Nie będzie innego
- Kaczyński o kandydacie PiS na premiera
Gorący temat
02.10.2013
11:15
Renata Grochal napisała w Gazecie Wyborczej, że Gowin może nie zdecydować się na wystawienie listy do Parlamentu Europejskiego. “Ważniejsze są wybory samorządowe i parlamentarne. Zasadnicze kwestie rozstrzygają się w państwach narodowych, a nie w europarlamencie”- mówił Gowin cytowany w tekście Grochal. Teoretycznie, gdyby tak się miało stać, byłby to błąd porównywalny z niewystawieniem przez Unię Wolności kandydata na prezydenta w 2000 r. Byłoby tak, gdyby to nie była ze strony Gowina celowa strategia.
Druga wiktoria wyborcza Tuska złamała oczywistość zasad polskiej polityki, jak na przykład tę, że rządząca ekipa musi przegrać kolejne wybory. Jak piszą w Polityce Janicki i Władyka, Tusk stoi przed wyzwaniem złamania innej reguły- nieodwracalności spadkowego trendu. Gdyby brać na poważnie słowa Gowina, że może nie wystawić listy europejskiej w cyklu wyborczym, który zaczyna się w maju 2014, to stalibyśmy przed weryfikacją kolejnej zasady- że partia, która mówi „pas” w jednych wyborach z cyklu, jak Unia Wolności w 2000, jest skazana na dotkliwą porażkę w następnych- dokładnie jak partia Geremka w 2001.
Co chce osiągnąć Gowin dopuszczając publicznie rezygnację ze startu w wyborach europejskich? Można się domyślić, że głównie to, żeby zamanifestować, że nie postrzega przypisywanych mu sojuszników jak PJN, czy Wipler jako wartości wyborczo dodanych.
Dla PJN to ważne wybory, bo z pewnością partia chciałaby utrzymać Kowala i Migalskiego w Brukseli, choćby i z tego powodu, że, by pozostać w debacie i mieć narzędzia do uprawiania polityki, powinni zajmować funkcje pochodzące z wyboru. A do wyborów 2015 to jedyna szansa. Inaczej rzecz ma się z Wiplerem, który i tak będzie piastować mandat poselski do końca kadencji, ale w tekście Grochal mówi: „Republikanie na pewno wystartują do europarlamentu. To klastyczny test. Jeśli ktoś uważa, że nie jest w stanie przekroczyć w nich progu wyborczego, to przegra każde kolejne wybory.” Wipler zdaje się dość zresztą groteskowo przeceniać swoje znaczenie, czego dowodem jest choćby spinowany przez jego otoczenie „sondaż” dający mu… 19%. Wydaje się, że Gowin, traktuje Wiplera jako sojusznika, który jak na razie przynosi więcej zakłopotania, niż wartości dodanej. I chyba rzeczywiście, były polityk PiS popełnił błąd, by ze ścieżki eksperckiej i gospodarczej, za którą był ceniony między innymi przez Jadwigę Stansizkis, wejść na drogę politycznego celebryctwa i „rozgrywania” na wyrost. Mógł się skupić na tym, co wychodzi mu najlepiej i dotąd się nieźle sprzedawało- na pracy think tankowej, decydując się na stopniowe budowanie powagi i szacunku, a nie pompowanie balonu do rozmiarów groteski.
Innym aspektem powściągliwości Gowina jest prawdopodobnie „syndrom Solidarnej Polski”, czyli desperacja. Ziobro pozbawiony funkcji w PE byłby mniej poważnym kandydatem na prezydenta w 2015, a z kolei, politycy w rodzaju Kurskiego, czy Cymańskiego, pokochali brukselsko-strasburskie życie i dla nich Europarlament jest być albo nie być.
Gowin z pewnością chce uniknąć podobnych skojarzeń, że chodzi mu o 9 tysięcy Euro miesięcznie. I uciec od czyhającej na niego pułapki wizerunku desperata. Dlatego chłodzi oczekiwania co do listy w eurowyborach, mimo, że potencjalnie mógłby mieć w nich niezły wynik. Głównie ze względu na niższą frekwencję i głosowanie wyborców o wyższej świadomości politycznej, do których w pierwszym szeregu się odwołuje. No i na pokusę potraktowania przez miękki elektorat PO tych wyborów, jako dość nieszkodliwej dla nich samych -ze względu na abstrakcyjność polityki europejskiej- ale jednak dotkliwej dla PO, „żółtej kartki” dla Tuska.
Wydaje się więc, że strategia Gowina sprowadza się do tego, by:
-- uniknąć wizerunku desperata, który idzie do Brukseli po „lepsze życie” dla siebie, czy, by „coś załatwić” potencjalnym sojusznikom w rodzaju PJN,
-- trzymać na dystans nadmiernie „napompowanego” Wiplera, który mu nie dodaje powagi,
-- spróbować samodzielnej i mniej transferowo-partyjnej, bardziej obywatelskiej drogi i sięgnąć po lokalnych liderów, którzy pozostawali dotychczas poza polityką,
-- czekać na odpływ od PO ciekawych polityków, którzy przegrają brutalną rywalizację w regionach i nie „załapią” się do zrekonstruowanego rządu, czy na listy europejskie.
To jednak wszystko nie wyklucza, że w odpowiednim momencie i przy sprzyjających okolicznościach, Gowin w sprawie listy europejskiej może zmienić dzisiejsze deklaracje. Tym prościej może mu to przyjść, bo głosi je w dość niedefinitywny sposób.
Przyjęta przez Gowina strategia jest ciekawa, bo nieoczywista i budząca przez to wciąż spore zainteresowanie. A przede wszystkim sugerująca oparcie się na silnym sentymencie antywarszawskim, który pojawiał się mocno w krakowskim wystąpieniu.
fot. FB
09:48
12:09
Od dwóch dni szczecińska Platforma prowadzi intensywny dialog za pośrednictwem mediów oraz serwisów społecznościowych, co nie buduje spójnego wizerunku całej partii. Renata Zaremba napisała dzisiaj na Facebooku: Sławomir Nitras wywołał burzę, narobił we własne gniazdo, a teraz szantażem chce wymusić reakcje przewodniczącego Tuska. Idzie utartym szlakiem "mistrza" Gowina. A więc w tym przypadku dostanie jedynkę do europarlamentu, albo zasili szeregi Żalków, Godsonów...
Temat wywołała poniedziałkowa publikacja "Gazety Wyborczej". Renata Grochal napisała, że szef szczecińskiej PO Sławomir Nitras odmawia zwołania zjazdu, na którym miały być wybrane władze powiatu. Oskarża przewodniczącego regionu Stanisława Gawłowskiego o pompowanie kół i grozi dymisją w proteście przeciwko manipulacjom.
Dzień później Nitras zrezygnował z kierowania Platformą w Szczecinie. - Mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy - skomentował decyzję europosła szef zachodniopomorskich struktur Stanisław Gawłowski, cytując słynne powiedzenie Leszka Millera. Nitras szybko odwdzięczył się na Facebooku, nawiązując do niedawnej publikacji tygodnika "wSieci": Z daleka pachnie plagiatem. Zero oryginalności. Jak zawsze.
"Rzeczpospolita" napisała dzisiaj, że podczas niedawnych wyborów szefa PO Nitras był jedynym tak wysoko postawionym politykiem PO, który wspierał Jarosława Gowina przeciw Tuskowi. - Otoczenie Tuska dobrze to zapamiętało - mówi "Rz" stronnik premiera. - Od tego momentu losy Nitrasa i tak są przesądzone. Według rozmówców dziennika w szczecińskiej Platformie Nitras czeka na razie na reakcję premiera.
On sam potwierdził to zresztą w porannej rozmowie z Konradem Piaseckim. - Wierzę, że Tusk nie będzie tolerował pompowania kół. Jeśli zapyta mnie, jak walczyć z pompowaniem kół, powiem mu, jak to zrobić - deklarował w Kontrwywiadzie RMF FM, dystansując się przy okazji od byłego ministra sprawiedliwości. Jak sam argumentował, zwolennikowi in vitro i jakiejś formy legalizacji związków jednopłciowych trudno byłoby odnaleźć się w jednej formacji z Żalkiem i Godsonem. - Mówię to jako argument, że naprawdę chcę być w Platformie. Nie będę mówił źle o Gowinie, bo mam dla niego szacunek i żałuję, że nie jest członkiem Platformy.
Gawłowski twierdzi natomiast, że sam nie może usunąć Nitrasa z partii. Nie wykluczył jednak, że z takim pomysłem wystąpią członkowie szczecińskiej PO. - Za tę skalę pomówień i ataków mogą wystąpić do sądu krajowego - mówi Gawłowski.
12:56
Kampania referendalna WWS w Warszawia ma ze względów finansowych dużo mniejszą skalę niż kampania PiS, o której pisaliśmy w poniedziałek. Warszawska Wspólnota Samorządowa postawiła na ruchome billboardy. Elementem kampanii są też ulotki, na których mają się znajdować m.in. niespełnione obietnice Hanny Gronkiewicz-Waltz, a także apel lidera WWS Piotra Guziała do mieszkańców miasta. WWS przygotowało także radiowe spoty. Zostały one odrzucone przez PR1 Polskiego Radia, co wywołało oburzenie Guziała i WWS.
Ani przekaz WWS, ani skala tej kampanii pro-frekwencyjnej nie zmienią niemal na pewno sytuacji, w której to PiS ze swoim mocnym "historycznym" przekazem zdominował dyskusję o referendum w jego ostatnim etapie. Nacisk na promowanie Piotra Guziała w ostatnich dwóch tygodniach referendum pokazuje, że WWS myśli już o kolejnym etapie walki o Warszawę, czyli o wyborach samorządowych w przyszłym roku. Z punktu widzenia tego ugrupowania, wynik referendum nie ma już tak istotnego znaczenia w tym kontekście - jeśli nie będzie to frekwencji, to Guział i tak będzie mógł ogłosić, że zmusił władze Warszawy do działania. Mówił o tym wielokrotnie w ostatnich swoich wystąpieniach medialnych. Sam Guział jak i WWS i tak już bardzo mocno zyskali na rozpoznawalności w ostatnich miesiącach. Oczywiście jeśli prezydent zostanie odwołana, to ta rozpoznawalność jeszcze wzrośnie.
W ostatnim etapie kampanii referendalnej internet także odgrywa istotną rolę, chociaż im bardziej "konwencjonalna" stała się ta walka, tym mniej ważne stają się cały czas pojawiające się memy wymierzone w Hannę Gronkiewicz-Waltz. Wyjątkiem była przeróbka plakatu słupskiej PO zachęcającego do udziału w tamtejszym referendum. Ta przeróbka - na podstawie plakatu opublikowanego na lokalnej stronie PO na FB - stała się hitem w sieci o zasięgu ogólnokrajowym.
Na stronach na FB takich jak "HGW musi odejść" cały czas pojawiają się memy anty-HGW, takie jak te.
WWS w ostatnim etapie kampanii nie ma już nowego przekazu, nie próbuje wrzucić nowych treści, stawia raczej na promocję lidera. O skuteczności tej strategii przekonamy się już wkrótce.
fot. WWS na FB/HGW musi odejść
18:11
Janusz Palikot mówił w TOK FM o "wspaniałym skoku" we wszystkich badaniach preferencji wyborczych. To element przygotowania atmosfery przed sobotnio-niedzielnym kongresem partii. Czy jednak tak jest w rzeczywistości? Na ile Ruch Palikota i jego lider realnie wzmocnili się sondażowo w ostatnich tygodniach?
W rozmowie z Tomaszem Sekielskim Janusz Palikot wspomniał, że objechał właśnie całą wszystkie 16 województw i "jest pełen entuzjazm" wśród członków RP. Jak stwierdził: "Wspaniale skoczyły wszystkie sondaże. Świetnie odbierane są nasze postulaty programowe. W badaniach jakościowych dotyczących mojej osoby wyniki są nadspodziewanie dobre. Przystępujemy z pełną energią i nadzieją, że będzie sukces a nie klęska [kongresu w sobotę i niedzielę].
I rzeczywiście, co najmniej jeden ostatni sondaż - z tych dostępnych publicznie - daje Palikotowi powody do takiego optymizmu. W wrześniowym rankingu popularności CBOS jest on politykiem, który odnotował największy wzrost zaufania - choć w badaniu, w którym zyskiwali wszyscy kluczowi gracze, włącznie z Kaczyńskim i Tuskiem. Palikot zyskał aż 9 pp, i ma teraz 27%. W ten sposób plasuje się tuż za Jarosławem Gowinem (32%) a wyprzedza Janusza Piechocińskiego (25%). To najlepszy wynik Palikota w tym roku (w styczniu miał 26%) i najlepszy od sierpnia 2012 roku. Warto w tym momencie przypomnieć, co Palikot pisał o CBOSie, gdy w czerwcowym, cyklicznym sondażu poparcia jego partia miała tylko 3%. "Tylko w CBOS mamy spadek i to tak duży! Czym to wytłumaczyć? Może tym, że CBOS zawsze pudłuje i jego prognozy się nie sprawdzają, a już w stosunku do Ruchu Palikota, te pomyłki mają skandaliczny wręcz zasięg! Ale dlaczego tak jest? Może dlatego, że szefowa CBOS - Mirosława Grabowska, jest członkiem Rady chrześcijańskiego think tanku: "Laboratorium Więzi"?"
Tymczasem w rankingu nieufności CBOS, Janusz Palikot we wrześniu nadal utrzymuje pierwszą pozycję. Nie ufa mu 51% ankietowanych. Jest to spadek o 5 pp. Jednak w tym roku Janusz Palikot osiągnął już lepsze wyniki - w styczniu nie ufało mu 48%. W tym roku w rankingu nieufności Palikot najgorszy wynik zanotował w lipcu - miał wtedy aż 58%.
Jak wyglądają badania poparcia dla partii? W cyklicznym badaniu CBOS, Ruch Palikota zyskał najwięcej, bo aż 3 pp. Zapewniło to jednak tylko osiągnięcie granicy progu wyborczego.
Nieco inaczej wygląda sytuacja w badaniach MillwardBrown. W sondażu publikowanym przez 300polityka, Ruch Palikota zanotował spadek (w porównaniu do badania dla "Faktów" ) o 2 pp, z 8% (10 września) do 6% (13-15 września). Wcześniej, w sondażu z 22 lipca, RP miał 9%.
W badaniu TNS Polska dla Wiadomości TVP z 11 i 12 września Ruch Palikota zanotował 6% - to o 3 pp więcej niż w sierpniu.
We wrześniu, Ruch Palikota zyskał także w cyklicznych badaniach Homo Homini dla wp.pl. W badaniu opublikowanym 3 września partia miała 3 pp, a 18 września - 6 pp. Jednak w sondażu HH dla Rzeczpospolitej z 20-21 września RP ma nadal 5%, tyle samo co w poprzednim badaniu HH dla tego dziennika z początku września.
Tak właśnie wygląda "wspaniały skok" Janusza Palikota.
To tak naprawdę duży wzrost zaufania w rankingu zaufania CBOS, oraz w badaniach partyjnych CBOS i TNS oraz HH dla wp.pl. W MillwardBrown Ruch Palikota stracił. Warto jednak zauważyć, że cały czas jest to poparcie na granicy progu wyborczego.
To pokazuje skalę wyzwania, które stoi przed Palikotem i jego doradcami. Dziś rano Palikot nie mylił się jednak wskazując, że ogólny trend dla jego partii jest pozytywny.
fot. RP na FB
18:51
Na przyszłotygodniowym posiedzeniu Sejmu 9-11 października odbędzie się pierwsze czytanie rządowego projektu ustawy budżetowej na 2014 rok. Dzisiaj Rada Ministrów przyjęła projekt tzw. ustawy okołobudżetowej, ściśle związany z budżetem na przyszły rok. Zakłada on m.in. zamrożenie płac w "budżetówce" oraz podwyżkę akcyzy na alkohol i papierosy. Ponadto, jak pisał Andrzej Kublik w "Gazecie Wyborczej", w przyszłym roku chce znowu łatać budżet pieniędzmi od kierowców zarezerwowanymi tylko na utrzymanie dróg i kolei.
Posłowie zajmą się także złożonym przez PiS wnioskiem o wyrażenie wotum nieufności wobec ministra rolnictwa i rozwoju wsi Stanisława Kalemby.
- Rząd PO-PSL traktuje rolnictwo z lekceważeniem, jako dział gospodarki nie zasługujący na odpowiednie wsparcie. Rolnicy i mieszkańcy wsi są traktowani przez rząd i jego przedstawicieli jako obywatele drugiej kategorii. Za ten stan rzeczy ponosi w dużym stopniu odpowiedzialność pan Minister Stanisław Kalemba, sprawujący tę funkcję już ponad rok. Owszem, wiązano z nim pewne, niewielkie zresztą, nadzieje, kiedy obejmował stanowisko. Po roku urzędowania widać jednak wyraźnie, że stał się on w tym czasie typowym ministrem rządu Donalda Tuska - biernym w kraju i za granicą oraz posłusznym w realizowaniu polityki liberalnej - napisano we wniosku, który w Sejmie będzie przedstawiać były minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel.
Pod koniec września komisja rolnictwa i rozwoju wsi wydała negatywną opinię wobec wniosku o wotum nieufności. Sejm wysłucha też informacji Rady Ministrów na temat realizacji przez rząd Paktu dla Kultury zakładającego podwyższenie wydatków na kulturę do co najmniej 1 proc. PKB w perspektywie do 2015 roku.
Fot. Krzysztof Białoskórski/Sejm
19:04
Solidarna Polska na sobotnim posiedzeniu Radzie Politycznej w Sejmie ma przedstawić kandydata na prezydenta Warszawy. Nie jest tajemnicą, że to Ludwik Dorn, który oficjalną nominację partyjną otrzymał jeszcze przed wakacjami. Nie było wtedy pewności, czy uda się zebrać wymaganą liczbę podpisów do przeprowadzenia referendum.
- Warszawa się dławi, została zakorkowana. Mamy potworny wzrost cen biletów, zwijanie komunikacji publicznej i niestabilność sieci transportu. Doszło do skandalu z przetargiem śmieciowym - mówił w czerwcu były wicepremier i szef MSWiA. Byli politycy PiS wracają do tematu, bo w przyszłą niedzielę warszawiacy zdecydują o politycznym losie Hanny Gronkiewicz-Waltz. Kandydat Ziobrystów w ewentualnych wyborach na urząd prezydenta Warszawy i tak nie miałby większych szans. W sondażu MillwardBrown dla TVN24, chęć oddania głosu na Ludwika Dorna wyraziło 4 proc. ankietowanych.
Co istotne, 13 października TNS Polska przeprowadzi badanie exit-poll, na zlecenie TVP Info oraz TVN24. Wyniki oraz informacje o samym badaniu zostaną przedstawione podczas wieczorów wyborczych na antenach tych stacji. W badaniu, realizowanym przed 150 reprezentatywnie dobranymi komisjami wyborczymi, weźmie udział około 15 000 respondentów.
Dla Hanny Gronkiewicz-Waltz kluczowa może być jednak frekwencja. Cytowana przez Gazeta.pl Urszula Krasowska z TNS Polska powiedziała, że frekwencja zostanie podana, ale jej poziom może być obciążony większym błędem niż wynik referendum.
Fot. TNS Polska
22:35
W Kropce nad I TVN24 Michał Kamiński powiedział: "każdy warszawiak powinien się zastanowić, czy w poniedziałek po referendum chce obudzić się i świętować zwycięstwo Jarosława Kaczyńskiego, Tadeusza Rydzyka i Antoniego Macierewicza w Warszawie. Czy naprawdę chcecie być po ich stronie?". Taka, w gruncie rzeczy odwołująca się do silnego przekazu negatywnego wizualizacja stawki politycznej w referendum, mogłaby się okazać dużo efektywniejsza i wręcz przełomowa dla nieporadnej dotychczas i defensywnej kampanii Platformy w Warszawie.
Osobliwej urody i błyskotliwości znaczki "Popieram Hankę, nie idę na referendum", zgrzebna strona w Internecie "Wybieram za rok", listy, tych samych od lat, zresztą w dużej mierze niezwiązanych z Warszawą postaci jak: Lech Wałęsa, czy Krzysztof Penderecki, seria zniechęcających do udziału w głosowaniu 13 października wypowiedzi premiera i prezydenta, czy nawet osobista interwencja Donalda Tuska z obwodnicą stolicy. To wszystko przypominało raczej dryf, niż zorganizowany projekt obrony kluczowego matecznika partii rządzącej.
Paradoksalnie, być może najbardziej wydajne wsparcie dla swojej drewnianej kampanii referendalnej, Platforma uzyskuje z zewnątrz, dzięki silnemu wsparciu jakie HGW udzielił w Krakowie Jarosław Gowin. I dzięki pomysłowi na spin, który rzucił w Kropce nad I, (wybrany zresztą z list PiS w stolicy) europoseł ECR Michał Kamiński.
Przy ambitnej i ciekawej kampanii PiS, którą symbolizują pomysłowe i przebadane na grupach fokusowych billboardy i spoty, odpowiedź PO była mocno defensywna i pozbawiona jakiegokolwiek przemawiającego do wyobraźni wyborców przekazu. Bo z pewnością nie był nim pomysł z "Hanką".
Wpływowy na Nowogrodzkiej skarbnik PiS, Stanisław Kostrzewski mówi Gazecie Wyborczej o serii szczegółowych badań PiS, które pomogły partii określić przekaz: "strzeżmy się taniej propagandy w stylu „Warszawa się wali”, namawiajmy warszawiaków przede wszystkim do tego, by w ogóle poszli głosować, żeby zapewnić frekwencję. I wtedy mamy szansę na sukces. To wynika z badań".
Dotychczas Platforma była bezradna nie tylko wobec nabierającej kształtu kampanii PiS, ale i wobec głosów niesprzyjających opozycji komentatorów i celebrytów takich jak Kinga Dunin, Jacek Poniedziałek, Artur Zmijewski, Jan Śpiewak, czy Włodzimierz Cimoszewicz (w FpF TVN24: "poszedłbym na referendum, choć zagłosował przeciw odwołaniu HGW"), Paweł Bravo w Tygodniku Powszechnym ("Skoro władza nawet przez uprzejmość nie udaje, że moje zdanie ma swoją wagę, to mogę przez chwilę poudawać, że traktuję swoje prawo do zdania na serio").
Spin rzucony w TVN24 przez Michała Kamińskiego: "czy centrowy wyborca chce obudzić się i świętować zwycięstwo Kaczyńskiego, Rydzyka i Macierewicza" jeżeliby został sprawnie zrealizowany w postaci spotów i wirali sieciowych, może dać PO nawet nie tyle szansę na osłabienie frekwencji, bo osiągnięcie progu 389 tysięcy głosujących i tak nie będzie łatwe, ale na odzyskanie morale i przejęcie inicjatywy. Symptomatyczne dla dzisiejszej kondycji PO jest też to, że takie koncepcje nie pojawiają się w wyniku własnych prac sztabowych, tylko są rzucane z zewnątrz.
fot. TVN24, gazeta.pl, PiS
Nie będzie innego
- Kaczyński o kandydacie PiS na premiera
Gorący temat
Gorący temat
Czy Meloni chce oddać Włochy, a Orban Węgry pod niemiecki but?
- Sikorski
Gorący temat
Wycofajcie się z tej drogi, bo historia wam tego nie zapomni
- Kosiniak-Kamysz do opozycji i prezydenta
Gorący temat
Niech pan zlikwiduje centralne biuro antybudżetowe
- Bogucki zwraca się do Tuska
Gorący temat
Cały ten SAFE to jeden wielki przekręt
- Kaczyński o ''decyzji w obronie niepodległości''
Gorący temat
Witaj na 300polityka AI!
Zadaj pytanie, które pomoże Ci lepiej zrozumieć świat polityki, kampanii wyborczych, mediów i strategii. AI odpowie na podstawie wiarygodnych źródeł i aktualnych danych.