Relacja Live

02.03.2013

09:03

Wypromował znak "zakaz pedałowania" i chce legalizacji posiadania broni- SLD na FB o Palikocie

SLD w stylu kampanii negatywnej przypomina na swoim profilu na FB biznesową przesłość Palikota oraz okres, kiedy wydawał prawicowy tygodnik Ozon. Źródło FB SLD






12:13

Tydzień w 7 zdaniach: Wałęsa o gejach, Raś o Tusku i Pawlaku, Schetyna o myśleniu

Chociaż w tym tygodniu nie było posiedzenia Sejmu, to i tak ostatnie kilka dni w polskiej polityce były bardzo ciekawe. Tusk ogłosił chęć kandydowania na kolejną kadencję jako szefa PO, i zapowiedział, że w poniedziałek podejmie decyzję co dalej z  Gowinem. Na lewicy trwa walka związana z powstaniem Europy Plus, a prezydent Komorowski próbował przejąć inicjatywę w sprawie wejścia do strefy euro. Oto 7 "soundbajtów" tygodnia. 




Oni muszą wiedzieć, że są mniejszością i muszą się do mniejszych rzeczy przystosować. A nie wchodzić na największe szczyty, na największe godziny, największe prowokacje, żeby psuć tych innych, albo wybierać z tej większości. (...) Powinni siedzieć w ostatniej ławie sali plenarnej. A nawet dalej, za murem -  Lech Wałęsa w "Faktach po Faktach" 1 marca 




Potrzebuję paru dni, żeby pomyśleć, a myślenie w polityce ma sens - Grzegorz Schetyna o tym kiedy podejmie decyzję co do kandydowania na szefa PO, 1 marca 




Grzegorz Schetyna dziś nie ma szans z Donaldem Tuskiem, ale musi wystartować, bo inaczej straci twarz twardego politycznego gracza. Jeśli przegra, nadal będzie dla niego miejsce w Platformie. Jednak historia starcia Waldemara Pawlaka z Januszem Piechocińskim o przywództwo w PSL powinna być przestrogą dla Donalda Tuska - Ireneusz Raś w Polityce przy kawie TVP1 




I don\\'t like Mondays - Jarosław Gowin na Twitterze do Pawła Grasia, 28  lutego 




Chciałbym zaproponować odejście od wyznaczania jakiejkolwiek daty wystąpienia o członkostwo w strefie euro - Bronisław Komorowski, 26 lutego 




To lista związku towarzysko-biznesowego. Programowo trudno to zdefiniować - Leszek Miller w TVN24, 25 lutego 





Przecież on nie musi kandydować do PE. Nie lubię tych okrzyków o wyrzucaniu. Napatrzyłem się na to nieraz - Józef Oleksy o Ryszardzie Kaliszu w TOK FM, 25 lutego






17:23

Sequester, czyli najgłupszy kryzys Ameryki

"Nie jestem dyktatorem, tylko prezydentem"  - przyznał wczoraj prezydent Obama na niespodziewanej i niezapowiadanej konferencji prasowej w Białym Domu. Prezydent odpowiadał na pytanie dziennikarki, dlaczego nie może zmusić Republikanów i Demokratów do osiągnięcia kompromisu w sprawie automatycznych cięć budżetowych czyli tzw. "sequester". Te cięcia - 85 miliardów dolarów do końca 2013, i łącznie 1 bilion 200 miliardów w ciągu 10 lat - są powszechnie uznawane za głupie i mało efektywne narzędzie walki z kryzysem fiskalnym w USA. Mimo to weszły w życie, co doskonale ilustruje, że Waszyngton po prostu nie działa i jest całkowicie sparaliżowany. 




Historia cięć zaczyna się w 2011 roku. Wtedy - po kryzysie związanym z podniesieniem pułapu zadłużenia - powstała tzw. Superkomisja. To był jeden z warunków, dla których Republikanie zgodzili się na podniesienie tego limitu. Komisja miała wypracować plan redukcji wydatków o 1,5 biliona dolarów. Oczywiście, komisja nie wypracowała żadnego planu, składała się bowiem z 6 Republikanów i 6 Demokratów. Na wypadek takiej porażki, w życie miały wejść automatyczne cięcia. "Sequester" był więc czymś w rodzaju straszaka na polityków, mieczem Damoklesa zawieszonym nad ich głowami. Jednak jak widać nie zadziałał.  Cięcia uznawane są za głupie, bo są "across the board" - zmuszają agendy federalne do obniżenia wydatków o określony procent, ale nie ma sprecyzowanych konkretnych programów. Każda agenda i departament muszą na własny sposób obniżyć swój budżet. Cięcia są rozłożone mniej więcej równo między wydatki militarne i "zwykłe" wydatki wewnętrzne. To miało zmusić zarówno Republikanów i Demokratów w Superkomisji do pracy, jednak nawet taki straszak się nie sprawdził. 




Obama od wielu tygodni straszył efektami cięć w serii kampanijnych wystąpień w różnych częściach kraju - m.in. opóźnieniami na lotniskach, zwolnieniami itd. Według CBO (Congressional Budget Office) sequester ma kosztować utratę nawet 750,000 miejsc pracy w ciągu tego roku. Ma to głównie związek z cięciami militarnymi, co przekłada się na zwolnienia w firmach zbrojeniowych. Ale Republikanie i Demokraci nie byli w stanie dojść do żadnego porozumienia, jak zastąpić "głupie" cięcia mądrymi, eliminując rzeczywiście mało przydatne programy i wydatki. Obama zaoferował nawet rozmowę o programach socjalnych - Medicare, Social Security, co bardzo nie spodobało się wielu Demokratom (sequester nie dotyka tych programów). Ale nic nie pomogło, politycy w USA przez swoją bezczynność zgodzili się na wprowadzenie czegoś, co większość ekonomistów uznaje za szkodliwe dla gospodarki i niemądre. 




Republikanie doszli do wniosku, że negatywne efekty cięć i tak będzie można zrzucić na Obamę, a Demokraci - że opór GOP w Kongresie będzie idealnym argumentem w trakcie kampanii w wyborach w 2014 roku. I w ten sposób "sequester" stał się faktem, a paraliż wywołany partyjną polaryzacją będzie trwał. 




fot. Official White House Photo by Chuck Kennedy