Relacja Live

31.05.2013

12:58

Jak WWS walczy z Hanną Gronkiewicz-Waltz w sieci

Hanna Gronkiewicz-Waltz po raz kolejny budzi emocje. Tym razem za sprawą "biletu za 5 zł" do ogrodów wilanowskich. Czy Warszawska Wspólnota Samorządowa działa w sieci wystarczająco sprawnie, aby wykorzystać potencjał tej wiralnej historii?WWS działa w internecie poprawnie, ale bez wykorzystania politycznego potencjału narzędzi, które pojawił się w ostatnich latach.

W ostatnich tygodniach nie ma praktycznie dnia bez sprawy stawiającej prezydent Warszawy w negatywnym świetle. Dziś hitem jest tekst "Naszego Dziennika" o awanturze, jaką wiceprzewodnicząca PO miała zgotować strażnikom w Ogrodzie Wilanowskim. Sprawa dotyczyła biletu za 5 złotych. A zaledwie we środę 29 maja Hanna Gronkiewicz-Waltz nie wiedziała - w PR1 Polskiego Radia ile kosztują 20-minutowe bilety warszawskiej komunikacji miejskiej. "Zwykle jeżdżę z mężem albo kupuję bilet jednorazowy" - tłumaczyła się w Sygnałach Dnia. Wieczorem w "Kropce nad i" udało się jej także obrazić wszystkich, którzy zaangażowali się w referendum - za pomocą stwierdzenia, że "trudno mówić, że to są warszawiacy". Historie takie jak ta z biletami w Wilanowie błyskawicznie trafiają też na Twitter, gdzie są szeroko komentowane przez najważniejszych dziennikarzy i obserwatorów.


 

 

Sam Piotr Guział zalinkował dziś tekst "ND"

 

Szkoda tylko, że na Twitterze śledzi go zaledwie 225 osób.

To wszystko stanowi doskonały materiał wyborczy. Bo teraz w Warszawie obowiązują reguły kampanijne. Każda tak wypowiedź to potencjalne źródło kolejnych podpisów, wzrostu zaangażowania wolontariuszy, zwiększenia zasięgu informacji o projekcie referendum. Hanna Gronkiewicz-Waltz dostarcza swoim politycznym przeciwnikom amunicji codziennie. I nawet próbując medialnej kontrofensywy - jak w tym tygodniu - potrafi dostarczyć jej jeszcze więcej.

Czy to jest widoczne w internetowej działalności WWW? Chociaż jego liderzy są pewni siebie, los prezydent Warszawy w referendum nie jest przesądzony. Jak pisaliśmy na 300polityka, bariera 400 tysięcy głosów może okazać się zbyt wysoka. Ale w sieci WWS działa zaledwie poprawnie.

Strona WWS poświęcona referendum wygląda na pierwszy rzut oka całkiem imponująco.



Jest nawet mapka Google z zaznaczonymi miejscami gdzie można składać podpisy.



To wszystko jest poprawne, ale bardzo standardowe.  Można pobrać informacje czy materiały graficzne, zgłosić się jako wolontariusz i tak dalej. W 2010 roku niemal w identyczny sposób kampanię samorządową prowadził RAŚ. Podobne metody były także stosowane w kampanii w RybnikuNa całej stronie WWS brakuje dziś jakiejkolwiek wzmianki o sprawie z biletami, która właśnie nabiera impetu na Twitterze. Skoro WWS prowadzi kampanię, to takie wydarzenie powinno być osią działalności dzisiaj, powinno być rdzeniem całego przekazu na kilka dni, obudowanym serią kampanijnych wydarzeń, memów, spotkań w terenie, flashmobów czy happeningów. Sprawa z biletami jest dla WWS idealna do pokazania, jak bardzo prezydent Warszawy jest "out of touch". Tymczasem ostatnie dwie informacje referendalne to "Rozmowy przy stoliku" i "Wspólny mianownik – Warszawa" - wywiad z jednym z pełnomocników WWS.

Nawet na stronie WWS na Facebooku nie ma linka do tekstu z "ND". Owszem, bardzo dużo jest zdjęć i informacji dotyczących miejsc gdzie można zbierać podpisy, ale nic więcej. Są też oczywiście linki do niekorzystnych dla HGW tekstów. Standard. Zdjęcie puszki coca-coli z napisem "referendum" które jest wyjątkiem  to wyjątek od reguły.

WWS opiera swoją działalność na lokalnych grupach wolontariuszy, a ich działalność jest tylko opisywana w internecie. To typowe, klasyczne podejście jak na polskie kampanie wyborcze. Piotr Guział dziś w TOK FM mówił, że zebrano już 30 tysięcy podpisów. Przekonywał, że zainteresowanie akcją jest ogromne. Ale matematyka jest bezwzględna. Aby Guział odniósł ostateczny sukces w referendum jesienią, musi przekształcić swój projekt w  szeroki ruch społeczny. Bez internetu będzie mu dużo trudniej. W Warszawie wielokrotnie okazywało się, że oddolne akcje i projekty - jak w przypadku nocnego metra - przebijają się do mediów ogólnokrajowych i są skuteczne. Facebook to jedna z kluczowych platform informacyjnych dla młodych mieszkańców miasta - a WWS nie robi praktycznie nic, by ten potencjał wykorzystać.

WWS ma coraz mniej czasu by zmienić swoje podejście.

fot. https://www.facebook.com/WarszawskaWspolnota/wws.org.pl

Czytaj też: Guział i opozycja musieliby w referendum zmobilizować prawie 400 tysięcy warszawiaków. Nieważność referendum daje HGW cień szansy na przetrwanie


15:28

WEEKENDOWO:

Retro Tusk - tak wyglądał premier w latach 80. [zdjęcia]

Już teraz widać, że Kancelaria Prezesa Rady Ministrów mocno stawia na Dzień Dziecka, który będzie obchodzony także w KPRM. Służby prasowe premiera opublikowały w internecie krótki, zabawny filmik, z udziałem szefa rządu. Donald Tusk w klipie mówi, że tego dnia każde dziecko, chociaż przez chwilę, będzie mogło być premierem. Warto przypomnieć, że 2013 rok został ogłoszony przez Donalda Tuska Rokiem Rodziny.

https://youtube.com/watch?v=8dm4WBvgD4I
Z tej okazji przypominamy, jak wyglądał szef rządu 30 lat temu, w latach 80. Zdjęcia pochodzą z wspomnień premiera, opublikowanych w 31. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego.


Donald Tusk nie po raz pierwszy sięga do archiwalnych fotografii. W 2005 roku, podczas kampanii prezydenckiej, w spocie "Człowiek z zasadami", przewijały się podobne zdjęcia.


http://youtu.be/iC8abtjCjo0



Fot. KPRM/YouTube


17:39

?:

Alpha House". Czy ten serial o Republikanach będzie hitem na miarę "Veep

Polityka jest ostatnio wyjątkowo nośnym tematem dla twórców seriali. "House of Cards" był hitem, a dobre oceny cały czas zbiera komedia "Veep". Amazon pozazdrościł Netflixowi i HBO. Ten serwis także zamawia własne, oryginalne produkcje. Jedną z nich jest "Alpha House" - serial o Republikanach, który własnie dostał zamówienie na 13 odcinków.

Pilot "Alpha House" miał swoją premierę w razem z 13 innymi. Amazon pozwolił widzom wybrać te, które są najlepsze i warte kontynuacji. Serial opowiada o politykach GOP, którzy mieszkają w jednym domu w Waszyngtonie. To satyra na amerykańską politykę i media, która w założeniach przypomina nieco "Veep" - produkcję HBO o wiceprezydent Selinie Meyer.

http://youtu.be/8iXYgtIYCTg

Główną rolę w tym projekcie gra John Goodman - jest senatorem GOP, który nienawidzi kampanii wyborczych. Razem z kolegami mieszka w tytułowym "Alpha House". Taki dom dla senatorów (ale Demokratów) istniał naprawdę. Ciekawe czy C-Street House - dom, w którym mieszkali m.in. Mark Sanford i John Ensign - także stanowił inspirację dla twórców serialu. C-Street House był powiązany z seksaferami w których uczestniczyli Sanford i inni zamieszkujący go politycy. Ale "Alpha House" jest komedią, a nie mrocznym serialem w stylu "House of Cards" Netflixa.

To co łączy ten projekt z hitem Netflixa to model dystrybucji. Nie jest to produkcja stacji telewizyjnej, a serwisu internetowego - w tym przypadku takiej światowej potęgi jak Amazon.com.

Pierwszy odcinek był oceniany średnio przez krytyków, ale reakcja widzów oglądających go była na tyle dobra, że Amazon zdecydował się zamówić cały sezon. Być może kolejne odcinki sprawią, że będzie to komedia na miarę odnoszącego duże sukcesy serialu "Veep". Warto mieć ten projekt na uwadze. Premiera najprawdopodobniej późną jesienią tego.


19:25

PILNE:

HGW chciała wymusić gofra w Łazienkach. Groziła sprzedawczyni, że ją zwolni