Relacja Live

08.09.2013

15:26

Maraton wyborczy 2015 - 5 powodów, dla których będzie najbardziej brutalny we współczesnej polityce

Polityczny sezon wyborczy 2014-2015 będzie brutalny, kampanie będą toczyć się szybciej niż do tej pory, a każde potknięcie lokalne będzie natychmiast komentowane ogólnokrajowo. Oto wnioski, które można wyciągnąć z przebiegu lokalnych kampanii w tym roku i które rzutują na to, jak będzie wyglądać walka o władzę w Polsce w przyszłości.

Większe emocje i stawka. Taśmy w Elblągu, anonimowe ulotki, negatywne spoty, pozwy w trybie wyborczym i najcięższe oskarżenia rzucane w mediach ogólnokrajowych. Kampanie lokalne – teoretycznie o niewielką stawkę – szybko stały się pole bezwzględnej, totalnej wojny politycznej. To pokazuje poziom emocji i metody, które będą obecne w polityce w ciągu najbliższych dwóch lat. Można spodziewać się tego, że wraz ze wzrostem stawki kampanijne „dirty tricks” będą stosowane coraz częściej. Duża ilość potencjalnych źródeł informacji (każdy człowiek z telefonem komórkowym może być świadkiem wydarzania, które zmieni obraz kampanii) spowoduje, że sztaby będą miały nowe możliwości uderzania w polityczną konkurencję.

Nie ma już czegoś takiego jak lokalna polityka. W dzisiejszych warunkach każdy temat lokalny natychmiast może stać się sprawą ogólnokrajową, rzutującą na kondycję partii i komentowaną na równi z tym, co dzieje się w Sejmie. Każda wpadka, każde potknięcie, nieudana wypowiedź czy lokalna debata mogą natychmiast stać się sprawą omawianą przez media ogólnokrajowe. Przede wszystkim dzięki mediom społecznościowym, politycy mogą w dużo łatwiejszy sposób kierować przekaz mediów lokalnych do komentatorów i analityków skupiających się do tej pory tylko na Warszawie. Szczególnie istotne będzie to w czasie kampanii samorządowej i parlamentarnej.

Komunikacja kryzysowa stanie się kluczowa. Ze względu na wszystkie wymienione wcześniej czynniki, reagowanie na kryzys w kampanii stanie się podstawową umiejętnością dla sztabów i ich konsultantów. Zwłaszcza w chaotycznym, zbałkanizowanym, superszybkim ekosystemie nowych mediów politycznych umiejętność szybkiej reakcji jest kluczowa. Kto tego nie będzie potrafił, szybko zginie na tym nowym polu bitwy.

Nazwiska nie zawsze grają. Już wkrótce okaże się czy sukcesem był pomysł na wystawienie przez SP w OKW 55 Kazimierza Ziobro. Jedno jest pewne: poparcie lokalnych kandydatów przez znane nazwiska nie zawsze się przydaje. To pokazała klęska Europy Plus/RP w Elblągu, gdzie Aleksander Kwaśniewski nie pomógł kandydatce RP w osiągnięciu dobrego wyniku. Tak samo było z SP i częściowo z Platformą w tym mieście. Nawet wizyty Donalda Tuska nie pomogły partii wygrać tam wyborów, chociaż można oczywiście argumentować, że w trudnej sytuacji Elżbieta Gelert i tak osiągnęła zadowalający wynik.

Sprawy wewnętrzne partii będą częściej pojawiać się na zewnątrz Taśmy Tuska ze spotkania z członkami PO, taśmy Wilka w Elblągu - sprawy wewnętrzne partii coraz częściej w ten sposób pojawiają się na zewnątrz. W ten nurt wpisuje się także tekst z najnowszego "Wprost", o którym od kilku dni plotkuje cała Warszawa. Można spodziewać się, że w nadchodzącym maratonie wyborczym takie sytuacje będą się powtarzać. To zmieni dynamikę wielu procesów w partiach, np. układania list wyborczych.

fot. PiS na FB/KPRM


10:16

300bruk:

Katarzyna W. po 25 latach

Dorota Masłowska nie ma racji. To nie przez Facebooka i SMS-y wycieka dusza. Dusza wycieka przez klikanie w linki typu "PODPALIŁA SIĘ naśladując Miley!".

***

"Super Express" opublikował symulację wyglądu Katarzyny W. po zakończeniu 25-letniej odsiadki. Żywicielka "SE" będzie wtedy "zmęczoną kobietą w średnim wieku".

***

Kasia Cichopek właśnie ogłosiła, że nie rozbierze się w ciąży. To chyba oznacza sumę 100 tys. zł wzwyż.

***

Nie będzie następnej edycji "X-Factor". Edward Miszczak był trzy razy na nie.

***

Jarosław Kuźniar się kończy. News o jego wpadce - pomylił Jacka Nicholsona z Anthonym Hopkinsem - zgromadził na Pudelku jedynie 140 komentarzy.

***

Więcej statystyk: 105 osób nie wie, że na Facebooku inni widzą co się lajkuje i kliknęło "like" przy statusie Bartosza Węglarczyka, który doświadczył internet wpisem "Scarlet Johansson zaręczona. Kurcze, nie zdążyłem...".

Cytat tygodnia

Tytuł na Pudelku: Klata i OWŁOSIONE PACHY Musiała na plaży w Grudziądzu... (ZDJĘCIA)


18:54

Piechociński chce podnieść składkę zdrowotną i krytykuje Kopacz oraz Arłukowicza

Likwidacja ministerstw administracji i cyfryzacji, skarbu oraz sportu i turystyki to niejedyne ostatnio kontrowersyjne pomysły Janusza Piechocińskiego. Wicepremier i szef PSL w wywiadzie dla "Służby Zdrowia" udzielonym na początku września zaproponował podniesienie składki zdrowotnej. Skrytykował też - choć nie z nazwiska - Bartosza Arłukowicza i Ewę Kopacz.

- Wyczerpały się już w naszej służbie zdrowia możliwości oszczędzania. To już czas przeszły. Kolejna fala zadłużania się szpitali, także tych w postaci spółek prawa handlowego, pokazuje bardzo wyraźnie, ze nie tędy droga. Musimy mieć świadomość, że na obecnym poziomie finansowania nie da się spełnić wszystkich oczekiwań pacjentów (...) - powiedział Piechociński, proponując wprowadzenie waloryzacji składki zdrowotnej, na przykład na poziomie inflacja MF + 3 procent. Według niego na początek stać nas na 5 proc. ponad inflację.

Piechociński w wywiadzie zapowiedział, że poruszy tę kwestię przy okazji dużej dyskusji dotyczącej budżetu na przyszły rok. Można się domyślać, że chodziło o czwartkowo-piątkową budżetową Radę Ministrów. Rozmowa została przeprowadzona jeszcze przed posiedzeniem. Minister finansów na konferencji poinformował jednak, że od przyszłego roku wzrośnie tylko akcyza na alkohol i papierosy. Nawet jeżeli pieniędzy jest za mało, to w obecnej sytuacji politycznej trudno mówić o podwyżce. Premier zgasił przecież pomysł likwidacji kilku resortów, mówiąc, że to nie czas na rewolucję w rządzie. Bartosz Arłukowicz kilka miesięcy temu w Kontrwywiadzie RMF mglisto deklarował, że ewentualne podniesienie składki zdrowotnej jest możliwe dopiero po uszczelnieniu systemu.

Wicepremier w rozmowie skrytykował też - nie wymieniając z nazwiska – obu ministrów zdrowia rządu Donalda Tuska - Ewę Kopacz i Bartosza Arłukowicza. Pytany, dlaczego w expose premiera nie pojawiło się ani jedno słowo dotyczące ochrony zdrowia, odpowiedział: Myślę, że nic nie mówi, ponieważ ma świadomość tego, że przez te cztery lata ministrowi zdrowia nie wyszło. Mieliśmy różne pomysły na Ministerstwo Zdrowia, tworzyli je i wybitni lekarze, i ludzie z sektora menadżerskiego, i politycy. I nic z tego nie zostało.

Piechociński uważa także, że jest chyba jedynym w Polsce, politykiem, który nie boi się spotykać z przedsiębiorcami. - Znany jest mi ten problem (braku dialogu), bo do mnie, jako ministra gospodarki, przychodzą wręcz wycieczki z sektora farmaceutycznego, z prośbą o stworzenie jakiejś przestrzeni do dymisji z Ministerstwem Zdrowia czy NFZ - powiedział.

Fot. 300polityka.pl


20:21

5 wskazówek, jak należy interpretować wyniki wyborów senackich w okręgu 55

Wygrana PiS w wyborach uzupełniających do Senatu w okręgu 55 nie będzie ani zaskoczeniem, ani też nie będzie o niczym szczególnym świadczyć, choć spindoktorzy PiS będą każdą wygraną interpretować jako wzmocnienie trendu. Tu, do interpretacji liczyć się będą bardzo szczegółówe dane, zwłaszcza kandydatów prawicy. I w zasadzie te wybory można rozpatrywać w głównych dwóch kategoriach: swoistych prawyborów na prawicy, które pokażą czy PiS musi się wciąż liczyć z rosnącą rywalizacją o elektorat konserwatywny, czy już nie. Drugim aspektem będzie kondycja koalicji rządzącej, która wspólnie wspierała kandydata PSL. I jeszcze to, na ile efektywne było wsparcie, jakiego kandydatowi w jednym z silniejszych punktów na mapie poparcia PSL udzielili liderzy ludowców: Janusz Piechociński i Jan Bury. Dla prawicy ważna też będzie frekwencja, bo będzie świadczyć o mobilizacji wyborców protestu, albo jej braku.

Po pierwsze- wynik kandydata PiS: w poprzenich wyborach 2011, które w skali kraju PiS przegrał, jego kandydat w senackim okręgu mielecko-kolbuszowsko-dębickim wygrał z wynikiem 49%. Każdy niższy wynik kandydata PiS w wyborach uzupełniających do Senatu trudno będzie rozpatrywać jako mocną wygraną, bo te prawie 50% PiS już miał prawie równo 2 lata temu, gdy wybory w skali kraju efektownie przegrał.

50% to i tak dosyć łagodny próg sukcesu PiS, ponieważ kandydat tej partii w tych wyborach był wspierany przez Marka Jurka, cieszącego się na Podkarpaciu sporą popularnością. I gdyby zsumować głosy jakie padły na PiS i Jurka w tym okręgu w 2011, to kandydat PiS powinien otrzymać ponad 60%, by można mówić o autentycznym, mocnym sukcesie PiS.

Po drugie- wynik kandydata Solidarnej Polski, Kazimierza Ziobro. Nie jest tak, że każde przekroczenie 10% to będzie sukces Solidarnej Polski. Bo przecież w poprzednich wyborach do Senatu w tym właśnie okręgu Marek Jurek otrzymał niezły, co prawda, wynik 14%, ale w skali kraju jego lista otrzymała 0,24% (nawet dla startu w 20 z 41 okręgów to bardzo słaby rezultat).

Tak więc, nawet 15% dla Solidarnej Polski to byłby niezły wynik lokalny, ale bardzo odległy od tego, by obwieszczać trend gwarantujący ścieżkę do przekroczenia progu. Jeśli dodatkowo brać pod uwagę nazwisko kandydata SP do Senatu, zbieżne z nazwiskiem lidera partii Zbigniewa Ziobry, to 20-25% stanowi minimum, by móc mówić o tym, że Solidarna Polska może myśleć o czymś więcej, niż tylko o swoim momencie.

Po trzecie- wynik kandydata PO-PSL. W kampanii, Mariusz Kawa otrzymał dość silne wsparcie Janusza Piechocińskiego, a sam okręg jest częścią regionu kierowanego przez Jana Burego, więc wynik jest ważny dla rywalizacji wewnętrznej wśród ludowców. Również poparcie Platformy było ponadstandardowe jak na lokalną kampanię. W zasadzie, w okręgu z góry przegranym- region odwiedzali minister Arłukowicz, minister Bieńkowska, miał przyjechać premier, a w kampanii Kawy intensywny udział brała bardzo popularna w Mielcu posłanka PO Krystyna Skowrońska. W poprzednich wyborach na tego zresztą samego kandydata koalicji PO-PSL do Senatu, padło 36,5% głosów, więc na tym tle będzie oceniany wynik niedzielnych wyborów.

Po czwarte, warto obserwować- wynik kandydatów "także startujących" (w polityce anglosaskiej zwanych "also run"), o których było w relacjach wyborczych dość cicho- zwłaszcza kandydata PJN Andrzeja Marcińca, kandydata popieranego przez Romana Giertycha i Michała Kamińskiego- Ireneusza Dzieszko oraz byłej posłanki LPR- Ewy Kantor. Ciekawy będzie zwłaszcza wynik Dzieszko, o którym jako o wspieranym przez siebie kandydacie mówił w rozmowie z Polską the Times Roman Giertych.

Po piąte. Frekwencja. Powinna być oceniana przez pryzmat 11,14% wyborców, którzy wzięli udział w niedawnych wyborach uzupełniających do Senatu w Rybniku. Teoretycznie, powinna być ona jeszcze wyższa, biorąc pod uwagę domniemaną przez obserwatorów mobilizacje elektoratu prawicowego. Jeśli będzie niższa, będzie to zły znak dla prawicy, świadczący o demobilizacji elektoratu protestu.


fot. PKW