Relacja Live

17.06.2013

09:16

Wypowiedzi poranka. Balcerowicz: PO może nie odzyskać zaufania po OFE. Siwiec: Kongres konsolidował zaplecze SLD
Andrzej Rozenek w "Gościu Poranka" TVP Info: Zjednoczenie lewicy? Moim zdaniem nie ma takiej szansy. Szczególnie pod tym przywództwem SLD. Wczorajszy kongres to gigantyczna porażka L.Millera. Miał być Stadion Narodowy - była mała salka. 300 organizacji - było 70. O koalicji PO-SLD: Koalicja PO-SLD jest już przesądzona. E.Kopacz jest na tyle wierną współpracownicą PDT, że zrozumie nawet konieczność oddania stanowiska marszałka sejmu dla L.Millera. O finansowaniu partii: Ws. finansowania partii jako przedstawicielowi polskiej klasy politycznej w pewnych momentach jest mi wstyd. Szczególnie jak widzę, że partie zatrudniają politologów i dziennikarzy. O Piechocińskim na Kongresie Kobiet: J.Piechociński nie obraził kongresu kobiet. Piosenka "Facet to świnia" nie jest antyfeministyczna. Kongres Kobiet wykazał się elementarnym brakiem znajomości polskiego rocka. Marek Siwiec w Sygnałach Dnia PR1 o Kongresie Polskiej Lewicy: Politycznie, to nie było otwarcie. To było raczej konsolidowanie tego, czym jest dzisiaj SLD i jego zaplecze.  (...) Skoro nie jestem traktowany jako lewica, to znaczy, że kto inny rozdaje te koncesje. Przyjmuję to wiadomości. Nie czuję się z tym źle. Respektuję rzeczywistość w odróżnieniu do SLD, które stara się ją zaklinać. Leszek Balcerowicz w RMF FM o OFE: Tu nie chodzi o OFE. Tu chodzi o oszczędności emerytalne Polaków i nie wprowadzanie ludzi w błąd. I jeżeli ma być dobrowolność to niech ona obowiązuje w obie strony. Niech również da się możliwość przenoszenia składki z ZUS-u do OFE. Jeżeli to jest jednostronne to jest fałszywa dobrowolność. Jakiś kolejny wariant wprowadzania ludzi w błąd. Nawiasem mówiąc zaproponowany chyba przez PiS. O politycznym znaczeniu OFE: Mogę tylko powiedzieć, że ruchy, które mogą być i będą przedstawiane jako przekręty intelektualne, będą dołować tę partię, która chciałaby się wydostać, czyli Platformę Obywatelską. I nie sądzę, że można odzyskać zaufanie, przecież jest kryzys zaufania  w tej chwili - i do premiera i do Platformy - brnąc w coś, co łatwo w oczach wielu ludzi zdemaskować. Janusz Piechociński w TVN24: Jeżeli premier wynajmuje je jako Kowalski, boisko jest z reguły samorządowe i od tego są odprowadzane podatki to wszystko jest w porządku. Jednak w momencie, gdy boisko wynajmuje partia polityczna i zrzucają się na to gracze, to mógłby pojawić się taki problem, że są to wydatki partii poza partyjnym budżetem, jej dodatkowe dochody. Wolę model dotacji budżetowych, oby jak najbardziej transparentny, rzetelny, pod pełną kontrolą opinii publicznej od finansowania z prywatnych pieniędzy. O decyzji prezydenta ws. sądów: Decyzja de facto już zapadła i głos otoczenia pana prezydenta już znamy. Jestem przekonany, że będzie skarga konstytucyjna do Trybunału. Przyjmuję głos pana prezydenta z wielkim szacunkiem, zdaję sobie sprawę, że sprawa jest kontrowersyjna nie tylko w tym wymiarze prawnym, ale przede wszystkim w relacjach pomiędzy polityką i władzą a społeczeństwem, samorządami, ale też polityką a środowiskiem sądowym. Andrzej Jaworski w Radiu ZET: Problemem dziś nie jest to, że to Kościół coś chce, tylko Kościołowi się coś zabiera. Joanna Senyszyn w Polityce przy Kawie TVP: Nie ma potrzeby połączenia na lewicy. Nie możemy sie godzić na autorytatywne rządzenie Kwaśniewskiego listami do PE. Jacek Majchrowski w TOK FM: Jeżeli jest zebrana odpowiednia liczba podpisów, to elementarne zasady mówiące o demokracji powinny pozwolić je przeprowadzić. Żeby się ludzie wywiedzieli. Jak śledzę to, co dzieje się w prasie, to widzę jednostronne stanowisko - przeciw posłaniu sześciolatków do szkoły. To nie jest tak, jak powinno być. Powinno się także powiedzieć o argumentach za posłaniem dzieci do szkoły. Powinno się to wyważyć. fot. polskieradio.pl

10:12

Rząd startuje z nowym serwisem internetowym o rodzinie

Rodzina.gov.pl - pod tym adresem wystartował nowy serwis internetowy rządu. Zawiera wszystkie niezbędne informacje dotyczące projektów prorodzinnych gabinetu Tuska, podane w formie interaktywnych infografik. To kolejny sygnał świadczący o tym, jak istotne są kwestie prorodzinne dla premiera, zwłaszcza w warstwie komunikacyjnej. Serwis znajduje się w wersji beta - Donald Tusk ogłosił jego nazwę i adres w trakcie dzisiejszego wystąpienia w "Dzień Dobry TVN".

Serwis podzielono na pięć głównych części - "Pierwsze mieszkanie", "Ciąża", "Narodziny dziecka", "Opieka nad dzieckiem" i "Pierwsze kroki w edukacji". Każda z nich zawiera informacje o działaniach rządu np. in vitro czy program MDM.



 

W warstwie stylistycznej, serwis wygląda zupełnie inaczej niż główna witryna informacyjna rządu kprm.gov.pl. Pastelowe kolory bardziej przypominają niektóre infografiki publikowane w tym roku przez KPRM.



 

 

Tego typu rozwiązania komunikacyjne były stosowane np. w trakcie ostatniej kampanii prezydenckiej w USA. Dużo komentarzy wywołała - utrzymana w podobnym stylu i także dotycząca spraw rodzinnych - cykl interaktywnych infografik "Life of Julia".



 

Podstawowe założenie było jednak inne: sztab Obamy stworzył fikcyjną postać, "Julię". W slajdach w tym projekcie przedstawiono jej życie na tle kolejnych osiągnięć legislacyjnych administracji Obamy. Julia - od narodzin po emeryturę - korzystała z rozwiązań wprowadzonych przez prezydenta. Na każdym kroku podkreślano także jak wyglądałaby jej sytuacja, gdyby Romney przejął władzę i wprowadził swoje pomysły np. dotyczące oświaty. Infografiki "Life of Julia" ze względu na swoją formą wywołały sporo komentarzy, niektórzy konserwatyści uznawali je nawet za rodzaj socjalistycznej propagandy, w której promowano styl życia, w którym od narodzin aż do śmierci wszystko zależało od rządu. Faktem jest, że dzięki tej krytyce żadna infografika w kampanii prezydenckiej nie wywołała takiego zainteresowania w sieci,  jak "The Life of Julia". Pod tym względem ten projekt spełnił swoje cele.

Czytaj też: Julia. To o niej mówi teraz cała Ameryka. Kim jest?

 


12:05

Tak Platforma definiuje skutki referendum w Warszawie:

Chaos

Bitwa o referendum w Warszawie i odwołanie Hanny Gronkiewicz-Waltz od kilku tygodni rozpala polityczne emocje. I tak będzie przez najbliższe miesiące. Platforma pozostawała bardzo długo w defensywie wobec organizatorów referendum z burmistrzem Ursynowa Piotrem Guziałem na czele. Ale od kilku dni zaczyna pojawiać się bardzo wyraźna linia argumentacji dotycząca referendum. Słowo kluczowe to "chaos". Tak własnie Platforma chce obronić prezydent Hannę Gronkiewicz-Waltz.

Referendum wydaje się w tym momencie przesądzone. Biorąc pod uwagę możliwości organizacyjne grupy referendalnej Guziała, wzmocnione dodatkowo wsparciem PiS, RP, SP, Zielonych i innych mniejszych partii i organizacji, zebranie dużo większej liczby podpisów niż 130 tysięcy będzie prawdopodobnie tylko formalnością. Im więcej, tym większe zagrożenie dla prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz. Aby referendum było ważne, frekwencja musi przekroczyć 389 tysięcy. To podstawowy problem stojący przed zwolennikami odwołania prezydent.

Niedawno pojawił się w miarę spójny przekaz Platformy o referendum, który ma sprawić, że ta granica 389 tysięcy głosów nie zostanie przekroczona. Jest oparty na kilku elementach. Słowami kluczowymi są "chaos" i "destabilizacja". Oto fragment tekstu o referendum opublikowany na stronie warszawskiego SMD z 5 czerwca: "Należy pamiętać, że wybory samorządowe odbędą się już w 2014 roku. Generowanie kosztu związanego z referendum i chaos wynikający z niestandardowej i niepotrzebnej zmiany zarządcy Warszawy na pewno stolicy nie pomoże".

Andrzej Halicki w swoim wystąpieniu w "Jeden na Jeden" w TVN24 użył w ostatni piątek bardzo podobnego argumentu. O odwołaniu prezydent Warszawy mówił tak: "Wierzę w rozsądek warszawiaków i to, że zdecydują, czy opłaca się dać przyzwolenie na tę anarchistyczną próbę wprowadzenia chaosu".

Dziś Małgorzata Kidawa-Błońska w Salonie politycznym Trójki mówiła bardzo podobnie: "Partie polityczne postanowiły zrobić destabilizacje. Referendum jest kosztowne, za pieniądze z referendum można wybudować kilka przedszkoli (...) Branie udziału w tym referendum to narażenie Warszawy na koszty, nie jest to rozwiązanie żadnego problemu, tylko wprowadzenie chaosu".

We wczorajszym oświadczeniu zarządu mazowieckiego SMD też pojawia się słowo "destabilizacja": "Organizowanie referendum na rok przed nimi [wyborami], uważamy za polityczną hucpę oraz podejmowanie działań zmierzających do destabilizacji procesu rządzenia miastem w czasach kryzysu w imię ambicji politycznych jednostek, które firmują to przedsięwzięcie". Dwa pozostałe elementy antyreferendalnego przekazu PO to narażanie stolicy na (bezsensowne) koszty oraz polityczna motywacja całego projektu.

Ten przekaz PO zmusza Guziała i jego sojuszników do przekonania miasta, że odwołanie prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz konieczne jest już teraz, oraz - co jest kluczowe - że jest "bezpieczne" dla miasta i od razu polepszy a nie pogorszy sytuację (co ciekawe wczoraj "Do rzeczy" i "Wprost" pisały o scenariuszu, że to Kidawa-Błońska będzie komisarzem w stolicy). Chaos zapowiadany przez Platformę może być skutecznym czynnikiem odstraszającym, gdy dojdzie już do właściwego głosowania. Zwłaszcza dla mniej politycznie zaangażowanych grup wyborców, które nie traktują referendum tylko w kategoriach polityki krajowej. Oczywiście argument dotyczący kosztów może być kontrowany np. w ten sposób:



 

O kosztach mówił Guział w sobotę w RMF: "Referendum będzie kosztować około 3 milionów złotych. Demokracja kosztuje, gdyby nie kosztowała to byśmy mieli tutaj monarchię." A dziś w Trójce Kidawa-Błońska mówiła, że koszty referendum wystarczyłyby na zbudowanie kilku przedszkoli. Zapewne tego typu przeliczania wydatków na konkretne inwestycje będzie po stronie PO w najbliższej przyszłości dużo częściej stosowane. Podobnie jak argument o "600 inwestycjach" w mieście o których wspominał wczoraj w "Kawie na ławę" poseł Szejnfeld.

Argument dotyczący chaosu i destabilizacji sytuacji w mieście (zwłaszcza jeśli ktoś uważa, że i tak sytuacja jest trudna) może być skuteczny pod pewnymi warunkami. Jeśli Platforma będzie stosować go spójnie i systematycznie, to może być  wystarczający, by zmniejszyć frekwencję do poziomu, który zagwarantuje utrzymanie przez Hannę Gronkiewicz-Waltz stanowiska - przynajmniej do 2014 roku.

Platforma późno zaczęła próbę zdefiniowania całego pomysłu  na referendum. Ale kluczowa bitwa w tym starciu jeszcze się nie odbyła.

fot. CC BY-SA 2.0 Krzysztof Duda (link do zdjęcia)