Nie będzie innego
- Kaczyński o kandydacie PiS na premiera
Gorący temat
13.05.2013
16:51
Dwie wypowiedzi ministrów rządu Donalda Tuska - Bartłomieja Sienkiewicza i Bogdana Zdrojewskiego - sygnalizują, że temat ochrony prywatności w sieci może być jednym z ważniejszych politycznie w tym roku. Słowa skierowane przeciwko korporacjom to jeden z elementów szerszego zagadnienia, jakim jest ochrona danych osobowych a także reforma unijnego prawa w tym zakresie. Tymczasem w Brukseli lobbyści ze strony największych internetowych korporacji prowadzą intensywne działania, by nowe unijne prawo było zgodne z interesami Google i Facebooka.
Tym ciekawsze są słowa Zdrojewskiego i Sienkiewicza. W kwietniu minister Sienkiewicz w rozmowie z Jackiem Żakowskim w tygodniku "Polityka" stwierdził: "Co z tego, że państwo ograniczy swoje uprawnienia, jeżeli gdzie indziej, poza państwem, będą one puchły? Problem z wolnością i prawami obywatelskimi dawno przestał być skoncentrowany na linii państwo–obywatel. Bardziej istotny jest dziś w relacji obywatel–sektor prywatny. Prawo do prywatności jest nie tylko prawem obywatela, ale też konsumenta . (...) To nie państwo jest coraz częstszym wyzwaniem dla wolności. Państwo będzie musiało bronić obywateli przed ograniczaniem ich praw do prywatności nadchodzącym ze struktur komercyjnych, często ponadnarodowych.
Prowadzący wywiad Jacek Żakowski uznał ton wypowiedzi Sienkiewicza jako "antykapitalistyczny". Jak przyznaje Żakowski w rozmowie z 300polityka, nie była to raczej przypadkowo rzucona uwaga, chociaż trudno mówić jeszcze o rewolucji: Mam wrażenie, że ta wypowiedź to sygnał, że ten rząd - a przynajmniej minister Sienkiewicz - zaczyna powoli uczyć się tematów związanych z tymi zagrożeniami i przełamywać pewne istniejące do tej pory intelektualne bariery dotyczące internetu i jego niebezpieczeństw.
Drugi istotny sygnał w tej sferze to wypowiedź ministra Zdrojewskiego w najnowszym numerze magazynu MaleMEN. Jak mówi o Google w rozmowie z Marcinem Kędryną: "Dlatego teraz wyszukiwarki mają władze o gigantycznym znaczeniu. (...) Google jest dziś piątym państwem na świecie. Wyszukiwanie informacji i ich pozycjonowanie staje się najważniejszym narzędziem polityki".
Z tymi wypowiedziami ministrów zgadza się posłanka Barbara Bubula z PiS: Prawo unijne i krajowe powinno w maksymalny sposób bronić obywateli przed wszechwładzą dużych korporacji. Ale zastrzega jednocześnie: Regulacje powinny być tak skonstruowane na wszystkich poziomach, krajowym i europejskim, by umożliwić maksymalną swobodę działania średnim i małym przedsiębiorstwom.
Formalnie to przede wszystkim Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji prowadzi od kilku miesięcy działania związane z unijną reformą ochrony danych osobowych. Dzisiejsza debata ministra Boniego z komisarz Viviane Reding to jeden z przejawów tych działań. Dziś zresztą temat prywatności to jedynka "Gazety Wyborcze" - sygnał o tym, jak ważny staje się to temat w oczach mediów tradycyjnych. MAC tłumaczy całą sprawę infografiką.
Prace na forum unijnym prowadzi Komisja Europejska, Rade UE i PE. Celem jest dostosowanie na terenie całej Unii . Są to m.in. profilowanie - czyli przetwarzanie i rozpowszechnienia przez korporacje informacji osobistych, ochrona tych danych przy korzystaniu z usług internetowych, tzw. prawo do zapomnienia czyli możliwość usuwania swoich danych z usług i serwisów, a także definicja zgody na przetwarzanie danych przy rozpoczęciu korzystania z usług. To wszystko ma kolosalne znaczenie dla firm i korporacji, zwłaszcza biorąc pod uwagę obecną popularność trendu Big Data, czyli analizowania i wykorzystywania danych w sieci. W lutym tego roku Big Data stało się w Polsce powszechnie znane dzięki informacjom o nowej strategii Alior Banku, która została odebrana jako próba inwigilacji klientów banku, także na portalach społecznościowych takich jak Facebook.
http://youtu.be/9PIZjJBjtqU
To właśnie ta wypowiedź to jeden z elementów dzisiejszego jedynkowego tekstu Gazety Wyborczej:
Prace nad nowym unijnym rozporządzeniem mają zakończyć się w czerwcu tego roku. MAC od kilku miesięcy organizuje m.in. warsztaty i konsultacje społeczne dotyczące nowego prawa, spotkania z ekspertami i tak dalej.Większość tych działań nie wykracza w tym momencie poza poziom ekspercko-techniczny. Tymczasem problem ochrony danych w sieci - jak pokazała sprawa Alior Banku - budzi cały czas bardzo duże emocje. Tak jak samo jak unijny wymóg dotyczący cookies, i informowania użytkowników o zbieraniu przez strony informacji. To ostatnie działanie jest krytykowane jako przejaw typowej dla UE urzędniczej mentalności i działania, które w zamyśle ma chronić użytkowników a jest tylko utrapieniem. W nowym prawie dotyczącym danych osobowych takich pułapek może być znacznie więcej.
Styk trendów takich jak Big Data z programami korporacyjnymi i unijną biurokracją może przynieść nieoczekiwane skutki dla wszystkich zainteresowanych. Dlatego to jak wypowiadają się o całej sprawie Zdrojewski i Sienkiewicz ma duże znaczenie, podobnie jak fakt, że MAC dba o udział organizacji pozarządowych w konsultacjach nad nowym prawem unijnym i przygotowywaniem polskiego stanowiska. W UE prace nad rozporządzeniem trwają w KE, komisji LIBE PE i w Radzie UE, gdzie MAiC reprezentuje Polskę.
Na debecie z komisarz Reding Michał Boni wypowiadał się dużo mniej konfrontacyjnie od swoich kolegów. Jak stwierdził, potrzebna jest "cyfrowa umowa społeczna". Mówił jednak m.in. "Jako obywatel nie chcę być elementem biznesu wbrew mojej woli".
Znaczenie tej unijnej regulacji doskonale rozumieją to Google i Facebook, a także inni kluczowi gracze z Doliny Krzemowej. Gdy ponad rok temu ich interesy były zagrożone za sprawą ustawy SOPA - dotyczącej rządowej, antypirackiej inwigilacji internetu - efektem byłą bezprecedensowa akcja protestu na całym świecie. Na przełomie 2011 i 2012 największe korporacje technologiczne razem z kluczowymi organizacjami pozarządowymi w USA zajmującymi się wolnością w sieci zablokowały w Kongresie ustawę antypiracką ustawę SOPA. Teraz lobbyści Google i Facebooka działają w Brukseli by unijne regulacje nie naruszyły podstaw ich biznesu. Piractwo i prawo do prywatności to tylko jeden z aspektów tego zagadnienia.
SOPA była uznawana za ustawę naruszającą podstawowe reguły w sieci, ale sprzeciw Google i Facebooka wynikał także z ich dobrze pojętych korporacyjnych interesów. Ma to swoje przełożenie na działania w Brukseli. Jak pisze serwis Mother Jones, lobbyści graczy z Doliny Krzemowej są w teraz szczególnie zaniepokojeni są unijnym pomysłem "prawa do zapomnienia" czyli usuwania danych z serwisów internetowych. To uderza w podstawy analiz, które są fundamentem Big Data. To drugie pole starć o internetu w Ameryce - komercyjne interesy korporacji kontra prywatność.
W USA sfera internetu to także starcie na linii rząd- korporacje i NGOsy związane z wykorzystaniem danych do celów policyjnych i antyterrorystycznych. Niedawna propozycja administracji Obamy dotycząca nałożenia nowych wymogów na serwisy internetowe, tak by rząd mógł łatwiej korzystać z gromadzonych danych wywołała zaniepokojenie tamtejszych grup zajmujących się wolnością w sieci.
Oczywiście ochrona danych osobowych i walka z korporacjami o prywatność w sieci wykracza w naszym kraju daleko poza jedno przygotowywane unijne rozporządzenie. Jak pokazała sytuacja z ACTA, sfera cyfrowa może mieć swoje bezpośrednie przełożenie na sytuację polityczną w Polsce. Tak samo może być z prywatnością. Warto obserwować to zagadnienie i wypowiedzi polskich polityków, bo jego znaczenie gospodarczo-społeczne będzie w najbliższych latach tylko rosnąć.
fot. Wiertz Sébastien CC BY 2.0
09:11
10:47
Poranny chaos komunikacyjny w Warszawie wywołany przedłużeniem prac na stacji metra Centrum - powiązanych z opóźnioną budową II linii metra - będzie zapewne głównym tematem dla lokalnych mediów. Pewnie trafi nawet do większości wieczornych wydań dzienników informacyjnych. Już jest głównym przedmiotem dyskusji w mediach społecznościowych, można się też spodziewać mniej lub bardziej udanych memów dotyczących prezydent Warszawy i metra. Ale nie zmieni to tego, że prawdopodobnie nikt nie wyciągnie politycznych zysków z dzisiejszego komunikacyjnego zamieszania.
Metro od wielu miesięcy jest kłopotem dla Hanny Gronkiewicz-Waltz. Wystarczy przypomnieć spór wokół skasowania nocnych kursów w weekendy czy opóźnienia w budowie II linii, która ostatecznie ma być gotowa jesienią 2014 roku albo podwyżki cen biletów czy likwidację linii 175. Komunikacja miejska w Warszawie będzie zapewne osią samorządowej kampanii wyborczej w stolicy, gdy za kilka lub kilkanaście miesięcy ta kampania się zacznie.
Ale teraz - mimo wściekłości wszystkich, którzy musieli stać w tłoku na stacjach, którzy narzekali na brak właściwej polityki informacyjnej ze strony ZTM - politycznie na tym kolejnym kryzysie nie zyskuje nikt. Nikt nie jest w stanie teraz - a moment na polityczne wykorzystanie sytuacji jest idealny - "przechwycić" emocji mieszkańców Warszawy i wykorzystać je na swoją korzyść, zaprezentować własny plan dotyczący komunikacji. To prosty wniosek wynikający z sytuacji w której prezydent Warszawy nie ma jeszcze kontrkandydatów w kampanii samorządowej. W najlepszym razie opozycja jest na etapie dyskusji o możliwych prawyborach.
Moment taki jak ten obecny nie powtórzy się drugi raz. Mimo, że mieszkańcy Warszawy będą zapewne pamiętać ten poniedziałek i np. swoje spóźnienia do pracy, to politycznie na kolejnym kryzysie związanym z metrem nie zyskuje nikt. Gdyby kampania wyborcza toczyła się już teraz, to Hanna Gronkiewicz-Waltz byłaby przedmiotem zmasowanej politycznej krytyki ze strony swoich rywali. Teraz mamy do czynienia jedynie z powtarzaniem się rytuału oburzenia, narzekań i złości w mediach - społecznościowych i tradycyjnych. Kryzys przeminie, a od jutra wróci "business as usual". Kolejne memy i fotki z metra staną się elementem sieciowej kultury. Opozycja nie jest w stanie nawet szybko rozkręcić kampanii dotyczącej referendum w sprawie odwołania prezydent miasta, a dzisiejszy kryzys wokół metra tylko by taką kampanię wzmocnił.
Gdzie jest lista, którą trzeba podpisać, żeby było referendum o odwołanie władz Warszawy?
— ewarysta (@ewarysta) 13 maja 201314:29
Sprawa namierzania przez fiskusa konserwatywnych grup i kwestia Bengazi zagrażają wiarygodności Obamy jako prezydenta - pisze Ron Fournier
14:31
Na czym polega skandal z niewłaściwym traktowaniem przez fiskusa konserwatywnych grup - analiza WSJ
14:36
Frédéric Filloux z Monday Note analizuje, czy Washington Post przetrwa w cyfrowym świecie mediów
14:40
Magazyn Wired opisuje dlaczego email ma się dobrze w epoce mediów społecznościowych
14:43
CEO Bloomberg News przyznaje, że dziennikarze szpiegowali klientów firmy korzystających z termnali pokazujących inforamcje finansowe
18:43
Nie minął nawet miesiąc od lokalnych wyborów w Anglii, w których sukces odniosła antyunijna partia UKIP a premier Cameron musi zmagać się z trudną sytuacja w swoim rządzie na tle UE. W sobotę dwaj ministrowie - Michael Gove (edukacja) i Philip Hammond jako pierwsi z rządu Camerona ogłosili, że w referendum zagłosowaliby za wyjściem kraju z UE. Prasa w Wielkiej Brytanii pisze o kryzysie rządowym, a premiera czekają kolejne trudne chwile. Daily Mail pisze, że nawet siedmiu innych ministrów ma podobny pogląd co Gove i Hammond.
Te publiczne deklaracje to sygnał, jak duże problemy ma David Cameron z utrzymaniem kontroli nad sytuacją polityczną, nawet we własnym gabinecie. Lider torysów zapowiedział co prawda referendum, ale ma ono odbyć się dopiero po tym jak Wielka Brytania wynegocjuje inne warunki członkostwa i po kolejnym zwycięstwie wyborczym konserwatystów. Przybliżony termin to rok 2017. Tymczasem UKIP chce referendum In/Out już teraz.
Z sytuacji skwapliwie korzysta lewica. Guardian pisze na jedynce o "buncie" ministrów. UKIP spycha jego partię w prawo i powoduje frakcyjne podziały, które uniemożliwiają skuteczne rządzenie. Powstaje wrażenie, że lider torysów nie panuje nad sytuacją, na co czekają tylko jego konkurencji w partii, mający mu za złe m.in. forsowanie kwestii małżeństw homoseksualnych.
Tymczasem jak zwracają uwagę niektórzy analitycy, najgorsze co teraz może zrobić szef brytyjskiego rządu to zakazać dalszej debaty w tej sprawie i zajmowania stanowiska swoim ministrom. "Knebel tylko pogorszy sytuację". Krok w tym kierunku został już zrobiony - lider torysów nakazał swoim ministrom wstrzymanie się od głosu w jutrzejszym głosowaniu w Izbie Gmin, nad rezolucją w której wyrażane jest ubolewanie, że kwestia referendum nie znalazła się w Queen's Speech (czyli przemówieniu określającym priorytety rządu, odpowiednikiem w USA jest State of The Union). "Cameron nie powinien interweniować" - pisze konsultant polityczny Pete Digger.
Głosowanie nad rezolucją może być kolejnym bolesnym ciosem w Camerona, który z pytaniami o przyszłość Wielkiej Brytanii w UE musiał zmagać się na dzisiejszej konferencji prasowej w Białym Domu. Wspólnie z Obamą Cameron dyskutował o Syrii ale pierwsze pytanie ze strony brytyjskich mediów dotyczyło właśnie deklaracji Gove'a i Hammonda. To najlepiej świadczy o powadze sytuacji.
Nie będzie innego
- Kaczyński o kandydacie PiS na premiera
Gorący temat
Gorący temat
Czy Meloni chce oddać Włochy, a Orban Węgry pod niemiecki but?
- Sikorski
Gorący temat
Wycofajcie się z tej drogi, bo historia wam tego nie zapomni
- Kosiniak-Kamysz do opozycji i prezydenta
Gorący temat
Niech pan zlikwiduje centralne biuro antybudżetowe
- Bogucki zwraca się do Tuska
Gorący temat
Cały ten SAFE to jeden wielki przekręt
- Kaczyński o ''decyzji w obronie niepodległości''
Gorący temat
Witaj na 300polityka AI!
Zadaj pytanie, które pomoże Ci lepiej zrozumieć świat polityki, kampanii wyborczych, mediów i strategii. AI odpowie na podstawie wiarygodnych źródeł i aktualnych danych.