Relacja Live

22.04.2013

11:40

FACT CHECK SŁOW JAROSŁAWA KACZYŃSKIEGO: oceny sytuacji politycznej rządu Tuska prawie identyczne jak rządu Kaczyńskiego, nie Millera i Buzka

W rozmowie z Polską The Times, Jarosław Kaczyński porównał oceny sytuacji politycznej rządu Tuska do końcówki rządów AWS i SLD. Tymczasem, z cyklicznych badań CBOS kształtuje się ocena podobna do tej, którą opinia publiczna wystawiała rządom samego Jarosława Kaczyńskiego.

“Proszę popatrzeć na oceny pracy rządu czy oceny pracy premiera – do niedawna jeszcze bardzo popularnego. Przecież to są notowania bliskie temu, jakie przy końcu swoich rządów miał AWS. Do tak złych wyników, jakie miał rząd Leszka Millera, jeszcze kilku punktów brakuje, ale…”- mówi lider PiS Polsce The Times.

Czy jesteś zadowolony z faktu że na czele rządu stoi Donald Tusk?- badanie CBOS kwiecień 2013 TAK 28, NIE 59

To samo pytanie o premiera Jarosława Kaczyńskiego np. w marcu 2007: TAK 25 NIE 61, w wyborczym październiku 2007: TAK 29, NIE 61

To samo pytanie o premiera Leszka Millera w kwietniu 2004: TAK 9, NIE 78

I jeszcze pytanie o zadowolenie z faktu, że na czele rządu stoi Jerzy Buzek w lipcu 2001: TAK 18, NIE 70.

Tak więc widać, że wskaźnik zadowolenie/ niezadowolenie z premiera Tuska jest teraz na poziomie wyników jakie osiągał premier Kaczyński i bardzo daleko jeszcze do wskaźników Buzka i jeszcze dalej Millera.



Inny wskaźnik: stosunek do rządu- zwolennicy/ przeciwnicy

Tusk w kwietniu: ZWOLENNICY 26, PRZECIWNICY 43
Kaczyński w sierpniu 2007: ZWOLENNICY 25 PRZECIWNICY 46
Miller w kwietniu 2004: ZWOLENNICY 8, PRZECIWNICY 56
Buzek w sierpniu 2001: ZWOLENNICY 15, PRZECIWNICY 53

I podobnie- minimalnie lepsze oceny rządu Tuska, niż rządu Kaczyńskiego.

Jeszcze inny wskaźnik- ocena sytuacji w kraju- zmierza w dobrym/ złym kierunku

Tusk w marcu 2013: DOBRYM 19, ZŁYM 68
Kaczyński we wrześniu 2007: DOBRYM24, ZŁYM 63
Miller w marcu 2004: DOBRYM 16, ZŁYM 75
Buzek sierpniu 2001: DOBRYM 14, ZŁYM 75



Tym razem oceny trochę gorsze niż w najgorszym dla Kaczyńskiego miesiącu ale jednak wyraźnie daleko jeszcze do ocen za rządów Millera i Buzka. Choć w tej kategorii akurat diagnoza Kaczyńskiego jest prawdziwa.

Oceny sytuacji politycznej:

Tusk w marcu 2013: DOBRA 7, ZŁA 54
Kaczyński we wrześniu 2007: DOBRA 6, ZŁA 65
Miller w kwietniu 2004: DOBRA 2, ZŁA 72
Buzek w sierpniu 2001: DOBRA 4 ZŁA 54



Różnice bardzo niewielkie ale znów odrobinę jednak lepsze niż były pod koniec rządów Jarosława Kaczyńskiego.

Pytanie: czy Pani/Pana rodzinie żyje się dobrze czy źle?

Tusk w marcu 2013: DOBRZE 41, ŹLE 13
Kaczyński w sierpniu 2007: DOBRZE 35, ŹLE 16
Miller w kwietniu 2004: DOBRZE 23, ŹLE 24
Buzek w sierpniu 2001: DOBRZE 21, ŹLE 27



I znów oceny za Tuska odrobinę lepsze, niż za rządów Kaczyńskiego.

Oczywiście, wyniki badań są dla prawie półmetka rządów Donalda Tuska fatalne i do wyborów jescze dużo czasu, by mogły się dalej pogorszyć, ale jeszcze dziś nastroje społeczne w kluczowych pytaniach demoskopijnych są dosyć zbliżone do rządów Jarosława Kaczyńskiego.


09:06

Wypowiedzi poranka. Graś: Premier ruszy w Polskę w stosownym momencie. Nałęcz:Zwycięstwo PiS w Rybniku to klęska PO
Tomasz Nałęcz w TVP Info o zwycięstwie PiS w Rybniku: Zwycięstwo PiS w Rybniku to porażka, klęska PO i nie ma jej co pomniejszać. To co najmniej żółta kartka od wyborców. Platforma  podeszła do sprawy zbyt pragmatycznie i dostała dotkliwy cios w polityczny autorytet. A PiSowi należy pogratulować.  O A.Kwaśniewskim i Grupie Azoty: Ewentualne zaangażowanie A.Kwaśniewskiego ws. Grupy Azoty to poważna sprawa. Prezydent pilnie powinien zabrać głos w tej sprawie. Powinien mu to podpowiedzieć instynkt samozachowawczy. Jeśli sprawę zbagatelizuje Europę Plus czeka cios nie w korpus, ale poniżej niego. Ja jestem zaskoczony tą informacją. O słowach Piechocińskiego:  Nie sądzę, żeby tej koalicji coś groziło, ale PO powinna pamiętać, że rozżalony koalicjant to nie jest dobry koalicjant. Janusz Piechociński dał partnerom wyraźny sygnał. O urodzinach PDT: Z okazji urodzin życzę premierowi Donaldowi Tuskowi aby współpracownicy mniej go zaskakiwali. Paweł Piskorski w Polsat News: Jeżeli były prezydent rozmawia w sposób jawny z obecnym premierem Polski, to nie jest to obciach. Tego rodzaju rozmowy są normą w Europie. Jeśli byłoby to lobbowanie konkretnej instytucji, to byłoby naganne. Paweł Graś w Polityce przy kawie TVP1 o koalicji: Koalicja ma się dobrze, nic jej nie grozi, do rozpadu daleko, będzie trwała przynajmniej do końca kadencji. Nie wiem którzy współpracownicy premiera tęsknią za Pawlakiem. To plotki. Umowa koalicyjna jest taka, ze personalne decyzje o resortach PSL są po stronie koalicjanta, o reszcie decyduje premier.Raport Sienkiewicza nie dotyczył resortu Piechocińskiego. Nie było potrzeby pokazywania go wcześniej wicepremierowi. O słowach prezydenta: Słowa prezydenta to nie była krytyka tylko próba diagnozy obecnej sytuacji sondażowej. O objeździe Kaczyńskiego po kraju: Przyglądamy się spokojnie objazdowi Kaczyńskiego po kraju. Premier ruszy w Polskę w stosownym momencie Paweł Kowal w TVN24: Widać wyraźnie taką nerwowość. Rząd wchodzi w drgawki polityczne. To się czuje na każdym kroku. Myślę, że Donald Tusk staje się premierem coraz bardziej nerwowym, jego reakcje są coraz bardziej oparte o emocje, a nie o polityczny plan. Rafał Grupiński w Sygnałach Dnia PR1 o koalicji: Pierwsze pytanie jakie się nasuwa, to jakie pomysły miał na myśli pan premier Janusz Piechociński. Wiadomo, że jest inna skala ich ważności. Natomiast mogę spokojnie powiedzieć, że naszej koalicji na razie nic nie grozi. O ministerstwie energetyki: To jest kwestia do przedyskutowania czy tworzyć nowe ministerstwo. Ja osobiście nie jestem przekonany do tego pomysłu, dlatego że od powstawania urzędów nigdy się specjalnie nic nie poprawiało w działaniu. Natomiast od usprawnienia procedur naprawdę może coś zależeć. Może warto wrócić do kwestii pewnych zmian, jakie zostały przeprowadzone w zeszłej kadencji. Część kompetencji jeśli chodzi o kwestie energetyczne zostało wówczas przesuniętych z ministerstwa gospodarki do ministerstwa skarbu. Sądzę, że taka codzienna praca ze spółkami powinna pozostać w ministerstwie gospodarki, a nadzór nad nimi w ministerstwie skarbu. Jacek Kurski w RMF FM: Wystąpimy dziś o nadzwyczajne posiedzenie Komisji Skarbu Państwa ws. doniesień o lobbingu Aleksandra Kwaśniewskiego na rzecz rosyjskiej firmy Acron. Jeśli Donald Tusk się nie wytłumaczy, jeśli okaże się, że nie ma w tej sprawie wiarygodnej notatki, to będziemy mieli megaskandal na miarę afery Rywina. O Rybniku: Z drugiej strony widać, że wygrywa ten, który jest w tej chwili najsilniejszy, ale to jest stanowczo za mało, czyli PiS to jest stanowczo za mało, żeby wygrać w kraju. Te wyniki są niezwykle ciekawe i zachęcam do prześledzenia ich. Czy pan wie, że to jest najgorszy wynik PiS-u od wielu lat? A mimo to dał zwycięstwo. W 2005 roku w okręgu rybnickim PiS wziął 31,33 procent, w 2007 - już 36,23 procent. Teraz pan Bolesław Piecha wziął 28,48 procent, czyli mniej niż nawet w ostatnich przegranych przecież przez PiS w całym kraju wyborach, kiedy w okręgu rybnickim PiS wziął minimalnie więcej - 28,59. Roman Giertych w Radiu ZET: PO tak przestraszyła się Kwaśniewskiego, że skręciła w lewo. Rybnik to czerwony alarm dla Donalda Tuska. fot. tvp.info

09:17

Paweł Lisicki: Pomyliliśmy się

09:17

PILNE:

Sławomir Nowak zaspał. Zegarek mu się spóźnił

10:39

Historyczny kontekst porażki PO w okręgu 73. To był mocny region tej partii

Zwycięstwo Bolesława Piechy w wyborach uzupełniających w okręgu 73 wywołało falę radości po prawej stronie sceny politycznej. Platforma musi zmierzyć się z porażką. Jak jej wyniki przedstawiają się w historycznym kontekście wyborów w tym regionie w latach 2007 i 2011? Jak się okazuje, na tle rezultatów swojej partii w poprzednich wyborach Duży wypada wyjątkowo słabo.

Wczoraj w okręgu 73 Mirosław Duży, były burmistrz Łazisk dostał tylko 18,01% głosów (4913) przy wysokiej jak na wybory uzupełniające frekwencji 11,14%. W poprzednich tego typu wybory w regionie - w 2004 roku - frekwencja była zdecydowanie niższa i wynosiła 3,6%.

W poprzednich wyborach senackich zmarły polityk PO Antoni Motyczka zdobył 34,11% (40 929 głosów). W wyborach w 2007 roku (w ówczesnym nieco szerszym geograficznie okręgu 29) Motyczka miał 42.40 % (128 754 głosów). W wyborach parlamentarnych obejmujących okręg 30 do Sejmu do zdobycia jest 9 mandatów. W 2011 roku Platforma uzyskała ich 5. Na listę głosowało 44,89% (118 524 głosów). Mandaty zdobyli: Marek Krząkała, Joanna Kluzik-Rostkowska, Henryk Siedlaczek, Krzysztof Gadowski, Ryszard Zawadzki. Krząkała, mimo że startował z drugiego miejsca miał najlepszy wynik na liście -  25 938 głosów.

W 2007 roku Platforma także wygrała w tym okręgu - z bardzo zbliżonym wynikiem. Partia Donalda Tuska miała wówczas 44,55% głosów (134 945 głosów). Zdobyła 4 mandaty (Krzysztof Gadowski, Marek Krząkała, Henryk Siedlaczek, Ryszard Zawadzki) a najlepszy na liście Krząkała uzyskał 15 469 głosów.

Bolesław Piecha z PiS zdobył wczoraj 28.48% co przełożyło się na 7769 głosów. Dla porównania, w 2011 kandydat PiS do Senatu Tadeusz Gruszka miał 22,18% i 26 622 głosów. W 2007 Gruszka miał 38.21% i 116 032 (okręg 29).

PiS w wyborach parlamentarnych w 2011 roku zdobył w tym okręgu 3 mandaty (Bolesław Piecha, Izabela Kloc, Grzegorz Matusiak) i uzyskał niemal dokładnie taki wynik jak Piecha - 28,59% (75 504 głosów). W 2007 PiS miał zdecydowanie lepszy wynik - 4 mandaty (Adam Gawęda, Grzegorz Janik, Izabela Kloc, Bolesław Piecha) i 36,23% głosów (109 748).

Lewica od lat nie była w tym okręgu silna. W wyborach 2011 roku tylko Ruch Palikota zdołał wprowadzić do Sejmu jednego posła (Piotr Chmielowski, 23 804 głosów i 9,02%). SLD miało wtedy 7,92% i 20 908 głosów. Niewiele lepiej było w 2007 roku - wtedy LiD zdobył w okręgu 29 jeden mandat (Tadeusz Motowidło) z wynikiem 11,99% (36 309 głosów). Wczorajszy zły rezultat kandydata SLD, który miał tylko 2,8% na tym tle nie jest taki zaskakujący.

Dwaj kandydaci, którzy liczyli się w kampanii 2013 roku - popierany przez Kukiza Józef Makosz i Paweł Polok z RAŚ także liczyli się w kampanii 2011 roku. Wtedy Makosz miał 14,87% (17 848 głosów) a Polok uzyskał niemal identyczny wynik jak kandydat PiS - 26 303 głosów i 21,92%.

W Rybniku Platforma w dwóch poprzednich cyklach wyborczych wygrywała z łatwością. Na tym tle fatalny wynik Dużego i trzecie miejsce muszą partię boleć jeszcze bardziej.

fot. PKW


10:50

Prokuratura o śladach materiałów wybuchowych na tupolewie: Rosjanie próbowali wysadzić sam wrak

12:06

Gowin:

Niemcy wykradają polskie embriony i zmuszają je, żeby wyrastały na ludzi

12:39

Praca najważniejszym elementem przekazu PiS po Rybniku

Hasłem dzisiejszej konferencji prasowej prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego było "Dzisiaj Rybnik, jutro Polska". W swoim przekazie lider Prawa i Sprawiedliwości skoncentrował się na pojęciu "praca". Jak mówił, to wyborcze zwycięstwo udowodniło, że wyborcy dobrze reagują na ofertę PiS właśnie dotyczącą pracy.

Jarosław Kaczyński zwrócił uwagę na słaby wynik kandydata SLD oraz fakt, że Leszek Miller (w przeciwieństwie do Donalda Tuska, który nie przyjechał do Rybnika) pojawił się by pomóc Krzysztofowi Sajewiczowi. "PiS pokazał, że może wygrywać także na bardzo trudnym dla siebie terenie, gdzie do tej pory nie" - mówił lider Prawa i Sprawiedliwości.

Ten sukces - jak stwierdził Kaczyński - to wynik tego, że po pięciu latach rządów Platforma zawiodła ludzi, w szczególności  ludzi pracy, dla których nie ma żadnej propozycji. "Jednocześnie SLD które zgłasza się nachalnie z taką ofertą jest całkowicie odrzucane. PiS reprezentuje dzisiaj ludzi pracy. Ma dla nich ofertę". Pod tym samym hasłem odbędzie się też kongres programowy partii  na Śląsku. Jak powiedział, PiS dba o wszystkich Polaków,a nie tylko o garstkę, którzy dorobili się najbardziej. Kaczyński zapowiedział także inne przedsięwzięcia związane z pracą.

Prezes PiS nie chciał komentować informacji "Do rzeczy" o wykryciu innych niż trotyl materiałów wybuchowych na wraku tupolewa.

fot. transmisjepis.pl

 


13:36

Zaufanie do Tuska najniżej w historii premierostwa, mocny debiut Kwaśniewskiego, Schetyna, Kaczyński i Ziobro w górę

W kwietniowym pomiarze zaufania CBOS premier Donald Tusk traci dwa punkty i z wynikiem 34% notuje najsłabszy wynik w historii swojego premierostwa. Do rankingu po bardzo długiej przerwie trafia znowu Aleksander Kwaśniewski zyskując 54% zaufania i obejmując drugie miejsce, zaraz po prezydencie Komorowskim (bez zmian 70%). Kwaśniewski wyraźnie wyprzedza innego lidera Europy Plus- Ryszarda Kalisza, którego notowania się nie zmieniły i wynoszą tyle samo, co najpopularniejszego polityka rządowego- szefa MSZ Radka Sikorskiego (46%).

Generalnie można mówić o wciąż trwającej nie najlepszej passie polityków koalicji rządowej. Kwiecień przyniósł niewielkie, ale kolejne już pogorszenie notowań premiera Donalda Tuska (wzrost nieufności o 4 punkty). Słaba tendencja spadkowa w ocenach szefa rządu utrzymuje się nieprzerwanie od listopada ubiegłego roku. Od tego czasu premierowi nie udaje się już choćby w niewielkim zakresie poprawić notowań. W sumie, w ciągu tych ostatnich kilku miesięcy zaufanie do prezesa Rady Ministrów zmalało o 9 punktów, zarazem przybyło badanych, którzy mu nie ufają (wzrost nieufności o 11 punktów). 

Dość mocno, bo aż 4 punkty zyskuje Zbigniew Ziobro, zaufanie do którego zrównuje się z wynikiem premiera Tuska (34%). Po stronie opozycji zyskuje też Jarosław Kaczyński (3 punkty w  górę do 33%).

W obozie rządowym zyskują jedynie: Schetyna (wzrost o 3 punkty do 35%) Arłukowicz (o 2 pkt do 19%) i Kopacz (wzrost o 1pp do 30%). Grzegorz Schetyna jest obecnie najpopularniejszym po Radku Sikorskim politykiem PO (premier traci do niego 1 pp zaufania). Schetyna pozostaje też politykiem dość rozpoznawalnym, jego nazwiska nie kojarzy tylko 17% badanych (Sikorskiego nie zna 15%, ale Koopacz już tylko 7%).

Trzy punkty zaufania (do 28%) traci Janusz Piechociński, aż 4 traci Jacek Rostowski (ufa mu 20%). O 2 punkty spada Jarosław Gowin (do 31) Leszek Miller traci dwa punkty (spadek do i tak niezłych 36% zaufania), co jest i tak o wiele lepszym wynikiem, niż ten uzyskiwany przez Janusza Palikota (20%).

Tak jak w ubiegłych miesiącach, największą nieufność badanych budzi Janusz Palikot (57%). Rzadziej z brakiem zaufania spotyka się prezes PiS Jarosław Kaczyński (50%), a prawie tyle samo respondentów (49%) wyraża nieufność do premiera Donalda Tuska. Zważywszy na niemal takie samo zaufanie do obu tych polityków, można stwierdzić, że obecnie – po raz pierwszy w historii naszych badań – notowania premiera Donalda Tuska i prezesa PiS praktycznie się nie różnią. Do grona polityków budzących dużą nieufność badanych niezmiennie zaliczają się także: Antoni Macierewicz, marszałek Sejmu Ewa Kopacz (po 42%) oraz Zbigniew Ziobro (37%) i Bartosz Arłukowicz (34%).

Badanie „Aktualne problemy i wydarzenia” przeprowadzono w dniach 4–10 kwietnia 2013 roku na liczącej 1150 osób reprezentatywnej próbie losowej dorosłych mieszkańców Polski.

Czytaj też: Oceny sytuacji politycznej rządu Tuska prawie identyczne jak rządu Kaczyńskiego, nie Millera i Buzka


14:23

Wszystkie grzechy CNN

David Carr  na łamach NYT omawia najważniejsze błędy CNN w trakcie kryzysu w Bostonie


14:31

Powrót Busha

Tom DeFrank z National Journal opisuje niechętny powrót Busha na krajową scenę polityczną w USA


14:36

Bracia Koch inwestują w media

New York Times opisuje plany medialnej ekspansji wspierających Republikanów braci Koch


14:39

Nie ma kryzysu mediów

Pekka Pekkala opisuje czym jest (i dlaczego wbrew pozorom radzi sobie świetnie) dziennikarstwo rozproszone czyli networked journalism


14:43

Comedy Central wchodzi na Twitter

Kanał Comedy Central planuje nowy, pięciodniowy "festiwal" na Twitterze z udziałem znanych satyryków


15:42

Czy następnym bastionem PO jaki padnie będzie HGW? Burmistrz Ursynowa grozi referendum w stolicy

Wspierający Parady równości i jednocześnie, ramię w ramię z Jarosławem Kaczyńskim organizujący wystawy smoleńskie burmistrz Ursynowa, grozi Hannie Gronkiewicz-Waltz wnioskiem o referendum w sprawie jej odwołania - jeśli ta nie wycofa się z podwyżek cen biletów komunikacji miejskiej i nie obniży opłat za wywóz śmieci. Hanna Gronkiewicz-Waltz może być kolejną, po Elblągu i Rybniku polityczną ofiarą coraz gorszej kondycji Platformy Obywatelskiej.


 

Piotr Guział jest burmistrzem Ursynowa. Jego komitet wyborczy "Nasz Ursynów", uzyskując świetny wynik wyborczy (ok. 34%) w ostatnich wyborach samorządowych, pozbawił PO władzy i mimo lewicowo-obywatelskiego charakteru wszedł w koalicję z PiS. Guział i prezydent stolicy pozostają od dłuższego czasu w stanie zimnej wojny, odkąd Platforma została odsunięta od władzy w - wydawałoby się - wyborczym mateczniku.

Nawet jeśli nie wierzyć badaniom przeprowadzonym przez Warszawską Wspólnotę Samorządową, której Guział jest jednym z liderów, a z których wynika, że blisko 60% badanych deklarujących udział w referendum oddałoby głos „za odwołaniem”, a jedynie ponad 1/3 byłaby przeciwna odwołaniu Hanny Gronkiewicz-Waltz., to i tak sytuacja jednej z liderek PO nie wygląda wesoło.



HGW jest od kilku miesięcy poddawana druzgocącej krytyce nawet ze strony do tej pory jej przyjaznych libaralnych mediów.

Zalanie tunelu Wisłostrady, zawalenie się Swiętokrzyskiej podczas budowy metra, wycinka drzew w parku Krasińskich, podwyżki opłat za wywóz śmieci, likwidacja popularnych połączeń autobusowych, sprawa nagród dla urzędników, pomysł skasowania nocnych kursów metra w weekendy, absurdalne ataki straży miejskiej na kupców, czy stołeczne klubokawiarnie.

To wszystko składa się na niekończący się festiwal niepowodzeń prezydent stolicy, który ciągnie się aż od ubiegłorocznego Euro. Od prawie roku, warszawski Ratusz nie był w stanie przebić się na dłużej z większym, pozytywnym dla mieszkańców przekazem. Udane uruchomienie rowerów miejskich, rysuje się samotnie na tym tle jako jedynie szczęśliwy wypadek przy pracy.



Guział nie jest wygodnym przeciwnikiem dla HGW. To nie kostyczny Mariusz Błaszczak, ani nie dość jednowymiarowy lider stołecznego PiS-eks-szef CBA Mariusz Kamiński, ani nie zasłużony i porządny, ale jednak pozbawiony kontaktu z przeciętnym człowiekiem architekt-intelektualista Czesław Bielecki, który bez powodzenia ubiegał się o prezydenturę stolicy.

Pozostając w koalicji z PiSem na Ursynowie, Guział porozumiewa się z różnymi grupami wyborców, w tym "koleguje się" z politykami Ruchu Palikota (na foto z Arturem Dębskim).



Hanna Gronkiewicz-Waltz zaczyna przypominać zużytego urzędnika, a nie lidera politycznego. Mimo niezłej ekipy wiceprezydentów, podzielona na zwolenników Andrzeja Halickiego i HGW, warszawska PO nie jest w stanie wykrzesać z siebie politycznej inicjatywy, a polityka personalna w mieście zaczyna przypominać zepsutą atmosferę polityczną Chicago.

Jeżeli doszłoby do udanej inicjatywy zebrania podpisów aż 10% mieszkańców stolicy i udało się doprowadzić do referendum, to jego wynik (nawet jeśli okazałoby się nieważne z powodu frekwencji poniżej 30%) byłby trudny do przewidzenia.

Sama kampania zresztą, grupująca tak różne środowiska polityczne jak PiS, SLD, Ruch Palikota, jeżeli przeprowadzona w finezyjny i pozbawiony agresji sposób mogłaby się przyczynić do poważnej erozji poparcia w wyborczo kluczowej dla PO stolicy.

Jeżeli do tego doszedłby ewentualny start Aleksandra Kwaśniewskiego do Parlamentu Europejskiego na liście warszawskiej, to pozbawiona mocnego kandydata PO mogłaby stawić czoła bardzo poważnemu kryzysowi w podstawowym dla siebie okręgu. Bo to w stolicy w poprzednich wyborach europejskich PO dostała aż 52% głosów (a sama Danuta Huebner aż ponad 300 tys w liczbach bezwzględnych) a w parlamentarnych -przy dużo wyższej frekwencji- 49% (w tym prawie 400 tys. głosów Donalda Tuska).

Zapowiedź inicjatywy odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz dokonana przez Warszawską Wspólnotę Samorządową i burmistrza Guziała brzmi ciekawiej i zarazem groźniej niż podobne inicjatywy zapowiadane przez tradycyjne partie. I to ona, mimo braku "politycznej wagi" może Platformie najbardziej zaszkodzić.

Czytaj też: Wielkie zniknięcie Hanny Gronkiewicz-Waltz. Komunikację czołowej polityk PO symbolizuje sprawa martwej sowy w Parku Krasińskich

Na blogu: Tu nie będzie Borisa Johnsona. Jak warszawska opozycja przegrywa starcie o rządy w Warszawie?

W 2012 Hanna Gronkiewicz-Waltz nie wykorzystała wielu szans by stać się środkowoeuropejskim Borisem Johnsonem

O jeden korek za daleko

Fejs już kpi z HGW w związku z zapowiadaną podwyżką ceny biletów w Warszawie

foto: FB Piotra Guziała i Hanny Gronkiewicz-Waltz (fot. R. Motyl)


17:30

Co dalej z Funduszem Kościelnym po odejściu Karpińskiego z MAC do MSP?

Zmiany w resorcie skarbu, oprócz aspektów już przez nas opisywanych, mają jeszcze jedno ciekawe znaczenie. Włodzimierz Karpiński, który lada moment zostanie powołany na ministra skarbu, był w Ministerstwie Administracji i Cyfryzacji odpowiedzialny za opracowanie ustawy, umożliwiającej odprowadzenie 0,5 proc. podatku dochodowego na Kościół. Roszady personalne mogą zahamować pracę nad ustawą. Tym bardziej, że Michał Boni myśli o starcie do Parlamentu Europejskiego.

Zawarty w lutym kompromis między rządem a Episkopatem to dla ministra Boniego jeden z niewielu sukcesów. Według MAiC o przekazaniu odpisu na wybrany Kościół lub związek wyznaniowy obywatele mogliby decydować już w 2014 r. – w rozliczeniu PIT za rok 2013.

Jeszcze w czwartek Włodzimierz Karpiński na komisji w Sejmie zapewniał, że trwają prace nad ustawą. Dzień później Donald Tusk ogłosił, że nowym ministrem skarbu będzie właśnie Karpiński. 8 kwietnia w wykazie prac legislacyjnych Rady Ministrów pojawiła się wprawdzie zapowiedź projektu, ale bez żadnych szczegółów. Planowany termin przyjęcia dokumentu przez rząd nie jest znany, o samym projekcie ustawy nie wspominając.

Boni zamierza wystartować w przyszłorocznych wyborach do europarlamentu, ale premier już latem chce dokonać rekonstrukcji rządu. Będzie ona zapewne służyła i tak wewnętrznym rozgrywkom w Platformie, związanym z wyborami na szefa partii, więc następcą Boniego może zostać osoba mająca niewielkie pojęcie o cyfryzacji.

Likwidacja Funduszu Kościelnego i zastąpienie go możliwością odpisu od podatku to zresztą z punktu widzenia finansów publicznych sprawa symboliczna. W tym roku państwo przeznaczy na ten cel około 94 mln złotych. Deficyt zapisany w budżecie to 35 mld zł.

Poza tym Kościół nie może być pewny, czy nie straci na zmianie. Państwo wyrówna różnicę tylko przez pierwsze trzy lata. Dla porównania - wpływy z 1 proc. na rzecz OPP w trzecim roku funkcjonowania odpisu wyniosły 62 mln (dane Ministerstwa Finansów, przytaczane niedawno przez „Gazetę Wyborczą”). W czwartym wzrosły do poziomu 105 mln, a rok później do 298 mln. Z zeszłorocznych badań Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego wynika jednak, że w niedzielę na mszę chodzi 40 proc. katolików. Nie wiadomo ilu podatników będzie skłonnych odpisać część podatku na Kościół.

Na wprowadzeniu odpisu mogą stracić też samorządy, które co roku dostają część wpływów z PIT. Trudno wyobrazić sobie, że samorządy w tak trudnej sytuacji finansowej nie będą protestować. Gminy i miasta domagają się przecież zwiększenia tych udziałów, na co nie ma pieniędzy. Budżet państwa i tak ledwo się spina.

Nawet jeżeli ustawa powstanie, musi przejść jeszcze przez cały proces legislacyjny. Projekt może ugrzęznąć w Komitecie Stałym Rady Ministrów, czyli tzw. mini rządzie. Przykładowo pierwsza transza Gowinowskiej deregulacji pojawiła się w RCL w marcu ubiegłego roku, ale została zaakceptowana przez rząd dopiero pod koniec września. Z kolei pierwsze czytanie ważnej dla premiera ze względu na wysokie bezrobocie ustawy uelastyczniającej organizację czasu pracy odbyło się na początku marca, chociaż projekt był gotowy już pod koniec zeszłego roku. W przypadku Funduszu Kościelnego nie ma nawet gotowej ustawy, a zmiany personalne w ministerstwie raczej nie przyspieszą nad nią prac.

Fot. Maciej Śmiarowski/KPRM


19:54

Wszystko co trzeba wiedzieć o objeździe Kaczyńskiego po Polsce na jednym GIFie

Podróże Jarosława Kaczyńskiego po lokalnej Polsce stały się jednym z czynników, które w powszechnej opinii przyczyniły się do zdobycia przez PiS politycznego momentum. Lider PiS w kampanijnym stylu spotyka się z mieszkańcami małych miejscowości. To przebija się zarówno w mediach lokalnych jak i ogólnokrajowych. Ale gdzie dokładnie pojawia się prezes?

Kaczyński jeździ zarówno do tych miejsc w których wygrała Platforma, jak i do tych gdzie poparcie dla PiS było bardzo silne w 2011, co pokazuje nałożenie na siebie map - jedna ilustruje wyniki wyborów w okręgach do Sejmu w 2011, druga (kolor jasnoniebieski) to te okręgi, które odwiedził prezes w tym roku. Dwie kolejne to podróże wszystkich polityków PiS (kolor ciemnoniebieski) oraz mapka poparcia w konkretnych powiatach.



Kaczyński miał w tym roku pory 19 spotkań na terenie kraju, w tym dwa w ramach kampanii w Rybniku (Rybnik i Łaziska). Odwiedza zwykle mniejsze miejscowości: Środa Wielkopolska, Nowy Tomyśl, Gostynin, Radziejów, Mogilno, Wschowa, Góra, Milicz, Świebodzin, Ostrzeszów. W ostatni weekend pojawił się w Żyrardowie, Pabianicach, Łowiczu, Bełchatowie,Opocznie, Skarżysku-Kamiennej i Szydłowicach. Nie był jeszcze w tradycjnych bastionach PiS w południowo-wschodniej Polsce. Politycy PiS odwiedzili łącznie 89 powiatów - jak napisał na TT Joachim Brudziński.

Jak widać, te podróże nie mają ani jednoznacznie ofensywnego, ani defensywnego charakteru. Zarówno prezes, jak i politycy PiS odwiedzają te regiony w których silna była Platforma jak i ich własna partia.

Czytaj też: PiS w kampanijnym stylu podbija Polskę lokalną, rząd zajęty memorandum, Europa Plus odbija się Ukrainą, SLD zajęty Kaliszem – krajobraz przed trzecią rocznicą Smoleńska

fot. https://www.facebook.com/kppis/https://twitter.com/jbrudzinski/Lukasb1992/Robert Wielgórski