Relacja Live

03.11.2012

11:22

Jarosław Kaczyński i "Dzień Świra" na okładce nowego Newsweeka

Okładka nowego "Newsweeka" nie pozostawia wątpliwości jaki będzie najważniejszy temat w tym numerze tygodnika. 

12:17

Nałęcz:

Pierwszego dziś ustrzelonego lisa prezydent Komorowski zadedykuje pamięci prezydenta Kaczorowskiego

12:38

Tylko ciekawostki i gafy przebijają się z wizyt zagranicznych polskich polityków

Premier Tusk przebywa dziś w Singapurze a jutro i w poniedziałek weźmie udział w forum ASEM (Asia–Europe Meeting) w Laosie. Ta podróż zagraniczna - podobnie jak niemal wszystkie inne - nie wzbudzi jednak dużego zainteresowania mediów i opinii publicznej. W Polsce wizyty zagraniczne polityków przebijają się w zasadzie tylko ze względu na ciekawostki i gafy - chyba, że chodzi o wizytę w Brukseli na kolejnym ważnym szczycie lub też kolejną dyskusję w USA na temat wiz. Tak też będzie z azjatycką podróżą premiera. 




Forum ASEM zostało ustanowione w 1996 roku w Bangkoku. Uczestniczą w nim państwa azjatyckie, państwa UE, a także Rosja, Australia, Indie, Nowa Zelandia. Celem ASEM jest promowanie dialogu politycznego, współpracy kulturalnej i gospodarczej. W tym roku szczyt ma być poświęcony m.in. kwestii globalnego kryzysu gospodarczego. Premier Tusk na jeden z ostatnich konferencji prasowych  stwierdził,  że w trakcie szczytu będzie m.in. lobbował za polskimi firmami zbrojeniowymi. I te wszystkie kwestie są istotne, ale zrozumiałe przede wszystkim dla ekspertów. Mają swoje przełożenie na gospodarkę w Polsce i relacje z wieloma krajami Azji - co jest istotne, ale mało nośne z punktu widzenia mediów krajowych. 




Do opinii publicznie podróż premiera przebije się jeśli stanie się w jej trakcie coś podobnego do sytuacji z wizyty Tuska w Peru, gdy założył słynną czapkę. Dzięki temu powstały niezliczone memy, grafiki itd. Cała ta wyprawa Tuska przeszła do historii jako "podróż życia". Coś podobnego przydarzyło się prezydentowi Bushowi, gdy w 2006 pojawił się w niebieskim kimonie na szczycie APEC (Asia-Pacific Economic Cooperation), co dało amerykańskiej lewicy powody do szyderstwa.  Tusk z powodu różnic czasowych może mieć też kłopoty z reakcją na rzeczy dziejące się w Polsce - o ile wydarzy się coś wymagającego jego reakcji. Poza tym, nie będzie go na początku potencjalnie bardzo gorącego politycznie tygodnia. 




W Polsce wizyty zagraniczne - przynajmniej rządowe i prezydenckie -  istnieją w sferze publicznej tylko w dwóch przypadkach - szczytów UE (pieniądze) i wizyt w USA (wizy). Poza tym w mediach funkcjonują tylko ze względu na gafy i ciekawostki. I w tym przypadku - azjatyckiej podróży Tuska - będzie dokładnie tak samo. 


fot. http://www.thedailyshow.com


18:30

Barbra Streisand: Obama lepszy dla kobiet, Izraela i LGBT

Diwa, aktorka i piosenkarka Barbra Streisand nagrała spot z poparciem dla Baracka Obamy. Zdaniem gwiazdy prezydent jest lepszym kandydatem, jeśli chodzi o interesy kobiet, mniejszość LGBT, seniorów i obywateli Izraela.


http://youtu.be/ppoqdjhYoms




19:10

Nate Silver, bloger, ekspert, analityk zajmujący się sondażami. On 6 listopada ma więcej do stracenia niż Obama

6 listopada zakończy się mordercza kampania wyborcza w USA, którą pochłonęła już ponad miliard dolarów. Albo Romney, albo Obama - nie ma trzeciego wyjścia. Ale jest jedna osoba, która może tego dnia stracić dużo więcej niż Obama czy jego konkurent. To Nate Silver, bloger współpracujący z The New York Times, autor serwisu http://fivethirtyeight.com/. Silver zdobył sławę w poprzedniej kampanii wyborczej, ale dopiero teraz - dzięki swoim prognozom - stał się wrogiem znacznej części amerykańskich dziennikarzy politycznych w Ameryce. Silver opracował model statystyczny, który od początku kampanii pokazywał, że Obama ma większe szanse na zwycięstwo. W tej chwili jego symulacja przewiduje, że Obama ma 83,7% na sukces. Jego starcie z dziennikarskim establishmentem to także metafora starcia starego modelu mediów z nowym. 




Silver ma 34 lata. Zanim zaczął się zajmować polityką, był ekspertem od statystyk baseballowych. W 2008 uruchomił bloga fivethirtyeight.com - na którym zajmował się analizą sondaży w prawyborach i wyborach prezydenckich. W sercu tego projektu był skomplikowany model statystyczny, który opierał się na analizie sondaży, ale także brał pod uwagę dane historyczne, ekonomiczne, oceny pracy prezydenta itd. Silver codziennie przeprowadza w ramach tego modelu kilkadziesiąt tysięcy symulacji, które dają jedną prognozę, i od 2008 roku sukcesywnie udoskonala swoje metody. 




Teraz prognoza przewiduje, że Obama ma 83,7% szans na zwycięstwo i zdobędzie 303 głosy elektorskie. I tu zaczyna się problem. Po pierwsze, Silver nigdy nie ukrywał swoich lewicowych poglądów, w 2008 miał nawet dostęp do wewnętrznych sondaży sztabu Obamy (ale ich nie wykorzystywał na blogu). Po drugie, od 2010 roku jego blog jest częścią serwisu New York Timesa, a Silver stał się pracownikiem dziennika. Stał się przez to jeszcze bardziej podejrzany dla konserwatystów, dla których NYT to odpowiednik "Gazety Wyborczej" dla polskiej prawicy. 




Po debacie w Denver model statystyczny przewidywał - w najlepszym momencie sondażowym dla Romneya - że kandydat Republikanów ma 40% szans na sukces (teraz tylko 16,3%). Dzięki temu Silver stał się lekiem na skołatane serca spanikowanych Demokratów, którzy widząc przewagę Romneya w Gallupie (+7 pp w najlepszym okresie) pocieszali się że Silver- który bardzo dokładnie przewidział wyniki wyborów w 2008 i 2010 - nadal pokazuje, że Obama ma większe szanse. Jego model jest tak skonstruowany, że większą wagę odgrywają w nim sondaże stanowe, a nie ogólnokrajowe. W tych pierwszych nawet w najgorszym momencie Obama zawsze miał minimalną przewagę. 




To wszystko spowodowało, że Silver stał się dla dziennikarzy i komentatorów - takich jak Joe Scarborough - wymarzonym celem do ataku. Ich główna linia argumentacji: wybory są wyrównane (bo tak mówią sztabowcy) a ludzie tacy jak Silver nie znają się na rzeczy. Jego model został uznany za niewiarygodny, a pewność z którą bloger deklarował pewność, że się nie myli była uznana za arogancję bliską zabobonowi. Innymi słowy: dziennikarze - nie wszyscy oczywiście - uznali, że skoro ich intuicja/wiedza/doświadczenie/wiadomości ze sztabów mówią, że wyścig jest wyrównany, to tak właśnie jest, a Silver się myli. Jak pisze Mark Coddington: "Dziennikarze nie rozumieją i nie ufają metodom [Silvera] bo to metoda, która jest całkowicie inna od ich własnych metod, stosowanych od "zawsze". 




6 listopada okaże się kto ma rację - publicyści i komentatorzy przewidujący, że może wygrać Romney, lub Silver, który z 83% pewności twierdzi, że wygra Obama. Stawką jest jego osobista wiarygodność, ale też wiarygodność całego modelu dziennikarstwa opartego na danych.