Relacja Live

29.10.2012

09:58

W Google zdjęcia ze Smoleńska ważniejszym tematem dla Polaków niż Mucha i in vitro

Google Trends pokazuje jednoznacznie, że największym "wydarzeniem" w sieci w październiku był wyciek zdjęć z katastrofy smoleńskiej. Tern temat - jak pokazuje to użyteczne narzędzie - dominował nad innymi. Ani in vitro, ani minister Mucha nie były dla Polaków tak istotne w ostatnich tygodniach jak wspomniane zdjęcia. 




Wykres powyżej ilustruje jak często wyszukiwane były cztery tematy: "Zdjęcia ze Smoleńska", "In vitro", "Mucha" oraz "ekshumacje". Jak widać, ten ostatni temat cieszył się minimalnym zainteresowaniem przez ostatnie 30 dni. Wykres - rozpoczyna się 30 września, już po debacie w Sejmie o tej sprawie, która jak widać nie miała dużego przełożenia na późniejsze wyniki wyszukiwań.  Wykres pokazuje tylko wyszukiwania dla Polski. 






Zupełnie inaczej ma się sprawa ze zdjęciami - hasło to było wyszukiwane najczęściej we środę 17 października. Na tle zainteresowania zdjęciami, ilość wyszukiwań o minister sportu czy też o temacie in vitro jest kilkakrotnie mniejsza, nawet w chwilach gdy to zainteresowanie tymi tematami było największe - odpowiednio 24 października (Mucha) i w dniach od poniedziałku 22 października do środy 24 (in vitro). 










Ilustracja obrazująca najpopularniejsze wyszukiwania w ciągu ostatnich 30 dniu pokazuje, że największy wzrost popularności miało w październiku hasło "zdjęcia ze smoleńska". To hasło było bardziej popularne niż tematy popkulturowe (nowy film z Jamesem Bondem), sportowe (mecz Polska-Anglia) i technologiczne (premiera Windows 8). Jak podaje Google, termin "Przebicie" oznacza, że dla wyszukiwanego hasła zarejestrowano zmianę o ponad 5000%.


10:31

Kalisz 2015 i trzy scenariusze dla lewicy

Ryszard Kalisz wyprzedził w końcu Radosława Sikorskiego w rankingu zaufania CBOS i jest obecnie najbardziej popularnym po Bronisławie Komorowskim politykiem. Wydanie książki jest w polityce bardzo często wstępem do bardziej spektakularnych decyzji. Własna książka bardzo pomogła kampanii Janusza Palikota, wcześniej - prezydenckiej Donalda Tuska. Czy Ryszard Kalisz w końcu odegra w polityce rolę o jakiej marzy od lat? W dużej mierze zależeć to będzie od stopnia erozji poparcia dla Tuska i Platformy. Ale dziś Kalisz wydaje się być politykiem, który będzie przybierał na znaczeniu. Choć poparcie dla niego może się okazać jedynie wyrazem sympatii społecznej bez wyborczych konsekwencji- jak w latach 90-tych w przypadku Jacka Kuronia.




Jaguar, modne, a nawet wręcz spektakularne oprawki, kobiety. Nie ma polityka któremu tak barwne, czasem wystawne życie w końcu by nie zaszkodziło. Ale nie Kaliszowi. Od miesięcy pozostaje w czołówce polityków o największym społecznym zaufaniu. Ryszarda Kalisza wszyscy lubią. Prawdopodobnie nawet dla Stefana Niesiołowskiego przestał być pornogrubasem, a Jacek Żalek już dawno zapomniał o tym jak pozywał Kalisza za słowa o bojówkach kampanii Krzaklewskiego w Białymstoku. 




Ryszard Kalisz jest dziś centralną postacią lewicy. I jest dziś jak kiedyś Józef Oleksy. Wszędzie go chcą. 




Scenariusz pierwszy




W dzisiejszej Polsce The Times, Anita Czupryn pisze, że być może wiosną, Donald Tusk, przy okazji rekonstrukcji rządu, zdecyduje się na spektakularny ruch polityczny porownywany do transferu Zyty Gilowskiej do rządu PiS. Czy tym spektakularnym transferem mógłby być Ryszard Kalisz? Na przykład za cenę stanowiska wicepremiera i ministra sprawiedliwości? 




Ale to byłby tektoniczny ruch na scenie politycznej, bo zastąpienie konserwatysty Jarosława Gowina politykiem lewicy musiałoby mieć wewnętrzne konswkwencje dla PO. Możliwy jest jeszcze inny wariant- Ewa Kopacz rezygnuje ze stanowiska marszałka Sejmu i decyduje się odejść do Parlamentu Europejskiego. Na jej miejsce Tusk wskazuje Kalisza otwierając drogę do "parlamentarnego paktu stabilizacyjnego" z SLD, szachując też Bronisława Komorowskiego ewentualnym alternatywnym kandydatem do prezydentury.










Scenariusz drugi




Kalisz zostaje kandydatem SLD na prezydenta w 2015. Dzięki temu Aleksander Kwaśniewski odstępuje od rozważanego pomysłu stworzenia własnej listy do Europarlamentu rok wcześniej i patronuje porozumieniu Palikota i SLD. Ale co w takim wypadku z Millerem, którego przywództwo na razie służy SLD i który pozostaje z Palikotem w stosunkach lodowatych? 






Scenariusz trzeci




Ryszard Kalisz zostaje jedną z twarzy „listy Kwaśniewskiego” w 2014, ale w skład porozumienia nie wchodzi SLD Millera. Być może PO- już do tego momentu- osłabnie na tyle, że „obóz III RP” będzie musiał dokonać reorientacji, bo Tusk i Platforma nie będą już gwarantować powstrzymania "recydywy rządów Jarosława Kaczyńskiego". I stąd pojawi się jednak inicjatywa Kwaśniewskiego, której jedną z konsekwencji może być prezydencka nominacja dla Kalisza rok później. Choć Super Express niedawno interpretował jedną z wypowiedzi Włodzimierza Cimoszewicza jako wyraz jego ponownych prezydenckich ambicji. 






Dziś, scenariusze te pozostają oczywistą political fiction.  Ale Ryszard Kalisz faktycznie urasta do najbardziej pożądanej politycznej randki w Warszawie. Być może emocje wokół niego to „efekt Kuronia”, który kiedyś był wyrazem sentymentu do człowieka stającego po stronie słabszych a dziś jest już tylko efektem ewolucji polityki w kierunku medialnego celebryctwa i tabloidu. 






fot. Wstajesz i Wiesz TVN24 na FB oraz screen z FB Moniki Olejnik- zdjęcie z książki Ryszarda Kalisza.




11:39

CBOS:

Polacy chcą zwycięstwa Obamy, ale 34% poparcia to jeden z najniższych wskaźników na świecie

W Polsce co trzeci badany (34%) chciałby, żeby wybory prezydenckie w USA wygrał Barack Obama, natomiast o połowę mniejsza grupa (16%) opowiada się za Mittem Romneyem. Łatwo zauważyć, że na tle innych krajów europejskich jest to – mimo znacznej przewagi obecnego prezydenta – jeden z lepszych wyników reprezentanta Partii Republikańskiej. We Francji, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Hiszpanii czy Turcji odsetki osób popierających tego kandydata obejmują nie więcej niż jedną dziesiątą mieszkańców, a ponadto sympatia dla Baracka Obamy wyrażana jest tam częściej, zwłaszcza w trzech pierwszych wymienionych krajach. Poza tym można powiedzieć, że na tle mieszkańców Francji, Wielkiej Brytanii czy Niemiec relatywnie wielu Polaków nie interesuje się amerykańskimi wyborami albo nie ma w nich jednoznacznych preferencji.





W Polsce niemal we wszystkich analizowanych grupach społeczno-demograficznych przeważają osoby popierające Baracka Obamę. Stosunkowo najwięcej jest ich wśród respondentów najmłodszych – od 18 do 24 roku życia (45% wobec 12% opowiadających się za kontrkandydatem obecnego prezydenta). Zwolennicy Mitta Romneya przeważają wśród  osób w dużym stopniu interesujących się polityką (40% wobec 28% popierających Baracka Obamę) oraz  uczestniczących w praktykach religijnych kilka razy w tygodniu (27%  wobec 24%). Ponadto kandydata republikanów częściej niż inni popierają badani o prawicowej orientacji politycznej (26%).




W elektoratach partyjnych Baracka Obamę jako prezydenta Stanów Zjednoczonych na  następne cztery lata preferują wyborcy Ruchu Palikota, Polskiego Stronnictwa Ludowego oraz Platformy Obywatelskiej. Z kolei za Mittem Romneyem dość często opowiadają się zwolennicy PiS, a także SLD, choć, ogólnie rzecz biorąc, opinie na ten temat są w tych elektoratach mocno podzielone i  trudno mówić o przewadze któregokolwiek kandydata.




Ze zsumowanych deklaracji mieszkańców wszystkich 21 krajów objętych badaniem wynika, że Barack Obama cieszy się ponad pięciokrotnie większym poparciem niż Mitt  Romney (50% wobec 9%). Dwie  piąte  respondentów (41%) nie ma zdania na ten temat – jest im to obojętne, kibicują obydwu kandydatom bądź żadnemu z nich. 






źródło: komunikat CBOS


11:51

Tak wygląda konferencja samorządowa PiS, która odbywa się teraz w Sejmie

śródło: Twitter Sylwii Ługowskiej (@sylwia_lugowska)


12:35

Tak w mediach społecznościowych Miller i Palikot licytują się czyim sukcesem jest zmuszenie rządu do regulacji in vitro

źródło FB SLD i twitter Janusza Palikota


13:29

Clinton:

przeciągaliśmy procedurę zaprzysiężenia ambasadora Mulla tak długo, jak się dało

Departament Stanu wrzucił na YouTube\\'a wideo z zaprzysiężenia nowego ambasadora USA w Polsce - Stephena Mulla. Czego można się z tego klipu dowiedzieć? Na przykład tego, że sekretarz stanu sugerowała komisji senackiej, żeby go nie wysłuchiwali. I że jest on niczym Captain America - 49 wyjazdów zagranicznych do 101 krajów, 5 tysięcy notatek i dokumentów w ciągu jednego roku. I że to Stephen Mull zajmował się Hillary Clinton, gdy odwiedziła Polskę jako Pierwsza Dama.




http://youtu.be/HpeLw-DXpz8



W bonusie - w odczytywanym przez syna pana ambasadora przemówieniu znalazła się wzmianka o konwersacjach, jakie Stephen Mull prowadzi na Twitterze.







14:34

CBOS:

najmłodsi ankietowani i kobiety najczęściej wierzą w zamach pod Smoleńskiem, tylko 30% uważa, że rząd zrobił wszystko, by wyjaśnić katastrofę

W październikowym sondażu  CBOS ponownie zapytał Polaków, czy wierzą, że prezydent Lech Kaczyński mógł zginąć w wyniku zamachu. Większość ankietowanych odpowiada na to pytanie negatywnie – ponad trzy piąte (61%) nie bierze pod uwagę teorii zamachu, przy czym większa część odrzuca to wyjaśnienie w sposób zdecydowany. W możliwość taką wierzy nieco ponad jedna czwarta badanych (26%), zaś 12% nie ma zdania w tej sprawie. 




W porównaniu z pomiarem z maja opinie Polaków w tej kwestii prawie się nie zmieniły, zmniejszył się tylko (o 4 punkty) odsetek osób odrzucających możliwość zamachu w sposób zdecydowany. 




W teorię zamachu nieco częściej są skłonne wierzyć kobiety (29%) niż mężczyźni (23%), a wśród grup wiekowych najmłodsi respondenci, do 24 roku życia (34%). O możliwości celowych działań, które doprowadziły do katastrofy, częściej są przekonane osoby gorzej sytuowane, gorzej wykształcone oraz mieszkańcy wsi. Wśród zmiennych socjodemograficznych najsilniej różnicują opinie na ten temat deklarowane dochody – wśród osób najmniej zarabiających (poniżej 500 zł na osobę w rodzinie) większa część akceptuje teorię zamachu, niż ją odrzuca. 




Wpływ poglądów politycznych w tej kwestii widać jednak najbardziej wśród elektoratów poszczególnych partii politycznych. Jedynym ugrupowaniem, którego zwolennicy w większości zgodni są co do tego, że prezydent Lech Kaczyński oraz towarzyszące mu osoby mogły zginąć na skutek zamachu, są zdeklarowani wyborcy PiS. Zwolennicy pozostałych partii, a także wyborcy niezdecydowani oraz osoby nie mające zamiaru głosować, w większym lub mniejszym stopniu odrzucają tę hipotezę. Prawie jednogłośnie nie zgadzają się z nią wyborcy PO (6% wyborców PO wierzy w możliwość zamachu). 




Ponad połowa Polaków uznaje, że stwierdzona w wyniku ekshumacji zamiana ciał dwóch ofiar katastrofy była wynikiem pomyłki, do której łatwo mogło dojść w tamtych okolicznościach (52%), a dla dwóch piątych jest dowodem na zaniedbania (41%). Wyrozumiały stosunek do tego błędu nie zmienia jednak jego ogólnego wydźwięku – prawie połowa badanych (49%) jest zdania, że w tej sytuacji niepewne są także wyniki innych identyfikacji i że nie jest pewne, gdzie kogo pochowano. Mniejszy odsetek respondentów (35%) sądzi, że błąd ten nie podważa wcześniejszych ustaleń dotyczących ofiar katastrofy smoleńskiej. 




Warto zwrócić uwagę, że aż 27% elektoratu PO uważa, że nieprawidłowości stwierdzone przy ekshumacjach podważają wcześniejsze ustalenia dotyczące ofiar katastrofy smoleńskiej i właściwie teraz nie wiadomo, które szczątki gdzie są pochowane.




Błędy w identyfikacji ofiar katastrofy przyczyniły się zapewne do bardziej krytycznej oceny postawy rządu w tej sprawie. Do 30% (o 7 punktów w porównaniu z majem) wzrósł odsetek Polaków oceniających, że rząd tak naprawdę zaniechał wszelkich możliwości rzetelnego wyjaśnienia katastrofy. Jednak nadal największa część ankietowanych łagodniej ocenia postawę rządu w tej sprawie i przychyla się do opinii, że wiele zrobił, by wyjaśnić przyczyny katastrofy pod Smoleńskiem, ale też dopuścił się wielu zaniedbań (50%). Tylko 13% ankietowanych jest zdania, że rząd zrobił w tej sprawie wszystko, co było możliwe (w porównaniu z majem spadek o 3 punkty procentowe), 7% badanych nie ma zdania w tej kwestii.


Wśród elektoratu PO tylko 35% uważa, że rząd zrobił wszystko, 55%, że zrobił wiele, ale dopuścił się też zaniechań. 




źródło: komunikat CBOS


14:40

In vitro może być dla Arłukowicza tarczą, osłaniającą go przed problemami w służbie zdrowia

Rok po tym, jak Bartosz Arłukowicz został ministrem zdrowia, nie ma chyba drugiej osoby w rządzie - może poza minister Muchą, która byłaby tak często "grillowana" przez opozycję i opinię publiczną. Minister Arłukowicz od początku tego roku nie może złapać politycznego  oddechu. Ale teraz, dzięki in vitro, może wreszcie zyskać tarczę, która ochroni go - przynajmniej częściowo - od problemów w polskiej służbie zdrowia. Oto trzy powody, dla których tak się może stać. 




Arłukowicz zyskuje bo in vitro to problem, z którego rozwiązaniem Platforma próbowała poradzić sobie od wielu lat. Teraz - od minionego poniedziałku - to właśnie on został medialną "twarzą" jego rozwiązania. Już w poprzednim tygodniu to właśnie on najmocniej zareagował na komentarz Jarosława Kaczyńskiego dotyczący in vitro i aborcji. Po dzisiejszej konferencji prasowej ten trend stanie się jeszcze bardziej wyraźny. To Tusk ogłosił jak Platforma wyjdzie z impasu, ale to Arłukowicz dziś przedstawił szczegółowe rozwiązania. To własnie minister zdrowia stał się właścicielem rozwiązania. 




Arłukowicz zyskał dzięki in vitro zestaw "talking points", które może wykorzystywać przy każdej nadarzającej się okazji. Co więcej, zyskał coś jeszcze - szanse na zdobycie politycznego wsparcia ludzi o lewicowo-liberalnych poglądach. Jeśli będzie w tym wystarczająco skuteczny, może mozolnie, krok po kroku zyskiwać na tle bardzo mocnego medialnie konserwatywnego skrzydła w Platformie. 










Minister może też wykorzystać hipotetyczny sukces programu in vitro jako tarczę, mającą bronić go przed problemami służby zdrowia. Jak do tej pory nie miał jednego, wyraźnego politycznego sukcesu, którym mógłby się chwalić, kontrprzykładu dla rozlicznych problemów w opiece zdrowotnej. Teraz to się może zmienić. 

16:18

PILNE:

Huragan Sandy może uderzyć po zachodzie słońca. Telewizje uspokajają jednak, że i tak będzie dobrze widać

18:08

Trzy powody, dla których Romney może wygrać te wybory

Kampania w USA uległa na jakiś czas zawieszeniu ze względu na huragan Sandy, który właśnie zbliża się do wschodniego wybrzeża. Jest wiele politycznych pytań, które pozostają w tym momencie bez odpowiedzi jeśli chodzi o to, komu ta sytuacja pomoże. Ale i przed uderzeniem Sandy możliwość, w której Romney zwyciężą zaczęła się jawić wyraźniej niż do tej pory, mimo sondażowej przewagi Obamy w kluczowych stanach. Oto trzy powody, dla który Romney może wygrać te wybory. 




Jeśli kandydat GOP zostanie prezydentem, to na pewno za punkt zwrotny zostanie uznana debata w Denver, gdy Romney zaprezentował się - dzięki słabości prezydenta - jako rozsądna alternatywa. Ale prawdziwe przyczyny dla których Obama może przegrać te wybory są dużo bardziej złożone. 




Elektorat staje się bardziej konserwatywny 




Na początku października Gallup opublikował raport, który jeśli wierzyć niektórym amerykańskim dziennikarzom wywołał zaniepokojenie w sztabie Obamy. Z raportu wynika, że elektorat w USA jest bardziej konserwatywny niż to przyjmują prawie wszystkie pracownie sondażowe. 49% ma identyfikować się jako GOP lub skłaniać się ku GOP. Tylko 46% identyfikuje się z Demokratami, lub się ku nim skłania. Jeśli ten raport jest prawdziwy, to sondaże których próbka zbudowana jest inaczej niedoszacowują poparcie dla Romneya o kilka pp. W 2008 54% wyborców identyfikowało się jako Demokraci, 42% jako Republikanie - w metodologii Gallupa. 




Centrum popiera Romneya 




Wyborcy niezależni zawsze byli jedną z kluczowych grup gwarantujących zwycięstwo w wyborach. Na przykład w badaniu trackingowym (codzinnym) ABC/Washngton Post Romney ma przewagę aż 16 pp w tej grupie. W 2008 Obama wygrał wśród nich różnicą 8 pp. To może być poważny problem dla prezydenta. Na szczęście dla niego, rozkład niezależnych w kluczowych stanach nie jest taki sam, a entuzjazm w tej grupie może być bardzo ulotny. Tzn. mogą po prostu nie pojawić się w dniu wyborów. 






Słabość Obamy w niebieskich stanach




Konsekwencją dwóch powyższych czynników może być słabość Obamy w "peryferyjnych" stanach, które tradycyjnie głosują na Demokratów. Nacisk w tych wyborach - medialny i wyborczy - był niemal wyłącznie nastawiony na Ohio i kilka innych, zwykłych stanów bitewnych. Ale np. w Wisconsin Republikanie mają do dyspozycji silną organizację terenową gubernatora Walkera. W Minnesocie sondaż pokazał niedawno tylko 3 pp przewagi Obamy. Podobnie jest z Pensylwanią. We wszystkich tych stanach sztab Romneya jest aktywny. Istnieją więc ścieżki zwycięstwa dla Romneya, w których przegrywa np. w Ohio i Wirginii. Sztab Obamy twierdzi, że to blef, który pokazuje desperację i słabość Republikanów w Ohio czy innych stanach. Ale Bill Clinton w tym tygodniu pojawi się w Minnesocie. Joe Biden 1 listopada ma wiec w Pensylwanii (ale miał identyczny w kampanii 2008, gdy Obama wygrał z łatwością). 




Wszystko jest jeszcze możliwe. To mogą być wybory w których Obama zmiażdży Romneya jak McCaina lub na odwrót, w których to kandydat Republikanów osiągnie dużą przewagę. 




fot. Gage Skidmore CC BY SA 2.0 


19:05

Kościół Satanistyczny: Nergal pozując z ks. Bonieckim dopuścił się obrazy uczuć religijnych