Relacja Live

25.12.2012

12:38

Tylko Tusk i Platforma sięgnęli po "świąteczną zasadę Bielana" wrzucając tematy dyskusji dla kiludziesięciomilonowej grupy fokusowej

Jeszcze za jego czasów w PiS, szczególnie, gdy partia ta była u władzy, mówiło się w Warszawie o „świątecznej zasadzie Bielana”, która polegała na tym, by „wrzucić” przed każdym z kilku okresów świątecznych w roku, duży temat polityczny, o którym Polacy będą rozmawiali z rodzinami przy stole, niczym kilkudziesięciomilionowa, wielka grupa focusowa. O czym Polacy będą rozmawiać w te Święta? Kto wygrał rywalizację o miejsce przy stołach polskich rodzin?




Adam Bielan wychodził z raczej słusznego założenia, że Polacy przy świątecznych stołach rozmawiają głównie o polityce. Dlatego, gdy jeszcze miał na to wpływ, organizował braciom Kaczyńskim start większych politycznych inicjatyw właśnie w okresach poprzedzających święta. Najlepszym tego przykładem było ogłoszenie przez Lecha Kaczyńskiego, ówczesnego prezydenta stolicy startu do walki o prezydenturę 19 marca 2005, czyli dokładnie na tydzień przed Wielkanocą.  




Także przed Wielkanocą, w jak się później okazało, wyborczym 2007- prezydentowa Kaczyńska podpisała apel dziennikarek o utrzymanie obowiązującego prawa aborcyjnego, co poparł prezydent, a premier Kaczyński z minister pracy Kluzik-Rostkowską przedstawił "centrowy" pakiet polityki rodzinnej, bardzo wysoko oceniony przez media. 




Również tuż przed Wielkanocą 2010 odbył się poznański kongres PiS, który zaapelował do prezydenta Kaczynskiego o walkę o reelekcję. Z metody „zasiania” politycznego przekazu tuż przed Swiętami skorzystała wówczas też Platforma, rozstrzygając wynik prezydenckich prawyborów na kilka dni przed Wielkanocą 2010. 




Przed tegorocznymi Świętami w zasadzie tylko Platforma i Tusk wykorzystały moment na „zasianie” politycznego przekazu do dyskusji przy rodzinnych stołach. 




Premier wystąpił w intensywnej kampanii wizerunkowej za pomocą spotów telewizyjnych, z ciepłym przekazem rodzinnym „Mamy tylko siebie”. I znów Platforma umiejętnie zaadresowała sprawę wraku i - jak to określił Paweł Kowal, a za nim Piotr Skwieciński w Rzeczpospolitej- przesunęła się do „smoleńskiego centrum”, zapewne uprzedzając to, że sprawa Smoleńska wciąż bardzo interesuje Polaków i to o niej mogą rozmawiać przez Swięta, ucierając swoje stanowisko niczym kilkudziesięciomilionowa grupa fokusowa. 




Rządząca Platforma uniknęła też poważniejszych wpadek. Kryzysowy budżet przeszedł przykryty coraz bardziej dziwacznymi i anachronicznymi deklaracjami lidera opozycji. Sprawy europejskie Polaków nie interesują, a PKP zadziałało w gorącym okresie przedświątecznym nadzwyczaj sprawnie. Nie powtórzyły się sceny z czasów ministra Grabarczyka, co zapewne zbuduje pozycję polityczną ministra Nowaka w otoczeniu premiera. 




Jedynym negatywnym dla PO tematem medialnym, który mocno „grzał” w okresie przedświątecznym, był temat fotoradarów, ale zapewne, gdyby przeprowadzić na ten temat badania, mogłoby się okazać, że sprawa bezpieczeństwa na drogach, jak sprawę tłumaczył sam Tusk, też ma swoje grono zwolenników (zapewne na prawicy, zawsze silniej ujmującej się za „twardszym” państwem. Tak więc i ta sprawa nie jest jednoznacznie dla rządu kłopotliwa. 




Moment przedświąteczny wykorzystał Palikot, „przejmując” Siwca i dając Polakom do świątecznych dyskusji temat nowej inicjatywy na lewicy z nieokreśloną jeszcze rolą Aleksandra Kwaśniewskiego. W przyświątecznej dyskusji pewnie całkowicie nieobecny będzie Leszek Miller i jego SLD, mimo, że to oni wyraźnie zyskują w grudniowych sondażach. Zobaczymy w tych styczniowych, czy przedświąteczne wrzutki Palikota okażą się skuteczne.




Moment przegapił PiS. Prezes Kaczyński sam dostarczył mediom i Polakom przedmiot kolejnych szyderstw. Obrona w wykonaniu szanowanych  Ewy Milewicz i Marka Antoniego Nowickiego nie miała się szans przebić. Zresztą, sam Kaczyński okres tuż przed Wigilią spędzał z chorą mamą w szpitalu a PiS bez niego jest tak podzielony, że partia nie była w stanie wprowadzić swojego tematu do świątecznych rozmów. Jedyną nadzieją dla prawicowej opozycji jest pogarszanie się ocen sytuacji na rynku pracy i obaw o przyszłość rodzin w kryzysowym 2013. 




Nieźle przed Świętami wypadł PSL. Pomimo rządowych wolt nowego wicepremiera Piechocińskiego, wciąż obowiązkuje efekt świeżości po kongresie ludowców, a klub PSL przedstawił, może mało spektakularne, ale solidnie przygotowane plany legislacyjne na Nowy Rok, co nawet zdobyło swoje zainteresowanie medialne.




Zdecydowanym wygranym tych Świąt jest Tusk. Opublikowany przez Gazetę Wyborczą sondaż TNS potwierdza niezłą kondycję Platformy, która zapewne „utrze się” w świątecznych rozmowach Polaków. Początek roku może -tradycyjnie- okazać się trudny dla rządzących, ale PO wejdzie weń znów mając z czego tracić.




15:41

Świąteczny przegląd zapomnianych tekstów

Ktoś nacisnął "pause" i włączył święta. Timeline zamarzł, telewizje informacyjne zaczęły nadawać wiadomości o zwierzętach, a portale stały się niemrawe. Na szczęście w moim rodzinnym domu poukrywane są prawdziwe skarby: stare, zapomniane gazety, przykryte warstwą kurzu tygodniki, tytuły, które dawno już przestały istnieć. Ich przeglądanie może być jednak znacznie bardziej ciekawe niż ekscytowanie się kolejnymi newsami nawet w zwykły tydzień.





Między książkami upchnięty Magazyn Gazety Wyborczej z września 1997 roku. Na okładce fantastyczne zdjęcie Lecha Wałęsy. Przywódca stoi niczym Napoleon, a robotnicy dłubią w nosie.










Otwieram gazetę i od razu zapominam o Wałęsie. Wstępniak do tego wydania napisał... Lesław Maleszka. W swoim felietonie wieloletni tajny współpracownik SB pochyla się nad losem Ukrainy z reportażu Jacka Hugo- Badera. 












Szybkie przejście do sieci i... no tak Maleszka pracował w końcu w Wyborczej do 2007 roku, choć ostatnie lata raczej pod przykrywką. Zresztą przykrywki to była jego specjalność Return, Ketman - pseudonimy, jak z dobrego filmu szpiegowskiego, życie lepsze niż niejeden scenariusz. Ale w końcu mamy święta. Poszukajmy czegoś bardziej radosnego.










Pismo, które przestało już istnieć: Machina rok 1999. Pisarz fantasy Rafał A. Ziemkiewicz narzeka na ataki z prawej strony, które nastąpiły po tym, jak opublikował kilka tekstów w Polityce: W wielu środowiskach prawicowych jestem teraz uznawany za jakiegoś agenta, Żydo- masona czy „kędzierzawego bruneta”, jak napisała o mnie Nasza Polska... Rzeczona „Nasza Polska” opublikowała niedawno listę. Znalazłem się na niej wśród 50 paru nazwisk, między innymi: Urbana, Michnika, Wierzbickiego ,arcybiskupa Życińskiego... Teraz Ziemkiewicz na takiej liście już by się nie znalazł.




Szkoda zresztą tej starej dobrej Machiny. Pamiętam czasy, gdy z utęsknieniem czekałem pod kioskiem na każdy jej kolejny numer. Przeglądam całą kolekcję. Redaktorzy wpadli w jednym z numerów na pomysł, by muzycy wybrali sejm. Niespodzianki nie było, bo wygrała Unia Wolności, ale wśród ciekawych wyznań znajdujemy Maćka Maleńczuka, który przyznaje się do głosowania na KPN. 


To może coś poważniejszego. Moja archiwalna kolekcja „Nowego Państwa” z czasów, gdy jeszcze dało się je czytać. I znów małe zaskoczenie. Obok Ryszarda Legutki dziś europosła PiS czy Zdzisława Krasnodębskiego człowiek, który ostatnimi czasy stał się jednym ze śmiertelnych wrogów tego środowiska: Andrzej Talaga. W bardzo zresztą ciekawym tekście „Wojowniczy islam kontra amerykańskie misjonarstwo”.












Studencka kolekcja Press zadziwia najbardziej. Pełna optymizmu TVP w sierpniu 2008 roku przygotowuje się do emisji „Teleexpressu nocą” jednego z większych niewypałów w historii. Reklama programu Wojwódzkiego i Figurskiego na którym obydwaj są nadzy a ten drugi też w miarę szczupły. 










I na koniec jeszcze tylko wywiad z dziennikarzem roku 2008 Tomaszem Lisem: Zadawałem ostre pytania w imieniu obywateli. Ja to nazywam właśnie dziennikarstwem. A że dziennikarz, który siebie i odbiorców traktuje poważnie, wali bardziej we władzę niż w opozycje? Czasem płaci się za to rachunki, ale warto je płacić. 







Chwila zastanowienia... a no tak przecież wtedy rządził PiS. Wesołych Świąt.