Relacja Live

15.05.2013

11:00

Koalicja PO-SLD ani prosta ani oczywista i w tej kadencji i po wyborach- analiza

Wbrew opiniom wielu obserwatorów, ewentualne zastąpienie w koalicji z PO, ludowców przez SLD w tej kadencji nie byłoby czysto techniczną czynnością, tylko skomplikowaną i trudną operacją polityczną, prawodpodobnie o zerowych szansach powodzenia. I w następnej kadencji byłoby zresztą podobnie, chyba żeby premier Tusk zdecydował się na "rzeź" przy układaniu list i ryzyko odejścia kilku mocnych ministrów i to przede wszystkim tych z całkiem nowego zaciągu. I przełamał własną psychologiczną barierę- pierwszego polityka posierpniowego budującego rząd ze spadkobiercami PZPR. To może się okazać nie do przejścia, chyba że doszłoby do politycznego porozumienia EPP-PES w Brukseli, które dawałoby Polsce wyjątkowo prestiżowe role w układzie przyszłej Komisji.

"Koalicja z lewicą nie wchodzi w grę.(…) To byłoby niepoważne i nielogiczne. Co taka partia jak PO może mieć wspólnego z lewicowym koalicjantem? To musiałby być układ tylko po to, aby utrzymać władzę."- mówił już po swoim powołaniu na ministra sprawiedliwości Marek Biernacki w rozmowie z Polską The Times.

Polityk, który publiczną tożsamość zbudował pełniąc funckję likwidatora majątku PZPR nie jest w rządzie odosobniony na temat skrajnie krytycznego stosunku do aliansów z SLD. Do takich polityków można z pewnością zaliczyć nowego szefa MSW Barłomieja Sienkiewicza, którego ocena rządów SLD i związków liderów sojuszu z oligarchami jest dosyć powszechnie znana. Podobnie zresztą jak w przypadku szefa KPRM Jacka Cichockiego.

Do entuzjastów sojuszu z SLD nie można z pewnością zaliczyć szefa MSZ, który za granicą o polskiej lewicy nie mówi inaczej niż "postcommunists" i który z antykomunizmu uczynił jeden z filarów swojego wizerunku.



Podobnie do Radka Sikorskiego sprawa miałaby się z Jackiem Rostowskim, który, jeśli chodzi o postkomunizm ma podobny profil polityczny do szefa MSZ.

Do tego dochodzi całkiem pokaźna liczba posłów PO wywodzących się z Solidarności i AWS. Można szacować, że na samym wstępie ewentualna koalicja PO-SLD nie mogłaby liczyć na głosy ponad dziesiątki posłów PO do których można zaliczyć ciężko obecnie chorego Konstantego Miodowicza ale też m.in. posłów: Koźlakiewicza, Fabisiak, Raniewicza, Tomczaka, Żalka, Lamczyka, Borowczaka a być może też np. Krzysztofa Kwiatkowskiego.

Do tej grupy zaliczyć możnaby z pewnością Jarosława Gowina, mimo, że we wrześniu 2011 na krakowskiej debacie przedwyborczej z Tomaszem Kalitą w Gazecie mówił o koalicji z lewicą: "na pewnych warunkach programowych koalicja z SLD jest możliwa. Na jakich? - To spokój w sprawach światopoglądowych, utrzymanie wypracowanego kompromisu w sprawie aborcji i modernizacja państwa."

Arytmetycznie koalicja PO-SLD mogłaby w tym sejmie liczyć na dokładnie 231 głosów, ale nie przy poważnych do niej wątpliwościach kluczowych ministrów i praktycznie ponad 10 posłów Platformy.

A po wyborach?

Sytuacja mogłaby zależeć od faktycznych wyników wyborczych w relacji PO-PiS, ale też od wyniku SLD na tle czegoś, co tli się wokół Aleksandra Kwaśniewskiego.

W swoich politycznych rachubach premier Tusk będzie brał pod uwagę nie tylko swoją ciepłą prywatną relację z Leszkiem Millerem, ale też fakt, że to właśnie Platforma byłaby pierwszą partią dawnego obozu posierpniowego, która zdecydowałaby się na alians z politycznymi spadkobiercami PRL. Na to, mimo nacisków środowiska Gazety Wyborczej nie zdecydował się nawet Ś.P. Profesor Bronisław Geremek i oskarżana przez przeciwników o "różowość" Unia Wolności.

Koalicja z SLD mimo technicznego sposobu w jaki o niej mówią polityczni analitycy i publicyści miałaby ogromny wymiar symboliczny i nie tylko dla wielu polityków PO, ale i dla samego premiera mogłaby się okazać psychologiczną barierą nie do przejścia.

Trudno też byłoby się spodziewać udziału w ewentualnym rządzie z Leszkiem Millerem takich polityków rządzącej partii jak: Sikorski, Rostowski, Sienkiewicz, którzy stanowią dziś trzon polityczny gabinetu Tuska. No i wstępem do koalicji z lewicą musiałaby być jednak bardzo poważna selekcja na listy wyborcze PO, co biorąc pod uwagę jej jednak słabnące notowania mogłoby okazać się wyborczo dość ryzykowne. Jakaś forma parlamentarnego aliansu Po z SLD byłaby możliwa jedynie w skrajnej sytuacji politycznej w Polsce, lub przy pakcie EPP z PES na poziomie europejskim, która zapewniałaby Polsce bardzo prestiżowe pozycje w układzie przyszłej Komisji.

Jednak dziś, publicystyczne rozważania o aliansie PO i SLD,  jako o czynności czysto technicznej są bardzo dalekie od politycznej rzeczywistości i faktycznych emocji po stronie bardzo znaczącej częsci najważniejszych polityków PO, w tym samego premiera. A sprawa zablokowanej przez SLD uchwały Sejmu dla uczczenia śmierci Grzegorza Przemyka jest najlepszym dowodem jak bardzo papierowe pozostają  gazetowe koalicje i proste czynności sejmowego dodawania.

fot. Marek Krupa, Maciej Śmiarowski KPRM, FB Leszka Millera


08:14

Mucha:

Do dymisji się nie podam aż się podam

09:13

Wypowiedzi poranka. Mucha: Nie podam się do dymisji. Kosiniak-Kamysz: Potrzebna jest zmiana stereotypu o PSL
Joanna Mucha w Sygnałach Dnia PR1 Polskiego Radia: Nie mam zamiaru składać dymisji. Jeśli przyjdzie ze strony premiera, to wszyscy jako ministrowie jesteśmy przygotowani na taką sytuację. Mam zamiar opowiedzieć w najbliższych dniach trochę więcej o tym, co robimy w ministerstwie. Jadwiga Staniszkis w Polityce przy kawie: Bezradność i brak wizji Tusk  nudzą wyborców. Wyborcy, którzy oczekiwali modernizacji widzą że to niemożliwe. O PiS: Smoleńsk jest sprawą kluczową dla PiS. Macierewicz jest radykalny,ale trzeba docenić jego działania. Nie ma ambicji politycznych. Włodzimierz Cimoszewicz w Radiu ZET: Przyspieszone wybory motywowane chęcią uniknięcia katastrofy mogą się okazać błędnym wyborem. Ale nie wykluczam. Władysław Kosiniak-Kamysz w RMF FM o matkach IV kwartału: To jest po prostu niemożliwe, bo w ustawie założyliśmy ciągłość poszczególnych urlopów po sobie, czyli dodatkowy urlop macierzyński i urlop rodzicielski muszą następować w pierwszym roku życia dziecka po sobie. Musielibyśmy się cofnąć w czasie, żeby wprowadzić rozwiązania dla tamtego roku. O reformie emerytur górniczych: Będzie zrealizowana, dajmy sobie czas. Naprawdę ten rząd w obszarze emerytur zrobił moim zdaniem najwięcej. I reform i trudnych decyzji, bardzo trudnych i bolesnych, ale podjętych w odpowiedzialności za przyszłe pokolenia. O PSL: Może potrzebujemy mocniejszego kopniaka, pójścia do przodu, może po tych dwudziestu kilku latach funkcjonowania w III Rzeczpospolitej potrzebny jest nowy, bardzo mocny, silny kongres programowy, który też zmieni rzecz, której nam się nie udaje - i to przyznaję z bólem - stereotypu. Zmiana stereotypu podejścia do PSL-u jest dzisiaj potrzebna.          

14:08

SLD:

wpadka za wpadką. Tym razem projekt uchwały ws śmierci Grzegorza Przemyka

Zdjęcie SLD-owskiego projektu uchwały ws rocznicy zamordowania Grzegorza Przemyka umieściła na swoim instagramie Kamila Biedrzycka-Osica, sejmowa sprawozdawczyni TVP Info. Tymczasem Krzysztof Skórzyński z Faktów TVN pyta na swoim profilu na FB: "A to kwiatek dopiero! Poniżej zdjęcie uchwały przygotowanej przez SLD na rocznicę tragicznej śmierci Grzegorza Przemyka. Pytanie maturalne: co potępia Sojusz Lewicy Demokratycznej? Pytam poważnie!"

 


14:24

Pałace kanibalizują dziś swój przekaz dotyczący rodziny

Donald Tusk ogłosił rok 2013 "rokiem rodziny". I chociaż to stwierdzenie było już wielokrotnie wyśmiewane, to ostatnie kilka tygodni to okres w którym KPRM bardzo intensywnie działa w tej sferze. Symboliczne stało się ustąpienia premiera Tuska pod naciskiem ruchu społecznego matek I Kwartału. Ale nie tylko KPRM interesuje się kwestiami demograficznymi. Od wielu miesięcy także prezydent Komorowski wychodzi z inicjatywami, które mają pokazać że zajmuje się kwestiami demograficznymi. Czasami ten nacisk ma to swoje negatywne konsekwencje dla obu stron.

Tak właśnie zdarzyło się dziś. Dwa wydarzenia - gala w Pałacu Prezydenckim i konferencja prasowa minister Bieńkowskiej oraz ministra Kosiniaka-Kamysza - spowodowały, że przekaz medialny KPRM i Dużego Pałacu kanibalizuje się. Brak właściwej koordynacji spowodował, ze dziś w przestrzeni medialnej zaistniały dwa konkurencyjne wątki dotyczące szeroko pojętej rodziny.

Prezydent Komorowski wraz z małżonką uczestniczyli dziś w rozdaniu nagród w konkursie "Dobry klimat  ".Uczestniczyli w nim samorządowcy i ich prorodzinne, lokalne inicjatywy.

http://youtu.be/lkGXR2BYtAA

W konkursie było ponad 200 zgłoszeń, a prezydent Komorowski w trakcie rozdania nagród mówił o konieczności stworzenia strategicznego programu dotyczącego kryzysu demograficznego w Polsce. Podobnie jak na słynnej konferencji PiS o przedszkolach, na scenie w Pałacu pojawiły się bawiące się dzieci. Gala zakończyła się tuż przed godziną 14.00

Przekaz całego wydarzenia był prosty - Komorowski trzyma rękę na pulsie spraw demograficznych. 

Tymczasem o 12.00 minister Kosiniak-Kamysz i minister Bieńkowska mówili o tym, jak fundusze europejskie mogą wspierać młodych ludzi na rynku pracy (szkolenia, staże czy konsultacje zawodowe, zakładanie własnych firm). Bieńkowska poinformowała, że takie  dodatkowe, uruchomione właśnie wsparcie z programu Kapitał Ludzki będzie wynosić około 500 mln złotych. Kosiniak-Kamysz przekonywał m.in: "Co piąta osoba zarejestrowana w powiatowym urzędzie pracy to osoba młoda. To ponad 400 tys. osób. Te 0,5 mld zł jest dzisiaj bardzo potrzebne. Nie ma dziś większego wyzwania, niż wsparcie osób młodych".



W ten sposób - organizują polityczne wydarzenia w tym samym dniu, niemal o tej samej godzinie - Duży i Mały Pałac bardzo skutecznie przysłonili swoje inicjatywy. Takie nagromadzenie informacji jest nieskuteczne i nie służy realizacji celów ani jednej, ani drugiej strony w tej bardzo istotnej dla rządu i prezydenta sferze.

 

fot. facebook.com/prezydent.pl/MRR.gov.pl


20:09

Komorowski:

Nowy początek rządu nie może być tylko personalny

Prezydent Bronisław Komorowski w krótkiej rozmowie na antenie Polsat News wyznaczył dziś wieczorem premierowi Tuskowi zadania w dwóch głównych sferach: konkurencyjności polskiej gospodarki i przełamania kryzysu demograficznego. Jednocześnie prezydent odniósł się sceptycznie do tego, że sama rekonstrukcja będzie rozwiązaniem wystarczającym do naprawienie obecny problemów gabinetu. Oto kluczowe fragmenty wywiadu.

O "scenariuszu Czapińskiego" i obniżeniu frekwencji: Perspektywa obniżenie frekwencji mnie niepokoi. To jest zawsze sygnał alarmowy dla prezydenta, aktywna postawa [obywatelska] służy nam wszystkim. Państwa z niską frekwencją są źle oceniane na świecie. Będę działała na rzeczy wysokiej frekwencji w wyborach.

O PKB: W Europie trwa regres i recesja, trzeba ten wynik oczywiście mierzyć polskimi ambicjami, ale ten kryzys udało się [u nas] powstrzymać, bo nie wpadliśmy w recesję.

O 58% oburzonych w CBOS: Nie pasuje mi to do odczuć Polaków, którzy są dumni i zadowoleni z własnego życia, są badania socjologiczne które to potwierdzają. Niewolno budować czarnego wizerunku Polski, trzeba dostrzegać problemy gdy do nas docierają.

O obniżeniu się notowań rządu:  Jeśli chce się dobrze wykonywać swoje obowiązki, to trzeba podejmować niepopularne decyzje jak na przykład podwyższenie wieku emerytalnego.

O rekonstrukcji rządu: Rekonstrukcje są zabiegiem, który ma pokazać nowy początek. Ważne aby nie był tylko personalny, ale także koncepcyjny. Rząd powinien przedstawić program, który świadczyłby o tym, że stare problemy rozwiązuje się z nowym impetem

O zadaniach dla rządu: Są to dwa obszary. Pierwszy to utrzymanie konkurencyjności polskiej gospodarki, Polska musi być bardziej atrakcyjna dla [zewnętrznego] kapitału. Drugi to przełamanie kryzysu demograficznego.

O tym czy ta koalicja ma jeszcze potencjał: W ramach tej tej koalicji można bardzo dużo zrobić, byleby było to odpowiednio przygotowane i skonsultowane.

O własnych działaniach: Przedstawię zarys strategii dotyczącej polityki prorodzinnej, w czerwcu będzie gotowy raport Hausnera dotyczący konkurencyjności. To będą propozycje do dyskusji dla całej sfery politycznej, nie tylko dla rządu.

O ustawie obywatelskiej dotyczącej sądów: To kuriozalne rozwiązanie, przykład sejmokracji. Jak już kiedyś powiedziałem, to jest wyganianie diabła belzebubem, której jednak nie nosi znamion niekonstytucyjności. Czekam na to co zrobi parlament i przypominam moją propozycję, aby jednak dać ministrowi możliwość podejmowania decyzji , ale nie tak arbitralnych [jak minister Gowin to zrobił].

O memorandum: Z pewnym zdziwieniem obserwowałem tamtą dyskusję, łatwość [pojawienia się] panicznej reakcji  na słowa jakiegoś człowieka z Rosji. Trzeba siebie traktować poważnie.

fot. Polsat News