Relacja Live

24.09.2013

13:56

Czy Gowin zdąży zdefiniować swój projekt, zanim zrobią to inni?

Projekt Gowina stoi przed licznymi trudnościami. Utrzymanie zainteresowania mediów, kwestie finansowe, organizacyjne, to tylko niektóre problemy polityka z Krakowa i jego doradców. Ale główny problem nie leży nawet w kwestiach organizacyjnych czy technicznych. Problem Gowina jest następujący: czy zdąży zdefiniować swój projekt polityczny, zanim zrobią to inni?

Odejście Gowina z Platformy nie było zaskoczeniem. Jego plany dotyczące nowego ugrupowania także nie były dla nikogo czymś nowym. To powoduje, że Gowin już na starcie ma dużo trudniejszą pozycję. Nie ma "efektu świeżości". Media, komentatorzy, analitycy mają ustalone wyobrażania zarówno dotyczące składu nowego ugrupowania (Kowal, Wipler, nawet zaangażowanie polityków z dawnej UW nie byłoby już zaskoczeniem) jak i jego profilu. Konserwatywny obyczajowo, liberalny gospodarczo, z silnymi elementami pro-rodzinnymi - to jest projekt Gowina. Tu trudno o zaskoczenia. One są możliwe bardziej pod względem formy, nazewnictwa, metod, technikaliów.

To największy problem Gowina. Od wielu miesięcy jego potencjalni sojusznicy definiują to, co on sam zamierza zrobić. Nie tylko Wipler czy Kowal, ale także inni politycy od bardzo dawna komunikują swoje oczekiwania wobec nowego projektu. To powoduje paradoksalną sytuację, w której najmniej do powiedzenia o nowym projekcie politycznym ma jego lider i inicjator. Gowin ma etapami pokazywać to, co zamierza zrobić, i kawałek po kawałku ogłaszać kształt nowego projektu. W tym tygodniu słowo-klucz to "program". Czy mówienie o tym, że w planach jest praca nad programem jest wystarczające? W zderzeniu z dziesiątkami, setkami tekstów publicystycznych i wypowiedzi na swój temat, Gowin mówiący o "programie" stoi na straconej pozycji. "Dobre zmiany", "Program 2015" - Gowin nie przedstawił jeszcze mocnej, dobre nazwy dla swojej inicjatywy, wrzucając tylko w obieg medialny mało chwytliwe i raczej technokratyczne hasła. Projekt Gowina jest najlepiej zdefiniowanym projektem politycznym w Polce - tylko, że to definiowanie odbywa się z bardzo małym udziałem samego zainteresowanego.

W sierpniowym rankingu zaufania CBOS Gowinowi ufało 30% ankietowanych. To poziom Ewy Kopacz, Zbigniewa Ziobry. Gowin nieznacznie przegrywa z Donaldem Tuskiem (31%). To jest kapitał polityczny, który jest dla niego kluczowy. Tymczasem strategia powolnego, systematycznego odsłaniania kolejnych elementów inicjatywy może nie przynieść oczekiwanych efektów, nawet jeśli Gowin - cieszący się solidnym zaufanie społecznym i dobrze rozpoznawalny - nie przedstawi jasnego, i co najważniejszego zupełnie świeżego pomysłu. Takiego, który nie krąży już od wielu miesięcy w mediach, i będzie autentyczną próbą wprowadzenia do polskiej polityki nowego spojrzenia, nowego zdefiniowania płaszczyzny politycznej walki. Jeśli Gowin tak nie zrobi, to jego projekt może podzielić los wielu ugrupowań (do których zresztą jest porównywany już teraz), które nie osiągnęły znaczącego sukcesu.


10:05

Wypowiedzi poranka: Gliński: Prawdopodobnie będę kandydował na prezydenta Warszawy. Hofman: Prokuratura popełniła przestępstwo
Piotr Gliński w Sygnałach Dnia Polskiego Radia: Nie wyznacza się kandydatów, jeżeli nie ma wyborów. Jeżeli pani prezydent zostanie odwołana, a pan premier ogłosi wybory, to prawdopodobnie będę kandydował na prezydenta Warszawy. O starcie na prezydenta Polski: Jeżeli PiS wygrałoby wybory parlamentarne i miałoby zdolność koalicyjną lub mogłoby formować rząd, Jarosław Kaczyński w sposób naturalny byłby premierem takiego rządu i nie mógłby pełnić innych funkcji. W związku z tym to normalne, że rozpoczyna się dyskusja, kto w tej centroprawicowej części sceny politycznej mógłby aspirować do urzędu prezydenta Polski. Jest to dla mnie bardzo nobilitujące, że lider największej polskiej partii opozycyjnej wymienia moje nazwisko. Za wcześnie jednak, by powiedzieć coś więcej. Adam Hofman w RMF FM o prokuraturze: Prokuratura w tej sprawie moim zdaniem popełniła przestępstwo. Nie chroniła świadków i ich zeznań, tyko wyrzuciła je na forum opinii publicznej wybiórczo. Jak prokuratura jest taka odważna, niech odtajni wszystkie akta, które ma. Wszystkie karty na stół. Wszystkie papiery odtajniamy, także rządowe i wtedy zobaczymy, kto w tej sprawie chce wyjaśnić prawdę a kto zaciemnia obraz. (...) Ja nie uważam, że jest w spisku, ja uważam, że prokuratura robi wszystko, żeby ocalić obecny układ władzy z Tuskiem na czele. I moim zdaniem uznano, że to jest element - zaatakujemy Smoleńskiem. Przy czym ja uważam, że to jest nieskuteczne. O HGW: Ja sugeruję, że wiele poprzednich pokoleń Warszawiaków marzyło o Warszawie wielkiej. Hanna Gronkiewicz-Waltz nie wykorzystuje tej szansy. Dlatego obojętność w momencie próby, czyli w momencie referendum, jest obojętnością także na losy tego miasta. O referendum: Referendum warszawskie ma coś wspólnego z historią tego miasta. dwudziestolecie międzywojenne, Powstanie Warszawskie, odbudowa miasta. To jest marzenie o wielkiej Warszawie, marzenie by Warszawa była wieka. Ci ludzie marzyli o innej Warszawie. Oni marzyli o Warszawie, która spełnia te wymagania. Przyszła Hanna Gronkiewicz-Waltz i mamy pośmiewisko na całą Europę. Stefan Niesiołowski w TVN24 o sytuacji w armii: Myślę że od czasów Kazimierza Jagiellończyka, od pokoju toruńskiego tak dobrej sytuacji w Polsce nie było. O odwołaniu gen. Noska: Jak odchodzi szef służb kontrwywiadu, to zawsze jest coś w tym niepokojącego. Myślę, że nie jest to temat do publicznego roztrząsania. Służby wojskowe, kontrwywiadowcy to bardzo delikatny temat. Aleksander Smolar w TOK FM: Jest przecież całe pokolenie, które w ogóle nie pamięta rządów Prawa i Sprawiedliwości. Nowym faktem jest to, że PiS żywi się znudzeniem Platformą i obawami ludzi przed przyszłością. fot. polskieradio.pl

10:12

Rząd o transgranicznej opiece zdrowotnej, czyli leczeniu na koszt NFZ w całej UE

Na rozpoczynającym się o 11.00 posiedzeniu rządu, ministrowie rozpatrzą tylko trzy projekty. Ponadto Rada Ministrów zbierze się w piątek, po głosowaniach w Sejmie, by przyjąć ostateczną wersję projektu budżetu państwa na 2014 rok.

Dzisiaj rząd zajmie się przede wszystkim nowelizacją ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych, która ma wprowadzić możliwość leczenia się w dowolnym kraju Unii Europejskiej. Rząd ma przyjąć wyłącznie założenia, a nie finalny projekt ustawy. Jak pisała "Gazeta Wyborcza", za wizytę u niemieckiego czy czeskiego lekarza od 25 października miałby płacić NFZ. Ale nie zapłaci, bo utrudnia to Ministerstwo Zdrowia. Według gazety, polski rząd boi się, że gdy tysiące pacjentów zirytowanych kolejkami ruszy za granicę, budżet NFZ się rozsypie.

Wiadomo, że finanse państwa nie są w najlepszym stanie, a pieniędzy na służbę zdrowia ciągle brakuje. Na dyskusję o podwyższeniu składki zdrowotnej, zwłaszcza przed wyborami, nie ma co liczyć. W każdym razie projektowane rozwiązania prędzej czy później wejdą w życie, bo wymaga od nas tego Unia Europejska. Resort zdrowia w uzasadnieniu do założeń podał maksymalny limit wydatków NFZ na zwrot kosztów transgranicznej opieki zdrowotnej.


Ministrowie przyjmą też projekt nowelizacji ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. Według PAP, chodzi o wydzielenie z Ambulatoryjnej Opieki Specjalistycznej przyszpitalnych poradni. Zgodnie z projektem, NFZ będzie rozpisywał konkursy na te świadczenia.

Rząd zajmie także stanowisko wobec poselskiego projektu nowelizacji Ordynacji podatkowej (druk nr 1533). Projekt złożony w Sejmie przez posłów PSL zakłada "nałożenie na organ podatkowy obowiązku zawiadomienia strony o przedłużeniu w drodze postanowienia załatwienia sprawy dzięki czemu strona postępowania uzyska prawo do złożenia zażalenia lub skargi do sądu administracyjnego”.

Ministrowie mieli dzisiaj zająć się nowelizacją ustawy wykonywaniu inicjatywy ustawodawczej przez obywateli, zaproponowaną przez MSW. Projekt wypadł jednak z porządku obrad.

Fot. Maciej Śmiarowski/KPRM


15:32

Kaczyński w Bydgoszczy o przedsiębiorcach. "Chcemy przełamać bariery"

Jarosław Kaczyński wrócił dziś do gospodarczego przekazu z Krynicy. Jak stwierdził prezes PiS na konferencji prasowej w Bydgoszczy, przed zakładami PESA, jego partia chce przełamania barier, które blokują rozwój polskiego przemysłu i gospodarki. Jednocześnie powiedział, że już w latach 90-tych - na różnych poziomach gospodarki - znalazła się "stara gwardia", która blokuje młodym rozwój.

Prezes Kaczyński stwierdził również, że polski rząd blokuje poprzez swoją politykę rozwój gospodarczy, i który reprezentuje "specyficzne interesy". Kaczyński mówił m.in. o tym, że rząd nie zamówił pociągów w zakładach PESA, tylko "kupił włoskie". To spotkało się z szybką reakcję ministra Sławomira Nowaka na TT:




Prezes PiS mówił też, że Polska może popaść w "pułapkę średniego rozwoju", a PiS proponuje politykę, która temu zapobiegnie. Prezes PiS użył terminu "wielkie odblokowanie", które przełamie bariery w polskiej gospodarce. Jak powiedział prezes: "Przyjdzie taki dzień, gdy rząd będzie realizował interesy polskich przedsiębiorstw i polskiej gospodarki".

To kolejna konferencja prezesa, która dotyczyła spraw ekonomicznych i społecznych. W piątek lider PiS wraz z Januszem Śniadkiem mówił o tym, że jego partia będzie walczyć z pomysłem wprowadzenia elastycznego czasu pracy. Jak mówił wtedy: "Stworzono tu mechanizm, w którym bardzo łatwo eksploatować pracownika, co nie zachęca do innowacji, nie zachęca do podnoszenia poziomu organizacyjnego i technologicznego produkcji czy innego rodzaju działalności gospodarczej, a to jest sytuacja fatalna dla naszej przyszłości. Trzeba ją zmieniać, chroniąc prawa pracowników, podnosząc płace, krótko mówiąc skłaniając pracodawców by czynili wysiłek".

Jesienny przekaz gospodarczy PiS zaczyna być widoczny. Z jednej strony jest to podkreślanie barier, przed którymi stoją przedsiębiorcy, zarówno ze względów systemowych, jak i tych wynikających z z polityki rządu Donalda Tuska. PiS wprowadził do dyskusji temat zbyt niskich płac, idealnie skrojony dla kluczowych grup demograficznych tej partii. I to jest element, na który Donald Tusk nie znalazł jeszcze skutecznej odpowiedzi.

Czytaj też: Listopad będzie testem wiarygodności dla Platformy

4 najważniejsze elementy dzisiejszego przekazu PiS

fot. PiS TV


17:10

Małgorzata Tusk w książce: nauczyłam się walczyć o swoje małżeństwo

Małgorzata Tusk z reguły nie udziela wywiadów prasowych. Równie rzadko pojawia się z mężem. Czasami tylko tabloidy opublikują zdjęcia z zakupów. Odstępstwem od tej reguły jest książka "Między nami", która będzie wydana w listopadzie. Żona premiera przyznaje w niej, że "życie z mężem często przypomina ostry rajd z przeszkodami", a ona sama "nigdy nie wyobrażała sobie życia poza Sopotem". Publikacja liczy 400 stron. Wydawnictwo nie udostępniło jeszcze okładki. Poniżej fragmenty opublikowane przez Znak.

Wychodząc za mąż po trzech miesiącach znajomości, nie kalkulowałam, jak będzie wyglądało nasze życie, skąd weźmiemy pieniądze i gdzie zamieszkamy. Miłość i młodość skłaniały nas do ryzyka. Nigdy nie wyobrażałam sobie życia poza Sopotem. Mój mąż miał być nauczycielem, a ja od zawsze chciałam zajmować się historią. Szybko przekonałam się jednak, że życie lubi zaskakiwać.

Wzięliśmy ślub na studiach i choć minęło tyle lat, nadal jesteśmy razem. Pamiętam, jak biegałam z brzuchem na manifestacje, stałam w kolejkach do pustych sklepów, robiłam dzieciom rosół na kości ze schabu, jak woziliśmy z Donkiem stoczniowcom arbuzy. Polityka zawsze była pasją mojego męża, a z pasją nie da się konkurować. Kiedy pojawił się Michał, potem Kasia, dwa największe szczęścia w moim życiu, a ja zorientowałam się, że całymi dniami siedzę w domu, postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce i żyć tak, jak chcę. Bez dopasowywania się, bez poświęcania, bez życia w cieniu. Zbudowałam sobie własny świat.

Na Parkowej zaczęłam życie po raz drugi. Nauczyłam się walczyć o swoje małżeństwo, rodzinę i przyjaźnie. Życie z moim mężem często przypomina ostry rajd z przeszkodami, ale ja zachowuję w tym wszystkim własną przestrzeń. Teraz mam swój świat i - tak między nami - nie zamierzam z niego rezygnować.

Fot. Maciej Śmiarowski/KPRM


20:44

TYGODNIKI POLITYKA I POWSZECHNY: Reszka: Tusk chce końca wojny ze Schetyną, Krasowski o Wałęsie

TYGODNIK POLITYKA

-- NIE ISTNIEJE ŻADEN WSPÓLNY KOD PRZYZWOITOŚCI- pisze Mariusz Janicki: „Od 2005 r., a już szczególnie od czasu katastrofy smoleńskiej, w Polsce nie istnieje żaden wspólny kod przyzwoitości, wzorzec prawdy, logiki, niemal żadne wspólnie wyznawane wartości. Nie ma już też powszechnie uznanych kryteriów kompromitacji. W takim świecie Macierewicz nie musi dbać o reputację w ogólnym odbiorze społecznym, jemu wystarcza opinia tylko po swojej stronie. Im gorzej będzie oceniany przez przeciwników, tym lepiej przez wyznawców. We własnym świecie nic Macierewiczowi nie grozi, bo jest otoczony specyficznym polem siłowym, odbijającym wszelkie argumenty przeciwników, którzy nie mogą mieć racji, gdyż im racja nie przysługuje. Żadne ciosy nie zmienią sytuacji Macierewicza ani też raczej nie wpłyną na notowania PiS. Wystarczy teraz tylko powiększać stworzony przez siebie świat, aby zyskiwać coraz większe wpływy. Ten świat przyciąga nowych wyznawców zamachu, bo daje alibi: przecież miliony, które już uwierzyły w zamach, nie mogą się mylić.”

-- NAJBARDZIEJ UDANY OWOC POLSKIEGO LUDU W DZIEJACH- pisze Robert Krasowski w części pierwszej swojego eseju o Wałęsie: “Kiedy Jacek Kuroń pierwszy raz spotkał Wałęsę, dostrzegł w nim skrzyżowanie Falstaffa z Zagłobą. Gawędziarza, chwalipiętę, rezonera. Kuronia najbardziej zdziwił brak patosu. Zamiast ojczyzny i poświęcenia humor i pogoda ducha. To celny portret. Dokładnie taki był najbardziej udany owoc polskiego ludu w całych naszych dziejach.”

-- JESZCZE KRASOWSKI: “Z punktu widzenia jakości polityków, PRL był glebą jałową. Wyrastały na niej głównie polityczne miernoty, a czasem średniaki. Nagłe rozbłyśnięcie gwiazdy Wałęsy było wielkim wydarzeniem. Owszem, nie wyglądał najlepiej, nie mówił zbyt składnie, jednak działał bezbłędnie. Ci, którzy patrzyli na niego z daleka, widzieli w nim pacynkę elit. Robotnika wciągniętego na maszt, aby zdobyć poparcie mas. Jednak opozycyjni politycy po 13 grudnia zrozumieli to, co powiedział Celiński. Że jedynym wielkim graczem w polskiej polityce okazał się Lech Wałęsa. Dlatego po stanie wojennym większość dawnych wrogów skruszona wróciła do niego. Nie będą już narzekać na sułtana, który sam podejmuje decyzje. Pokornie zaakceptują status dworzan. I równie pokornie przejmą poglądy Wałęsy. Gdy w połowie lat 80. Kuroń, Lityński czy Michnik zaczną pisać o potrzebie ugody z komunistami, będą jedynie powtarzać to, co od jesieni 1980 r. mówił Wałęsa. Że komunizm można obalić tylko w porozumieniu z komunistami.”

-- JANINA PARADOWSKA O ZWIĄZKOWCACH: “Remanent po związkowych manifestacjach zakończył się w piątek. Po zachwytach nad sprawną organizacją – bo przecież przyjechały dziesiątki tysięcy i ani jednej kostki z bruku nie wyrwano – okazało się, że jesteśmy w tym samym miejscu co przed manifestacjami.”

-- PAWEŁ WALEWSKI O RUCHACH ANTYSZCZEPIONKOWYCH: “Sezon szczepień przeciwgrypowych zaczyna się w złej atmosferze. W Polsce nigdy wcześniej nastroje antyszczepionkowe nie były tak silne. Argumenty medyczne mieszają się z motywami religijnymi, ekologicznymi, a nierzadko politycznymi.”

-- W CZWARTEK OGŁOSZENIE WYNIKÓW RANKINGU POSŁÓW TYGODNIKA POLITYKA. W TYM ROKU 300POLITYKA RÓWNIEŻ BRAŁA UDZIAŁ W NOMINACJACH. Wyniki zostaną ogłoszone o godzinie 16.00 w Restauracji Sejmowej w Nowym Domu Poselskim.

TYGODNIK POWSZECHNY

-- PAWEŁ RESZKA: TUSK CHCE KOŃCA WOJNY ZE SCHETYNĄ- jak pisze Paweł Reszka: „Premier niedawno był w Sejmie na posiedzeniu klubu Platformy Obywatelskiej. W jego przemówieniu pojawiło się słowo „reintegracja”. To znaczy, że Donald Tusk, po miesiącach partyjnej wojny na górze, zakończonej wyjściem Jarosława Gowina i osłabieniem większości w parlamencie, deklaruje chęć zakopania topora wojennego. Żeby poprzeć słowa czynami, Tusk zaproponował, by za przygotowanie do kampanii samorządowej odpowiadał jego największy oponent, czyli Grzegorz Schetyna. Ludzie kojarzeni ze Schetyną mają też odgrywać znaczące role w zespole przygotowującym zmiany programowe”.

-- RESZKA O MDI: „Maćku, Rafale, znamy się kopę lat, kiedyś byliście świetnymi dziennikarzami. Z Rafałem pisaliśmy w duecie teksty, za które dostawaliśmy dziennikarskie laury. W tercecie przegadaliśmy masę czasu i wysuszyliśmy niejedną butelkę. Cieszę się z naszej znajomości i nigdy nie będę się jej wypierał. (...) Jednym słowem: prowadziliście za pieniądze lobbing, który doprowadził do zablokowania niekorzystnego dla Waszego klienta zapisu ustawy. To właśnie opisał Łazarewicz – pokazując nam kawałek ciekawej rzeczywistości. Sami w swoich tekstach, np. „Korupcja w poznańskiej policji” czy „Wakacje z agentem”, staraliście się pokazać kawałek rzeczywistości, choć nie wszystkim było to w smak i ciągano Was za to po sadach. Dlaczego oburzacie się dziś, gdy to działalność Waszej firmy jest opisywana? Nikt Wam nie zamyka ust”.

-- DALEJ RESZKA: „Dlatego zapytam pro forma: czy naciskaliście na wydawcę „Wprost”, by nie publikował materiału Łazarewicza? Spotykaliście się z nim? Przekonywaliście? Coś proponowaliście? Pytam, choć osobiście chcę wierzyć, że nie”.

-- RESZKA O LATKOWSKIM: „Skąd macie pewność, że Latkowski jest „żołnierzem” Lisieckiego? Macie na to dowody? Skąd możecie wiedzieć, jakie ten człowiek ma motywacje? Uważacie, że jesteście ofiarami pomówień, ale czy sami nie rzucacie lekką ręką oskarżeń na innych?”.

-- RESZKA: MEDIA SĄ SŁABE: „Byliście dobrymi dziennikarzami – pisaliście dobre teksty, tropiliście zło, korupcję. Dziś media są słabe, wielu właścicieli to szemrani biznesmeni, działy reklamy kumają się z firmami i wpływają coraz bardziej na politykę redakcji, ludzie boją się pisać ostre teksty, bo mogą stracić robotę i nie mieć na spłatę kredytu. Tu są dziś media. Ale gdzie jesteście dziś Wy? Piszecie nagle o kryminalnej przeszłości Latkowskiego. Podajecie innych dziennikarzy do sądu. Ujawniacie ni z gruchy, ni z pietruchy informacje, że ktoś Was szantażował albo proponował zamieszczenie tekstu za pieniądze. Wkładacie do komercyjnych prezentacji nazwiska nieświadomych niczego dziennikarzy, którzy „na przykład” będą twarzami jakichś kampanii. Trochę mnie to przeraża”. http://tygodnik.onet.pl/30,0,81560,mdigate_list_dziennikarza_do_eks-dziennikarzy,artykul.html


22:30

TREND:

Kwaśniewski prawie jak Bill Gates i fotki z ręki w polityce