Relacja Live

30.09.2013

11:00

Dynamika medialna może dać sukces referendum warszawskiemu

Na dwa tygodnie przed warszawskim referendum sondaże pokazują, że deklarowana frekwencja oscyluje w granicach progu ważności. Z sondażami lokalnymi różnie bywa, ale analiza zwykłej dynamiki medialnej wskazuje, że ze względu na to, że ustalił się pogląd, że referendum warszawskie ma być najważniejszym politycznym akordem jesieni, to w ostatnim tygodniu możemy być świadkami gorączki porównywalnej z ostatnim tygodniem regularnej kampanii wyborczej. Oznacza to, że wyborcy codziennie będą zasypywani w mediach informacjami o referendum. I to w skali nieporównanie większej niż na przykład o wyborach w Elblągu, Rybniku, czy na Podkarpaciu. W dodatku, tradycyjnie Warszawa przoduje w politycznej aktywności. Spośród aglomeracji ma tradycyjnie najwyższą w kraju frekwencję: w 2011 aż 69% a w wyborach lokalnych 2010: 48%, co też jest bardzo wysokim wynikiem.


Referendum będzie ważne, jeśli zagłosuje w nim co najmniej 389 430 osób. Jak podaje TVN Warszawa: "Według danych PKW, 22 września w Warszawie zarejestrowanych było 1 335 169 wyborców (do listy dopisywać można się do ostatniej chwili). Oznacza to, że w tej chwili referendum byłoby ważne, gdyby frekwencja wyniosła nieco ponad 29 proc. Jak wynika z sondażu MillwardBrown dla TVN24, 29 procent badanych deklaruje, że na pewno weźmie udział w referendum ws. odwołania prezydent Warszawy. Kolejnych 18 proc. "raczej pójdzie" głosować. 75 proc. ze wszystkich deklarujących wzięcie udziału w głosowaniu, chce odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz."



Wbrew powszechnej krytyce, jaką poddano warszawski plakat PiS z literą "W", dość dobrze spełnił on swoją rolę, bo podgrzał emocje wokół referendum i zrobiło się o nim głośniej. A z pewnością zmobilizowało elektorat PiS, który według dzisiejszych badań jest z pewnością większy niż w ostatnich wyborach parlamentarnych 2011, kiedy na PiS oddano 27% głosów.

Nawet kontrowersje wokół wsparcia Jarosława Gowina dla HGW zwiększają wiedzę o zbliżającym się referendum.

Dodatkowo, swoją szansę w referendum na nowo mogli odnaleźć politycy skupieni wokół Kwaśniewskiego i Palikota, zwłaszcza sam Kalisz, któremu sondaż Millward Brown dla TVN w ewentualnych warszawskich wyborach dał aż 22% w stosunku do 26% dla HGW. I to zapewne stosunkowo lepiej odbierani w stolicy, niż gdziekolwiek indziej politycy centrolewu Kwaśniewskiego mogą grać na wyższą frekwencję, bo im się to po prostu bardzo opłaca. 6 października, Palikot planuje start nowej inicjatywy, ale i tę okazję być może będzie starał się wykorzystać do promocji swojego alianta- Ryszarda Kalisza i jego warszawskiego interesu wyborczego.



Swoją rolę w upowszechnianiu informacji o referendum odegrają media. Dynamika medialna po prostu skazuje referendum warszawskie na jeden z głównych tematów w tygodniu prowadzącym do 13 października. Po pierwsze, głosowanie dotyczy stolicy i relacjonowanie ostatniej prostej kampanii nie wymaga wielkich nakładów logistycznych. Po drugie, trudno przewidzieć, żeby był wtedy ważniejszy polityczny temat. Bo przecież nie będzie nim na przykład zapowiedziane na 8-9 października 2013 roku (wtorek-środa) spotkanie Prezydentów Państw Grupy Arraiolos (w Krakowie).

Można, z wielką dozą prawdopodobieństwa założyć, że jeśli chodzi o relacje medialne, będziemy mieli w ostatnim tygodniu do czynienia z gorączką co najmniej zbliżoną do tempa regularnej kampanii wyborczej. Słychać, że na ostatni tydzień przed 13.10 czołowe stacje telewizyjne szykują debaty. Już tylko wokół nich odbywać się będą polityczne uniki i wezwania do wzięcia udziału. Będziemy zapewne świadkami wieców w stylu "get out to vote".

Trudno więc, by referendum nie stało się medialnym tematem numer jeden na ostatniej prostej kampanii a to po prostu musi grać na frekwencję.

fot. FB: HGW musi odejść


09:36

Wypowiedzi poranka. Gowin: Popieram Hannę Gronkiewicz-Waltz. Lasek: Niech zespół Macierewicza przeprosi społeczeństwo
Jarosław Gowin w Sygnałach Dnia PR1 Polskiego Radia: Do 9 września, do dnia kiedy wystąpiłem z Platformy Obywatelskiej popierałem Hannę Gronkiewicz-Waltz. Dzisiaj podtrzymuję moją opinię. Uważam, że jest dobrym prezydentem. O nowych ludziach w polityce: W Polsce jest bardzo wielu wartościowych ludzi, którzy nie mieszczą się, nie chcą identyfikować się z żadną z istniejących partii. Do takich ludzi adresuje swoją propozycję. Spotkajmy się na tych konwencjach regionalnych. Spotkajmy się, porozmawiajmy o tym co możemy razem zrobić. Na spotkanie ze mną w Krakowie przyszło ponad 500 osób. Tomasz Siemoniak w Kontrwywiadzie RMF o zaufaniu do wiceministra Skrzypczaka: Mówił na ten temat bardzo celnie premier Donald Tusk mówiąc, że po ludzku ma do niego zaufanie, natomiast są procedury i w tych procedurach będzie sprawdzone czy jakieś działania Waldemara Skrzypczaka nie budzą wątpliwości. Będziemy się zastanawiali, w jakiej formule powinien funkcjonować minister Skrzypczak w czasie, gdy trwają tutaj dwie procedury, jedna w prokuraturze, druga - odwołanie odmowy jego poświadczenia bezpieczeństwa. Myślę, że jest to sytuacja bardzo trudna dla niego i też musimy znaleźć tutaj najwłaściwsze rozwiązanie. Natomiast na prawdę to nie jest tak, że można powiedzieć, że on już jest skazany, obciążony czymś. Nie ma żadnych zarzutów, są wątpliwości. Te wątpliwości będą wyjaśnione. Premier jasno powiedział:, jeżeli będą wyjaśnione na niekorzyść nie będzie się tutaj nikt wahał przy podjęciu decyzji. O SKW: Służba Kontrwywiadu Wojskowego, jeśli patrzeć na to od tej strony, doprowadziła wszystkie sprawy związane z wiceministrem Skrzypczakiem do końca. Przekazała materiały do prokuratury, dokończyła procedurę, odmawiając mu poświadczenia bezpieczeństwa, więc gdyby to miało coś ze sobą wspólnego, to to odwołanie powinno nastąpić znacznie wcześniej. Tu SKW bez przeszkód robiła swoje. Maciej Lasek w Radiu ZET: Ja nie wzywam zespołu parlamentarnego, któremu przewodniczy poseł Macierewicz by nas przeprosił, tylko by przeprosił społeczeństwo, ponieważ od trzech lat wprowadza w błąd, informując, że przyczyny były inne, niż zostały określone, a nie mają na to żadnych dowodów. Andrzej Duda w TOK FM o symbolu "W": Nie wiem, co mówił kolega Pięta. Ja jestem z Krakowa i obserwuję to z boku. Nigdy nie słyszałem, żeby głośno utożsamiano literę "W", przynajmniej po stronie PiS, tylko z powstaniem. To było hasło "Wielka Warszawa". Jestem zdumiony, że tak bardzo przeszkadza litera "W" w haśle PiS. Natomiast nie przeszkadza, że Hanna Gronkiewicz-Waltz posługuje się znaną w całej Polsce, jednoznacznie utożsamianą z walką mieszkańców Warszawy z okupantem literą "P" - Polska Walcząca. Hanna Gronkiewicz-Waltz tym symbolem posługuje się choćby na swojej stronie na Facebooku. I to nie przeszkadza, a mnie zdumiewa. Kaja Godek w TVN24: To nie jest tak, że jak Sejm ten temat odrzucił, a tyle ludzi na to liczyło, to my powiemy dobrze, to my pójdziemy do domu. Na pewno tego tak nie zostawimy. I to z wielu powodów. Ja wiem, że są bardzo poważne schorzenia i wiem, że takim osobom trzeba pomóc. Natomiast nie wiem, kim trzeba być, żeby patrzeć na taką osobę i myśleć: no, trzeba było zabić. Nie mieści mi się to w głowie.

12:53

Gowin przed szansą zagospodarowania smoleńskiego centrum

Temat konferencji profesora Kleibera, mającej stanowić teren konfrontacji tez zespołu Macierewicza z raportami rządowego zespołu Laska nie umiera. Dawna opozycjonistka Irena Lasota na opiniach dzisiejszej Rzeczpospolitej ujmuje się za inicjatywą Kleibera. Nawet Jacek Żakowski, krytykując w GW inicjatywę szefa PAN i proponując coś w rodzaju "smoleńskiego panelu deliberatywnego", faktycznie wspiera jakąś formę konfrontacji zespołów Laska i Macierewicza. A jedynym realnym na to pomysłem jest właśnie formuła Kleibera. Politycznie, Platforma i liberalne media mocno negują inicjatywę prezesa PAN, a PiS ją blokuje domagając się udziału w niej polityków, czyli Antoniego Macierewicza. To by może szansa dla Gowina, by zagospodarować "smoleńskie centrum"- czyli tych, którzy nie wierzą w teorie zespołu PiSowskiego, ale i w liczbie aż 51% respondentów lutowego pomiaru CBOS są zdania, że rząd Tuska, choć coś tam zrobił dla zbadania przyczyn katastrofy, to nie zrobił w tej sprawie wszystkiego, co było możliwe.

Gowin znajduje się w sprawie Smoleńska w dość trudnym politycznym położeniu. Z jednej strony temat istnieje i istniał będzie, a kolejna rocznica katastrofy przypadnie na szczyt przyszłorocznej kampanii do Parlamentu Europejskiego, w której inicjatywa Gowina zapewnie będzie brała udział. I w związku z tym, jakieś stanowisko w tej polaryzującej sprawie, polityk tego kalibru mieć powinien. Z drugiej strony, Gowin był u Tuska ministrem sprawiedliwości, który bez powodzenia starał się -w relacjach dyplomatycznych z rosyjskim wymiarem sprawiedliwości- o zwrot kluczowego dowodu rzeczowego, jakim jest wrak. Aż 30% respondentów lutowego badania CBOS opowiadało się za tym, "by wrak zachować w obecnej postaci jako dowód rzeczowy, prawdopodobnie w przekonaniu, że mógłby być jeszcze wykorzystany w przyszłości, po pojawieniu się doskonalszych metod badawczych", czyli uważa, że zwrot wraku jest ważny. I ta sprawa z pewnością będzie - w oczach ewentualnych prawicowych wyborców- ciążyć będzie na wizerunku Gowina.

Dlatego, jakaś forma wsparcia dla inicjatywy Kleibera w ścisłym sensie zaproponowanym przez szefa PAN, czyli eksperckiej konfrontacji, bez udziału polityków, transmitowanej w Internecie, może być najwygodniejszą z dostępnych dla Gowina opcji. Choć trudno mówić o powodzeniu podobnej strategii w wykonaniu PJN, której twarzą była dość emocjonalna Elżbieta Jakubiak, to w przypadku Gowina może się ona powieść. Istotnym uzupełnieniem mógłby być dla niego stonowany i konsekwentny głos Pawła Kowala, który zresztą był twórcą samego pojęcia "smoleńskiego centrum".

Z dotychczasowego zachowania Gowina, można odczytać jego niechęć do czynienia ze Smoleńska bardziej istotnej części swojego przekazu, ale kalendarz może go jednak postawić przed koniecznością zajęcia wyrazistszego stanowiska. Dzięki dyskusji nawiązanej ostatnio pomiędzy Laskiem i Macierewiczem, temat przyczyn katastrofy nadal istnieje. Również Kleiber się nie poddaje i wskazuje przełom 2013 i 14 na najwcześniejszy moment na swoją konferencję. Do jego inicjatywy wciąż odnoszą się komentatorzy- w ubiegłym tygodniu premier i w weekend szef opozycji, Leszek Miller, Janina Paradowska w TOK FM, dziś Piotr Skwieciński "W Sieci", Irena Lasota w RZ i Jacek Żakowski w GW. O katastrofie mówi Antoni Macierewicz w rozmowie z "Do Rzeczy".

Temat współzawodnictwa tez ekspertów Macierewicza z oficjalną wersją, prezentowaną przez Macieja Laska, będzie istniał. Odwołanie się do "smoleńskiego centrum", dla którego oferta Kleibera może być atrakcyjna, bo przenosi chaotyczną i z obu stron populistyczną dyskusję na grunt szanowanej PAN, może być dla Gowina scenariuszem najbardziej korzystnym.


13:41

PiS rusza z masywną kampanią przed referendum W: spoty oraz billboardy ze Stefanem Starzyńskim i budowniczymi powojennej stolicy

Wbrew temu, co pisał Newsweek, nic nie wskazuje na to, by warszawską kampanię referendalną PiS miały spotkać jakiekolwiek oszczędności. Nawet wprost przeciwnie- spindoktorzy PiS ruszają z masywną, pełnoformatową kampanią wyborczą, której kontrowersje wokół nawiązania do litery "W" to tylko początek. Od jutra, warszawiacy zobaczą billboardy, spoty i usłyszą przekaz radiowy.

Premiera spotów referendalnych PiS nastąpiła w niedzielnych Wiadomościach TVP, dziś partia Jarosława Kaczyńskiego pokazuje je na youtube. Jako pierwsi pokazujemy też całość ofensywnych, kampanijnych produkcji PiS, w tym: billboardy, które zapewne wzbudzą jeszcze wiele emocji.

W telewizyjnych spotach PiS pokazuje zapadniętą ulicę, zalaną trasę i zniechęconych mieszkańców stolicy: "Bilety są bardzo drogie, pani Gronkiewicz-Waltz pewnie nie wie ile kosztują", "Warszawa jest najbardziej zakorkowanym miastem w Europie", "w przedszkolach nie ma miejsc" - wypowiadane przez mieszkańców Warszawy, konfrontowane są ze słowami HGW- "trudno mówić, że to są warszawiacy" oraz odwołanie się do "W jak wielka Warszawa" to treść spotów telewizyjnych, jakie od jutra będzie emitować PiS.

http://youtu.be/l1tYYOGKBWM

http://youtu.be/ZI7a_uhrwA4

We wczorajszych Wiadomościach TVP nastąpiła też premiera jednego z bilboardów, planowanych w kampanii PiS:



Ale to nie wszystko. 300polityka jako pierwsza publikuje też inne wersje plakatów wielkoformatowych, które prawdopodobnie wzbudzą emocje porównywalne z tymi, które towarzyszyły premierze odwołania do "W" w referendalnym haśle. Pierwszy z poniższych sprowokuje zapewne silną reakcję ze strony polityków SLD i samego Leszka Millera:



Oto inne produkcje:





Pojawi się także spot radiowy, odwołujący się do słów legendarnego prezydenta stolicy- Stefana Starzyńskiego:

[soundcloud url="http://api.soundcloud.com/tracks/113187866" params="" width=" 100%" height="166" iframe="true" /]

Pojawi się też najprawdopodobniej strona internetowa wjakwarszawa.pl ale na razie odsyła ona do strony http://referendum-warszawa.info/.

W mediach społecznościowych PiS prowadzi też kampanię głosuj bez meldunku:




Dzisiejsza Rzeczpospolita opisała faktyczny urzędniczy sabotaż, jaki w interesie Platformy Obywatelskiej prowadzony jest podczas procesu dopisywania się wyborców do spisu.

Wiele wskazuje na to, że dynamika medialna i polityczna kampanii referendalnej będzie "grała" na większą od spodziewanej frekwencję. Startująca jutro pełnoformatowa kampania PiS z pewnością przyczyni się do tego, że dyskusja na temat referendum nie straci medialnej temperatury.


14:42

PILNE:

Ojciec Rydzyk wybaczył wszystkim księżom oskarżonym o pedofilię

17:18

Gowin chwali się, że ma już zadeklarowanych "ponad 20 etatów" w Krakowie

Projekt Jarosława Gowina "Godzina dla Polski" wystartował w sobotę. Od tego czasu zarejestrowało się na nim 9312 osób. Dziś na facebookowym profilu sobotniej konwencji pojawiła się informacja, że w Krakowie sympatycy projektu Gowina zadeklarowali już "ponad 20 etatów". Jak czytamy:"Tylko mieszkańcy Krakowa na www.1godzina.pl zadeklarowali już 958 godzin tygodniowo dla Polski. To więcej niż 20 etatów. Zapraszajcie znajomych, by było nas jeszcze więcej! Już jutro pierwsze spotkanie w Krakowie ".


19:32

CNN rezygnuje z dokumentu o Hillary Clinton

Charles Ferguson, reżyser pracujący nad filmem dokumentalnym o Hillary Clinton, który przygotowywany był na zlecenie amerykańskiej telewizji CNN, ogłosił dziś, że rezygnuje z projektu. CNN potwierdziło, że w związku z tym dokument o byłej Pierwszej Damie nie powstanie.

Ferguson w tekście opublikowanym w serwisie HuffingtonPost.com ujawnił, że Hillary Clinton nie chciała wypowiadać się przed kamerą, a jej otoczenie wyraźnie nie chciało mu pomóc w pracy nad filmem. Reżyser skontaktował się z ponad 100 osobami, które znały i pracowały wcześniej z byłą panią senator, ale tylko dwie z nich zgodziły się porozmawiać z nim przed kamerą.

Gdy kilka miesięcy temu dwie telewizje ogłosiły, że pracują nad projektami opowiadającymi o pani Clinton (oprócz CNN była to telewizja NBC, która przymierza się do czteroodcinkowego serialu z Diane Lane w roli Hillary) Partia Republikańska zareagowała dość ostro - przegłosowała, że jeśli obie telewizje nie zrezygnują z tych produkcji, to GOP nie zgodzi się na to, by CNN i NBC transmitowały partyjne debaty prezydenckie.

Z tekstu Charlesa Fergusona z HuffPo (dostępny pod tym linkiem) wynika, że także wielu Demokratów nie życzyło sobie dalszej pracy nad dokumentem o Hillary Clinton.

 


20:11

Dlaczego Republikanie nie boją się paraliżu budżetowego

Mniej niż 12 godzin dzieli USA od tzw. "goverment shutdown", czyli paraliżu administracji federalnej, wywołanego brakiem nowej rezolucji budżetowej. Najnowsze informacje z Kongresu mówią o tym, że Republikanie mogą zgodzić się na "czystą"  rezolucję (bez zamrażania finansowania Obamacare, czyli reformy zdrowotnej Obamy), która umożliwi finansowanie rządu na tydzień. To ma dać czas dla kolejnych manewrów, chociaż Demokraci są sceptyczni wobec takiego rozwiązania. Republikanie nie boją się jednak całkowitego paraliżu administracji, nawet na dłuższy czas. Są co najmniej trzy powody, dla których tak się dzieje.

Obamacare jest niepopularne. Trzy lata od przyjęcia, reforma zdrowotna prezydenta Obamy pozostaje bardzo niepopularna. W sondażu NBC News/Wall Street Journal z połowy września, 44% Amerykanów jest przeciwna całemu projektowi, popiera go tylko 31%. Co więcej, 45% twierdzi, że Obamacare będzie miało negatywny wpływ na system zdrowotny w USA, przeciwnego zdania jest 23%. Republikanie chcą, by przyjęcie nowej rezolucji budżetowej było powiązane z opóźnieniem lub zamrożeniem Obamacare. Sądzą, że paraliż budżetowy jest idealnym sposobem pokazania ich determinacji, tego jak bardzo chcieli zatrzymać niepopularne prawo. Od jutra mają - w pierwotnym planie administracji  - zacząć działać jego najważniejsze części.

Poprzednie paraliże budżetowe nie zaszkodziły GOP. 17 lat temu rząd federalny przestał działać  dwukrotnie (łącznie na 26 dni) za czasów Newta Gingtricha i jego sporu z Billem Clintonem, w 1995 i 1996 roku. Ale jak zauważa Michele Bachmann, nie przeszkodziło to GOP wygrać wyborów do Kongresu w 1996 r. Republikanie czują się dzięki temu bezpieczni - nawet kilkudniowy czy kilkutygodniowy paraliż nie będzie miał zdaniem wielu partyjnych strategów wpływu na wybory do Kongresu w 2014 roku, bo opinia publiczna za paraliż będzie obwiniać "polityków z Waszyngtonu", a nie tylko jedną partię.

Wpływ mediów.  Konserwatywne skrzydło Partii Republikańskiej to politycy pochodzący z bardzo bezpiecznych dla nich, "czerwonych" okręgów. Nie ma tutaj obawy, że kilkutygodniowy paraliż rządu federalnego wpłynie na ich osobiste szanse wyborcze. A konserwatywne media przedstawiają starcie w sprawie opóźnienia lub zamrożenia Obamacare jako wojnę o historycznym wręcz znaczeniu,  w której stawka jest wolność w USA. W takiej sytuacji Republikanie bardziej obawiają się potencjalnych prawyborów w razie wyłamania się z opozycji wobec Obamacare, niż doprowadzenia do paraliżu administracji. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że Obamacare i tak jest niepopularne w sondażach.

Te trzy powody to przyczyna, dla której USA znalazły się na krawędzi paraliżu. Być może w ostatniej chwili liderowi GOP w Izbie Johnowi Boehnerowi uda się znaleźć rozwiązanie, które doprowadzi do przyjęcia "czystej" uchwały budżetowej. Demokraci nie pozwolą na nic innego - dla nich (a zwłaszcza dla prezydenta) Obamacare to kluczowa ustawa ostatnich lat. Obie partie idą na zderzenie - i wygląda na to, że niewiele można już zrobić, by go uniknąć.

fot. GOP.com