Relacja Live

12.10.2013

14:22

Pompowanie kół w Platformie, czyli polityczny referendalny weekend

Chcąc nie chcąc, o warszawskim referendum, pod groźbą nawet milionowej kary, pisać nie wolno. Być może dlatego opiniotwórcze tytuły prasowe wracają do wewnętrznych wyborów w Platformie, które potrwają jeszcze kilka tygodni. A konkretniej mówiąc, do pompowania kół.

Newsweek  publikuje na stronie internetowej zajawkę reportażu Michała Krzymowskiego dotyczącego partii Donalda Tuska. - W podlaskiej Platformy na delegata wyznaczono umierającego człowieka, a na Dolnym Śląsku do partii przyjęto 93-letnią staruszkę. Są miejsca, w których do PO zapisano całe szkoły: od dyrektora przez nauczycieli z rodzinami aż po woźnego i sprzątaczkę - pisze Krzymowski.

I dalej: W PO mówi się o tych ludziach "sztuki". Sztuką może być każdy: syn sąsiada, szwagier, kolega z pracy, ktokolwiek. Im więcej koło liczy sztuk, tym więcej ma delegatów na zjeździe. A zjazd to ukoronowanie wszystkiego. Tu wybiera się przewodniczącego struktury powiatowej a potem barona wojewódzkiego. Sprawa jest więc dziecinnie prosta: kto zbierze więcej sztuk, ten ma władzę i dzieli łupy.

Także Andrzej Stankiewicz w "Rzeczpospolitej" w dużym tekście poświęconym regionalnym wyborom w Platformie wspomina o pompowaniu kół: Politycy PO nauczyli się pompowania kół ponad dekadę temu, gdy byli w Unii Wolności, gdzie ów rytuał był stałym elementem wewnętrznych wyborów. Tyle że wówczas takie zagrywki ocierające się o fałszerstwo pozostawały tajemnicą partyjnej kuchni. A teraz wszystko zostało wywleczone na wierzch przez samych polityków PO. Zresztą w tych wyborach brudów jest tak wiele, że Platformie ciężko będzie się pozbierać po kampanii. Dziś, po ostrych ciosach poniżej pasa, widać już nawet, że najdotkliwiej pobici nie dotrwają do ostatniego gongu.

Na kwestię pompowania kół zwraca także Sławomir Nitras w niezbyt mądrym wywiadzie dla "Rzeczpospolitej". - Niezależnie od oceny mojego zachowania problem jest realny. Kiedy w Szczecinie istniało 6 dużych kół, frekwencja podczas naszych prawyborów, które miały wyłonić kandydata na prezydenta Polski, wyniosła ponad 80 proc. Teraz, gdy mamy te nowe, napompowane koła, w sumie 14, to frekwencja w Szczecinie podczas wyborów na szefa partii sięgnęła około 40 proc. Przy czym były koła, w których frekwencja wyniosła ponad 80 proc., i takie, gdzie było to 10–15 proc. Jedne i drugie koła funkcjonują na takich samych prawach, a więc cwaniactwo się opłaca. A ja bym chciał, żeby się nie opłacało – mówi europoseł w rozmowie z Elizą Olczyk.

Jak pisaliśmy na 300polityce, Paweł Graś skrytykował w RMF FM wypowiedzi Nitrasa, mówiąc, że były emocjonalne i niepotrzebne. Wewnętrzne wybory w Platformie rozstrzygną się dopiero za kilka tygodni - zakończy je konwencja krajowa 23 listopada. Potem ma przyjść czas na nowe otwarcie - w piątek Jacek Rostowski w RMF FM wspominał o możliwości obniżki PIT po zakończeniu kryzysu.

Gdyby zapadła polityczna decyzja o obniżce, a ministrowi finansów udałoby się znaleźć w budżecie kilka miliardów złotych - co po reformie OFE powinno być prostsze - VAT mógłby wrócić do 22 procent. W parlamencie trwają jednak prace nad ustawą utrzymującą 8 i 23% stawkę VAT do 2016 roku. Poza tym obniżka podatku dochodowego mogłaby być bardziej zauważona.

Fot. Flickr/Platforma Obywatelska


14:29

PKW przypomina, że w czasie ciszy wyborczej zabronione jest podawanie cen grzybów

19:37

Dlaczego nie ma prostego rozwiązania kryzysu budżetowego w USA

Paraliż rządu federalnego w USA trwa od początku października. Zbliża się moment - będzie to czwartek 17 października - gdy USA osiągną limit zadłużenia. Jednak polityczne rozwiązanie sytuacji w Waszyngtonie wydaje się - mimo nowych propozycji jego rozwiązania - nadal odległe. Dlaczego Republikanie i Demokraci nie potrafią się porozumieć?

Na pierwszy rzut oka Republikanie zachowują się nieracjonalnie. Najnowszy sondaż NBC/WSJ jak i inne badania pokazują jak ogromne szkody shutdown wyrządził Partii Republikańskiej. W tym sondażu 53% ankietowanych obwinia GOP za paraliż budżetowy - o wiele więcej, niż w analogicznej sytuacji w latach 1995-1996.  Tylko 24% ma dobrą opinię o Republikanach, a tylko 21% - o Tea Party. To są katastrofalne wyniki. Co gorsza dla GOP,w tym badaniu Obamacare jest  bardziej popularne (o 7 pp) niż we wrześniu. Republikanie w ciągu ostatnich tygodni nie tylko nie osiągnęli swojego celu, jakim było zamrożenie finansowania reformy zdrowotnej prezydenta Obamy, ale wręcz uczynili ją bardziej popularną!

Ale te czy inne, podobne sondaże nie sprawiają wcale, że GOP jest bardziej skłonne do zawarcia kompromisu. Wręcz przeciwnie. Im większe polityczne straty ponosi partia, tym większe jest oczekiwanie, że "coś" jednak uda się wynegocjować z Obamą i Demokratami i w Kongresie. Jest oczywiście punkt, w którym "próg bólu" stanie się nie do zniesienia. Ale to jeszcze nie jest ten moment. O ile zamrożenie finansowania Obamacare powoli przestaje być częścią agendy, to inne, równie istotne rzeczy - cięcia wydatków socjalnych, zmiany w Social Security itd - są cały oczekiwane przez Republikanów. Dopóki GOP ma możliwość blokowania kompromisu, będzie to robić. Republikanie nie zrezygnują całkowicie "za darmo" z jedynej politycznej przewagi, jaką w tej chwili mają, nawet jeśli miałoby oznaczać to paraliż rządu federalnego na kolejne tygodnie czy miesiące. Tak samo jest z limitem zadłużenia - GOP liczy na to, że Obama nie zaryzykuje wiarygodności całej gospodarki, i zacznie wreszcie negocjować.  Dlatego Republikanie nie zgadzają się na "czyste" podniesienie limitu zadłużenia czy przywrócenie finansowania rządu.

Obama konsekwentnie zapowiadał, że nie będzie negocjować pod groźbą szantażu. Dla prezydenta nie ma politycznego scenariusza, w którym zgoda na zamrożenie reformy zdrowotnej miałaby sens. Cała sytuacja jest politycznie korzystna dla Demokratów. Jak pokazują katastrofalne dla Republikanów wyniki badań poparcia, im dłużej utrzymuje się kryzys, tym bardziej rosną szansę na przejęcie kontroli nad Izbą Reprezentantów w wyborach 2014 roku. Shutdown jest dla Obamy korzystny, bo opinia publiczna zdecydowanie zwróciła się przeciwko Republikanom.  Uleganie naciskom teraz nie ma sensu. Lepiej poczekać, aż GOP stanie się tak" toksyczny", że nawet konserwatywni kongresmeni z Izby Reprezentantów poczują się zagrożeni.  I dopiero wtedy będzie można rzucić im koło ratunkowe, które będzie dla osłabionych Republikanów do zaakceptowania. Taka propozycja może pojawić się nawet w ciągu najbliższych kilkunastu godzin, ale Demokraci będą cały czas próbowali uzyskać maksymalnie dużo, aż do ostatniej chwili.

To jest esencja politycznego klinczu w Waszyngtonie. Jedna ze stron potrzebuje desperacko "coś" uzyskać, druga nie ma politycznego interesu w tym, by ulegać groźbom. Dlatego wyjście z kryzysu - mimo ryzyka dla amerykańskiej gospodarki - nie jest wcale proste ani oczywiste. W najbliższym czasie można spodziewać się wielu mniej lub bardziej desperackich manewrów, balonów próbnych, prób odsunięcia kryzysu w czasie i zbudowania typowo waszyngtońskiego kompromisu np. powołanie kolejnej kongresowej komisji, która będzie miała kilkumiesięczny termin na opracowanie kolejnych rozwiązań.

Jeśli limit długu zostanie podniesiony, to zapewne w ostatniej chwili. John Boehner musi mieć wystarczająco wiele argumentów, by przełamać opór we własnej partii. Kolejne sondaże mogą mu tylko w tym pomóc.

fot. Lawrence Jackson/whitehouse.gov