Relacja Live

28.10.2012

09:23

300bruk:

Krupa rządzi na świecie (prawie)

Czy jedna celebrytka może w jednym tygodniu być powiązana z Michelle Obamą, Christiną Aguillerą, włosami do kolan wystającymi z bielizny(sic!) i być jednocześnie Polką? Tak, ten cud się właśnie zdarzył.

Prawie w Białym Domu



Joanna Krupa, to wokół nie jej się w tym tygodniu wszystko kręciło. "Fakt" odkrył najpierw, że Michelle Obama chętnie ogląda reality show "Real Housewives". W takim samym gra teraz Krupa. No, prawie takim samym, ale i tak się liczy.


Cios w Samsunga


To nie koniec. W tym samym tygodniu, w którym była prawie oglądana w Białym Domu, Dżoanna wystąpiła na tle tej samej planszy z logo Samsunga, co Christina Aguillera. A ludzie dziwnym trafem nadal wolą Apple.
   


For fur


Ale najlepsze nastąpiło później. Krupa stała się twarzą kampanii organizacji PETA na rzecz (cytat z angielskiego) fur trimming. Ironiczny plakat mówi sam za siebie (tutaj).

Kłopoty Marty


Tymczasem według "Super Expressu" Marta Kaczyńska rozwiodła się w 2007 roku. Drugi mąż nie potwierdza i nie zaprzecza.

Kto zabił?


Zaczyna się walka o majątek Andrzeja Łapickiego. W prasie pojawiły się głosy zaniepokojonej rodziny, że słynny aktor tuż przed śmiercią chciał zmienić testament na niekorzyść młodej żony. A więc mamy motyw.

Perfekcyjnie starsza


Pudelek sugeruje, że perfekcyjna pani domu ma o 9 lat więcej niż się podaje, co uzasadnia kolejne podejrzenia o operacje plastyczne. Czy oni w tym Pudlu nie rozumieją, że wystarczy się codziennie odkurzać?

Powtórka z rozrywki


Maria Czubaszek w metody Rozenek nie wierzy i jak donosi "Superak" ponownie skorzysta z chirurgii estetycznej. A ponoć dobry satyryk dwa razy tego samego żartu publicznie nie opowiada.

Cytat tygodnia


Tytuł na Pudelku do tekstu o wynikach oglądalności czołowego show TVP2: "Bitwa na głosy" przegrywa ze wszystkimi.


12:18

Najważniejszy dziennik w Iowa poparł Mitta Romneya

Des Moines Register to najważniejszy dziennik ukazujący się w kluczowym stanie Iowa. W 2008 roku oficjalnie poparł kandydaturę Obamy na prezydenta. Teraz, po raz pierwszy od 1972 oficjalny "endorsment" redakcji otrzymał Republikanin. Wtedy był to Richard Nixon, dziś jest to Mitt Romney. W tekście czytamy, że Romney oferuje "świeżą ekonomiczną wizję" i ma szansę na zbudowanie konsensusu w Waszyngtonie. Poparcie dziennika ma oczywiście wymiar tylko czysto symboliczny, ale przy tak zaciekłej kampanii liczy się każde wsparcie. 


13:20

Ciemna strona Twittera. Ma niszczycielski wpływ na to jak dziennikarze opisują politykę?

Twitter na wiele sposobów zmienił sposób uprawiania polityki. Wydarzenia - nie tylko w USA, ale także w Polsce - są relacjonowane przez dziennikarzy, a także przez doradców i sztabowców na żywo. Zdjęcia, urywki wypowiedzi, wszystko co mieści się w 140 znakach ma potencjał, by stać się wyznacznikiem tego, jak opisywane jest konkretne wydarzenie. Twitter służy jako mechanizm "nakręcania" zwolenników jednej czy drugiej opcji i jako narzędzie do zbierania funduszy. Przede wszystkim jednak na Twitterze błyskawicznie formują się opinie - to co określa się jako "conventional wisdom". I to powoduje - jak coraz częściej zwraca się uwagę w USA - że Twitter staje się zagrożeniem dla różnorodności tych opinii. 




Jako pierwszy na ten trend zwrócił uwagę Dana Milibank w Washington Post. W tekście o debatach prezydenckich zwrócił uwagę, że mniej więcej od 30-35 minuty każdej z debat, dziennikarze (nie aktywiści czy blogerzy jawnie popierający jedną ze stron) zaczynają wydawać "wyroki" dotyczące tego, kto przegrywa a kto wygrywa. kto jest lepszy a kto gorszy. Mniej więcej od 30-35 minuty na Twitterze ustala się już opinia - tzw. conventional wisdom, obowiązująca wersja tego co się dzieje. W trakcie pierwszej debaty w Denver, jeden z amerykańskich serwisów ogłosił Romneya zwycięzcą w tekście opublikowanym już w 40 minucie starcia (zaplanowanego na 90 minut). 




Jak twierdzi Milibank, a także inni amerykańscy dziennikarze, Twitter polityczny stał się miejscem, które w ten sposób niszczy jakąkolwiek różnorodność. Dziennikarze, którzy piszą swoje teksty na miejscu debaty, a jednocześnie monitorują Twitter, są dużo bardziej podatni na przyjmowanie "conventional wisdom" które na Twitterze się wykształciło. Przed Twitterem, po debacie to w spinroomie doradcy i politycy z obu stron próbowali wpłynąć na opinię mediów. Teraz spinroom przechodzi do sieci. Milibank narzeka, że prowadzi to do swoistego "formatowania" myślenia i tekstów, które później powstają, bo opinia o debacie uformowała się dużo wcześniej niż sama debata się zakończyła. Kilku wpływowych użytkowników narzuca trend, a później bardzo trudno przebić się z inną opinią. Nie oskarża swoich kolegów o brak obiektywizmu czy nieprofesjonalne podejście,  tylko stwierdza, że tak teraz po prostu działają media. "Groupthink" - czyli myślenie wspólne - tak określa to zjawisko, napędzane przez Twitter czy nowe media. 




W miarę powiększania się znaczenia Twittera w Polsce warto będzie obserwować czy i u nas powstaje trend "spłaszczania się" opinii dotyczących konkretnych wydarzeń. Było na pewno kilka sytuacji, w których uformowana "conventional wisdom" (albo raczej chakraterystyczne Twitterowe szyderstwo) było nietrafione. Np. efekt podróży Tuska po kraju przed Euro był dużo lepszy niż jego ocena na Twitterze. Na razie jednak - głównie za sprawą inne skali całego ekosystemu - bardzo trudno porównywać wprost takie zjawiska w Polsce i w USA.  




fot. http://zimmer.csufresno.edu/~conniec/groupthink.htm 


17:45

Tusk jako temat dla mediów to gwarancja politycznego status quo

Mijający właśnie tydzień rozpoczął się od wydarzenia, które powinno dać Platformie chociaż minimalne szanse na pozytywne historie w mediach. Donald Tusk wraz z Bartoszem Arłukowiczem ogłosili  zarysy pomysłu dotyczącego in vitro - czyli tematu, który medialnie rozsadzał Platformę od wewnątrz od wielu miesięcy, nawet lat. In vitro był jednym z głównych przykładów na kryzys Platformy i słabość premiera Tuska. Ale po tygodniu rozpoczętym od in vitro, status quo w mediach jest utrzymywany. I będzie tak dopóki to reakcja premiera na rozmaite wydarzenia będzie najważniejszym tematem. 




Ten schemat powtarza się od kilku tygodni. Jakiekolwiek większe wydarzenie medialne - od dachu na Narodowym po historię z Opola - wytwarza temat "jak zareagował premier Tusk". W przypadku dachu temat istniał w mediach przez wiele dni. Nawet "drugie expose" zostało odczytane jako reakcja na spadające sondaże, chociaż było planowane wiele tygodni wcześniej, a pierwsze wzmianki o nim pojawiły się już w wakacje. W przyszłym tygodniu może się to powtórzyć w odniesieniu do śniegu czy czegokolwiek innego. 




Premier Tusk ma dwa podstawowe problemy w tym momencie. Wszystko co zrobi interpretowane jest jako reakcja na kolejne problemy rządu i Platformy. A jego reakcja lub jej brak na to co dzieje w się w Polsce - jak historia z Opola - staje się automatycznie tematem. Po konferencji w Stalowej Woli głównym wątkiem medialnego opisu sytuacji - przynajmniej z perspektywy mediów ogólnokrajowych -  były słowa premiera o "szybkim wyjaśnieniu problemu" a nie to co Tusk mówił o samej Hucie i jej rynkowym sukcesie.  Nawet raport "Doing Business" i skok pozycji Polski przemknął w mediach niemal niezauważenie. 




Te dwie płaszczyzny przenikają się nawzajem. Jak długo to Tusk i jego "reaktywność" jest tematem głównym Platformie trudno będzie uzyskać przełamanie. Co ciekawe, nawet słowa Kaczyńskiego o 15,000 aborcji nie były w tym tygodniu tak istotne jak kolejne gaszenie pożarów przez premiera. Nowe sondaże, pokazujące gwałtowna zmianę poparcia na korzyść Platformy na pewno zmieniłyby sytuację. Ale jeśli takie się nie pojawią, i jeśli tematem nadal będzie premier i to jak reaguje -- tak jak działo się to w tym tygodniu - to status quo będzie się utrzymywał. A taki stan rzeczy działa na korzyść opozycji. 


fot. Maciej Śmiarowski/ KPRM CC BY-NC-ND 2.0


19:23

Dlaczego huragan Sandy może skomplikować życie Obamie

Zbliżający się do wschodniego wybrzeża USA Huragan Sandy już teraz wprowadził chaos w kampanii prezydenckiej. Zarówno Obama jak i Romney musieli już odwołać zapowiadana spotkania m.in. wiece w Wirginii. Każde wydarzenie o takiej skali na tym finałowym etapie kampanii jest istotne. Ale huragan może przede wszystkim skomplikować życie prezydentowi Obamie. Oto jakie mogą być rezultaty "październikowej niespodzianki pogodowej". 




Sztab Obamy bardzo mocno postawił na wczesne głosowanie i mobilizację swoich zwolenników. Każde zakłocenie tej skomplikowanej maszynerii może okazać się problematyczne, zwłaszcza w tak wyrównanym wyścigu. Przyznał to pośrednio dziś David Axlerod, główny strateg Obamy, który stwierdził, że huragan może obniżyć frekwencję, co w sytuacji, w której to Republikanie są bardziej zmotywowani i entuzjastyczni wobec swojego kandydata może tylko zaszkodzić Obamie. 




W stanach, które mogą najbardziej ucierpieć w wyniku huraganu - Płn. Karolina, Wirgina, Ohio - trwa wczesne glosowanie.  Huragan może zaniżyć ilość głosów oddanych na Obamę już przed wyborami 6 listopada. Nie wspominając o tym, że im większy kryzys tym trudniej prezydentowi prowadzić kampanię wyborczą. Już teraz jego sztab musiał odwołać planowany na jutro wspólny wiec z Billem Clintonem w Wirginii. Huragan odwraca uwagę mediów, czyli potencjalnie może zamrozić wyścig w miejscu ,w którym jest teraz. Są też spekulacje, że trudne warunki pogodowe obniżą frekwencje najbardziej w regionach wiejskich, gdzie przewagę ma Romney. Wtedy huragan byłby korzystny dla Obamy.




Oczywiście, trudna sytuacja może sprawić, że Obama pokaże się "prezydencko" - jako przywódca, "commander-in-chief". Ale to niewielkie pocieszenie dla i tak zdenerwowanych Demokratów. Sondaż z Ohio, cytowany przez wszystkie media dziś w USA pokazuje remis 49 do 49. W takich warunkach każde wydarzenie  może przeważyć szalę zwycięstwa na jedną ze stron. Ale i tak wszystko zależy od tego, jak niebezpieczny okaże się Sandy gdy już dotrze do USA. 


fot. NASA GOES Project


22:55

Joss Whedon o Romneyu: jeśli on zostanie prezydentem, zombie przyjdą po nas wszystkich

Joss Whedon, scenarzysta i reżyser, twórca kultowych seriali, takich jak "Buffy" czy "Firefly", połączyl dwa tematy, o których w tym tygodniu będzie najgłośniej: zombie i Mitta Romneya.
Co reżyser "Avengersów" ma do powiedzenia na temat prezydenckiego kandydata GOP? Nie zdradzimy wielkiej tajemnicy, jeśli napiszemy, że w zasadzie nic dobrego.


http://youtu.be/6TiXUF9xbTo



Romney: he needs brains...