Relacja Live

27.05.2013

13:58

Guział i opozycja musieliby w referendum zmobilizować prawie 400 tysięcy warszawiaków. Nieważność referendum daje HGW cień szansy na przetrwanie

Warszawska Wspólnota Samorządowa ma jeszcze 56 dni na zebranie 134 tysięcy podpisów wymaganych, by zostało zarządzone referendum lokalne ws odwołania władz samorządowych stolicy. Piotr Guział z WWS twierdzi, że od czwartku zebrano ich już aż 19 tysięcy. Nawet jeżeli ta liczba jest przedsadzona, to mobilizacja wszystkich środowisk politycznych przeciw PO w Warszawie pokazuje, że ostatnią nadzieją dla partii rządzącej może być powtórzenie scenariusza białostockiego, gdzie do urn referendalnych poszło co prawda aż 60 tysięcy wyborców, ale wciąż za mało, by osiągnąć wymagany w referendum tego rodzaju próg frekwencji (30%). Ale w referendum białostockim obowiązywał wyższy próg, bo miało ono inny status prawny. W Warszawie wystarczyłaby frekwencja w granicach 26%.

Warszawa to około 1,5 miliona wyborców (w 2011: 1,493 mln). Dla ważności referendum lokalnego o odwołanie jednostki samorządu terytorialnego pochodzącego z wyborów bezpośrednich niezbędne jest osiągnięcie frekwencji stanowiącej co najmniej 3/5 liczby wyborców, którzy brali udział w ostatnim wyborze odwoływanego organu.



W Warszawie, w poprzednich wyborach samorządowych oddano 649 tysięcy głosów - 60% z tego stanowi 389 tysięcy. Więc tylu warszawiaków musiałoby wziąć udział w referendum Guziała, by było ono ważne. Czyli frekwencja w ewentualnym referendum warszawskim musiałaby oscylować w granicach 26%.

Teoretycznie nie jest takie trudne, bo Warszawa, spośród aglomeracji ma tradycyjnie najwyższą w kraju frekwencję: w 2011 aż 69%! a w wyborach lokalnych 2010: 48%, co też jest bardzo wysokim wynikiem.

Spośród miast, gdzie zarządzano referendum, Warszawę, pod względem wielkości można porównywać z Łodzią. W 2010 odbyło się tam referendum ws odwołania prezydenta Kropiwnickiego. Do urn poszły 134 tysiące mieszkańców, a frekwencja wyniosła 22%. W mniejszym Elblągu, gdzie reputacja lokalnej władzy była naprawdę fatalna, oddano 23 945 ważnych głosów (na 21 127 niezbędnych do ważności plebiscytu) a frekwencja przekroczyła 24%.

Na tle Elbląga, gdzie przy skandalizujących doniesieniach lokalnego portalu elblag24.pl i fatalnych notowaniach władzy, do urn referendalnych poszło 24% mieszkańców, czy Białegostoku, gdzie w niedzielę 26 maja frekwencja w sprawie przecież bardzo istotnej społecznie (domniemana podwyżka cen ciepła po prywatyzacji) wyniosła 26%, mobilizacja 26% warszawiaków może nie być rzeczą łatwą. W odbywających się w jednak innej rzeczywistości politycznej referendach odwoławczych 2011-12 średnia frekwencja- wg PKW wynosiła 15,41%.

Z pewnością Guziałowi i opozycji będzie służył znacząco wyższy społeczny "aktywizm" mieszkańców stolicy, którzy wyraźnie częściej chodzą do głosowania, niż mieszkańcy innych ośrodków. Także to, że przeciwko Hannie Gronkiewicz-Waltz jednoczy się cała opozycja oprócz SLD. No i jednak, to, że partii rządzącej nie wypada namawiać obywateli do powstrzymania się w udziału w referendum, zwłaszcza biorąc pod uwagę kurs prezydenta Komorowskiego, który promuje ideę referendów lokalnych, choć w swoim projekcie ustawy referendalnej de facto umacnia status quo lokalnych bonzów proponując podniesienie progu ważności referendum w sprawie odwoływania władz.



Dla Platformy otwarta gra "nie idź" na referendum, choć wydaje się jedyną ścieżką dającą jakiś cień szansy na ocalenie HGW, może stanowić oczywistą trudność. Jak jednocześnie prowadzić kampanię "głosuj na NIE" i głosić argumenty za pozostawieniem prezydent Waltz w ratuszu i godzić to z wezwaniem do nie wzięcia udziału w głosowaniu? Sama obrona Hanny Gronkiewicz-Waltz, a dla PO będzie to rzecz o podstawowym znaczeniu, musi podgrzewać atmosferę polityczną. A ta wsporym stopniu przekłada się na wzrost zainteresowania referendum i tym samym na udział w nim. To jeden z zasadniczych problemów taktycznych Platformy, bo wydaje się, że inicjatorom uda się zebrać podpisy i doprowadzić do prawdopodobnie wrześniowego referendum.

fot. mem Warszawskiej Wspólnoty Samorządowej oraz licznik ze strony wws.org.pl


09:14

Wypowiedzi poranka. Biernat: Gowin jest bardzo nielojalny. Nałęcz: List Gowina obraża członków PO
Tomasz Nałęcz w "Gościu Poranka" TVP Info o liście Gowina: List J.Gowina obraża członków PO i zmniejsza o kilka procent szanse na przyzwoity wynik Gowina w wyborach. J.Gowin nie jest groźnym przeciwnikiem dla PDT. Tusk to król zwierząt, Gowin - mały króliczek skubiący trawkę. List Gowina przeczytałem ze zdumieniem, później roześmiałem się w głos. To elementarny brak umiejętności - próbuje zyskać miłość smagając po oczach. Do niedawna był ministrem - jest więc też pytanie o wiarygodność. O prorodzinnej ofensywie prezydenta: Inicjatywa prorodzinna PBK nie wiąże się z krytyką rządu. Trzeba ją traktować raczej jako wsparcie. To propozycja do debaty, może być uzupełnione o postulaty partii. To nie projekt autorski prezydenta, ale przez niego akceptowany. O Platformie Oburzonych: Prezydent już raz zaprosił na spotkanie szefa Solidarności, ale ten nie skorzystał. Prezydent jest jednak nadal otwarty na rozmowy z Piotrem Dudą. Bogusław Sonik w TVP1 o liście Gowina: Niech Gowin kandyduje albo powie, że ma własny pomysł na życie polityczne i iść własną drogą. Gowin użył ostrego języka, przekraczającego wewnętrzny język w partii. Andrzej Biernat w TVN24 o Gowinie: Gdybym był szefem partii, złożyłbym wniosek do sądu koleżeńskiego o usunięcie go z partii. Jest bardzo nielojalny. [To zachowanie to] albo szaleństwo, czyli chłopak albo odjechał zupełnie i nie wie na czym polega polityka, ambicje go przeżarły, żeby zrozumieć to, że on popełnia błędy; a drugie to w kategoriach śmieszności, że jest to zachowanie chłopczyka, któremu zabrano w piaskownicy zabawkę i obrażony z płaczem wychodzi na bok, i skarży na innych Marek Sawicki w Sygnałach Dnia PR1 o potencjalnych kandydatach na ministra rolnictwa w razie rekonstrukcji rządu: Jest Piotr Walkowski, Mirosław Maliszewski i Henryk Smolarz, trzech znacznie młodszych polityków. fot. tvn24.pl

09:48

4 rzeczy, które trzeba wiedzieć o procedurze zmiany statutu Platformy

Statut partii politycznej rzadko budzie emocje poza jej członkami. Ale statut Platformy stał się w ostatnich tygodniach przedmiotem ogólnokrajowego zainteresowania mediów. A wszystko to za sprawą tego, że aby w Platformie dokonano modyfikacji trybu wyboru przewodniczącego, konieczna jest właśnie rewizja tego dokumentu. Oto 4 rzeczy, które warto wiedzieć o tej procedurze.

1. Kiedy była ostatnio stosowana? Procedura zmiany statutu została ostatnio zastosowana na IV Konwencji Krajowej PO - 25 września 2010 roku. Była to II tura Konwencji, na I - przed wakacjami - przewodniczącym został wybrany Donald Tusk. We wrześniu PO rozszerzyła skład Zarządu Krajowego do obecnego składu, wybrała też Krajowy Sąd Koleżeński i komisję rewizyjną. Przed konwencją zmiany w statucie były przedmiotem dyskusji, pojawiały się wówczas informacje o "konflikcie Tusk-Schetyna", oraz o sprzeciwie Gowina dotyczącym zmian. Gowin nie chciał żadnych modyfikacji. Tusk planował - jak pisała pod koniec sierpnia "Rzeczpospolita" - rozszerzenie Zarządu do 35 osób, w tym 16 szefów regionów i 19 członków wybieranych przez partię. Sekretarz generalny miał stać się "sekretarzem menadżerem" (padały nazwiska Grasia i Nowaka jako następców pełniącego funkcję sekretarza Schetyny). Ostatecznie Tusk i Schetyna porozumieli się - ten ostatni został "pierwszym wiceprzewodniczącym", a Zarząd został poszerzony o mniej osób niż tego pierwotnie chciał premier.

2. Kto zmienia statut? Statut zmienia Konwencja Krajowa Platformy. Ale w zwykłej sytuacji Konwencja składa się z delegatów wybieranych w wielostopniowym procesie (od poziomu kół po poziom regionów). W tym przypadku - zgodnie z obowiązującymi zapisami - skład konwencji będzie identyczny z poprzednią. Reguluje to statut Platformy, a konkretniej art 54 par 5. Oprócz delegatów z poprzedniej, w konwencji będą także uczestniczyć inne osoby - władze partii (członkowie Rady Krajowej, Komisji Rewizyjnej, Krajowego Sądu Koleżeńskiego oraz dodatkowa grupa ludzi, sprawująca "kierownicze stanowiska w państwie", na podstawie listy stworzonej przez Zarząd). W zwykłym trybie Konwencja Krajowa składałaby się już z "nowych" delegatów, którzy wybraliby przewodniczącego, po długim procesie ich wyłaniania w regionach. Teraz jednak, ponieważ taki proces nawet się nie rozpoczął, to skład zmieniający statut będzie identyczny jak w 2010 roku.

3. W jakim trybie? Zgodnie ze statutem, zmiany dokonywane są przez większość 2/3 głosów, w obecności co najmniej połowy liczby uprawnionych.

4. Co dalej ze zmianami? Po tym jak podjęta zostanie uchwała zmieniająca statut (wchodzi w życie z datą uchwalenia, chyba, że PO postanowi inaczej, ale to jest mało prawdopodobne) partia ma obowiązek w ciągu 14 powiadomić Sąd Okręgowy w Warszawie o zmianie. Później zostaje ona wpisana do ewidencji. W tym trybie Sąd może wystąpić do TK z pytaniem o to, czy zmiany statutu nie naruszają Konstytucji, jeśli uzna, że są sprzeczne z art. 8 ustawy, dotyczącym kształtowania struktur przez partie zgodnie z zasadami demokracji, jawności, powoływania władz większością głosów.

Jednak o skierowaniu tego pytania decyduje wyłącznie Sąd, taki proces nie może zostać zainicjowany np. przez niezadowolonych ze zmian w statucie członków partii. Poza tym artykułem jedyna możliwość "kontroli" statutu partii to wystąpienie z wnioskiem do TK przez grupę 50 posłów albo np. RPO (art. 191 ust. 1 wymienia dokładnie te podmioty). Wtedy Trybunał bada zgodność statutu partii z Konstytucją (z art. 13 ustawy zasadniczej dotyczący partii które w programie odwołują się do totalitaryzmu, lub nawołują do przemocy).

To wszystko prowadzi do jednego wniosku: po tym jak Platforma zmieni statut i tryb wyboru przewodniczącego na bezpośredni uchwałą z dnia 29 czerwca, to tych zmian członkowie PO nie będą można już opóźnić ani zablokować drogą prawną. Modyfikacje statutu i tak zresztą zaczynają działać, Sąd nie "zatwierdza" w żaden sposób ani ich ani nie może cofnąć.

fot. platforma.org


11:17

Przepowiednie prof. Staniszkis: gdy rzeczywistość nie przeszkadza w komentowaniu

Są dobre wiadomości dla Donalda Tuska. Jadwiga Staniszkis przewiduje, że jego urzędowanie dobiega końca. To może oznaczać tylko jedno: Tusk będzie jeszcze rządził przez długie lata. Bo jeśli pani profesor coś zapowiada, to niemal pewne jest, że stanie się zupełnie inaczej.
Kaczyński kontra Komorowski. Na ostatniej prostej przed wyborami prezydenckimi atmosfera napięta. Każdy wynik był możliwy a kampanijna atmosfera gęstniała. W takich sytuacjach socjolog z autorytetem jest potrzebny. A już taki, który zna wynik tej kampanii jest nieoceniony. „Kaczyński wygra każde wybory” cytowały Jadwigę Staniszkis media - m.in. Wprost 02.05.2010. Mylić się rzecz ludzka. Pani profesor szła jednak dalej. Już wtedy martwiła się, jakie szanse będzie miał w drugiej turze Kaczyński z Andrzejem Olechowskim. Jakie? Otóż według pani profesor znacznie większe niż z Bronisławem Komorowskim. Zresztą tuż przed drugą turą wyborów w „Kropce nad i” Staniszkis mówiła, że Komorowski nie ma żadnych szans, bo jego rywal „ma charyzmę”. Już po wyborach pani profesor roztaczała zresztą wizję współpracy Kaczyńskiego z Komorowskim, jak owocnie ona przebiega może dziś każdy ocenić.
Jadwiga Staniszkis w styczniu tego roku twierdziła, że „Tuska nie ma” (Fakt 5-01-13). Wszystko już postanowione więc pani profesor natychmiast zaczęła szukać następcy premiera. Miałaby nim być... Hanna Gronkiewicz- Waltz. „Prezydent stolicy, zauważmy, jest jedyną osobą, którą zaakceptowałyby wszystkie frakcje PO. Poza tym przegranie z kobietą nie boli tak bardzo, jej rywale łatwiej przełknęliby porażkę.” - twierdziła Staniszkis w wywiadzie dla wSieci. Dziś można stwierdzić coś dokładnie odwrotnego: Hanna Gronkiewicz- Waltz to osoba, którą nie zaakceptowałyby wszystkie frakcje PO. Gdy patrzymy na obecną sytuację polityczną HGW, to w zasadzie trudno o mniej prawdopodobną kandydaturę. Coraz poważniejsze problemy w stolicy i referendum na głowie.

Najwięcej miejsca Staniszkis poświęca  zawsze  Tuskowi. Premier występuje w różnych odsłonach. Raz jest on „słaby” czy „marny” (wPolityce 18-05-2013) innym razem jest „twardzielem” (Polska the Times 03-10-2008). W zasadzie nieudane przepowiednie, to coś do czego można się przyzwyczaić. Gorzej jeśli ktoś zaczyna podporządkowywać swoim tezom również przeszłość. Według pani profesor pojawienie się Libertas miało zablokować wejście Polski do Unii Europejskiej (felieton dla wp.pl z 8.12. 2012) . Przypomnijmy, że ta partia powstała w 2008 roku.

I na koniec trochę optymizmu. Czasem pani profesor idzie w swych rozważaniach naprawdę daleko: „Za sto lat nie będzie Polski” (19-07-2012 Dziennik). To może oznaczać tylko jedno: w przyszłości będziemy potęgą.

fot. http://www.youtube.com/watch?v=mUrNlO5G4f8


12:39

Tajna administracja Obamy

Administracja prezydenta ma coraz większe problemy z przejrzystością swoich działań - pisze Los Angeles Times


12:41

Vine i przyszłość internetowego wideo

Jeff Roberts z serwisu technologicznego GigaOm prognozuje, jaki wpływ na internetowe klipy wideo będzie miała rosnąca popularność Vine


12:42

Amerykańskie plany ekspansji Al Jazeery

NY Times opisuje jak telewizja Al Jazeera planuje rozwijać się w USA


12:49

Demokraci przygotowują się do obrony w sprawie Bengazi

The Hill opisuje plan gry Demokratów w kolejnej rundzie partyjnych starć z Republikanami dotyczących Bengazi


12:51

Dlaczego tumblr był dobrą okazją dla Yahoo

Adam Rifkin opisuje na łamach serwisu AllThingdsD dlaczego Yahoo bardzo opłacało się kupić Tumblr


13:54

SLD startuje z nowym serwisem samorządowym

"Samorząd Pomysłów" - tak nazywa się nowy serwis internetowy SLD, który ma na celu zbieranie w w jednym miejscu inicjatyw mających na celu polepszenie sytuacji w samorządach. SLD podzieliło serwis na trzy główne sekcje - idee na poziomie powiatów, gmin i województw. Zgłosić projekt można dopiero po rejestracji na stronie partii, można też głosować na opublikowane już pomysły. Wymóg rejestracji sprawia, że z serwisu będą prawdopodobnie korzystać przede wszystkim ludzie związani już w jakiś sposób z SLD na różnych płaszczyznach. Teraz są tam projekty zgłoszone tylko przez działaczy.

SLD wcześniej m.in. zbierało na terenie całej Polski o kondycji samorządów, partia zorganizowała też serię wojewódzkich konwencji poświęconych problemom lokalnym. To wszystko ma lepiej przygotować Sojusz na przyszłoroczną kampanię wyborczą. "Samorząd Pomysłów" to kolejny etap tych przygotowań. fot. http://samorzadpomyslow.pl/


16:50

Jarosław Gowin: Nie przechodzę do Bayernu

17:31

Gowin pięć razy bardziej popularny od Schetyny na Twitterze

Grzegorz Schetyna i Jarosław Gowin - jak wygląda zainteresowanie tymi politykami na Twitterze w ostatnich kilku dniach? Jak się okazuje, Jarosław Gowin cieszył się dużo większą popularnością niż pierwszy wiceprzewodniczący PO. Ale i tak liczba tweetów o nich jest dowodem na to, że polityka na tym serwisie w Polsce jest bardzo niszowa.

Gowin był wymieniany na Twitterze 1885 razy od 22 maja. Szczyt zainteresowania - jak pokazuje poniższy wykres - miał miejsce wczoraj, gdy o Gowinie napisano 677 tweetów. Wtedy dyskusja o liście do członków PO była najbardziej gorąca.



Nazwisko Schetyna od 22 maja pojawiło się tylko w 353 wpisach na TT. Apogeum można wyróżnić w piątek - wtedy było to 110 wpisów. Jak widać, Schetyna w ostatnich dniach interesował użytkowników Twittera dużo mniej niż Gowin. Był 5 razy mniej interesujący.



Nawet jednak liczby dotyczące Gowina nie są imponujące, jeśli weźmiemy pod uwagę ogólne statystyki użytkowników TT w Polsce. W raporcie opublikowanym w mininonym tygodniu (autorzy: Arek Pietrzyk i Rafał Janik) ogólną liczbę użytkowników szacuje się na 300,000 osób w Polsce. Aktywnych (którzy napisali więcej niż 2 tweety po polsku) ma być tylko 15%, co i tak daje ok. 45,000 stale tweetujących osób. Ponad 1800 wpisów o Gowinie w bardzo gorącym dla niego politycznie okresie pokazuje najlepiej, jak bardzo niszowa jest polityka na tym serwisie.

Autorzy raportu zbadali także kiedy pojawia się najwięcej wpisów. Okazuje się, że w Polsce jest to niedziela.



Jak widać, aktywność polityczna w weekendy ma z tego punktu widzenia sens - przynajmniej jeśli chodzi o budowanie zainteresowania na TT (i to nie tylko tym politycznym).

fot. http://www.tweetarchivist.com/jgowin.pl/Aargambit CC BY 20

Czytaj też: Schetyna i Kwaśniewski w sieci 5 lat do tyłu