gorący temat
Czy Meloni chce oddać Włochy, a Orban Węgry pod niemiecki but?
- Sikorski
Gorący temat
Wycofajcie się z tej drogi, bo historia wam tego nie zapomni
- Kosiniak-Kamysz do opozycji i prezydenta
Gorący temat
Niech pan zlikwiduje centralne biuro antybudżetowe
- Bogucki zwraca się do Tuska
Gorący temat
Cały ten SAFE to jeden wielki przekręt
- Kaczyński o ''decyzji w obronie niepodległości''
Gorący temat
Witaj na 300polityka AI!
Zadaj pytanie, które pomoże Ci lepiej zrozumieć świat polityki, kampanii wyborczych, mediów i strategii. AI odpowie na podstawie wiarygodnych źródeł i aktualnych danych.