Relacja Live

23.09.2013

12:40

Gomułka, Frankiewicz, Maksymowicz, Radziwiłł i Dobrowolski, szef FOR Balcerowicza w drużynie Gowina

W dzisiejszym mailingu, Jarosław Gowin zaprasza na stronę program2015.pl i ujawnia swoją drużynę, w której skład weszli między innymi: niezwykle popularny prezydent Gliwic Zygmunt Frankiewicz, były szef izby lekarskiej, głośny przeciwnik in vitro Konstanty Radziwiłł, czy pozostający w głośnym sporze z Jackiem Rostowskim: profesor Stanisław Gomułka i współpracownik Leszka Balcerowicza - wywodzący się ze warszawskiego środowiska "harvardczyków" prezes FOR - Paweł Dobrowolski. Może to być zapowiedź mocniejszego wsparcia Balcerowicza dla politycznej platformy Gowina.

W przesłaniu, opublikowanym na Youtube, Gowin mówi o swoim sprzeciwie do PR-owskiego podejścia do programu i zapowiada prace nad programem 2015-19.

http://youtu.be/geoLnbSZB2Q

Jest jeszcze drugi aspekt dzisiejszego oświadczenia Gowina. Próbuje udowodnić, że nie działa wedle schematu wszystkich innych polityków, którzy w spektakularny sposób pożegnali się ze swoją partią. To, że ogłosił nazwiska swoich ekspertów za pomocą listy mailngowej, świadczy o tym, że przemyślał swoją strategię komunikacyjną. Nie gwarantuje mu to jeszcze sukcesu. Ale sprawia, że można na jego poczynania patrzeć nieco inaczej, przynajmniej pod względem techniczno-marketingowym, niż w przypadku innych polityków, którzy odeszli ze swoich macierzystych ugrupowań.

Dzisiejsza deklaracja Gowina to działanie zgodnie z jego własnym schematem działania. Najpierw mail na licząca ponad 20 tysięcy pozycji listę mailingową. Później konferencja prasowa. A wcześniej - cisza w mediach w mediach tradycyjnych. Gowin od czasu odejścia z partii wybrał taką strategię i skupił się na przygotowywaniu się do "długiego marszu", jakim będzie budowanie nowego ugrupowania. Nacisk na komunikację bezpośrednią ze zwolennikami jest na tym etapie kluczowy. Gowinowi zależy na tym, by odbierający maila ludzi mieli przeczucie, że dostają ekskluzywną informację o tym, co się dzieje z jego projektem. Gdyby zapowiedział kształt listy konsultantów oraz sobotnie spotkanie w Krakowie za pomocą np. wywiadu w "Rzeczpospolitej", nie uzyskałby takiego efektu.

Media tradycyjne i tak zainteresują się deklaracją Gowina z dzisiejszej konferencji prasowej, jak i spotkaniem w Krakowie w sobotę. Gowin nic nie traci, a zyskuje tylko lojalność tych ludzi, którzy uwierzyli w jego projekt. Ten sam mechanizm wykorzystywali np. sztabowcy Obamy w trakcie ostatniej kampanii prezydenckiej, publikując na youtube m.in. odprawy strategiczne dla wolontariuszy.

http://youtu.be/_7Y-Q9ZY5Ao

Chociaż skala i skomplikowanie tamtej kampanii są nieporównywalne, to mechanizm jest zawsze ten sam: przygotowanie dla osób zaangażowanych w walkę o głosy (czy budowanie nowej struktury) czegoś "na wyłączność", czegoś ekskluzywnego. Dlatego Gowin poinformował o odejściu z Platformy za pomocą maila wcześniej, niż ogłosił to na konferencji prasowej. Identyczną metodą zastosował teraz. Oczywiście Gowinowi do sukcesu brakuje bardzo wiele. Ale zastosowanie tego typu metod świadczy o tym, że chce podejść do problemu, który przed nim stoi wykorzystując inne niż zwykle metody i praktyki.


08:26

Prawicowa odpowiedź na fenomen Kasi Tusk

Ilona Klejnowska, jeden z "aniołków Kaczyńskiego" z poprzedniej kampanii, rusza dziś ze swoim blogiem o trendach, miejscach w których warto bywać, kulturze, modzie oraz stylu życia. Być może jest to prawicowa odpowiedź na fenomen Kasi Tusk, której blog modowy bije rekordy popularności w sieci.

"Teatr nowoczesny czy awangardowy? Wiele pytań i jeszcze więcej odpowiedzi. Dobra książka, wybitne malarstwo, ukochany teatr. Blog o kulturze bez tabu."- zapowiada Klejnowska, otwierając swojego bloga klejnowska.pl


09:45

Wypowiedzi poranka. Smolar: Donald Tusk milczy. Kleiber: Jesteśmy dziś chorym społeczeństwem
Michał Kleiber w Jeden na Jeden TVN24: Ekspercka debata ws. katastrofy smoleńskiej mogłaby się odbyć nie wcześniej niż na przełomie roku. Musi ona być bardzo dobrze przygotowana, nie ma mowy o pośpiechu. O Smoleńsku: Jesteśmy dziś chorym społeczeństwem, podzielonym na grupy, które nie potrafią się ze sobą komunikować. Ponieważ ta tragedia doprowadziła do takich podziałów, czuję się zobowiązany do tego, żeby podjąć pewien wysiłek i apeluję do wszystkich, aby wsparli tego typu wysiłki, aby wymusić na stronach sporu rozmowę, niezależnie od tego, czym ona się zakończy. O debacie: Rozmawiać trzeba, jeśli się nie rozmawia, jest się na bardzo złej drodze. Mam nadzieję, że sprawa będzie się posuwać do przodu i będę trzymał kciuki, aby doszła ona do skutku. Mam nadzieję, że to dużo nam wyjaśni. Aleksander Smolar w Radiu ZET o ekspertach Macierewicza: Tu widzimy kompletnie nieodpowiedzialne zachowanie ludzi z tytułami naukowymi, a środowisko reaguje z dużym opóźnieniem i bardzo słabo, podczas gdy z punktu widzenia autorytetu nauki wymaga to bardzo radykalnego odcięcia się i potępienia. Ludzie z tytułami naukowymi często nie są zbyt mądrzy. Można być pracowitym, zarobić na tytuły, a równocześnie nie reprezentować wysokiego poziomu odpowiedzialności za kraj, odpowiedzialności moralnej i wysokiego poziomu intelektualnego. O debacie proponowanej przez prof. Kleibera: Jak można stwarzać wrażenie, że to są równe strony? Wręcz przeciwnie: to do niego należy stwierdzenie, gdzie jest nauka, a gdzie jest szalbierstwo. O Tusku: Donald Tusk milczy, nie potrafi wskazać drogi. Nie wiadomo właściwie, co on zamierza zrobić z pozostałymi latami. Ludzie oczekują wskazania kierunku, ludzie są zalęknieni. To jest zupełnie inna sytuacja niż w Niemczech. Sławomir Nowak w TOK FM: Jestem z urodzenia optymistą i ani sobie, ani Polsce nie życzę tak czarnego snu, jak Antoni Macierewicz w rządzie Jarosława Kaczyńskiego. W rządzie zemsty narodowej za Smoleńsk, osobistej zemsty Kaczyńskiego za utratę brata. Nie wierzę, żeby to się mogło zrealizować. Zgodnie z zasadą: jeśli fakty świadczą przeciwko nam, tym gorzej dla faktów. Ci ludzie są wyznawcami Kościoła smoleńskiego, są wyznawcami papiestwa i dogmatu nieomylności Jarosława Kaczyńskiego i wicepapieża Macierewicza. Nie sądzę więc, żeby jakiekolwiek argumenty np. Macieja Laska, mogły ich przekonać. Nawet gdyby przedstawiono jeszcze miliard dowodów, że to nie był zamach, to oni będą uważali, że są zmanipulowane. Na tym polega różnica między wiedzą i wiarą. Oni nie potrzebują faktów, tylko argumentów na rzecz swojej wiary, których dostarcza im Antoni Macierewicz. Ryszard Kalisz w RMF FM o Europie Plus: Mamy koalicję i w ramach koalicji Europa Plus chcemy startować do Parlamentu Europejskiego, a co do nowej partii Janusza Palikota życzę mu jak najlepiej. O referendum: Idę. Zagłosuję za odwołaniem Hanny Gronkiewicz-Waltz z wielu powodów. Między innymi z tego, że był taki czas, kiedy ona po prostu abdykowała, a rządzili dyrektorzy, którzy mieli swoje własne interesy. Do tego nie można dopuścić. Jak zostanie odwołana, to jestem przekonany, bo Tusk to już daje do zrozumienia, że nie dopuści do wyborów, wybory będą w przyszłym roku. Podejmę decyzję [o ewentualnym starcie], jak państwowa komisja - w tym przypadku Komisja Okręgowa w Warszawie - ogłosi kalendarz wyborczy. Adam Bielan w TVP Info: Nie mrugam do PiSu. Ja mówię mniej więcej to samo od lat. Nie ma żadnego "czyśćca". fot. radiozet.pl

10:45

Dlaczego rezultat kampanii w Warszawie może zależeć od sondaży

Po wczorajszej inauguracji kampanii PiS w Warszawie, referendalne starcie o stolicę nabrało nowego rozpędu. To będzie wyjątkowa kampania, w której sondaże - a być może nawet jeden sondaż - mogą odegrać decydująca rolę. Inaczej niż w przypadku Rybnika, Elbląga czy Podkarpacia, jak nigdy do tej pory, sondaże mogę rozstrzygnąć o tym, czy Platforma utrzyma władzę w stolicy. Dlaczego?

Bez sondaży bardzo trudno ocenić, kto ma polityczny impet w każdej "typowej" kampanii. Ale w Warszawie sondaże będą mieć jeszcze większą niż zwykle rolę. Ta kampania różni się od wszystkich poprzednich, lokalnych starć. Nie będzie na przykład debat. Nie liczy się budowanie poparcia dla swojej kandydatury, trudno mówić o pozytywnym przekazie - przynajmniej ze strony WWS i sojuszników. Ważna jest tylko tylko frekwencja. Za, albo przeciw prezydent to inaczej pójście na referendum lub pozostanie w domu.

Dzieje się tak między innymi ze względu na zastosowaną przez Platformę strategię, która ma na celu maksymalne zniechęcenie mieszkańców miasta do głosowania już teraz przeciwko prezydent Gronkiewicz-Waltz. Przekaz partii rządzącej jest jasny: referendum na rok przed wyborami to tylko "polityczna hucpa", której autorami są politycy tacy jak Piotr Guział, a za wszystkim stoi PiS i Ruch Palikota. Mówiła o tym w piątek, w Radiu ZET prezydent Gronkiewicz-Waltz, gdy stwierdziła, że "nie wie" kogo Guział reprezentuje.

W tej sytuacji sondaże pokazujące stopień mobilizacji mieszkańców Warszawy pokażą, na ile strategia Platformy - oraz Guziała i jego sojuszników - się sprawdzają. Pytanie: "Czy idziesz na referendum" oznacza rzecz jasna deklarację po jednej ze stron sporu. Im bliżej referendum, tym większą wartość dla WWS będą mieć badania pokazujące, że do przekroczenia bariery 389 tysięcy głosujących brakuje bardzo niewiele. Przy relatywnie krótkiej kampanii (zostało trzy tygodnie) jeden sondaż może zmienić diametralnie jej obraz. Poczucie, że do odwołania prezydent Warszawy brakuje niewiele, będzie gigantycznym wzmocnieniem WWS i sojuszników na ostatniej prostej kampanii referendalnej. To może nadać im impet, który będzie już nie do zatrzymania. I przeciwnie: sondaż pokazujący, że do odwołania prezydent brakuje bardzo dużo, podziała demobilizująco na frakcję pro-referendalną ,a przede wszystkim na ludzi, którzy podpisali się pod referendum. Im większy dystans do granicy 389 tysięcy, tym większe może być poczucie, że sam podpis był wystarczający. Nawet w retoryce WWS pojawia się przecież stwierdzenie, że sama groźba referendum okazała się wystarczająca by prezydent zabrała się do pracy.

Gdy wszystkie zaangażowane strony uruchomią już swoje kampanie, na wynik referendum będą także wpływać wydarzenia zewnętrzne, potencjalne kryzysy komunikacyjne po obu stronach, problemy w mieście, kolejne taśmy itd. Ale ich "skuteczność" w kampanii będzie można ocenić w zasadzie tylko za pomocą badań opinii publicznej.  W Elblągu sondaże kreowały oczekiwania wobec konkretnych partii, tak jak np. badanie, które pokazało bardzo dobry, dwucyfrowy rezultat kandydata SP. Wynik I tury boleśnie dla Solidarnej Polski to zweryfikował, ale nic ponad to. W Warszawie mobilizacja elektoratu - a przede wszystkim opinia, która się wykształci w mediach - będzie w dużej mierze oparta na sondażach i na tym, czy obie strony będą w stanie wykorzystać impet, nadany przez korzystne dla siebie wyniki.  Podstawą w tej chwili jest badanie TNS dla "Wiadomości TVP" opublikowane 26 sierpnia. W nim udział w głosowaniu deklaruje 36% mieszkańców stolicy, co przekłada się na ok. 480 tysięcy głosów. W tym - 26% deklaruje, że "na pewno" pójdzie głosować. 10%, że "raczej". To właśnie o nich toczy się gra. Każdy nowy sondaż może wpłynąć na tę grupę wyborców.

I o nich walkę stoczy ratusz, PiS, WWS i inne podmioty zaangażowane w referendum.

Czytaj też: 4 najważniejsze tezy Jarosława Kaczyńskiego o referendum. „Miasto nieujarzmione” kontra Platforma


14:24

Kto rządzi na Bliskim Wschodzie?

New Yorker przedstawia sylwetkę najważniejszego irańskiego "operatora" na Bliskim Wschodzie


14:26

Kłopoty Billa Clintona

TNR opisuje kłopoty Billa Clintona i jego fundacji, Clinton Global Initiative.


14:28

Jak media społecznościowe napędzają wojnę gangów w Chicago

Tekst magazynu "Wired" o nowym froncie wojny gangów w Chicago


14:33

Jak dziennikarstwo może przetrwać?

Matthew Ingram na łamach serwisu GigaOm pisze o tym, co może gwarantować przetrwanie dziennikarstwa w świecie nowych mediów


14:36

Jak zmienia się branża telewizyjna

NYT o przeobrażeniach w branży telewizyjnej.


15:19

MIllwardBrown:

niewielkie zmiany w notowaniach partii, wiemy więcej o profilu niezdecydowanych

Notowania partii we wrześniowym badaniu MillwardBrown SMG/KRC, który jako pierwsza publikuje 300polityka w zasadzie pozostają bez statystycznych zmian w stosunku do pomiaru lipcowego. PiS w liczbach bezwzględnych traci 2, Platforma zyskuje 1, SLD i Ruch Palikota bez zmian, PSL spada pod próg.

Z kolei, w porównaniu do badania dla "Faktów TVN" z 10 września Platforma zyskuje 2 pp, PiS także ma większe poparcie, o 3 pp. SLD utrzymuje się na tym samym poziomie, a Ruch Palikota traci 2 pp. PSL traci 3 pp.

Według MillwardBrown, PiS popierany jest istotnie częściej niż w innych grupach, przez osoby w wieku 45-59 lat, Platforma osoby w wieku 18-24 lata i mieszkańców Warszawy, SLD przez mieszkańców miejscowości do 500 tys. mieszkańców, Ruch Palikota przez mężczyzn i mieszkańców regionu zachodniopomorskiego. Niezdecydowani to osoby w wieku 35-44 lat i mieszkańcy miejscowości 20-49 tyś, a odmiawiający odpowiedzi to respondenci w wieku 25-34.

Sondaż telefoniczny (CATI) realizowany na reprezentatywnej próbie 1000 Polaków w wieku 18+ zrealizowany 13-15 września 2013 r. W związku z gwałtownie spadającą liczbą telefonów stacjonarnych w gospodarstwach domowych do badania MB losuje próbę mix – telefonów stacjonarnych i komórkowych w proporcji 50/50, zapewniającą pokrycie populacji na poziomie 90%. Pytanie brzmiało: Proszę powiedzieć, na którą partię by Pan(i) zagłosował(a) gdyby w wyborach do parlamentu startowały następujące ugrupowania? Podstawa: N=446, osoby, które deklarują, że wezmą udział w wyborach


15:44

Krzysztof Piesiewicz wydaje wywiad-rzekę

Równo za miesiąc, 23 października w księgarniach pojawi się wywiad-rzeka z Krzysztofem Piesiewiczem, byłym senatorem PO. Rozmowę przeprowadził prof. Michał Komar, autor wywiadów z m.in. Władysławem Bartoszewskim i Krzysztofem Kozłowskim. Jak podaje wydawnictwo "Czerwone i czarne", rozmowa będzie o życiu - rodzinie, przekonaniach, chwilach trudnych – i czasami niełatwych decyzjach, o ludziach, o prawdzie.

Piesiewicz w 2011 roki chciał ponownie kandydować do Senatu. Swoją rezygnację tłumaczył powielaniem w mediach elektronicznych materiałów zarejestrowanych sposób przestępczy przez przestępców. Chodziło o skazanie szantażystów Piesiewicza na kary półtora roku więzienia. Nieoficjalnie mówiło się, że taśmy to tylko pretekst,  a prawdziwym powodem rezygnacji jest niezebranie wystarczającej liczby podpisów do rejestracji kandydata w wyborach.


Fot. Piesiewicz.pl/Czerwone i czarne


16:25

Wałęsa:

Z Polski i Niemiec trzeba stworzyć jedno państwo z korytarzem do Gdańska

18:12

Skandal - serial, od którego łatwo się uzależnić

Za sukces „Skandalu“ odpowiadają dwie kobiety - trudno sobie wyobrazić, by ta produkcja telewizyjna stała się tak popularna nie tylko w Stanach Zjednoczonych, gdyby nie to, że stworzyła go Shonda Rhimes, a w główną postać wcieliła się Kerry Washington.

 

Można powiedzieć, że w 2013 roku Shonda Rhimes zajmuje w biznesie telewizyjnym tę samą rolę, co Aaron Sorkin 10 lat wcześniej - rządzi umysłami telewidzów. Rhimes to scenarzystka, producentka i osoba, która stworzyła jeden z telewizyjnych hitów ostatnich lat - „Chirurgów“ („Grey’s Anatomy“), a także jego spin-off „Prywatną praktykę“ („Private Practice“). W tym roku magazyn TIME uznał ją za jedną ze 100 najbardziej wpływowych ludzi na świecie.

„Skandal“ zadebiutował na antenie telewizji ABC w kwietniu 2012 roku, a jego oglądalność sięgnęła 8 mln widzów tygodniowo Choć oglądalność na tym poziomie nie stanowi rekordu, to w swoim paśmie (czwartek wieczór) bije konkurencję, ma doskonałe notowania, przyciąga najbardziej pożądane targety widzów, pokazywany jest w 30 krajach na świecie, także w Polsce, a przy okazji stał się także jednym z najpopularniejszych seriali w social mediach. To jedna z tych produkcji telewizyjnych, o których niezbyt często piszą krytycy telewizyjni, ale która cieszy się popularnością wśród widzów.

Serial opowiada o Olivii Pope, spin doktorce, byłej rzeczniczce prasowej prezydenta USA i szefowej „gladiatorów“, czyli współpracowników, którzy razem z nią rozwiązują kryzysy, w jakie ładują się klienci należącej do niej firmy. Postać ta jest luźno wzorowana na Judy Smith, współpracowniczce prezydenta George’a H. W. Busha, Afroamerykance, która w jego administracji była nie tylko rzeczniczką prasową, ale zajmowała się także zarządzaniem kryzysowym - tym zresztą zajęła się po odejściu z Białego Domu. Wśród jej klientów można znaleźć między innymi Monikę Lewinsky czy Wesleya Snipe’a. Pomagała odbudować reputację Michaelowi Vickowi, amerykańskiemu futboliście, który trafił do więzienia po tym, jak okazało się, że uwikłany był w nielegalne walki psów. Smith pracuje przy serialu jako konsultantka i współproducentka.

„Skandal“ to serial obyczajowy, który wraz z rozwojem opowiadanej przez siebie historii zamienia się w polityczny thriller. Choć dzieje się w Waszyngtonie, a teorie spiskowe, zdrady, morderstwa i spiski polityczne ścielą się gęsto, to największe zainteresowanie budzi romans Olivii z republikańskim prezydentem Fitzgeraldem Grantem, w którego wciela się Tony Goldwyn. Zresztą, wizja Waszyngtonu pokazywana w „Skandalu“ niewiele ma wspólnego z rzeczywistością - dość powiedzieć, że serialowy szef personelu republikańskiego Białego Domu nie dość, że jest gejem, to jeszcze ma męża, a prawdziwy polityk posiadający poglądy Fitza Granta nie miałby żadnych szans na otrzymanie prezydenckiej nominacji Partii Republikańskiej.

Przez dwa sezony Skandalu mogliśmy zaobserwować, jak z ta produkcja z „guilty pleasure“, czy też niezbyt dobrej jakości, ale wysoko uzależniającego serialu, ewoluuje i zamienia się w „kawał dobrej telewizji“. Nazwijcie to syndromem sztokholmskim lub przyzwyczajeniem się do histerycznego grania i sensacyjnego prowadzenia narracji, gdzie zwrot akcji goni zwrot akcji i ciągle coś nas zaskakuje, ale to jeden z tych seriali, o których się zmienia zdanie. Wynika to po części z faktu, że Rhimes umie opowiadać historię tak, by widzowie uzależniali się od fabuły, ale także, czego nie można nie docenić, od tego, jak dobrze została obsadzona główna bohaterka - Olivia Pope. Wcielająca się w nią Kerry Washington została uznana za objawienie sezonu, choć w zasadzie wcześniej nie była aktorką mało znaną, to rola Olivii otworzyła jej wiele drzwi, także na okładki najważniejszych magazynów kobiecych (co jest jakąś miarą sukcesu w Hollywood). Aktorka pojawiła się na okładce czerwcowego numeru amerykańskiego miesięcznika „Elle“, sierpniowego wydania „Vanity Fair“, wkrótce pojawi się na okładce amerykańskiego „Glamoura“. Mówi się, że o rolę Olivii ubiegały się wszystkie czarnoskóre amerykańskie aktorki. Bo jest to rola przełomowa - od prawie 40 lat w żadnym serialu emitowanym w dużej amerykańskiej telewizji główna rola kobieca nie została powierzona Afroamerykance - po raz ostatni zdarzyło się to w 1974 roku.

[caption id="attachment_46677" align="alignnone" width="640"] fot. ABC/Craig Sjodin, materiały promocyjne[/caption]

Wielu krytyków uważa zresztą, że jest to serial postrasowy. Rzeczywiście rasa głównej bohaterki zasadniczo nie ma znaczenia dla opowiadanej historii, ale być może przed zwycięstwem Baracka Obamy w 2008 roku serial nie pojawiłby się na antenie telewizji z tzw. wielkiej czwórki (oprócz ABC to: CBS, FOX i NBC). Warto zauważyć także, że serial przynosi nową postać kobiecą - pokazywaną z zaskakującą świeżością. Wciąż to wyjątkowo urodziwa kobieta, która jest perfekcyjna w tym, co robi i osiąga sukcesy w swoim zawodzie i ma wyjątkowo stylową garderobę, ale tym razem zapracowana singielka nie ma czasu na przesiadywanie w kawiarniach, wielogodzinne pogaduszki z przyjaciółmi, a jej życie nie toczy się tylko wokół zdobycia mężczyzny. Sukces „Skandalu“ leży także właśnie w tym - że jego główna bohaterka jest niesłychanie inteligenta i silna, a to, co  osiągnęła, zawdzięcza własnej pracy, a nie urodzie. Choć nie da się ukryć, że uroda Kerry Washington nie przeszkadza, zaryzykowałabym nawet twierdzenie, że serial cieszyłby się taką samą popularnością, gdyby składał się tylko z ujęć Washington i Goldwyna (choć moimi ulubieńcami są David Rosen, grany przez znanego z „Prezydenckiego pokera“ Josha Malinę, i  Cyrus Benee, szef prezydenckiej kancelarii, odtwarzany przez Jeffa Perry’ego).

Ale nie da się ukryć, że nie jest to serial dla każdego. To nie jest śmieciowa telewizja, ale widzom przyzwyczajonym do produkcji z wyższych półek, wyprodukowanych przez telewizje kablowe (takich jak „Mad Men“, „Walking Dead“ czy „Breaking Bad“, by wymienić tylko kilka), może nie przypaść do gustu. Zbyt dużo tu blichtru, pustych kalorii, za dużo histerycznego grania, za dużo teatralnych gestów i podkręconych na maksa emocji. Ale Shonda Rhimes posiadła wiedzę tajemną, w 2013 roku to ona wie, jak wyprodukować mainstreamowy serial, od którego łatwo się uzależnić. Trzeci sezon zadebiutuje w amerykańskiej telewizji 3 października.

 


22:21

Janusz Palikot zmienił nazwisko. "Było obciążeniem. Chce zacząć w polityce od zera"