Nie będzie innego
- Kaczyński o kandydacie PiS na premiera
Gorący temat
03.08.2013
15:39
TREND:
Pomysł KPRM na sezon ogórkowy to przemysłowe obrazki Tuska w amerykańskim stylu
Żółte i czerwone kolory kasków, maszyn i instalacji przemysłowych sprawdzają się jako tło w kampaniach politycznych zachodnich demokracji. Tym tropem poszła adminstracja Tuska w sezonie ogórkowym w tym roku. Most w Kwidzynie, nowa kopalnia ropy i gazu PGNiG Lubiatów w lubuskiem, zbiorniki retencyjne w gminie Sabnie i Świnnej Porębie, puławskie Azoty - jako przykład współpracy biznesu i nauki, czy dzis - nowe centrum logistyczne firmy łupkowej w Łowiczu. Tylko ostatni tydzień dał Tuskowi aż tyle okazji do pokazania się w cennym, przemysłowym otoczeniu, mającym zapewne być ilustracją ambicji przełamania kryzysu poprzez wspieranie inwestycji. Problem w tym, że to wszystko inwestycje zaczęte dużo wcześniej a premier zapewne musi pokazać swoje aktywności, by nie być posądzonym o spędzanie zbyt wiele czasu na maratonie spotkań z szefami kół Platformy z 16 regionów w toczącej się kampanii wewnętrznej.
KPRM pomysłowo pozycjonuje Tuska jako "czempiona" przemysłu i inwestycji. W szczycie wakacji trudno o startowanie z trudniejszymi przekazami, a wizyty Tuska na tle wielkich zbiorników, maszyn, ludzi w żółtych kaskach, są prostym sięgnięciem po znane z amerykańskiej polityki "przemysłowe obrazki", które mają odwoływać się do planu tworzenia nowych miejsc pracy.
Jakiś czas temu, magazyn Campaigns and elections zwrócił uwagę, że obrazki przemysłowe, zwłaszcza spawanie (i iskry) mają swoje znaczenie w spotach wyborczych. Reprezentują wzrost gospodarczy i spadek bezrobocia. Sprawa ta pojawiła się w trakcie prawyborów Partii Republikańskiej, gdy niemal wszyscy kandydaci pokazali migawki robót przemysłowych w swoich spotach (przykłady).
Prezydenci i kandydaci na prezydentów USA, ale i europejscy przywódcy z uwielbieniem sięgają po tło przemysłowe swoich wystąpień.
Donald Tusk idzie tymi śladami:
Ciekawy pomysł KPRM sięgnięcia po sprawdzoną zdobycz zachodniego marketingu polityki, niestety - tradycyjnie w przypadku Ujazdowskich - pomijał to, co poza obrazkiem w nim najatrakcyjniejsze- treść, przekaz. KPRM, zapewne bojąc się tendencji naszych mediów do zbyt pochopnego przekuwania wszystkiego w "ofensywy" i budowania astronomicznych oczekiwań, nie nadał przemysłowo-inwestycyjnym wizytom Tuska jednolitego przekazu, czy hasła - na przykład adresującego obawy Polaków o swoje miejsca pracy.
Co również zauważalne na zdjęciach, premier, w odróżnieniu od swoich kolegów np. z USA czy UK nie zdecydował się na otwarte spotkania z pytaniami robotników, pracowników odwiedzanych firm, czy choćby jedno w tym tygodniowym rajdzie po fabrykach i inwestycjach większe wystąpienie polityczne.
Fot. KPRM, White House, Downing Street
22:39
Jim Messina był kluczową osobą w sztabie prezydenta Obamy. To on był szefem całej kampanii (campaign manager) i odpowiadał za każdy jej sukces lub porażkę. Na wiele miesięcy przed startem zmagań o prezydenturę w 2012 roku wysłuchał rad Steve'a Jobsa, Erica Schmidta i Stevena Spielberga. Dzięki niemu Obama odniósł sukces w chwili, w której wydawało się że będzie to - ze wzgledu na gospodarkę - niemożliwe. Teraz Messina będzie pracować dla Davida Camerona, i ma zapewnić mu zwycięstwo w 2015 roku. Czy z tej sytuacji KPRM może wyciągnąć jakiekolwiek wnioski?
Jim Messina był do 2012 roku "najważniejszą osobą w Waszyngtonie, o której nikt nie słyszał". Zastępca szefa personelu Białego Domu , był wysyłany przez Obamę do rozwiązywania zadań niemożliwych do rozwiązania. I sprawdzał się za każdym razem. Był fixerem najważniejszych spraw w I kadencji prezydenta. Później został szefem sztabu jego kampanii reelekcyjnej. Wygrał - ale wcześniej zbudował "polityczny start-up", oparty na zasadach wyniesionych z Dolny Krzemowej. Jego zadanie było jasne - miał zbudować organizację, która pomoże Obamie wygrać wybory w sytuacji, w której amerykańska gospodarka nie rozwijała się wystarczająco szybko, by mówić o odrodzeniu po kryzysie. Messina wykonał to zadanie, opierając się na dwóch rzeczach: nowatorskiemu podejściu do danych w kampanii (social media w kampanii zintegrowane z skomplikowanymi modelami elektoratu, opracowanymi kosztem wielu milionów dolarów) i próbie zdefiniownia przeciwnika jako "większego zła". Założenia były proste: Obama nie wyprowadził USA w pełni z kryzysu - ale jego przeciwnik (Romney) gwarantował tylko powrót do Busha. Romney musiał zostać zdefiniowany zanim sam opowiedział swoją historię. Musiał zostac zniszczony za pomocą spotów wyborczych za setki milionów dolarów - jeszcze w wakacje, przed jesienną kampanią. I to podejście się sprawdziło.
Teraz Messina został doradcą Camerona. Ma przenieść lekcje z USA do kampanii w UK, w 2015 roku. Po pierwsze - media społecznościowe i holistyczne podejście do danych (Big Data), integracja działań wolontariuszy z pieczołowicie budowaną bazą danych o wyboracach. Po drugie - prowadzenie kampanii w trudnych warunkach gospodarczych. Messina będzie tylko zewnętrzym konsultantem i nie będzie miał bezpośredniego wpływu na propozycje programowe Camerona. Ale jego zatrudnienie to bardzo interesujący sygnał. Messina znany jest w Waszyngtonie z bezwzględnego sposobu prowadzenia kampanii. Romney został wręcz zmiażdżony - jego sztab nie przewidział tak agresywnego podejście Obamy, za które odpowiadał Messina. Romney został bardzo szybko zdefiniowany jako "większe zło", i nie był w stanie się przed tym obronić. Kandydat GOP od samego początku próbował pokazać się jako alternatywa dla Obamy - Messina sprawił, że byla to alternatywa nie do zaakceptowania dla przeciętnych Amerykanów. Esencją przekazu Obamy było to, że Romney bedzie dbać tylko o interesy najbogatszych i wielkich korporacji. Messina obrzydził Amerykanom Romneya tak bardzo, że jego pozytywny przekaz "alternatywny" nie zdołał się przebić przez całą kampanię.
Na powtórkę tego modelu liczą torysi. Oczywiście social media i wyrafinowane zbieranie danych o elektoracie odegrają dużą rolę. Obama był w stanie dotrzeć do wyborców, którzy zagłosowali na niego, ale rozczarowali się I kadencją. I przekonać ich - w social media, ale nie tylko - że zasługuje na drugą szansę.
KPRM jest w podobnej sytuacji. Administracja Tuska nie będzie wchodzić do kampanii 2015 roku w optymalnej sytuacji gospodarczej. PiS będzie cały czas przekonywać - już teraz to robi - że jest alternatywą dla partii rządzącej. Wyborcy PO są zniechęceni i rozczarowani. W zaskakująco podobnym położeniu był Obama w 2012 roku. Jim Messina znalazł na to sposób. Trzeba było skutecznie zdefiniować oponenta - sprawić, że alternatywa przestanie być akceptowalna, i odnaleźć tych, którzy kiedyś głosowali na PO/Obamę, ale stracili entuzjam.
Cameron, zatrudniajac byłego szefa sztabu Obamy sygnalizuje, że takiego podejścia chce. Czy KPRM wyciągnie podobne wnioski?
fot. White House
Nie będzie innego
- Kaczyński o kandydacie PiS na premiera
Gorący temat
Gorący temat
Czy Meloni chce oddać Włochy, a Orban Węgry pod niemiecki but?
- Sikorski
Gorący temat
Wycofajcie się z tej drogi, bo historia wam tego nie zapomni
- Kosiniak-Kamysz do opozycji i prezydenta
Gorący temat
Niech pan zlikwiduje centralne biuro antybudżetowe
- Bogucki zwraca się do Tuska
Gorący temat
Cały ten SAFE to jeden wielki przekręt
- Kaczyński o ''decyzji w obronie niepodległości''
Gorący temat
Witaj na 300polityka AI!
Zadaj pytanie, które pomoże Ci lepiej zrozumieć świat polityki, kampanii wyborczych, mediów i strategii. AI odpowie na podstawie wiarygodnych źródeł i aktualnych danych.