Relacja Live

02.11.2012

07:40

Kaczyński pyta: dlaczego Seremet poszedł do Tuska, Olejnik za komisją międzynarodową, Sakiewicz wzywa do pokojowej rewolucji, Tusk już nie lata do Gdańska, mniejszy wzrost PKB


Tusk w cieniu trotylu (Na jedynce Polski The Times: w kancelarii premiera publikacja o trotylu na wraku była jak grom z jasnego nieba),  Próbki z tupolewa wciąż są w Rosji (GPC), Urodziła i zabiła pięcioro dzieci (Fakt), Związani polisami (GW o długoterminowych polisach inwestycyjnych), Wielki zawód (Nasz Dziennik o identyfikacji zwłok prezydenta Kaczorowskiego), Kryzys w portfelach (RZ o mniejszym wzroście PKB)




-- TUSK JUŻ NIE LATA DO GDAŃSKA- fragment tekstu Anity Czupryn na jedynce Polski The Times: „Tusk od wielu miesięcy nie lata do Sopotu rządowym samolotem, po publikacji jednego z tabloidów uniósł się honorem i jeździ (wcale nie co tydzień) samochodem – mimo zdecydowanego sprzeciwu BOR.”




-- JAROSŁAW KACZYŃSKI O ROZMOWIE Z SEREMETEM- w rozmowie z GPC: „Na spotkaniu z prok. Andrze- jem Seremetem rozmawiałem również z prok. Szelągiem i przekazałem mu, co myślę o śledztwie. Będziemy się starali w odpowiedniej procedurze prawnej o zmianę prokuratury.”




-- KACZYŃSKI O ŚLEDZTWIE, dalej w rozmowie z GPC : „Mówiłem, że zamordowanie 96 osób to zbrodnia, ale nie mówiłem, że to zbrodnia Donalda Tuska. Mówiłem o mataczeniu rządu i to podtrzymuję. Prokuratura jakiś czas była całkowicie podporządkowana rządowi. Poza tym jest jasne, że Donald Tusk ma wpływ, także zagwarantowany prawnie, na prokuratora Seremeta. Jeżeli rzeczywiście w badaniu nie znaleziono śladów materiałów wybuchowych, jak podczas konferencji prasowej mówił prokurator Szeląg, to dlaczego prokurator Seremet poszedł z tym do Donalda Tuska? To bardzo ciekawe. Jeżeli tam nic nie stwierdzono, to dlaczego przekazano to prokuratorowi Seremetowi i dlaczego ten poszedł z tym do premiera, który nie jest jego służbowym zwierzchnikiem?”




-- SPRZATANIE PO TROTYLU- o sytuacji w PiS piszą w GW Wojciech Czuchnowski i Agata Kondzińska: „Nasi rozmówcy z PiS potwierdzają, że sprawa pogrzebała nową strategię partii. Jej głównym założeniem było: "Nie dać się sprowokować". Niektórzy z nich w poniedziałek wieczorem wysyłali sobie SMS-y, żeby przeczytać we wtorek "Rzeczpospolitą". Nie wszystkim się to udało, bo tekst o trotylu ukazał się tylko w tej części nakładu, którą można kupić w Warszawie i okolicach. Według ich relacji tuż po publikacji na porannym posiedzeniu komitetu politycznego PiS panował spokój. - Bez większych emocji. Komentujemy, ale bez ostrych słów, i czekamy na to, co powie prokuratura - opisuje polityk PiS. (…)- To kwestia odporności psychicznej. Nie wytrzymał atmosfery, emocje były tam ogromne, a poza tym prezes wierzy, że był zamach - komentuje działacz PiS. I mimo że w partii już wcześniej zaplanowano, że Kaczyński będzie się domagał wymiany rządu, to powodem miała być nieudolność i bałagan przy śledztwie, a nie zamach i trotyl. Do tego wątku miał przekonać prezesa Macierewicz.”




-- DR RAFAŁ CHWEDORUK W SE: „Nie ulega dla mnie wątpliwości, że ta sytuacja ogranicza możliwości ekspansji PiS. (…)Warto zauważyć, że obok tych ewidentnych krótkoterminowych strat PiS, a już na pewno braku zysków, to jednak informacja o śladach materiałów wybuchowych, bądź ich braku, podważa pozycję Donalda Tuska. Niezależnie od natłoku emocji, jakie się pojawiły, obywatele dostają sygnał, że w wyjaśnianiu sprawy smoleńskiej pojawiły się kolejne zaniedbania. Równolegle z tym dzieje się sprawa prezydenta Kaczorowskiego. Powstaje wrażenie, że premier nie panuje nad sytuacją.”




-- MAREK BEYLIN W GW: „Kto jest główną ofiarą gadaniny o zamachu? Nawet nie PO, choć na nią idą ataki PiS. Przede wszystkim poszkodowane jest społeczeństwo. Tygodnie poświęcane przez media i polityków na dyskusje o zamachu są stracone dla ważnych debat. Jak modernizować Polskę, jak naprawiać naszą demokrację, jak ma być lepiej i sprawiedliwiej - wszystko to niknie przykryte przez smoleńskie głupstwa. Niemało w tym odpowiedzialności mediów, zwłaszcza elektronicznych, które nonsensy o zamachu mielą tak intensywnie, jakby wielu dziennikarzy miało w głowach słupki oglądalności zamiast zwojów mózgowych. Toteż gdy opary smoleńskiej nierzeczywistości spowijają życie publiczne, pamiętajmy, i niech pamięta Platforma, że problemy schowane nie stają się mniej rzeczywiste.”




-- MONIKA OLEJNIK W GW: „Nasz kraj to musi być kraj dla Tuska i dla Kaczyńskiego. Jedynym sensownym wyjściem jest powołanie międzynarodowej komisji, która zbadałaby katastrofę smoleńską. Być może ci, którzy po wtorku zaczęli wierzyć w zamach, zmieniliby zdanie.”




-- AGNIESZKA BURZYŃSKA na rmf24.pl: Mam dość, tak jak wtedy, gdy dwa lata temu na Krakowskim Przedmieściu słyszałam z jednej strony: "Tu jest Polska", a z drugiej: "Nie, bo tu jest prawdziwa Polska". I stałam tak sobie po środku i ze smutkiem myślałam, że chyba zabrakło dla mnie miejsca w tym pociągu. Do wyboru albo "niesłychana wprost zbrodnia" albo "państwo zdało egzamin". A jeśli ani to, ani to? Dziękuję, wysiadam."




-- ANDRZEJ MOROZOWSKI W SE: „Przecież dwa miesiące naprawdę ciężko pracowali. I był rezultat. Pierwsze miejsca w sondażach. Wystarczyło, żeby prezes poczekał we wtorek kilka godzin. W "Ziemi obiecanej" Wajdy moja ulubiona scena pokazuje Pszoniaka grającego Moryca Welta. Idzie do kantoru i odmawia zwrócenia pieniędzy, gdyż zainwestował je w swoją fabrykę. Wychodzi, kompletnie wyczerpany tą rozmową. Siada w bramie i nagle przemienia się w Pszoniaka, zadowolonego ze swojej gry i machającego do kamery. Wajda to zostawił. I Jarosław Kaczyński też od czasu do czasu wychodzi z roli i zadowolony macha do kamery. To silniejsze od niego.”




-- KOGO WYSADZIŁA W POWIETRZE NITROGLICERYNA RZECZPOPOLITEJ- pisze Witold Głowacki w PTT: „Zyskał niewątpliwie Donald Tusk, który mógł przejść do kontrofensywy na trudnym ostatnio dla rządu polu Smoleńska. Przegrał PiS, który we wtorek przekreślił mozolnie budowany od dwóch miesięcy wizerunek merytorycznej opozycji. Największym wygranym tej publikacji okazała się natomiast Naczelna Prokuratura Wojskowa. Zamiast tłumaczyć się z opieszałości śledztwa i mętnie wyjaśniać, dlaczego właściwie dopiero po prawie 2,5 roku od katastrofy polscy śledczy zdecydowali się na samodzielne badanie wraku, płk Szeląg mógł triumfująco rozprawiać się z „Rzeczpospolitą”. Nikt też nie pyta, jakim cudem prokuratorzy i pracujący dla nich biegli potrzebują aż pół roku, by ostatecznie stwierdzić, co właściwie wykrył detektor.”




-- AGATON KOZIŃSKI W PTT: „Artykuł Cezarego Gmyza, przy wszystkich jego błędach, postawił też wiele ważnych pytań. Na przykład o rolę prokuratury – dlaczego dopiero teraz rozpoczęła ona sprawdzanie, czy wydarzenia z 10 kwietnia nie były zamachem, albo czemu potrzeba aż pół roku na zbadanie próbek pobranych z wraku. Ciągle niejasna jest rola prokuratora generalnego przy powstaniu publikacji „Rzeczpospolitej”.




-- @SEKIELSKI W PTT: „Jarosław Kaczyński nie pozostawia wyboru – albo wierzysz w zamach i jesteś prawdziwym Polakiem, albo wierzysz w matactwa i jesteś zdrajcą. W przeciwieństwie do prezesa nie mam absolutnej pewności. Dostrzegam błędy, zaniechania i przewlekłość działań prokuratury, ale widzę też analizy specjalistów, którzy badali przyczyny katastrofy i wykluczyli wybuch oraz zamach. Zgadzam się z tymi, którzy uważają za skandal, że wrak Tu-154 wciąż jest w rosyjskich rękach. Z drugiej jednak strony, przekonują mnie argumenty mówiące o błędzie pilotów, którzy zeszli za nisko w złych warunkach atmosferycznych i to była praprzyczyna całej tragedii. Do dziś nikt nie pokazał mi dowodów, które potwierdziłyby oskarżenia, jakie stawia Jarosław Kaczyński o mordzie, zamachu i zbrodni. To nie może być kwestia wiary, takie zarzuty muszą być dobrze udokumentowane.”




-- GPC NA JEDYNCE: Wszelkie dowody na to, że na pokładzie Tu-154M mogło dojść do wybuchu są wciąż w Rosji i nikt nie wie, kiedy trafią do Polski. Chodzi m.in. o próbki, na których wykryto ślady trotylu i nitrogliceryny. Tymczasem bliski jednej z ofiar zlecił badania naukowcom z USA – wykazały obecność materiałów wybuchowych. (…) detektory IMS, którymi ostatnio w Rosji badali wrak polscy biegli, poza tym że informują o obecności cząstek wysokoenergetycz- nych, również je identyfikują, wskazując nazwę rozpozna- nego materiału wybuchowego. Śledczy jednak nie podali nazwy używanego modelu urządzenia. Inną metodę badania wykorzystali eksperci z USA. To do nich zwrócił się Stanisław Zagrodzki, kuzyn śp. Ewy Bąkowskiej, o zbadanie fragmentu pasa bezpieczeństwa z Tu-154M. Amerykanie badali próbki za pomocą alkoholu metylowego metodą ekstrakcji (wydobywania). Po odparowaniu metanolu zbiera się osad, który zawiera poszukiwaną substancję. Był nią trotyl.”




-- FAKT podobnie jak GPC: „PRÓBKI TUPOLEWA W RĘKACH ROSJAN”. 




-- TO DLA MNIE NIEPOJĘTE- tytuł w FAKCIE z cytatem wypowiedzi córki prezydenta Kaczorowskiego o zamianie zwłok.




-- CZAS NA POKOJOWĄ REWOLUCJĘ- pisze w GPC Tomasz Sakiewicz: „Mimo manipulacji informacjami ze śledztwa około 10 mln ludzi uwierzyło takim mediom jak nasze. To wystarczy, by wygrać wybory i przejąć władzę, a potem rozliczyć odpowiedzialnych za zbrodnię. Jest nas tylu, ilu liczyła pierwsza Solidarność. Czas na nową pokojową rewolucję. III RP straciła swoją legitymację. Nie potrafiła nawet pochować ostatniego prezydenta II RP. Panujący system odejdzie w hańbie. Tego już nie da się zatrzymać.”




-- DO PIS MOGĄ WRÓCIĆ POLITYCY SP- pisze PTT: „Nie- wykluczone, że wrócić do partii Jarosława Kaczyńskiego zdecydują się politycy z trzeciego szeregu z Solidarnej Polski. Jeśli partia nadal będzie się znajdowała poza progiem wyborczym, to PiS ponownie mogą zasilić Jacek Kłosowicz, Andrzej Romanek, Paweł Bińkowski, Jacek Czabański, Kazimierz Jaworski, Michał Wójcik.”




-- ADAM BIELAN O AMERYKAŃSKIEJ KAMPANII w rozmowie z Agatonem Kozińskim w PTT: „Negatywną tendencję w USA widać już od dłuższego czasu. Już na poziomie prawyborów sukcesy najczęściej odnoszą politycy bardziej wyraziści. Jest coraz mniej miejsca na niuansowanie problemów. Obawiam się, że ta tendencja w Polsce pewnie również coraz mocniej zauważalna.”




-- MNIEJSZY WZROST PKB to kłopoty na rynku pracy. Mogą być większe, niż przewiduje rząd”- pisze Rzeczpospolita na jedynce: „Ministrowie gabinetu Donalda Tuska prognozują w 2013 roku wzrost gospodarczy na poziomie 2,2 proc. PKB, tymczasem ekonomiści coraz częściej mówią o 1 proc., a nawet jeszcze mniej. Jeśli gospodarka tak zwolni, pojawi się w Polsce kilkaset tysięcy więcej osób bez pracy, a ci, którzy będą ją mieli, realnie zarobią mniej. (…) Choć różnica między 1 a 2 proc. wydaje się niewielka, przeciętny Kowalski może to mocno odczuć na własnej skórze. – Spowolnienie uderzy w rynek pracy –  mówi Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING Bank na Europę Wschodnią. Przy 2 proc. wzrostu PKB w przyszłym roku stopa bezrobocia może wzrosnąć do 13,5 proc. – szacują ekonomiści (na koniec tego roku ma być 13 proc.). Daje to ok. 170 tys. nowych bezrobotnych, a ich liczba wzrośnie do ponad 2,1 mln.”




-- GOSPODARCZY KOMENTARZ FANDREJEWSKIEJ W RZ: „Nie wiadomo, dlaczego od 1999 roku nie udaje się rozdzielić statusu bezrobotnego od ubezpieczenia zdrowotnego. A rozwiązanie tego problemu (które zmniejszyłoby stopę bezrobocia o 30 proc.) urasta do wagi Nagrody Nobla z ekonomii. Uwalniamy wolność gospodarczą, ale niezdecydowanie – tak by wciąż można było ją kontrolować i trzymać na długiej smyczy, by w razie czego mocniej szarpnąć i przytrzymać. To tylko niektóre przykłady problemów, których rozwiązanie nie budziłoby wielkich społecznych kontrowersji. Są jeszcze takie, które wymagają poważnej rozmowy społecznej, jak choćby zapomniana przez wielu kwestia podatku liniowego. Albo innego systemu podatkowego,  ale uporządkowanego. Niestety zamiast tych decyzji mamy nieustające kłótnie polityczne.”




-- LEMINGI SĄ ZMĘCZONE- pisze Rzepa: „Praca do utraty tchu, kredyty, widmo bezrobocia. 30-, 40-latki masowo kończą u psychiatrów i kardiologów. Pokolenie lemingów nie wytrzymuje nałożonych na siebie obciążeń i ma coraz większe kłopoty ze zdrowiem. Przybywa tzw. młodych dorosłych mających problemy psychiczne, a do szpitali częściej niż do tej pory trafiają młodzi z problemami kardiologicznymi.”




-- PIOTR ZAREMBA O DEBACIE NARKOTYKOWEJ: „Czy chcemy, aby młodzi Polacy mieli pełny, czy choćby trochę ograniczony dostęp do narkotyków? To jest właściwie postawione pytanie, reszta to troska o przyjemności celebrytów i ideologiczne pozy takich ludzi jak Janusz Palikot.”




-- DALEJ ZAREMBA: „Można debatować o mniej lub bardziej skutecznej, mniej lub bardziej humanitarnej polityce antynarkotykowej. Jestem tu szerzej otwarty niż większość ludzi o konserwatywnych poglądach, nie rwałem szat z powodu niedawno przyjętej ustawy, lekko uchylającej w naszym kraju zakazy.  (…) Ale to charakterystyczne, we wszystkich tych debatach nie zauważyłem jednego specjalisty od uzależnień, który opowiadałby się za polityką tolerancji. Różnią się oni co do metod zapobiegania. Ale nie stoją na gruncie walki o dobre samopoczucie grupy, którą „Wyborcza” ochrzciła groteskowym mianem „Narkopolaków”. Pytają, jak przeciwdziałać złu. Nie pytają wszakże, czy. Zostawili to Palikotowi, Kwaśniewskiemu, Sipowiczowi i kolegom Adama Michnika.”




-- GMINA ROBI, NIE CZEKA NA RZĄD pisze GW: „W Częstochowie – refundacja in vitro; w Łodzi – edukacja seksualna; w Kielcach – szczepienia nastolatek przeciw wirusowi HPV wywołującemu raka szyjki macicy. Samorządy rozwiązują problemy, z którymi rząd i Sejm sobie nie radzą”




-- KŁOPOTY POLSKIEGO FIATA: „W grudniu ostatnia Panda wyjedzie z Tychów. Produkcja aut Fiata w Polsce znacznie spadnie”- pisze PTT




-- 2 listopada 1988 - Rozpoczęła się trzydniowa oficjalna wizyta premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher.




-- Urodziny: Barbara Borys-Damięcka (senator PO, reżyser), prof. Jerzy Osiatynski




09:21

Dobre wieści z Cmentarza Bródnowskiego. Pierwsze osoby wracają do domów

09:55

W Polsce, inaczej niż w USA geografia w polityce nie odgrywa dużej roli

Już za kilka dni rozstrzygną się wybory prezydenckie w USA, które jak zwykle zdefiniowane były przez mapę na której toczy się kampania. Dyskusje o tym czy np. Romney może wygrać w Ohio albo w Wisconsin to duża część rozważań amerykańskich dziennikarzy i analityków. Twitter przygotował nawet specjalne narzędzie, które pokazuje które wpisy z oficjalnych kont obu kandydatów odbiły się największym echem w poszczególnych stanach. Tymczasem w Polsce geografia w polityce ma drugorzędne znaczenie. 




Nowe narzędzie, które przygotował Twitter https://election.twitter.com/map/ to metoda by sprawdzić, jakie tematy są najważniejsze dla mieszkańców konkretnych stanów w USA. Przedmiotem analizy są wpisy na Twitterze z oficjalnych kont Romneya i Obamy. Np wpisu Romneya zawierające słowo "węgiel" były najczęściej retweetowane i komentowane w Wirginii Zachodniej, gdzie jest jedna z największych w USA koncentracji przemysłu górniczego. Na Florydzie wpisy Romneya o sprawach bezpieczeństwa narodowego miały najwyższy poziom zaangażowania, podobnie jak te o edukacji. Każdy stan ma swoje wyjątkowe, wyróżniające cechy. 




Teoretycznie Twittter mógłby przygotować taką mapę dla Polski. W praktyce byłoby to jednak pozbawione sensu. Nie tylko dlatego, że Twitter w porównaniu do USA jest narzędziem niszowym, ale przede wszystkim dlatego, że w naszym kraju inaczej rozumie się pojęcie "politycznej geografii". Oczywiście sam system jest w USA oparty na geografii - ze względu na ilość głosów elektorskich w poszczególnych stanach, ale to nie tłumaczy wszystkiego. 




Nie ma walki o konkretne rejony (chociaż różne okręgi mają różne liczby mandatów do zdobycia), co było dobrze widać w czasie ostatniej kampanii wyborczej. Nie ma "polskiego Ohio" czy "polskiej Florydy". Podróż Tuskobusem była obliczona głównie na symboliczne podkreślenie konkretnych spraw (Lublin- studenci, Mielec - sukces polskiej branży lotniczej itd) , i ewentualnie wsparcie niektórych kandydatów. Podróż premiera wywoływała spore zainteresowanie mediów lokalnych w każdym miejscu, które odwiedzał Tusk, z korzyścią dla kandydatów z regionu. Jarosław Kaczyński także odwiedzał i odwiedza miejsca o charakterze symbolicznym np. "bastion" ziobrystów w Nowym Sączu. Żadna z partii nie musi stosować ścisłych rygorów dotyczących miejsc, które odwiedza ich liderzy. Ostatnie podróże premiera na Podkarpacie także miały głównie na celu podkreślenie pewnych faktów na krajowej scenie np. sukcesu Huty Stalowa Wola w kontekście projektu "Inwestycje Polskie" i przechodzenia przez kryzys. Żadna z partii nie toczy w trakcie kampanii wyborczych bojów o tereny, które można by nazwać "województwami obrotowymi". Geografia przede wszystkim służy celom ogólnokrajowym.    
  




Dlatego też Twitter nie miałby czego szukać w Polsce ze swoim nowym narzędziem, które może być skuteczne jedynie w USA.


12:24

Obama wygrywa wojnę telewizyjną z Romneyem?

Po tym, jak Sąd Najwyższy USA w orzeczeniu Citizens United sprawił, że korporacje i związki zawodowe mogą wydawać nieograniczone środki na wybory - poprzez organizacje polityczne tzw. SuperPACs - wydawało się, że Demokraci w kampanii prezydenckiej będą stać na straconej pozycji. Ale stało się zupełnie inaczej. Jak pokazują najnowsze wyliczenia, to sztab Obamy jest bardziej efektywny w wydawaniu pieniędzy na spoty telewizyjne - i to może być różnica, które zdecyduje o wyniku wyborów. 




Na pierwszy rzut oka statystyki z tego tygodnia przeczą tej tezie. Od poniedziałku sztab Obamy i jego sojusznicy wydali 50 milionów dolarów. Romney i Republikanie - 80 milionów. Z tego łącznie 30 milionów dolarów zostało wydane na Ohio, co powoduje że oglądanie telewizji w tym rejonie jest nieznośne. Oto rezultaty eksperymentu: bloger z lewicowego Daily Kos w ciągu pół obejrzał - w porze wiadomości o 12.00  - 22 spoty telewizyjne w Columbus, Ohio. 





http://youtu.be/TwXh7VZ3ViE
 




Ocenia się, że sztaby wydały łącznie ponad miliard dolarów na spoty telewizyjne. Ale jak się okazuje, nie są to pieniądze wydawane tak samo efektywnie. Po pierwsze, sztab Obamy ma inną filozofię kupowania czasu antenowego - chodzi o kupowanie i rezerwację dużo wcześniej, co powoduje że jest on nieco tańszy. Sztabowcy Romneya wydają więcej pieniędzy, ale mogą bardziej precyzyjnie umieszczać je w określonych slotach czasowych. Po drugie, Obama może więcej pieniędzy wydawać bezpośrednio, bo zbiera dużo więcej pieniędzy bezpośrednio na rzecz swojej kampanii.  Ma to duże znaczenie - czas antenowy kupowany przez sztab prezydenta jest dużo tańszy niż kupowany przez partie czy też SuperPACs. Imponujące wyniki finansowe Romneya są rozłożone między jego kampanię, partię Republikańską i lokalne komitety partyjne. To wszystko powoduje, że paradoksalnie zbierając mniej pieniędzy Obama może cały czas kupować więcej spotów wyborczych. Jak firma Kantar Media, w stanach bitewnych w ostatnim tygodniu października Obama miał 36,000 spotów. Romney - tylko 17,000.  




To jeden z tematów, które zwykle umykają uwadze w ogólnym analizowaniu kampanii. Ale ta dysproporcja może być kluczowa, jeśli chodzi o wyniki wyborów. 


fot. msnbc.com 


13:39

Pensylwania szansą Romneya?

Czy w Pensylwanii - stanie w którym Republikanin nie wygrał od 20 lat - Romney ma szansę? 


13:42

Twitter lepszy niż TV w opisywaniu Sandy?

Czy Twitter był lepszy niż telewizja jako źródło informacji o Sandy? 


13:49

Film o bin Ladenie pomoże Obamie?

Czy film "SEAL Team Six" nadany na National Geographic w najbliższą niedzielę pomoże Obamie? 


13:51

Nowa wersja Google Wallet

Czy nowa, "fizyczna" wersja Google Wallet będzie przełomowa? 


13:53

Negatywne spoty uratują Obamę?

Czy ewentualny sukces wyborczy Obamy będzie skutkiem fali negatywnych spotów wyborczych ? 


15:14

Infografika. Wszystkie teorie spiskowe o Obamie w jednym miejscu

Infografikę przygotował lewicowy magazyn Mother Jones. 


15:34

PILNE:

Trzy miesiące aresztu dla matki z Hipolitowa z możliwością jednorazowej przepustki na sesję dla "Super Expressu"

18:01

Syn Mitta Romneya odwiedził Rosję. "Mój ojciec chce dobrych relacji"

Mitt Romney jeszcze niedawno mówił, że Rosja jest wrogiem geopolitycznym numer jeden Stanów Zjednoczonych. Tymczasem - jak pisze New York Times - jego syn Matt, pojechał niedawno do Moskwy szukać inwestorów dla swojej kalifornijskiej firmy. Nie byłoby w tym nic zaskakującego, ale  Matt Romney - jak pisze dziennik - miał powiedzieć jednemu z Rosjan którzy "potrafią przekazać informacje Putinowi", że jego ojciec chce dobrych relacji z Rosją jeśli zostanie prezydentem - pomimo retoryki w kampanii.  Romney zapowiadał między innymi, że jeśli zostanie wybrany to "pokaże kręgosłup" w rozmowach z Putinem. fot. Thomas Dwyer. 


19:33

PILNE:

Marcin Prokop będzie następnym redaktorem naczelnym "Rzeczpospolitej"