Relacja Live

31.12.2012

10:07

Rok straconych szans - 2012 w polityce ocenia dla 300 dr Błażej Poboży

Mijający 2012 rok był rokiem straconych szans na polskiej scenie politycznej. Swoją szansę stracili niemal wszyscy aktorzy systemu partyjnego niezależnie od miejsca, znaczenia i zajmowanej pozycji w sondażach. Tradycyjnie stracił też polski wyborca, do czego pewnie zdążył się już jednak przyzwyczaić.




Przegrani 




Platforma Obywatelska straciła szansę na przeprowadzenie odważnych reform. Mając po ostatnich wyborach najsilniejszą od lat społeczną legitymację ograniczyła się do administrowania, uników, zarządzania wewnętrznymi kryzysami i prowokowania PiS. 




Prawo i Sprawiedliwość straciło szansę na przejęcie inicjatywy na scenie politycznej. Mogło stać się merytoryczną, ekspercką i rozsądną alternatywą dla rządzącej PO, wybrało drogę formacji targanej emocjami, nastawionej na konfrontację i dążącą do osobistej rozprawy z premierem.




Ruch Palikota stracił szansę by w oparciu o zgromadzony kapitał społeczny przeobrazić się w nowoczesną, otwartą, liberalną i postępową formację. Odchodząc od pierwotnie obranej formuły oddolnego ruchu, stał się autorytarnie zarządzaną szalupą ratunkową dla uciekinierów z PO i SLD.




PJN i SP straciły szansę na powrót do politycznej ekstraklasy i realne zagrożenie hegemonii PiS na prawicy. Zamiast wykorzystać bezideowy i wyłącznie emocjonalny klincz głównych partii i przedstawić kompleksową ofertę programową w nowej formule, obie partie brnęły w folklorystyczne propozycje i umacniały swoje wpływy na wychodźstwie w Brukseli.




Wygrani?




Wobec zaniechania wymienionych wyżej aktorów nieco lepiej mijający rok wykorzystały SLD i PSL. Sojusz Lewicy Demokratycznej za względny sukces powinien uznać fakt, że przetrwał. Duża w tym zasługa Leszka Millera, który odrzucając sny o potędze byłego przewodniczącego okopał się na tradycyjnych pozycjach starej lewicy i skutecznie przeciwstawia się kolejnym planom wrogiego przejęcia ze strony Janusza Palikota. 




Drugim, choć trochę mimowolnym zwycięzcą jest Polskie Stronnictwo Ludowe. Zaskakująca zmiana warty w PSL przyczyniła się do odzyskania przez partię dynamiki i zwiększenia zainteresowania nią ze strony mediów. Nowy prezes Janusz Piechociński jest też obok Leszka Millera jednym z małych indywidualnych zwycięzców mijającego roku. Roku straconych szans.




Dr Błażej Poboży. Politolog. Wykładowca akademicki w Instytucie Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Pełnomocnik ds. promocji INP UW. Zajmuje się najnowszą historią polityczną Polski ze szczególnym uwzględnieniem problematyki polskich partii politycznych. Na twitterze: @pobozy
 




fot. Krzysztof Białoskórski sejm.gov.pl 

11:55

IDF życzy Szczęśliwego Nowego Roku

Israel Defence Forces (Armia Obrony Izraela) jest dość aktywny w serwisach społecznościowych. W jednym z klipów umieszczonych na Youtube\\'ie żołnierze i żołnierki IDF życzą Szcżęśliwego Nowego Roku opowiadając przy tym o roli Armii Obrony Izraela.



http://youtu.be/-OUVQwDHtrs




14:10

Barack Obama i Hillary Clinton najbardziej uwielbiani w 2012

Sekretarz stanu Hillary Clinton i prezydent Barack Obama po raz kolejny zdeklasowali konkurencję. Według sondażu Gallupa to oni są najbardziej uwielbianymi przez Amerykanów ludźmi 2012 roku. Pani Clinton została nazwana "the Most Admired Woman" po raz 11 z rzędu. Barack Obama zdobył tytuł "the Most Admired Man" piąty raz. Na listach znaleźli się także m.in. Michelle Obama, Oprah Winfrey, Condoleezza Rice, Sarah Palin, Malala Yousafzai, Nelson Mandela, Mitt Romney, Billy Graham, George W. Bush, i papież Benedykt XVI, ale różnice w punktach procentowych są olbrzymie.


Obie listy na stronie Gallupa.

fot. Official White House Photo by PeteSouza



16:02

CNN i Washington Post. Czy przetrwają w 2013?

CNN i Washington Post na pierwszy rzut oka dzieli bardzo wiele. Działają na zupełnie innych zasadach, mają różne modele biznesowe. Łączy je jedno: przeżywają kryzys tożsamości, dużo głębszy niż ten w innych "news organizations". Zarówno CNN jak i Washington Post wchodzą w 2013 z nowym kierownictwem. W przypadku CNN, pionierskiej kablowej sieci informacyjnej jej "zbawcą" ma być Jeff Zucker. Nowym naczelnym Washington Post jest za to Martin Baron, były naczelny Boston Globe. Ich zadanie jest bardzo podobne: przełamać kryzys. Czy im się to uda? 




Martin Baron przeszedł do Washington Post z Boston Globe. Jego podstawowe zadanie to przezwyciężenie kryzysu tożsamości, jaki trwa w Washington Post. Czy ma to być marka globalna, konkurująca z New York Times, Guardianem i BBC? Czy też dziennik ma skupić się na sprawach lokalnych? No i przede wszystkim, jak ma rozbudowywać swoje wpływy w internecie? To podstawowe pytania. Czy Baron doprowadzi do tego, że podobnie jak NYT treść WaPo będzie płatna w internecie? A może rozwiązaniem jest "podwójny" model Boston Globe? Ten dziennik podzielił swoją witrynę internetową na dwie części - płatną (BostonGlobe.com) i darmową (Boston.com). Treść jest różna - wersja darmowa to sprawy lokalne, blogi, a płatna - przede wszystkim bardziej rozbudowane teksty z gazety. Baron musi stanąć przed jeszcze jednym problemem: zachowaniem dziennikarskiej siły gazety przy jednoczesnych redukcjach w zatrudnieniu. Jego pierwsza wizyta w newsroomie WaPo była - jak napisał jeden z blogerów Washington Post Erik Wemple - przygnębiająca, bo Baron wspomniał o "trudnej rzeczywistości" i czekających cały zespół wyzwaniach oraz "trudnych wyborach". To sugestia, że dramatyczne cięcia w tym dzienniku są nieuniknione. Atmosfera w dzienniku jest kiepska: spada nakład i zyski z reklam, WaPo jest atakowane ze wszystkich stron (lokalne media, ogłoszenia, krajowa polityka itd). Barone ma przed sobą bardzo trudne zadanie. 




Tak samo trudne zadanie ma przed sobą Jeff Zucker, nowy szef CNN, która przeżywa być może jeszcze większy kryzys niż Washington Post. CNN, niegdyś pionierska sieć informacyjna, znajduje się potrzasku - między wyrazistymi ideologicznie MSNBC i Fox News. Zucker ma za sobą sukcesy (NBC Nightly News, NBC Today) oraz porażki, przede wszystkim dotyczące okresu gdy był szefem całego NBC. Wtedy sieć spadła na czwarte miejsce pod względem oglądalności w prime time. Teraz musi zatrzymać spadek oglądalności. Najłatwiejszy sposób to droga wytyczona przez konkurencję, ale CNN jest globalną marką symbolizująca bezstronne, rzetelne dziennikarstwo. Zucker musi znaleźć sposób, aby to zachować,  i jednocześnie przyciągnąć nowych widzów. 




Przed Zuckerem i Baronem najtrudniejsze wyzwania w ich zawodowym życiu. Stawką jest przetrwanie dwóch ikon amerykańskich i globalnych mediów. 


18:01

Filmy pełne polityki – kino w 2012

"Lincoln" i "Zero Dark Thirty", dwa największe i najgłośniejsze filmy polityczne roku 2012, do polskich kin zawitają dopiero na początku lutego. Ale nawet bez nich lista kinowych produkcji związanych – pośrednio lub bezpośrednio – z polityką wygląda bardzo interesująco.




Game Change




Numer jeden przy tym - telewizyjnym przecież - filmie nie jest przypadkowy. Produkcja HBO to kolejna po „Decydującym głosie” ekranizacja amerykańskich wyborów prezydenckich. Cztery lata temu reżyser Jay Roach przyglądał się kontrowersjom związanym z ponownym liczeniem głosów w roku 2000, teraz na warsztat wziął rywalizację Johna McCaina i Barracka Obamy z roku 2008. Obraz pozwala zajrzeć za kulisy sztabu Republikanów i zobaczyć, jak Sarah Palin (nie)radziła sobie w trakcie trwania kampanii prezydenckiej. Nagrodzony pięcioma statuetkami dramat polityczny zrealizowano nie gorzej niż wysokobudżetowe kino akcji – film jest dynamiczny i trzyma w napięciu do samego końca, co ciekawe, bo przecież koniec tej historii doskonale znamy. Brawurowo po raz kolejny została także odegrana Sarah Palin, choć kreacja Julianne Moore znacząco odbiega od tego, co wcześniej z powodzeniem prezentowała Tina Fey. Przed obejrzeniem warto też wiedzieć, że mimo telewizyjnego rodowodu, „Game Change” cierpi na hollywoodzką - a więc demokratyczną – perspektywę przedstawiania zdarzeń.




The Dark Knight Rises 




Batman powrócił po raz trzeci i ostatni, przynajmniej w reżyserii Christophera Nolana. Christian Bale jak zwykle znajduje się w cieniu reszty obsady i we wieńczącym trylogię filmie znowu w głównej roli mamy superłotra. Tym razem jednak nie jest to geniusz kryminalista czy przestępca szukający prywatnej wendety, ale człowiek o dużo większych zamiarach. Bane nieprzypadkowo ubrany jest w kamizelkę z kożuchem rodem z PRL-u – tuż po trafieniu do Gotham próbuje dokonać komunistycznej rewolucji. Takie ideologiczne spory rzadko trafiają do Hollywood, a już na pewno do wysokobudżetowych produkcji. Szkoda jedynie, że przez pisany na kolanie scenariusz trudno rozeznać się w anarchistycznych pobudkach zamaskowanego przywódcy rewolucyjnego zrywu.




Argo 




Zrealizowany w konwencji heist movie film Bena Afflecka przedstawia losy tajnej operacji ratowania amerykańskich zakładników porwanych w Teheranie u schyłku lat 70. Rozrywkowa akcja została tu doprawiona filmem szpiegowskim, odrobiną komedii, a także dramatem politycznym. Czyżby grający główną rolę w swoim obrazie Affleck chciał pokazać się kongresowi z jak najlepszej strony? Nie byłby to pierwszy raz, kiedy mówi się o aktorze w roli przyszłego senatora.




The Dictator 




Nieustraszony Sacha Baron Cohen podbijał kina z kolejnym filmem w swoim stylu. To właściwie produkcja nie o polityce, a o politycznej niepoprawności. Historia dyktatora Aladeena, który przybywa do Stanów pokazuje – rzecz jasna w krzywym zwierciadle – realia gloryfikowanej na świecie demokracji. „Dyktator” rozprawia się ze wszystkimi: terrorystami, biznesmenami, celebrytami i politykami. Nigdy subtelnie, co jednak by nie przeszkadzało, gdyby nie fakt, że niestety nie zawsze śmiesznie.




The Campaign 




Amerykańska wersja satyry na demokrację. Przy „Dyktatorze” Cohena „Wyborcze jaja” mogą wyglądać na potulnego pieska salonowego, jednak w żaden sposób nie ujmuje to im wartości. Bohater filmu, Cam Brady, doświadczony kongresmen, stara się o reelekcję, ale pechowo staje się twarzą skandalu, co motywuje skorumpowanych biznesmenów do wystawienia oponenta w postaci Marty’ego Hugginsa, ich dość naiwnego znajomego. Will Ferrell i Zach Galifianakis rysują tutaj co prawda karykaturę współczesnych wyborów w Ameryce, ale ich finalne dzieło ma wymiar dość uniwersalny. Nie tak trudno w postacie Brady’ego i Hugginsa włożyć naszych polityków – na przykład Kwaśniewskiego i Wałęsę.




Dawid Rydzek Redaktor portalu kulturalnego Hatak.pl i członek Stowarzyszenia MediaTory. Absolwent dziennikarstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz krytyk filmowy i serialowy z zamiłowania. Twitter: @DawidRydzek

21:03

PILNE:

Australia i wschodnia Azja już zaczęły Nowy Rok. Pierwsze doniesienia mówią, że nic się nie zmieniło