Relacja Live

25.07.2013

00:18

Były prezydent ogolił głowę - w geście solidarności z małym chłopcem

George H. W. Bush, 41. prezydent USA, pokazał światu łysą głowę - rzecznik potwierdził, że były prezydent ogolił włosy w geście solidarności z Patrickiem, dwuletnim chłopcem chorym na białaczkę. Ojcem Patricka jest jeden z ochroniarzy George'a Busha. Prezydent wraz z byłą Pierwszą Damą, Barbarą, wpłacili też nieujawnioną sumę na specjalne konto, które zostało utworzone, by pomóc rodzicom Patricka w opłaceniu rachunków szpitalnych.

Nie tylko były prezydent zdecydował się na ten krok - włosów na głowie pozbyli się także wszyscy ochroniarze pracujący dla Busha Seniora.

[caption id="attachment_39209" align="alignnone" width="990"] fot. patrickpals.org[/caption]

Choroba, z którą zmaga się Patrick, dotknęła także prezydencką rodzinę -  w 1953 roku George H. W. Bush stracił córkę, która w wieku 3 lat zmarła na białaczkę.

 

Więcej o Patricku można przeczytać na stronie Patrickspals.org.

 


09:18

PILNE:

Książę George nie zna ani jednego słowa po angielsku

09:18

"Nasz Dziennik": Minister Sikorski radzi ambasadorom, żeby nie używali słowa Polska, "bo się źle kojarzy"

11:17

Schetyna wyprzedza Tuska w lipcowym zaufaniu CBOS, zyskują Miller i Sikorski, Gowin traci

W najnowszym rankingu zaufania CBOS Grzegorz Schetyna wyprzedził premiera Tuska. Pierwszy wiceprzewodniczący Platformy cieszy się zaufaniem 34% Polaków (o 1 pp więcej niż w czerwcu). Donald Tusk stracił 2 pp i ma teraz 32%. Schetyna jest teraz na czwartym miejscu w rankingu.

Na pierwszych trzech miejscach bez większych zmian. Prezydent Komorowski ma 71% (-1 pp), 45% ufa Radosławowi Sikorskiemu (+2 pp), 35% Leszkowi Millerowi (+3 pp). Grzegorz Schetyna cieszy się zaufaniem 34% (+1 pp). Na dalszych miejscach z identycznym wynikiem (po 32%) Jarosław Kaczyński i Donald Tusk. Obaj politycy stracili od czerwca 2 pp. Dalej znajdują się Ziobro (31%, bez zmian), Ewa Kopacz (30%, +1). Konkurent Donalda Tuska w wyborach na szefa PO Jarosław Gowin ma 29%, stracił od czerwca 3 pp. Jedna czwarta badanych deklaruje, że ufa wicepremierowi i ministrowi gospodarki Januszowi Piechocińskiemu (25%) oraz marszałkowi Senatu Bogdanowi Borusewiczowi (24%). Mniej więcej jeden na pięciu ankietowanych darzy zaufaniem przewodniczącego parlamentarnego zespołu ds. zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej Antoniego Macierewicza (22%), lidera NSZZ „Solidarność” Piotra Dudę (21%), ministra finansów Jacka Rostowskiego (20%), ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza oraz szefa RP Janusza Palikota (po 18%).

W rankingu nieufności bez zmian na pierwszych miejscach. Palikotowi nie ufa 58% ankietowanych. Ponad dwie piąte respondentów wyraża brak zaufania do premiera Donalda Tuska (48%, +1 pp), prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego (45%, - 1 pp) oraz Antoniego Macierewicza (44%). Około jednej trzeciej badanych nie ufa marszałek Sejmu Ewie Kopacz, liderowi SP Zbigniewowi Ziobrze (po 36%), przewodniczącemu SLD Leszkowi Millerowi (31%) i ministrowi zdrowia Bartoszowi Arłukowiczowi (30%).

Sławomir Nowak stracił w tym rankingu 5 pp i nie ufa mu już tylko 23% ankietowanych. Dużą zmianę można odnotować w przypadku rzecznika PiS Adama Hofman - nie ufa mu o 4 pp więcej ankietowanych niż w czerwcu (teraz 24%).

Jak to podsumowuje CBOS: Lipiec nie przyniósł większych zmian w naszym rankingu zaufania. Politykiem obdarzanym największym uznaniem pozostaje prezydent Bronisław Komorowski. Na drugim biegunie także bez zmian – z największą nieufnością spotyka się nadal Janusz Palikot. Istotne statystycznie okazały się jedynie zmiany poziomu nieufności deklarowane w stosunku do ministra transportu Sławomira Nowaka, który zyskał w opinii Polaków, i rzecznika PiS Adama Hofmana, który w niej stracił.


Badanie przeprowadzono w dniach 4–11 lipca 2013 roku na liczącej 1005 osób reprezentatywnej próbie losowej dorosłych mieszkańców Polski.


14:55

Balcerowicz ostrzega posłów PO przed głosowaniem w sprawie OFE. "Do wyborców to dotrze"

W najnowszym numerze magazynu "Forbes" Grzegorz Cydejko i Tomasz Jóźwik rozmawiają z prof. Leszkiem Balcerowiczem, który zapowiada między innymi, że posłowie Platformy (oraz Donald Tusk) zapłacą  w następnych wyborach za głosowanie w sprawie OFE. I powołuje się na amerykańskie przykłady serwisów i organizacji, dzięki którym można śledzić jak politycy głosowali w konkretnych sprawach. I to nie wszystko - Balcerowicz chce także obywatelskiego buntu w sprawie OFE, milionów maili wysłanych do premiera czy ministra finansów. Oto główne tezy z tego wywiadu.

Platforma zapłaci za OFE. "Atak na oszczędności emerytalne Polaków podoba się – być może – wyborcom PiS-u czy SLD, ale na pewno nie podoba się dużej części wyborców Platformy. (...) Wśród tych, którzy głosowali na Platformę, niezgoda na zabieranie oszczędności z OFE jest z pewnością bardziej powszechna. Wyborcy ci odezwą się do polityków PO, wrzucając głos do urny wyborczej" - mówi prof. Balcerowicz o politycznej odpowiedzialności Platformy wobec własnych wyborców.

Internet jako narzędzie kontroli. Balcerowicz przyznaje, że najbardziej brakuje mu tego, aby wolnościowo nastawiona część społeczeństwa monitorowała to jak działają politycy i pilnowała, żeby nie ulegali populizmowi. Przyznaje, że dla niego wzorem byłby serwis FreedomWorks. To organizacja, która od 1984 roku jest centrum "oddolnego aktywizmu" dla setek tysięcy wolontariuszy w całym USA. Jej celem jest promocja wolności, zwłaszcza w sferze gospodarczej. W internecie serwis umożliwia m.in. organizowanie oddolnych akcji, komunikację z innymi ludźmi o podobnych poglądach. Można także podpisywać petycje, są narzędzie ułatwiające dzwonienie do polityków w konkretnych sprawach, wysyłanie maili, prowadzenie lokalnych i ogólnokrajowych kampanii nacisku itd. Pracownicy organizacji publikują także bardzo regularnie informacje o tym kto jak głosował.  bardzo Innymi słowy - jest tu wszystko co jest potrzebne by działać oddolnie, a FreedomWorks  organizuje także własne akcje i petycje np. w sprawie Detroit, reformy ubezpieczeń zdrowotnych Obamy i tak dalej.



 

Jak przekonuje: "Chciałbym, żeby w Polsce powstało coś takiego jak sieciowy portal FreedomWorks. Żeby każdy poseł wiedział, że do jego wyborców dotrze bardzo wyraźna informacja o tym, jak głosował. (...) Bardzo chciałbym, żeby posłowie, również z PO, zdawali sobie sprawę, zanim zagłosują nad którąś z propozycji rządowych, że mechanizm informacji o ich decyzji zadziała wtedy, kiedy wyborcy będą głosowali nad ich kandydaturą do Sejmu. I wtedy będą pamiętać".

Czas na bunt w sprawie OFE Jak wprost mówi Balcerowicz: "Uważam, że ludzi – również w polityce – należy zwyczajnie rozliczyć z tego, co robią. W demokracji trzeba działać pomiędzy wyborami. Ludzie mnie cza­sami pytali: „No to co my mamy zrobić?”. No, na przykład wysłać milion e-mai­li do premiera czy do ministra finansów lub do ministra pracy. Czy to jest bardzo pracochłonne? Jeden tekścik. Zorganizujmy się!"

Finansowanie partii politycznych Balcerowicz przyznaje się do błędu ws. finansowania partii z budżetu państwa. Kiedy byłem wicepremierem, nie uwzględniłem szkodliwych efektów ubocznych finansowania partii z budżetu. Ono prowadzi do dominacji bossów partyjnych i sytuacji, w której poseł nie zwraca uwagi na meritum sprawy, a jest tylko maszynką do głosowania". Co wiecej, chce kadencyjności posłów: "Bardzo by się przydała inicjatywa obywatelska ustawy, żeby posłowie nie mogli być wybierani dożywotnio. Prezydent ma w Polsce dwie kadencje, poseł powinien mieć także góra dwie kadencje".

"Fedakizm". Balcerowicz określa przeciwników OFE jako ludzi, którzy myślą, że "wszystko, co prywatne, jest złe, a wszystko, co państwowe, jest dobre", stosując termin "fedakizm" (od minister pracy Jolanty Fedak). Używa także pojęcia "fedakizm pozorowany" wobec ludzi, którzy mają "otwarte umysły" ale mimo wszystko popierają zmiany w OFE. Balcerowicz przekonuje jednak, że z "fedakistami" nie ma mowy o merytorycznej debacie, a oni sami powtarzają tylko z góry ustalone tezy.

Reformy. W wywiadzie prof. Balcerowicz zwraca uwagę, że niskie zatrudnienie wśród młodych osób, a także np. niska stopa inwestycji prywatnych wymaga reform - ale na szczytach władzy "dominuje przekonanie, że retoryką i PR-em zwycięży się w każdych okolicznościach, a przez reformy można tylko przegrać, co jest oczywistą nieprawdą". Balcerowicz przekonuje, że aby rozwiązać problemy, wystarczy kompetentna działalność merytoryczna, której jest w rządzie za mało.

Wywiad z prof. Balcerowiczem to dobra zapowiedź kolejnego etapu politycznej batalii o OFE. A teza, że bardziej wolnościowo nastawiony elektorat PO może odwrócić się od partii za głosowanie w tej sprawie na pewno może także zostać wykorzystana w bieżącej polityce, zwłaszcza przez Jarosława Gowina, który wielokrotnie krytykował Tuska i rząd za planowane zmiany w systemie. Cały wywiad tutaj 

 


18:34

Na czym polega "metoda Gowina" w sieci

Starcie Tusk-Gowin od wielu miesięcy przyciąga uwagę mediów. Ale toczy się też na innej płaszczyźnie - w sieci. Gowin walczący o jak najlepszy wynik w wyborach na szefa Platformy odniósł na tym przynajmniej jeden duży sukces. Na czym polega "metoda Gowina" w sieci?

Na pierwszy rzut oka Gowin nie jest obecny w sieci w imponujący sposób. Na FB jego oficjalny profil ma tylko 5,964 fanów. Na TT posła z Krakowa śledzi 15,565 osób co jak na polskie warunki i pozycję Gowina jest dobrym, ale mało spektakularnym wynikiem. Ale liczby - jak zwykle - nie mówią w tym przypadku wszystkiego, i są w tym przypadku raczej drugorzędną metodą oceniania poczynań byłego ministra sprawiedliwości.

Gowin i jego doradcy spróbowali wykorzystać mechanizm inny niż tylko "broadcast" treści politycznych w sieci. O ile politycy w Polsce coraz częściej przestają traktować internet tylko jako jednokierunkowe narzędzie, dużo trudniej o projekty tego typu tworzone przez partie czy organizacje. Udanych przedsięwzięć tego typu było bardzo niewiele.

Projekt internetowy, który przyniósł Gowinowi duży rozgłos w mediach tradycyjnych opierał się na wykorzystaniu zaangażowania odbiorców. To oni napędzali ankietę Gowina "Jaka Platforma" - zarówno w internecie, jak i w mediach tradycyjnych. Ostatecznie poseł zebrał ponad 62 tysiace odpowiedzi. W pewnym momencie - w kilka chwil po pojawieniu się strony z ankietą w sieci - ludzie na politycznym Twitter w Polsce zajmował się tylko i wyłącznie publikowaniem informacji, w ilu % zgadzają się z Gowinem.

http://youtu.be/ZYSRy6aEZoM

Ankieta była bardzo udanym przykładem projektu, który wykorzystywał naturalne "wiralowe" cechy internetu, zwłaszcza politycznego. Nie miało znaczenia jak wiele osób Gowina śledzi na TT czy ilu ma fanów na FB - oczywiście w tym przypadku. Jego zwykłe wpisy, zwłaszcza na FB trafiają do stosunkowo nielicznego grona osób. Tutaj wszyscy, którzy pisali o tym w ilu % zgadzają się z posłem rozsyłali  jego przekaz dalej. Na krótką chwilę to Gowin stał się punktem odniesienia, a także jego poglądy wyrażone poprzez ankietę. Nie jest oczywiście nic bardzo odkrywczego, ale Gowinowi udało się jako jednemu z niewielu polityków w świadomie stworzyć taki wiralny moment. W Polsce takie efekty zwykle wywołują niefortunne wypowiedzi, gafy, zdjęcia. Bez hasła "w ilu %" zgadzasz się z Gowinem efekt byłby o kilka rzędów wielkości gorszy. Zgromadził także dużą bazę danych o osobach, które wypełniły ankietę.

Sztab Gowina spróbował czegoś podobnego - chociaż na dużo mniejszą skalę - na Facebooku w związku z debatą. We wtorek na jego profilu pojawił się taki o to obrazek.



We wpisie zachęcano do publikowania własnych wersji - z dodanymi wypowiedziami. Dla autora najlepszego i najbardziej kreatywnego wypisu została przewidziana nagroda. Jeśli jednak doradcy Gowina liczyli, że w sieci zaczną krążyć memy oparte o przygotowany przez nich obrazek, to ich kalkulacja się nie sprawdziła.

To tylko pokazuje jak trudno stworzyć w internecie (zwł. jeśli temat jest polityczny) coś, co rozprzestrzenia się samo i z bardzo dużym impetem. Internetowa ankieta Gowina może być jego jedynym tak spektakularnym sukcesem na tym polu.

fot. FB Jarosława Gowina