Relacja Live

11.04.2013

11:08

Ostatni taki Smoleńsk? Jak kalendarz wyborczy nie zmieni smoleńskiej narracji PiS w 2014 i 2015- 5 czynników

Obchody kolejnych- 4 i 5 rocznicy katastrofy smoleńskiej będą się odbywać w szczycie kampanii wyborczych: do Parlamentu Europejskiego 2014 i kampanii prezydenckiej 2015, która poprzedzi wyborczą rozgrywkę o następną większość sejmową na jesieni 2015. Ale to wcale nie musi wpłynąć na smoleński język PiS.

Czynnik 1 - wybory europejskie sprzyjają wyborczym anomaliom

Wybory Europejskie- z niską frekwencją to trudne zadanie dla PiS. Bo partia ma coraz krótszą ławkę dobrych, rozpoznawalnych kandydatów do Brukseli.
Bo będzie miała konkurencję: mających w (europejskich) badaniach niezłe sondażowe wyniki ziobrystów i wielkie niewiadome w postaci rosnącego (w CBOS i SMG/KRC) Korwina oraz nadzwyczajnie zorganizowanych w sieci narodowców. Sądząc po niezłych wynikach w wyborach europejskich LPR (2004- 16%) oraz niskiej frekwencji (kolejno: 21 i 25%) to wybory bardzo nieprzewidywalne i sprzyjające małym partiom (przypadek UW i SDPL 2004).

Głównie to pojawienie się konkurencji z prawej wpłynie na strategię PiS w wyborach europejskich 2014. Jarosław Kaczyński, co zresztą jest uznawane za jego obsesję, nie może sobie pozwolić na zleklceważenie konkurencji z prawej strony. A Smoleńsk wydaje się być najlepszym mobilizatorem dla skrajnego i wyborczo aktywnego elektoratu, który potencjalnie mógłby uciec do ziobrystów i narodowców, gdyby nie legenda smoleńska obrazująca przekaz PiS o „wykluczeniu słabszych” z życia publicznego.

Czynnik 2 - co ważniejsze: uśpienie lemingów czy mobilizacja moherów?

A to ważne dla Kaczyńskiego wybory, bo w końcu może je wygrać, głównie przez demobilizację elektoratu PO. Ale, z drugiej stony, nic tak nie mobilizuje elektoratu PO jak „rozszalały, smoleński Kaczor”. Więc stratedzy PiS będą musieli zważyć zyski i straty. Bo Smoleńsk pomaga zwalczać konkurencję na prawej flance, ale też ożywia zniechęcone „lemingi”.

Czynnik 3 - wybory samorządowe- PiSowi wystarczy zły wynik PO

Wybory europejskie są dla PiS też bardzo ważne dlatego, że partia ta tradycyjnie mniej liczy się w wyborach samorządowych, głównie w dużych miastach, a te pojedynki są najbardziej atrakcyjne dla mediów i w dużym stopniu ich rezultat dyktuje publiczne wrażenie- kto zwyciężył a kto przegrał.

Dodatkowo, PiS nie ma serca do polityki samorządowej, jego lokalne struktury są o wiele mocniej skonfliktowane niż te krajowe, czy parlamentarne. Więc wybory samorządowe w zasadzie PiS może odpuścić. Wystarczy, żeby lokalne komitety, albo lewica utrudniły wyborczą walkę PO. Gorszy wynik Platformy z grupami obywatelskimi, co jest bardzo możliwe, PiSowi wystarczy.

Czynnik 4 - sielskie wybory prezydenckie

Sytuacja będzie inna w 2015. Żeby liczyć się w stawce sejmowej i walczyć o rząd, trzeba przeprowadzić dobrą kampanię prezydencką, która będzie pre-kampanią do wyborów parlamentarnych na jesieni tego samego roku.

A w kampanii prezydenckiej, żeby myśleć o wyrownanej rywalizacji z „wujkiem narodu” prezydentem Komorowskim, trzeba kanty łagodzić, nie uwypuklać. „Dom wszystkich Polska”, „Zgoda buduje”, „Polska jest najważniejsza”- to tradycyjny dla polskich wyborów prezydenckich, wręcz sielski model kampanii. Tego oczekują wyborcy.

Czynnik 5 - autonomiczny Gliński, ale harce na prawej flance

Jeżeli kandydatem PiS miałby być jednak profesor Gliński (o czym jako pierwszy pisał Wojciech Szacki w tyg. Polityka), to PiS może sobie pozwolić na smoleńskie harce, utrzymujące mobilizację tradycyjnego elektoratu i pozwalające autonomicznemu, ale oczywiście finansowanemu z kasy PiS Glińskiemu na kurs opozycyjny, ale centrowy, obywatelski.

Gliński nie jest większym ryzykiem, na świetną kartę prywatną, która dobrze się sprzedaje w kampaniach prezydenckich. Dobrze wygląda, nie antagonizuje. I zapewnia PiSowi kontynuację flirtu z „Polską smoleńską”, którą Gliński łagodziłby przekazem o „społecznym wykluczeniu Polski B”.

Biorąc pod uwagę te 5 rozważań, więcej wskazuje, że PiS nie złagodzi retoryki smoleńskiej, nawet za cenę mobilizacji znużonych Tuskiem lemingów w 2014. Ważniejsza okaże się rachuba, by dobić konkurencję na prawicy, a w 2015 efekt „smoleńskiego wariactwa” może pomóc stonizować umiarkowany i sympatyczny Gliński. I nawet jego raczej oczywista dziś porażka z Komorowskim nie będzie aż tak bardzo porażką PiS, jaką byłaby porażka Kaczyńskiego.

Smoleńsk będzie tracił oczywiście na medialnym znaczeniu, chyba że pojawią się nowe okoliczności śledcze etc., ale dla PiS wciąż pozostanie atrakcyjnym narzędziem mobilizacyjnym, które w 2014 pomoże wykosić konkurencję na prawicy i być może zapewnić pierwsze od 2005 wyborcze zwycięstwo, tak potrzebne Kaczyńskiemu do odbudowy morale.

fot. FB PiS


08:34

GW:

Fałsz smoleński, RZ: PiS nadaje ton, rząd chowa się w cień, Stankieicz: Macierewicz nie pokazuje dowodów, Cieślik: Kaczyński jak Lepper ws Klewek i więzień CIA

-- FAŁSZ SMOLEŃSKI- pisze na jedynce Gazety Paweł Wroński: „Prezydent i pasażerowie Tu-154 zginęli w zamachu, badająca katastrofę komisja Millera była nielegalna, a jej raport to fałszerstwo - w takiej retoryce przebiegały pisowskie obchody trzeciej rocznicy 10 kwietnia”

-- PIS NADAJE TON, RZĄD CHOWA SIĘ W CIEŃ- jedynka Rzeczpospolitej. Oraz tytuł na 4 stronie: “W WARSZAWIE RZĄD USTĄPIŁ POLA PIS”. Ilustracją do tekstu jest zdjęcie mężczyzny z wielkim modelem ogona Tupolewa…

-- JEDYNKA SUPER EXPRESSU: MACIEREWICZ: KATASTROFĘ PRZEŻYŁY TRZY OSOBY

-- PAWEŁ LISICKI W SUPER EXPRESSIE: “Eksperci Macierewicza opierają się na danych zgromadzonych przez komisję Millera, nie mają swoich źródeł. Ich wersję ostatniej fazy lotu odbieram jako ciąg nielogiczności”

-- PIERWSZE PIĘĆ STRON FAKTU poświęcone obchodom oraz rodzinie Kaczyńskich.

-- KOMENTARZ JAROSŁAWA KURSKIEGO NA JEDYNCE GAZETY: “Pomówienia eskalują. W zeszłym roku Kaczyński mówił o "zdradzonych o świcie", dziś zamach jest dla niego oczywistością. I znów ten sam cyniczny rytuał. Przemarsz pod kancelarię premiera z bębnami, pochodniami, transparentami i nienawistnymi okrzykami depczący uczucia rodzin niepisowskich ofiar tej tragedii.”

-- MACIEREWICZ OSKARŻA, ALE NIE POKAZUJE DOWODÓW- pisze w RZ Andrzej Stankiewicz: “Najnowszy raport PiS jest najostrzejszy 
z dotychczasowych. Antoni Macierewicz sugeruje, że rząd pozwolił Rosjanom pozbyć się prezydenta, a potem zacierał ślady. (…) Ową wizję tuskowo-putinowskiego spisku dopełnia zarzut, iż komisja Jerzego Millera zamiast badać przyczyny katastrofy, fałszowała dowody. Nigdy takie zarzuty, żywe wśród części radykalnych polityków PiS, nie zostały sformułowane tak otwarcie. I to bez żadnych dowodów – Macierewicz także ich nie pokazał.”

-- DALEJ STANKIEWICZ: “Najpoważniejsze zadanie, które stoi przed Jarosławem Kaczyńskim i Antonim Macierewiczem, to wyjaśnienie zagadki, która została sformułowana już w poprzednim raporcie, jesienią 2012 r. Jeśli bowiem bezpośrednią odpowiedzialność za tragedię ponoszą „wciąż nieustalone osoby trzecie”, to należy je ustalić. Kaczyński w ostatnim wywiadzie dla „Gazety Polskiej” oświadczył: „Gdybym był prokuratorem prowadzącym tę sprawę, badałbym przynajmniej kilka hipotez dotyczących sprawców. Także tę mówiącą, że pomysł i wykonanie wyszły z Polski”.
I o tym zapewne będzie czwarty raport Macierewicza.”

-- BZDURY MACIEREWICZA O ZAMACHU GRUZIŃSKIM- piszew GW Roman Imielski: “Poseł PiS dorzucił do repertuaru budowy pośmiertnej legendy Lecha Kaczyńskiego kolejną cegiełkę - o rzekomym zamachu gruzińskim, który miał być przestrogą dla świętej pamięci prezydenta. (…) Jak ulał pasują w tej sytuacji słowa, które wypowiedziała dziś - w kontekście katastrofy smoleńskiej - senator PiS Beata Gosiewska: - Nieważna jest prawda, tylko tworzy się prawdę. Zdaje się, że to zdanie klucz do działań partii Jarosława Kaczyńskiego.”

-- KLEWKI 10.04 - pisze w RZ Mariusz Cieślik: “Czy ktoś pamięta jeszcze Klewki? Dawno, dawno temu, zanim Jarosław Kaczyński został wrogiem publicznym numer 1, tę samą rolę odgrywał śp. Andrzej Lepper. (…)Przypominam sobie casus Gasińskiego, gdy słyszę, że ci sami ludzie, którzy go obśmiewali, dziś drwią z Antoniego Macierewicza i jego smoleńskiego zespołu. Broń Boże, nie porównuję posła PiS, człowieka uczciwego, odważnego opozycjonisty z czasów PRL, do mitomana wycierającego dziś ławy oskarżonych i prycze w więzieniach. Chodzi mi jedynie o trudność w dostępie do informacji w obu tych sytuacjach. W kwestii więzień CIA były one utajnione, tu w ich zbieraniu wyraźnie przeszkadzają Rosjanie, niezainteresowani wyjaśnianiem prawdy o katastrofie. Gdyby prawda wyszła na jaw, mogłoby się przecież okazać, że jednak mają coś na sumieniu (a rozsądnemu człowiekowi wydaje się to pewne).”

-- KONKLUZJA CIEŚLIKA: “nie przesądzając o wartości zebranych przez zespół Macierewicza materiałów, należy uznać jego działalność za cenną. Zwłaszcza w sytuacji, gdy instytucje państwa polskiego prowadzą śledztwo w sposób tak nieudolny, że nie są w stanie zweryfikować podstawowych faktów i hipotez, także tej o zamachu.
Gdyby nie zagraniczne media, nigdy nie dowiedzielibyśmy się prawdy o polskich więzieniach CIA. Sądzić, 
że ktoś za nas ujawni całą prawdę 
o Smoleńsku, byłoby jednak naiwnością.”

-- ZUZANNA DĄBROWSKA W RZ O SLD I OLEKSYM: “Oleksy nie ma wśród kolegów z partii opinii szaleńczo odważnego straceńca. Pełni raczej rolę barometru. – Albo kanarka w kopalni – martwi się jeden z członków zarządu Sojuszu. Czy tym razem, rzucając gromy na głowę Millera, Oleksy przepowiada katastrofę? (…)Mimo zajmowania stanowiska wiceszefa Sojuszu, Oleksy traktowany jest przez wierchuszkę SLD protekcjonalnie, trochę jak kłopotliwa i marudząca ciotka. Leszek Miller ukuł nawet specjalny termin, którym podsumowuje te wypowiedzi Oleksego, które nie przypadły mu do gustu. – To jest takie „józiolenie”, typowe dla tego polityka – mówi wtedy. I liczy na to, że Oleksy – jak zazwyczaj – będzie wobec władzy lojalny. – Leszek nie wziął pod uwagę tego, że niedoceniana przez niego impreza, jaką miał być kongres lewicy, może stać się wielkim wydarzeniem, a dla Oleksego okazją do powrotu na pierwszą linię i przygrywką do eurowyborów – mówi jeden ze współpracowników Millera. 
– Józef naprawdę wierzył w swoją misję łączenia lewicy i ciężko pracował. Policzek, jakim było zaproszenie Wałęsy, całkowicie wyprowadził go z równowagi – dodaje.”

-- JAMAŁ 2 TO PRZEGRANA ROSJI- pisze Dziennik: “Polski rząd wprawdzie stracił wizerunkowo, ale Moskwa nie ugrała niczego, o co walczyła. Brak jasnej odpowiedzi na pytanie: kto, co i kiedy wiedział o memorandum w sprawie Jamału II, nie oznacza, że Rosja ograła Polskę. Domniemane mistrzowskie opanowanie sztuki PR przez Rosjan to nieporozumienie. Polski rząd stracił wizerunkowo (chaos), ale Rosja nic nie zyskała. Niemal do zera zredukowała rachityczne zaufanie budowane między Warszawą a Moskwą. Nie zaszachowała też Ukrainy. Ma co prawda głośne polskie „nie” w sprawie Jamału, co sprzyja lansowaniu III nitki Gazociągu Północnego. Ale znawcom rynku energetycznego i elitom politycznym Zachodu to „nie” było znane od dawna. Analizując na chłodno: bilans jest niekorzystny dla Rosji.”

-- DALEJ DZIENNIK: “Wobec tych argumentów sprawa Jamału II nie jawi się jako mistrzowskie rozegranie Pszeków (pogardliwe określenie Polaków) przez Rosjan. To nieudolna próba przywiązania do rosyjskiego gazu regionu Europy Środkowej. Polska nie jest w tej rozgrywce żadną ofiarą. W szerszym kontekście sprawa złego przepływu informacji między resortami i rządowymi agendami ma znaczenie drugo-, a nawet trzeciorzędne. W operacji Jamał II traci głównie Gazprom.”

-- LESZEK BALCEROWICZ W RZ O MARGARET THATCHER: “Politycy kierujący się przekonaniami należą do rzadkości. Jeszcze rzadziej spotkać można tych, którzy kierują się przekonaniami i służą dobrej sprawie. Najrzadsi są politycy, którzy kierują się przekonaniami, służą dobrej sprawie i na dodatek są skuteczni. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że pani Thatcher była wielkim i nadzwyczaj skutecznym politykiem przekonań, który służył wielkiemu celowi – sprawie ludzkiej wolności i odpowiedzialności.”

-- DALEJ BALCEROWICZ: “Dzięki thatcheryzmowi Wielka Brytania zrobiła duży ruch – od etatyzmu ku wolnemu rynkowi i uzyskała za to gospodarczą nagrodę. Ten ruch ku wolności gospodarczej i ograniczonemu państwu nie był jednak łatwy. Wymagał prawdziwych innowacji w polityce gospodarczej, zwłaszcza w prywatyzacji infrastruktury (łączności, energetyki) oraz w reformach oświaty i służby zdrowia. Wymagał niezłomności w obliczu masowych protestów ze strony intelektualistów.”

-- W KRYZYSOWYCH CZASACH URZĘDNIK POPUSZCZA PASA- pisze DGP: “Miało być taniej, a w 2012 r. płace w administracji wzrosły o 800 złotych
W czasie kryzysu urzędnicy zarabiają coraz więcej i bezkrytycznie oceniają swoją pracę. Ich pensje rosną, mimo że formalnie piąty rok z rzędu są zamrożone. Nikt nie rezygnuje z nagród, które w samych ministerstwach są czterokrotnie wyższe niż wymagany limit. Co więcej, okazuje się, że padł kolejny rekord w wydawaniu budżetowych pieniędzy na bonusy. W 2012 r. wydano na nie o 14 mln zł więcej niż rok wcześniej. Łącznie to już suma blisko 600 mln zł.”

-- DALEJ DZIENNIK: “DGP dotarł do dokumentu szefa służby cywilnej, który pokazuje aktualny stan administracji rządowej. W najbliższych dniach sprawozdanie trafi na biurko premiera. Szef rządu nie będzie miał powodów do zadowolenia, bo urzędy wbrew jego zaleceniom nie tylko nie oszczędzają na wynagrodzeniach, lecz także nie tną etatów. W 2012 r. ubyło zaledwie 367 z ponad 122 tys. miejsc w administracji rządowej.”


09:25

Wypowiedzi poranka. Lasek: Będzie odpowiedź na raport Macierewicza. Kowal: Widzę małą determinację Jarosława Kaczyńskiego by zszywać Polskę
Adam Hofman w TVN24 o słowach Antoniego Macierewicza, że trzy osoby przeżyły katastrofę smoleńską: Rozmawiałem z Macierewiczem na ten temat. Pytałem go, o tą jego opinię. On uważa, że są na to dowody świadków, ale nie są na tyle mocne, żeby umieścić to w raporcie. Więc to będzie przedmiotem dalszego badania. Ja więcej informacji na ten temat nie mam. [O raporcie Millera]: Po naszej stronie jest umysł krytyczny, racjonalność, profesorowie, dane, wykładnie naukowe, teorie, a po drugiej stronie mamy de facto ludzi, którzy zachowują się jak sekta. Ci, którzy wierzą w raport Millera, to są ludzie, którzy opierają się wyłącznie w tej chwili na wierze. Paweł Kowal w Radiu ZET: Ja wczoraj pierwszy raz pomyślałem: to się już nie zszyje. Wczoraj Lech Kaczyński był potraktowany źle przez wszystkich, którzy potraktowali go jako prezydenta partyjnego. Wczoraj każdy zrobił swoją uroczystość. Każdy był oddzielnie, bo ludzie sobie nie ufają i nie widzą wspólnej sprawy. [O Jarosławie Kaczyńskim]: Widzę małą determinację Jarosława Kaczyńskiego do tego żeby zszywać Polskę. A moim zdaniem jest to obowiązek każdego polityka, szczególnie tak wpływowego. Potwierdza się moja stara teza, że dopóki głównymi partiami będą kierować Donald Tusk i Jarosław Kaczyński, to ten system partyjny będzie pospinany jak teraz jest, oni nie będą musieli walczyć o serca i umysły wszystkich Polaków, tylko mobilizować swoje zaprzęgi. [O Sejmie i rządzie w kontekście katastrofy smoleńskiej]: Sejm nie powołał żadnej instytucji, już nie mówię o komisji śledczej ale nawet o komisji nadzwyczajnej, która wypełniałaby konstytucyjnej roli parlamentu w tej sprawie. O czym ja mogę mówić, jeśli Donald Tusk każdą uwagę traktował jako atak osobisty. Taka była strategia rządu. Ja nadal apeluję: aby chaos był mniejszy, musicie stworzyć taki mechanizm, który będzie bardziej wiarygodny. Małgorzata Kidawa-Błońska w Sygnałach Dnia PR1: W rocznicę katastrofy powinniśmy pamiętać o tych, którzy odeszli. Na uroczystościach mało mówiono o tych osobach, a głównie o polityce. Może dobrze, że rząd i część polityków była z boku i nie wchodziła w spory polityczne. To nie dzień i miejsce na takie spory. Maciej Lasek w RMF FM o możliwości spotkania z ekspertami Macierewicza: Czy mamy twierdzić, że badanie wypadku to jest przekonanie opinii publicznej, czyli wynik badania wypadku lotniczego to jest przekonywanie opinii publicznej?W związku z czym parę miesięcy temu zaproponowaliśmy takie rozwiązanie, które przez posła Antoniego Macierewicza było kategorycznie odrzucone: rozmowa z ekspertami, ale bez otoczki politycznej, bez show medialnego i bez rodzin ofiar, na neutralnym gruncie. To jest rozwiązanie. O kontrraporcie Macierewicza: I w związku z tym do tego raportu będzie w najbliższym czasie kontropinia zespołu, którym mam przyjemność kierować.Będzie odpowiedź, bo takich rzeczy nie można zostawić bez odpowiedzi. Milczeliśmy wystarczająco długo. fot. rmf.fm

11:14

Episkopat:

In vitro to samogwałt na godności jednostki

13:56

Spada poparcie dla prezydenta. Koniec miodowego miesiąca Obamy

Według opublikowanego dziś sondażu przeprowadzonego na zlecenie telewizji NBC i dziennika WSJ spada ocena pracy prezydenta USA Baracka Obamy.

Dziś jego pracę dobrze ocenia 47% ankietowanych, co oznacza spadek o 3 pp od lutego 2013. Po raz pierwszy od wygranych wyborów w 2012 roku poparcie dla prezydenta spadło poniżej 50%. 47% pytanych pozytywnie ocenia jego działania związane z ekonomią, co może być odczytane w Białym Domu pozytywnie, bowiem to o 3 pp więcej niż w lutym. Jednak ocena pracy prezydenta dotyczącej polityki zagranicznej spadła o 6 pp od grudnia 2012 r., teraz dobrego zdania o niej jest 46% Amerykanów.

Chyba najgorszą wiadomością dla prezydenta jest fakt, że tylko 31% obywateli Stanów Zjednoczonych uważa, że sprawy idą w dobrym kierunku, w grudniu 2012 roku pozytywnie w przyszłość patrzyło o 10pp więcej.

Więcej na temat sondażu na stronie NBCNews.com.

 

fot. Prezydent Barack Obama podczas parady inauguracyjnej w Waszyngtonie, styczeń 2013, Official White House Photo by Pete Souza


14:33

Co słychać w Rybniku? Korwin twierdzi, że idzie mu coraz lepiej. Piecha mówi: "Czas na Śląsk"

W cieniu rocznicy katastrofy smoleńskiej jedyna kampania wyborcza w tym roku wkracza w finałową fazę. W okręgu 73 o fotel senatora  walczą m.in. Janusz Korwin-Mikke, Bolesław Piecha, kandydat Ruchu Autonomii Śląska oraz lokalni politycy, wśród których są: kandydat PO Mirosław Duży i były prezydent Rybnika Józef Makosz.

Te wybory uzupełniające po śmierci senatora PO Antoniego Motyczki nie budzą większego zainteresowania mediów ogólnokrajowych i liczy się tylko dla lokalnych serwisów informacyjnych.  Wybory - zaplanowane na 21 kwietnia - to jednak interesujący, chociaż bardzo specyficzny, test nastrojów społecznych.

Kandydaci w okręgu 73 pokazali już swoje spoty wyborcze. Janusz Korwin-Mikke - który ostatnio napisał na FB, że "idzie mi tu coraz lepiej" ale wszystko "jest absolutnie niepewne – przy spodziewanej b. niskiej frekwencji" - pokazał niedawno kolejny spot wyborczy. Kandydat Kongresu Nowej Prawicy w klasycznym dla siebie stylu mówi o "czerwonej hołocie" która w Brukseli walczy z globalnym ociepleniem, co przekłada się m.in. na w wysokie podatki w Polsce.

http://youtu.be/u2qBiy7TwLs

Poprzedni spot był utrzymany w podobnej formie. JKM twierdzi w nim, że  "banda durniów i złodziei" która obsiadła administrację panicznie boi się, aby w Senacie nie pojawił się ktoś kto mówi prawdę.

http://youtu.be/YiXC0k1FXUw

Niedawno Korwin-Mikke porównał strategię PiS - do NSDAP, i zaapelował do swoich rywali o wycofanie się z wyborów. Jak mówił: " W 1933 roku Adolf Hitler najpierw postawił na wygraną w małym miasteczku Lippe, później dopiero w całych Niemczech. Podobnie działa PiS mówiąc: dziś wygramy w Rybniku, jutro w całym kraju". 

PiS planuje ofensywę na weekend - w w piątek w Rybniku pojawią się m.in. Jan Tomaszewski i Janusz Śniadek, a na sobotę zaplanowano posiedzenie klubu parlamentarnego PiS w rybnickim Hotelu Olimpia. Kandydat partii Bolesław Piecha postawił na spoty radiowe, w których akcentuje swoje parlamentarne doświadczenie i mówi "Czas na Śląsk".

http://youtu.be/RBNs60U59_k

Spot nieznanego szerzej Mirosława Dużego z PO ma przede wszystkim podkreślić jego doświadczenie i sukcesy jako lokalnego samorządowca - w latach 2006-2010 był burmistrzem Łazisk Dolnych, teraz pracuje w  lokalnym Przedsiębiorstwie Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej.

http://youtu.be/G3Hpea4sL40

Duży nie jest znany w samym mieście Rybnik, ale strategia PO opiera się na tym, że przy niskiej frekwencji będą liczyć się głosy poza miastem, gdzie Duży jest bardziej rozpoznawany. Duży dostał także wsparcie z Warszawy - we wtorek Rybnik odwiedziła minister Elżbieta Bieńkowska, która rozmawiała z samorządowcami o nowej transzy środków z UE.

Jak pisze lokalny serwis Nowiny Rybnickie w relacji ze spotkania "Burmistrz Rydułtów Kornelia Newy nie mogła powstrzymać się przed pokazaniem niezadowolenia. Poszło o dofinansowanie do budowy tzw. pasywnego basenu w Rydułtowach, którego miasto nie dostało. W dyplomatycznej odpowiedzi Elżbieta Bieńkowska stwierdziła, że era budowy basenów się skończyła ze względu na małe efekty ekonomiczne takich inwestycji, a choć rydułtowski basen miałby być dość innowacyjny (samoogrzewający się np. przez kolektory słoneczne), małe szanse aby inwestycja otrzymała dofinansowanie." To może być też dobra  zapowiedzi tego, jak będą wyglądać analogiczne wydarzenia organizowane w trakcje objazdu Donalda Tuska.

Z wyliczeń  lokalnego serwisu Rybnik.com.pl wynika, że aby zdobyć mandat może wystarczyć zaledwie 3 tysiące głosów.

Na mobilizację swojej "bazy" liczy zapewne kandydat RAŚ Paweł Polok, który na jedną ze swoich konferencji prasowych przyjechał furą ciągniętą przez dwa konie. Na konferencji zapowiedział, że będzie domagał się darmowych przejazdów autostradami A1 i A4 w regionie.



Dla wszystkich kandydatów dużym zagrożeniem może być były prezydent Rybnika Józef Makosz, którego poparła m.in. Solidarność oraz Paweł Kukiz, który 16 kwietnia może pojawić się na spotkaniu z byłym prezydentem, znanym w mieście i dobrze tam wspominanym. Makosz rządził Rybnikiem w latach 1990-1998. Platforma widziała go jako swojego kandydata, ale Makosz zdecydował inaczej.

fot. https://www.facebook.com/knp.rybnik / http://rybnik.naszemiasto.pl


15:18

Nowy sondaż: PO w miejscu, SLD jednak zaczyna tracić, ale Palikot ma... 2%

25%, czyli tyle samo ile w ubiegłym miesiącu, chciałaby oddać swój głos na PO- wynika z kwietniowego pomiaru CBOS. Choć od 3 miesięcy ugrupowanie to uzyskuje dokładnie ten sam wynik- na poziomie najniższym w ostatnich 14 miesiącach, to jednak dalszy spadek jak na razie nie następuje. Tylko o 2 punkty procentowe mniej zdobył w tym miesiącu najgroźniejszy konkurent rządzącej partii – PiS. Chęć głosowania na to ugrupowanie zadeklarowało 23% (+1) potencjalnych uczestników wyborów. Nieco gorszy niż przed miesiącem wynik osiągnęło SLD, na które zamierza głosować 8% zdeklarowanych wyborców (spadek o 2 punkty).

Identycznym poparciem jak przed miesiącem cieszy się natomiast PSL, który zyskał w kwietniu 6% zwolenników.

Na kolejnym miejscu naszego rankingu znalazła się Solidarna Polska popierana przez 3% głosujących (wzrost o 2 punkty).

Poniżej wyborczego progu wypadły w kwietniu notowania Ruchu Palikota, ugrupowanie to zyskało przychylność tylko 2% respondentów wybierających się na wybory (spadek o 4 punkty).



Nie potwierdził się wyjątkowo dobry w ubiegłym miesiącu wynik Nowej Prawicy, obecnie ugrupowanie to uzyskało 2% głosów (spadek o 2 punkty).

Swoich zwolenników znalazły jeszcze w tym miesiącu PJN, PPP oraz Prawica Rzeczypospolitej (po 1% głosów). W sumie 3% głosujących chciałaby oddać swój głos na ugrupowania spoza naszej listy.

Odsetek Polaków, którzy chcieliby wziąć udział w wyborach, ale nie wiedzą, które z ugrupowań aktywnych na scenie politycznej by poparli, praktycznie się nie zmienił (24%).

Komentarz analityków CBOS:

"W pierwszej dekadzie kwietnia sytuacja na naszej scenie politycznej, podobnie jak pogoda w tym okresie, wydaje się ustabilizowana. Utrzymuje się stan bliski równowagi w poparciu dla dwóch najbardziej liczących się ugrupowań PO i PiS, choć ciągle z dość wyraźnym wskazaniem na rządzącą partię. Największa zmiana odnotowana w tym miesiącu, to czteropunktowy spadek poparcia dla Ruchu Palikota. Jedyny wzrost dotyczy Solidarnej Polski, która zyskała 2 punkty procentowe. Trzeba zastrzec, że ta stabilna sytuacja na scenie politycznej została odnotowana przed wydarzeniami związanymi z obchodami trzeciej rocznicy katastrofy prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem."

Badanie „Aktualne problemy i wydarzenia” przeprowadzono w dniach 4–10 kwietnia 2013 roku na liczącej 1150 osób reprezentatywnej próbie losowej dorosłych mieszkańców Polski.

foto: Facebook  SLD


18:22

Dlaczego prezydent Obama zmniejszył swoją pensję o 5%?

Wśród amerykańskich polityków zapanowała nowa moda. Zaczynając do prezydenta Obamy wielu z nich zwraca rządowi federalnemu 5% ze swoich pensji lub przeznacza je na cele charytatywne. Demokraci w Izbie chcą obcięcia pensji o 20% dla wszystkich kongresmenów. Gdzie zaczął się ten trend? Jak się okazuje, ma on wiele wspólnego z tzw. sequester czyli cięciami w wydatkach, które od 1 marca stały się zmorą amerykańskiego rządu.

Sequester zakłada łączne obniżenie wydatków USA o 1,2 biliona dolarów w ciągu 10 lat. W tym roku ma to być ponad 80 miliardów dolarów. Te cięcia są - jak się to określa w żargonie amerykańskiej polityki - across the board, co znaczy, że każda agenda federalna, każdy urząd, ma zmniejszyć wydatki o określony procent. Tnie się wydatki szerokim frontem, bez wskazywania konkretnych programów, które mają zostać zlikwidowane. Ta drastyczna forma dyscypliny fiskalnej to efekt rozmów zapoczątkowanych jeszcze w 2011 roku. Wtedy, po kryzysie związanym z podniesieniem limitem zadłużenia, ustalono, że nowy plan fiskalny dla USA stworzy tzw. superkomisja, złożona z 6 Demokratów i 6 Republikanów. Gdyby znalezienie rozwiązania nie było możliwe,  to dla dopingu nad jej członkami zawieszono miecz Damoklesa - automatyczne cięcia. Jak się można domyśleć, ostatecznie Republikanie i Demokraci się nie porozumieli, czego efektem są te cięcia.

Dotyczą one pracowników federalnych - wielu z nich zostało już zwolnionych, niektórzy trafili na przymusowe urlopy. Od służb imigracyjnych po pracowników Białego Domu i urzędów centralnych, wszędzie konieczne były zwolnienia. I tu właśnie pojawił się pomysł doradców prezydenta, który uznawali sequester za zagrożenie dla całej gospodarki. Oddanie np. całej pensji byłoby gestem bez jakiejkolwiek wiarygodności.  Dlatego właśnie - w geście solidarności ze zwolnionymi pracownikami - Obama zdecydował że w tym tzw. roku fiskalnym będzie zarabiać mniej o 5%. Za jego przykładem poszli inni. Eric Holder i John Kerry postanowili przeznaczyć po 5% ze swojego wynagrodzenia na cele dobroczynne. Przed Obamą sekretarz obrony Chuck Hagel zdecydował się na podobne rozwiązanie. Obama zarabia 400,000 dolarów rocznie jako prezydent, czyli "straci" 20,000 dolarów.

Nie koniec na tym. Demokraci w Izbie Reprezentantów zaproponowali obniżenie wynagrodzeń wszystkich kongresmenów o 20%. "Kongres nie zapobiegł cięciom np. dla służb patrolujących granicę. Musimy ponieść tego konsekwencje" - argumentują. Wygląda więc na to, że w USA zapanowała moda na zaciskanie pasa - ale tym razem także wśród przedstawicieli władz. Można oczywiście stwierdzić, że taki gest jest typowym populistycznym zagraniem obliczonym na zdobycie opinii publicznej. Ale jako pokaz solidarności obcinanie własnych wynagrodzeń ma swoją symbolikę, mimo tego, że to brak ponadparyjnego porozumienia doprowadził do cięć w pierwszej kolejności.

fot. Pete Souza United States Goverment Work


22:09

PILNE:

Nc+ zmienia ofertę. Będzie można nie oglądać