Relacja Live

21.06.2013

12:03

CBOS zaufanie: Donald Tusk przestał tracić, ma takie same notowania jak Jarosław Kaczyński. Mocno zyskują prezydent oraz Gowin

Politykiem budzącym największą nieufność badanych w comiesięcznym pomiarze CBOS pozostaje nadal Janusz Palikot (56%). Tak jak przed miesiącem, drugie miejsce pod względem liczby negatywnych ocen zajmuje premier Donald Tusk (47%), a na trzeciej pozycji – z niemal identycznym jak premier wynikiem – lokuje się prezes PiS Jarosław Kaczyński (46% deklaracji nieufności). Dużą nieufność badanych niezmiennie budzi Antoni Macierewicz (42%). Równie często z brakiem zaufania ze strony respondentów spotyka się obecnie także minister sportu Joanna Mucha, której nazwisko po kilkumiesięcznej przerwie ponownie uwzględniliśmy w czerwcowym badaniu (41%). Relatywnie sporo osób – ponad jedna trzecia badanych – nie ufa marszałek Sejmu Ewie Kopacz i liderowi SP Zbigniewowi Ziobrze (odpowiednio: 37% i 36%).

Czerwiec nie przyniósł większych zmian w społecznym odbiorze przedstawicieli naszej sceny politycznej. Największą zmianą, jaką rejestrujemy w stosunku do ubiegłego miesiąca, jest korekta notowań prezydenta Bronisława Komorowskiego. Po zarejestrowanym w maju pogorszeniu się ocen, w czerwcu zaufanie do prezydenta ponownie wzrosło (o 6 punktów procentowych). Ubyło też badanych mających do niego negatywne nastawienie (spadek o 4 punkty procentowe). Czerwcowe notowania Bronisława Komorowskiego okazują się nawet nieco lepsze od poprzednio rejestrowanych (między lutym a kwietniem br.) i są to jedne z najwyższych ocen uzyskiwanych dotąd przez prezydenta.

Nieco lepsze niż w maju okazały się ponadto noty Jarosława Gowina – uchodzącego w PO za adwersarza premiera Donalda Tuska (wzrost zaufania o 4 punkty procentowe). Minimalnie na zaufaniu społecznym zyskali również Grzegorz Schetyna i szef MSZ Radosław Sikorski (wzrost zaufania po 3 punkty procentowe).

Po Bronisławie Komorowskim, kolejnośc w wyniku zaufania kształtuje się następująco. Drugie miejsce wśród polityków najczęściej spotykających się z zaufaniem respondentów zajmuje Ryszard Kalisz (46%). Nieco mniej osób ufa najpopularniejszemu spośród przedstawicieli głównej z rządzących partii szefowi MSZ Radosławowi Sikorskiemu (43%). Kolejne miejsca w czerwcowym rankingu, z zaufaniem około jednej trzeciej ankietowanych, zajmują: premier Donald Tusk, prezes PiS Jarosław Kaczyński (po 34% deklaracji), Grzegorz Schetyna (33%), Jarosław Gowin, szef SLD Leszek Miller (po 32%), przewodniczący Solidarnej Polski Zbigniew Ziobro (31%) oraz marszałek Sejmu Ewa Kopacz (29%).

Badanie „Aktualne problemy i wydarzenia” przeprowadzono w dniach 6–12 czerwca 2013 roku na liczącej 1010 osób reprezentatywnej próbie losowej dorosłych mieszkańców Polski.


09:19

Wypowiedzi poranka. Schetyna: Dziś nie zagłosowałbym za ubojem rytualnym. Kamiński: Obywatele zaczynają rozliczać rządzących
Mariusz Kamiński w Polityce przy kawie TVP1: Mamy do czynienia z czymś więcej niż z działaniami ugrupowań. To, co mnie cieszy to odrodzenie postaw obywatelskich. Obywatele zaczynają rozliczać rządzących - i to twardo rozliczać, pokazywać ich cynizm, nadużycia władzy i odsuwać. To ma miejsce w Elblągu, to ma miejsce także w Warszawie, gdzie buta i arogancja będą mieli swoje konsekwencje. O programie PiS: Politycy PiS, ci którzy mają doświadczenie - przygotowują bardzo konkretny program na to, co się będzie działo w Polsce po zmianie rządu. Przygotowujemy to w ten sposób, że jasno nakreślamy cele strategiczne oraz pierwsze kroki w poszczególnych resortach, kiedy Prawo i Sprawiedliwość będzie mogło realnie rządzić. Musimy mówić o obronie państwa, bo to państwo się sypie. Grzegorz Schetyna w TVN24 o uboju rytualnym: Ja mówiłem to już publicznie, że jestem przeciwko projektowi ws. uboju rytualnego, który pojawił się w pierwszej propozycji rządowej. Dzisiaj nie zagłosowałbym za nim. On wywołuje wiele emocji i dlatego potrzebna nam jest jeszcze rozmowa i zbudowanie wspólnego stanowiska klubu Anna Komorowska w Sygnałach Dnia PR1 o polityce prorodzinnej: To nie jest sprawa na jedną prezydenturę, tylko na kilka kadencji prezydenckich, na kilkanaście rządów. Młode małżeństwa muszą mieć perspektywy i nie chodzi tylko o akcje typu becikowe, ale stałe zobowiązanie sił politycznych wokół spraw rodziny. Jan Bury w Gościu Radia ZET o uboju rytualnym: W tej ustawie zrobiono już wiele, żeby ten proces był jak najmniej drastyczny. Wiele miejsc pracy zostało już zlikwidowanych [po 6 miesiącach obowiązywania zakazu]. Nasi sąsiedzi też ubijają. Czy myśli Pani, że jeśli w Polsce uboju rytualnego nie będzie, to na świecie Arabowie i Żydzi zjedzą mniej miejsca? Nie, nie zjedzą. To nie jest tak. Janusz Palikot w TOK FM: Premier w Polsce powinien dziś zarabiać w granicach 50 tys. zł. To europejski standard, który pozwala mu kupić garnitur, cygaro i wino. My się wstydzimy, jak nas pytają o te garnitury. Bo to obciach, że premier musi kombinować, skąd wziąć na garnitur. To wstyd. Kto do tego doprowadził? Tusk z Kaczyńskim. Bo decydowali, nie kupimy samolotu dla VIP-ów, bo będzie to uznane za arogancję i "Super Express" o tym napisze; nie podnosimy pensji najważniejszym osobom w państwie, bo co ludzie powiedzą... Ten demagogiczny populizm doprowadził do tego, że Donald Tusk, który miał zadatki na męża stanu, okazuje się małym cwaniaczkiem. Jerzy Buzek w RMF FM: Moim zdaniem wszystkie wydatki partii powinny być w internecie. Mnie się nie podoba, że nie ma żadnych reguł wydawania. To [wydatki PO] wygląda źle.   Ja nie jestem przekonany, że jesteśmy w stanie stworzyć [nowy] system, który będzie bezpieczny. Ale jeśli zobaczę na papierze taki system, to być może tak. Nie ma jeszcze żadnych konkretnych propozycji. fot. tvn24

11:04

TREND:

Ocena kondycji głównych partii w coraz większym stopniu zależy od lokalnej polityki

"All politics is local" - ta maksyma należy do kanonu amerykańskiej polityki. Teraz tworzy się jej polska wersja. Wybory w Rybniku, liczne referenda lokalne, a teraz przyspieszone wybory w Elblągu pokazują, że polska polityka stała się lokalna - w tym sensie, że oceny partii politycznych na poziomie centralnym stają się w coraz większym stopniu bezpośrednio powiązane z tym, co dzieje się na poziomie lokalnym. Media i komentatorzy zaczynają brać pod uwagę to, jak działają partie poza stolicą, a nie tylko to co dzieje się w warszawskich centrach władzy.

Tip O'Neill, spiker Izby Reprezentantów, który jest uznawany za twórcę tej maksymy był mistrzem w "tłumaczeniu" spraw i ustaw forsowanych w Kongresie na sprawy zrozumiałe i dotykające wyborów w jego okręgu. Dla niego "cała polityka była lokalna" bo los polityka i jego sukces zależał tylko i wyłącznie od tego, jak wytłumaczył swoim wyborcom to co robił w dalekim Waszyngtonie. To pochodna amerykańskiego systemu wyborczego i partyjnego.

W Polsce regionalizacja polityki centralnej odbywa się w sposób dostosowany do kształtu systemu wyborczego. Dzięki dobrej kampanii w Rybniku PiS uzyskał zwycięstwo, które w innych warunkach byłoby tylko wzmianką na dalekich stronach gazet lub krótką notką na portalach internetowych. Byłoby istotne dla mieszkańców okręgu, i dla lokalnych polityków czy mediów, ale nie wyszłoby poza Rybnik. Stało się jednak inaczej  - Rybnik, a wcześniej sukces referendum w Elblągu zbudował trend, na którym PiS zdobył prowadzenie w sondażach, a Platforma została uznana za partię w kryzysie. Dzięki lokalnym sprawom - i umiejętnym kampaniom - polityka regionalna zaczęła bezpośrednio oddziaływać na centralną.

Również niekorzystne dla PO historie - jak radni buntujący się przeciwko lokalnym strukturom partii - natychmiast trafiały do obiegu na poziomie warszawskim, dając kolejne argumenty na kryzys partii rządzącej, arogancję jej działaczy i skorumpowanie struktur. Np. list Gowina nie miałby takiej medialnej siły, gdyby nie historie z całej Polski pokazujące kłopoty Platformy. Zniknęła ściana, która oddzielała kiedyś politykę lokalną od centralną. Przed Rybnikiem i Elblągiem kłopoty lokalne partii był co najwyżej ciekawostkami medialnymi, tematami na dalekim planie. Teraz są na pierwszym miejscu.

Każda ważniejsza historia polityczna w dowolnym mieście może stać się tematem pytania do premiera na konferencji prasowej w KPRM. Każde referendum, wybory uzupełniające jest traktowane na równi z wyborami ogólnokrajowymi, chociaż jego bezpośredni wpływ jest dużo mniejszy. Ten trend ma kilka przyczyn. Rok 2013 zapowiadał się jako kolejny rok bez wyborów, co wymusiło na mediach poszukiwanie nowych tematów, nowych elementów rzeczywistości politycznej. To zderzyło się z frustracją wielu ludzi na poziomie lokalnym (case Elbląga) albo z wydarzeniami takimi jak wybory uzupełniające w Rybniku.

Z drugiej strony partie polityczne pozostające w opozycji - Ruch Palikota i PiS w szczególności - poszukiwały sposobu, by uderzyć w Platformę tam, gdzie takie uderzenie jest możliwe. Ponieważ nie można było tego zrobić w Warszawie, Sejmie, konieczne było myślenie dużo mniej konwencjonalne. Dlatego Ruch Palikota w Elblągu tak mocno angażował się w zbieranie podpisów w referendum. Wtedy jeszcze nie było to widoczne w mediach. PiS także szybko zrozumiał możliwości polityczne, jakie dadzą wybory uzupełniające w Rybniku w chwili gdy Platforma przeżywa kryzys, wystawiając mocnego kandydata i angażując gigantyczne siły w kampanię. Platforma grała jeszcze wedle starych reguł - uznając, że nawet sukces Prawa i Sprawiedliwości nie będzie miał większych reperkusji centralnych. Stało się zupełnie inaczej.

Dlatego też kampania w Elblągu wygląda dziś ze strony Platformy odmiennie niż ta w Rybniku. To nie zmienia jednak sytuacji, w której sukces PiS będzie interpretowany  przede wszystkim na poziomie krajowym.

fot. KPRM


11:17

Hanna Gronkiewicz-Waltz w liście do mieszkańców Warszawy przeprasza za zamieszenie ze śmieciami

Na FB Hanny Gronkiewicz-Waltz pojawił się list, który ma trafić do wszystkich mieszkańców Warszawy przed pierwszym lipca. Prezydent zaczyna od przeprosin za "trudności" związane z wprowadzeniem nowej ustawy śmieciowej. Później opisuje jak będzie wyglądać proces przejściowy dotyczący śmieci i gdzie będzie można uzyskać informacje dotyczące nowego systemu. fot. FB Hanny Gronkiewicz-Waltz


13:22

Nowy sondaż w Elblągu: Identyczne poparcie dla Wilk i Gelert

Najnowsze badanie pokazuje dobrą pozycję kandydatki PO Elżbiety Gelert, która ma identyczne poparcie jak Jerzy Wilk z PiS. Sondaż opublikował serwis elblag.net, a przeprowadzili go studenci UMK w Toruniu. Badanie wykonano w dniach 17-18 czerwca, czyli jeszcze przed wizytą Jarosława Kaczyńskiego w mieście. Na trzecim miejscu Paweł Kowszyński z SP (15%), a na czwartym Ewa Białkowska (Ruch Palikota Elbląg Plus) z poparciem 12%. Przebadano telefonicznie grupę 500 mieszkańców miasta, błąd wynosi +/- 5%. Więcej tutaj. Fot. elblag.net


13:41

Człowiek Romneya chce zatrzymać Hillary

Choć do oficjalnego startu prezydenckiej kampanii przedwyborczej w Stanach Zjednoczonych pozostało co najmniej dwa lata (latem 2015 roku będą widoczne zamiary polityków-potencjalnych kandydatów i będą formować się komitety z nimi związane, prawybory w obu partiach rozpoczną się wraz z 2016), to można by uznać, że ta kampania już się ostro toczy. Podobnie jak przed wyborami w 2008 roku panuje przekonanie, że murowaną zwyciężczynią - nie tylko wyścigu po nominację prezydenckiej Partii Demokratycznej, ale także do Białego Domu - jest Hillary Clinton. Demokratyczni politycy hurtowo udzielil już jej poparcia, choć była sekretarz stanu nie powiedziała jeszcze oficjalnie, że zamierza wystartować. Powstał też już pierwszy tzw. super PAC, czyli organizacja polityczna formalnie niezwiązana z danym kandydatem, ale popierająca jego kandydaturę, który zaczął formować zręby potencjalnej kampanii Hillary Clinton.

Przegrana Mitta Romneya w zeszłym roku dała niektórym Republikanom do myślenia - Matt Rhoades, jeden z głównodowodzących u Romneya, ruszył z nowym prorepublikańskim super PAC nazwanym "America Rising". Pierwsza akcja? Zatrzymać Hillary Clinton. Pod egidą Rhoadesa i jego super PAC-u powstała właśnie strona StopHillary2016.org, a Rising America zaczęła zbierać fundusze na walkę z demokratycznym kandydatem na prezydenta. Kimkolwiek by on lub ona nie był.

fot. http://hillaryclintonoffice.com/

 


14:15

CBOS wyjaśnia, dlaczego z comiesięcznego badania zaufania zniknął Kwaśniewski

Comiesięczne badanie zaufania CBOS to jeden z najważniejszych sondaży politycznych w Polsce. Dla wielu polityków i komentatorów stał się kluczowym barometrem trendów. Sondaż budzi zainteresowanie, ale i też kontrowersje. Zwłaszcza w sytuacji, gdy politycy przestają się w nim pojawiać. Tak stało się w czerwcowym badaniu z Aleksandrem Kwaśniewskim.

Jak informuje CBOS, pierwszym kryterium wyznaczającym kształt listy jest ograniczona liczba polityków, którzy mogą się na niej znaleźć. Jak mówi 300polityka Beata Roguska z CBOS, maksimum to 25-26 osób, tak aby respondent mógł sprawnie odpowiedzieć na pytania, i aby nie doszło do sytuacji, w której kolejnych odpowiedzi udziela już mechanicznie.

Pula polityków jest więc ograniczona. Jak CBOS przeprowadza dobór? Podstawowym kryterium jest to, czy polityk sprawuje ważną funkcję w państwie. Dlatego na liście jest zawsze prezydent, wicepremier, minister spraw zagranicznych, minister finansów oraz inni szefów resortów (rotacyjnie w zależności od sytuacji, przede wszystkim aktualnych tematów w mediach i aktywności samego ministra, podejmowanych działań), marszałek Sejmu i Senatu. Jest także lider opozycji oraz - rotacyjnie i miarę możliwości - szefowie klubów parlamentarnych. CBOS deklaruje, że kieruje się zobiektywizowanymi kryteriami, które wynikają z tego jak duży dany polityk ma wpływ na podejmowanie decyzji, które mają z kolei przełożenie na na sprawy państwa i sytuację obywateli.

Pozostała grupa - do której należy m.in. Aleksander Kwaśniewski czy Grzegorz Schetyna, który już raz wypadł z badania CBOS (ponad rok temu, w trakcie zamieszania z ACTA i z listą leków refundowanych) - jest dobierana tak, by polityk pojawiał się w niej co najmniej dwa razy pod rząd. Później jego dalsze pozostanie na liście zależy między innymi od tego, czy jest rozpoznawalny w badaniu CBOS. Jeśli jednak ktoś nie pełni żadnej funkcji "decyzyjnej" w państwie, a trzeba zrobić miejsce dla kogoś z tej "rdzeniowej" puli, to taka osoba może nie znaleźć się w kolejnym badaniu, nawet mimo wysokiej rozpoznawalności. Ani Schetyna, ani Kwaśniewski nie znajdują się w gronie polityków, którzy muszą być na liście co miesiąc. Dlatego zdarzają się sytuacje, w których ministrowie czy inne osoby z grupy "rdzeniowej" zajmują ich miejsce w badaniu. Jak mówi Beata Roguska, w miarę zbliżania się wyborów do PE i wykrystalizowania się statusu Kwaśniewskiego na scenie politycznej na przykład jako kandydata to PE, może znów pojawić się na liście. Sprawa jest otwarta - podsumowuje.

CBOS ograniczony jest przede wszystkim tym, że na liście może być maksimum 25-26 nazwisk. Podstawowe kryterium jest formalne, i wynika z wpływu polityka na decyzje państwowe.







16:30

W Platformie nowy etap gry o ubój rytualny

Wczorajsze posiedzenie klubu parlamentarnego PO przyniosło jedno podstawowe rozstrzygnięcie dla przeciwników uboju rytualnego: sprawa ze względów formalnych ma być odłożona w czasie do następnego posiedzenia Sejmu. Jak powiedział premier Tusk, w klubie PO musi być jeszcze długa dyskusja na ten temat. Ale okazuje się, że być może jest rozwiązanie, które pozwoli PO wyjść cało z tej sytuacji.

Premier Tuska zapewniał, że zależy mu na jednolitym stanowisku klubu - w jedną albo drugą stronę. O jednolite stanowisko byłoby dziś trudno przy głosowaniu, głównie ze względu na deklaracje złamania dyscypliny klubowej ze strony niektórych posłów Platformy, skupionych w Parlamentarnym Zespole Przyjaciół Zwierząt. Kwestia uboju rytualnego w mediach wygląda na starcie zwolenników ochrony zwierząt z politykami, którzy stawiają na sprawy gospodarcze. To ostatnie stanowisko zajmował też premier Tusk, ale jak wczoraj przyznał: "Szczerze powiedziawszy, gdybym nie był premierem i nie czuł się odpowiedzialny za rynek pracy i za powodzenie polskich przedsiębiorstw, to pewnie w odruchu serca głosowałbym przeciwko jakiejkolwiek krzywdzie wobec zwierząt. Czasami mamy do czynienia z bardzo nieprzyjemnymi alternatywami. Jako szef rządu namawiam, żeby dbać o miejsca pracy, każde jest bezcenne".

Dziś rano Jan Bury w programie Moniki Olejnik w Radiu ZET ogłosił, że Polska już traci miejsca pracy ze względu na zakaz uboju rytualnego, a ten zakaz w kraju i tak nie zmieni sytuacji na świecie, a tylko przyczyni się do utraty dalszych miejsc pracy. Ministerstwo Rolnictwa przygotowało nawet - co jest bez precedensu - tabelkę pokazującą, jak wielu posłów PO zagłosuje wbrew rządowi.



Ale parlamentarzyści przeciwni ubojowi są przekonani, że wczorajsze posiedzenie klubu było kluczowe pod względem dalszych losów projektów. Jak to stwierdził w rozmowie z 300polityka poseł Andrzej Halicki, powstał scenariusz w którym projekt rządowy zostanie odrzucony, ale pojawi się nowy projekt klubowy.




Jak mówi poseł Artur Dunin, sekretarz sejmowego Zespołu Przyjaciół Zwierząt: Mamy dwa tygodnie na to, aby wypracować stanowisko. Premier podkreślił potrzebę jedności klubu. Być może uda się przyjąć rozwiązanie zamiast tego proponowanego przez Ministerstwo Rolnictwa, które dopuści możliwość sprowadzania niewielkiej ilości sztuk bydła na potrzebny uboju rytualnego dla mniejszości zamieszkałych na terenie kraju. Jak przyznaje: Wczoraj na klubie dyskusja była dynamiczna, a sala była pełna.


To byłoby do przyjęcia dla obecnych przeciwników uboju rytualnego w PO, ale wymagałaby w praktyce zrestartowania całego procesu legislacyjnego, i to w ciągu kilku tygodni.

Tymczasem jak mówi doradca Ewy Kopacz Iwona Sulik o projekcie rządowym: Jak tylko będzie opinia Ministerstwa Spraw Zagranicznych, to sprawa pojawi się na najbliższym posiedzeniu Sejmu.

Platforma ma więc bardzo mało czasu na przyjęcie nowego rozwiązania. Alternatywą jest powtórka z klinczu lub głosowanie bez jedności klubowej nad projektem rządowym. Plan B - projekt poselski, który jest poważnie rozważany w PO - zakłada jedność klubu, ale w paradoksalnym wariancie, w którym ta jedność wymaga odrzucenia projektu rządu. Na szczęście dla PO ubój rytualny powróci już w wakacje, gdy siłą rzeczy uwaga opinii publicznej będzie dużo mniej skoncentrowana na Sejmie.

fot. sejm.gov.pl