Relacja Live

08.03.2013

09:38

PILNE:

Padł rząd premiera Glińskiego

09:53

5 najważniejszych wypowiedzi z porannych wywiadów Tuska i Kaczyńskiego

Donald Tusk godzinę rozmawiał w TOK FM z Jackiem Żakowski, Tomaszem Lisem, Tomaszem Wołkiem i Wiesławem Władyką. Niemal w tym samym czasie Jarosław Kaczyński pojawił się w Polityce przy Kawie TVP1 rozmawiał z Justyną Dobrosz-Oracz. Tusk mówił o stabilizacji, centrowej filozofii rządzenia w rozmowie, która rzadko dotykała spraw bieżących. Prezes PiS skupił się bardziej na obecnej sytuacji politycznej w kraju. Oto 5 najważniejszych cytatów z obu rozmów. 




Donald Tusk w TOK FM 




O tablecie w rękach JK: Prezes Kaczyński przy wszystkich swoich wadach trzymał zawsze oldschoolowy fason, że politycy nie biegają z gadżetami po sali sejmowej. Przez tablet prezes dołączył do mistrzów [gadżetowego] gatunku. 




O problemach politycznych w Polsce: Z całą pewnością problemem nie jest radykalizacja Polaków, problemem jest emancypacja różnego rodzaju radykalizmów - z prawa i z lewa - które dopominają się obecności.  




O roli premiera: Mądre rządzenie powinno polegać na rozplątywaniu problemów, a nie przecinaniu ich mieczem. Dla krytyka mojego sposobu postępowania to będzie alibi. Dla mnie to istota rozważnej i rozsądnej polityki. Fatalnie by było, gdyby premier był radykałem czy nadmiernym przyspieszaczem, a świat wokół był bardzo pasywny. 




O tym czy czuje się w partii mniej pewny niż cztery lata temu: Tak. Nie dlatego, żebym się rozczarował do ludzi, tylko jestem szósty rok premierem - zobaczcie, ilu ludzi miało prawo się rozczarować mną. Z różnych powodów. 




O Schetynie: Mam wątpliwości czy nadszedł czas zmienników. Nie mam 100% przekonania, że  Grzegorz Schetyna będzie robił lepiej to co ja robię dzisiaj. Schetyna był naturalnym następcą, młodszym bratem, nie konkurentem. Być może to się teraz zmieni i nastąpi etap ostrej konkurencji w Platformie. Nie przewiduję scenariusza, że przegram wybory w partii. 




Jarosław Kaczyński w Polityce przy kawie TVP1




O projekcie Gliński: Kto nie będzie głosował za zmianą tego rządu ten bierze całą jego politykę na własną odpowiedzialność i my dopilnujemy by był z tego rozliczany. Jeśli ktoś chce by w Polsce była ogromne bezrobocie czy rozsypująca się służba zdrowia, to niech głosuje, ale będzie mu to przypomniane. 




O Donaldzie Tusku: To co mówił w Sejmie potwierdza, że nie rozumie demokracji. 




O sprawie "W sieci": Przyjaciel rzecznika rządu robi wszystko, by tygodnik nie mógł się ukazywać. W każdym kraju byłby to skandal, że "Rzeczpospolitą" sprzedano przyjacielowi rzecznika rządu. 




O tablecie i Ewie Kopacz: Są dwa rodzaje reguł - jedne, dużo bardziej restryktywne wobec opozycji, drugie - dużo mniej restryktywne wobec władzy. To nie ma nic wspólnego z demokracją. 




O dalszej roli prof. Glińskiego: Zapewnił sobie trwałe miejsce w polskim życiu publicznym. Jest to gracze nieporównanie większej wagi niż kandydatura do PE. Gliński jest graczem wagi ciężkiej. 


09:55

Wypowiedzi poranka. Hofman: Ostatnio PO słynie z obciachu Kamiński: Nie sądzę, aby Gliński mógł nabrać swojej dynamiki

Piotr Gliński w TVN24 o wynikach dzisiejszego głosowania: To jest bitwa, która poprawia polską demokrację i polskie państwo. To nie będzie moja, PiS-u, czy demokracji porażka. Nie odbieram tego osobiście. To nie są kwestie moich osobistych ambicji. To kwestie ważne dla państwa polskiego. Ja przedstawiłem alternatywę, program, który został omówiony publicznie. Przedstawiłem też alternatywę osobową. W Polsce mamy wielowarstwowy kryzys. Myśmy się odwołali do mądrości i odpowiedzialności parlamentarzystów, pytając ich, czy wolą, żeby Polska dalej dryfowała, czy żeby się zmieniła. 



Adam Hofman w Radiu ZET o Platformie: Miny im zrzedły, a potem były śmieszki. Jak u Gogola: z siebie się śmiejecie.Ostatnio PO słynie z obciachu. My stoimy tam, gdzie iPad, oni tam gdzie rośnie szczaw.


Michał Kamiński w RMF FM: Ja to żartobliwie mówię, że gdyby Jarosław Kaczyński wyniósł dziecko z płonącego domu, to zaraz część - zamiast gratulować mu bohaterstwa - oskarżyłaby go o pedofilię. Ten gest z tabletem uważam za bez znaczenia z punktu widzenia zasadniczego, czyli ubiegania się PiS-u o powrót do władzy. Moim zdaniem, ten gest nie zaszkodził prezesowi w tym elektoracie, który w niego wierzy, bo tam być może powstała nawet pewna egzaltacja: O proszę! Prezes wie, co to tablet. (...) Tylko że reakcja internetu pokazuje, że ci, o których PiS powinien przynajmniej teoretycznie zabiegać, czyli nowi młodzi wyborcy, chyba tego nie kupili. Ale to nie jest istotne. 



[O Glińskim po głosowaniu]: Raczej nie widzę w nim takiego poweru politycznego i myślę, że to jest jeden z powodów, dla którego Jarosław Kaczyński nie bał się wystawiać go na premiera. Cały problem Kaczyńskiego polega na ty, że on się panicznie boi indywidualności w swoim otoczeniu i te indywidualności wycina. Nie sądzę, żeby mógł nabrać swojej dynamiki Gliński. 



Rafał Grupiński w Sygnałach Dnia PR1 o tablecie: Pomijając względy regulaminowe, współczułem prezesowi Kaczyńskiemu. Wydało mi się, że jest to pomysł niespecjalnie szczęśliwy, nie czyniący mu chwały. Sam wyglądał na zakłopotanego. Postawił tablet za pulpitem, nie było go słychać ani widać.




[O związkach partnerskich]: Wstępny termin na przygotowanie wspólnego stanowiska to 15 marca. 



Jan Bury w Trójce: Parę lat temu inny polityk przyszedł z własnym mikrofonem, jak mu pani marszałek głos odebrała. Powaga izby wymaga tego, żeby zachowywać się odpowiedzialne. Stał ten pan Kaczyński, trzymał Glińskiego w rękach i to wyglądało trochę, jak teatralne wydarzenie. Marne było nagłośnienie z tego tabletu. 


10:21

Stowarzyszenie ofiar iPada

To było żenujące widowisko - mówi polityk PO. Posłowie lewicy oceniają je jako kuriozalne. Eurodeputowani drżą na myśl o tym, jak zareagują zagraniczne media. Marszałek Sejmu mówi o „igraniu z państwem”. Jeden z członków rządu nie kryje swego oburzenia. Inny dodaje, że stało się zarazem coś komicznego, jak i dramatycznego. A co się stało? Jarosław Kaczyński wystąpił z iPadem. Co jest w tym właściwie "żenującego", "oburzającego" czy "komicznego"? Nie wiadomo. Politycy mówią o swych doznaniach, ale trudno rozszyfrować skąd się one właściwie wzięły. Na dobrą sprawę dzięki iPadowi mogli posłuchać czegoś o czym mają za chwilę dyskutować.




Ale debata, debatą, to nie do niej są iPady. W sejmie zabawa tabletami ma się doskonale. Posłowie dostali nowy sprzęt, który w ich rękach wciąż pozostaje bardziej zabawką niż narzędziem pracy. Jeśli już poseł przyjdzie na salę plenarną, to przeważnie wystąpienia swoich kolegów wykorzystuje do tego, by pobawić się aplikacjami. Gdy dobrze przyjrzeć się temu, co podczas debat dzieje się w sejmowych ławach to można odnieść wrażenie, że jesteśmy w salonie gier. Rzadko kto udaje w ogóle, że przyszedł po co innego niż klikanie na Facebooku. Sejmowe elity intelektualne siedzą na Twitterze, reszta próbuje pobić swój rekord życiowy w jakiejś gierce albo komentuje memy. Gdy jednak w końcu pojawił się ktoś, kto iPada nie trzyma nie pod stołem i wykorzystuje go do czegoś innego niż układanie pasjansa mamy problem. Część oburzonych tabletem Kaczyńskiego w czasie, gdy ten puszczał wystąpienie profesora Glińskiego bawiło się zresztą swoimi iPadami. 




Moment, gdy Jarosław Kaczyński wyszedł na mównicę z tabletem i włączył wystąpienie profesora Glińskiego miałem okazję obserwować w sporym gronie osób, które najłagodniej mówiąc PiSu nie kochają. Spostrzeżeń było kilka i wszystkie lokowały się w okolicach czegoś w stylu: ale ich załatwił, niezły numer, ciekawe kto to wymyślił. Może nikt nie uznał tego pomysłu za genialny czy przełomowy, ale też niespecjalnie ktokolwiek był oburzony. Dopiero, gdy pojawiły się sejmowe komentarze okazało się, że stało się coś wstrząsającego. Coś, co można opisać tylko w kategoriach etycznych. Nikt nie spodziewa się, że posłowie którzy rywalizują z PiSem będą cieszyć się z tego, że jego lider wywinął im numer. Choć można spodziewać się, że jeśli ktoś zwykł używać jako argumentu politycznego stwierdzenia, że druga strona jest oderwana od rzeczywiści, to sam nie będzie oburzać się na tę rzeczywistość, gdy tylko coś ułoży się nie po jego myśli.


10:44

IDF świętuje Dzień Kobiet przy pomocy kultowego plakatu

Rzecznik Sił Obronnych Izraela (czyli IDF) podzielił się w mediach społecznych zdjęciem przygotowanym z okazji Dnia Kobiet. Widnieje na na nim jedna z izraelskich żołnierek, a jej poza i projekt zdjęcia przypomina celowo kultowy amerykański plakat z czasów II wojny światowej, nazywany często "Rosie the Riveter" (proj. J. Howard Miller).



11:45

Tak Donald Tusk składał życzenia z okazji Dnia Kobiet

Film został nagrany w trakcie wizyty premiera w redakcji radia TOK FM, gdzie występował dziś Donald Tusk. W klipie wykorzystano wypowiedź premiera z jego porannej rozmowy. Zwraca uwagę także fakt, że KPRM zaczął stosować odnośniki wpięte w sam filmik, zachęcające np. do subskrypcji kanału Kancelarii na youtube. 





http://youtu.be/AyK6kDZt98Y
 


13:45

Nowa ofensywa Obamy

The Hill pisze, że do lipca Obama chce osiągnąć tzw. Wielk Kompromis z Republikanami w sprawie deficytu budżetowego 


13:47

Kończą się negocjacje koalicyjne w Izraelu. Jakie ministerstwo dla Yaira Lapida?

W Izraelu premier Beniamin Netanjahu wciąż próbuje zbudować nowy rząd - i wygląda, że uda mu się ogłosić jego skład w ustalonym prawem terminie (ma na to jeszcze tydzień). Jednym z punktów spornych jest liczba ministerstw i ich podział na poszczególne partie. Yesh Atid, partia która podczas wyborów osiągnęła drugi rezultat po Likudzie premiera Netanjahu, podczas negocjacji koalicyjnych domaga się także m.in. poboru do wojska dla ultraortodoksyjnych Żydów, zwiększenia komunikacji publicznej podczas szabasu czy legalnych małżeństw jednopłciowych.

Likud nieoficjalnie mówi, że osiągnięto już porozumienie w sprawie tych świeckich wymagań ze strony partii pod przewodnictwem Yaira Lapida, ale inny potencjalny koalicjant, bardzo konserwatywna partia Habayit Hayehudi, temu zaprzecza. Izraelskie media donoszą jednak, że ustalono, że nowy rząd będzie składał się z pomiędzy 23-25 ministrów, a podział tek wyglądać ma tak: 6 dla Likudu, 5 dla Yesh Atid, po 3 dla Yisrael Beiteinu i Habayit Hayehudi, 2 dla Hatnuah, partii Tzipi Livni (sama Livni zostanie ministerm sprawiedliwości) i 1 dla Kadimy.

Wiadomo, że Yesh Atid domagał się stanowiska ministra spraw zagranicznych dla swojego lidera Yaira Lapida, ale zdaniem wielu Bibi Netanjahu trzyma je dla Avigdora Liebermana (polityk wciąż walczy w sądzie z oskarżeniami o korpupcję). Yair Lapid początkowo odmówił przyjęcia teki ministra finansów, i miało ono przypaść Naftalemu Bennettowi z Habayit Hayehudi, ale pojawiły się głosy, że Lapid zmienił zdanie.



13:50

Co jest na najbardziej wiralnym politycznym zdjęciu dnia?

Wczoraj liczyła się tylko fotka Kaczyńskiego z tabletem. Dziś najczęściej udostępnianym zdjęciem jest ta oto fotka z konferencji prasowej premiera Tuska wrzucona przez KPRM na TT. W prawym dolnym rogu widać Jarosława Kaczyńskiego. 


14:44

Rand Paul kontra Obama

Garett Epps pisze o tym, że filibuster w wykonaniu Randa Paula dotyczący dron był nieunikniony ;


14:49

Czy Demokraci mogą stracić Senat w 2014

Analiza National Journal dotycząca szans Demokratów na utratę kontroli nad Senatem 


14:51

Media a zmiany na FB

Serwis AllFacebook opisuj na czym polegają zmiany na FB w kontekście pracy dziennikarzy 


14:53

Czy paywalle mają sens w 2013?

Ken Doctor analizuje, czy paywalle mają sens w 2013 roku i czy miałby w latach poprzednich


15:53

Rand Paul 2016? "Poważnie rozważam start"

To był obfitujący w wiele ciekawych wydarzeń tydzień nie tylko na polskiej scenie politycznej. W USA - o czym pisaliśmy wczoraj - Rand Paul, senator z Kentucky, stał się gwiazdą mediów po swoim 13-godzinnym filibusterze skierowanym przeciwko nominacji Johna Brennana na szefa CIA. Brennan to architekt kontrowersyjnego programu dron. Rand Paul mówił przez 13 godzin. Ale słowa, które wypowiedział wczoraj są jeszcze ważniejsze. "Poważnie rozważam start w 2016 roku" - stwierdził. W ten sposób Jeb Bush - który nie wykluczył w tym tygodniu startu, chociaż zrobił to dużo mniej kategorycznie niż Paul - zyskał pierwszego konkurenta. 




Rand Paul dobrze wybrał czas i miejsce na ogłoszenie światu swoich ambicji. Słowa o tym, że poważnie rozważa kandydowanie wygłosił w wywiadzie dla serwisu Poltico, który jest lekturą obowiązkową dla wszystkich graczy w Waszyngtonie. A moment jest najlepszy z możliwych - Paul po raz pierwszy od wyborów w 2010 roku znajduje się w centrum zainteresowania mediów w USA. Jego słowa nie pozostawiają złudzeń: "Myślę, że nasza partia potrzebuje czegoś nowego, świeżego, innego. Musimy zdobyć wyborców, którzy od nas odchodzą, zwłaszcza na Zachodnim Wybrzeżu, w Nowej Anglii i w okolicy Wielki Jezior. Musimy przekonać wszystkich tych, którzy zrazili się do nas ze względu na postrzeganie GOP jako partii bogatych, zwłaszcza robotników". 




Czytaj także: 13 godzin na mównicy, senator Rand Paul i obstrukcja parlamentarna




W tym tygodniu także Jeb Bush stwierdził, że nie wyklucza kandydowania. Ale jego słowa były dużo mniej kategoryczne niż deklaracja Randa. Gdyby syn popularnego także w Polsce libertarianina Rona Paula zdecydował się kandydować, to byłby naturalnym wyborem dla zwolenników Tea Party. To zaś automatycznie daje mu dobrą pozycję startową przeciwko Bushowi i senatorowi Rubio. Rand Paul ma także coś jeszcze - umiejętność zjednywania sobie elit partyjnych w Waszyngtonie, którą pokazał filibusterem, do którego przyłączyli się także Republikanie z większym stażem w Senacie. 




Najbliższe wydarzenie, po którym usłyszymy wiele prezydenckich pogłosek to konferencja konserwatystów CPAC w Waszyngtonie, która odbędzie się w dniach 14-16 marca. Pojawią się na nim m.in. Rand Paul, Jeb Bush (który będzie jednym z głównych mówców) a nawet Mitt Romney. 




fot. Gage Skidmore