Relacja Live

26.03.2013

07:46

Orły specjalnej troski- mocny fotomontaż Super Expressu ze zdjęcia polskiej reprezentacji narodowej

źródło: Super Express


09:07

Wypowiedzi poranka. Kosiniak-Kamysz o bezrobociu: Każdy scenariusz trzeba rozważyć. Wałęsa: Straciłem już 70 tysięcy dolarów

Władysław Kosiniak-Kamysz w Gościu Poranka TVP Info o strajku związkowców: Ostatnia rzecz jaką można zarzucić rządowi to brak chęci prowadzenia dialogu. W ostatnim czasie odbyło się 11 spotkań na Śląsku.Przyjęliśmy 6 na 9 ze związkowych postulatów. Związkowcy chcą po prostu zaakcentować je medialnie. Strajk mnie nie zniechęca.W każdej chwili jestem gotowy do dalszych rozmów. Do dialogu przeznaczona jest Komisja Trójstronna. Nie można zastępować organów do tego przeznaczonych (w odpowiedzi na zarzut o "małą aktywność" PDT.) Są pola, gdzie możemy się porozumieć, ale wykluczamy zmiany w emeryturach pomostowych. Na uelastycznienie czasu pracy związkowcy sami zgodzili się w 2009r. To najważniejsza część pakietu antykryzysowego, która zdała egzamin. 

[O bezrobociu]: Każdy scenariusz trzeba rozważyć.Także 15-procentowego bezrobocia. Dlatego nie byłem zaskoczony wypowiedzią Janusza Piechocińskiego.Bezrobocie w marcu wzrośnie lub zmaleje o 0,1%. Może też pozostać na obecnym poziomie.

Janusz Piechociński w TVN24 o strajku: To jest porażka dialogu i tego, że nie udało nam się nawiązać porozumienia, mimo, że spełniliśmy wiele postulatów związkowców. 



Janusz Śniadek w Polityce przy kawie TVP1: Duda dobrze odnajdzie się w polityce,ale to jego decyzja czy do niej przystąpi.





[O Tusku]: Ojciec narodu Donald Tusk forsuje w parlamencie obniżkę płac. Tym jest uelastycznienie czas pracy. Zadajemy pytanie premierowi: dlaczego chce Polakom obniżyć płace? Niższe place to niższy popyt o utrata miejsc pracy. W kryzysowych czasach rząd chce oszczędzać kosztem Polaków.




Leszek Miller w Radiu ZET: Oferta dla Kwaśniewskiego jest otwarta. Nie będę jej powtarzał, bo nie możemy zajmować się rozterkami Kwaśniewskiego. Ruch Palikota to jest prawica laicka, a nie lewica. Nie mam nic przeciwko partiom liberalnym, ale trudno to pożenić.




Lech Wałęsa w RMF FM: Jestem oburzony tym, że mi stocznię zniszczono. Jestem oburzony tym, że zostały nam ulice, a kamienice poszły w inne ręce, że nie posłuchano mojej prywatyzacji... Dzisiaj, ta demokracja - przecież ja nie dla takich ludzi walczyłem, żeby tak uprawiali demokrację. W związku z tym jestem niezadowolony prawie ze wszystkiego. Tylko zastanawiam się, jak to inaczej rozwiązać. 




[O reakcji na swoją wypowiedź]: Oblicze i pokaże światu jak skuteczna jest ta mniejszość i jak wygląda, jak prześladuje i każe większość. Już straciłem [finansowo] i wystawię im rachunek. Straciłem 70 tysięcy dolarów. 




Beata Szydło w TOK FM o podatkowych propozycjach PiS: Bardzo duża grupa ludzi zastanawia się, czy stać ich na to, żeby święta urządzić. Ale jednocześnie powiększa się grupa, w której dylematy polegają na tym, czy kupić sobie ferrari czy maybacha. Chcemy, żeby ci, którzy rozważają: ferrari czy maybach, dołożyli więcej do wspólnego koszyka. Żeby przeciętny Polak mógł zorganizować święta dla rodziny. 


09:31

Zagubieni w czasie

Przełączam kanały w poszukiwaniu coraz to nowych wieści ze świata polityki i nagle natrafiam na pokaz archiwów. Wychudzony Kwaśniewski ogłasza nową inicjatywę polityczną. To chyba LiD bo włos byłego prezydenta już siwy. Wokół dziwne lewicowe twory. Tak, to muszą być te czasy. Zresztą widać od razu, że zapał Kwaśniewskiego słomiany. Po materiale dyskusja w której publicyści zgodnie twierdzą, że sukces projektu przesądzony. Dowodzą też tego pierwsze sondaże. No tak LiD miał mieć przecież zwycięstwo w kieszeni. 




Zawsze takie archiwalne przekazy oglądam z nostalgią. To były przecież piękne czasy. Rozczuliłem się od razu, bo powiedziano, że pomysł Kwaśniewskiego ma już stronę internetową. Zaprzyjaźnieni politycy od razu skomentowali, że nowoczesny lewicowy projekt musi być aktywny w sieci. Dziś każda partia zaangażowałaby się po prostu w media społecznościowe. O stronie nikt by nawet nie mówił. Jesteśmy już zresztą kilka lat po tym, jak SLD stworzyło własną aplikacje. Ale wtedy... co to były za czasy! Gdy tylko miał ktoś witrynę w sieci od razu uważano go za króla internetu. 




Patrząc na te archiwa widać doskonale, jak zmieniła się wirtualna rzeczywistość. Dziś taka strona: z partyjnymi odezwami i kilkoma zdjęciami nikogo by już nie zainteresowała a może nawet stała się przedmiotem kpin. „Chcemy, by w internecie odbywała się dyskusja” -  mówi z telewizora Marek Siwiec. Wtedy pewnie jeszcze nie widział, że taka dyskusja będzie odbywać się w nim 24 godziny na dobę i nie trzeba do niej zachęcać. Choć zaraz! Marek Siwiec mówi, że będzie też konto na Facebooku. Wstaje, sprawdzam, patrzę - a to wcale nie archiwa oglądam tylko materiał o nowym projekcie Europa Plus. Gdyby nie informacja o profilu nawet bym nie zauważył. Zaczynam na nowo wsłuchiwać się w słowa. Trudno zrozumieć przekaz pomysłodawców, bo słyszę tylko banały i ogólniki, ale pewnie chodzi o lekcje historii. Kibicuje temu projektowi, bo przecież rekonstruktorskie inicjatywy nie mają dziś łatwo.

09:58

Skandal w Watykanie. Piotr Adamczyk się rozwodzi

12:43

Internetowa armia Korwina rośnie w siłę przed Rybnikiem

Janusz Korwin-Mikke od wielu lat jest uznawany za polityka, który stworzył wokół siebie najbardziej zaangażowaną i największą społeczność internetową w Polsce. Ale niedawno ta społeczność jeszcze się powiększyła. Korwin przekroczył granicę 100 tysięcy fanów na FB (Kongres Nowej Prawicy ma dodatkowo 29 tysięcy). Ogłosił też, że jego blog odwiedziło już ponad 50 mln ludzi. KNP świętował niedawno otwarcie nowej siedziby w Warszawie, a lider ugrupowania planuje intensywną kampanię terenową w  Rybniku, gdzie startuje do Senatu.



21 kwietnia odbędą się wybory uzupełniające w Rybniku. Po śmierci senatora PO Antoniego Motyczki o mandat z okręgu 73 ubiega się m.in. Bolesław Piecha z PiS, kandydat RAŚ Paweł Polok, lokalny polityk PO Mirosław Duży. Ten ostatni przejął m.in. hasło wyborcze Motyczki: "Senator blisko ludzi". Jak wyliczył lokalny portal rybnik.com.pl w kwietniu wygrać może kandydat, który osiągnie zaledwie 3 tysiące głosów. W ostatnich wyborach tego typu (w Pile w 2011) frekwencja wynosiła  6,31% a okręgu 73 uprawnionych do głosowania jest 247 tysięcy ludzi. Przy 8 kandydatach otrzymujemy liczbę 3 tysięcy głosów potrzebnych do zwycięstwa. (link do wyliczenia). PiS ma zorganizować od 12 do 14 kwietnia wyjazdowe posiedzenie klubu w Rybniku. 




Janusz Korwin-Mikke planuje między innymi serię spotkań z mieszkańcami okręgu, który oprócz miasta Rybnik obejmuj także dwa powiaty -  mikołowskiego i rybnicki. Z harmonogramu dostępnego na jego stronie na FB wynika, że tych spotkań w kwietniu ma być osiem, w różnych miejscowościach w regionie. Teraz lider KNP podróżuje po kraju (spotkania we Wrocławiu i Poznaniu), a w niedzielę uczestniczył w otwarciu nowej siedziby partii w Warszawie. Oto fotografia ze spotkania we Wrocławiu (fot. suawson.com.pl/https://www.facebook.com/janusz.korwin.mikke)








Przy tej okazji JKM pochwalił się internetową mobilizacją jego zwolenników: przekroczeniem 100 tysięcy fanów na FB (Ruch Palikota ma ponad 80 tysięcy, Platforma - 27 tysięcy, PiS - 17 tysięcy), 50 milionami wejść na jego bloga a także prawie 30 tysiącami fanów KNP na FB. 




Te wszystkie liczby robią wrażenie. W połączeniu z wyraźnym trendem sondażowym (4% w ostatnim SMG/KRC i CBOSie) Janusz Korwin-Mikke ma wyraźne polityczne momentum. Pytanie tylko, na ile ten impet sondażowo-internetowy przełoży się na wyniki w tak specyficznych wyborach, jak te w Rybniku. Jeśli jednak JKM poprowadzi sprawną kampanię w terenie, to może liczyć na całkiem niezły wynik. Wygrana z Piechą byłaby oczywiście ogromną niespodzianką. Korzystny dla tego ugrupowania jest klimat - krążące w sieci informacje o podnoszeniu podatków, Cypr i "skok na depozyty", pojawienie się Platformy Oburzonych a nawet strajk generalny na Śląsku. Janusz Korwin-Mikke - symbol totalnej krytyki istniejącego systemu (zwłaszcza gospodarczego) tylko na takich wydarzeniach zyskuje. To wszystko częściowo tłumaczy sondażowy trend, który oczywiście nie gwarantuje zwycięstwa, ale na pewno tworzy dla całego środowiska największą od lat szansę na sukces. 


14:56

Tusk:

"Lepsze referendum w sprawie euro niż gorset blokady konstytucyjnej"

Premier Tusk na konferencji prasowej poparł ideę, by wpisać do konstytucji wymóg przeprowadzenia referendum w sprawie wejścia do strefy euro. Stwierdził jednak, że w tym momencie nie toczą się rozmowy z PiS w tej sprawie, ale być może warto pomyśleć o takiej zmianie. Jak powiedział, mniej ludzi musi zagłosować referendum, niż w wyborach parlamentarnych tak, by stworzyć większość potrzebną do zmiany konstytucji. Premier powiedział także, że będzie taki moment - być może pod koniec tej dekady, że "bycie w strefie euro będzie oznaczać być albo nie być w Unii" i wtedy lepsze będzie referendum. Zaznaczył, że wtedy pewnie nie będzie pełnił takiej roli jak teraz. 




Premier mówił także o Platformie Oburzonych i Kukizie. Jak stwierdził, "wita ich na pokładzie walki o JOW". Przypominał m.in. zmianę systemu w Senacie na jednomandatowy, i stwierdził że gniew oburzonych jest w tej sprawie źle skierowany. 




Co do ministra Gowina, to premier powiedział, że jutrzejsza decyzje TK w sprawie sądów nie będzie oznaczać dymisji, chociaż "rozmach reformatorski Gowina dozna uszczerbku". Zapytany o swoją ewentualną trzecią kadencję jako premiera Tusk stwierdził, że to "pieśń przyszłości". "Jeśli będę w świetnej formie, lepszej niż oponenci to czemu nie" powiedział szef rządu. fot. tvpparlament.pl 


16:33

Na blogu: Tu nie będzie Borisa Johnsona. Jak warszawska opozycja przegrywa starcie o rządy w Warszawie?

Sukcesem warszawskich partii opozycyjnych będzie, jeśli Hanna Gronkiewicz-Waltz nie wygra w następnych wyborach w pierwszej rundzie i ktoś z reprezentujących inną partię niż PO będzie miał szansę na przegranie z panią prezydent w drugiej rundzie. Mimo kolejnych, regularnych, wpadek finansowo-wizerunkowych Warszawy to Gronkiewicz-Waltz, jeśli zdecyduje się na start w kolejnych wyborach, będzie nadal rządzić stolicą. I to w dużej mierze dzięki warszawskiej opozycji.


Wielomilionowe nagrody dla pracowników ratusza, rosnąca warszawska biurokracja, zakorkowana stolica, wzrastające opłaty za komunikację miejską czy wywóz śmieci, kolejne cięcia w rozkładach, które wyglądają, jakby były dokonywane tylko dla rozłoszczenia pasażerów... Mieszkanie w tym mieście bywa frustrujące. Wydawać by się mogło, że kolejne strzały w stopę fundowane sobie raz za razem przez rządzących w Warszawie, to doskonała pożywka dla opozycji, że PO traci w Warszawie poparcie, że kolejne wybory przyniosą zmiany. A jednak! Warszawska opozycja pozostanie nią dalej.


Jedynym sukcesem opozycji w stolicy jest to, że każda wpadka, nawet niezawiniona bezpośrednio przez ratusz, ma twarz Hanny Gronkiewicz-Waltz. A problemem pani prezydent jest to, że żaden z warszawskich sukcesów nie jest z nią związany - tu zawodzi PR i komunikowanie społeczne. Zresztą nie tylko tu. Być może to nawet celowe działanie - sposób komunikowania kolejnych cięć w rozkładach transportu miejskiego sprawia wrażenie, że to ZTM nawet nie stara się wcześniej sprawdzić, jakie linie powinny być zlikwidowane lub w jakich godzinach autobusy czy metro wiozą tylko powietrze, po prostu wypuszczają takie balony próbne (wzorem tego, co czasem robi premier Tusk) ze wszystkim, co mogą. A potem po reakcji pasażerów decyduje się, co powinno zniknąć, a co zostać, tak, by tnąc koszty nie za bardzo wkurzyć pasażerów. Być może to nawet dobry sposób - każda zmiana wywołuje prostest, a tak można przy okazji skorzystać z mądrości korzystających ze zbiorowej komunikacji oszczędzając na prawdziwych specjalistach od transportu.


Jednak nie na każdym polu to się sprawdza - internauci przyzwyczajeni, że wszystko, co złe w Warszawie, to wina HGW, są w stanie złapać się na każdą fałszywą informację lub półprawdę, którą kolportują przeciwnicy pani prezydent. Ostatni przykład? Kilka tygodni temu popularny stał się obrazek z Maćkiem, który nie mógł pojechać na zimowe ferie, bo niedobry Urząd Miasta St. Warszawy obciął fundusze i pieniądze dał kampanii promującej, tfu, homoseksualizm. Ot, kolejny powód, by dokopać HGW. Tyle tylko, że tyle w tym prawdy jak w starym dowcipie o rozdawaniu samochodów. Otóż miasto w tym roku na "Zimę w mieście" wydało ok. pół miliona złotych więcej niż w zeszłym roku, a projekt „Odważcie się mówić” Kampanii Przeciw Homofobii Ratusz wsparł jedynie patronatem, nie wydając na niego ani złotówki z miejskiej kasy (więcej na ten temat na Blogdebart.com). Nie wiem, czemu miasto tak słabo się stara pokazywać, co zmienia się na lepsze - przeciwnicy Gronkiewicz-Waltz przedstawiają swoją wersję, jedynie z wpadkami, i udaje im się pozostawić wrażenie, że jest to jedyna, prawdziwa, wersja. Bo nie da się ukryć - tych wpadek jest sporo.


Ale za tym nie idzie nic więcej - choć prezydentura w stolicy może pomóc w karierze politycznej, to jednak nie stanowi zbyt pożądanego stanowiska i Hanna Gronkiewicz-Waltz może spać spokojnie - na razie w 2014 nie ma z kim przegrać i wciąż ma szansę podobnie jak w 2010 roku wygrać w pierwszej turze. Nikt nie chce zagospodarować politycznie frustracji warszawiaków. Opozycja w Warszawie nie wydaje się być specjalnie zainteresowana zmianą władzy w Ratuszu. Nawet można to zrozumieć - wszyscy politycy z rozpoznawalnym nazwiskiem w stolicy mają pewną szansę na dostanie się do Sejmu lub Europarlamentu, po co ryzykować stratę czasu, energii i pieniędzy na kampanię, która raczej nie ma szans na powodzenie? A kandydaci bez wsparcia partyjnego tym bardziej nie będą w stanie poprowadzić zwycięskiej kampanii. W 2014 roku w Warszawie nie ma szans na Borisa Johnsona czy Mike\\'a Bloomberga.


Zresztą, jaki projekt potencjalny kandydat lub kandydatka mógłby wypisać sobie na plakacie? Za kilka tygodni w stolicy otworzy się Muzeum Historii Żydów Polskich, za rok, według planu, ma ruszyć druga linia metra. Można już zakładać, że nowe stacje zostaną otworzone jeszcze przed wyborami samorządowymi w 2014. A warszawiacy szybko zapomną o utrudnienach przy budowie drugiej nitki metra. Dziś już mało kto pamięta, w jakich bólach budowane były pierwsze stacje jedynej do tej pory linii metra (i ile lat zamknięta była al. Niepodległości). Co zostanie potencjalnym konkurentom Hanny Gronkiewicz-Waltz? Muzeum Sztuki Nowoczesnej? Powodzenia w próbie przekonania podatnika, czemu miastu potrzebne jest kolejne muzeum za ogromne pieniądze. Zagospodarowanie placu Defilad? Nie wiem, czy znajdzie się choć jedna osoba, która jest w stanie doprowadzić ten projekt do końca. Nie mówiąc już o jego rozpoczęciu. Poprawa komunikacji miejskiej? Kto uwierzy politykowi, który nie zajmował się do tej pory zarządzaniem w mieście i porusza się po nim limuzyną?


Kolejną kadencję Hanny Gronkiewicz-Waltz opozycja w Warszawie funduje sobie na własne życzenie - brakiem woli, brakiem własnej wizji stolicy i zupełną apatią.


fot. R.Motyl/ www.facebook.com/hanna.gronkiewiczwaltz



21:12

Środowe tygodniki: Paradowska: Tusk od klęsk, Schetyna od sukcesów? Krasowski o Polsce smoleńskiej, Flis o Platformie, Reszka o Piwnik

TYGODNIK POLITYKA




-- JANINA PARADOWSKA O RYWALIZACJI W PO: „Wstępny zarys ewentualnych zmagań dwóch najważniejszych ludzi w Platformie można było zobaczyć w minioną sobotę podczas obrad Rady Krajowej, Tusk raczej gromił: żądał jedności, umiaru, wyzbycia się ideologicznego żaru oraz wzywał do okazywania ludziom większej empatii. Schetyna mówił zaś, że PO jest wspaniała, i przypominał wszystkie wyborcze sukcesy. Czy Tusk będzie od klęsk, ostrzeżeń i psucia nastroju samozadowolenia, a Schetyna od pasma sukcesów? Oficjalnie kampania wyborcza w PO została do jesieni zawieszona.”




-- PARADOWSKA O SPRAWIE ARABSKIEGO: “Przed nami trzecia rocznica katastrofy i walka o te 9 proc. potrzebne do samodzielnego rządzenia jeszcze się nasili. Jest ono niezbędne, by odwołać z Madrytu Arabskiego, co publicznie już ogłoszono. I tak oto w polityce zagranicznej PiS obok sprowadzenia wraku pojawił się kolejny ważny motyw – trzeba wygrać wybory, aby sprowadzić Arabskiego.”




-- SPLOT SMOLEŃSKI- pisze Robert Krasowski: „Polska Smoleńska nie jest sezonowym zjawiskiem. Skończyła właśnie trzy lata i widać, że to dopiero początek. Zakorzenia się. Krzepnie. Rozrasta. Rozum podpowiada, że z tym, co rzeczywiste, warto nauczyć się żyć.”




-- DALEJ KRASOWSKI: “Polski patriotyzm wyrażał się poprzez selekcję patriotów. Jej kryteria nie były wyrafinowane: jedna strona uważała, że prawdziwy patriota kocha Polskę „mocniej”, druga, że kocha ją „mądrzej”. Poza tą wątłą treścią więcej sensu tu nigdy nie było. To sprawiło, że polski patriotyzm ujawniał się w mglistych wizjach nieszczęść, jakie na Polskę sprowadzą Polacy. Nawet najwięksi wciągnięci zostali w logikę pospiesznych obaw. Mickiewicz, Sienkiewicz, pozytywiści, stańczycy, Brzozowski, Gombrowicz, Herbert, Miłosz. Stając po jednej ze stron, dawali się przykroić do narodowego rytuału. Zamiast budować nowe kształty patriotyzmu, utrwalali stare. Swoimi talentami jedynie upiększali monotonię polskiego rytuału.”




-- KRASOWSKI O POLSKIM PATRIOTYZMIE: “Szczerze powiedziawszy, nie lubię polskiego patriotyzmu. Nie lubię obu jego twarzy. Taniego sentymentalizmu, którym osłania się zwykle życiową niezdarność. I banalnego pragmatyzmu pozbawionego konkretnych ambicji. Nie mogę też przeboleć pijackiego slalomu, jakim porusza się polski rozum, tego odbijania się od ściany do ściany, od jednej przesady do drugiej. Zdecydowanie wolałbym być Anglikiem idącym środkiem drogi. Ale w tych sprawach wyboru nie ma. Jedni chodzą do swoich celów drogą prostą, inni zmierzają zygzakiem. Na szczęście w dziwactwach nie jesteśmy osamotnieni. Dawniej podobnie zachowywali się Francuzi, dziś podobną drogę wybierają Amerykanie.”




-- KONKLUZJA KRASOWSKIEGO: “W starciu dwóch patriotyzmów polityka nadal jest na drugim tle. To przecież nie jest wojna partii Tuska z partią Kaczyńskiego. To nadal wojna symboliczna, w której polityczne kwestie mają wtórne znaczenie. Owszem, obie strony ujawniają wyraziste partyjne sympatie, jednak los tych partii jest im głęboko obojętny. Polska pragmatyczna kiedyś głosowała na centrową Unię Wolności, potem na lewicowy SLD, dziś na prawicową Platformę. Podobnie jest z Polską romantyczną. Dziś stoi u boku Kaczyńskiego, ale gdy ten osłabnie, porzuci go bez zwłoki i bez skrupułów. Bo dla patriotycznych wrażliwości ważne są nie osoby, nie partie, nie programy, lecz sztandary. Oznacza to, że Kaczyński nie jest ani twórcą, ani liderem Polski romantycznej. Jest tylko jej rzecznikiem. I zakładnikiem. Jakie jest zatem rzeczywiste znaczenie narodzin Polski Smoleńskiej? Otóż te narodziny przypomniały, jak tandetna jest nasza narodowa zabawa. Jak tandetne jest użyte do niej tworzywo. Jak tandetne są uzyskiwane w niej satysfakcje. I to po obu stronach. Co sprawiło, że znowu Polakom trudno jest własny naród polubić. Jak zwykle nad Wisłą, wybuch patriotycznych emocji doprowadził do tego, że jedna połowa narodu stała się dla drugiej wstrętna. I o to naprawdę chodzi. O nasze narodowe samopoczucie. O nim myślą obie strony, gdy spierają się o Smoleńsk. Obie chcą, aby bycie Polakiem nie było powodem do wstydu. Kłopot w tym, że logika polskiego patriotyzmu tego komfortu nigdy nam nie da.”




-- LOS DELFINA- ZASTĘPCY PARTYJNYCH WODZÓW - piszą Wiesław Władyka i Mariusz Janicki: „Polska scena polityczna jest zatem zabetonowana nie tylko partyjnie, ale także personalnie i pokoleniowo. Na dobrą sprawę do dzisiaj największe znaczenie polityczne mają ludzie, którzy już w 1989 r. odgrywali pierwszoplanowe role. Szef najpotężniejszej dzisiaj partii opozycyjnej Jarosław Kaczyński miał duży udział w tworzeniu politycznego układu po przegraniu przez komunistów wyborów 4 czerwca. Lider SLD był wówczas znaczącym politykiem PZPR z sekretarzowaniem w KC w życiorysie. Już dwie dekady temu Waldemar Pawlak był wschodzącą gwiazdą ZSL, a potem PSL i po kilku latach został dwa razy premierem. Jego następca Janusz Piechociński też się kręcił wokół władzy.”




-- KONKLUZJA WŁADYKI I JANICKIEGO: “Ale boisko jest to samo dla wszystkich. A nowe czasy nie wykreowały jednak żadnego polityka, który byłby w stanie skutecznie przejąć władzę w partii, wygrać wybory parlamentarne, o prezydenckich nie wspominając. Pokolenie ’89 okazuje się nadzwyczaj sprytne i doświadczone w politycznej psychologii i praktyce. Młodsi nie bardzo mogą się przebić; okazuje się, że w dużej polityce są po prostu za słabi, mało zdolni, bez wyrazu. Zamiast budować własną pozycję, podczepiają się pod patronów, są na ich łasce, funkcjonują, dopóki ta łaska się nie skończy. Bywają brutalni i bezwzględni, ale nie zyskują na tym, a wręcz tracą. Starsi też nie stronią od brutalności, ale mają coś ponadto, jakiś naddatek woli. W efekcie polska polityka, przed którą stoją nowe – ekonomiczne, cywilizacyjne, technologiczne – wyzwania, wciąż nie wyszła poza okrągłostołowy zaciąg. Nie ma nowego pokolenia dążącego do władzy. Delfini nie stają się rekinami, już częściej leszczami. Jest za to pokolenie lizusów i potakiwaczy, którzy liczą głównie na szczęście i biologiczne procesy zachodzące u szefów. I za to spotyka ich kara. A polityka wciąż robiona przez tych samych będzie taka sama.”




-- JANUSZ ĆWIELUCH O DREAMLINERZE: “Najnowocześniejszy samolot świata przez ostatnie trzy miesiące przemieszcza się tylko dzięki pomocy holownika. Pomijając ten drobiazg, to rzeczywiście bardzo nowoczesna maszyna. (…) Mija go większość samolotów kierujących się na drogę kołowania. Ale pewnie mało który pasażer rozpoznaje, że ten duży samolot z czerwonymi zaślepkami na silnikach to ten sam, z którego przylotu urządzono święto narodowe.”




-- KUBA WOJEWÓDZKI O KUKIZIE: “Niestety, pada kolejna legenda. Tym razem Pawła Kukiza, absolutnego bohatera polskiego rocka oraz popkultury. Paweł był twarzą pierwszego zjazdu Platformy Oburzonych. Padały tam ostrzeżenia przed piątym rozbiorem, zaborem oraz inwazją sprzymierzonych wojsk angielskich i niemieckich. Platforma Oburzonych powinna jak najszybciej przyjąć nazwę Platforma Odurzonych.”




TYGODNIK POWSZECHNY 




-- FLIS O PLATFORMIE: „Platforma korzysta ze specyficznego umiejscowienia na mapie podziałów ideowych, którego Tusk jest ucieleśnieniem. Na osi obyczajowej lokuje się w środku, próbując łączyć umiarkowanych tradycjonalistów i postępowców, bazując na ich niechęci do radykałów. Na osi ekonomicznej konsumuje dominację liberalizmu wśród warstw wykształconych, pozwalając im się odróżniać od „postaw roszczeniowych”, czy to w postaci etatyzmu postępowego (SLD) czy narodowego (PiS). (…) Takie umiejscowienie jest niczym śpiew na głosy – może chwytać za serce bardziej niż pienia unisono. Wymaga jednak od chorzystów dużych umiejętności. Łatwiej tu o fałszywe nuty czy wręcz kakofonię, i nie musi być od razu jasne, kto pełni rolę zapiewajły. Pozostałe partie tej sztuki nie opanowały – dominują w nich soliści, pozwalający zapleczu odgrywać wyłącznie rolę chórków. Jednak ich mocno brzmiące głosy mogą przyciągnąć tych, którzy nad umiar i subtelności wyżej cenią klarowność – albo rewolucja, albo kontrrewolucja. Za taką jednoznacznością tęsknią ludzie młodzi."




-- KONKLUZJA FLISA: „Najlepszym przykładem jest sprawa śmieci – czy w wyjaśnienie, dlaczego wzrastają opłaty, włożono choć połowę wysiłku, jaki poszedł w dywagacje nad ustawą o związkach partnerskich? Ile osób jest przekonanych, że likwidacja dzikich wysypisk jest wartym ceny awansem cywilizacyjnym? Tymczasem nowe rachunki niedługo dotrą już do wyborców i nie wykluczone, że pod wpływem takich czynników dojdą oni do wniosku, że u władzy potrzebna jest radykalna zmiana. Wtedy straszenie radykałami przestanie być siłą utrzymującą Platformę na powierzchni – pomimo światowego kryzysu, katastrofy smoleńskiej i konfliktów na własnym zapleczu. Jeśli Tusk ma pozostać liderem, samo utrzymywanie równowagi skrzydeł to zbyt mało”




-- PAWEŁ RESZKA O BARBARZE PIWNIK: „Władza za nią nie przepada, a ona krytykuje ją, ile wlezie: instytucję świadka koronnego, likwidację sądów powiatowych, nagrywanie rozpraw, digitalizację akt. Wszystko, co miało przyśpieszyć, usprawnić pracę sądów. Sama mówi, że jest niedzisiejsza. Komputera używa tylko do sprawdzania aktów prawnych, maila nie ma, uzasadnienia wyroków pisze piórem. (…)Nudna nie jest. Barbara Piwnik to wyjątkowo ciekawy rozmówca. Ma pamięć słonia, doświadczenie ponad 30 lat w todze, wyroki w sprawie najgłośniejszych przestępców. Mało kto jest w stanie ją zaskoczyć. Może dlatego nie jest zbyt lubiana. Świadka koronnego, który mówił, że był „prawą ręką” znanego, nieżyjącego już gangstera, poprosiła, by podał cechę charakterystyczną dawnego bossa. Powiedział, że nie pamięta. Stało się jasne, że po prostu go nie znał.




-- DALEJ RESZKA: „Barbara Piwnik odeszła z rządu poobijana. Leszek Miller zwolnił ją telefonicznie. Gdy zadzwonił, pani minister zapytała: „Pewnie chce mnie pan odwołać”. Potwierdził, nie podając przyczyn, stwierdził tylko, że jest taka potrzeba. Niedawno przyznał, że to był błąd”.


21:40

PILNE:

Tomasz Lis wyproszony z sektora kibiców San Marino

22:40

Jacek Gmoch: Piłka jest okrutna. Zagraliśmy dokładnie tak, jak z Ukrainą, a to San Marino przegrało