Relacja Live

15.06.2013

11:28

PiS rozkręca kampanię w Elblągu. List Kaczyńskiego do mieszkańców miasta: "Zmienimy Elbląg. Zmienimy Polskę"

Dziś zaczyna się wyjazdowe posiedzenie klubu PiS w Elblągu. Do I tury wyborów jeszcze tydzień, a partia Jarosława Kaczyńskiego chce w tym czasie zrobić wszystko, by Jerzy Wilk wszedł do drugiej tury. Stąd też konferencja prasowa prezesa z Wilkiem w Warszawie, posiedzenie klubu i dzisiejszy list Jarosława Kaczyńskiego do mieszkańców miasta. PiS chce zbudować polityczny impet dla Wilka przed wyborami.

Prezes podkreśla w nim wątki biograficzne. Zdanie "Tu wszystko się zaczęło" odnosi się do senackiej kampanii w wyborach w 1989 roku. Ten wątek był zresztą wykorzystywany także w czasie kampanii wyborczej w 2010 roku. Na spotkaniu z mieszkańcami Elblągu lider PiS mówił wtedy: "Też spotykaliśmy się tu tłumnie. Były wybory, a ja byłem kandydatem na senatora. I zostałem senatorem. Wtedy patrzyliśmy w przyszłość z optymizmem, ale rzeczywistość okazała się trudna".



 

Teraz PiS chce, aby ten wątek zagrał dla mieszkańców Elbląga jeszcze wyraźnie. W tych wyborach, w których wszystkie partie  muszą liczyć się z niską frekwencją, takie nawiązanie może być na wagę kilkuset kluczowych głosów.

List jest także skonstruowany wokół hasła: "Elbląga – IV Port RP". Jak pisze prezes: "10 listopada 2006 roku, tu w Elblągu zapowiedziałem, że mój rząd rozpoczyna budowę portu, że na to zabezpieczone środki, że jest gotowy plan tej wielkiej budowy. Gdyby ta inwestycja była realizowana tak jak zaplanowaliśmy, kanał w polskiej części Mierzei Wiślanej byłby już gotowy. Niestety obecna władza PO, premier Donald Tusk, marzenie o porcie mieszkańcom Elbląga odebrała. Zrezygnował z tej inwestycji wbrew interesom Elblążan, wbrew interesom Polski".

Jarosław Kaczyński pojawi się w mieście we czwartek. PiS zorganizował dziś konferencję na statku wycieczkowym.





fot. https://twitter.com/mariuszkaminski


16:58

Jak FEC monitoruje wydatki partii politycznych w USA?

Jednym z tematów soboty jest tekst w "Newsweeku" opisujący wydatki Platformy  - m.in. na garnitury,  catering. Dziś "GW" pisze także o wydatkach SLD i Ruchu Palikota - m.in. spa, wina i tak dalej. To wszystko bardzo przypomina amerykańskie publikacje o wydatkach partii politycznych, które jednak pojawiają się w USA dużo częściej. Powód? System monitorowania wydatków, który działa na nieco odmiennych zasadach niż polski. Ten system wykorzystują dziennikarze, by wskazywać na ekstrawaganckie wydatki w trakcie kampanii wyborczych i nie tylko.

Zarówno RNC (główny, narodowy komitet Republikanów) i DNC (analogiczna struktura u Demokratów) są zobowiązane do składania nie tylko rocznych, ale i miesięcznych sprawozdań z wydatków. Oczywiście partie są finansowe w odmienny sposób niż polskie - za pomocą datków od osób fizycznych - ale i tak niektóre wydatki wywołują skandale. Tak było w 2010 roku, gdy w miesięcznym zestawieniu RNC dziennikarze Washington Post odnaleźli m.in. 2,000 dolarów wydane w ekskluzywnym nocnym klubie w Los Angeles. W tamtym raporcie znalazły się także informacje o rezerwacjach luksusowych hoteli, czarterach samolotów, wynajmowaniu limuzyn. To wszystko w roku kampanijnym (a taki był 2010) zostało błyskawicznie wykorzystane przez Demokratów. Nawet niektórzy Republikanie protestowali - anonimowo ale i i pod nazwiskiem - przeciwko tak ekstrawaganckim stylem wydatków głównego partyjnego komitetu.

Ponieważ jednak RNC jak i DNC odgrywają zwykle rolę wspierającą w kluczowych kampaniach wyborczych, podobne regulacje są także stosowane wobec polityków i ich sztabów w trakcie kampanii. Co trzy miesiące muszą składać raporty dotyczące wydatków do FEC. Informacje są dostępne publicznie. To powoduje - przy setkach milionów dolarów wydawanych na kampanie - że cyklicznie pojawiają się w trakcie walki o stanowiska informacje o wydatkach, nawet tych trywialnych, jak logistyczne czy biurowe. Dzięki wydatkom sztaby analizują też nawzajem swoje strategie. Ale kluczowe jest to, że dane pojawiają się w trakcie kampanii, nie po jej zakończeniu.

Identycznie jest z raportami dotyczącymi zbieranych pieniędzy. Sztaby są zobowiązane - ze względu na limity datków od osób fizycznych - dokładnie informować o sumach otrzymywanych w trakcie kampanii. To drugi element systemu, który zapobiega (chociaż nie likwiduje całkowicie) nadużycia. FEC (Federal Election Commission) - agencja która monitoruje całą sferę wydatków politycznych - jest samodzielną agendą rządu federalnego. Chociaż członków jej władzy wybiera prezydent, to istnieje reguła mówiąca o tym, że nie więcej niż trzy osoby mogą być w danej chwili z jednej partii. Ponieważ komisarzy wyborczych jest we władzach 6, to obecność 3 Republikanów i 3 Demokratów sprawia, że komisja jest ponadpartyjna.

To podstawowe elementy całego systemu, który - chociaż wielokrotnie krytykowany - zwykle bardzo się sprawdza, przynajmniej jeśli chodzi o rozliczanie kampanii wyborczych.