Relacja Live

22.08.2013

04:03

Polscy turyści patrolują ulice Szarm-el-Szejk. "Brakuje nam broni, ale morale jest wysokie"

11:43

Gdzie jest Jarosław Kaczyński?

Gdzie jest prezes Kaczyński? Ostatni raz lider PiS wypowiadał się publicznie 10 sierpnia, przy okazji 40. miesięcznicy smoleńskiej. Wcześniej - 2 sierpnia - zabrał głos w sprawie cen rzepaku na konferencji prasowej. Prezes PiS jest cały czas na urlopie, który ma się skończyć wraz z rozpoczęciem pierwszego po sejmowych wakacjach posiedzenia Sejmu. Później PiS planuje m.in. spotkania na Podkarpaciu, gdzie 8 września odbędą się wybory uzupełniające do Senatu.

Ostatnia przed urlopem konferencja prasowa prezesa dotyczyła spraw wsi. Jak stwierdził, spadek cen rzepaku jest dla polskich rolników bardzo niebezpieczny, a PSL może być "profitentem" całej sytuacji, ze względu na konieczność sprowadzania rzepaku z Ukrainy. "Nie może być tak, że formacja wywodząca się z autentycznego ruchu ludowego była reprezentantem niewielkich wpływowych, bardzo zamożnych grup, które na polskiej wsi robią wielkie interesy" - mówił. Prezes zapowiedział także, że 28 września odbędzie się kolejny "wielki marsz" organizowany przez PiS.

W sierpniu Kaczyński pojawił się także w 40. miesięcznicę katastrofy smoleńskiej. Jak mówił wtedy: "Idziemy do zwycięstwa, ale pamiętajmy, że większość drogi jeszcze przed nami, że to wszystko co nas dzisiaj cieszy, często bardzo cieszy, to jeszcze nie zwycięstwo. Trzeba wygrać. Trzeba umieć wygrać, ale trzeba także później umieć to zwycięstwo zagospodarować. A to być może wysiłek jeszcze większy. Jeszcze większy od tego, który jest potrzebny, by zwyciężyć".

PiS planuje w najbliższym czasie wyjazdowe posiedzenie klubu na Podkarpaciu, które ma odbyć się 31 sierpnia i 1 września. To ma pomóc kandydatowi partii Zdzisławowi Pupie, który walczy o jak najlepszy wynik w wyborach uzupełniających w okręgu 55. PiS organizował podobne spotkania także przed wyborami w Rybniku i Elblągu. Jarosław Kaczyński ma spotkać się m.in. z mieszkańcami Mielca, największego miasta okręgu 55. Będzie to druga wizyta lidera PiS w tym regionie, Kaczyński odwiedził już Podkarpacie w drugiej połowie lipca. Wybory 8 września pokażą, na ile realne jest wysokie sondażowe prowadzenie partii Jarosława Kaczyńskiego - w najnowszym badaniu HH dla wp.pl PiS ma 13 pp przewagi nad PO (35 do 22%) - dlatego PiS chce mocnym akcentem zakończyć kampanię w tym regionie. 1 września wyborczą konwencję w okręgu planuje też Solidarna Polska.

fot. pis.tv

Czytaj też: Wynik na Podkarpaciu będzie testem dla sondażowej przewagi PiS

5 najważniejszych elementów przekazu Tuska i Kaczyńskiego na początku sierpnia

 


13:19

Rosyjska telewizja kontra amerykańscy dziennikarze. Za co RT zabanowała Jamesa Kirchicka?

Gdy James Kirchick pojawił się wczoraj na antenie anglojęzycznej rosyjskiej telewizji newsowej RT, miał jeden cel - zamierzał rozmawiać o antygejowskich prawach wprowadzonych niedawno w Rosji. Dopiął swego, chociaż zaproszono go, by komentował na wizji sprawę wyroku Bradleya Manninga.

RT, kiedyś nosząca nazwę Russia Today, to jedna z najpopularniejszych telewizji newsowych na świecie. Sieć nadaje w czterech językach - po angielsku, rosyjsku, arabsku i hiszpańsku. Powstała w 2005 roku w ramach większej kampanii mającej na celu poprawienia wizerunku rosyjskiego państwa i w całości fundowana jest przez rosyjski rząd i przyjazne mu firmy, więc przez wielu uważana jest za propagandową tubę Kremla. Warto dodać, że w RT swój program miał na przykład Julian Assange.

James Kirchick, amerykański dziennikarz piszący o sprawach dotyczących polityki zagranicznej i praw LGBT (sam jest gejem), pojawił się wczoraj na antenie telewizji RT, by wraz z innymi gośćmi komentować wyrok skazujący Bradleya Manninga. Jamie Kirchick nie zamierzał jednak odpowiadać na pytania prowadzących - gdyby wydawcy i produkujący program sprawdzili jego twitterowe konto, zanim dziennikarz pojawił się na antenie RT, mogliby się zorientować, że Kirchick szykował im jakąś niespodziankę:

[caption id="attachment_41721" align="alignnone" width="527"] twitter.com/jkirchick[/caption]

Zamiast tęczowej flagi do studia w Sztokholmie zabrał jednak tęczowe szelki:

http://youtu.be/MEV9O_O7EB8

Kirchick, poprawiając szelki, by były widoczne, zamiast odpowiedzieć na pytanie prowadzącej od razu zaczął ostro: zarzucił telewizji RT, że jest propagandową machiną opłacaną przez Kreml, i skrytykował antygejowską ustawę uchwaloną przez Dumę i podpisaną przez prezydenta Putina. Gdy prowadzący próbowali skłonić go do zajęcia się tematem Manninga, Kirchick zarzucił im, że nie zajmują się prześladowaniami, jakie w Rosji spotykają zarówno mniejszość LGBT, jak i dziennikarzy. Jeden z prowadzących próbował prostować słowa Jamesa, jednak ten segment zdominował amerykański dziennikarz, który wkrótce zniknął z ekranu i już więcej nie powrócił na wizję. Prowadzący program później odnieśli się do sprawy, tłumacząc, że jeden z gości zaproszonych do komentowania wyroku Bradleya Manninga wykorzystał to do dyskutowania o innych, niezwiązanych z tematem programu sprawach, więc został zdjęty z anteny. Przeproszono też widzów za zamieszanie.

James Kirchick prawie od razu poznał na własnej skórze, jak to jest, gdy producenci programu w RT obrażają się na zaproszonego gościa. Gdy jechał taksówką ze studia w Sztokholmie (to dość typowe - telewizje często zapewniają zaproszonym gościom wygodny transport do i ze studia), okazało się, że taksówkarz dostał polecenie ze stacji RT, by wysadzić pasażera na poboczu drogi:

[caption id="attachment_41737" align="alignnone" width="528"] twitter.com/jkirchick[/caption]

Taksówkarz dostał informację, że telewizji RT nie zapłaci za zamówiony kurs, jednak jak Kirchick powiedział później serwisowi Politico.com szef korporacji taksówkarskiej postanowił nie pobierać opłaty od swego pasażera.

Jak się okazuje, James nie jest jedynym dziennikarzem z zakazem wstępu na antenę RT, inny amerykański reporter i bloger Washington Post, Max Fisher, poinformował na swoim twitterowym koncie, że i on dostał kiedyś zakaz wstępu na antenę RT, bo po występie w jednym z programów stacji starł się z osobą go produkującą. Chodziło o promocję antysemickich teorii spiskowych - stacja zaprasza i prezentuje poglądy np. Webstera Tarpleya czy Petera Eyre.

[caption id="attachment_41717" align="alignnone" width="528"] fot. twitter.com/max_fisher[/caption]

 


15:07

Jakie poparcie wróżyli Gowinowi komentatorzy? 10% miało być granicą sukcesu

Już jutro poznamy wyniki wyborów Platformie. Jaka była granica sukcesu dla Jarosława Gowina? W powszechnej opinii - nie tylko komentatorów ale i polityków - przekroczenie bariery 10% byłoby takim sukcesem dla polityka z Krakowa. 10% w skali kraju oznaczałoby średnio około 134 głosów na region PO. Dzisiejszy przeciek o rzekomo 20% głosów oddanych listownie na Gowina może być elementem gry na odwrócenie oczekiwań. Jest jeszcze jeden wskaźnik, na który warto zwrócić jutro uwagę - liczba głosów nieważnych.

Regulamin wyborów mówi wyraźnie: "Przewodniczącego Platformy uznaje się za wybranego, jeżeli uzyska bezwzględną większość ważnie oddanych głosów członków Platformy biorących udział w głosowaniu". Platforma rozesłała karty wyborcze do 42 636 ludzi. Głos nieważny można było oddać zarówno listownie, jak i elektronicznie. Każdy z członków Platformy, który chciał zagłosować przez internet musiał bowiem wprowadzić kod jednego z kandydatów. Wpisanie w formularzu do głosowania nieprawidłowego kodu i zatwierdzenie całego procesu mogło skutkować oddaniem nieważnego głosu. W ten sposób członkowie frakcji Grzegorza Schetyny - zgodnie z jedną z krążących w Platformie teorii - mogli próbować maksymalnie osłabić wynik Donalda Tuska. W 2010 roku, w prawyborach prezydenckich głosów nieważnych było nieco ponad 1%.

Granicą sukcesu Gowina jest teraz 10%. Taka jest powszechna opinia wśród dziennikarzy i polityków. Grzegorz Schetyna przewidywał w połowie sierpnia, że 10% będzie oznaczać sukces Gowina. "Myślę, że 10 procent będzie takim poziomem, który będzie świadczył o tym, iż koncepcje Gowina znalazły poparcie w PO". O takim wyniku pisał też w tygodniku POLITYKA Mariusz Janicki: "Jak mówią w kuluarach uczestnicy narad politycznych PO, istotne jest pytanie, ile procent poparcia straci Tusk na rzecz konkurenta. Wielkość ponad 10 proc. będzie traktowana jako dolegliwa porażka".

W poniedziałek, dr Ewa Pietrzyk-Zieniewicz z WDiNP UW mówiła, że spodziewa się wyniku Gowina "do 10%". Na początku sierpnia o 10% pisał także Konrad Piasecki, podsumowując sytuację Gowina w taki sposób: "Gowin gra już dziś w grę, która ma niewiele wspólnego z grą o szefostwo w PO. I on sam, i wszyscy inni wiedzą, że walkę o ten fotel sromotnie przegra, że jeśli jego wynik sięgnie 10%, to i tak będzie dobrze".

Tymczasem, oponent Gowina w Platformie, Andrzej Biernat, jeszcze w czerwcu, w wywiadzie dla "Polski the Times" prognozował zupełnie inne rezultaty. Zapytany o mocne regiony Jarosława Gowina i szanse procentowe w wyborach odpowiedział: "Trzy głosy ma - swój, posłów Godsona i Żalka".

Zakładając frekwencję 50% (w 2010  frekwencja wynosiła 47,7%), Gowin musiałby zdobyć ok. 2 tysiące głosów, by przekroczyć 10%. Wynik w granicach 10% oznaczałby, że średnio, na region PO przypadałoby około 134 głosów, co zdaniem polityków PO, z którymi rozmawialiśmy jest absolutnie możliwe.

Jutro Komisja Wyborcza w Platformie odkoduje wyniki internetowego głosowania i na konferencji prasowej przedstawi ostateczne wyniki. Nieoficjalnie, jak napisali na Twitterze Robert Mazurek oraz Wojciech Szacki, mówi się, że Gowin ma 20% w głosowaniu korespondencyjnym. Dzisiejszy przeciek części wyników może też być grą na odwrócenie oczekiwań wobec wyniku Gowina, któremu do tej pory obserwatorzy nie dawali tak dużych szans na przekroczenie 10%. Tak więc wynik dalszy od omawianych dziś 20% będzie robił już mniejsze wrażenie, bo wszyscy już będą przygotowani na ewentualną niespodziankę.

Jutro przekonamy się nie tylko, czy Gowin przekroczył barierę 10%, ale także ile było nieważnych głosów. W 2010 Platforma z dużym rozmachem prezentowała wyniki prawyborów.

http://youtu.be/DwxNLr_77Qc

Jak podaje PAP, Platforma rozważa zwołanie w najbliższym czasie Rady Krajowej, na której miałby przemówić nowo wybrany przewodniczący. To byłaby też okazja dla Platformy na dokonanie mocnego rozpoczęcia nowego sezonu politycznego.

 

fot. profil FB Jarosława Gowina


16:10

HGW na Facebooku: Kto nie skacze, ten z prowincji! #LOL #YOLO

21:39

Pełne wyniki głosowania internetowego na szefa PO: Jarosław Gowin 20 proc., Donald Tusk 27 proc., JKM 53 proc.