Relacja Live

10.11.2012

02:29

Petraeus:

Ta pani w tym płaszczu przyszła i w nim wychodzi

11:48

Pożegnanie z Ziemkiewiczem

Czasy, gdy co drugi tekst Rafała Ziemkiewicza cytowało i linkowało pół polskiej sieci minęły. Kiedyś wokół publicystyki RAZa trudno było przejść obojętnie. Od książek nie potrafili się oderwać zarówno sympatycy, jak i przeciwnicy. Do jego publikacji nawiązywali najważniejsi polscy politycy, a pojęciami wymyślonymi przez Ziemkiewicza operowały całe tłumy blogerów. „Polactwo” było prawdziwym przebojem, „Michnikowszczyzna” skandalem a „Czas wrzeszczących staruszków” wciągającą analizą polityczną. Jeśli zaciekawił was autor tych książek, to nie sięgajcie po „Myśli nowoczesnego Endeka”. 




Najbardziej nieznośną rzeczą w tej książce jest metoda za pomocą której Ziemkiewicz udowadnia swoje tezy. Dane statystyczne z łączy z opowiadaniami z „życia wziętymi”. Takie opowiastki bez konkretów, w których na przykład: w „jakimś” programie, „jakiś” profesor coś autorowi powiedział. Innym razem „jakiś” bankier „komuś” „coś” wspomniał. Oczywiście wszystkie te historie są szokujące. Może dlatego warto czasem się przy nich zatrzymać. Przykład Ziemkiewicza: „...brak porządnej drogi był ostatecznym powodem wycofania się przez znaną japońską firmę z planów budowy zaawansowanej technologicznie fabryki pod Toruniem”. Brzmi nieźle? Znów rząd nie poradził sobie z najprostszymi rzeczami. Tak się tylko składa, że w miejscu, o którym pisze Ziemkiewicz jest jedenaście [sic!] japońskich firm takich jak: Sharp, Orion czy Sumika, a prowadzi do nich...autostrada A1. Do tego dochodzi wszechwiedza autora z której nie wyłączone są różne alternatywne modele funkcjonowania rzeczywistości. Ziemkiewicz wie na przykład, że gdyby PiS w 2007 wygrał wybory, to i wygrałby je w 2011 roku. Choć ani nie stara się udowodnić tego stwierdzenia, trudno też właściwie zrozumieć czemu ma ono służyć. O ile „Czas wrzeszczących staruszków” był przegadany, to w „Myślach nowoczesnego Endeka” Ziemkiewicz powtarza się na każdym kroku. Doprawdy nie wiem ile razy można czytać o tym, że Bronisław Geremek nie chciał podpisywać oświadczenia lustracyjnego, ale wypełniał wniosek o wizę. Do tego, gdy znów Ziemkiewicz przywołuje te same historie z 89 roku wzbogaca je myślami godnymi prawicowego Paulo Coehlo. 




Największą wadą książki, jest to, że jest ona pełna opowiedzianych historii. Ziemkiewicz nie potrafi się od nich uwolnić. I nawet wtedy, gdy dochodzimy do niemal łopatologicznie, sformułowanej koncepcji czegoś, co nazwałbym „pragmatycznym patriotyzmem” i zaczyna robić się ciekawie autor porzuca tę myśl. Choć właśnie wtedy, gdy przekonuje, że miłość do ojczyzny jest nie tylko odruchem serca, ale i jak najbardziej racjonalnym działaniem, bywa najciekawszy. „Polska, to wspólny, dobrze pojęty interes, w który powinniśmy inwestować i o który powinniśmy dbać, żeby dawał nam zysk”- pisze Ziemkiewicz. I dystansuje się od pełnego uniesień i pozbawionego kalkulacji patriotyzmu, w którym najwyższą ofiarą jest śmierć za ojczyznę. Odkłamuje historię i wbrew mitom stawia tezy, które niekoniecznie muszą się spodobać nawet jego środowisku. Jest niepoprawnie racjonalny i wciąga. Wszystko to jednak tylko po to, by kilka stron dalej sławić zasługi „obrońców krzyża”. 




Są autorzy, którym ostry podział sceny politycznej zaszkodził. W pewnym momencie poczuli potrzebę opowiedzenia się po którejś ze stron i stracili, to co w ich publicystyce najważniejsze: umiejętność zaskakiwania i burzenia schematów. Teraz skupili się na śledzeniu wpadek „tych złych” i sławieniu zasług „tych dobrych”. Problem ten dotknął znaczną część mediów. Niestety dziś odgadywanie reakcji publicystów, to prościzna, a co gorsza coraz łatwiej przewidzieć też argumentacje, tak jest też z „Myślami nowoczesnego Endeka”.


13:42

Brzeziński na okładce nowego "Newsweeka"

Wypowiedź doradcy prezydenta Cartera "osobach z trudnościami psychologicznymi" którzy są zwolennikami teorii zamachu w Polsce była jednym z głównych spraw politycznych w piątek. Jak widać, szybko nie przestanie być tematem dla mediów. 


14:55

Tusk po raz kolejny wraca do retoryki "Polska w budowie 2.0"

Premier Tusk jest dziś w Podkarpaciu. Odwiedził m.in. Przemyśl i Jarosław  (na zdjęciu - na obwodnicy Jarosławie w budowie). Na konferencji prasowej zorganizowanej na tle mostu na Sanie, który jest częścią nowej obwodnicy Przemyśla powiedział m.in. "Mam nadzieję, że teraz wszyscy będziemy lepiej rozumieć, że te nowoczesne znaki polskiej niepodległości to drogi i mosty, które powstają czasami z kłopotami, ale jednak powstają w całej Polsce . (...) To są mosty, które powinny łączyć serca Polaków. Najwyższy czas, aby w rocznicę niepodległości i przy tak fajnych okazjach, jakimi są otwarcia mostów, dróg i obwodnic, powiedzieć sobie, że te mosty, które powstają naszym wysiłkiem i przy europejskiej pomocy, powinny być także mostami pomiędzy naszymi sercami" .  Fot. KPRM CC BY-NC-ND 2.0

 


16:52

czyli tydzień w 7 zdaniach:

Dywersja ideologiczna

To był tydzień: prezydent mówił o dywersji ideologicznej, premier Tusk podbił stawkę z 300 mld do 400 mld z nowego budżetu UE, Brzeziński mówił o Polsce, a Mariusz Błaszczak o Brzezińskim. Palikot mówi Oto 7 zdań, które można określić jako "soundbajty" tygodnia. 

"Zwolnienie redaktora naczelnego "Rz" Tomasza Wróblewskiego i dziennikarza Cezarego Gmyza to zamach na wolność słowa" - Jarosław Kaczyński w oświadczeniu, 6 XI 2012 



"Trzeba się zwrócić do specjalistów w zakresie dywersji ideologicznej. Warto wiedzieć, czy to polskie szaleństwo, czy cudza inspiracja, że w Polsce dzieją się rzeczy tak straszne jak oskarżenia państwa polskiego o zbrodnie na prezydencie" - Bronisław Komorowski w wywiadzie dla Polskiego Radia, 9 XI 2012 




"Bo to jest strasznie wredna robota, robiona widocznie przez parę osób cierpiących na jakieś psychologiczne trudności, które może z punktu widzenia ludzkiego są zrozumiałe, ale dla których nie ma miejsca w życiu politycznym." Zbigniew Brzeziński o teoriach na temat zamachu, Fakty po Faktach. 8 XI 2012  




"Myślę, że powaga i poważanie tego człowieka legło w gruzach" - Mariusz Błaszczak o Zbigniewie Brzezińskim, 9 XI 2012 




"Z Rosją gorący konflikt, bo zamach. Z Niemcami konflikt, bo Niemcy, z Francją trudna relacja, bo socjalista jest prezydentem. O Stanach Zjednoczonych nie wspomnę, bo przypomina mi się wystąpienie jednego z posłów PiS na temat prezydenta Obamy" - premier Tusk w trakcie sejmowej debaty o polityce europejskiego, 9 XI 2012 


"Wasze miejsce nie jest w parlamencie tylko w więzieniu i wy do tego więzienia prędzej czy później traficie" Janusz Palikot o posłach PiS, 9 XI 2012 




"Należy robić swoje. Nie będziemy oglądać się na panią Korę Jackowską, jej pieska Ramonę i męża w śmiesznym kapelusiku" - Joachim Brudziński  o nowym sondażu TNS, w którym PO wyraźnie wyprzedza PiS. 10 XI 2012 


fot. Fats Superhead CC BY-NC 2.0




19:27

Czy to klęska Projektu ORCA sprawiła, że sztab Romneya do końca wierzył w zwycięstwo?

Okres bezpośrednio po przegranej kampanii to bardzo trudny moment dla doradców i konsultantów politycznych przy niej zatrudnionych. W mediach wiele jest tekstów pełnych anonimowych cytatów i wzajemnych oskarżeń o przyczynienie się do porażki. Ale skala, w jakiej rozpada się "Romneyświat" jest zaskakująca. Najciekawszą historią po wyborach jest klęska tzw. Projektu ORCA - skomplikowanego systemu mierzenia frekwencji, który spektakularnie zawiódł w dzień wyborów. Ten projekt miał pomóc we właściwym przydzielaniu zasobów we wtorek 6 listopada - a zakończył się wielką klapą, która mogła przyczynić się do porażki w wyborach. 




Pomysł na projekt ORCA był prosty. W dzień wyborów około 35,000 wolontariuszy wyposażonych w smartfony będzie mierzyć w lokalach wyborczych frekwencję - i zaznaczać, kto z danego regionu już głosował. Całość danych miała być zbierana w centralnym systemie. To wszystko miało dać doradcom Romneya możliwość kontrolowania zasobów i np. przydzielania wolontariuszy do pracy, gdzie frekwencja Republikanów była niewystarczająca. 




Jak się jednak okazało, projekt ORCA zawiódł całkowicie. Klęska organizacyjna zaczęła się na wiele dni przed - wolontariusze nie byli właściwie przeszkoleni, aplikacja nie była przetestowana, materiały informacyjne zostały błędnie przygotowane. W dzień wyborów np. tysiące wolontariuszy nie zostało wpuszczonych do lokali wyborczych, bo nie wiedzieli - w materiałach nie było o tym słowa - że mają pobrać z lokalnych biur odpowiednie dokumenty. W pewnym momencie - około 16.00 - cały system padł. Sztabowcy Romneya musieli korzystać z np. danych podawanych na CNN.Com lub dzwonić do ludzi odpowiedzialnych za właściwe regiony. Przez to nie tylko nie wiedzieli dokładnie - opierając się głównie na swoich przepuszczeniach - jaka jest frekwencje, ale także nie mogli precyzyjnie kierować wolontariuszy do konkretnych miejsc. Cały wysiłek tysięcy ludzi został zmarnowany. Wcześniej system podawał dane, ale niepełne i niedokładne. 




To też może tłumaczyć, dlaczego sztab Romneya był tak pewny siebie. Z braku danych (albo na podstawie fałszywych czy niedokładnych) doradcy kandydata GOP mieli do końca przekonanie, że wygrają. "Nikt w sztabie się tego nie spodziewał" - tak o porażce mówił jeden ze sztabowców cytowany w tekście reportera CBS Jana Crawforda. "Orka leży na plaży i zdycha" - mówi inny o sytuacji z projektem w dzień wyborów. Podobny system Obamy działał bez zarzutu (jego pierwsza wersja została już użyta w 2008 roku). 




System, który nie został przetestowany, który zaprojektowano z licznymi błędami, był jednym z najważniejszych projektów informatycznych sztabu Romneya, którym jego doradcy chwalili się na wiele dni przed wyborami. Nie świadczy to najlepiej ani o nich, ani o osobie która ich zatrudniła. 


fot. victometrics


19:45

PILNE:

Ordery Orła Białego dla Normana Daviesa, Jerzego Buzka i Tomasza Karolaka