Nie będzie innego
- Kaczyński o kandydacie PiS na premiera
Gorący temat
23.05.2013
10:27
Powołanie nowej Komisji Europejskiej stało się jednym z tematów dyskusji politycznej w Polsce ze względu na możliwość, że to Donald Tusk zostanie szefem KE po Barroso. Oto pięć rzeczy, które warto o tej procedurze wiedzieć.
1. Zwiększona rola PE. Zgodnie z nowymi zasadami przyjętymi w Traktacie Lizboński, to PE odgrywa istotną rolę w procesie wyboru nowego szefa Komisji, zatwierdzając kandydata ustalonego przez Radę Europejską, która z kolei "bierze pod uwagę" wyniki wyborów do PE. Największe ponadnarodowe partie europejskie - EPL, socjaliści - zadeklarowały już teraz, że będą rekomendować swoich kandydatów jeszcze przed majowymi wyborami. Jeśli PE nie zatwierdzi polityka wybranego przez Radę, ma ona obowiązek przedstawić nową propozycję w ciągu miesiąca.
2. Wcześniejsze wybory do PE mają ułatwić cały proces. Przesunięcie wyborów do PE z czerwca na maj 2014 roku ma dać nowemu Parlamentowi wystarczająco dużo czasu, aby - jak to powiedział w listopadzie Andrew Duff z grupy ALDE - cały proces nie trwał aż 6 miesięcy (jak ostatnim razem) i aby nowa Komisja mogła w terminie zacząć pracę. Dzięki przesunięciu wyborów PE będzie mógł zagłosować nad nowym szefem KE jeszcze przed wakacyjną przerwą.
3. Nacisk na kampanię ogólnoeuropejską. Wczoraj w Brukseli Donald Tusk spotkał się z byłym premierem Belgii i szefem EPL od początku lat 90tych, Wilfriedem Martensem. To właśnie Martens jest wraz z przewodniczącym grupy w PE Josephem Daulem jest jednym z głównych rozgrywających w grze, która dotyczy nominacji partii na szefa KE. Jest też orędownikiem ogólnoeuropejskiej kampanii w wykonaniu nominowanych kandydatów. Jak powiedział, szybkie nominowanie kandydatów będzie miało pozytywne skutki dla wyborów do PE. Jak twierdzi, pozwoli zwiększyć frekwencje, i będzie "istotnym krokiem" w budowaniu europejskiej sfery publicznej, a także zwiększy zainteresowanie Europą. Jak zaznaczył, stanie się tak tylko, jeśli wszystkie partie nominują swoich kandydatów już przed eurowyborami. To oznacza, że kandydat EPL może być znany na długo przed wyborami, np. już w styczniu 2014 roku, tak aby mógł zgodnie z wizją Martensa (i innych zwolenników tego rozwiązania) prowadzić skuteczną kampanię na kontynencie. Te wszystkie zabiegi mają zwiększyć frekwencję, która w 2009 roku była najniższa od pierwszych wyborów bezpośrednich do PE w 1979 roku.
4. Martens chce "poligloty" jako kandydata EPL. W październiku 2012, przed szczytem EPL w Bukareszcie bardzo głośna była wypowiedź Martensa, który stwierdził że jednym z elementów "profilu" kandydata EPL powinna być znajomość wielu języków. To zostało wtedy odebrane jako przekreślenie szans Donalda Tuska.
5. Wybory w Niemczech kluczowe. Wybory do PE odbędą się w dniach 22-25 maja 2014 (w Polsce 25 maja) , ale już wcześniej - za kilka miesięcy w Niemczech może rozstrzygnąć się kwestia kandydata EPL. 22 września mieszkańcy tego kraju zdecydują, przy powierzyć Angeli Merkel władzę na kolejne lata. Od jej sukcesu, a także kształtu powyborczej koalicji, będzie zależało to, kto zostanie nominowany z ramienia europejskiej chadecji.
fot. tpholland CC BY 20
09:23
10:20
10:50
Parlamentarna Grupa Kobiet potępia wypowiedź posłanki PiS Krystyny Pawłowicz, ale jej przewodnicząca i inne członkinie zgodnie głosowały przeciw poprawkom podnoszącym dolne granicę odpowiedzialności karnej za gwałt, w tym gwałt ze szczególnym okrucieństwem. Tylko trzy posłanki PO głosowały wbrew stanowisku rządu. Poprawki opozycji, by zwiększyć dolne granice kar za gwałt poparli też: Waldemar Pawlak, Eugeniusz Kłopotek i wicepremier Janusz Piechociński.
Na stronie tygodnika dorzeczy.pl Marek Magierowski pisze: „Pani poseł [Pawłowicz] zaczęła mówić o poprawkach do projektu zaostrzenia kar za gwałty, przygotowanych przez PiS, które zostały odrzucone przez inne partie na etapie prac w komisji sejmowej. Aha, pomyślałem, teraz Pawłowicz wyciągnie kartkę z nazwiskami tych posłów PO, SLD i Ruchu Palikota, którzy byli przeciw, i zacznie je wyczytywać. To byłoby coś. Taka litania zrobiłaby na widzach wrażenie. Liberałowie i lewica tak bardzo zamartwiają się losem gwałconych kobiet, ale jak przychodzi co do czego chowają głowę w piasek. Niestety, pani profesor nie poszła tym tropem.”
Magierowski ma rację. Taki argument byłby bardzo zręczny. 10 maja Sejm głosował dwie poprawki- zgłoszone przez Solidarną Polskę i PiS, które zakładały podniesienie dolnych granic kar za gwałt od 3 lat za typ podstawowy przestępstwa, co najmniej 5 lat za pierwszy typ kwalifikowany i minimum 8 lat za gwałt ze szczególnym okrucieństwem.
Tuż przed głosowaniem poprawki swojego klubu zabrał głos poseł Andrzej Duda z PiS, który apelował o przyjęcie poprawki mówiąc: “Ta poprawka, nad którą za moment będziecie państwo głosować, jest niezwykle istotna. Dzisiaj mamy taką specyficzną sytuację, jeżeli chodzi o przestępstwo gwałtu, że wykrywalność jest 80-procentowa, a zatem 80% sprawców jest skazywanych. Niestety, proszę państwa, 40% spośród nich nie spędza w zakładzie karnym ani jednego dnia, ponieważ otrzymują wyroki w zawieszeniu. Zastanówcie się, państwo posłowie, jak czują się ofiary gwałtów, jak czują się ich rodziny, w sytuacji gdy sprawca nie spędza w więzieniu ani jednego dnia. Jakie jest poczucie sprawiedliwości w społeczeństwie, jakie jest poczucie kary za tak ohydne przestępstwo, jakim jest gwałt?”
Na wypowiedź posła Dudy, w imieniu rządu, zareagował wiceminister sprawiedliwości mówiąc: "Zdaniem rządu te regulacje, które są w tej chwili, dotychczas, odpowiadają zasadzie proporcjonalności, a więc podstawowej zasadzie prawa karnego, która to zasada mówi, że stopień szkodliwości społecznej, niebezpieczeństwa czynu ma być wprost proporcjonalny do wysokości kary".
Poprawka, o przyjęcie której apelował Duda, zgodnie z intencją rządu, przepadła. Za jej przyjęciem głosowały: PiS i Solidarna Polska oraz jedna posłanka PO - Lidia Gądek i 6 posłów PSL, w tym Waldemar Pawlak i Eugeniusz Kłopotek.
Inaczej sformułowana, ale zawierająca podobne intencje podniesienia dolnych granic odpowiedzialności karnej poprawka Solidarnej Polski również przepadła, ale znalazła dwie zwolenniczki w klubie PO- Renatę Zarembę i Magalenę Gąsior-Marek. Za jej przyjęciem, wbrew stanowisku rządu głosował też wicepremier Janusz Piechociński.
W wydanym oświadczeniu Parlamentarna Grupa Kobiet potępia wypowiedź posłanki Pawłowicz. Tymczasem, podpisana pod oświadczeniem szefowa Grupy- posłanka Bożena Szydłowska z PO, podobnie jak inne posłanki tej partii oprócz: Renaty Zaremby, Magdaleny Gąsior-Marek i Lidii Gądek głosowały za odrzuceniem poprawek podnoszących dolne granice odpowiedzialności za gwałt, w tym za gwałt ze szczególnym okucieństwem.
10:56
PILNE:
Podczas spotkania z ministrem Bonim Markowi Zuckerbergowi zginął zegarek
12:52
Debata o narodowym programie dofinansowania in vitro miała bardzo przewidywalny przebieg. Minister Arłukowicz i parlamentarzyści PO przekonywali o zaletach swojego projektu, a politycy PiS go krytykowali. Jednak poseł Rębek z PiS wyróżnił się w swojej wypowiedzi. O ile jego koleżanka Anna Zalewska porównała in vitro z systemem opisanym w książce Huxleya "Nowy Wspaniały Świat", to poseł Rębek poszedł o krok dalej. O in vitro jako aborcji mówiła już wcześniej m.in. posłanka Wróbel z SP, ale poseł Rębek użył nawet mocniejszych słów.
Poseł Jerzy Rębek z PiS zabrał głos jako jeden z ostatnich w debacie. Oto pełny cytat: "Panie ministrze, ale również państwo posłowie, którzy są wyznania chrześcijańskiego, dlaczego z taką wrogością podchodzicie do ludzi poczętych? Przecież wiemy o tym, że in vitro to zabójstwo wielu istnień ludzkich. Wiemy o tym, i proszę nas nie przekonywać, że jest inaczej. To niech usłyszy również najmłodsze pokolenie. Tak, żeby siostrzyczka lub braciszek narodziło się z in vitro, kilkoro spośród nich musi umrzeć. Biorę odpowiedzialność za swoje słowa."
Po tej wypowiedzi nastąpiła ostra reakcja wicemarszałka Wenderlicha. Na galerii sejmowej debacie przysłuchiwali się goście, w tym młodzież.
Wypowiedź posła została w kilka chwil później skrytykowana przez ministra Arłukowicza, który uznał ją za "stygmatyzację" dzieci urodzonych metodą in vitro.
fot. sejm.gov.pl
14:11
Bloomberg Businessweek opisuje jak działa ośrodek "projektów science-fiction" Google, czyli Google X
14:13
Plany prezydenta dotyczące zamknięcia (a raczej kolejne próby zamknięcia) Guantanamo opisuje MSNBC
14:20
Serwis Hot Air opisuje kolejne kłopoty Białego Domu dotyczące skandalu ze skarbówką (IRS)
14:24
Twitter wzmacnia procedury bezpieczeństwa po serii włamań
14:29
Foreign Policy wyjaśnia przyczyny fali zamieszek w Szwecji
16:40
Jednym z ważniejszych trendów ostatnich miesięcy jest przenoszenie się politycznych, lokalnych kłopotów PO na arenę ogólnokrajowa. Tak się stało z Rybnikiem, referendum odwoławczym w Elblągu, wyborami w Żaganiu czy samorządowymi problemami partii rządzącej na Śląsku. PiS pokazał w Rybniku, że potrafi zaryzykować i zainwestować w sprawę lokalną, która może przynieść duży efekt w oczach warszawskich obserwatorów polityki. Elementem tej strategii jest także dzisiejsza wizyta prezesa PiS w Białymstoku. Tam też odbędzie się wkrótce - w niedzielę 26 maja - referendum wymierzone w PO, chociaż o nieco mniejszym kalibrze niż te poprzednie.
Sprawa dotyczy planów sprzedaży udziałów w MPEC-u (Miejskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej). Ta decyzja została podjęta głosami PO w Radzie Miasta (prezydentem jest Tadeusz Truskolaski z Platformy) w listopadzie 2012 roku. W styczniu PiS rozpoczął zbiórkę podpisów pod referendum, które ma na celu zablokować ten pomysł. Udało się zebrać ponad 37 tys. podpisów (potrzebnych było 23 tysiące) w 60 dni. W akcję zaangażowana była także m.in. Solidarna Polska, SLD i kilkanaście innych organizacji.
Prezes Kaczyński mówił na dzisiejszej konferencji prasowej, że sytuacja samorządów, które nie potrafią rządzić i potrzebują pieniędzy - m.in. ze sprzedaży takich przedsiębiorstw jak MPEC to "refleks sytuacji w Polsce", w której władza centralna przerzuca na samorządy koszty rządzenia. "Nie potrafi się rządzić, a później ma się uzasadnienie aby robić tego typu interesy. (...) Powtarzam, nie każdy potrafi rządzić. A jak nie potraficie rządzić, to odejdźcie" - podsumował działaniaPO Kaczyński. Potwierdził także, że zakaz sprzedaży monopoli naturalnych to element programu PiS, a ich sprzedaż może być zagrożeniem dla obywateli. "To jest bardzo ważna sprawa w skali całego kraju i Europy". Konferencja prezesa przy MPECu- w Białymstoku wielokrotnie przerywana była oklaskami zgromadzonych tam zwolenników PiS.
Jednym z elementów kampanii była strona na FB "NIE-sprzedaży-MPEC-u-w-Białymstoku", gdzie pojawiały się m.in. takie memy dotyczące całej sprawy:
Pośrednim celem jest także prezydent Truskolaski z PO, a ewentualny sukces referendum może być wykorzystany jako przez PiS jako sygnał jego kłopotów w kampanii samorządowej. To też jest kolejny element, który PiS chce dołożyć do problemów PO w skali kraju. Ewentualny sukces referendum nie będzie miał oczywiście tak dużego efektu jak sytuacja w Elblągu, ale przy tym klimacie medialnym dla PO wizyta Kaczyńskiego to sygnał, że PiS liczy na to, że nawet taka sprawa stanie się tematem rozmów politycznych w stolicy. W referendum zaangażowane jest również SLD - partia uczestniczyła w zbieraniu podpisów, dziś w Białymstoku mają też pojawić się Dariusz Joński i Włodzimierz Czarzasty.
fot. transmisjePiS.pl
20:26
Schetyna:
Brudna walka w PO. Część działaczy chce bierne prawo wyborcze dać tylko kandydatom z co najmniej 10 tys. followersów
Nie będzie innego
- Kaczyński o kandydacie PiS na premiera
Gorący temat
Gorący temat
Czy Meloni chce oddać Włochy, a Orban Węgry pod niemiecki but?
- Sikorski
Gorący temat
Wycofajcie się z tej drogi, bo historia wam tego nie zapomni
- Kosiniak-Kamysz do opozycji i prezydenta
Gorący temat
Niech pan zlikwiduje centralne biuro antybudżetowe
- Bogucki zwraca się do Tuska
Gorący temat
Cały ten SAFE to jeden wielki przekręt
- Kaczyński o ''decyzji w obronie niepodległości''
Gorący temat
Witaj na 300polityka AI!
Zadaj pytanie, które pomoże Ci lepiej zrozumieć świat polityki, kampanii wyborczych, mediów i strategii. AI odpowie na podstawie wiarygodnych źródeł i aktualnych danych.