Relacja Live

17.07.2013

11:34

Strategiczna rekonstrukcja musi objąć Jacka Rostowskiego. Mogłoby to oznaczać wielki powrót Janusza Lewandowskiego

Odejście z rządu Joanny Muchy, Krystyny Szumilas, nawet Michała Boniego, czy innego gorzej ocenianego ministra z drugiego szeregu mogłoby przynieść jakieś krótkotrwałe odbicie i dać Platformie na jesieni kilka wdechów tlenu. Ale to byłaby tylko rekonstrukcja taktyczna, nie strategiczna. Jest bowiem tylko jedna funkcja w rządzie, na której zmiana wysłałaby do opinii publicznej poważny sygnał polityczny i dała szanse na przegrupowanie sił przed wyborczym maratonem 2014-15. Minister Finansów. To stanowisko zbyt newralgiczne, nie tylko ze względu na zachowanie rynków finansowych, które reagując nerwowo na odejście Rostowskiego mogłyby wywrócić budżet oparty przecież o relację złotego do euro. Ale też ze względu na toczące się w Brukseli permanentne negocjacje, które od 6. największego gracza w Unii wymagają mocnego przedstawiciela. Na placu boju po schedę po wicepremierze Rostowskim zostałby zatem jeden kandydat, który mógłby go zastąpić bez żadnego ryzyka, a nawet oferując szansę na nowy styl i poważniejsze odbicie. To komisarz UE ds budżetu Janusz Lewandowski. Idealnym momentem na taką zmianę byłby kwiecień 2014.

Tylko odejście Rostowskiego może dać rządowi nowy start. Nikt nie ocenia kierunku rządu poprzez politykę kulturalną, oświatową, czy zdrowotną. Owszem, sukcesy w tych dziedzinach, choć zdecydowanie jednak częściej niedociągnięcia przyczyniają się do atmosfery wokół rządu, ale jej nie tworzą. Resorty, których szefów wymienia się jako kandydatów do rekonstrukcji (Mucha, Szumilas, Kalemba, Boni, itd.) to przyprawy, ale nie główne danie. A nim są dziś tylko: sam premier i minister finansów. To minister finansów prowadził i prowadzi najbardziej niepopularne projekty: pierwsze przycięcie OFE, wiek emerytalny 67, nowelizację budżetu i jednak nieuniknione, wbrew temu co publicznie mówi premier, cięcia wydatków, czy w końcu - ostateczne zmiany w OFE.

Strategiczna zmiana w rządzie ma sens dopiero w kwietniu 2014. Ponieważ wtedy praawdopodobnie będą widoczne pierwsze wyraźniejsze symptomy ożywienia w gospodarce i wejdzie w życie większość niepopularnych projektów których dziś pierwszoplanową postacią jest Jacek Rostowski.

Także dlatego, że warto byłoby przy tak fundamentalnej zmianie w rządzie zastosować tak zwaną zasadę Bielana. Zastosowano ją kilka razy w polityce marketingowej dawnego PiS, między innymi, gdy Lech Kaczyński ogłaszał swój start w wyborach prezydenckich 2005. Polegała ona na tym, by spektakularne decyzje ogłaszać przed różnego rodzaju świętami, by Polacy mogli je przedyskutować i rozpropagować podczas rodzinnych spotkań. Ale i by był to temat numer jeden, gdy polityka i media powoli ruszają po świątecznej przerwie.

Dodatkowo, za kwietniem 2014, jako najlepszym terminem do dokonania tak poważnej rekonstrukcji przemawia i bliskość wyborów europejskich 22-25 maja 2014, by doniosłość zmiany miała wpływ na kampanię, ale i też dwumiesięczny od nich odstęp, by następcy Rostowskiego dać szansę na przedstawienie się opinii publicznej.

Jesienna rekonstrukcja, jeśli dobrze przeprowadzona mogłaby zapewnić w wariancie skrajnie optymistycznym maksymalnie 5-6- punktową poprawę notowań PO i PDT. Sondażowy efekt właśnie o tej skali dało drugie expose premiera na jesieni 2012, ale mimo wszystko odbywało się w jednak fortunniejszych dla ekipy rządzącej okolicznościach, biorąc pod uwagę nie tylko spoistość Platformy i koalicji, ale i stan finansów publicznych. No i dodatkowo, na spory, w relacji październik-listopad 2012, skok notowań Tuska i PO miał jednak wpływ "dzień trotylu". Czy na podobne wpadki lidera opozycji i ich publiczny rezonans można liczyć? Tego nigdy nie wiadomo, ale Platforma nie powinna sobie tego wkalkulowywać.

Dodatkowo, warunkiem tego, by taktyczna, jesienna rekonstrukcja rządu miała poważniejszy efekt sondażowy, musiałoby być  wprowadzenie do rządu na przykład za minister sportu, czy edukacji poważniejszych osobowości. A na to, biorąc pod uwagę raczej wewnnątrzpartyjny klucz ostatnich nominacji premiera Tuska (Karpiński, Rynasiewicz, Leszczyna, Huskowski, Kozdroń) może się nie zanosić.

Warto rozróżnić rekonstrukcję rządu taktyczną, czyli na przykład tę zapowiadaną na jesień, jako półmetek drugiej kadencji premiera, od rekonstrukcji strategicznej. Strategiczna miałaby być przygotowaniem do długiego i męczącego dla i tak wystarczająco zmęczonej ekipy maratonu wyborczego 2014 i 15.

Liczba stanowisk w państwie, które zmieniają warunki politycznej gry w skali znaczącej dla opinii publicznej nie jest wiele, a w samym rządzie jeszcze mniej. Czy wyborcze masy obchodziłoby, gdyby Sikorskiego w MSZ zastąpił na przykład (co nieprawdopodobne) Saryusz-Wolski? Pewnie kompletnie nie, mimo, że MSZ to prestiżowy resort. Zmiany w MON, czy MSW też i nie wchodzą w grę, ale też nie zmieniają warunków gry. Dlatego jedyną zmianą w rządzie na tyle spektakularną, by dać szanse na nowy start ekipy Tuska jest odejście Jacka Rostowskiego, dla którego, przy całej jego witalności, ale w wieku już 63 lat, 7. rok na stanowisku ministra finansów może zacząć ciążyć.



Janusz Lewandowski nie jest oczywistym zmiennikiem Jacka Rostowskiego. Głównie ze względu na temperament, "negocjator" Lewandowski jest osobowością skrajnie inną niż "wojownik" Rostowski, znany z sejmowych tyrad w stylu "Prawo i Sprawiedliwość nie broni interesów narodu polskiego!". Ale dokonywanie zmiany na poziomie ministra finansów i faktycznego wicelidera rządu ma sens tylko wtedy, gdy możne zaproponować faktycznie dość podobny kurs, ale przy całkowicie innej i prawdopodobnie atrakcyjniejszej na wyborczy czas obudowie.

Lewandowski może być uznany za osobę zbyt delikatną jak na obecne warunki polskiego sporu politycznego i nie sprawia wrażenia, by ochoczo chciał wrócić do warszawskiej polityki. W niedawnej rozmowie z Jarosławem Kurskim i Witoldem Gadomskim dla Gazety Wyborczej filozoficznie zwracał uwagę, że "media stały się wyszukiwarką nieszczęść i sensacji", czy "nasza polityczna głupawka zabija wszelkie autorytety". I sama wyczuwalna niechęć Janusza Lewandowskiego do powrotu do krajowej polityki może być główną przeszkodą do dokonania manewru ze strategiczną rekonstrukcją. Choć wbrew pozorom nie jest politykiem "miękkim". Trudno, żeby nim był, przez lata będąc, obok Leszka Balcerowicza, który był numerem 1, wrogiem publicznym numer 2, ściganym przez motywowanie politycznie prokuratury, NIK, wnioski o Trybunał Stanu i mistrzów dziennikarskiego populizmu w rodzaju Elżbiety Jaworowicz.

Przejście Janusza Lewandowskiego do ekipy Tuska dawałoby jeszcze jedną oczywistą korzyść, której zaistnienie byłoby wykluczone w innych przypadkach.

Jacek Rostowski byłby idealnym kandydatem na miejsce... Janusza Lewandowskiego w Komisji Europejskiej. Przez kilka miesięcy pozostałych do końca kadencji w obecnym zakresie obowiązków komisarskich Lewandowskiego dotyczących perspektywy budżetowej, a później z szansami na jeszcze ważniejszą tekę, którą wraz z funkcją wiceszefa Komisji Polak mógłby uzyskać w zamian za rezygnację Tuska z ubiegania się o szefa KE. Rostowski ze swoją powagą długoletniego ministra finansów dużego kraju Unii, doskonałą znajomością kilku języków mógłby się zresztą okazać dość silnym komisarzem.

To oczywiście czyste spekulacje, ale dość jasnym jest, że po przeprowadzeniu noweli budżetu i zmian w ustawie o finansach publicznych, batalii o OFE i uchwaleniu budżetu 2014 rząd będzie potrzebował poważnego resetu politycznego. I wszystko wskazuje, że zamiana na stanowiskach pomiędzy Jackiem Rostowskim a Januszem Lewandowskim mogłaby stanowić dość atrakcyjną formę nowego startu ekipy Tuska przed wyborczym maratonem.

fot. Flickr Komisji Europjskiej


12:06

40% dla PiS w sondażu TNS dla "Wiadomości" TVP

W najnowszym sondażu TNS Polska dla Wiadomości TVP PiS ma 40% poparcia. Platforma o 6 pp mniej - 34%. W Sejmie znalazłoby się także SLD - 13% oraz Ruch Palikota - 6%. PSL ma w tym badaniu tylko 2%, tyle samo co SP.




TNS Polska przeprowadził sondaż w dniach 12-15 lipca na próbie 1000 Polaków. W poprzednim badaniu (12-13 czerwca) TNS dla TVP PiS miał 39% a Platforma 32% fot. TVP Info


14:25

5 rzeczy, które trzeba dziś wiedzieć o polityce lokalnej

Prawybory PO w Krakowie, Sidonia Jędrzejewska nie będzie kandydować do PE, konflikt PO i PiS w sejmiku województwa zachodniopomorskiego, współpraca RAŚ i PO na Śląsku, referendum w Olsztynie - 5 rzeczy, które trzeba wiedzieć dziś o polityce regionalnej.

PO i prawybory w Krakowie. Platforma ma zorganizować prawybory, które mają wyłonić kandydata partii w walce o prezydenturę w 2014 roku. Jest teraz czwórka potencjalnych kandydatów: Ireneusz Raś, Jarosław Gowin, Bogusław Sonik i Róża Thun. Jak mówi sekretarz PO w Małopolsce Grzegorz Lipiec: Dotychczasowe sposoby doboru kandydata PO w wyborach prezydenckich nie dały rezultatu. Wokół kandydata od początku trzeba jednoczyć Platformersów, co szczególnie w trudniejszych dla nas czasach jest absolutnie niezbędne. W 2010 roku Stanisław Kracik przegrał wybory w Krakowie z Jackiem Majchrowskim m.in. ze względu na brak wsparcia ze strony lokalnej PO.

RAŚ nadal współpracuje z PO na Śląsku? Dziennik Zachodni informuje, że RAŚ i PO nadal współpracują w kluczowych sprawach w sejmiku województwa. Według innego naszego informatora, umowa między autonomistami i Platformą sprowadza się do doraźnych ustaleń pomiędzy przewodniczącym śląskiej PO i liderem RAŚ. Gdyby nie głosy autonomistów, w czerwcu zarząd województwa nie otrzymałby absolutorium. Współpraca ma opierać się na porozumieniu Tomasza Tomczykiewicza i Jerzego Gorzelika, który oczywiście zaprzecza informacjom o współpracy z Platformą.



Sidonia Jędrzejewska nie będzie kandydować do PE w Wielkopolsce. Eurodeputowana PO nie wystartuje w wyborach za rok. Jak mówi "Głosowi Wielkopolski": Kieruję się zasadą, że albo coś robię dobrze, albo wcale. Teraz najważniejszy jest mój syn, dlatego nie mogę utrzymać takiego poziomu zaangażowania w politykę, jak do tej pory. Platforma - jak wynika z informacji dziennika - nie ma wybrała jeszcze osoby, która miałaby zastąpić Jędrzejewską. W PiS mówi się o kandydaturze Adama Hofmana. Nie jest też pewne, czy wystartuje Konrad Szymański, który zresztą sam przyznaje: Nie podjąłem decyzji, ale nie ukrywam, że mam problem z przebywaniem w jednym miejscu przez dziewięć lat i nie chciałbym czuć się w PE jak w klatce. Dlatego mam kilka innych scenariuszy. Swój start zapowiedział już europoseł Andrzej Grzyb z PSL, a także poseł Dera z Solidarnej Polski.



Trwa zbieranie podpisów pod wnioskiem o referendum ws. odwołania prezydenta Olsztyna. Organizatorom referendum w Olsztynie został jeszcze tylko miesiąc na zebranie wystarczającej liczby podpisów. Piotr Grzymowicz wygrał przedterminowe wybory w 2009 roku jako kandydat PSL, w 2010 startował jako niezależny. Lokalna "Gazeta Wyborcza" pisze dziś, że organizatorzy akcji odwołania prezydenta (głównie działacze RP) płacą zbierającym 50 zł za 100 podpisów. Jednak Janusz Niedźwiecki, pełnomocnik komitetu "Kocham Olsztyn, Pragnę Zmian"  zapewnia, że o płaceniu za podpisy nie ma mowy.

PiS kontra PO w sejmiku województwa zachodniopomorskiego. Marszałek województwa Olgierd Geblewicz domaga się przeprosin od przewodniczącego komisji rewizyjnej Pawła Muchę po tym, jak prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie przebudowy mostu w Gryfinie. Mucha i inni radni PiS oskarżyli władze o niegospodarność przy tym projekcie i zawiadomili prokuraturę. 12 lipca marszałek Geblewicz wysłał do Muchy pismo, w którym apelował by Mucha "przeprosił pomówione przez niego osoby i instytucje, które były zaangażowane w realizację inwestycji". Mucha odpowiada (cytowany przez lokalną "GW"): Komunikat urzędu marszałkowskiego naraża mnie na utratę zaufania wyborców. I jest próbą wywierania nacisku na komisję rewizyjną. Jeśli pan marszałek, rozsyłając szkalujące komunikaty, chce mnie zastraszyć, to oświadczam, że się nie dam. Teraz radny Mucha domaga się przeprosin za pismo marszałka.

fot. FB Róża Thun/Ireneusz Raś/Bogusław Sonik/Jarosław Gowin/piotrgrzymowicz.pl


19:59

Jak ukraińska Partia Regionów kupowała przychylne teksty u konserwatystów w USA

Partia Regionów nie szczędzi sił i środków, by zaprezentować się na Zachodzie z jak najlepszej strony. Serwis BuzzFeed opisuje skomplikowaną, wielopłaszczyznową kampanię, w której amerykańscy konserwatywni blogerzy i publicyści publikowali treści przychylne Janukowyczowi i jego ugrupowaniu. Niektórzy uzasadniali np. uwięzienie Julii Tymoszenko. Obowiązywała stawka 500 dolarów za tekst.

Ponieważ amerykańskie prawo bardzo ściśle reguluje to, jak zagraniczne firmy, politycy i instytucje mogą wpływać na dziennikarzy i media w kraju, ukraińska Partia Regionów działała poprzez pośredników. BuzzFeed opisuje, że organizacja European Centre for a Modern Ukraine z siedzibą w Brukseli stanowiła głównego pośrednika w całej akcji. ECFMU jest w świetle prawa USA neutralnym NGO, dlatego tez może działać w USA w swobodny sposób. ECFMU wynajmuje dwie znane waszyngtońskie firmy lobbingowe - Podesta Group oraz Mercury/Clark and Weinstock.

Wszystko po to, by w trakcie kampanii wyborczej w 2012 roku Partia Regionów miała jak najlepszy i najbardziej pozytywny "coverage" medialny w USA. Jak to opisuje BuzzFeed, ECFMU przygotowywała materiały informacyjne, przekazy dnia, organizowała rozmowy konferencyjne, zapewniała pełną obsługę prasową dla grupy konserwatywnych blogerów i publicystów. Akcję koordynował w USA konsultant powiązany z libertariańskim skrzydłem GOP, George Scoville. Jak zdradza BuzzFeed jeden z uczestniczących w programie autorów, stawka za przychylny tekst wynosiła 500 dolarów.

W programie mieli uczestniczyć m.in. Breeanne Howe, która publikowała na jednym z najważniejszych konserwatywnych serwisów blogowych w USA, RedState. Howe w kilku swoich wpisach powtarzała ukraińskie przekazy dnia niemal słowo w słowo. BuzzFeed powołując się na swoje źródło pisze, że w całą kampanię zaangażowanych było 5-6 znanych i cenionych autorów. Jeden z nich - Todd Huston - pisał np. o uzasadnionym uwięzieniu Julii Tymoszenko.

W ten sposób Partia Regionów zyskała bezpośrednie przełożenie na amerykańskich konserwatywnych aktywistów, konsultantów i działaczy czytających wspomniane serwisy takie jak RedState. W ten sposób mogła pośrednio wpływać także na to, co o Ukrainie myślą Republikańscy politycy najwyższego szczebla.

Cały ten projekt bardzo przypomina inną podobną kampanię, w którą zaangażowała się Malezja. W tamtym przypadku blogerzy i publicyści w USA także mieli brać pieniądze za chwalenie tamtejszego rządu. Przykład działania Ukrainy pokazuje jednak, jak bardzo Partia Regionów dba o swój globalny wizerunek i nie waha się przed przeprowadzaniem takich projektów. Tego typu działalność to omijanie bardzo restrykcyjnego prawa, które reguluje to jak inne kraje mogą działać na terenie USA i wpływać na tamtejsze media.

fot. http://partyofregions.ua/


20:40

PILNE:

Do sieci wyciekła “lista Niesiołowskiego”. Jest na niej 29 tys. osób, które poseł PO aktualnie uważa za kanalie