TYGODNIK POWSZECHNY
-- WYCIERANIE SIĘ TEFLONOWEJ POWŁOKI PREMIERA I WYDUMANE SAMORZĄDOWE DZIEWICTWO- pisze Paweł Bravo o referendum warszawskim: “Działania wokół referendum muszą mieć polityczny wymiar i wyjątkowo drażniąca jest obłuda tych, którzy udają, że można zachować jakieś wydumane samorządowe dziewictwo, trzymając na dystans partie i ich ogólnokrajowe interesy. Gra idzie o wizerunkowe (a może i faktyczne) utrącenie wiceszefowej Platformy – i co? PiS miałby nie próbować się do tego przyłożyć i przejąć ewentualnego sukcesu na swoją korzyść? Nie wykorzystać w kampanii symboliki Godziny „W”, skoro powstańczy mit to jego jedyny przyczółek w świadomości zbiorowej warszawiaków? A czy Platforma ma udawać, że konflikt zagrażający prezydent stolicy nijak się ma do ogólnego planu obrony władzy nad całą Polską w kontekście marnych sondaży i wycierania się teflonowej powłoki premiera?”
-- SMAK PTASIEGO MLECZKA TRYSKAJĄCEGO W OGRODZIE SASKIM- kontynuuje Bravo: “Ocena danej ekipy w ratuszu musi pozostać emocjonalnym zsumowaniem cząstkowych wrażeń, będzie skupiona na wizerunku i przekazie symbolicznym, a nie na liczeniu dziur załatanych w jezdniach i osobo- godzin urzędników wysiadujących na potiomkinowskich, organizowanych pod naciskiem chwili konsultacjach w sprawie lepszego jutra w „Warszawie 2.0” i smaku ptasiego mleczka tryskającego z fontanny w Saskim Ogrodzie.”
-- TA WŁADZA JESZCZE BARDZIEJ AROGANCKA I ZGODNA ZE STEREOTYPEM KIEROWNICTWA BANKU: “Mój prywatny bilans jest zły, widzę tę władzę jako jeszcze bardziej od poprzednich arogancką, technokratyczną, zgodną ze stereotypem kierownictwa banku. Ciepłą dla wielkiego biznesu, zwłaszcza budowlanego, który z kolei służy nowobogackim – i zamkniętą na różnych darmozjadów od kultury. Nie mogę jej darować macoszego traktowania sprawy siedziby dla Muzeum Sztuki Nowoczesnej albo faktycznego unicestwienia Hali Koszyki. Moje wyobrażenie o nieczułych, ale jednak sprawnych w liczeniu finansistach zostało mocno nadszarpnięte, kiedy kolejna podwyżka cen biletów tramwajowych skończyła się łatwym do przewidzenia spadkiem wpływów do miejskiej kasy. O bezradności przy wdrażaniu nowego ładu śmieciowego przez litość nie wspominajmy, poleciały za to głowy zastępców, a poza tym ten skandal zaczął się wyżej: w Sejmie.
-- KAŻDA WŁADZA COŚ PO SOBIE POZOSTAWIŁA W WARSZAWIE- pisze Bravo: “Od którego zatem osiągnięcia na liście władza staje się nadzwyczajna, ponadprzeciętnie pracowita i gospodarna? Każda przecież poprzednia ekipa, nawet te najmocniej oskarżane o krętactwa, prywatę i malwersacje, coś tam jednak po sobie pozostawiła, a to most, a to tunel lub choćby zegar na iglicy pałacu. Warszawa jest przeważnie tak brzydka, że nie trzeba specjalnie się wysilać, by przynieść jej wizualną korzyść dowolną inwestycją.”
-- WZIĄĆ UDZIAŁ W NIEPOTRZEBNYM REFERENDUM- konkluduje Bravo: “Rozum, po konsultacjach z sumieniem, nakazuje zachować się nielogicznie. Wziąć udział w niepotrzebnym referendum, które bez względu na wyniki nie zaskutkuje zmianą w ratuszu. Skoro władza nawet przez uprzejmość nie udaje, że moje zdanie ma swoją wagę, to mogę przez chwilę poudawać, że traktuję swoje prawo do zdania na serio. Zabawić się w referendum. I następnego dnia wrócić do życia w wielkim, ani lepiej, ani gorzej rządzonym mieście. Odrobinę bardziej wyprostowany. Dawno nie pamiętam lepszego powodu, żeby zazdrościć czegoś warszawiakom.”
-- FRAGMENT ROZMOWY PAWŁA RESZKI Z BOGDANEM ZDROJEWSKIM:
“- [RESZKA] Jeśli PO będzie tak dalej szło, jak teraz, to poogląda sobie Pan ministerstwo kultury
z ław opozycji.
- [ZDROJEWSKI] Być może. Problem w tym, że ja się do opozycji kompletnie nie nadaję, bo jestem powściągliwym recenzentem cudzej pracy. Uważam, że akurat w Polsce mamy nadwyżkę recenzentów.
- Był Pan w PO od początku. Platforma ma jeszcze siłę, żeby powalczyć o następną kadencję?
- Rządzenie zużywa, to bez wątpienia. Dziś PO jest inna od tej sprzed lat, z czasów, gdy powstawała. Wciąż ma potencjał. Tyle że inny.
- Ciekawe jaki?
- Jesteśmy bogatsi o doświadczenia wynikające ze sprawowania władzy. Władza nauczyła nas pokory i odpowiedzialności za społeczeństwo. Nazbieraliśmy wiele atutów, ale także wiele rzeczy, które są dla nas obciążeniem.
- Jaki jest bilans?
- Niestety, zaledwie się równoważy.”
-- PAWEŁ RESZKA O DEBACIE SMOLEŃSKIEJ: “Jeśli chodzi o kompetencje: chcę tylko przypomnieć, że pierwszą osobą, która odtworzyła, na podstawie własnych zresztą zdjęć, to, co działo się z samolotem w chwili tragedii, był bloger, fotoamator ze Smoleńska. Eksperci z komisji Jerzego Millera po miesiącach prac doszli do dość podobnych wniosków.”
-- DALEJ RESZKA: “Jeśli obie strony sporu, to jest fachowcy z zespołu Macieja Laska i eksperci zespołu parlamentarnego, zgodzą się, że wszystkim chodzi o dotarcie do prawdy, sprawa będzie o wiele prostsza. Umożliwi to chłodną dyskusję na argumenty. Jaką? Jedni powiedzą: „Przypuszczamy, że samolot był wyżej, niż obliczyli to panowie. Rozumujemy tak a tak...”. Drudzy: „Naszym zdaniem pomyliliście się, gdyż...”. Dalej jakoś pójdzie. Dziś trudno sobie wyobrazić taką rozmowę. Dlaczego? Bo naukowcy od Macierewicza od miesięcy słyszą, że są wariatami i hochsztaplerami. A ci od Laska, że są zdrajcami, którzy chodzą na pasku Putina i za swoje szalbierstwa pójdą wkrótce siedzieć.”
-- INICJATYWA KLEIBERA OBOWIĄZKOWA- konkluduje Reszka: “Jeśli będzie zgoda co do intencji, dyskusję da się rozpocząć i może być ona merytoryczna. Prezes PAN prof. Michał Kleiber od miesięcy apeluje o taki dialog. Od czasu do czasu słyszy: „I o czym tu gadać?”. Otóż jest o czym gadać. Rozmowa jest nie tylko potrzebna, ale nawet obowiązkowa. Jeśli ktoś ma nowe dowody w sprawie katastrofy – musi je przedstawić. Jeśli są jakieś wątpliwości, należy je w sposób naukowy rozwiać. W końcu chodzi o to, żeby podobna tragedia już nigdy się nie powtórzyła. Kto politycznie na tym straci, a kto zyska, jest ostatnią rzeczą, która mnie obchodzi.”
-- CEZARY MICHALSKI W ESEJU O HOUSE OF CARDS - JAK WYGLĄDA PO POLSKU: “Warto dokonywać przekładu „House of Cards” na warunki polskie. Natychmiast zwrócimy uwagę na zbyt żarliwe powtarzanie przez ostatniego liberalnego polityka, który pozostał przy życiu, a nawet u władzy, że nie ma żadnych „wizji”, żadnych „projektów”, że nie jest zainteresowany żadną „salonową rewolucją”. Otaczanie się przez niego ludźmi, którzy ośmielają go w „makiawelizmie za trzy grosze”, bo sami żadnego innego wyobrażenia o funkcji współczesnej polityki nie mają.”
-- KAŻDA ROZMOWA O IDEACH CZY SPOŁECZNYCH PROJEKTACH SPOTYKA SIĘ Z POGARDĄ- dalej pisze Michalski: “Są w Polsce politycy, dziennikarze i PR-owcy zafascynowani takim powrotem do Rzymu (szczerze mówiąc, prawie nie znam innych). Wielu ludzi mających realny dostęp do dzisiejszych liderów polskiej polityki powtarza, że szczególnie ci spośród nich, którzy mają historyczne wykształcenie lub pasję do historii, szczególnie antycznej, lubią rozprawiać w zaufanym gronie o triumwirach, cezarach, spiskach, upokorzeniu i sile, podczas gdy każda rozmowa o ideach czy społecznych projektach spotyka się z ich brakiem zainteresowania albo wręcz pogardą.”
-- MICHALSKI O ISTOCIE AMERYKAŃSKIEGO SERIALU: “Amerykański „House of Cards” pokazuje świat polityki, w którym polityczna siła niczego nie osłania: żadnego projektu, żadnej wizji. Nawet kapitału społecznego, nawet społecznego pokoju (Hobbesowskie minimum), bo Francis „Frank” Underwood potrafi przyspieszyć upadek stoczni, doprowadzić do znalezienia się na bruku kilku tysięcy wściekłych ludzi, potrafi też zupełnie na zimno sprowokować strajk nauczycieli, jeśli tylko zaostrzenie społecznego konfliktu jest mu potrzebne do wzmocnienia własnej pozycji i zniszczenia konkurentów.”
-- KOŚCIOŁ O. RYDZYKA JEST ZAMKNIĘTY NA ŚWIAT- KS. BONIECKI O BIOGRAFII O. RYDZYKA wydanej przez Agorę: “książka Gołuchowskiego i Hołuba nie jest ani obraźliwa, ani agresywna. Znajdujemy w niej rzetelny obraz znacznego obszaru polskiej rzeczywistości, w której żyjemy. Oto ten obraz: „nieformalny prymas Polski” wiedziony poczuciem misji dominuje w obrazie Kościoła. Nie wiem, czy jego Kościół rzeczywiście jest „pojemny”, ale na pewno nie jest otwarty. To Kościół zamknięty na świat, oblegany przez wrogie siły dowodzone przez tajemną (żydowską? masońską?) centralę (w Brukseli?). Owładnięty lękiem przed światem, inaczej niż Jan Paweł II czy papież Franciszek, nie idzie do tego świata z miłością, ale się przed nim barykaduje w oblężonej twierdzy. Głosi na wszelkie sposoby: prawdziwa Polska to my, prawdziwi katolicy to my. Owszem, nawołuje do jedności, ale skutecznie Polaków dzieli. Skutecznie też dzieli katolików. Swoją gigantomanią, podejściem wykluczającym i totalitarnym, skutecznie wielu ludzi zraził do Kościoła.”
-- KONKLUZJA KS. BONIECKIEGO- MISTERNA STRUKTURA ZAPEWNIA O. RYDZYKOWI NIETYKALNOŚĆ: “Historia zna wielu oszalałych przywódców, którzy w poczuciu misji gromadzili tłumy, którzy potrafili zdobywać sympatię kościelnych hierarchów, intelektualistów i ludu prostego. Misterna struktura radiomaryjnych fundacji i instytucji zapewniają ojcu Rydzykowi nietykalność i niezależność od zakonu i episkopatu. Dotychczasowe próby zmiany tej sytuacji spełzły na niczym.”
-- FABRYKI DYPLOMÓW- JERZY HAUSNER O SZKOLNICTWIE WYŻSZYM: “Administracyjnie wywołaliśmy proces, do którego nie jesteśmy przygotowani od strony społecznej – bez zrozumienia tego, co kreuje uniwersytet. Przekształciliśmy uczelnie w fabryki dyplomów. Wydajne, ale liche. Celem jest dyplom, a nie rozwój predyspozycji i osobowości. I obecność studentów na uczelni jest temu podporządkowana.”
-- HAUSNER O SZKOLNICTWIE PRYWATNYM: “Większość uczelni, które kiedyś zdobyły majątek dzięki czesnemu, dzisiaj już jest wydmuszką. Organizują zajęcia tylko w systemie zaocznym, w weekendy. Minimalizują koszty, ciągle uczestniczą w grze tak naprawdę o pieniądze, a nie o kształcenie. To powinno zostać przerwane. Robimy sobie ogólnospołeczną krzywdę. Czynimy nieszczęście wszystkim: i tym studentom, od których coraz mniej się wymaga, i ich przyszłym pracodawcom, i nam wszystkim, bo oni nie będą w stanie dobrze wykonywać żadnego zawodu!”
-- KONKLUZJA HAUSNERA: “Generalnie niezbędna jest poważna i krytyczna refleksja o stanie szkolnictwa wyższego, a nie kolejny biurokratyczny zabieg, zwany szumnie „reformą”. Potrzebna jest poważna rozmowa. Ale nie mogę sobie przypomnieć, abym przez wiele ostatnich lat w takiej rozmowie uczestniczył. Jeśli, to tylko w moim małym katedralnym „zachcianku”. Tu mogę i cieszę się, że chociaż tyle.”
-- KSIĄDZ BONIECKI O PEDOFILII W KOŚCIELE: “Nie możemy mieć pretensji do mediów, że ostatnio tak wiele miejsca poświęcają przypadkom księży pedofilów lub domniemanych pedofilów. To jeszcze nic w porównaniu z tym, co się działo w USA czy Irlandii. Księża, świadkowie wiary, nauczający moralności – a jednocześnie dewianci... Jak o tym milczeć? Dodajmy: ten straszny dysonans wielu ludzi odpycha od Kościoła. (…) Doświadczenie Kościoła w traktowaniu przypadków pedofilii duchownych w różnych krajach jest ogromne. Działania idą w trzech kierunkach: zapobiegania tego rodzaju przestępstwom, unikania nawet pozorów krycia winnych (odpowiedzialnością za brak reakcji Kościoła na sygnały o tego rodzaju zagrożeniu słusznie obciąża się biskupa) oraz pomocy ofiarom. Naiwnością byłoby sądzić, że problem nie dotyczy Polski. „Dzisiaj prześladowania Kościoła nie pochodzą z zewnątrz, lecz są wynikiem grzechów, którymi są nadużycia wobec nieletnich, popełniane przez duchownych”, powiedział (15 maja 2010 r.) Benedykt XVI.”
TYGODNIK POLITYKA
-- CO KTO RADZI PREMIEROWI- STRATEGIA ALBATROSA- piszą Wiesław Władyka i Mariusz Janicki: “Donald Tusk nie rozpoczął jeszcze swojego nowego politycznego sezonu, nie wyłożył kart. Przedłuża się okres milczenia. Zewsząd sypią się jednak rady. Rzecz w tym, że są ze sobą sprzeczne. (…)Najbardziej prawdopodobne jest pozostawanie Tuska w dotychczasowym miejscu ideowym i oczekiwanie na zmianę koniunktury ekonomicznej i społecznej. Bo cokolwiek by zrobił, zwłaszcza bardziej zdecydowanego, natychmiast zapłaci za to wysoką cenę. Jest zatem pokusa, żeby czekać, aż się kryzys przewali, a przeciwnicy polityczni osłabną po nieustannym ataku trafiającym w próżnię. Czyli nie szarpać się, a jedynie wypatrywać szans i rzeczywistości nie prowokować. Taka strategia szybującego albatrosa, który nie macha skrzydłami, tylko szuka wznoszących prądów. Może to być jednak odbierane jako przejaw politycznej abdykacji, uwiądu energetycznego, oznaka wypalenia – i tym samym pogłębiać wizerunkowy kryzys.”
-- JANICKI I WŁADYKA OPISUJĄ “RADY POLITYCZNYCH MARKETINGOWCÓW” : “Tutaj jest wiele wariantów, ale są też punkty wspólne. W zasadzie panuje zgoda, że Tusk musi dokonać zasadniczej rekonstrukcji rządu, włącznie z dymisją ministra Rostowskiego, który kojarzy się z kryzysem i jego skutkami. Jedni eksperci uważają, że Tusk powinien zdecydować się na przyspieszone wybory, aby uratować partię jeszcze na poziomie poparcia dwudziestu kilku procent i nie ryzykować, że za dwa lata spadnie do poziomu dzisiejszego SLD albo gorzej. Inni jednak twierdzą, że Tusk powinien zaczekać z wyborami, aby przetrwać najgłębszy dół, bo potem może być tylko lepiej: poprawia się koniunktura, dopłyną pieniądze z Unii, będą finalizowane duże inwestycje, co złagodzi krytycyzm wyborców.”
-- CO W NIEOFICJALNYCH ROZMOWACH MÓWI TUSK: “Tusk w nieoficjalnych rozmowach mówi, że już nie wierzy w słowa, że siła słów premiera po tylu latach rządzenia w naturalny sposób się wyczerpuje, że pozostają już tylko czyny, a tu możliwości są ograniczone i zawsze będzie to kontestowane. Może to oznaczać, że premier nie będzie budował nowej politycznej legendy, nie będzie kolejnego wielkiego otwarcia.”
-- JEDNA Z KONKLUZJI JANICKIEGO I WŁADYKI: “czekać na zmianę wiatrów. Jeżeli trend spadkowy jest nieodwracalny, jak kiedyś w przypadku AWS i SLD, nic już Platformie nie pomoże. Ale partia ta już jedną regułę złamała: przedłużyła władzę na kolejną kadencję (a koleżanka Merkel właśnie wygrała po raz trzeci). Nic zatem nie jest przesądzone, co oznacza, że Tusk może jeszcze swojej formacji pomóc. Także, czego nie lubi, korzystając z cudzych dobrych rad.”
-- CO CIEKAWE DLA MAPY WPŁYWÓW NA DEBATĘ PUBLICZNĄ W MAINSTREAMIE - JAKICH “DORADCÓW” WYBRALI TAK OPINIOTWÓRCZY AUTORZY JAK JANICKI I WŁADYKA, syntetyzując zewnętrzne rady dla Tuska: “rady lewicowego salonu”, “rady Romana Giertycha”, “rady Witolda Gadomskiego”, “rady Leszka Balcerowicza”, “rady związkowców” oraz “rady politycznych marketingowców”.
-- IM WIĘCEJ OSÓB SPIESZY NA POMOC HGW, TO TYM JEJ SYTUACJA STAJE SIĘ BARDZIEJ KŁOPOTLIWA- pisze Janina Paradowska w cotygodniowym komentarzu: “Nadzieja PiS jednak znów w Platformie, która wymyśliła jakieś znaczki, że „popiera Hankę”. Z dumą obnoszą je nawet parlamentarzyści Platformy. No, jak popiera, to znaczy idzie głosować i daje odpór PiS. Ten odpór wzmacnia zresztą sam premier Tusk, który z kolei zaplątał się w stołeczną obwodnicę, obiecując dodatkowe odcinki, nawet kosztem dojazdu do Krakowa i Gdańska (to wielkoduszne). Premier zapewnił, że decyzja o domknięciu obwodnicy nie ma nic wspólnego z referendum. Trudno nie zauważyć, że im więcej osób spieszy pani prezydent na pomoc, tym bardziej jej sytuacja staje się kłopotliwa. Bez pomocników dawała sobie radę zdecydowanie lepiej.”
-- ADAM GRZESZCZAK O ZYGMUNCIE SOLORZU- KONKLUZJA: “Solorz-Żak zdaje sobie sprawę, że musi się spieszyć, bo jeśli wielcy konkurenci – europejscy gracze, nacisną na pedał gazu, łatwo go dogonią. A wtedy ze spłatą największego kredytu w historii polskiego biznesu mogą być problemy.”
-- CZĘŚĆ II 'ESEJOWEGO' TRYPTYKU ROBERTA KRASOWSKIEGO O LECHU WAŁĘSIE: “Lata 1988–90 to najświetniejszy okres w karierze Lecha Wałęsy. Zwycięstwo za zwycięstwem. Jednak im większy był Wałęsa, tym trudniej było w jego wielkość uwierzyć. Im bliżej był władzy, tym bardziej się go bano. Siermiężność chłopa-króla stała się problemem.”
-- REFLEKSJE KRASOWSKIEGO NA TEMAT “TĘPEJ DYKTATURY UBEKÓW”: “najgorsze było nie to, że była to dyktatura ubeków, ale że była to dyktatura tępych ubeków. Bo ton działaniom władzy nadali nie świetnie wyszkoleni oficerowie wywiadu, lecz prymitywne natury znające tylko język przemocy. Zapewne słabnąca władza musiała pałować manifestantów, ale po co biła Andrzeja Gwiazdę, po co mordowała księdza Jerzego Popiełuszkę, po co nasyłała nieznanych sprawców na pomniejszych działaczy? Przecież to było dramatycznie niemądre. W opozycyjnej legendzie używa się innych słów. Władzę generałów ostro się potępia. Opisuje się ją jako groźną, demoniczną, zbrodniczą. Tymczasem była ona głównie nieudolna. Wojskowi na polityce się nie znali. Autorytarne państwo szybko rozpadło im się w rękach, zamieniając się w toporny, policyjny reżim, nad którym również utracili kontrolę. Średni aparat zaczął prowadzić politykę na własną rękę, czyli bić każdego, kogo zechce. Do centrum systemu władzy wdarła się anarchia.”
-- KRASOWSKI O ARYSTOKRATYCZNYM MUZEUM MAZOWIECKIEGO I GEREMKA: “Dziś to polityczny elementarz, z którego wielokrotnie korzystali Miller, Kaczyński czy Tusk. Ale Mazowiecki czy Geremek z demokratycznej polityki niewiele rozumieli. Ich koncepcja reform pochodziła z arystokratycznego muzeum. Uważali, że jeśli elity poprą reformy zgodnie i jednomyślnie, to społeczeństwo się nie zbuntuje. Bo nie poczuje bólu. Oraz nie znajdzie lidera, który je poprowadzi do buntu.”
-- KONKLUZJA DRUGIEJ CZĘŚCI TRYPTYKU KRASOWSKIEGO: “wielki talent Wałęsy został wrzucony w zbyt siermiężną powłokę. Brak wykształcenia, brak manier był nazbyt krzyczący. Wszystkie rozsądne myśli wypowiedziane fatalną polszczyzną, puszącym się tonem, z chytrym chłopskim uśmieszkiem na twarzy, z miejsca przestawały być rozsądne. Nie wierzono, że w sedno sprawy trafić może człowiek o takim kulturowym standardzie. I takim edukacyjnym poziomie. Któremu wiecznie się mylą państwa, nazwiska czy organizacje. Pół Polski to ludzie ze społecznego awansu. Wyszli z biednych rodzin wiejskich lub robotniczych, by w kilkanaście lat zdobyć wykształcenie i nabrać ogłady. Wałęsa był inny. Nie chciał się uczyć, nie chciał nad sobą pracować. Szedł na salony władzy i wierzył, że wystarczy, gdy włoży garnitur. Nie wystarczyło. Wałęsa naprawdę był wielki. Ale wielkość ukrył pod formą, która w tę wielkość nie pozwalała uwierzyć.”
-- JANUSZ PIECHOCIŃSKI W ROZMOWIE Z JULIUSZEM ĆWIELUCHEM O GRZYBACH PODAROWANYCH ROSTOWSKIEMU: “Też tak żartowaliśmy z premierem, bo jak mu mówiłem, że dałem Rostowskiemu koszyk grzybów, to ten akurat nie pojawiał się na głosowaniach. A jak przyszedł, to mówię, do Donalda, zobacz taka z niego twarda bestia, że nawet sromotnik go nie ruszył. Ale to takie małe złośliwości na fali naszej szorstkiej przyjaźni.”
-- PIECHOCIŃSKI O GRZYBACH DLA ROSTOWSKIEGO: “Prezes Kaczyński i jego drużyna przyjęli strategię, że zagryzą PSL ze względu na budowanie dwubiegunowości sceny politycznej. Ja się nie boję i nawet myślałem, żeby i jemu tych grzybów dać. Ale się powstrzymałem, bo pomyślałem, jak byłoby to odebrane. Jedni by mogli pomyśleć, że skoro PiS wzrósł w sondażach, to Piechociński chce zdradzić Tuska. I bardzo trudno byłoby to wyjaśnić. Kolega Kaczyński mógłby pomyśleć: Piechociński przyniósł mi grzyby, czy tam czasami czegoś nie ma. Tym bardziej że jest teoria dybania na kolegę prezesa. Pewnie nawet by mu nie pozwolono zjeść tych moich grzybów. A nawet jakby, czy on by je umiał przygotować? Nie wiem, jak on sobie radzi w kuchni. No i jeszcze ta wizja, że – jak to w monarchii – Adam Hofman musiałby próbować danie, a prezes by go obserwował. Dałem spokój. Wszystkiego się grzybami nie wyrówna.”
-- PROFESOR NA PLACU SMOLEŃSKIM- O MICHALE KLEIBERZE pisze Marcin Rotkiewicz: “Prof. Kleiber co pewien czas jest obsadzany przez niemal wszystkie opcje polityczne, a to w roli premiera ponadpartyjnego rządu eksperckiego, a to kandydata na prezydenta Polski. Najmniej ciepłych słów pod jego adresem pada dziś ze strony PO. Jak tłumaczy Leszek Miller, Platforma dystansuje się od prof. Kleibera choćby z tego powodu, że PiS czy Ruch Palikota wymieniają go czasami jako „technicznego” następcę Tuska. Ale ważniejsze jest chyba to, że PO przybiła prof. Kleiberowi pisowską pieczęć za jego bliską współpracę z Lechem Kaczyńskim. – Prof. Kleiber ciągle chce być na giełdzie potencjalnych nazwisk do pełnienia najważniejszych funkcji politycznych w kraju. Rozmawia z Palikotem, potem, aby żyć dobrze z PiS, chce uwiarygodniać ekspertów Macierewicza. Nie akceptujemy tej niejednoznaczności – mówi osoba z otoczenia premiera. Ale prof. Kleiber, jak się wydaje, patrzy na politykę raczej przez pryzmat naukowca, a to nie pasuje do ekstremalnie emocjonalnej, podszytej polityką dyskusji o katastrofie smoleńskiej. W takiej sytuacji dobre intencje bywają surowo karane. Może się okazać, że piłowanie smoleńskiego węzła to najtrudniejsza misja profesora Kleibera.”
-- TEMAT TYGODNIA POLITYKI-- GRY WOJENNE, które opisuje Juliusz Ćwieluch: “Wart 130 mld zł program modernizacji polskiej armii wisi na włosku. Wiadomo nawet czyim – gen. Waldemara Skrzypczaka. (…) na podstawie materiałów SKW prokuratura wszczęła niedawno postępowanie. Ciągle w sprawie, bez stawiania nikomu zarzutów, ale zapewne nie bez jakichś konkretów. Sprawa nie jest oczywista. Tym bardziej że jednocześnie odwołano gen. Janusza Noska, szefa SKW, czyli służby, która odebrała certyfikat dostępu do informacji niejawnych Skrzypczakowi. W służbach nie ma czegoś takiego jak koincydencja. Koincydencją nie może być to, że Służba Kontrwywiadu Wojskowego w czwartek informuje, że odbierze certyfikat wiceministrowi obrony narodowej, a w piątek zwierzchnik wiceministra otwiera procedurę odwołania szefa tych służb. To niezrozumiała dymisja. I, wbrew sugestiom płynącym z MON, niedająca się uzasadnić aferą korupcyjną w 22 Bazie Lotnictwa Taktycznego w Malborku.”
-- DALEJ ĆWIELUCH O SKRZYPCZAKU: “Tymczasem Waldemar Skrzypczak popadł w dziwny stan – minister bez podpisu. Nie może podejmować większości decyzji, bo nie ma dostępu do informacji niejawnych. Odwołał się do premiera. A ten zlecił cywilnym służbom weryfikację odmowy jego certyfikatu. Służby teoretycznie mają na to trzy miesiące. Skrzypczak tyle czasu nie ma. Podobnie zresztą jak program modernizacji polskiej armii, który może nie przetrwać konfrontacji z rzeczywistością, jeśli okaże się, że korupcja w wojsku sięgnęła aż tak wysoko.”
-- ĆWIELUCH O KULISACH WALKI PRZETARGOWEJ NA KONTRAKTY WOJSKOWE: “Kiedy tylko zakup pojawia się w planach, zaczyna się podwójna kampania. Podwójna, bo oficjalna i nieoficjalna. Oficjalna to reklamy, prezentacje działania, broszurki. Zwykłe mydlenie oczu. Nieoficjalna to prawdziwe pieniądze i emocje. Najpierw sztab PR analizuje zapisy przetargu pod kątem swojego produktu i produktu konkurenta. Później atakuje te zapisy, które dają punkty konkurencji, a są niekorzystne dla jego firmy. Tak było przy okazji przetargu na samolot szkolno-bojowy. Walka była tak zacięta, że aż otarła się o skandal dyplomatyczny. Przetarg unieważniono na godzinę przed wyborem oferenta. Wtedy też wojsko zamierzało dokonać wyboru bez żadnych testów. To tak, jakbyśmy chcieli kupić Maybacha przez Internet. W trwającym obecnie przetargu na wybór śmigłowca na razie jest względny spokój. – Tylko dlatego, że nauczeni doświadczeniem utajniliśmy wymogi. Firmy boją się inspirować media, żeby nie stracić kontraktu poprzez ujawnienie tajnych informacji. Ale po ogłoszeniu przetargu będzie piekło – mówi jedna z osób związana z zakupami dla wojska.”