Relacja Live

11.07.2013

11:20

Premier Tusk o "nowej narracji" dla Europy. 5 kluczowych punktów

Dziś w Warszawie Donald Tusk i szef  KE Jose Manuel Barroso zainaugurowali pierwsze spotkanie poświęcone dyskusji o "nowej narracji dla Europy". Ma być to seria debat o wyzwaniach stojących przed UE i potrzebie komunikowania ich w nowy sposób. Oto pięć kluczowych punktów dzisiejszego przemówienia szefa rządu. W spotkaniu bierze udział 250 intelektualistów i ludzi nauki z całego kontynentu.

Kontekst geograficzny i polski optymizm. Premier Tusk często nawiązuje do optymizmu i energii Polaków. Te słowa pojawiły się dziś także w jego przemówieniu o przyszłości UE. Jak podkreślił premier, fakt że cykl spotkań z tej serii rozpoczyna się w Warszawie, pokazuje "jak zrosła się Europa Środkowa ze wspólnotą europejską w ostatniej dekadzie. To też daje nam szansę, aby optymizm i energia, które wyróżniają Polskę spośród wielu europejskich państw dały impuls do naprawdę twórczej debaty, tu w Polsce i w wielu innych miastach w których będziemy się spotykać".

O kryzysie Europy. Tusk na wielu płaszczyznach opisywał kryzys, który dotyka Europę. Premier stwierdził, że punkty odniesienia które były fundamentem projektu europejskiego tracą na znaczeniu. Jak to ujął szef rządu: "Słabnie - a niektórzy twierdzą, że wręcz zanika - znaczenie wiary, która legitymizowała dotąd Wspólnotę Europejską. Wiary w sens integracji jako odpowiedzi na doświadczenie II WŚ i dwóch totalitaryzmów, które omal nie zmiażdżyły Europy. Mam wrażenie - i nie jestem w tym odosobniony - że dla dzisiejszych 20- latków jest to opowieść tak odległa jak wojna peloponeska opisana przez Tukidydesa"  Premier Tusk nawiązał do postaw młodego pokolenia także w kategoriach ekonomicznych:  "Mamy już chyba za sobą wiarę w to, że wzrost może trwać nieustannie. A skutki kryzysu dotykają zwłaszcza młode pokolenie. I dla tego pokolenia Europa przestaje być źródłem nadziei również z tego powodu, że przestała być gwarancją dobrobytu i życiowych szans dla młodych ludzi". Tusk mówił także o "geopolityce gniewu i oburzenia, nową geopolitykę która dzieli dzisiaj Europę na Północ i Południe".

Sceptycyzm wobec europejskiego superpaństwa. Premier z dystansem odniósł się do pomysłu szybkiej budowy europejskiego superpaństwa. Jak powiedział o ludziach forsujących ten projekt: "Są też inni, którzy chcieliby dokonać wielkiego skoku i za pomocą radykalnych decyzji politycznych w krótkim czasie utworzyć uniwersalne, jednolite państwo europejskie. Mają dobre intencje, ale tak jakby nie zwracali uwagi na to, że to marzenie o szybkim skoku jest niebezpiecznie bliskie utopiom XX wieku i może przynieść dokładnie odwrotne skutki, może ostatecznie zniechęcić Europejczyków".

Pragmatyzm. Jak wspomniał na koniec przemówienia Tusk: "Być może nadszedł czas, że naszym zadaniem nie będzie wyobrażanie sobie i promowanie coraz lepszego świata, ale zapobieganie temu aby nie pojawił się czas gorszy. Nie powinniśmy już chyba kierować się wyidealizowanymi abstrakcjami, a skupić się na tym co wartościowe dzisiaj". Jak jednak podkreślił: "Jestem przekonany, że mamy w sobie potencjał, dzięki któremu wypracujemy równowagę między tym co możliwe, a tym co pożądane".

O tym czego brakuje Europie. Tusk skrytykował w swoim przemówienie ideę superpaństwa i "europy karolińskiej" jako opierające się na budowaniu ekskluzywnego klubu państw. Jak powiedział, to czego najbardziej teraz brakuje na kontynencie to przede wszystkim "współodpowiedzialności za Europę, budowanej nie przez normy prawne, ale przez wspólne poczucie ludzi". Jak podkreślił premier, to ma być poczucie współodpowiedzialności za "Europę jaką znamy, a nie Europę o jakiej marzymy". Tusk parafrazując Churchilla powiedział: "cóż ta Europa jest fatalna, ale lepszej nie wynaleziono". Premier kładł nacisk na to, że nie powinno się przestawać marzyć o lepszej Europie, ale ta marzenia nigdy się nie spełnią bez codziennego i żmudnego obowiązku dbania o Europę, która jest teraz.

fot.  KPRM


09:30

Wypowiedzi poranka. Nałęcz: Posłowie licytują się na patriotyzm. Wipler: Jesień będzie ciekawa
Przemysław Wipler w TVN24: Gdyby Jarosław Gowin chciał zostać szefem Republikanów, gdyby uznał, że się pomylił, iż może być szefem Platformy Obywatelskiej i ją zmieniać, to bardzo chętnie puszczę go przodem. O planach na przyszłość: O tym, jakie będą plany, będziemy mówić jesienią. Myślę, że jesień będzie ciekawa. (...) Nie będzie sezonu ogórkowego, w polityce będzie bardzo dużo się działo. O debacie Tusk-Gowin: [Premier] Ucieknie za granicę, rozchoruje się, zrobi wszystko, żeby wykazać, iż nie jest w stanie, w ciągu całych wakacji znaleźć dwóch godzin na spotkanie z Jarosławem Gowiniem. Tomasz Nałęcz w Sygnałach Dnia PR1: Namawiamy naszych ukraińskich partnerów, żeby powtórzyć ważkie słowa za naszymi biskupami. My za polskimi, oni za ukraińskimi biskupami. Chcę wierzyć, że to będzie możliwe. O postawie Kościoła polskiego i ukraińskiego: Coś naprawdę wielkiego się wydarzyło. Jak czytamy, jak mówili polscy politycy włącznie z prezydentem Lechem Kaczyńskim o tej zbrodni, to tekst wspólny biskupów idzie znacznie dalej. Nie możemy w deklaracji obu prezydentów cofnąć się wobec tego tekstu. Zobaczymy na ile ukraińscy partnerzy dojrzeli do tego, żeby podzielić słowa swoich biskupów. My na pewno dojrzeliśmy. Tomasz Nałęcz w TVP Info: Panowie posłowie nie dyskutują o pojęciach,ale licytują się na patriotyzm. Chciałem zadać posłom z PiS-u pytanie: czy prezydent Kaczyński nie był patriotą? On nie mówił o "ludobójstwie". O postawie Ukrainy: Ukraińcy często używają eufemizmów,mówiąc o Wołyniu: dramat,tragedia, wojna polska-ukraińska. To jest dla Ukraińców niełatwa sprawa. Tam są dwie narracje historyczne: nacjonalistyczna i sowiecka. Marek Biernacki w TOK FM: Nie chodzi tu o krytykę, tylko o zmianę systemu i usprawnienie działania prokuratury. Projekty będą we wrześniu na Radzie Ministrów, jesienią trafią do parlamentu. Wanda Nowicka w Radiu ZET o posłance Pawłowicz i jej słowach o Biedroniu: Wolałabym abyśmy o takich rzeczach nie musieli mówić. Posłanka Pawłowicz ma najwyraźniej problem z odróżnieniem płci. Ta wypowiedź jest przykładem nienawiści do ludzi, którzy troszkę się różnią od jej wyobrażeń o tym czym ludzie są. O wypowiedzi Pawłowicz w DF: To jest jakiś bełkot, który tylko świadczy o tym, że posłanka Pawłowicz przekroczyła wszelkie granice, i chyba jej tak naprawdę padło na mózg. fot. tvn24.pl

12:11

Kurczy się negatywny elektorat PiS, PO ma miękkie poparcie i może dalej tracić

CBOS sprawdził przy okazji czerwcowego badania preferencji partyjnych także szereg innych wskaźników - między innymi stopień motywacji wyborców najważniejszych partii, ich elektoraty negatywne. Wnioski nie są optymistyczne dla Platformy Obywatelskiej. Oto kluczowe obserwacje i dane z tego sondażu.

Elektoraty negatywne. PiS traci negatywny elektorat, Platforma i Ruch Palikota zyskują. Jak pisze CBOS: "W porównaniu z lipcem 2011 roku odsetek osób odrzucających jakąkolwiek możliwość głosowania na Ruch Palikota wzrósł aż o 25 punktów procentowych. Wzrosła także niechęć do rządzącej partii – odsetek osób deklarujących, że z pewnością nie oddadzą głosu na PO zwiększył się o 8 punktów procentowych. Natomiast mniejsze kontrowersje niż przed dwoma laty budzi obecnie PiS. Sporo, bo aż o 10 punktów procentowych zmniejszył się elektorat negatywny tego ugrupowania". O 12 pp wzrósł także elektorat negatywny Kongresu Nowej Prawicy. Nadal jednak RP i PiS są liderami tego zestawienia.

Kogo najbardziej nie lubią zwolennicy poszczególnych partii? CBOS pisze o antypatiach wśród wyborców największych ugrupowań. " Wśród zwolenników PiS najwięcej przeciwników mają Ruch Palikota (59%) oraz PO (51%), co trzeci wyborca PiS z pewnością nie oddałby swego głosu na SLD (34%). W elektoracie PO z największą niechęcią traktowany jest PiS (74%), dość silne negatywne skojarzenia budzą także Ruch Palikota (37%) oraz Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry (31%). Według własnych deklaracji wyborcy SLD nie głosowaliby przede wszystkim na PiS (66%), ale także na PO (34%), Ruch Palikota (31%) oraz Nową Prawicę (26%)".

Możliwe przepływy i zbieżności elektoratów. Jak zauważa CBOS, w ciągu dwóch lat nie zmieniło się to, że PO i SLD mają najbardziej "zbieżny" elektorat: "Alternatywy dla popieranego dziś PO w partii Leszka Millera upatruje 27% zwolenników głównej z rządzących partii. Sympatie te są z nawiązką odwzajemniane przez elektorat SLD – jedna trzecia wyborców Sojuszu widzi alternatywę w  partii Donalda Tuska (34%). W porównaniu z sytuacją sprzed ostatnich wyborów zwolennicy Sojuszu częściej sympatyzują obecnie z partią Donalda Tuska (wzrost z 23% do 34%.), natomiast w elektoracie PO potencjał sympatii politycznej dla SLD nieco się obniżył (spadek z 36% do 27%). Dla zwolenników obu tych ugrupowań pozostałe partie praktycznie się nie liczą".

Jak zauważa CBOS w odniesieniu do wyborców PiS: "Prawie jedna piąta elektoratu partii Jarosława Kaczyńskiego właśnie w Solidarnej Polsce upatruje dla siebie alternatywy (19%). Z punktu widzenia interesów PiS mało licząca się obecnie, ale w świadomości wyborców wciąż silnie wiązana z macierzystą partią, Solidarna Polska może być zatem ważnym graczem, mogącym wpłynąć na notowania partii Jarosława Kaczyńskiego". Jak podkreślają analitycy CBOS: "Elektorat PiS ma też bardzo duże poczucie własnej odrębności i wciąż cechuje go bardzo silna niechęć do zmiany preferencji. Ponad dwie piąte (46%) wyborców tej partii nie widzi wśród istniejących ugrupowań żadnego, które ewentualnie mogłoby poprzeć w wyborach".



Partie drugiego wyboru. Jak pisze CBOS: "Partiami, w których wyborcy najczęściej upatrują alternatywy dla popieranych dziś ugrupowań, są SLD i PO. Niemniej i one mają bardzo ograniczone możliwości pozyskania dodatkowych zwolenników kosztem innych ugrupowań (odpowiednio: 12% i 11% wskazań).  Trzecie miejsce wśród relatywnie najczęściej branych pod uwagę ugrupowań drugiego wyboru – z niewiele słabszym wynikiem – zajmuje Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry (9%). Jeszcze mniejszą siłę przyciągania mają PiS i PSL (po 6% wskazań)".

Motywacja i stopień zdecydowania wyborców. W badaniu CBOS widać dużą różnicę w podejściu wyborców PiS i PO dla własnych partii. Jak pisze CBOS o PiS: "Najbardziej zdecydowany, pewny swych politycznych wyborów jest elektorat PiS. Średnie deklarowane przez zwolenników tej partii prawdopodobieństwo poparcia jej w wyborach wynosi 85%. Ugrupowanie to dysponuje obecnie stosunkowo największą – większą niż w przypadku pozostałych partii – rzeszą zagorzałych zwolenników, którzy  ze stuprocentową  pewnością zapowiadają gotowość oddania na nie głosu (52%). Jednocześnie PiS ma najmniejszy (10%) spośród wszystkich ugrupowań tzw. miękki elektorat, czyli wyborców zakładających duże – co  najmniej 50‑procentowe – prawdopodobieństwo wycofania swego poparcia i zmiany preferencji".

Inaczej sytuacja wygląda w przypadku PO: "Średnia deklarowana pewność głosowania na Platformę w elektoracie tej partii wynosi niespełna 79%. Do zdecydowanych zwolenników PO zalicza się obecnie 43% jej elektoratu. Sporą grupę – dwukrotnie większą niż w przypadku PiS – stanowią przy tym osoby nisko (co najwyżej na 50 procent) oceniające pewność swej decyzji i gotowość poparcia PO w ewentualnych wyborach (20% elektoratu). Możliwość dalszej utraty zwolenników przez główną z rządzących partii wydaje się zatem bardziej prawdopodobna niż w przypadku jej głównego rywala".

SLD także ma kłopoty z motywacją swoich zwolenników: "Niski poziom identyfikacji z partią cechuje zwłaszcza elektorat trzeciego pod względem liczby zwolenników SLD. Średnie prawdopodobieństwo niezmienności decyzji oddania głosu na Sojusz w ewentualnych wyborach wynosi 72%. Tylko jedna piąta (20%) potencjalnych wyborców tego ugrupowania deklaruje się jako jego zdecydowani zwolennicy – całkowicie pewni niezmienności swych aktualnych preferencji, zaś większość elektoratu SLD jest ostrożna w składaniu tak jednoznacznych deklaracji. Sporo też, bo co czwarty (28%) deklarujący dziś zamiar głosowania na Sojusz potencjalny wyborca, udziela mu jedynie „warunkowego” poparcia i z dużym (co najmniej 50‑procentowym) prawdopodobieństwem zakłada możliwość jego wycofania lub przeniesienia na inne ugrupowanie".

Badanie przeprowadzono w dniach 6–12 czerwca 2013 roku na liczącej 1010 osób reprezentatywnej próbie losowej dorosłych mieszkańców Polski.

fot. CBOS


13:53

OPINIA:

Straszenie PiSem, wersja dla opornych


W miastach ludzie stłoczeni w piwnicach, na wsiach poukrywani stodołach. Dzieci płaczą, starcy lamentują, zwierzęta padają. Pogoda oszalała: nocą świeci słońce, latem pada śnieg. Rzeki wystąpiły z brzegów a ziemia przestała się kręcić. Tak, to Jarosław Kaczyński idzie po władzę.

Leszek Miller zareagował na zwycięstwo Jerzego Wilka w Elblągu. Pierwsze skojarzenie? Wszystko wskazuje na to, że Adolf Hitler. Co skłoniło byłego premiera do zestawiania z NSDAP? Wygrana przez PiS w wyborach i chęć przejęcia władzy. Czyli z grubsza, to do czego zmierza w demokracji każda partia. Choć tak naprawdę, to Miller stanął przed trudnym zadaniem, jak mówić o PiSie by przyciągnąć uwagę. Nie jest to proste, bo partia ta była już porównywana do wszystkiego. I też wszyscy wiedzą, że sprawdzają się już tylko ekstrema.


 

Gdy w 2007 roku Newsweek porównał sposób sprawowania władzy przez Jarosława Kaczyńskiego do Władymira Putina wywołało to burzę. Nawet nieprzychylni ówczesnej władzy publicyści mówili o tym, że artykuł idzie za daleko. Dziś takiego oskarżenia nikt by nie zauważył. Każdy polityk może sobie wybrać dowolnego dyktatora czy zbrodniarza i porównać go swoich przeciwników. Bo podobnie dostaje się też Platformie, ale tylko w przypadku PiSu straszenie partią stało się metodą.

Platformę krytykuje się za brak reform, PSL za wspieranie bliskich, Ruch Palikota za pomieszanie z poplątaniem, które obecnie reprezentuje a PiS krytykuje się za to, że jest PiSem. Nie trzeba nic dodawać. Można zrozumieć, że kogoś rzeczywiście przeraża wizja państwa lansowana przez Jarosława Kaczyńskiego. Trudno to jednak traktować poważnie jeśli krytyka programu tej partii nie ma żadnego odniesienia merytorycznego i składa się tylko z malowniczych porównań.

Robert Górski wyśmiewał w swoich skeczach straszenie PiSem. Minęło kilka lat straszenie trwa dalej. To którego autorami są politycy i publicyści, choć wypowiadane ze śmiertelnie poważną miną samo brzmi już jak kabaret. Sondażowy skok partii mógłby skłonić jej przeciwników do zmiany taktyki. Tylko jak to zrobić. Mam już całe zastępy polityków, którzy umieją wyśmiewać PiS, szydzić z partii, porównywać jej dokonania do zbrodniczych organizacji, ale nie ma zbyt wielu, którzy potrafiliby dyskutować z jej programem.

fot PiS na FB


16:25

Platforma przełamuje trend spadkowy i zyskuje w TNS po raz pierwszy od lutego tego roku

Najnowsze badanie TNS to pierwsza dobra sondażowa wiadomość dla Platformy od kilku tygodni. Partia Donalda Tuska zyskała 3 pp (ma 26) - i to jest pierwszy skok popularności tej partii od lutego. Wtedy - w porównaniu do styczniowego wyniku PO zyskała 4 pp. Partia Donalda Tuska przerywa tym samym trwający od kwietnia trend spadkowy w tym badaniu. Pozostałe partie bez większych zmian - SLD 9% (-1), RP 5% (-1), PSL 4% (bz).

W lutym tego roku po raz ostatni Platforma odnotowała zyski w TNS. Zyskała 4 pp (z 29% w styczniu do 33%). W kwietniu wyniki Platformy zaczęły spadać. W porównaniu z marcem Platforma straciła wówczas 1 pp. Później spadki były systematyczne - o 2 pp w maju i czerwcu. To doprowadziło do sytuacji, w której różnica między PO a PiS urosła do 7 pp (w czerwcu). Partia Jarosława Kaczyńskiego systematycznie zyskiwała poparcie - także od kwietnia. W marcu chciało na nią głosować tylko 23% ankietowanych, w kwietniu 24, w maju 28 (drugi największy skok w tym roku, po badaniu z lutego), w czerwcu 30%. Teraz te wzrosty się zatrzymały i PiS utrzymuje się na poziomie 30% a od Platformy dzieli partię tylko 4 pp.

Reakcja polityków PO na ten sondaż była natychmiastowa.




Następne dwa sondaże, które dadzą odpowiedź na pytanie czy to badanie jest początkiem nowego trendu wzmacniania się Platformy to cykliczny sondaż TNS dla TVP Info (spodziewany jutro) i comiesięczne badanie poparcia CBOS.

Badanie przeprowadzono w dniach 5-10 lipca na ogólnopolskiej, reprezentatywnej próbie 963 mieszkańców.


17:29

Abp Hoser: Zapytałem ks. Lemańskiego, czy jest obeznany

21:29

Abp Hoser przeprasza: Nie jestem antysemitą, moja wypowiedź miała być tylko homofobiczna